121131.fb2 Bia?y smok - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 5

Bia?y smok - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 5

5.Poranek w siedzibie Cechu Harfiarzy w Warowni Fort, popołudnie w Weyrze Benden, późne popołudnie w siedzibie Cechu Harfiarzy, 15.5.26

Przeszedł jeszcze jeden Opad Nici, zanim Jaxomowi udało się wyrwać do Gospodarstwa Na Płaskowyżu. Wydawało się, że większe odnosi sukcesy z Coraną, niż przy uczeniu Rutha, żeby jak należy nieprzerwanie ział ogniem. Biały smok niemalże poparzył sobie gardziel powstrzymując się od buchania płomieniem, kiedy w najbardziej niefortunnych momentach pojawiały się jaszczurki ogniste. Jaxom nie miał wątpliwości, że na obszarze całej Warowni Keroon nie było takiej jaszczurki, która by do nich nie zajrzała. Nawet cierpliwość Rutha była na wyczerpaniu i musieli zacząć latać pomiędzy czasem po sześć godzin, żeby ich nieobecności w Ruatha nie uznano za coś nadzwyczajnego. Przechodzenie pomiędzy czasem było męczące, jak to sobie Jaxom uświadomił, waląc się tego wieczoru do łóżka, wyczerpany i sfrustrowany.

Co gorsza, następnego ranka musiał się razem z Finderem udać do siedziby Cechu Harfiarzy, ponieważ zgodnie z planem Harfiarz Ruathy miał nauczyć się stosować równania gwiezdne Wansora. Oczekiwano, że opanują je wszyscy harfiarze, żeby, co najmniej jedna osoba poza Panem Warowni potrafiła dokładnie sprawdzać terminy Opadu Nici.

Siedzibę Cechu Harfiarzy stanowiło część zespołu budynków rozrzuconych szeroko w obrębie i na zewnątrz stromych ścian skalnych Warowni Fort. Kiedy Jaxom z Finderem wynurzyli się w powietrzu nad zabudowaniami, naokoło panował istny chaos. Jaszczurki ogniste pikowały i nurkowały, wrzeszcząc w najwyższym podnieceniu. Smok — wartownik na wzgórzach ogniowych Warowni Fort stał na tylnych łapach, przednimi drąc powietrze, łopocząc rozpostartymi skrzydłami, rycząc z wściekłości.

Gniewają się! Oni się gniewaj! Tak brzmiał pełen przestrachu komentarz Rutha. Jestem Ruth! Ruth! — zatrąbił jedynym w swoim rodzaju tenorem.

— Co się stało? — zapytał Finder na ucho Jaxoma. — Ruth mówi, że się gniewają.

— Gniewają? W życiu nie widziałem tak rozgniewanego smoka.

Pełen złych przeczuć Jaxom skierował Rutha na dziedziniec siedziby Cechu Harfiarzy. Wielu ludzi biegało we wszystkie strony, a jaszczurki ogniste tak dziko miotały się dookoła, że miał kłopoty za znalezieniem wolnego miejsca. Jak tylko wylądował, roztańczyło się wokół niego całe skrzydło jaszczurek, nadając pełne niepokoju i poruszenia myśli, których Ruth, jak powiedział Jaxomowi, zupełnie nie mógł zrozumieć — a jeszcze mniej Jaxom, kiedy otrzymywał ten przekaz z drugiej ręki. Zauważył, że były to zwierzaki Menolly, która wysłała je, żeby go znalazły.

— Tu jesteście!

— Otrzymałeś moją wiadomość? — Menolly pędziła z Cechu w ich kierunku, ciągnąc za sobą w biegu rynsztunek do latania. — Musimy lecieć do Weyru Benden. Ukradli królewskie jajo.

I już wdrapywała się za Findera na grzbiet Rutha, przepraszając go za tłok na grzbiecie i przynaglając Jaxoma, by się ruszył.

— Czy trójka to nie za dużo dla Rutha? — zapytała z nieco spóźnioną troską, kiedy Ruth zawahał się przed startem.

Absolutnie nie.

— Kto ukradł jajo Ramoth? Kiedy? Jak? — zapytał Finder.

— Pół godziny temu. Oni zwołują wszystkie spiżowe smoki i pozostałe królowe. Udadzą się wielką liczbą do Południowego Weyru i zmuszą ich, by oddali jajo.

— A skąd wiedzą, że to Południowcy? — zapytał Jaxom.

— A któż inny miałby ukraść jajo?

Następnie cała dyskusja uległa zawieszeniu, kiedy Ruth zabrał ich zgrabnie pomiędzy. Wynurzyli się w powietrzu nad Bendenem i nagle od strony słońca pomknęły prosto na nich trzy spiżowe smoki ziejące płomieniami. Ruth kwiknął i umknął pomiędzy; wynurzył się nad jeziorem, jazgocząc do swoich niedoszłych przeciwników najgłośniej jak mógł.

Jestem Ruth. Jestem Ruth. Jestem Ruth!

— Uff, niewiele brakowało! — powiedział Finder, przełykając ślinę. Jaxomowi aż ramiona zdrętwiały, tak mu je ściskał rękami.

Prawie że trafiłeś mnie w czubek skrzydła. Jestem Ruth! Przeprosiny, dodał biały smok już spokojniejszym tonem, zwracając się do swego jeźdźca. Ale przygiął do siebie czubek skrzydła, żeby mu się przypatrzyć z bliska.

Menolly jęknęła.

— Zapomniałam wam powiedzieć, że mamy wynurzyć się z pomiędzy głośno wołając, kim jesteśmy. Zdawałoby się, że przynajmniej Rutha mogły te smoki przepuścić bez wyzwania.

Kiedy mówiła, pojawiło się jeszcze więcej smoków, trąbiły do trzech spiżowych trzymających wartę na wzgórzach. Nowo przybyli zatoczyli ciasny krąg, by wysadzić swoich jeźdźców przy tłumie zebranym wokół wejścia do Wylęgarni. Jaxom, Finder i Menolly ruszyli poprzez Nieckę, by do nich dołączyć.

— Jaxom, widziałeś kiedy tyle smoków? — Menolly rozejrzała się dookoła po zatłoczonym obrzeżu Weyru, popatrzyła na smoki siedząc na progach skalnych; wszystkie miały rozpostarte skrzydła, gotowe były do natychmiastowego lotu. — Och, Jaxom, co to będzie, jeżeli dojdzie do walki między smokami?

Groza w jej głosie była dokładnym odbiciem tego, co on sam czuł.

— Ci głupi jeźdźcy z przeszłości podejmują desperackie kroki — powiedział ponuro Finder.

— Jakim cudem udała im się taka bezczelna kradzież? — chciał się dowiedzieć Jaxom. — Ramoth nigdy nie opuszcza swojego wylęgu. — Nie opuszcza go od czasu, kiedy my z F’lessanem zakłóciliśmy spokój jej jajek, pomyślał sobie z poczuciem winy.

— F’nor przyniósł nam tę wiadomość — powiedziała Menolly. — Mówił, że poleciała coś zjeść. W Wylęgarni znajdowała się pewnie połowa wszystkich jaszczurek ognistych Bendenu. Zawsze tam są…

— A wśród nich bez wątpienia jedna czy dwie, które przyleciały z wizytą z Południowego — dodał Finder.

Menolly skinęła głową.

— Tak właśnie mówił F’nor. W ten sposób Władcy z przeszłości dowiedzieli się, kiedy jej tam nie będzie. F’nor opowiadał, że właśnie zabiła zdobycz, gdy pojawiły się trzy spiżowe smoki, minęły smoka — wartownika… no, bo czemu miałby właściwie smok — wartownik rzucać wyzwanie spiżowym smokom? Zanurkowały w górny tunel prowadzący na teren Wylęgarni, a Ramoth wydała straszliwy wrzask i zniknęła pomiędzy. Zaraz potem te trzy spiżowe wyleciały z górnego wejścia, usłyszały wrzask Ramoth. Wypadła z terenu Wylęgarni w ataku, ale one zniknęły pomiędzy, zanim na długość skrzydła oderwała się od ziemi.

— Czy wysłali za nimi smoki?

— Poleciała za nimi Ramoth! A Mnemeth tylko o włos za nią. Ale nic im z tego nie przyszło.

— Czemu nie?

— Spiżowe smoki zniknęły pomiędzy czasami. — A nawet Ramoth nie mogła wiedzieć kiedy.

— No właśnie. Mnemeth sprawdził Południowy Weyr i Warownię, oraz tak z połowę gorących plaży.

— Nawet Władcy Weyrów z przeszłości nie byliby tacy głupi, żeby zabrać jajko królowej prosto do Południowego Weyru.

