125389.fb2 Odnajdziesz si? sam - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 31

Odnajdziesz si? sam - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 31

— Cała rzecz w tym, że nie — zapalił papierosa, zdjął z półki książkę. — „Wstęp do systemologii” biorę, ty będziesz mógł korzystać. z biblioteki… Ty jesteś pierwszy, a ja drugi. Ty się urodziłeś, rosłeś, rozwijałeś się, zająłeś jakieś miejsce w życiu. Każdy człowiek zajmuje jakieś miejsce w życiu, dobre czy złe, ale swoje własne. A dla mnie miejsca nie ma. Zajęte! Wszystko zajęte — i ukochana kobieta, i stanowisko służbowe, i tapczan, i mieszkanie…

— To śpij, do cholery, na tapczanie, czy ja cię wypędzam?

— Nie gadaj głupstw, nie chodzi o tapczan!

— Słuchaj, jeżeli to z powodu Leny, to… może jeszcze poeksperymentujemy i… możemy chyba sobie na to pozwolić?

— Stworzyć drugą Lenę, sztuczną? — uśmiechnął się ponuro. — Po to, żeby i ona drżała przez całe życie jak pasażer bez biletu…

Nagroda za życie — też wymyśliliśmy, idioci! Najlepsi uczniowie w społeczeństwie zamiast medali dostają w nagrodę człowieka, takiego samego jak oni, tylko bez miejsca w życiu. Nie ma co, genialny pomysł. Ze mną nie będzie tak źle, jakoś się urządzę. A ci najlepsi uczniowie są rozpieszczeni i kapryśni. Wyobraź sobie na przykład dubla Azarowa — bez instytutu, którym kieruje, bez uposażenia, bez członkostwa Akademii, bez samochodu i bez mieszkania. Zupełnie bez niczego, tylko z zaletami osobistymi i miłymi wspomnieniami.

Co by się z nim stało? — Włożył do walizki ręcznik, szczoteczkę do zębów i pastę. — Jednym słowem, mam tego dość. Nie mogę dłużej prowadzić takiego podwójnego życia, obawiać się, żeby nas ktoś nie przyłapał, rozglądać się podejrzliwie w stołówce, brać twoje pieniądze, tak, właśnie t w o j e pieniądze, zazdrościć ci Leny… Za jakie grzechy mam się tak męczyć? Jestem człowiekiem, a nie egzemplarzem doświadczalnym ani czyimś tam dublem!

— A co będzie z pracą?

— A czy ja mówię, że chcę zostawić pracę? Kamera prawie gotowa, doświadczenia możesz prowadzić sam. Tutaj pożytku ze mnie niewiele, przecież mamy „jedną głowę na dwóch”. Wyjadę, zajmę się zagadnieniem „człowiek a maszyna” od innej strony…

Przedstawił swój plan. Wyjeżdża do Moskwy na studia doktoranckie na Wydziale Biologii Uniwersytetu Moskiewskiego. Praca pójdzie dwoma torami — ja badam maszynę-matkę i określam jej możliwości, on będzie badał człowieka i jego możliwości. Później — już odmienni, z różnym doświadczeniem i różnymi koncepcjami — będziemy kontynuować pracę wspólnie.

— Ale dlaczego akurat biologia? — nie wytrzymałem. — Dlaczego nie filozofia, nie socjologia, nie psychologia albo na przykład literatura piękna? Przecież i one traktują o człowieku i społeczeństwie ludzkim. Dlaczego biologia?

Popatrzył na mnie w zamyśleniu.

— Wierzysz w intuicję?

— No, powiedzmy.

— No więc intuicja mi mówi, że jeżeli zlekceważymy badania biologiczne, to pominiemy coś bardzo ważnego. Nie wiem jeszcze konkretnie, co. Przez ten rok postaram się zrozumieć.

— A dlaczego moja intuicja nic takiego mi nie mówi?

— Licho cię wie, dlaczego! — westchnął znowu wymownie. Wracał mu dobry nastrój. — Może po prostu jesteś głupi jak but…

— No tak, oczywiście. A ty za to jesteś rozgarnięty jak ten pies, który wszystko odczuwa, tylko nie może tego wypowiedzieć!

