128906.fb2 Tiamat - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 11

Tiamat - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 11

10

Jerusha PalaThion wpatrywała się w bezkresne lustro błękitu, pokryte zielonymi wzgórkami wysp. Wyobraziła je sobie przepływające pod pojazdem patrolowym jak wody pod ziemią, ujrzała samą siebie, schwytaną w nie kończącą się pętlę czasu, wyzwoloną z męczącej nadaremności jej obowiązków… Znów skupiła wzrok i spojrzała na Gundhalinu, sprawdzającego odczyty autopilota.

— BZ, kiedy dolecimy do zatoki Shotover?

Zerknął na zegar na tablicy kontrolnej.

— Za kilka godzin, pani inspektor. Westchnęła i uniosła nogi.

— Na pewno nie chce pani poczytać którejś z mych książek? — Wyciągnął jedną z wymiętoszonych fantazji ze Starego Imperium, nad którymi spędzał połowę wolnego czasu. Ta była po tiamatańsku, przeczytała tytuł: Opowieści z minionej przyszłości.

— Nie, dziękuję. Wolę już się nudzić. — Ukradkiem wrzuciła do pojemnika na odpadki strączek iestów. — Jak taki uczciwy technokrata jak wy, BZ, może czytać podobne bzdury? Dziwne, że nie kończy się to uszkodzeniem mózgu.

Wyglądał na urażonego.

— Są one oparte na solidnych danych archeologicznych i na analizach Przekazów sybilli. To… — uśmiechnął się, bezmyślna błogość zasnuła mu oczy — niemal tak dobre, jak bycie tutaj.

— Krwawnik jest niemal tak dobry, jak bycie tutaj; a jeśli ma on być przykładem powrotu do starych, dobrych czasów…

Prychnął z niesmakiem.

— Od tego właśnie chcę się oderwać przy czytaniu. Prawdziwy Krwawnik był…

— Na pewno był równie zły jak ten. Co więcej, nikt wtedy nawet nie kiwnął palcem w bucie, by coś zmienić, zupełnie tak jak teraz. — Usiadła wygodnie na swym miejscu, patrząc na błękitne wody. — Niekiedy czuję się jak butelka wrzucona do morza, bujająca się bez końca na falach i nigdy nie dobijająca do brzegu. Wiadomość, którą zawieram, znaczenie, jakie chcę nadać swemu życiu, nie mogą być przekazane… bo nikogo nie interesują.

Gundhalinu odłożył książkę i powiedział miękko:

— Komendant rzeczywiście wie, jak wypróbować waszych świętych przodków, prawda?

Spojrzała na niego.

— Pamiętam dokładnie każde słowo z pani rozmowy w wartowni, pani inspektor. Jest pani bardziej nerwowa niż ja — dodał z uśmiechem.

— Może po tylu latach łatwiej siadają mi bezpieczniki. — Pociągnęła bezwiednie za klamrę ciężkiego płaszcza. — Ale to bez znaczenia. — Nadal lecieli do zatoki Shotover na skraju Lata, najbardziej oddalonego od świata LiouxSkeda miejsca, jakie można było znaleźć w tak krótkim czasie. — Okrążyć połowę planety po raporcie o “przypuszczalnym” zauważeniu przemytników!

— “Podczas gdy prawdziwi przestępcy hulają w Krwawniku, śmiejąc się nam w twarz” — Gundhalinu dokończył wczorajsze słowa ze smutnym uśmiechem. — Tak, proszę pani, coś tu śmierdzi. — Zacisnął dłonie na sterownicy. — Jeśli jednak uda nam się przyłapać kogoś dostarczającego tubylcom zakazane towary… Ostatnio wiele o tym szumu.

— Płynącego od Królowej. — Jerusha skrzywiła się, wspomniawszy pokaz hipokryzji władczyni, który musiała znieść podczas swej ostatniej oficjalnej wizyty.

— Nie mogę tego zrozumieć, pani inspektor. — Pokręcił głową. — Myślałem, że chce całej wyższej techniki, jaką może dorwać na Tiamat; zawsze dążyła do niezależności technicznej. Nie przejmowała się przy tym legalnością. Do licha, nie sądziłem, że to zrobi.

— Nie przejmuje się Tiamat, techniką ani niczym, co nie ma związku z jej pozycją. A niektóre z przemycanych towarów ostatnio wchodziły jej w drogę.

— Trudno to sobie wyobrazić. — Gundhalinu uważnie zmienił ustawienie urządzeń sterowniczych.

— Nie wszyscy nabywcy są nieszkodliwymi dziwakami. — Z ciekawością i sporą sympatią studiowała raporty o kontrabandzie w zabite dechami kąty Zimy. Parę niezależnych statków przemytniczych, którym udało się przebić przez nadzorującą planetę sieć Hegemonii, mogło zbić małą fortunę na dostarczaniu taśm informacyjnych i podręczników techniki, ogniw zasilających i trudnych do zastąpienia części. Zawsze znajdowali się wśród Zimaków bogaci szlachcice, zwariowani na punkcie lśniących rzeczy i skrywający laboratoria w swych wyspiarskich posiadłościach, jak też samozwańczy szaleni naukowcy, dążący do poznania sekretów atomu i wszechświata. Inni skrycie gromadzili urządzenia techniczne w oczekiwaniu na odejście pozaziemców, starali się położyć podwaliny własnych ksiąstewek, nie rozumiejąc, że Hegemonia miała niezawodne sposoby zapobiegania temu. Można było nawet znaleźć kilku pozaziemców żyjących jak tubylcy w tej wodnej dziczy i nie wszyscy oni lubili ograniczenia stawiane przez Hegę ich nowemu domowi.

— Ktoś przeszkadza Starbuckowi i Psom, gdy wybierają się na łowy na mery, chyba za dobrze im idą. Liczebność merów musiała mocno spaść, co na pewno zmniejsza dochody Królowej… i jej możliwości wpływania na nas. Wtrącanie się wymaga skomplikowanych urządzeń zakłócających i środków komunikacji, które można dostać z jednego tylko źródła.

— Hmm. A więc zatrzymując przemytników, możemy dojść do przyczyn tych przeszkód? — naciskał natrętnie.

— Może. Nie wstrzymuję z tego powodu oddechu. Według mnie cała ta wyprawa to tylko strata energii. — I o to właśnie chodzi LiouxSkedowi. — Mówiąc szczerze, mam nadzieję, że nic nie znajdziemy. Czy to was szokuje, BZ? — uśmiechnęła się lekko na widok jego miny. — Widzicie, nie lubię tego przyznawać, lecz czasem z trudem przekonuję siebie, że owi miłośnicy techniki robią coś złego. I ci, którzy występują przeciwko zabieraniu życia jednego gatunku po to, by drugi mógł w nienaturalny sposób wydłużać własne. Niekiedy myślę, że wszystko, co brzydzi mnie w Krwawniku, wiąże się z wodą życia, że to miasto przyciąga wszystkie brudy i przestępstwa, bo jego przetrwanie zależy od zbrodni.

— Czy myślałaby pani tak samo, gdyby sama mogła osiągnąć nieśmiertelność?

Uniosła głowę w namyśle.

— Chciałabym wierzyć, że by tak było, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Gundhalinu kiwnął głową.

— Nie sądzę, byśmy się kiedykolwiek mogli o tym przekonać. — Ponownie zmienił kurs, patrząc na zegar.

— Co się stało, BZ?

— Nic, pani inspektor. — Spojrzał na morze z właściwym Kharemoughi stoicyzmem. — Przed wyjazdem z miasta powinienem był coś zrobić. — Westchnął i sięgnął po książkę.