— Ale skąd oni mieliby wiedzieć — dodał Finder ze znużeniem — iż my będziemy wiedzieli, że to oni zabrali jajo.

Dotarli już na skraj tłumu, w którym zebrali się jeźdźcy smoków z innych Weyrów, jak również Lordowie Warowni i Mistrzowie Cechów. Lessa stała na półce skalnej przed swoim Weyrem, a obok niej F’lar z Fandarelem i Robintonem, którzy mieli bardzo ponury i pełen niepokoju wyraz twarzy. N’ton zatrzymał się w połowie schodów, rozmawiając poważnie z dwoma innymi spiżowymi jeźdźcami, pomagał sobie przy tym gniewną gestykulacją. Nieco z boku stały jeszcze trzy Władczynie Weyrów i szereg kobiet, które musiały być jeźdźcami królowych. Wokół panowała przytłaczająca atmosfera oburzenia i frustracji. Nad całą tą sceną dominowała Ramoth, która wędrowała tam i z powrotem po terenie Wylęgarni, zatrzymując się od czasu do czasu, by pilnie przypatrzyć się jajom, które pozostały na gorącym piasku. O czasu do czasu zaczynała smagać ogonem i wydawać z siebie gniewne trąbienie, które zagłuszało rozmowy prowadzone nad nią na progu skalnym.

— Nie jest bezpiecznie zabierać jajo pomiędzy — powiedział ktoś stojący przed Jaxomem i Menolly.

— Przypuszczam, że jakiś czas by wytrzymało, jeżeli początkowo było dobrze nagrzane i nikt go nie uszkodził.

— Powinniśmy po prostu wsiąść, polecieć i wykurzyć Władców z przeszłości z ich Weyru.

— I doprowadzić do walki smoka ze smokiem? Nie jesteś ani trochę od nich lepszy.

— Ale nie możemy dopuścić do tego, żeby smoki kradły jajka naszych królowych! To najgorsza zniewaga, jakiej Benden kiedykolwiek od nich doznał. I moim zdaniem, powinni za to zapłacić.

— Południowy Weyr jest w rozpaczliwej sytuacji — powiedziała Menolly półgłosem do Jaxoma. — Żadna z ich królowych nie wzniosła się do lotu godowego. Spiżowe smoki wymierają, a oni nie mają nawet żadnych młodych zielonych smoczyc.

Dokładnie w tym momencie Ramoth wydała z siebie żałosny ryk, wyrzucając w górę głowę. Wszystkie smoki w Weyrze odpowiedziały na ten zew, ogłuszając ludzi. Jaxom widział, jak bessa pochyla się w dół z progu, z ręką wyciągniętą w stronę swojej rozpaczającej królowej. A potem, ponieważ o dobrą głowę przerastał resztę tłumu i akurat patrzył w tamtą stronę, zobaczył, jak coś ciemnego zatrzepotało się na terenie Wylęgarni. Usłyszał zduszony okrzyk bólu.

— Patrzcie! Co to jest? Tam w Wylęgarni!

Tylko ci, którzy stali najbliżej niego, usłyszeli ten okrzyk czy zauważyli, że coś pokazuje. Jaxom nie potrafił myśleć o niczym poza tym, że jeżeli spiżowe smoki na Kontynencie Południowym naprawdę wymierają, to jeźdźcy z przeszłości mogą wykorzystać to całe zamieszanie i spróbować jeszcze ukraść jakieś spiżowe jajo.

Wziął nogi za pas, za nim pobiegli Menolly i Finder, ale nagle ogarnęła go taka fala słabości, że musiał się zatrzymać. Coś wydawało się wysysać z niego siły, ale Jaxom nie miał pojęcia, co to mogło być.

— Co ci jest, Jaxomie?

— Nic. — Jaxom oderwał ręce Menolly od swego ramienia i niemalże popchnął ją w kierunku Wylęgarni. — Jaja. Jaja!

Jego nakazujący okrzyk utonął w pełnym zdumienia i szalonej radości ryku Ramoth.

— Jajo. Jajo królowej!

Zanim Jaxom wrócił do siebie po tym nagłym, niewytłumaczalnym ataku zawrotów głowy i dostał się na teren Wylęgarni, wszyscy wpatrywali się z ulgą w królewskie jajo, tkwiące ponownie w bezpiecznym miejscu pomiędzy przednimi łapami Ramoth.

Jakiejś jaszczurce ognistej, którą ciekawość uczyniła lekkomyślną, udało się wsunąć na długość skrzydła do Wylęgarni, zanim na pełen wściekłości ryk Ramoth błyskawicznie umknęła.

Ludzie, pełni ulgi, zaczęli ze sobą rozmawiać, przechodząc terenu Wylęgarni trochę dalej, gdzie piasek pod stopami nie był już tak nieprzyjemnie gorący. Ktoś zasugerował, że może jajo odtoczyło się gdzieś na bok i Ramoth tylko zdawało się, że je zabrano. Ale zbyt wielu ludzi widziało to puste miejsce. No i te spiżowe smoki, które błyskawicznie wyleciały z górnego wejścia do Wylęgarni. Bardziej do przyjęcia była teza, że Władcy z przeszłości zrezygnowali z kradzieży, gdyż i oni nie mieli ochoty, by smok walczył ze smokiem.

Lessa pozostała w Wylęgarni, próbując przekonać Ramoth, żeby pozwoliła jej zobaczyć, czy jaju nie stała się jakaś krzywda. Wkrótce potem pospiesznie przeszła z Wylęgarni do F’lara i Robintona.

— To jest to samo jajo, ale jest starsze i twardsze, gotowe, żeby się lada chwila Wykluć. Trzeba sprowadzić dziewczęta.

Po raz trzeci tego ranka Benden ogarnął stan gorączkowego podniecenia — na szczęście bardziej radosnego, ale wciąż powodującego wiele zamieszania. Jaxomowi i Menolly udało się, nie wchodząc nikomu w drogę, pozostać na tyle blisko, żeby słyszeć, co się dzieje.

— Ten, kto zabrał to jajo, przetrzymał je co najmniej przez dziesięć dni — usłyszeli gniewny głos Lessy. — Na to musimy zareagować.

— Jajo bezpiecznie wróciło na miejsce — powiedział Robinton, starając się ją uspokoić.

— Czy jesteśmy tchórzami, żeby darować taką obelgę? — zapytała innych smoczych jeźdźców, ingorując spokojnie słowa Robintona.

— Jeżeli śmiałość — w głosie Robintona słychać było pogardę dla tej cechy — ma oznaczać szczucie jednego smoka drugim, to wolę być tchórzem.

Rozpalona do białości uraza Lessy wyraźnie ostygła.

Smok przeciw smokowi. Te słowa echem odbiły się w tłumie. Myśl ta krążyła w umyśle Jaxoma i wyczuwał, jak tuż obok niego Menolly odcina się od następstw, jakie niosła. ze sobą taka walka.

— To jajo było w jakimś kiedy wystarczająco długo, by stwardnieć tak, że wkrótce się wylęgnie — mówiła Lessa z twarzą zastygłą od gniewu. — Prawdopodobnie dotykała go ich kandydatka. Mogli na nie wpłynąć w takim stopniu, że smoczątko nie Naznaczy tutaj.

— Nikt jeszcze nie wykazał, jaki wpływ na jajo ma kontakt z nim przed Wykluciem — mówił Robinton swoim najbardziej przekonującym głosem. — A przynajmniej wiele razy dawaliście mi to do zrozumienia. Sądzę, że żadna ich zmowa nie przyniesie już żadnej korzyści ani nie przyczyni jaju żadnej szkody, no chyba, że zrzucą swoją kandydatkę prosto na jajo w momencie Wylęgania.

Zebrani jeźdźcy smoków byli wciąż jeszcze pełni napięcia, ale początkowy impuls, by wznieść się na skrzydłach i zniszczyć południowy Weyr, znacznie ostygł po zwrocie jaja, chociaż bardzo był ten zwrot tajemniczy.

— Jest chyba oczywiste, że nie możemy już dłużej trwać w błogim zadowoleniu — mówił F’lar, rzucając spojrzenie w górę na smoki — wartowników — czy też w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, że ta Wylęgarnia jest nietykalna. Czy którakolwiek inna Wylęgarnia. — Nerwowym ruchem odgarnął kosmyk włosów z czoła. — Na Pierwszą Skorupę, to nie lada bezczelność z ich strony, żeby usiłować ukraść jedno z jaj Ramoth.

— Żaby zabezpieczyć ten Weyr trzeba po pierwsze zakazać wstępu tym zatraconym jaszczurkom ognistym — mówiła. Lessa gwałtownie. — To nieprzydatne plotkary albo jeszcze gorzej…

— Nie wszystkie, Lesso — powiedziała Brekke, stając przed Władczynią Weyru. — Niektóre z nich przybywają tu naprawdę po to, by coś załatwić i bardzo nam pomagają.