Jednym słowem, pogadaliśmy sobie. Wszystko jest jasne — on powinien gromadzić indywidualną informację, stawać się samym sobą. Można tak, że przyjąć, że w tym celu nie powinien być razem ze mną, tylko gdzie indziej. Szczerze mówiąc, to nasza „podwójna”

sytuacja i mnie zaczęła ciążyć Ale z tą biologią… tutaj nie rozumiem go zupełnie…”

Doktorant odchylił się na oparcie krzesła. Przeciągnął się.

— I nie mógł zrozumieć — powiedział na głos. On sam jeszcze wtedy nie rozumiał siebie.

Rozdział ósmy

Zamiast motta:

— Tematem dzisiejszego wykładu będzie pytanie: dlaczego student poci się na egzaminie? Proszę o spokój! Radziłbym notować — temat jest objęty programem… A więc rozpatrzmy fizjologiczne aspekty sytuacji, którą wszyscy tu obecni znają z doświadczenia.

Odbywa się egzamin. Student za pośrednictwem płuc, krtani, języka i warg wywołuje drgania powietrza — odpowiada na pytanie z kartki.

Jego analizatory wzrokowe kontrolują prawidłowość odpowiedzi według notatek i reakcji egzaminatora. Naszkicujmy łańcuch odruchowy: aparat wykonawczy drugiego układu sygnalizacyjnego wypowiada zdanie — narząd wzroku odbiera bodziec, wzmacniający (skinienie głową) — sygnał zostaje przekazany do mózgu i podtrzymuje pobudzenie komórek nerwowych we właściwym obszarze kory. Następne zdanie — skinienie… i tak dalej. Nierzadko towarzyszy temu wtórna reakcja odruchowa — student gestykuluje, co ma uczynić jego odpowiedź szczególnie przekonującą.

W tym samym czasie automatycznie, prawidłowo i swobodnie przebiegają łańcuchy odruchów bezwarunkowych. Mięsień kapturowy i najszerszy grzbietu utrzymują tułów studenta w pozycji wyprostno-siedzącej — równie właściwej nam, jak naszym przodkom pozycja wyprost na. Mięśnie piersiowe i międzyżebrowe zapewniają rytmiczny oddech. Pozostałe mięśnie są napięte tylko na tyle, aby przeciwdziałać sile ciążenia. Serce pracuje spokojnie, układ wegetatywny zwolnił procesy trawienia, aby nie. rozpraszać studenta…

Wszystko w porządku.

I oto poprzez błonę bębenkową, ucho środkowe i wewnętrzne student odbiera nowy bodziec dźwiękowy — egzaminator zadał mu dodatkowe pytanie. Nigdy nie mogę napatrzeć się na to. co dzieje się później, i zapewniam was, że robię to bynajmniej nie dla sadystycznej przyjemności. Po prostu przyjemnie patrzeć, jak szybko, dokładnie, korzystając z milionów lat doświadczenia przodków, układ nerwowy reaguje na najmniejszy sygnał „niebezpieczeństwa! Proszę spojrzeć: nowe drgania powietrza wywołują przede wszystkim zahamowanie poprzedniej czynności odruchowo-warunkowej. Student milknie, często w pół słowa. Tymczasem sygnały pochodzące z komórek receptora słuchowego docierają do pnia mózgu, wywołują pobudzenie neuronów w tylnych wzgórkach czworaczych, które sterują bezwarunkowym odruchem orientacyjnym — student zwraca głowę ku egzaminatorowi, który wydał dźwięk! Jednocześnie impulsy nerwowe kierowane są do międzymózgowia, a stąd do płatów skroniowych kory mózgowej, gdzie zaczyna się pospieszna analiza odebranych drgań akustycznych.

Chciałbym zwrócić uwagę na wysoką celowość takiej lokalizacji obszarów słuchowych w korze mózgowej — w pobliżu uszu. Ewolucja uwzględniła tutaj fakt, że dźwięk rozchodzi się w powietrzu bardzo powoli — około trzystu metrów na sekundę, z szybkością porównywalną z przebiegiem impulsów wzdłuż włókien nerwowych. A przecież dźwięk może być spowodowany przez skradającego się tygrysa, może to być syczenie żmii albo — w naszych czasach — odgłos samochodu, który wyjechał nagle zza węgła. Nie można stracić ani ułamka sekundy na przewodzenie impulsów w mózgu!

