125410.fb2
Po wylądowaniu na Piątej Regulusa członkowie Eskpedycji Jarmolińskiego rozbili obóz i uruchomili RR-22-0134, czyli robota rewirowego, zwanego w skrócie Maksem. Było to reagujące na głos dwunogie urządzenie, mające za zadanie strzeżenie obozu przed najściem nieziemców na wypadek, gdyby gdzieś kiedyś spotkano się z nieziemcami. Maks miał początkowo regulaminowy kolor szarometaliczny, ale podczas ciągnącej się w nieskończoność drogi pomalowano go na błękitno. Mierzył dokładnie 125 centymetrów. Ludzie z ekspedycji przywykli uważać go za łagodnego, rozsądnego metalowego człowieczka, takiego żelaznego krasnoluda.
Mylili się oczywiście. Ich robot wcale nie był taki, jakim go sobie wyobrażali. RR-22-0134 nie był bardziej rozsądny niż przeciętny kombajn zbożowy, nie bardziej łagodny niż zautomatyzowana walcownia. Pod względem moralnym był porównywalny z turbiną albo z radiem, ale nie z człowiekiem. Jedyną ludzką cechą RR-22-0134 była zdolność działania w nieprzewidzianych sytuacjach.
Mały Maks, niemowlęco błękitny z czerwonymi oczkami, krążył po obwodzie obozu wytężając czujniki. Kapitan Beatty i porucznik James odlecieli poduszkowcem na tygodniowy rekonesans. Zostawili porucznika Hallorana na gospodarstwie.
Holloran był niski, barczysty i miał krzywe nogi. Był także wesoły, piegowaty, twardy, prosty i zaradny. Zjadł lunch i przyjął sygnał radiowy od wyprawy. Następnie rozłożył sobie płócienne krzesło i usiadł, żeby podziwiać okolicę. Piąta Regulusa była całkiem przyjemna, jeżeli ktoś jest miłośnikiem odludzia. We wszystkich kierunkach rozciągał się rozpalony krajobraz skał, piargów i lawy. Były jakieś ptaki podobne do wróbli i jakieś zwierzęta podobne do kojotów. Nieliczne kaktusy wyraźnie ledwo zipały.
Po chwili Halloran wstał.
— Maks! Idę rozejrzeć się za granicę obozu. Zostaniesz na straży podczas mojej nieobecności.
Robot zatrzymał się.
— Tak jest, zostanę na straży.
— Nie wpuszczaj tu żadnych nieziemców, zwłaszcza tych z dwiema głowami i ze stopami skierowanymi do tyłu.
— Rozkaz. — Maks był pozbawiony poczucia humoru, kiedy chodziło o nieziemców. — Czy pamięta pan hasło, panie Halloran.
— Pamiętam. A ty, Maks.
— Tak jest, pamiętam.
— Dobra. Do zobaczenia.
Halloran przekroczył granicę obozu.
Spędziwszy godzinę na oglądaniu terenu Halloran nie znalazł nic godnego uwagi i wrócił. Z przyjemnością ujrzał RR-22-0134 patrolującego granicę obozu. Znaczyło to, że wszystko jest w porządku.
— Stać! — odezwał się robot. Hasło!
— Cześć, Maks! — zawołał. — Jakieś wiadomości ze zwiadu?
— Stać! — krzyknął robot, kiedy Halloran miał już przekroczyć granicę obozu.
— Nie wygłupiaj się, Maks. Nie jestem w nastroju do…
Halloran stanął jak wryty. Fotoelektryczne oczy Maksa rozjarzyły się i cichy podwójny trzask zdradził, że jego broń pierwszego stopnia jest gotowa do użycia. Halloran postanowił działać ostrożnie.
— Stoję. Nazywam się Halloran. Czy teraz wszystko w porządku?
— Proszę podać hasło.
— „Bławatek” — powiedział Halloran. — A teraz, jeżeli pozwolisz…
— Nie przekraczać granicy obozu — ostrzegł robot. — Hasło nieprawidłowe.
— Co ty gadasz Sam ci je dałem.
— To było poprzednie hasło.
— Poprzednie? Chyba ci się pomieszał twój półciekły mózg. „Bławatek” to jedyne hasło i nie ma innego, bo nikt ci nie mógł dać innego. Chyba że…
Robot czekał. Halloran rozważał nieprzyjemną myśl z różnych punków widzenia aż wreszcie wypowiedział ją na głos.
— Chyba że kapitan Beatty dał ci nowe hasło przed odjazdem. Czy tak było?
— Tak — odpowiedział robot.
— Że też o tym nie pomyślałem — powiedział Halloran. Uśmiechał się, ale był zaniepokojony. Takie niedopatrzenia zdarzały się już wcześniej. Tylko zawsze był ktoś w obozie, kto mógł je skorygować.
Mimo wszystko nie było powodów do zmartwienia. Właściwie sytuacja była po prostu śmieszna. I musiało być z niej wyjście przy odrobinie zdrowego rozsądku.
Halloran oczywiście zakładał, że roboty RR mają odrobinę zdrowego rozsądku.
— Maks — zaczął Halloran — już rozumiem, jak się to stało. Kapitan Beatty dał ci nowe hasło. Ale zapomniał powiedzieć o tym mnie. A ja pogłębiłem jego błąd nie sprawdzając hasła przed opuszczeniem obozu.
Robot nie skomentował tego ani słowem. Halloran ciągnął dalej.
— Na szczęście ten błąd da się łatwo naprawić.
— Mam nadzieję — zauważył robot.
— Jasna sprawa — powiedział Halloran już z mniejszym przekonaniem. Kapitan i ja trzymamy się w tej kwestii ściśle ustalonej procedury. Kiedy daje ci hasło, informuje mnie o tym ustnie. Jednak na wypadek, gdyby nie mógł tego zrobić natychmiast, tak jak tym razem, zapisuje je.
— Naprawdę? — spytał robot.
— Tak — potwierdził Halloran. Zawsze. Niezmiennie. Co obejmuje, mam nadzieję, i ten raz. Czy widzisz ten namiot za tobą?
Robot przekręcił jeden czujnik, drugim obserwując Hallorana.
— Widzę — powiedział.
— Dobrze. W tym namiocie stoi stół. Na stole leży księga.
— Zgadza się.
— Dobrze. Na pierwszej stronie tej księgi jest lista najważniejszych danych, częstotliwości radiowe w razie alarmu itd. Na tej samej stronie jest zakreślone na czerwono aktualne hasło.
Robot wysunął jeden z czujników i wciągnął go z powrotem.
— Mówisz prawdę, ale to nie ma znaczenia. Interesuje mnie znajomość hasła, a nie miejsca, gdzie się znajduje. Jeżeli wypowiesz hasło, muszę cię wpuścić. Jeżeli nie, mam cię nie wpuszczać.
— To szaleństwo! — krzyknął Halloran. — Maks, ty biurokratyczny baranie, to ja, Halloran, i dobrze o tym wiesz! Jesteśmy razem od dnia, kiedy cię uruchomiono! Przestań zgrywać Horatia na moście i wpuść mnie wreszcie.
— Twoje podobieństwo do pana Hallorana jest nieco niepokojące — przyznał robot — ale nie jestem ani wyposażony, ani upoważniony do przeprowadzania sprawdzianów identyfikacyjnych. Nie wolno mi również polegać na moich wyobrażeniach. Jedynym dowodem, jaki mogę zaakceptować, jest hasło.