— Dwie brały udział w tej grze — powiedział Robinton ponuro. Menolly dała Jaxomowi sójkę w bok, przypominając mu, że jaszczurki ogniste z Cechu Harfiarzy, wliczając w to jej własne, pomagały w bardzo wielu sprawach.

— Nie obchodzi mnie to — powiedziała Lessa do Brekke i spiorunowała wzrokiem zebranych. — Nie chcę ich tu nigdzie widzieć. Te nieznośne stworzenia mają nie prześladować Ramoth. Trzeba koniecznie coś zrobić, bo nic tu po nich.

— Należy oznakować je odpowiednimi kolorami! — brzmiała szybka odpowiedź Brekke. — Oznakować je i nauczyć, by podawały swoje imię i miejsce, z którego pochodzą, tak jak to robią smoki. Nauka grzeczności wcale ich nie przerasta. Przynajmniej tych, które latają do Bendenu na czyjeś polecenie.

— I niech zgłaszają się do ciebie, Brekke, albo do Mirrim — dodał Robinton.

— Niech tylko trzymają się z daleka od Ramoth i ode mnie! — Lessa przyjrzała się Ramoth i gwałtownie się odwróciła. — I niech ktoś przyniesie tego intrusia, którego Ramoth nie zjadła. Lepiej się poczuje, jak będzie miała coś w brzuchu. O pogwałceniu naszego Weyru porozmawiamy później. Szczegółowo.

F’lar polecił kilku jeźdźcom smoków, żeby przynieśli intrusia, a następnie uprzejmie podziękował pozostałym zebranym za ich bezzwłoczną reakcję na jego wezwanie. Skinął na kilku Przywódców Weyrów i Robintona, by dołączyli do niego w wyżej położonym Weyrze.

— Nie widać ani śladu jaszczurek ognistych — powiedziała Menolly do Jaxoma. — Powiedziałam Pięknej, żeby się trzymała z daleka. Odpowiedziała mi przerażona do szpiku kości.

— Podobnie jak Ruth — powiedział Jaxom, kiedy szli w jego kierunku poprzez Nieckę. — Zrobił się niemal szary.

Ruth nie tylko poszarzał, ale cały drżał z niepokoju.

Dzieje się coś złego. Coś jest nie w porządku, powiedział swojemu jeźdźcowi, a jego oczy wirowały jak błędne wieloma odcieniami szarości.

— Uszkodziły ci skrzydło?

Nie. To nie moje skrzydło. Coś jest nie tak w mojej głowie. Nie czuję się jak trzeba. Ruth przemieścił się z czterech łap na zad, potem z powrotem na czworaki, szeleszcząc skrzydłami.

— Czy to dlatego, że odleciały wszystkie jaszczurki ogniste? A może z powodu tego zamieszania z jajem Ramoth?

Ruth powiedział, że jedno i drugie, i żadne. Wszystkie jaszczurki ogniste się bały; przypomniały sobie coś, co je przestraszyło.

— Przypomniały sobie? Też coś! — Jaxoma zirytowały jaszczurki, ich kolektywne wspomnienia i różne bezsensowne obrazy, które powodowały, że jego rozsądny Ruth był nieszczęśliwy.

— Jaxom? — Menolly zdążyła zboczyć do Niższych Jaskiń i podzieliła się teraz z nim garścią pasztecików, które wyżebrała od kucharzy. — Finder mówi, że Robinton chce, bym wróciła do siedziby Cechu Harfiarzy i powiedziała im, co się działo. Mam także zacząć znaczyć moje jaszczurki ogniste. Patrz! — Wskazała palcem na obrzeże Weyru i na Gwiezdne Skały. — Smok — wartownik żuje smoczy kamień. Och, Jaxomie!

— Smok przeciw smokowi. — Przeszedł go gwałtowny dreszcz. — Jaxom, nie można do tego dopuścić — powiedziała zdławionym głosem.

Ani jedno z nich, ani drugie nie było w stanie dokończyć pasztecików. Milcząc wsiedli na Rutha, który uniósł ich w powietrze.

Kiedy Robinton wspinał się po schodach do Weyru królowej, myślał szybciej niż kiedykolwiek dotąd. Zbyt wiele zależało od tego, co się teraz stanie — ważył się cały przyszły los planety, jeżeli poprawnie odczytał reakcje. Wiedział więcej niż powinien o warunkach panujących w Weyrze Południowym, ale ta wiedza do niczego mu się dzisiaj nie przydała. Wyrzucał sobie, że wykazał taką samą naiwność, taki sam brak spostrzegawczości i tępotę, jak każdy smoczy jeździec, zakładając, że Weyry były nienaruszalne, a tereny Wylęgarni nietykalne. Uprzedzał go przecież Piemur; ale on po prostu nie dostrzegł powiązań pomiędzy tymi informacjami. A przecież w świetle tego, co się dziś wydarzyło, powinien już dawno dojść do logicznego wniosku, że zdesperowani Południowcy podejmą tę próbę, żeby ożywić swój podupadający Weyr przy pomocy nowej i zdolnej do życia królowej. Nawet gdyby doszedł do słusznego wniosku, jakim cudem dałby radę wytłumaczyć Lessie i F’larowi, co planowali na dziś Południowcy. Władcy Weyru mieliby w należytej pogardzie takie bezsensowne pomysły.

Nikt się dziś nie śmiał. Absolutnie nikt.

Dziwne, że tylu ludzi założyło, że Władcy z przeszłości potulnie pogodzą się ze swoim wygnaniem i pozostaną ulegle na swoim kontynencie. Nikt nie stawiał tamy ich wygodom, a tylko ich nadziei na przyszłość. Motorem musiał być tutaj T’kul T’ron utracił cały swój wigor i inicjatywę po dawnym pojedynku z F’larem. Robinton odczuwał uzasadnioną pewność, że żadna z tamtych dwóch Władczyń Weyru, ani Merika, ani Mardra, nie brały w tym udziału; na pewno nie życzyły sobie, żeby ich miejsce zajęła młoda królowa i jej jeźdźczyni. Czy to może jedna z nich zwróciła to jajo?

Nie, myślał Robinton, to musiał być ktoś, kto znał od wewnątrz teren Wylęgarni… albo ktoś, kto miał niesamowite szczęście i sporą dozę umiejętności, że udało mu się tak wpaść pomiędzy do jaskini i pomiędzy wypaść z niej.

Robinton na nowo przeżywał te momenty skomplikowanej grozy, której doświadczył podczas nieobecności jaja. Drgnął na myśl o wściekłości Lessy. Wciąż jeszcze było to prawdopodobne, że podburzy ona smoczych jeźdźców Północy. Była w pełni zdolna do tego, żeby podtrzymywać w sobie tę bezmyślną furię, która niemalże zdominowała wydarzenia tego ranka. Jeżeli nadal będzie domagała się zemsty na ponoszących winę Południowcach, może okazać się to równie zgubne dla Pernu jak pierwszy Opad Nici.

Jajo zostało zwrócone. Robinton uczepił się tego pocieszającego faktu, że wydawało się nieuszkodzone, pomimo że postarzało się podczas względnego upływu czasu. Lessa mogła zdecydować się, by robić z jego stanu kwestię sporną. A jeżeli z tego jajka wykluje się królowa z najmniejszą choćby skazą, to według Robintona nie było cienia wątpliwości, że Lessa będzie żądała pomsty.

Ale jajo zostało zwrócone! Musi wbić im do głowy ten fakt, musi podkreślić, że w oczywisty sposób nie wszyscy Południowcy brali udział w tej haniebnej akcji. Niektórzy nadal przestrzegali starych zasad zachowania. To na pewno jeden z nich był na tyle bystry, żeby domyślić się, jaka to karna ekspedycja wyruszy przeciwko przestępcom, i równie gorąco jak Robinton pragnął uniknąć takiej konfrontacji.

— To jest rzeczywiście czarna godzina — odezwał się ktoś o głębokim, smutnym głosie. Harfiarz odwrócił się, wdzięczny za pełne rozsądku poparcie Mistrza Kowali. Ciężkie rysy Fandarela pożłobiło zmartwienie i po raz pierwszy Robinton zauważył, że oczy jego pożółkły, a na twarzy pojawił się związany z wiekiem obrzęk, przez co stała się ona mniej wyrazista. — Takiej perfidii nie wolno puścić płazem… a przecież nie można inaczej!

Myśl o walce smoka ze smokiem znowu jak ogniem przeszyła umysł Robintona.

— Za wiele byśmy stracili! — powiedział do Fandarela.

— Oni stracili już wszystko, kiedy zostali zesłani. Często zastanawiałem się, czemu się wcześniej nie zbuntowali.

