143039.fb2
– Dolly, czy zdajesz sobie sprawę, że już prawie koniec kwietnia? Jak ten czas leci…
– Czy w tak okrężny sposób chcesz mi się po prostu poskarżyć, że już prawie miesiąc, odkąd nie dzwonił Leks Sanders?
– Chyba masz rację. Pewnie popełniłam jakiś błąd. Może chodzi o to, że zadzwoniłam, aby mu powiedzieć o zdanym egzaminie na prawo jazdy? Od tamtej pory się nie odezwał. Z Able Body Trucking porozumiewa się tylko za pomocą faksu. Rachunki płaci w ciągu siedmiu dni, jak do tej pory. Jeśli zrobiłam coś nie tak, chciałabym wiedzieć, co to było – powiedziała Ariel ze łzami w oczach. – Pewnie doszedł do wniosku, że moja twarz wygląda fatalnie. Tylko nic już nie mów, Dolly. A tak się świetnie rozumieliśmy i dobrze nam było ze sobą. Ach, jak bardzo czekałam na tę randkę w sobotę po południu… Powiedział, że zadzwoni w piątek, ale nie zrobił tego.
– Sama mogłaś to zrobić. Przecież żyjemy w latach dziewięćdziesiątych. Może jest zajęty. Nie możesz wiedzieć, co dzieje się w jego życiu. Może ma jakieś kłopoty rodzinne? Takie rzeczy zdarzają się często. Moja matka zawsze mawiała: „Nie umkniesz od swojego przeznaczenia”, i miała rację, choć przedtem zawsze myślałam, że to głupie gadanie. Wymyśl jakiś powód, najlepiej służbowy i zadzwoń do niego. To nic złego. Może uda ci się trafić na jakiś ślad, który wyjaśni, co się stało.
– Nie ma mowy. Może gdyby był nieśmiały… ale on do takich nie należy. Umiał zatrzymać mnie na szosie i zaprosić na swoje ranczo. Potem spotkaliśmy się jeszcze sześć razy, byliśmy razem na obiedzie, w kinie, urządziliśmy sobie piknik. I nagle: koniec, kropka. Coś się musiało stać, choć nie wiem co i kiedy. A najgorsze, że byłam gotowa iść z nim do łóżka. Teraz się cieszę, że do tego nie doszło. Cholera, on nawet powiedział swoim pracownicom, że się ze mną ożeni. To miał być żart, ale przecież widziałam jego oczy, on naprawdę miał zamiar to zrobić. Jeszcze nikt nigdy nie wystawił mnie tak do wiatru. I powiem ci, że to paskudne uczucie.
– Zadzwoń do niego – rzekła Dolly.
– Nie ma mowy. – W takim razie nigdy się tego nie dowiesz, o co poszło.
– Jakoś to przeżyję.
– Ale do końca życia będziesz się nad tym głowić. Przecież nie kto inny, ale ty sama zawsze powtarzałaś: „idź śmiało przez życie” i „kuj żelazo póki gorące”.
– Tak, masz rację, ale mówiłam to w odniesieniu do innych spraw. Tu w grę wchodzą uczucia, a to zupełnie inna sprawa. Mimo wszystko jakoś sobie poradzę. Ty zatroszczysz się o jego interesy w firmie lub, jeśli chcesz, możesz je przydzielić komu innemu. Począwszy od tego momentu, przestaję się interesować osobą Leksa Sandersa – powiedziała Ariel wyniosłym tonem, mocując smycz Snookie do obroży.
– W życiu nie słyszałam większego kłamstwa, Ariel Hart – mruknęła Dolly i wróciła do kuchni. W garnku na parze gotowały się warzywa na obiad.
To był piękny wieczór… Ariel biegała ze Snookie, a potem spacerowała po swoim trzyakrowym majątku. Miała ochotę płakać, ale to na pewno by jej nie pomogło, wręcz przeciwnie, miałaby napuchnięte oczy.
Musisz spojrzeć prawdzie w oczy, Ariel Hart, nie ma wątpliwości, że mimo twoich pięćdziesięciu lat jesteś po uszy zakochana w Leksie Sandersie.
Snookie pisnęła cicho – znak, że chce pobiegać bez smyczy.
– Tylko bądź tu za pięć minut – przykazała jej Ariel, rozpinając smycz. – Nie chciałabym stracić także ciebie – dodała drżącym głosem i ze łzami w oczach.
Jednakże ogromny owczarek obwąchał tylko nogi Ariel i nie pobiegł na codzienną penetrację terenu. Ariel ukucnęła i objęła swą wierną towarzyszkę.
– Muszę wierzyć, że będzie lepiej – szepnęła. – Wiesz co, Snookie? Dostałam już pierwszy raport w sprawie poszukiwań Feliksa, jest w tej chwili na górze. Przeczytam go sobie, jak będę szła dziś do łóżka. Kiedy go dziś dostałam, z wrażenia po prostu nie byłam w stanie otworzyć koperty. Postanowiłam odłożyć tę chwilę do momentu, gdy znajdę się sama w swoim zamkniętym pokoju. No i powiedz teraz, czy to nie jest głupie?
