129713.fb2 Z?odziej w czasie - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 9

Z?odziej w czasie - читать онлайн бесплатно полную версию книги . Страница 9

Krzyczeli coś, co wydawało się Eldridge’owi dziwne. Zaczął uważnie słuchać.

— Witaj! Witaj w domu!

Potężny, opalony na brązowo człowiek schwycił go w swój niedźwiedzi uścisk.

— Wróciłeś! — krzyknął radośnie.

— No… tak — zgodził się Eldridge.

Widział, że coraz więcej ludzi zbiega na plażę. Należeli do jakiejś urodziwej rasy. Wszyscy mężczyźni byli wysocy i opaleni, kobiety zaś szczupłe i ładne. Wyglądali na ludzi, których chciałoby się mieć za sąsiadów.

— Przywiozłeś? — spytał jakiś starszy człowiek, dysząc po biegu.

— Co?

— Nasiona marchwi. Obiecałeś, że je przywieziesz. I ziemniaki.

Eldridge sięgnął do kieszeni.

— Są tutaj — oznajmił.

— Dzięki. Czy naprawdę sądzisz, że będą rosły w tym klimacie? Może powinniśmy skonstruować…

— Później, później — przerwał mu potężny mężczyzna. — Musisz być zmęczony — powiedział do Eldridge’a.

Thomas powrócił myślą do wszystkiego, co zdarzyło się od czasu, gdy obudził się ze snu, jeszcze w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym roku. Z subiektywnego punktu widzenia minął mniej więcej jeden dzień, ale zawierał on w sobie tysiące lat podróży przez czas tam i z powrotem, i pełen był aresztowań, ucieczek, niebezpieczeństw oraz zadziwiających zagadek.

— Tak, jestem zmęczony — przyznał. — Bardzo.

— Pewnie chciałbyś teraz wrócić do swojego domu?

— Mojego własnego domu?

— Oczywiście. Do tego, który sam zbudowałeś, z widokiem na lagunę. Nie pamiętasz?

Eldridge uśmiechnął się słabo i przecząco pokręcił głową.

— On nie pamięta! — wykrzyknął mężczyzna.

— Nie pamiętasz naszych gier w szachy? — spytał inny człowiek.

— Naszych wypraw rybackich? — wtrącił jakiś chłopiec.

— Pikników i świąt?

— Tańców?

— Żeglowania?

W odpowiedzi na każde z tych pełnych niepokoju pytań Eldridge mógł tylko kręcić przecząco głową.

— Wszystko to zdarzyło się, zanim powróciłeś do swego rodzinnego czasu — powiedział potężny mężczyzna.

— Wróciłem? — spytał Eldridge. To było wszystko, czego zawsze pragnął. Spokój, zadowolenie, ciepły klimat, poczciwi sąsiedzi. Pod koszulą czuł ciężar worka, który tutaj przywiózł.

Dobry Boże, nikt przy zdrowych zmysłach nie opuściłby nigdy miejsca takiego, jak to! Przy tej okazji nasuwało się więc istotne pytanie: „Dlaczego stąd wyruszyłem?”

— Musisz to pamiętać! — wykrzyknął potężny mężczyzna.

— Obawiam się, że nie.

Z tłumu wyłoniła się smukła jasnowłosa dziewczyna.

— Naprawdę nie pamiętasz, jak wróciłeś po mnie?

Eldridge przyjrzał się jej.

— Ty musisz być córką Beckera — powiedział. — Dziewczyną, która była zaręczona z Morgelem. Tą, którą porwałem.

— Morgel jedynie sądził, że jest ze mną zaręczony — oznajmiła. — A ty mnie nie porwałeś. Przybyłam tu z własnej woli.

— Ach tak, rozumiem — odpowiedział Eldridge, czując się jak idiota. — To znaczy sądzę, że rozumiem. Ten, tego… miło, że cię widzę — dokończył głupawo.

— Nie musisz być aż tak oficjalny — stwierdziła dziewczyna. — Poza wszystkim innym, jesteśmy w końcu małżeństwem. A ty na pewno przywiozłeś mi lusterko, prawda?

Teraz wszystkie elementy układanki zostały już skompletowane. Eldridge uśmiechnął się, wyjął lusterko, podał je dziewczynie, po czym wręczył worek potężnemu mężczyźnie.

Młoda dama, wyraźnie wniebowzięta, zaczęła robić ze swoimi brwiami rzeczy, które zwykle czynią kobiety, gdy widzą swoje odbicie w lustrze.

— Chodźmy do domu, kochanie — powiedziała do Eldridge’a.

Nie znał jej imienia, ale bardzo mu się spodobała. Było to zresztą zupełnie naturalne.

— Obawiam się, że akurat teraz nie mogę — odpowiedział, patrząc na zegarek. Pół godziny od chwili jego pojawienia się tutaj niemal już minęło.

— Wcześniej muszę jeszcze coś załatwić. Ale wrócę dosłownie za chwilkę.

Uśmiechnęła się promiennie.

— Nie będę się denerwować — stwierdziła. — Wcześniej powiedziałeś, że wrócisz, i wróciłeś. I przywiozłeś lusterka, nasiona i ziemniaki, tak jak obiecałeś.

Pocałowała go. Eldridge uścisnął dłonie wszystkim stojącym wokół niego. Symbolizowało to w jakimś sensie pełny cykl rozumowania, jakie zastosował Alfredex, by obalić głupi pomysł, zakładający istnienie paradoksów czasowych.

Dobrze znana Eldridge’owi ciemność pochłonęła go, gdy ponownie nacisnął włącznik przenośnika.

W tym samym momencie przestał być drugim Eldridge’em.

Od tej chwili stał się po prostu Eldridge’em i wiedział już dokładnie, co powinien czynić oraz czego potrzebował, by osiągnąć swój cel. Celem tym była ta właśnie dziewczyna, którą tu spotkał, nie ulegało bowiem wątpliwości, że przybył po to, by spędzić z nią całe życie w spokoju i zadowoleniu, wśród poczciwych sąsiadów, książek i muzyki.