— Zrobili to teraz. Z nawiązką.

— A odpowiedź też mogą otrzymać z nawiązką. Mój przyjacielu, musimy dziś być tak rozumni jak nigdy dotąd. Obawiam się, że Lessa może być nierozsądna i bezmyślna. Już pozwoliła na to, żeby emocje zapanowały nad zdrowym rozsądkiem. — Kowal wskazał na naszywkę skórzaną na ramieniu Robintona, gdzie zwykle siedział Zair. — Gdzie jest teraz twój mały przyjaciel?

— W Weyrze Brekke, razem z Grallem i Berdem. Chciałem, żeby wrócił do siedziby Cechu Harfiarzy razem z Menolly, ale odmówił.

Powolnym, ciężkim ruchem Kowal ponownie pokręcił swoją wielką głową, kiedy obydwaj wchodzili do Sali Obrad.

— Ja sam nie mam jaszczurki ognistej, ale słyszałem o tych małych stworzonkach same dobre rzeczy. Nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby miały one dla kogoś stanowić zagrożenie.

— A więc mogę liczyć na twoje poparcie, Fandarelu? — zapytała Brekke, która weszła za nimi z F’norem. — Lessa nie jest sobą. Naprawdę potrafię zrozumieć jej niepokój, ale nie można jej pozwolić, żeby potępiała wszystkie jaszczurki, bo kilka z nich napsociło.

— Napsociło? — F’nor był wzburzony. — Niech no tylko Lessa nie złapie cię na nazywaniu tego, co się stało, psotami. Psoty? Kradzież jaja królowej?

— Rola jaszczurek ognistych sprowadzała się psocenie… zaglądały do jaskini Ramoth, podobnie jak to robiło wiele innych jaszczurek, odkąd zostały złożone jaja. — Brekke odezwała się ostrzej niż zwykle, a napięcie widoczne wokół oczu i ust F’nora dało znać Robintonowi, że ta para poróżniła się ze sobą. Jaszczurki ogniste nie odróżniają dobra od zła…

— To będą musiały się nauczyć… — zaczął F’nor bardziej z podnieceniem niż rozwagą.

— Obawiam się, że my, którzy nie mamy smoków — powiedział Robinton, szybko wpadając mu w słowo… w obawie, że wydarzenia dzisiejszego dnia zerwą więź między tym dwojgiem kochających się ludzi — przesadzaliśmy, zabierając tych naszych małych przyjaciół ze sobą wszędzie, gdzie tylko się udawaliśmy, wariowaliśmy na ich punkcie jak rodzice późno urodzonego dziecka, pozwalaliśmy im na zbyt wiele. Ale wobec dzisiejszych wydarzeń, sprawa naszego większego opanowania w stosunku do jaszczurek ognistych ma bardzo niewielkie znaczenie.

F’nor zdusił swoje rozjątrzenie. Skinął teraz Harfiarzowi głową.

— A gdyby tak nie zwrócili tego jaja, Robintonie… — Ramiona drgnęły mu spazmatycznym ruchem i potarł czoło, jak gdyby usiłując usunąć wszystkie wspomnienia tej sceny.

— Gdyby nie zwrócili tego jaja — powiedział Robinton nieubłaganie — to smok by walczył ze smokiem! — Wypowiedział każde słowo oddzielnie, wkładając w swój głos, ile tylko zdołał mocy i niesmaku.

F’nor potrząsnął pospiesznie głową, nie dopuszczając takiego rozwiązania.

— Nie, nie doszłoby do tego, Robintonie. Byłeś mądry…

— Mądry? — zionęła rozwścieczona Władczyni Weyru, a słowo to cięło jak nóż. Lessa stała u wejścia do Sali Obrad, jej szczupła postać cała była napięta po przeżyciach tego ranka, a twarz posiniała z gniewu. — Mądry? Pozwalając, żeby im taka zbrodnia uszła na sucho? Pozwalając im knuć jeszcze bardziej zdradzieckie plany? Jak ja mogłam w ogóle pomyśleć, że trzeba ich było sprowadzić w czasie? Kiedy przypomnę sobie, że błagałam tego pasożyta T’rona, żeby zajął się pomocą dla nas. Zajął się pomocą? O tak, on się zajął! Jajem mojej królowej. Gdybym tylko potrafiła cofnąć to, co tak głupio zrobiłam…

— Głupio to postępujesz teraz, tak się nadal awanturując powiedział Harfiarz zimno, wiedząc, że tym, co musi powiedzieć w obliczu Przywódców Weyrów oraz Mistrzów Cechów może śmiało zrazić sobie ich wszystkich. — Jajo zostało zwrócone…

— Tak, a kiedy ja…

— Przecież tego chciałaś pół godziny temu, godzinę temu, czyż nie? — zapytał Robinton, rozkazująco podnosząc głos. — Chciałaś, żeby oddano jajo. Żeby to osiągnąć, miałaś prawo wysłać smoka przeciw smokowi i nikt by ci nie przyganił. Ale jajo zostało zwrócone. Wysłać smoka przeciw smokowi dla zemsty? O nie, Lesso. Tego nie masz prawa robić. Nie dla zemsty. — A jeżeli potrzeba ci pomsty, żeby zadowolić twoją królową i twoje pełne złości ja, pomyśl tylko: to im się nie udało! Nie mają tego jaja. Po tym co zrobili, wszystkie Weyry będą się miały na baczności, tak że nie ma żadnej szansy, by udało im się po raz drugi. Stracili swoją jedyną szansę, Lesso. Zawiodła ich jedyna nadzieja, żeby tchnąć nowe życie w ich umierające spiżowe smoki. Pokrzyżowano im szyki. Co ich czeka… nic. Nie mają przyszłości, nie mają żadnej nadziei. — Nic gorszego nie możesz im zrobić, Lesso. Tak więc kiedy zwrócili już jajo, w oczach całego Pernu nie masz prawa zrobić nic więcej.

— Mam prawo pomścić tę zniewagę wyrządzoną mnie, mojej królowej i mojemu Weyrowi!

— Zniewagę? — Robinton zaśmiał się krótkim, szczekliwym śmiechem. — Moja droga Lesso, to nie była żadna zniewaga. To był komplement najwyższego rzędu!

Na jego niespodziany śmiech, jak i tę zdumiewającą interpretację, oszołomiona Lessa zamilkła.

— Ile jaj królewskich zostało złożonych podczas tego Obrotu? — zapytał Robinton innych Przywódców Weyrów. — I to w Weyrach, które Władcy z przeszłości znali lepiej od wewnątrz niż Benden. Nie, oni chcieli mieć jajo złożone przez Ramoth! Dla nich dobre jest tylko to, co Pern może dać najlepszego! — Zręcznie Robinton zmienił temat. — Lesso — powiedział z wielką życzliwością i współczuciem — wszyscy jesteśmy zdenerwowani tym straszliwym zdarzeniem. Nikt z nas nie jest w stanie jasno myśleć… — Przesunął ręką po twarzy, co nie było żadnym pustym gestem, bo oblał go pot od wysilku, by ukierunkować inaczej nastrój tak wielu ludzi. — Za bardzo dajemy się ponieść emocjom. A na ciebie spadł główny ciężar, Lesso. — Wziął za rękę i poprowadził zaszokowaną, ale nieopierającą się Władczynię Weyru do jej krzesła, usadzając ją z ogromną troską i szacunkiem. — Musiało cię doprowadzić niemal do szaleństwa cierpienie Ramoth. Ona jest teraz spokojniejsza, czyż nie?

Lessie szczęka opadła ze zdumienia i wpatrywała się nadal w Robintona szeroko otwartymi oczami. Następnie skinęła głową, zamknęła usta i oblizała wargi.

— A więc i ty wrócisz do siebie. — Robinton nalał czarkę wina i podał jej. Ciągle jeszcze oszołomiona jego zdumiewającym nastawieniem pociągnęła nawet mały tyczek. — I uświadomisz sobie, że najgorszą katastrofą, jak mogłaby wydarzyć się na tym świecie, byłaby walka smoka ze smokiem.

Wtedy Lessa odstawiła czarkę, rozlewając wino na kamienny stół.