Pies przysunął się bliżej, poszukując swą spiczastą mordką pieszczotliwej dłoni.
– Ciekawe, czy ta Beverly, czy jak tam ona się nazywa, znalazła coś istotnego na temat Feliksa. Chciałabym już zamknąć tamten rozdział mojego życia, męczy mnie to ciągłe roztrząsanie minionych chwil. Każdą rzecz trzeba zakończyć. Weźmy na przykład tę sprawę z Leksem. Cholera, może rzeczywiście powinnam do niego zadzwonić? I powiedzieć, żeby dalej z kim innym robił interesy? Na litość boską, przecież jesteśmy dorośli! Zasługuję na lepsze traktowanie. Jak on miał czelność potraktować mnie w ten sposób? Nigdy w życiu nikomu nie zrobiłabym czegoś podobnego. Nienawidzę mężczyzn. Są okropni. Chodź, Snookie. Dolly pewnie czeka już na nas z obiadem, a ja nic, tylko użalam się nad sobą. Jutro dla każdego człowieka wstanie nowy dzień; każdy zrobi z nim to, co będzie chciał, a jeśli tylko naprawdę się chce, wiele można zrobić.
Ariel wstała, a pies biegł kilka kroków przed nią. Znowu zachciało jej się płakać, w gardle poczuła drapanie.
– Nie będę cię opłakiwać, Leksie Sandersie.
Gdy weszła do kuchni, od razu wiedziała, że coś się stało. Dolly z szeroko otwartymi oczami, wyraźnie zaszokowana wręczyła Ariel słuchawkę telefoniczną.
– Mówi Ariel Hart, słucham – Ariel przedstawiła się opanowanym głosem, zerkając pytająco na Dolly, która patrzyła bezradnie.
– Mówi Stan, pani Hart. Przed chwilą miałem telefon z policji stanowej. Ktoś napadł i obrabował jedną z naszych ciężarówek. Z dokumentów wynika, że było tam dziesięć traktorów firmy John Deere, które należało dostarczyć na ranczo Leksa Sandersa. Kierowca ciężarówki zatrzymał się też w Las Vegas, aby po drodze zabrać starą szafę grającą Wurtlitzer, automat do coca-coli i specjalny, jedyny w swoim rodzaju automat do gum do żucia. Tylko te trzy rzeczy warte były sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów. To sprawa dla policji federalnej, Mike zawiadomił ich już przez CB-radio i złożył raport. Czy mogę jeszcze coś zrobić w tej sprawie, pani Hart?
– Czy z naszym kierowcą wszystko w porządku?
– Jest w szoku, ale trudno się temu dziwić. Ma żonę i dzieci, można sobie wyobrazić, przez co przeszedł podczas napadu. Tuż za nim jechał Mike Wheeler, zabrał go ze sobą do granicy stanowej, a stamtąd przejęła go policja. Jutro z samego rana przyjadą tu agenci FBI, aby z panią porozmawiać.
– Ten kierowca, co to za człowiek?
– Nazywa się Dave Dolan. Pracuje u nas od dwudziestu trzech lat i należy do najlepszych kierowców. Ma dwoje dzieci w college’u i dwoje w szkole średniej. Milutka, filigranowa żona. Bardzo sympatyczna rodzina.
– Proszę mu normalnie zapłacić za kurs, plus dodatek w wysokości pięciuset dolarów. Za to, że musiał się obawiać o własne życie podczas pracy. Rano z nim jeszcze porozmawiam. Czy widział ludzi, którzy to zrobili?
– Nie. Na twarzach mieli maski z pończoch i w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Twierdzi, że wszystko było ukartowane. Było ich czterech, każdy miał przydzielone zadanie, które wykonywał w absolutnej ciszy. Czy pani zadzwoni do pana Sandersa, czy ja mam to zrobić?
– Sama to załatwię. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że nadchodzi fala nieszczęść, a to jest dopiero pierwsze z nich. Na jutro zarządzam spotkanie wszystkich kierowców. Od tej pory powinni zwiększyć czujność na przystankach dla ciężarówek, a także skończyć z plotkowaniem przez CB-radio.
– Zapamiętam, pani Hart. I, podobnie jak pani, mam złe przeczucia.
– Był napad na naszą ciężarówkę, Dolly – rzekła Ariel. – Dostawa dla Leksa Sandersa. Dziesięć traktorów john deere, oryginalna szafa grająca firmy Wurlitzer i jakiś tam, unikatowy automat do gum do żucia. Kierowca wiózł je z Las Vegas, ze sklepu z antykami. To przedmioty o wielkiej wartości kolekcjonerskiej. Muszę zadzwonić do Leksa… to znaczy pana Sandersa. Podaj mi, proszę, jego numer i numer do Dave’a Dolana. Chcę osobiście porozmawiać z panią Dolan. Może powinnam też zadzwonić na Hawaje, do pana Able’a. Ciekawe, co on miałby do powiedzenia na temat tego napadu. Chyba mamy do niego numer telefonu?
– Ariel, jak sądzisz, czy Chet Andrews maczał w tym palce? – zapytała Dolly, przerzucając kartki grubej książki, w której były spisane domowe numery wszystkich kierowców i prywatny telefon do Leksa Sandersa. Przepisała trzy z nich i podała Ariel.
