125917.fb2 Przesiadka W Piekle - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 16

Przesiadka W Piekle - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 16

– Mogę wybrać, kogo chcę? – usiłował zawrzeć w głosie jak najwięcej ironii.

– Oczywiście.

Wybrał znaną piosenkarkę. Bardzo by chciał, żeby się rozebrała, jednakże powiedział tylko:

– Niech upuści torebkę, ale jej nie podnosi, tylko wyciągnie rękę w kierunku tego okna.

– Dobrze. – Keldysh przeniósł wzrok na nastolatkę. – Kate, słyszałaś?

– Tak.

Dziewczyna oparła ręce o parapet. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia jej ciało stężało. Fargo wytężył wzrok. Piosenkarka najpierw podniosła głowę i patrząc wprost na niego, bezczelnie mrugnęła okiem. Potem z fantazją odrzuciła torebkę i wyciągnęła rękę w stronę okna.

Po chwili ciało Kate zwiotczało, dziewczyna cofnęła się w głąb pokoju. Piosenkarka potrząsała głową, przykładając dłoń do czoła, podczas gdy towarzyszący jej mężczyzna podnosił torebkę.

– Wiem! – krzyknął Fargo. – Ona ma mikrofon w uchu.

– Mógł pan wybrać kogokolwiek.

– Oni wszyscy są na podsłuchu…

Keldysh roześmiał się głośno.

– Teraz dopiero stało się jasne, dlaczego zaprosiłem pana właśnie tutaj – powiedział po chwili. – Czy naprawdę sądzi pan, że ci wszyscy politycy, biznesmeni, aktorzy zebrali się tylko po to, żeby zrobić panu kawał?

Fargo zakrztusił się własną śliną. To było mocne. Argument nie do zbicia. Słowa Keldysha wstrząsnęły nim i po raz pierwszy poczuł coś na kształt… może jeszcze nie wiary, ale początków zaufania.

– Ależ… ależ to niemożliwe! – wymamrotał bez przekonania.

Keldysh przysiadł na skraju biurka.

– Widzę, że ma pan racjonalny umysł, tak jak ja – zamyślił się. – Jeśli człowiek widzi rano na ulicy wyłącznie pomalowanych na niebiesko Murzynów z krokodylami na smyczy, to wcale nie znaczy, że armia okupacyjna Górnej Wolty zajęła nocą Londyn. Znaczy to, że trzeba udać się do psychiatry. Tak… – ukrył na moment twarz w dłoniach. – I tu mamy do czynienia z bolesną rzeczywistością.

Fargo potrząsnął głową w zamyśleniu. Ciągle nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. A jeśli zastosowali jakieś triki?

– Dobrze, ale chcę mieć absolutną pewność – powiedział. – Pan Clancy wyjdzie na korytarz i zamknie drzwi na klucz. Pan zablokuje klamkę od wewnątrz krzesłem – mówił gorączkowo. – Zrobimy jeszcze jedną próbę. Kate „wstrzeli się” we mnie.

– Zgoda. Przypominam jednak, że ona nie pozna pana pamięci. Proszę nie kazać pisać jej na kartce słów, które zna tylko pan.

– Rozumiem. – Fargo po wyjściu Clancy’ego sam zablokował drzwi. – Ważę około stu sześćdziesięciu funtów. Nie jest pan w stanie wnieść mnie na tę szafę, nawet z pomocą dziewczyny. Dla mnie samego to igraszka.

– Masz na to dziesięć sekund – powiedział do Kate.

– Podziwiam pańską pomysłowość. – Keldysh z uznaniem skinął głową. – To będzie naprawdę obiektywny dowód.

– Możemy zaczynać? – Fargo czuł, że drżą mu ręce.

– Tak.

Spojrzał na zegarek, usiłując zapamiętać wyświetlone sekundy, zanim ogarnęła go ciemność. To było jak lekki zawrót głowy. Kiedy otworzył oczy, siedział na szafie między wypchanym pawiem i myszołowem, dotykając głową sufitu. Minęło siedem sekund.

– To… To… – nie mógł zebrać myśli. – To jakaś hipnoza.

Dziewczyna uśmiechnęła się z sympatią.

– Spieramy się o nazwę! Avatar, przenoszenie osobowości, hipnoza, wstrzeliwanie… Nie nazwa się liczy, ale efekt, a ten wszyscy znamy. – Keldysh powrócił za biurko, zataczając ręką szeroki łuk w kierunku szafy.

– Zejdzie pan wreszcie?

Oszołomiony Fargo lekko zeskoczył na dywan i odblokował drzwi. Skwapliwie zapalił podsuniętego mu papierosa. Bardzo długo siedzieli w milczeniu.

– Chcecie, żebym wam pomógł? – spytał Fargo, kiedy żar dotarł do filtra.

– Tak.

– Ale ja się do tego nie nadaję.

– Też tak myślałem, kiedy rekrutowano mnie po studiach.

– Ale… naprawdę nie jestem Jamesem Bondem.

Kolejny, pewnie z dwudziesty tego dnia ujmujący uśmiech.

– Nikt z naszych pracowników nie wygląda jak Pierce Brosnan, jeśli już o tym mowa. By zostać agentem trzeba przejść rutynowe, ale i ostre szkolenie.

Fargo podniósł głowę. Bał się, ale jednocześnie podniecała go myśl, że mógłby dysponować takimi umiejętnościami. To było jak narkotyk, jak mroczna wizja twórcy horroru. Odpychało i pociągało zarazem. Straszyło i wabiło w perfidny, podniecający sposób. Setki wątpliwości wypełniło jego głowę, czuł jednak, że im bardziej się boi, tym bardziej chce wstąpić na krętą drogę, jaka właśnie się przed nim otwiera.

– Dobrze – powiedział w końcu.

Miał wrażenie, że Keldysh był pewien, że usłyszy taką odpowiedź.

* * *

Fargo siedział w swoim pokoju w akademiku, wśród rozłożonych sztalug, blejtramów, pustych kubków po kawie i popielniczek wypełnionych starymi niedopałkami. Wydarzenia ostatniego tygodnia, zdobywanie zaliczeń, oddawanie ostatnich prac i projektów, sprawiły, że nie miał wiele czasu na przemyślenia. Ale w każdej wolnej chwili wracał w myślach do rozmowy przeprowadzonej w muzeum.

Za ścianą grała nastawiona na cały regulator wieża. Widać ktoś świętował już zakończenie roku, podczas gdy on siedział w pokoju i popijając ciepłą colę zastanawiał się, jak zmusić dziekana do zmiany programu praktyk. Nie widział żadnej realnej szansy. Z ulgą przyjął trzask otwieranych drzwi.

– Masz coś? – spytał, widząc Dewhursta rozglądającego się po pokoju.

Tamten zignorował jego pytanie.

– Słuchaj, Lynn. Jakiś pan czeka na ciebie na dole i prosi, czy nie zechciałbyś…

– Cholera, Ray, co to za wersal? – wpadł mu w słowo. – Nie możesz od razu powiedzieć, co to za dupek tam waruje?

– Czemu się tak wyrażasz?

– Co…? – wykrztusił. – Ray, co ci jest?

Z napiętą uwagą wpatrywał się w twarz Dewhursta, ta jednak pozostawała niewzruszona.