— Ty… z tymi twoimi sprytnymi słowami… — I pokazała palcem na Robintona, podnosząc się z krzesła jak rozwijająca się sprężyna. — Ty…

— On ma rację, Lesso — odezwał się od wejścia F’lar, skąd obserwował całą tę scenę. Wszedł do sali i ruszył w stronę stołu, przy którym siedziała Lessa. — Powodem naszego najazdu na Weyr Południowy mogło być wyłącznie poszukiwanie twojego jaja. Kiedy już je zwrócono, za dążenie do zemsty potępiłby nas cały Pern. — Mówił do niej, ale jego oczy patrzyły kolejno na każdego Przywódcę Weyru i Mistrza Cechu, by ocenić ich reakcję. — Jeżeli chociaż raz smoki będą walczyć ze sobą, bez względu na powód — tu gestem przekreślił jakiekolwiek względy — my, jeźdźcy smoków tracimy całą resztę Pernu! — Rzucił Lessie długie, twarde spojrzenie, na które odpowiedziała lodowatym nieubłaganiem. Spojrzał kategorycznie na resztę sali. — Z całego serca pragnąłbym, żeby wtedy, tamtego dnia w Telgarze było jakieś inne wyjście z sytuacji dla T’rona i T’kula. Wystanie ich na Kontynent Południowy wydawało się dobrym rozwiązaniem. Stamtąd nie mogli wyrządzić reszcie Pernu dużej krzywdy…

— Nie, tylko nam… tylko Bendenowi! — Lessa odezwała się namacalną goryczą. — To T’ron i Mardra próbują się na nas odegrać!

— Mardra nie patrzyłaby łaskawie na królową mającą ją zastąpić — powiedziała Brekke i nie odwróciła spojrzenia, kiedy Lessa gwałtownie zwróciła się w jej stronę.

— Brekke ma rację, Lesso — powiedział F’lar, kładąc z pozorną niedbałością dłoń na jej ramieniu. — Mardra nie byłaby zachwycona konkurencją.

Robinton widział, jak od nacisku bieleją kostki dłoni Przywódcy Weyru, chociaż po Lessie nic nie było znać.

— Merika, Władczyni Weyru T’kula, też nie — powiedział D’ram, Przywódca Weyru Ista — a znam ją na tyle dobrze, że mogę mówić z całkowitą pewnością.

Robinton głębiej niż ktokolwiek inny na tej sali, przekonany był, że ten jeździec z przeszłości bardzo ostro przeżywa to, co się stało. D’ram był uczciwym, lojalnym, sprawiedliwym człowiekiem. Uznał, że musi poprzeć F’lara przeciwko ludziom ze swojego własnego czasu. Przez to poparcie wpłynął na R’marta i G’narisha, dwóch innych Przywódców Weyrów z przeszłości, by wtedy w Warowni Telgar stanęli po stronie Weyru Benden. Ileż przez tę salę przewijało się przeróżnych podskórnych prądów i delikatnych nacisków, myślał Robinton. Wszystko jedno, kim był ten człowiek, który porwał jajo królowej; chociaż nie udało mu się to posunięcie, w efekcie skutecznie rozbił solidarność smoczych jeźdźców.

— Nie potrafię ci powiedzieć, jak bardzo mnie to boli, Lesso — ciągnął dalej D’ram, potrząsając głową. — Kiedy usłyszałem, nie mogłem wprost uwierzyć. Nie potrafię zrozumieć, co dobrego mogła im przynieść taka akcja. T’kul jest starszy ode mnie. Nie było żadnej nadziei, żeby jego Salth wzniósł się w locie godowym z królową Bendenu. Jak już o tym mowa, żaden ze smoków na Południowym nie poradziłby sobie z godowym lotem królowej Bendenu!

Pełen zakłopotania komentarz D’rama, w równym stopniu co niedwuznaczne uwagi Robintona, pomógł rozluźnić wielorakie napięcia w Sali Obrad. Nieświadomie D’ram podtrzymał tezę Robintona, że w pośredni sposób był to komplement dla Weyru Benden.

— A jeśli już o to idzie, to zanim nowa królowa dorośnie do godów — dodał D’ram, jak gdyby właśnie to sobie uświadomił ich spiżowe smoki prawdopodobnie wymrą. Osiem Południowych smoków umarło minionego Obrotu. Wszyscy to wiemy. Tak więc próbowali ukraść to jajo po nic… po nic. — Twarz jego pożłobił tragiczny żal.

— Nie było to po nic — powiedział Fandarel, a głos miał ochrypły ze smutku. — Wystarczy spojrzeć, co się stało z nami, którzyśmy byli przyjaciółmi i sprzymierzeńcami od nie wiem ilu Obrotów? Wy, jeźdźcy smoków — tu wielkim paluchem wskazującym dziabnął w ich stronę — byliście o włos od poszczucia swoimi bestiami tych starych smoków na Południowym. Fandarel powoli z boku na bok pokręcił głową. — To był straszny, bardzo straszny dzień! Żal mi was wszystkich. Najdłużej zatrzymał wzrok na Lessie. — Ale myślę, że jeszcze bardziej będę żałował siebie samego i Pernu, jeżeli wasz gniew nie ostygnie i nie odzyskacie zdrowego rozsądku. Opuszczę was teraz.

Z ogromną godnością skłonił się przed każdą z Władczyń Weyru, przed Brekke i na końcu przed Lessą, próbując pochwycić jej spojrzenie. Kiedy mu się to nie udało, westchnął i opuścił salę.

Fandarel w sposób jasny wypowiedział to, co według Robintona Lessa koniecznie powinna usłyszeć i zrozumieć — że jeźdźcom smoków poważnie grozi utrata władzy nad Warowniami i Cechami, jeżeli pozwolą, by poniosła ich uraza i oburzenie. Ci wezwani do Weyru podczas kryzysu Panowie na Warowniach dość już się nasłuchali tego, co mówiono w chwilowym uniesieniu. Ale jeżeli teraz, kiedy jajo zostało zwrócone, nie podejmie się już żadnego więcej działania, to żaden Pan ani Mistrz żadnego Cechu nie będzie mógł potępić Bendenu.

Ale w jaki sposób dotrzeć z tym do tej upartej Lessy, która siedzi tam pławiąc się we wściekłości, zdecydowana na katastrofalną zemstę? Po raz pierwszy odkąd od długich Obrotów był Mistrzem Harfiarzem całego Pernu, Robintonowi zabrakło słów. Wystarczy, że stracił już życzliwość Lessy! Jakże mają zmusić, by osłuchała głosu rozsądku?

— Fandarel przypomniał mi, że między jeźdźcami smoków nie może być prywatnych kłótni bez brzemiennych w następstwa skutków — powiedział F’lar. — Raz pozwoliłem, żeby obraza wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Dzisiaj mamy rezultaty.

D’ram poderwał w górę swoją pochyloną głowę i wpatrzył się z napięciem we F’lara, potem energicznie nią potrząsnął. Od innych jeźdźców smoków dochodziły półgłosem wypowiadane zaprzeczenia, że przecież F’lar w Telgarze zachowywał się w pełni honorowo.

— Nonsens, F’larze — powiedziała Lessa wytrącona ze swojego bezruchu. — To nie była walka osobista. Musiałeś walczyć z T’ronem, żeby zachować jedność Pernu.

— A dzisiaj nie mogę walczyć z T’ronem ani z innymi Południowcami, albo stracę jedność Pernu!

Lessa jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się we F’lara, a potem ramiona jej się przygarbiły, kiedy niechętnie przyjęła to rozróżnienie do wiadomości.

— Ale… jeżeli to jajo się nie wykluje, albo jeżeli malutka królowa ucierpiała choć trochę…

— Jeżeliby tak się stało, to obiecuję, że rozpatrzymy tę sprawę ponownie — przyrzekł jej F’lar, podnosząc do góry dłoń na znak, że będzie honorował ten warunek.

Robinton miał żarliwą nadzieję, że wylęgniętę smoczę okaże się zdrowe i pełne energii, że nic a nic nie zaszkodziły mu jego przygody. Do czasu Wylęgu powinien zdobyć jakieś wiadomości, które by mogły ułagodzić Lessę i zachować słowo, jakie dał teraz F’lar.

— Muszę wrócić do Ramoth — oznajmiła Lessu. — Jej jestem potrzebna. — Wyszła z sali wielkimi krokami, mijając jeźdźców smoków, którzy z szacunkiem rozstąpili się przed nią.

Robinton spojrzał na czarkę wina, którą jej wcześniej nalał i podniósłszy ją wychylił zwartość jednym haustem. Ręka mu drżała, kiedy odstawiał pucharek; napotkał spojrzenie F’lara.

— Każdemu z nas przydałaby się czareczka — powiedział F’lar, ogarniając gestem całą resztę obecnych, a Brekke, szybko podniósłszy się na nogi, zaczęła ich obsługiwać.

— Zaczekamy, aż się Wykluje — ciągnął dalej przywódca Weyru Benden. — Nie wydaje mi się, żebym musiał przypominać wam o konieczności podjęcia środków ostrożności, żeby coś takiego się już nie powtórzyło.

