125917.fb2
Twarz dziewczyny przybrała wyraz najwyższego poświęcenia.
– Znaj moją dobroć.
– Co?
– Wejdź pierwszy – wpuściła go przed siebie. – A tak nawiasem mówiąc, masz chwilę czasu dziś wieczorem?
– Hm, zależy, jak długa ma być ta chwila…
– Nie drocz się.
– Może znajdę…
Przerwało mu głośne otwarcie drzwi, w których pojawił się student z grubą kopertą pod pachą.
– Może wchodzić następny – powiedział.
– Idź. – Patty popchnęła go lekko.
Wewnątrz adaptowanego na pokój przyjęć gabinetu siedziały tylko trzy osoby. Dwóch lekarzy, jeden za biurkiem, drugi przy drukarkach, oraz sekretarka pochylona nad klawiaturą uczelnianego terminala.
– Nazwisko?
– Lynn Fargo.
– Zaraz znajdziemy pańskie papiery. Chcielibyśmy najpierw… – Lekarz urwał nagle, wpatrując się w jego twarz. Drugi znieruchomiał, spojrzał na Fargo znad okularów o grubych szkłach. Sekretarka podniosła głowę.
– Czy… coś się stało?
– Ach, nie – żachnął się ten za biurkiem. – Po prostu… pańskie wyniki trochę odbiegają od przeciętnej… – widać było, że z trudem dobiera słowa. – To znaczy, są diametralnie różne…
– Czy mogę je zobaczyć? – przerwał Fargo.
– Obawiam się, że nie. Zabrała je instytucja, która zleciła badania. – Na ustach siedzącego pojawił się nieszczery uśmiech.
– Ale na pewno je panu przyślą – dodał drugi.
– Czy coś mi jest? – zaniepokoił się Fargo. – To jakaś choroba?
– Ależ skąd. Nie badaliśmy podatności na choroby psychiczne.
– Więc co? – spytał niezbyt grzecznie.
– My tylko opracowujemy testy – siedzący nad kartami lekarz zdjął okulary. – Na pewno przyślą panu wyniki, proszę się niczym nie martwić.
– Wychodząc, poproś następnego – powiedziała sekretarka.
Fargo czuł, że nie dowie się niczego więcej. Złość na ważniaków za biurkiem na moment przygłuszyła rodzący się w głębi duszy niepokój, obrzucił ich więc pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami.
– Co, już? – Patty zgasiła dopiero co zapalonego papierosa. – Tak szybko?
Zdołał się uspokoić na tyle, żeby odpowiedzieć niefrasobliwym tonem:
– Mojego geniuszu nie da się zmierzyć. Będą mi stawiać pomniki.
– Tak, tak! – krzyknął ktoś z kolejki. – Przed czy po tym, jak cię zamkną na tym samym oddziale co obu Einsteinów i Napoleona?
– Nie przejmuj się tak bardzo. Nie zabraknie tam miejsca i dla ciebie! – odciął się Fargo. – Muszę lecieć – powiedział do Patty. – Dziękuję za zajęcie miejsca.
Na schodach przypomniał sobie, że mógł spytać nadętych lekarzy, jaka instytucja zleciła badania. Zatrzymał się nawet, ale w końcu machnął ręką. Nie zamierzał wracać na górę. Szybko przebiegł ostatnie stopnie i otworzył ciężkie, rzeźbione drzwi będące jedyną ozdobą holu. Dziekanat o tej porze był pusty, jedynie panna Muriel siedziała za szeroką ladą i widać było, że liczy minuty dzielące ją od pójścia do domu.
– To znowu ty? – uśmiechnęła się leniwie.
– Muszę włożyć zaświadczenie do swoich akt.
– Przecież robiłeś to dziś rano.
Rozprostował trzymaną w dłoni kartkę.
– To zupełnie inna sprawa. Załatwiamy z Dewhurstem specjalną praktykę – wyjaśnił cierpliwie. – Stąd tyle świstków.
– Ta biurokracja kiedyś nas wykończy. – Panna Muriel zasłoniła ręką usta. – Nie dalej jak przed godziną dwóch ludzi sprawdzało kartotekę. Myślałam, że będą tu siedzieć do nocy, ale oni wyszli już po minucie.
– Po minucie? To ktoś od nas? Z uczelni?
– A skąd. Jakieś nieciekawe typy.
Fargo uśmiechnął się z przymusem, podchodząc do zawierającej kartotekę, ukrytej za przepierzeniem wnęki. – Mogę?
– Jasne.
Szybko odnalazł własną przegródkę. Miał już włożyć do niej nowy dokument, kiedy zamarł nagle z wyciągniętą ręką. Jego papiery leżały w zupełnie inny sposób, niż je zostawił rano. Ktoś tu zaglądał? Przecież komisja kwalifikacyjna miała zacząć dopiero jutro… Powoli zamknął szafę i wrócił do głównej sali.
– Mówiła pani, że skąd byli ci ludzie, którzy tu szperali?
– Pojęcia nie mam. Dziekan kazał ich wpuścić.
Panna Muriel podała mu elegancką podłużną kopertę.
– Byłabym zapomniała, jest list do ciebie – zdobyła się na miły wyraz twarzy.
– Przyszedł tutaj? Na adres uczelni?
– Doręczył go goniec. Ale mam prośbę – uśmiechnęła się. – Przeczytaj go na zewnątrz. Muszę już zamykać.
– Oczywiście, proszę pani. Dziękuję.