– Nie zdziwiłabym się, gdyby rzeczywiście tak było, ale nie możemy nikogo oskarżyć, jeśli nie mamy dostatecznych dowodów.
Na myśl, że zaraz będzie rozmawiać z Leksem Sandersem, serce Ariel waliło jak oszalałe. Z drżeniem raje wykręciła jego numer telefonu.
– Tiki, mówi Ariel Hart z Able Body Trucking. Chciałabym rozmawiać z Leksem Sandersem. To bardzo pilne.
– Si, señora. Zaraz go zawołam, jest teraz w stajni.
Ariel bębniła nerwowo palcami o kuchenny blat, próbując sobie wyobrazić reakcję Leksa na jej wieści.
– Sanders, słucham – usłyszała jego głos.
– Mówi Ariel Hart. Przed chwilą miałam telefon od Stana. Otóż ciężarówka z dostawą dla pana została obrabowana przez czterech mężczyzn, niedaleko Las Vegas. Oni zabrali… pańskie przedmioty kolekcjonerskie i traktory firmy John Deere. Rano w biurze Able Body będzą agenci z FBI. Bardzo mi przykro, że to się stało, ale jesteśmy ubezpieczeni, więc… nie wiem, co powiedzieć… – cholera, zaczyna tracić głowę.
Wiedziała w głębi serca, że choć to nie jej wina, Leks będzie jąoskarżał. Czekała na wybuch jego złości, wiedziała, że musi nadejść.
– Co?! – ryknął.
– Czego w moim wyjaśnieniu pan nie zrozumiał? Czy też było to po prostu pytanie retoryczne?
– Wszystko zrozumiałem. Nie obchodzą mnie traktory, mogą je sobie zabrać. Ale trzydzieści cholernych lat czekałem na resztę tej dostawy. Ja pociągnę panią do odpowiedzialności za ich utratę! Chcę je mieć z powrotem! Czy pani mnie słyszy, pani Hart?
– Nie potrzebuje pan tak ryczeć mi prosto do ucha. Czyżby pan sugerował właśnie, że kierowcy powinni wozić ze sobą broń dla samoobrony? Jeśli tak, jest pan idiotą. Każdy wie, że kierowcom ciężarówek nie wolno mieć broni na trasie, podobnie jak nikomu nie wolno wtrącać się do śledztwa prowadzonego przez FBI. Niemniej jednak ma pan prawo być jutro w naszym biurze, gdy złożą nam wizytę. A teraz, kiedy już i tak popsuł mi pan cały wieczór, powiem panu, co myślę o facecie, który nie przychodzi na umówioną randkę z kobietą i nawet nie dzwoni, aby wyjaśnić, jakie są tego powody. Myślałam, że jest pan dżentelmenem, ale widocznie byłam w błędzie. – Ariel rzuciła słuchawkę tak mocno, że Snookie podniosła głowę znad swojej miski i warknęła groźnie.
– Coś takiego! On pociągnie mnie do odpowiedzialności! Jak w ogóle przeszło mu coś takiego przez gardło? Firma ubezpieczeniowa zwróci mu przecież pieniądze. Ja rozumiem, ma prawo się zdenerwować, ale nie może mnie winić za ten napad. Powiedział, że nie obchodzą go traktory, chodzi mu jedynie o te starocie, na które czeka od trzydziestu lat. Ach, Dolly, czuję się okropnie. Szkoda, że go nie słyszałaś, jego głos był zimny jak lód. Mężczyźni są wstrętni, nie cierpię ich! – Ariel westchnęła ciężko.
Wykręciła numer do żony Dave’a Dolana. Długo ją uspokajała i zapewniała gorąco, że na przyszłość postara się zapewnić kierowcom lepszą ochronę na trasie.
– Proszę wziąć coś do pisania, podyktuję pani swój numer domowy. W razie potrzeby pani lub pani mąż możecie do mnie dzwonić, niezależnie od pory dnia czy nocy. Dziękuję, pani Dolan. Jutro osobiście porozmawiam z Dave’em. Dobranoc.
– Są dwie albo trzy godziny różnicy czasu między nami a Hawajami. Zadzwonię jeszcze do pana Able’a, może nam coś poradzi. Teraz już widzę, że brakuje mi kwalifikacji do tej pracy. I co się stanie, jeśli kierowcy zaczną się masowo zwalniać z pracy? Taki napad każdego może przerazić, nawet mnie, a przecież siedzę sobie wygodnie we własnej kuchni. Wyobraź sobie teraz, co czują kierowcy na trasie.
W tej chwili zadzwonił telefon. Ariel popatrzyła na Dolly.
– Nie podnoś. To może być… odbierz… albo nie…
– Halo! – Ariel podniosła słuchawkę.
– Ariel, mówi Leks Sanders. Dzwonię, żeby panią przeprosić. Nie miałem prawa tak z panią rozmawiać. Popełniłem niewybaczalny błąd. Chciałbym także przeprosić za nieobecność na randce w sobotę wieczorem. Odbywał się akurat pogrzeb w rodzinie i musiałem przekroczyć granicę. Oprócz tego miałem wiele kłopotów na ranczu i kilka… hm… osobistych problemów, które zabierają mi dużo czasu. Jutro będę w biurze Able Body podczas wizyty władz federalnych. Ariel, czy nic pani nie powie?