— U nikogo z nas nie ma w tej chwili twardniejących Wylęgów, F’larze — powiedział R’mart z Weyru Telgar. — Jak również u nikogo z nas nie ma bendeńskich królowych! — Spojrzał w kierunku Harfiarza ze sprytnym błyskiem w oku. — Tak więc, jeżeli tego Obrotu zmarło osiem z ich bestii, wychodzi mi, że zostało około dwustu czterdziestu ośmiu jeźdźców smoków i tylko osiem spiżowych. Kto zwrócił to jajo?

— Jajo wróciło do nas; reszta nie ma znaczenia — powiedział F’lar, następnie pierwszym łykiem na wpół opróżnił swoją czarkę. — Chociaż głęboko jestem wdzięczny temu jeźdźcowi.

— Moglibyśmy się dowiedzieć — powiedział sucho N’ton. F’lar potrząsnął głową.

— Wcale nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć. Nie jestem pewien, czy powinniśmy wiedzeć… o ile z tego jajka Wylęgnie się żywa i zdrowa królowa.

— Fandarel dotknął czułego miejsca — powiedziała Brekke, podnosząc się z wdziękiem, by ponownie napełnić czarki. — Popatrzcie tylko, co się stało z nami, którzy byliśmy przyjaciółmi i sprzymierzeńcami od tylu Obrotów. Boli mnie to bardziej niż wszystko inne. I — tu popatrzyła na wszystkich po kolei — boli mnie także wrogość w stosunku do wszystkich jaszczurek ognistych, ponieważ kilka z nich, które przecież tylko dochowywały wierności swoim przyjaciołom, wzięło udział w tej ohydnej sprawie. Wiem, że jestem stronnicza — uśmiechnęła się smutno — ale mam tyle powodów, dla których powinnam być wdzięczna naszym małym przyjaciołom, że chciałabym, by w stosunku do nich również przeważył rozsądek.

— Jeśli chodzi o to, będziemy musieli postępować ostrożnie, Brekke — powiedział F’lar — ale rozumiem, co masz na myśli. Dzisiejszego ranka w zamieszaniu i gorączce dyskusji wiele padło takich wypowiedzi, których nikt by na chłodno nie podtrzymał!

— Mam nadzieję. Mam niekłamaną nadzieję, że masz rację powiedziała Brekke. — Berd ciągle opowiada mi, że smoki paliły jaszczurki ogniste płomieniem!

Robintonowi wyrwał się pełen zaskoczenia okrzyk.

— Zair przekazał również i mnie ten dziki pomysł, zanim odesłałem go do twojego Weyru, Brekke. Ale tu żaden smok nie ział ogniem… — Rozejrzał się po innych Przywódcach Weyrów, z których niektórzy zgadzali się z wypowiedzią Brekke, a inni wyrażali zatroskanie takim nieprawdopodobnym obrotem sprawy.

— Jeszcze nie… — powiedziała Brekke, znacząco skinąwszy głową w kierunku Weyru Ramoth.

— Więc musimy mieć pewność, że królowej nie będzie więcej denerwował widok jaszczurek — powiedział F’lar, obrzucając spojrzeniem salę. — Na razie — dodał, podnosząc rękę, by powstrzymać rodzące się protesty. — Mądrzej będzie, jeżeli teraz nikt ich nie będzie widział ani słyszał. Wiem, że były użyteczne, a niektóre z nich dowiodły, że są bardzo godnymi zaufania posłańcami. Wiem, że wielu z was je ma. Ale jeżeli już absolutnie koniecznie trzeba będzie je tu przysłać, kieruje je do Brekke. Spojrzał wprost na Robintona.

— Jaszczurki ogniste nie latają tam, gdzie nie są mile widziane — powiedziała Brekke. Potem dodała z ironicznym uśmiechem, żeby złagodzić ostrość swojej wypowiedzi. — A w ogóle to teraz niemal wyskakują ze skóry ze strachu.

— Tak więc nie podejmujemy żadnych działań, dopóki jajo się nie Wykluje? — zapytał N’ton.

— Nie, poza tym, że zbierzemy dziewczęta odkryte podczas Poszukiwania. Lessa będzie chciała, żeby znalazły się tutaj jak najszybciej, tak żeby Ramoth przyzwyczaiła się do ich obecności. Wszyscy Przywódcy Weyrów zbiorą się ponownie przed Wylęgiem.

— Przed pomyślnym Wylęgiem — powiedział D’ram z żarliwością, której szczerze wtórowali pozostali.

Robinton spodziewał się, że F’lar zatrzyma go, kiedy pozostali będą się rozchodzić. Ale F’lar pogrążył się w rozmowie z D’ramem i Robinton ze smutkiem zdecydował, że wyżej będzie on sobie cenił jego nieobecność. Bolało Robintona, że poróżnił się z Przywódcami Weyru Benden i kierując się z powrotem do wyjścia czuł się znużony. A jednak F’lar podtrzymał jego apel o rozwagę. Doszedłszy do ostatniego zakrętu korytarza, zobaczył spiżowy masyw Mnemetha na progu skalnym i zawahał się, ociągając się nagle przed podejściem do partnera Ramoth.

— Nie dręcz się tak, Robintonie — powiedział N’ton, podchodząc i dotykając jego ręki. — To było bardzo mądre i słuszne, że wypowiedziałeś swoje zdanie, prawdopodobnie tylko ty mogłeś powstrzymać Lessę od szaleństwa. F’lar wie o tym. — N’ton szeroko się uśmiechnął. — Ale wciąż jeszcze czeka go przeprawa z Lessą.

— Mistrzu Robintonie — głos F’nora był cichy, jak gdyby nie chał, żeby go ktoś usłyszał — proszę, dołącz do Brekke i do mnie w naszym Weyrze. I ty też, N’tonie, jeżeli nie musisz pilnie wracać do Weyru Fort.

— Mam dla was dziś tyle czasu, ile tylko wam trzeba — odpowiedział młodszy spiżowy jeździec z wesołą uległością.

— Brekke już idzie. — Potem zastępca dowódcy skrzydła poprowadził ich poprzez Nieckę, w której panowała niezwykła cisza, przerywana tylko przytłumionym odgłosem pojękiwań i mamrotania Ramoth, dochodzącym z terenu Wylęgarni. Na swoim progu skalnym Mnemeth bez przerwy kołysał ogromną głową, badawczo przyglądając każdemu skrawkowi obrzeża.

Jak tylko mężczyźni weszli do Weyru, rzuciły się na nich cztery rozhisteryzowane jaszczurki ogniste, które trzeba było głaskać i uspokajać, że żaden smok nie zionie na nie płomieniem — czego powszechnie i uporczywie się obawiały.

— Czym może być ta rozległa ciemność, którą w swoich obrazach przesyła mi Zair? — zapytał Robinton, kiedy już doprowadził pieszczotami swojego malutkiego spiżowego jaszczura do pozornego spokoju. Zair co chwilkę dygotał i jak tylko ustawało łagodne głaskanie Harfiarza, trącał władczo jego opieszałą rękę.

W tym czasie Berd i Grall przycupnęły na ramionach F’nora, gładząc go po policzkach, a oczy ich były jaskrawożółte z niepokoju i wciąż jeszcze wirowały z zawrotną szybkością.

— Kiedy się trochę uspokoją, Brekke i ja spróbujemy dojść do sedna sprawy. Mam wrażenie, że one coś sobie przypominają.

— Chyba nie coś takiego, jak Czerwona Gwiazda? — zapytał N’ton. Na tę niefortunną wzmiankę Tris, który spokojnie leżał na jego przedramieniu, zaczął bić skrzydłami, a pozostałe jaszczurki zapiszczały ze strachu. — Przepraszam cię. Uspokój się, Tris.

— Nie, to jest coś innego — powiedział F’nar. — Po prostu coś… coś o czym sobie przypomniały.

— Wiemy, że one porozumiewają się jedna z drugą na poczekaniu i jak się zdaje nagłaśniają wszystko, co widziały, jeżeli tylko odczuły to wystarczająco silnie lub tego doświadczyły — powiedział Robinton, dobierając słowa, kiedy wypowiadał na głos swe myśli. — To mógłby być dowód na reakcję masową. Ale od której jaszczurki ognistej czy jaszczurek to wyłowiły. Przecież ani Grill, ani Berd, a już z pewnością nie to małe stworzonko Merona, nie mogły wiecheć, że ta… no, już wiecie, co… jest dla nich niebezpieczna. No to skąd wiedziały o tym tak dobrze, że aż dostały histerii? Jak mogło to być coś, co pamiętają?

— Biegusy chyba potrafią unikać zdradzieckiego terenu… — podsunął N’ton.

— Instynkt. — Robinton zaczął się zastanawiać. — Mógłby to być instynkt. — Potem potrząsnął głową. — Nie, unikanie zdradzieckiego terenu nie wypływa z instynktownego lęku: to jest coś ogólnego. A ta… C-Z-E-R-W-O-N-A G-W-I-A-Z-D-A — przeliterował — to coś szczególnego. No, cóż!