Ale w tym przypadku student usłyszał nie skradanie tygrysa, ale zadane spokojnym tonem pytanie. Eche! Niektórzy, być może, woleliby usłyszeć tygrysa! Nie muszę chyba wyjaśniać, że pod czas egzaminu pytanie odbierane jest jako sygnał niebezpieczeństwa. Przecież niebezpieczeństwo — w szerokim znaczeniu tego słowa — to przeszkoda na drodze ku postawionemu celowi. W naszej ucywilizowanej epoce stosunkowo rzadko stykamy się z niebezpieczeństwami, zagrażającymi podstawowym celom egzystencji człowieka — zachowaniu zdrowia i życia, przedłużeniu gatunku, zaspokajaniu głodu i pragnienia. Dlatego na pierwszy plan wysuwają się niebezpieczeństwa drugiego rzędu: zagrożenie godności, szacunku dla „samego siebie, groźba utraty stypendium, możliwości uczenia się i w następstwie zajęcia się interesującą pracą i tym podobne… Tak więc reakcja bezwarunkowa na niebezpieczeństwo udała się studentowi znakomicie. Zobaczmy, jak sobie poradzi dalej.

Podczas wykładów z biochemii mówiono państwu o zadziwiającej właściwości kwasu rybonukleinowego, obecnego we wszystkich komórkach mózgu, mianowicie o zdolności do przegrupowywania układu zawartych w nim związków — tyminy, uracylu, cytozyny i guaniny pod wpływem czynności bioelektrycznej. Związki te to litery naszej pamięci. Ich sekwencjami zapisujemy w komórce nerwowej wszelkie informacje… Mamy więc obraz następujący: zanalizowane w płatach skroniowych kory pytanie wywołuje pobudzenie komórek nerwowych, zawiadujących w mózgu studenta myśleniem abstrakcyjnym. W sąsiednich okolicach kory, w odpowiedzi na pytanie powstają słabe impulsy: „Aha, coś o tym czytałem!” I oto pobudzenie koncentruje się na najbardziej obiecującej okolicy kory, ogarnia ją i — o zgrozo! — tam za pomocą tyminy, uracylu, cytozyny i guaniny w długich cząsteczkach kwasu rybonukleinowego zapisana jest taka oto informacja: „Losza, zostaw te notatki, potrzebujemy czwartego!” Proszę o ciszę.

I wtedy w mózgu zaczyna się cicha panika albo, mówiąc mniej obrazowo, uogólnione szerzenie się pobudzenia. Impulsy nerwowe pobudzają pola analizy logicznej (może uda się coś wykombinować!), komórki pamięci wzrokowej (a może coś takiego widziałem!) Wyostrza się wzrok, słuch, węch. Student z niezwykłą ostrością widzi plamę z atramentu na brzegu stołu, stos indeksów, słyszy szelest liści za oknem, czyjeś ciche kroki na korytarzu i nawet przygłuszony szept: „Słuchajcie, Aloszka wysiada…Ale nie dość na tym.

Pobudzenie ogarnia wciąż nowe i nowe odcinki kory — niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo! — ogarnia okolice ruchowe kory, przenika do międzymózgowia, do rdzenia przedłużonego i wreszcie do rdzenia kręgowego… Przerwę teraz na chwilę tę dramatyczną opowieść, aby wyśpiewać hymn na cześć tego miękkiego białoszarego tworu półmetrowej długości, sięgającego w kanale kręgowym aż do okolicy krzyżowej — na cześć rdzenia kręgowego.

Rdzeń kręgowy… Mylilibyśmy się głęboko, uważając go tylko za ogniwo pośrednie między mózgiem i nerwami obwodowymi, podporządkowane mózgowi, zdolne tylko do kierowania najprostszymi czynnościami fizjologicznymi: Prawdę mówiąc, nie bardzo wiadomo, kto kim rządzi! Rdzeń kręgowy jest starą strukturą, jeszcze bardziej godną szacunku niż mózg. Służył człowiekowi już wtedy, gdy głowa nie była na tyle rozwinięta, aby go można było nazwać człowiekiem. Rdzeń kręgowy przechowuje w sobie pamięć o paleozoiku, kiedy jaszczury — nasi dalecy przodkowie — brodziły, pełzały i latały wśród gigantycznych paprotników; o kenozoiku — erze pojawienia się pierwszych małp. Przechowuje w sobie zebrane i sprawdzone przez miliony lat walki o byt połączenia nerwowe i odruchy.