– Uważam, że powinien pan jak najszybciej poszukać sobie innej firmy transportowej. Żegnam pana, panie Sanders! – Ariel ponownie rzuciła słuchawkę.
– Aleś mu powiedziała – westchnęła z podziwem Dolly. – Tylko czy ci się to opłaci?
– Raczej nie. Ale coś mi mówi, że to dopiero początek moich kłopotów. Nie potrzebuję na dokładkę Leksa Sandersa, jego osobistych problemów i nie mam zamiaru znosić jego humorów!
Ariel wybrała kod na Hawaje i dalej, bębniąc palcami po blacie, czekała na połączenie.
– Mówi Asa Able, słucham – usłyszała wreszcie zachrypnięty głos. Westchnęła z ulgą.
– Panie Able, mówi Ariel Hart, mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
– Skądże. Jestem akurat na lanai, co na Hawajach znaczy tyle co patio. Popijam popołudniowe piwko i smażę się w słońcu. Ale musiało się coś stać, inaczej nie dzwoniłaby pani do mnie. Idę o zakład, że pani chce odsprzedać mi firmę – powiedział z nadzieją w głosie.
– No, niezupełnie – przykro jej było rozczarować starszego człowieka. – Chodzi o to, że jedna z naszych ciężarówek została obrabowana w biały dzień. Jutro będzie tu FBI. To była dostawa dla Leksa Sandersa: kilka osobistych przedmiotów i dziesięć traktorów john deere. Leks jest bardzo zmartwiony.
– Czy chodzi o szafę grającą, automat do coca-coli i automat do gumy do żucia?
– Właśnie tak. Stan powiedział, że tylko te trzy rzeczy warte były ponad sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów. A z Leksem Sandersem mam na pieńku, kazałam jjiu poszukać sobie innej firmy transportowej. Od pana chciałabym się dowiedzieć, czy zdarzały się już przedtem podobne napady. Niedawno miałam ciężką przeprawę z Chetem Andrewsem; wyrzuciłam go z pracy. On mi groził. Co ja mam teraz robić?
– Jeśli chodzi o te napady, to owszem, zdarzył się jeden około dwudziestu lat temu. Ale wtedy sprawcy zostali szybko zatrzymani w najbliższym mieście. A z Chetem też miałem problemy, tuż przed sprzedażą interesu. Jemu jest teraz trudno, bo spłaca tę swoją ciężarówkę. Byłem jedynym głupcem, który ze strachu zgodził się go zatrudnić. Jestem już za stary, żeby kręcić, więc powiem prosto, bałem się tego człowieka, podobnie jak moja żona. A teraz niech mi pani powie, dlaczego pani zrobiła takie głupstwo i kazała Leksowi poszukać sobie innej firmy? On pewnie to zrobi, tylko co wtedy stanie się z Able Body? Przecież ja z niej żyję, to znaczy… co ja mówię, pani z niej żyje. To dobry, uczciwy człowiek. W dzisiejszych czasach trudno o drugiego takiego. Powinna go pani przeprosić, tak brzmi moja rada, której udzielam za darmo. Chet Andrews to paskudny człowiek. Z jego powodu miałem wiele bezsennych nocy. Wcale bym się nie zdziwił na wiadomość, że Chet maczał palce w tym napadzie drogowym. To człowiek bez sumienia. Ale dlaczego pani tak potraktowała Leksa?
– Ponieważ on… zachował się bardzo niekulturalnie wobec mnie – powiedziała elegancko Ariel. – Nie chcę rozmawiać dłużej o Leksie Sandersie.
Usłyszała śmiech w słuchawce i zaczerwieniła się.
– To nie jest odpowiednia pora do zadzierania nosa, kochana pani. Może się pani znaleźć w trudnej sytuacji, a wtedy Leks mógłby służyć pomocą. Taka kruszyna jak pani to żaden przeciwnik dla Cheta Andrews’a. Czy pani nie chce przypadkiem, abym wsiadł do samolotu i trochę pani pomógł? Przy okazji poplotkowałbym trochę z Leksem. Naprawdę, mógłbym to zrobić, to żaden kłopot dla mnie – w jego głosie zabrzmiała nadzieja.
– Będę pamiętała o pańskiej propozycji. Czy ją przyjmę, zdecyduję po jutrzejszej wizycie władz federalnych. Jeżeli uznam, że to sprawa ponad moje siły, skontaktuję się z panem. Jak się panu mieszka na Hawajach? – zapytała grzecznie na koniec.
– Nienawidzę Hawajów, ale moja żona je uwielbia. Przez cały dzień nic tylko robi zakupy. Mam już całe mnóstwo kwiaciastych koszul, których nigdy nie włożę. I na okrągło jemy ananasy, do wszystkiego. Nie cierpię ananasów, nigdy ich nie lubiłem i nie będę lubił. Będzie pani dzwonić do Leksa? Ja też chyba powinienem to zrobić. Najwyraźniej trzeba mu przypomnieć, jak należy traktować kobiety. Czy on się w pani kocha? To może być jego problem. On nie umie postępować z kobietami, ale to człowiek dusza, lepszy niż rodzony syn.
