125410.fb2 Okrutne r?wnania - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 2

Okrutne r?wnania - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 2

Halloran stłumił wściekłość i spokojnym głosem powiedział:

— Maks, przyjacielu, czyżbyś zakładał, że jestem nieziemcem?

— Ponieważ nie znasz hasła, muszę przyjąć takie założenie.

— Maks! — krzyknął Halloran robiąc krok do przodu — jak Boga kocham!

— Nie zbliżać się do granicy obozu! — powiedział robot błyskając czujnikami. — Kimkolwiek czy czymkolwiek jesteś, cofnij się!

— Dobrze, cofam się — powiedział Halloran pośpiesznie. — Nie bądź takt nerwowy.

Cofnął się i odczekał aż czujniki robota przygasną. Potem usiadł na kamieniu. Musiał się dobrze zastanowić.

Było prawie południe tysiącgodzinnego dnia Regulusa. Na białym niebie wisiały dwa oślepiająco białe bliźniacze słońca. Przesuwały się leniwie nad granatowoczarnym krajobrazem, jak dwa powolne pojazdy boga śmierci niszczące wszystko, czego dotkną.

Co jakiś czas w ognisto suchym powietrzu zataczał leniwy krąg jakiś ptak. Jakieś małe zwierzątka przemykały się z cienia do cienia. Inne zwierzę, przypominające rosomaka, ogryzało kołek od namiotu nie niepokojone przez małego błękitnego robota. Człowiek siedział na kamieniu i przyglądał się robotowi.

Halloran, który zaczął już odczuwać skutki upału i pragnienie, starał się zrozumieć sytuację i znaleźć z niej wyjście.

Chciało mu się pić. Wkrótce będzie musiał się napić. Niedługo po tym umrze z pragnienia.

Jedyne znane źródło wody pitnej w okolicy znajdowało się w obozie.

W obozie było dużo wody. Ale robot bronił do niej dostępu.

Zgodnie z programem, Beatty i James mają nawiązać z nim kontakt radiowy za trzy dni, ale pewnie nie będą zaniepokojeni, jeżeli im się to nie uda. Krótkofalówki zawodzą, nawet na Ziemi. Spróbują od nowa wieczorem i rano następnego dnia. Dopiero wtedy wrócą.

Powiedzmy cztery ziemskie dni. Jak długo wytrzyma bez wody?!

Odpowiedź zależy od tempa utraty wody. Kiedy dojdzie do utraty płynu w granicach od dziesięciu do piętnastu procent wagi ciała, straci przytomność. Może to nastąpić gwałtownie. Pozbawieni wody Beduini ginęli w ciągu doby. Pasażerowie uszkodzonych samochodów, którzy usiłowali pieszo wydostać się z pustyni Baker albo Mohave na amerykańskim Południowym Zachodzie, czasem nie przeżywali jednego dnia.

Piąta Regulusa miała temperaturę Kalahari i mniejszą wilgotność powietrza niż Dolina Śmierci. Dzień trwał tu prawie tysiąc ziemskich godzin. Było południe, miał więc przed sobą pięćset godzin nieprzerwanej operacji dwóch słońc bez skrawka cienia.

Jak długo mógł przetrwać? Jeden ziemski dzień. Dwa, przy najbardziej optymistycznym obliczeniu.

Beatty i James nie wchodzili w grę. Musiał sam dostać się do wody w obozie i to szybko.

Co oznaczało, że musi znaleźć sposób na robota.

* * *

Postanowił spróbować logiki.

— Maks, musisz wiedzieć, że ja, Halloran, wyszedłem z obozu i że ja, Halloran wróciłem po godzinie i że to ja, Halloran, stoję teraz przed tobą bez hasła.

— Prawdopodobieństwo przemawia bardzo silnie na rzecz twojej interpretacji — przyznał robot.

— No, więc…

— Ale nie mam prawa działać na podstawie prawdopodobieństwa lub nawet prawie-pewności. Zostałem przecież zbudowany dla ochrony przed nieziemcami mimo skrajnie niskiego prawdopodobieństwa, że kiedykolwiek zajdzie tego potrzeba.

— Czy możesz mi przynajmniej przynieść manierkę wody?

— Nie, to byłoby sprzeczne z rozkazami.

— Kiedy otrzymałeś rozkazy na temat podawania wody?

— Nie dostałem szczegółowego rozkazu w tej sprawie. Wniosek wynika z mojego zasadniczego przeznaczenia. Nie wolno mi udzielać żadnej pomocy nieziemcom.

Halloran powiedział bardzo dużo słów, bardzo szybko i głośno. Jego wypowiedź była ostra i nasycona przenośniami, ale Maks zignorował ją całkowicie jako obraźliwą, tendencyjną i nie odnoszącą się do tematu.

W chwilę potem nieziemiec podający się za Hallorana skrył się za stosem kamieni.

* * *

Po kilku minutach stwór wyszedł zza stosu kamieni pogwizdując.

— Cześć, Maks — powiedział stwór.

— Dzień dobry, panie Halloran — odpowiedział robot.

Halloran zatrzymał się kilka metrów od granicy obozu.

— Tak — powiedział. — Rozejrzałem się, ale nie ma tu nic do oglądania. Czy coś się działo podczas mojej nieobecności?

— Tak jest — odpowiedział Maks. Nieziemiec usiłował przedostać się do obozu.

— Naprawdę? — zdziwił się Halloran.

— Tak jest, proszę pana.

— Jak ten nieziemiec wyglądał?

— Był bardzo podobny do pana.

— Wielki Boże! — wykrzyknął Halloran. — A jak poznałeś, że to nie byłem ja?

— Bo usiłował wejść na teren obozu bez podania hasła. Prawdziwy pan Halloran nigdy by czegoś takiego nie zrobił.

— Rzeczywiście — powiedział Hallran. — Brawo, Maks. Będziemy musieli mieć oko na tego jegomościa.

— Tak jest. Dziękuję panu.

Halloran niedbale skinął głową. Był z siebie zadowolony. Doszedł do wniosku, te Maks z racji samej swojej konstrukcji musi traktować każde spotkanie jako unikalną i nową sytuację. Musiało tak być, skoro Maksowi nie było wolno wnioskować z poprzednich doświadczeń.

Maks miał wbudowane preferencje. Zakładał, że Ziemianin zawsze zna hasło. Zakładał, że obcy nigdy nie zna hasła, ale zawsze usiłuje dostać się do obozu. Zatem istota, która nie usiłuje dostać się do obozu, można uważać za Ziemianina, dopóki nie okaże się, że jest inaczej.

Halloran pomyślał, że to całkiem dobry wywód myślowy jak na człowieka, który stracił już parę procent płynu ustrojowego. Teraz pozostawała mu tylko nadzieja, że dalszy ciąg planu również się sprawdzi.

— Maks — powiedział — podczas swojej inspekcji dokonałem dość niepokojącego odkrycia.

— Jakiego, proszę pana?