Rdzeń kręgowy, można powiedzieć, jest ośrodkiem naszego rozumnego konserwatyzmu.

Nie da się zaprzeczyć, że w naszych czasach ten staruszek, który na skomplikowane wpływy współczesnej rzeczywistości umie reagować tylko z pozycji utrzymania życia i przedłużenia gatunku, nie ma takiego znaczenia, jak na przykład w erze mezozoicznej. Ale wpływa jeszcze na wiele spraw! Jestem gotów udowodnić, że to właśnie on często decyduje o naszych gustach filmowych i książkowych. Słucham? Nie, rdzeń kręgowy nie umie czytać ani nie dysponuje specjalnymi mechanizmami pozwalającymi mu na oglądanie filmów. Ale czemu tak często wybieramy powieści i filmy kryminalne, nawet jeśli są słabe? Dlaczego tak wielu z nas lubi historie miłosne — od anegdot i plotek do „Dekamerona” czytanego na wyrywki?

Bo ciekawe? A dlaczego ciekawe? Dlatego właśnie, że trwale zapisane w rdzeniu kręgowym instynkty samoobrony i przedłużenia gatunku zmuszają nas do gromadzenia takich wiadomości, jak na przykład: od czego można zginąć — po to, by w razie czego móc się uratować. Jak i dlaczego rodzi się szczęśliwa miłość, uwieńczona potomstwem? Jak i dlaczego przemija — po to, aby samemu nie popełnić błędu. I nie jest ważne, że ten niebezpieczny przypadek w naszym zorganizowanym życiu nie zdarzy się; nieważne, że miłość trwa i dzieci co niemiara. Rdzeń kręgowy twardo trzyma się swojej linii postępowania… Nie będę, wzorem krytyków literackich, określał takich gustów czytelników jako niskie czy nieszlachetne. Nie, dlaczego? Są to upodobania zdrowe, naturalne, krwiste, pełne życia.

Jeśli krowy w procesie ewolucji nauczą się kiedyś czytać, to też zaczną od kryminałów i historii miłosnych.

Ale wróćmy do studenta, którego mózg spasował wobec pytania egzaminatora. „Ech, młode to i głupie” — zdaje się mówić rdzeń kręgowy swojemu młodszemu koledze, przyjąwszy paniczny sygnał pobudzenia, i zaczyna działać. Przede wszystkim kieruje impulsy do mięśni całego ciała, które napinają się w stanie gotowości. Źródła energii mięśniowej — kwas adenozynotrójfosforowy i fosfokreatyna odszczepiając kwas fosforowy rozkładają się na kwas adenozyno-dwufosforowy i kreatynę, przy czym wydzielają się pierwsze porcje ciepła… I tu znów chciałbym podkreślić biologiczną celowość podwyższenia napięcia mięśni. Przecież w przeszłości niebezpieczeństwo wymagało szybkich, energicznych ruchów — skoku, uderzenia, uniku, wdrapania się na drzewo. A ponieważ na razie nie wiadomo, w którym kierunku trzeba będzie odskoczyć lub zadać cios, w stan gotowości wprowadzane są wszystkie mięśnie.