– Dam panu znać o wszystkim, panie Able. Dziękuję za rozmowę. Czuję się o wiele lepiej teraz, gdy wiem, że mogę na pana liczyć. Życzę udanego wieczoru.
– On chce dzwonić do Leksa Sandersa, może nawet robi to w tej chwili – rzekła Ariel do Dolly. – Czuję to. Dziwak i zrzęda. Wcale bym się nie zdziwiła na wiadomość, że przyleci tu najbliższym samolotem. On sobie „poplotkuje z Leksem”. Ładne rzeczy. Coś mi mówi, że ci dwaj faceci mają zamiar wtargnąć w moje życie, a potem spróbują nim również zawładnąć. Ale to na pewno im się nie uda – powiedziała Ariel, siadając do stołu. – Już lepiej coś zjedzmy i nie gadajmy więcej o interesach.
– Może chcesz porozmawiać o filmach?
– Nie!
– O pieniądzach?
– Absolutnie nie – powiedziała Ariel.
– Przyjaciołach?
– Jakich przyjaciołach? Od miesięcy nikt do mnie nie zadzwonił. Kiedy już wyniosłam się z okolicy, od razu wszyscy o mnie zapomnieli – westchnęła Ariel.
– Więc może o tym, co ci bardzo leży na sercu? O Leksie Sandersie. Pamiętasz ten okres w swoim życiu, gdy z powodu pryszczy na twarzy nie chciałaś, aby ktokolwiek ani cokolwiek zakłóciło twój spokój? Może on też przechodzi teraz swój trudny okres? Daj mu jeszcze trochę czasu. Interesy to nie to samo co prywatna znajomość. Ariel, przecież ty jesteś profesjonalistką. Teraz pierwszy krok należy do ciebie. Jeśli go potrzebujesz, zapomnij o własnej dumie. To jest moja rada.
– Chyba będzie dziś padać. Twarz zaczyna mnie boleć, a to zawsze zwiastuje deszcz – powiedziała Ariel, wyraźnie ignorując radę Dolly. – Już nie mogę się doczekać długiej, gorącej kąpieli. Będę po prostu w niej siedzieć i odpoczywać. Może rozpalę w kominku, aby ogrzać trochę sypialnię. Mam kilka dobrych książek do przeczytania. A co ty będziesz robić?
– Prasować. A potem może przygotuję nasz ulubiony krem orzechowy. Podwoję proporcje, aby było więcej. Przez cały dzisiejszy dzień miałam ochotę na coś słodkiego. A jutro poczęstujemy dziewczęta z biura.
– Dolly, naładuj pistolet i połóż go przy kominku, tak na wszelki wypadek – powiedziała Ariel spokojnie.
Dolly przełknęła szybko kawę i krzyknęła piskliwie, gdy sparzyła się w język.
– Mogę go załadować, ale nie umiałabym nikogo zabić. Rozmawiałyśmy już o tym wiele razy. Poszłam na naukę strzelania wyłącznie po to, by dotrzymać ci towarzystwa. Ale wiem, że gdyby coś się stało, no wiesz… nie byłabym w stanie tego zrobić. Może lepiej trzymaj go na górze.
– Musimy być przygotowane, Dolly. I nie ma teraz czasu na zbędne dyskusje. Wyobraź sobie, że na górze będę trzymała pistolet. I co się stanie, jeśli w tym czasie na dole będzie włamanie? Przecież nie każę ci strzelać. Zwykle groźba użycia broni załatwia sprawę. Na zajęciach radziłaś sobie świetnie, uważam, że jesteś ekspertem w tej dziedzinie. Najważniejsze, że każdy facet, mam na myśli bandytów, może się zdenerwować, gdy zobaczy kobietę mierzącą do niego z pistoletu. I pamiętaj, co mówił instruktor: celować lufą w okolice poniżej pasa. Wyobraź sobie tylko: strzelasz jakiemuś facetowi między nogi, ile będzie z tego krwi i bólu?
– Pewnie kilka wiader; nienawidzę widoku krwi. Musiałybyśmy się przeprowadzić, nie mogłabym domyć podłogi.
– I kończąc tym stwierdzeniem, żegnam cię i idę na wczesny odpoczynek, pozamykałam wszystko, wchodząc do domu. Obiad był pyszny. Alarm włączony, jeśli będziesz się denerwować, przyjdź na górę. Dobranoc, Dolly. – Ariel uścisnęła swą starą przyjaciółkę i szepnęła: – Chet Andrews musiałby być skończonym głupcem, aby wdawać się z nami w konflikt. Zresztą on nawet nie wie, gdzie mieszkamy. Miłych snów!
Na górze, w swoim pokoju, Ariel zaczęła się przygotowywać do długiej, błogiej kąpieli, jaką sobie sama obiecała. Rozebrała się, włączyła kominek na gaz. Posłała łóżko i roztrzepała poduszki. Pies przez cały czas przemierzał pokój, a kiedy stwierdził, że Ariel siedzi w wannie i nic jej nie grozi, wskoczył na łóżko i przyciągnął do siebie swoje dwie poduszki. Obrócił się kilka razy dookoła siebie, nim w końcu znalazł wygodną pozycję. W chwili gdy zapach gardenii z kąpieli Ariel przywędrował do pokoju, Snookie przymknęła oczy, nadstawiła jedno ucho, a drugie położyła po sobie.