— Jaszczurki ogniste mają zasadniczo te same zdolności, co smoki. Ale smoki nie mają właściwie żadnej pamięci.

— Który to fakt, miejmy taką gorącą nadzieję — powiedział F’nor podnosząc oczy w kierunku sufitu — wymaże im ze świadomości w rekordowym czasie to, co się dziś działo.

— Lessa nie cierpi na dar niepamięci — powiedział Robinton z ciężkim westchnieniem.

— Ale nie jest głupia, Mistrzu Harfiarzu — powiedział N’ton, zręcznie potwierdzając swój szacunek dla tego mężczyzny przez użycie jego tytułu. — Nie jest też głupi F’lar. Tylko zmartwiony. Oboje dojdą do tego, żeby docenić twoją dzisiejszą interwencję. Potem N’ton odchrząknął i popatrzył Mistrzowi Harfiarzy prosto w oczy. — Czy ty wiesz, kto zabrał to jajo?

— Ja słyszałem o istnieniu jakichś planów. Wiedziałem tylko to, co stałoby się oczywiste dla każdego, kto przeliczyłby Obroty, że ludzie i smoki z Południowego z wiekiem stają się coraz bardziej powolni i że ogarnia ich desperacja. Przeżyłem tylko raz taką sytuację, że Zair chciał się parzyć… — Robinton przerwał, przypominając sobie to zdumiewające odrodzenie się pożądania, wzruszył ramionami i napotkał pełen zrozumienia błysk w oczach N’tona. — Potrafię więc zrozumieć, pod jaką presją mogą się znaleźć jeźdźcy jurnych brunatnych i spiżowych smoków. Przydałaby się im nawet chętna zielona smoczyca, na tyle młoda, by odbyć lot godowy… — Popatrzył pytająco na obydwu smoczych jeźdźców.

— Nie po tym, co się stało dzisiaj — powiedział F’nor z emfazą. — Gdyby zwrócili się do jednego z Weyrów… na przykład do D’rama — tu rzucił spojrzenie na N’tona, czy go popiera — to może jakaś zielona poleciałaby, nawet tylko po to, żeby się nie stało coś fatalnego. Ale próbować rozwiązywać swoje problemy, porywając jajo królowej? — F’nor zmarszczył brwi. — Co ty właściwie wiesz Robintonie o tym, co dzieje się w Południowym Weyrze? Wiem, że dostałeś wszystkie mapy, jakie sporządziłem, kiedy latałem pomiędzy czasem na Południowym.

— Mówiąc szczerze, więcej wiem o tym, co dzieje się w Warowni. Miałem ostatnio wiadomość od Piemura, że jeźdźcy smoków dużo mniej się udzielają, niż to mieli w zwyczaju. Nigdy wiele nie przestawali z gospodarzami, postępując zgodnie z kodeksem swojego czasu, ale jakieś stosunki z Weyrem można było utrzymywać. Urwało się to nagle i żadnym gospodarzom nie wolno było nawet zbliżać się do Weyru. Bez powodu. Wcale też wiele nie latali. Piemur mówi, że można było zobaczyć smoka w powietrzu i zaraz potem znikał on pomiędzy. Ani nie krążył, ani nie kołował. Po prostu znikał pomiędzy.

— Latał pomiędzy czasem — powiedział F’nor z namysłem. Zair zapiszczał żałośnie i Robinton ukoił jego lęk. I znowu jaszczurka ognista umieściła w jego myślach obraz smoków zionących ogniem na jaszczurki, czarnej nicości i w przelocie ujrzanego jaja.

— Czy wam obu wasi przyjaciele też przekazali ten obraz? — zapytał, chociaż ich zaskoczony wyraz twarzy czynił to pytanie zbędnym.

Robinton nalegał na Zaira, żeby przesłał mu jakiś wyraźniejszy obraz, jakiś szerszy widok, gdzie to jajo się znajduje, ale nie odebrał niczego poza wrażeniem płomienia i lęku.

— Szkoda, że nie są trochę bardziej rozgarnięte — powiedział Robinton, tłumiąc irytację. Drażniło go to, że był tak blisko, a na przeszkodzie stawało mu ograniczone pole widzenia jaszczurek ognistych.

— One wciąż jeszcze są wytrącone z równowagi — powiedział F’nor. — Spróbuję dojść do czegoś później z Grillem i Berdem. Ciekawe, czy jaszczurki Menolly reagują w taki sam sposób. Może zapytasz ją o to, kiedy wrócisz do Cechu Harfiarzy, Robintonie. Mając ich dziesięć, może otrzymać dużo wyraźniejszy obraz.

Robinton podnosząc się wyraził zgodę, ale pomyślał o jeszcze jednej, ostatniej sprawie.

— N’tonie, czy znajdowałeś się wśród spiżowych jeźdźców, którzy udali się do Weyru Południowego, żeby sprawdzić, czy nie zabrano tam jaja?

— Tak. Weyr był opuszczony. Nie pozostał w nim nawet żaden stary smok. Nie było kompletnie nikogo.

— Tak, to logiczne. Prawda?

Kiedy Jaxom z Menolly na Ruthu pojawili się w powietrzu i nad Warownią Fort, Ruth wykrzyknął swoje imię do smoka — wartownika i niemalże natychmiast zasypały go jaszczurki ogniste. Tak przeszkadzały mu w locie, że opadł o kilka długości, zanim udało mu się je zmusić, żeby odsunęły się od jego skrzydeł. Jak tylko wylądował, wokół niego i jego jeźdźców zaroiło się od jaszczurek lamentujących z niepokoju.

Menolly wykrzykiwała różne uspokajające słowa, a jaszczurki czepiały się ubrań i wplątywały we włosy. Jaxom zauważył, że dwie z nich usiłują usadowić się na jego głowie, kilka z nich owinęło swoje ogony wokół jego szyi, a trzy szaleńczo biły skrzydłami, żeby utrzymać się na poziomie jego oczu.

— Co się z nimi dzieje?

— Są przerażone! Smoki, które zieją na nie ogniem — zawołała Menolly. — Ale nikt wam tego nie robi, wy niemądre stworzenia. Musicie tylko tymczasem trzymać się z daleka od Weyrów.

Inni harfiarze, których uwagę przyciągnęło to zamieszanie, przyszli im z pomocą, albo siłą zdejmując z Jaxoma i Menolly zwierzęta, albo surowo przywołując do siebie te, które się ich pilnowały. Kiedy Jaxom zaczął oganiać od nich Rutha, smok powiedział mu, żeby sobie tym nie zawracał głowy — on, Ruth, sam niedługo je uspokoi. Bały się, ponieważ pamiętały, jak pędził za nimi smoczy ogień. Ponieważ wszyscy harfiarze wrzaskliwie domagali się teraz wiadomości z Bendenu, Jaxom zdecydował, że pozwoli Ruthowi, by sam sobie radził z jaszczurkami.

Harfiarze otrzymali szereg dosyć zniekształconych obrazów od swoich zwierząt, które powróciły przejęte grozą do siedziby Cechu Harfiarzy: Benden pełen ogromnych spiżowych smoków, dyszących ogniem, gotowych do walki; Ramoth zachowująca się jak do szaleństwa podniecony krwią wher — stróż, osobliwe obrazy jaja królowej leżącego samotnie na piasku. Ale niezmiernie zaniepokoiła harfiarzy wizja smoków ziejących ogniem na jaszczurki ogniste.

— Smoki z Bendenu nie ziały na żadne z tych stworzeń — powiedzieli razem Jaxom i Menolly.

— Ale wszystkie jaszczurki ogniste muszą się trzymać z daleka od Bendenu, chyba że zostaną wysłane albo do Brekke, albo do Mirrim — dodała Menolly stanowczo. — I mamy oznakować wszystkie, które się pilnują harfiarzy, kolorami ich właścicieli.