Jednocześnie z mięśniami ulega pobudzeniu wegetatywny układ nerwowy, który kieruje całą kuchnią przemiany materii w organizmie. Sygnały tego układu pobudzają nadnercza, które wyrzucają do krwi adrenalinę, związek wykazujący zdolność pobudzania większości procesów fizjologicznych. Wątroba i śledziona niby gąbki wyciskają do naczyń rezerwową krew. Rozszerzają się naczynia mięśni, płuc i mózgu. Szybciej zaczyna bić serce przepompowując do wszystkich narządów ciała więcej krwi, a razem z nia więcej tlenu i glukozy. Rdzeń kręgowy i układ wegetatywny przygotowują organizm studenta do ciężkiej, nieubłaganej walki na śmierć i życie. Ale egzaminatora nie można ogłuszyć maczugą ani nawet marmurowym kałamarzem. Ucieczka też nie jest wyjściem. Nie zadowoli egzaminatora także i to, że pełen energii mięśniowej student wyciśnie stójkę na rękach na krawędzi stołu… Dlatego też cała ta skryta, burzliwa czynność organizmu studenta kończy się bezużytecznym spaleniem glukozy w mięśniach, czemu towarzyszy wydzielanie ciepła. Termo-receptory różnych okolic ciała wysyłają do mózgu i rdzenia kręgowego rozpaczliwe sygnały o przegrzaniu, a mózg odpowiada na nie jedynym możliwym poleceniem: rozszerzyć naczynia skóry! Nośnik ciepła — krew kieruje się „io powłok skórnych (przy czym ubocznym efektem tego procesu jest odruchowe zaczerwienienie twarzy) i zaczyna ogrzewać powietrze między ciałem i ubraniem. Otwierają się ujścia gruczołów potowych, aby choć dzięki parowaniu pomóc studentowi. Łańcuch odruchowy, uruchomiony pytaniem egzaminatora, nareszcie się zamknął!

Sądzę, że po tym wykładzie potrafią państwo sami zrozumieć znaczenie nauki dla prawidłowej regulacji organizmu ludzkiego w naszym skomplikowanym współczesnym środowisku, a także dla regulacji organizmu studenta w nadchodzącej sesji egzaminacyjnej.

Z wykładu „Podstawy fizjologii człowieka” profesora W. Androsjaszwili

…Tak, wyjeżdżał, aby stać się sobą samym, a nie tym Kriwoszeinem, który mieszka i pracuje w Dnieprowsku. Już w pociągu wyrzucił przez okno klucz od mieszkania, który Walka troskliwie wsunął mu do kieszeni. Wymazał z notesu adresy i telefony moskiewskich znajomych, nawet bliskiej krewnej, ciotki Łapanaldy. Nie ma ani znajomych, ani krewnych, ani przeszłości — tylko teraźniejszość i przyszłość. Wszystko liczy się od momentu wstąpienia na Wydział Biologii. Znał prosty, ale pewny sposób na to, aby znaleźć swoje miejsce w przyszłości. Ten sposób, który nie zawiódł go nigdy, to praca. Ale chodziło nie tylko o to.

…Niegdyś fizycy ulepszali metody pomiaru prędkości światła — ot tak sobie, żeby uzyskać dużą dokładność.

Uzyskali. I wykryli skandaliczny fakt: prędkość światła nie zależy od prędkości ruchu jego źródła. „Niemożliwe! Przyrządy kłamią!

Przecież to jest sprzeczne z mechaniką klasyczną…” Sprawdzili, zmierzyli prędkość światła inną metodą — z takim samym wynikiem.

I prawie doskonały, logicznie zbudowany wszechświat, oparty na układzie współrzędnych prostokątnych, runął wznosząc ogromną chmurę kurzu. Zaczął się „kryzys w fizyce”.

Umysł ludzki często dąży nie do głębszego poznania świata, lecz do pogodzenia znanych faktów. „Najważniejsze jest, żeby było prościej i logiczniej. A potem, nie wiadomo skąd, pojawia się złośliwy, nie uwzględniony wcześniej fakcik, nie mieszczący się w idealnie dopasowanej konstrukcji, i wszystko trzeba zaczynać od nowa…

Oni również stworzyli sobie prosty i zrozumiały obraz tego, jak maszyna według informacji o człowieku tworzy człowieka. Maszyna-matka jak dziecko układała klocki — za pomocą impulsów elektrycznych montowała w płynnym środowisku cząsteczki w łańcuchy molekularne, łańcuchy w komórki, a komórki w tkanki, z tą tylko różnicą, że „informacyjnych klocków” były niezliczone miliardy.

Fakt, że nie wyszedł z tego jakiś dziwoląg czy chociażby inny człowiek, ale on sam, informacyjny sobowtór Kriwoszein, świadczył, że rozwiązanie było tylko jedno. Zresztą inaczej być nie mogło — z klocków przecież można ułożyć tylko ten obraz, którego fragmenty znajdują się na ich ścianach. Inne natomiast warianty (fragmentaryczna Lena, fragmentaryczny ojciec, „majaczenia” pamięci, oczy i macki) były po prostu tylko informacyjnym „śmieciem”, które nie mogło istnieć w oderwaniu od maszyny.