Ariel weszła do gorącej, parującej wody i westchnęła z rozkoszy. Kąpiel w wannie, podobnie jak filiżanka aromatycznej herbaty, świetnie dodawała człowiekowi sił. Ariel postanowiła poczytać książkę w kąpieli. Sięgnęła po ostatni bestseller, powieść szpiegowską. Na początek wygięła ją mocno. Podczas czytania dwukrotnie sięgała dużym palcem u nogi, aby odkręcić gorącą wodę, i dosypywała soli kąpielowych. Była w środku trzeciego rozdziału, gdy poczuła, jak woda opada, odsłaniając jej szyję i ramiona. Okazało się, że palcem u nogi przypadkowo zwolniła odpływ.
W aksamitnym wiśniowym szlafroku powędrowała do sypialni, usadowiła się na stosie kolorowych poduszek, które trzymała przy kominku, i opadła na nie ociężale z listą życzeń na kolanach i detektywistycznym raportem w ręku. Natychmiast wzięła się do swojego ulubionego orzechowego deseru, który Dolly wniosła na górę razem z dzbankiem gorącej czekolady. Szkoda, że ukroiła tak mało kawałków… Właśnie Ariel oblizywała palce po ostatnim z nich, gdy zadzwonił telefon. Z trudem sięgała z tego miejsca do staroświeckiego, francuskiego aparatu.
– Halo!
Cisza.
Odezwała się jeszcze dwa razy, nim wreszcie odłożyła słuchawkę. Spojrzała na Snookie, która przyglądała jej się uważnie.
– Pomyłka. – Ariel wzruszyła ramionami.
Dziesięć i piętnaście minut później telefon dzwonił kolejne razy i z tym samym rezultatem. W ciągu następnych piętnastu minut zadzwonił jeszcze siedem razy. Ariel zdenerwowała się, a Snookie wyskoczyła z łóżka. Zaczęła biegać dokoła aparatu, zjeżyła włosy na karku i warczała groźnie.
– Widzę, że obie rozumiemy, iż to celowa robota – szepnęła Ariel. Snookie musnęła nosem szyję Ariel i, usiłując wdrapać się jej na kolana, przednimi łapami oparła się na ramionach swej pani. Ariel zanuciła coś cicho; Snookie razem z nią popiskiwała do wtóru.
– Chodź, dam ci resztę gorącej czekolady, która jest już, niestety, tylko letnia. Chciałabyś wyjść na taras?
Ale owczarek nie chciał pić czekolady ani nie podbiegł do drzwi, choć robił to zwykle na dźwięk słowa „taras”. Ariel wzruszyła ramionami.
– Wreszcie przestał dzwonić. Najlepiej będzie, jeśli wyciągnę wtyczkę telefoniczną z gniazdka. Pewnie jakiś dzieciak robi mi kawał. Mój numer jest zastrzeżony, Chet Andrews nie mógł go zdobyć. Już w porządku, Snookie.
Pies usiadł natychmiast. Przez dłuższą chwilę Ariel siedziała zapatrzona w jeden punkt. Poklepywała lekko swą piękną Snookie i usiłowała zebrać myśli.
Mały zegar na kominku wybił godzinę dziesiątą. Ariel podniosła się i przywołała Snookie do drzwi balkonowych. Owczarek bardzo lubił chłodne, wieczorne powietrze. Ariel tymczasem sięgnęła po raport. Spodziewała się, że zobaczy na kartce adres i numer telefonu do Feliksa Sancheza. Niestety. O mało się nie rozpłakała. Z papierosem w ustach, nie zważając na dym gryzący w oczy, czytała raport.
Mężczyzn o imieniu i nazwisku Feliks Sanchez, w wieku od dziesięciu miesięcy do osiemdziesięciu dziewięciu lat, było aż sześćdziesięciu siedmiu. Innych Feliksów Sanchezów, którzy nie mieszkali w Meksyku ani w Kalifornu, było dodatkowo trzydziestu trzech. Z owych stu Feliksów Sanchezów siedemnastu miało podwójne obywatelstwo, a dziewięciu z tych siedemnastu nie mieszkało w Meksyku ani w Kalifornii. Dane, które Ariel podała o swoim mężu, pasowały do jedenastu mężczyzn o tej samej dacie urodzin, szkole i miejscu pracy rodziców. Raport mówił dalej, że szkoła spłonęła, a razem z nią wszelkie zapiski na temat jej uczniów. Pozostawała jedynie pamięć nauczycieli z San Diego. Kilku z nich mgliście przypominało sobie pewnego ucznia o nazwisku Feliks Sanchez. Jedna, emerytowana nauczycielka mieszkająca obecnie w domu opieki powiedziała, że chłopiec o tym nazwisku wrócił do szkoły w Meksyku, po tym jak jego narzeczona musiała się przenieść do Niemiec razem z rodzicami. Wiele lat później chłopiec przyszedł, aby jej powiedzieć, że wyjeżdża do college’u. Ale nie pamiętała dokąd. To był najbardziej obiecujący ślad. Nie istnieją żadne zapiski na temat prawa jazdy wydanego przez Stany Zjednoczone na nazwisko Feliks Sanchez. A bez numeru identyfikacyjnego nie można kontynuować poszukiwań. Na koniec, pismem ręcznym było dopisane: „Osobiście pojechałam do miasta Meksyk, aby sprawdzić zapiski o ślubie lub rozwodzie, to samo zrobiłam tu w Kalifornii, ale bez sukcesu. Proszę dać znać przez telefon, w jaki sposób proponuje pani prowadzić dalsze poszukiwania, jeśli w ogóle to robić”.
