125917.fb2
– Keldysh?! Skąd ty go znasz, do cholery? – poderwał się na równe nogi.
– Daj spokój – mruknął Dewhurst. – To ja, Kate. Musiałam użyć ciała twojego przyjaciela.
Fargo z bijącym sercem opadł z powrotem na fotel.
– Dlaczego?
– Dzięki niemu mogłam tu przyjść, nie budząc niczyich podejrzeń. Keldysh nie używa telefonu.
Wzruszył ramionami. Gdyby dziewczyna widziała choć część osób bywających w tym pokoju, nigdy by jej nie przyszło do głowy, że może wzbudzić czyjekolwiek podejrzenia.
– Przestraszyłaś mnie.
– Przepraszam.
– Drobiazg. – Fargo rozmasował skronie. – Czy Ray nic nie będzie pamiętał?
– Nie. Zostawię go w miejscu, gdzie się w niego „wstrzeliłam”. Będzie myślał, że miał zawrót głowy albo…
– Ten okaz zdrowia? Zawrót głowy?
Tym razem ona wzruszyła ramionami.
– Jest wytłumaczenie. Twój kolega strasznie pił dziś w nocy.
– Skąd wiesz? Śledzą go chłopcy z MI5?
– Nie. Ale dlaczego ma podkrążone oczy i zupełny brak kondycji? Ledwie weszłam na to piętro!
Wolał jej nie mówić, że są jeszcze inne czynności, które powodują sińce pod oczami i utratę kondycji.
– Idziemy? – spytał.
– Tak.
Wstał szybko i podszedł do drzwi. Zamarł, kiedy ręka Dewhursta chwyciła go pod ramię.
– O rany, Kate! Mężczyźni chodząc nie trzymają się za ręce!
– Przepraszam. Zapomniałam się.
Pokręcił głową. Przez całą drogę myślał nad tym, co się stanie, jeśli spotkają dziewczynę Raya i ta rzuci mu się w ramiona. Na szczęście korytarze, klatka schodowa i hol były prawie puste. Na zewnątrz Kate wskazała mu granatowego rovera zaparkowanego tuż przy wjeździe na parking.
– A ty? – spytał.
– Muszę zostawić twojego kolegę w tym samym miejscu. Moje ciało czeka w innym samochodzie. Poczuł przebiegające po plecach dreszcze. Nie mógł przyzwyczaić się do nowej sytuacji.
Ruszył przed siebie, usiłując uspokoić oddech. Zanim zdążył sięgnąć do klamki, drzwi rovera się otworzyły. Wsiadł na tylną kanapę, zatrzaskując je za sobą. Siedzący obok Keldysh skrzywił się lekko.
– Jedź.
Clancy uruchomił silnik.
– Dlaczego to tak długo trwało? Nie mogła cię odnaleźć?
Fargo uśmiechnął się ironicznie.
– Następnym razem niech pan nie każe nieletniej dziewczynie wcielać się w studenta – mruknął.
– Mniejsza z tym.
Widać było, że pod zwykłą uprzejmością i budzącą sympatię ogładą Keldysha czai się jakiś niepokój.
– Musimy się spieszyć – rzekł. – Jest gorzej, niż myślałem.
Fargo czuł, że coś ściska go w dołku.
– Moja komórka zerwała kontakt z MI5.
– Dlaczego?
Odpowiedź padła po dłuższej chwili.
– Istnieje duże prawdopodobieństwo, że służby specjalne są w znacznym stopniu rozpracowane. Jeśli będę utrzymywał kontakt, dotrą i do mnie.
– Więc wszystko posuwa się naprzód szybciej, niż pan sądził?
– Nie wiem… – Keldysh się zawahał. – Jak pan widzi, jestem w tej kwestii szczery.
– Czy mógłbym w takim razie poznać więcej szczegółów?
– Obawiam się, że niewiele by pan z tego pojął. – Keldysh z trudem opanował wesołość. – Praca tajnych służb jest zrozumiała tylko dla fachowca.
Zatrzymali się na światłach przed ruchliwym skrzyżowaniem.
– Szkolenie, o którym wspominałem, zorganizujemy w innym państwie.
– Szlag! – Fargo uderzył zwiniętą pięścią w dłoń. – A moja praktyka?
– Pracuje pan dla dobra kraju. – Keldysh nie wiedział, czy użył właściwej argumentacji. – Po wszystkim ułatwimy panu start w pańskim fachu – dodał. – A już na pewno nie zostawimy pana bez środków do życia.
Podał mu wyjętą z kieszeni podłużną kopertę. Fargo zorientował się, co jest w środku, ale nie chciał przeliczać w ich obecności.
– Mam coś pokwitować?
– To nie bank – wtrącił Clancy. – Szefie, jechać na punkt, czy skręcić na obwodnicę?