Jaxoma i Menolly wprowadzono do Sali Harfiarzy i podano im wino oraz gorącą zupę. Żadnemu z nich nie udało się jej zjeść na gorąco, ponieważ jak tylko ich obsłużono, przybyli ludzie z Warowni, dopraszając się wiadomości. Menolly, jako wyszkolony harfiarz, opowiedziała lwią część tego, co się działo. Szacunek Jaxoma dla dziewczyny wzrósł gwałtownie, kiedy słuchał, jak płynnym głosem wywoływała emocje właściwe dla każdej części swojej narracji, nie zniekształcając tego, co się na jego oczach wydarzyło. Jeden ze starszych harfiarzy, uspokajając błękitną jaszczurkę siedzącą w zgięciu jego ręki, kiwał ciągle głową, jak gdyby aprobując stosowane przez Menolly chwyty harfiarskie. Kiedy dziewczyna skończyła mówić, w całej sali dały się słyszeć pełne szacunku pomruki podziękowań. Następnie słuchacze stali się mówcami, poddając wiadomości drobiazgowej analizie, zastanawiając się, kto i jak zwrócił jajo — i dlaczego, co wciąż jeszcze stanowiło największą zagadkę. Jak Weyry miały zamiar się chronić? Czy większe Warownie były w jakiś sposób zagrożone? Kto wie, do czego mogli posunąć się Władcy Weyrów z przeszłości, jeżeli stać ich było na kradzież bendeńskiego jaja. Były poza tym te różne tajemnicze wydarzenia — same w sobie bez znaczenia, ale w sumie wysoce podejrzane. Harfiarze odnosili wrażenie, że powinno się o nich donieść Weyrowi Benden. Te tajemnicze niedobory w kopalniach żelaza. A co z tymi młodymi dziewczętami, które zabrano i nikomu nie udało się już wyśledzić dokąd? A może Władcy z przeszłości szukali czegoś więcej niż tylko smoczych jaj?

Menolly wysunęła się z kręgu słuchaczy i skinęła na Jaxoma, żeby za nią poszedł.

— Wyschłam od tego gadania — powiedziała z ciężkim westchnieniem i poprowadziła go wzdłuż korytarza do ogromnej kopiarni, gdzie przepisywano spleśniałe Kroniki, zanim ich treść przepadnie na zawsze. Pojawiły się nagle jej jaszczurki ogniste, a ona dała im znak, żeby wylądowały na jednym ze stołów.

— Zostaniecie przystrojone wedle najnowszej jaszczurczej mody! — Pogrzebała w szafce pod stołem. — Pomóż mi znaleźć białą i żółtą, Jaxomie. Ta puszka już całkiem wyschła. — Wrzuciła ją do kosza w rogu.

— A jaka jest ta twoja moda dla jaszczurek?

— Hmmm. Tu mamy białą. Błękit harfiarzy z czeladniczym jasnoniebieskim, rozdzielony białym i obramowany żółtą kratą Warowni Fort. To powinno je wystarczająco określić, nie uważasz?

Jaxom wyraził zgodę i przekonał się, że musi trzymać zwierzęta tak, by nie ruszały szyjami. Przydzielone mu zadanie było tym trudniejsze, że jaszczurki sprawiały wrażenie, jak gdyby chciały mu patrzeć prosto w oczy.

— Jeżeli one próbują mi coś powiedzieć, to ich wiadomość do mnie nie dociera — powiedział Jaxom Menolly, kiedy po raz piąty wytrzymywał cierpliwie pełne uczucia, badawcze spojrzenie.

— Podejrzewam — powiedziała dosyć chaotycznie Menolly, starannie nakładając podstawowe kolory — że masz w tej chwili… niech on się nie wierci, Jaxomie… jedynego… smoka na Persie… którego… one się… trzymaj go… w tej chwili nie boją do obłędu. W końcu Ruth… nigdy nie żuł… smoczego kamienia.

Jaxom westchnął, ponieważ już widział, że nagła popularność Rutha zrujnuje jego osobiste plany. Chociaż z wielką niechęcią, będzie musiał latać pomiędzy czasem, gdyż jaszczurki ogniste nie wiedziały, kiedy się udają, więc nie mogły za nim polecieć! Przypomniało mu to, po co w ogóle wybrał się do Cechu Harfiarzy.

— Wyruszyłem dziś rano, żeby wziąć od ciebie równania Wansora…

— Hmmm, tak. — Menolly uśmiechnęła się do niego szeroko ponad niespokojnie kręcącą się jaszczurką. — Wydaje się, że było to całe Obroty temu. Namalujemy jeszcze białą łatkę na Wujku i dam ci je. Mam także parę map sezonowych wiosna — lato. Możesz też je dostać, skoro byłeś taki chętny do współpracy. Piemur niewiele ich jeszcze narysował.

Do sali gdzie malowali wpadła błękitna jaszczurka i aż zaćwierkała z ulgi na widok Jaxoma.

To jest błękitny tęgiego człowieka, powiedział z zewnątrz Ruth.

— Ja mam tylko jednego błękitnego, a z nim właśnie skończyliśmy, czyż nie? — zapytała Menolly zdziwiona rozglądając się po sali za innymi jaszczurkami.

— To zwierzę Branda. Lepiej będzie, jak już wrócę do Warowni Ruatha. Powinienem to zrobić kilka godzin temu.

— Tylko nie bądź głupi i nie spotkaj siebie w drodze powrotnej — powiedziała ze śmiechem. — Tym razem zajmowałeś się legalnymi sprawami.

Udało mu się beztrosko roześmiać, kiedy chwytał rolkę map, którą rzuciła w jego kierunku. Nie mogła wiedzieć, o czym myślał. Za bardzo przejmował się jej przypadkowymi uwagami. Oznaka nieczystego sumienia.

— To wytłumaczysz mnie przed Lytolem?

— Zawsze, Jaxomie!

Po powrocie do Warowni Ruatha musiał powtórzyć jeszcze raz całą opowieść, a ludzie słuchali go pochłonięci, zaskoczeni, rozgniewani i uspokojeni, jak przedtem harfiarze i Lordowie Warowni. Przekonał się, że podświadomie wykorzystuje zwroty 1vlenolly i zastanawiał się, ile upłynie czasu zanim przerobi ona to wydarzenie na balladę.

Skończył zaleceniem, by każdy, kto posiada jaszczurkę ognistą oznakował ją paskami kolorów Ruathy: brązowym z czerwonymi kwadratami, z pasami bieli i czerni. Zdążył zorganizować całe to przedsięwzięcie, kiedy zauważył, że Lytol wciąż jeszcze siedzi na swoim ciężkim krześle, jedną ręką skubie kącik dolnej wargi, a oczy utkwione ma w jakiś niewyraźny punkt na płytach podłogi.

— Lytolu?

Lord Opiekun z wysiłkiem powrócił do teraźniejszości i zmarszczywszy brwi spojrzał na Jaxoma. Potem westchnął.

— Zawsze obawiałem się, że ten konflikt może doprowadzić do walki smoka ze smokiem.

— Nie doszło do tego, Lytolu — powiedział Jaxom cicho i tak przekonujące, jak tylko potrafił.

Mężczyzna popatrzył zdecydowanie wychowankowi w oczy.

— Ale mogło dojść, chłopcze. Z łatwością mogło dojść do tego. A ja i ty tak wiele jesteśmy winni Bendenowi. Czy powinienem się tam teraz udać?

— Finder pozostał.

Lytol skinął głową i Jaxom zastanawiał się, czy Lord Opiekun nie czuje się zlekceważony.

— Lepiej, żeby to Finder podróżował na smoczym grzbiecie. Przesunął ręką po oczach i potrząsnął głową.

— Nie czujesz się dobrze, Lytolu. Może czarkę wina?

— Nie, nic mi nie będzie, chłopcze. — Lytol wstając energicznie odepchnął się od krzesła. — Nie przypuszczam, żebyś w tym całym rozgardiaszu pamiętał, po co poleciałeś do Cechu Harfiarzy?

Jaxomowi zrobiło się dużo lżej na sercu, kiedy usłyszał, że Lytol znów wrócił do siebie. Niefrasobliwie oświadczył, że przywiózł nie tylko równania Wansora, ale również i kilka map, którymi się można posłużyć. Od tego momentu aż do posiłku wieczornego Jaxom żałował, że był taki rozważny, ponieważ Lytol polecił mu, by nauczył Branda i jego samego dokładnego obliczania terminów Opadu Nici.

Uczenie kogoś jakiejś metody jest bardzo dobrym sposobem, żeby potem samemu łatwiej ją wykorzystywać, jak przekonał się Jaxom tego wieczoru, kiedy dokonywał obliczeń pewnych bardzo prywatnych równań, ślęcząc nad posiadaną prowizoryczną mapą Kontynentu Południowego. Zbyt wiele działo się na całym Pernie, żeby można było udać się do innego kiedy z pewnym poczuciem bezpieczeństwa. A ponieważ miał latać pomiędzy, to mógł równie dobrze cofnąć się, o co najmniej dwanaście Obrotów, zanim w ogóle zaczęto wykorzystywać Kontynent Południowy. Wiedział dokładnie, gdzie można było kopać smoczy kamień, tak więc nie będzie problemu z zaopatrzeniem Rutha. Dopiero wtedy, kiedy nocne gwiazdy były już w pół drogi do świtu, poczuł pewność, że będzie potrafił znaleźć drogę do tego wtedy, o które mu chodziło.