Ariel wcisnęła kartki z powrotem do brązowej koperty. Przeczuwała, że to się tak skończy.
– A niech to cholera!
Snookie łapą drapała szybę, prosząc o wpuszczenie do środka. Gdy tylko pies znalazł się w pokoju, Ariel zatrzasnęła i zaryglowała drzwi. I co tu teraz robić? Nie chciało jej się jej spać i była wściekła, naprawdę wściekła. Najlepiej zrób to, co zawsze robisz, gdy tracisz głowę: jedz. I Ariel, posłuszna własnym myślom, natychmiast zeszła do kuchni. Nie zdziwiła się na widok Dolly, która także siedziała przy kuchennym stoliku i paliła papierosa.
– Nie możesz spać, co? Przyszłam sobie zrobić tosty z bekonem i dużą ilością ketchupu. Sama przygotuję, bo nie wiem, co mam zrobić z rękami.
– O nie, strasznie tu nabałaganisz. Masz chęć na przekąskę? Kto to wydzwaniał do ciebie przez całą noc? Idę o zakład, że to ten ranczer Sanders. Na pewno chce cię przeprosić i załagodzić sprawę.
– Pudło. To były głuche telefony. Skończyło się na tym, że musiałam wyciągnąć wtyczką telefoniczną z gniazdka. Prawdopodobnie jakiś głupek stroi sobie żarty i myśli, że się go boję.
– Bardziej prawdopodobne, że to Chet Andrews. Przyjął taktykę zastraszania.
– Przecież ja mam zastrzeżony numer telefonu. Skąd więc mógłby go wziąć? Nie ma go nawet w naszym biurze, domowy to domowy. Ale jeśli on naprawdę jakoś go zdobył, to jest już się czego obawiać.
Dolly okryła bekon pięcioma warstwami papierowych ręczników i włożyła go do kuchenki mikrofalowej.
– Czytałam gdzieś, ale nie pamiętam gdzie, że tylko ludzie ze straży pożarnej w nagłym wypadku mogą dostać zastrzeżony numer telefonu. Całkiem możliwe, że ten łajdak zna kogoś ze straży. To trzymałoby się kupy.
– Świetnie, tylko dlaczego w ogóle mnie to nie uspokaja? – westchnęła ciężko Ariel. – Boże, czy to oznacza, że muszę walczyć ze strażą pożarną?
– Chyba że masz lepszy pomysł. Powinnaś zrobić listę ludzi, którym dałaś numer swojego telefonu. Nie wolno ci nikogo opuścić.
– Nie potrzebuję robić żadnej listy. Dałam ją siedmiu osobom, przy czym żadna z nich nie zna Cheta Andrewsa, a jeśli nawet, nikt z nich nie dałby mu mojego numeru telefonu.
– A Leks Sanders?
– On nienawidzi Cheta. Popatrz tylko, do czego doprowadził ten drań. Obwiniamy go i cały czas o nim rozmawiamy, a jemu o to chodzi. To taktyka zastraszenia, a my połykamy haczyk.
W tym momencie zabrzęczał bzyczek w kuchence mikrofalowej.
– Tym bekonem można by dobrze bić muchy – mruknęła Dolly.
– Terroryści żerują na takich jak my. Roztrzep mi żółtko i dodaj dużo ketchupu. Coś mi się zdaje, że trochę za bardzo przejmujemy się tym wszystkim.
– Robiłam ci tosty przez trzydzieści lat i dobrze wiem, że żółtko lubisz rozpaćkane, a ketchup wyłącznie w dużej ilości. Wiem także, że lubisz jeszcze na koniec zanurzyć to wszystko w czarnej kawie. A teraz proszę cię, powiedz mi jeszcze raz, po co chodziłyśmy na te zajęcia ze strzelania i po co robiłam podstawowy kurs karate. Chociaż sama wiem, dlaczego poszłam na lekcje prowadzenia ciężarówek, mimo że tego wcale nie chciałam, proszę, powtórz mi to jeszcze raz.
Dolly postawiła jedzenie przed Ariel i wylała na talerz filiżankę czarnej kawy, która została od obiadu. Po chwili także Snookie dostała swoje jajko w miseczce, na podłodze.
– Jesteśmy właścicielkami firmy transportowej. Fakt, że właścicielka i asystentka takiej firmy wiedzą, jak się prowadzi ciężarówkę, to duży atut. Kiedyś może się przydać nasza umiejętność. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć: a niech wybuchnie jakaś epidemia albo strajk i żaden kierowca nie będzie mógł ruszyć w drogę. Wtedy do akcji powinien wkroczyć… kto? Właściciel. Mmm, jakie to pyszne – powiedziała Ariel, obcierając brodę. – Lubię jajka, gdy byłam mała, moja matka robiła mi jajka sadzone. Były żółciutkie w środku, a na brzegach miały taką brązową niby koronkę. A jeśli chodzi o karate, wiadomo, że zawsze może znaleźć się jakiś łajdak i każda kobieta powinna umieć obronić się sama. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać taka umiejętność. My, na szczęście, obie jesteśmy w tym dobre. To tak jakbyś w kieszeni trzymała dodatkową polisę ubezpieczeniową. Nikt nie lubi płacić swoich składek, ale każdy bardzo się cieszy, gdy w razie jakiegoś wypadku ma od kogo żądać odszkodowania. Z samoobroną jest bardzo podobnie. No, przyznaj się, że sprawiło ci przyjemność okładanie tamtych facetów na popisach. Można się świetnie nauczyć panowania nad sobą i równocześnie pobudzić wyobraźnię. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam się zmierzyć z jakimiś draniami, poradzimy sobie. Zaufaj mi, Dolly.
– No dobra, to zostały jeszcze pistolety. Ja nienawidzę broni, ona zabija ludzi.
– To raczej ludzie zabijają ludzi. Pistolet to nie zabawka. Każdy jego właściciel powinien to wiedzieć. Chodzi mi o to, że broń nie powinna towarzyszyć nam w naszym codziennym życiu, choć czasami wydaje mi się, że właśnie tak powinno być. One są jeszcze jedną polisą ubezpieczeniową. Jeśli ktoś tu się włamie, bardzo będę zadowolona, że zapłaciłam swoją „składkę”. A jeśli kiedyś będziemy musiały ruszyć w trasę, będziemy spokojniejsze, że mamy broń, chociaż jest to sprzeczne z prawem. Zawsze trzeba robić to, co trzeba, moja Dolly. Wiesz co? Mam ochotę na placek z jeżynami. Jeśli nie jesteś zbyt zajęta, zrób go, proszę, w najbliższy weekend. No dobra, pora do łóżek. Niewiele już czasu zostało do piątej czterdzieści.
Ariel zawiesiła z powrotem na szafce swoją listę życzeń, zanim weszła do łóżka; obok niej, na podłodze ułożyła się Snookie. Życzenia to taka dziecinada. Dorośli mogą sobie pofantazjować, ale nie powinni zapominać, że żadne marzenia nie są w stanie zastąpić ciężkiej pracy.
– Dobranoc, Snookie.
Owczarek pisnął łagodnie i ułożył głowę na swoich poduszkach.
Była czwarta dziesięć, gdy nagle dom niemal zatrząsł się w posadach od hałasu. Głośny, przenikliwy dźwięk momentalnie rozbudził Ariel ze snu. Zdezorientowana wyskoczyła z łóżka i potknęła się o Dolly, która biegała po pokoju jak oszalała. Nieprzerwany dźwięk o wysokiej tonacji o wiele silniejszej od gwizdka dochodził od ściany, ale wydawało się, że wdziera się wszystkimi oknami i drzwiami. Ariel domyślała się instynktownie, że to alarm, chociaż nigdy przedtem nie próbowała go włączać. Drżącymi palcami wcisnęła kod, który powinien przywrócić ciszę domowi w ciągu dwóch sekund. Niestety!
– Nie mogę tego wyłączyć! – krzyknęła Dolly z hallu. – Nie przyjmuje kodu. Zrób coś, Ariel, inaczej obie tu ogłuchniemy. Zabierz stąd Snookie, może jej to zaszkodzić. – I, stosując się do własnego polecenia, otworzyła balkonowe drzwi. Obie kobiety patrzyły, jak oszołomiony pies chwiejnie przechodzi przez próg, już po raz drugi tej nocy. Snookie skoczyła, a po ułamku sekundy z wdziękiem wylądowała na ziemi. W świetle latarń docierającym do najdalszych zakątków ogrodu wyglądała jak czarna smuga.
– Zrób coś, Ariel!
Ariel zaczęła wciskać po kolei każdą kombinację cyfr, jaka tylko przyszła jej do głowy, jednak bezskutecznie.
– Dlaczego jeszcze nie dzwoni firma, która zainstalowała alarm? Powinni to zrobić w ciągu trzech minut! – krzyczała Ariel, aby Dolly mogła ją usłyszeć w tym przeraźliwym hałasie.
– Ale nie ma sygnału! – odkrzyknęła Dolly.
– Zdaje się, że oni, zanim zadzwonią, zawsze wyłączają telefon na dwie minuty. Trzeba po prostu czekać, za chwilę sygnał powinien się pojawić!
Ach Boże, jakże desperacko brzmiał jej głos!
– Minęło już więcej niż trzy minuty; telefon nadal jest głuchy! – ryczała Dolly. – O Boże, popatrz tylko!
Ariel podbiegła do drzwi kuchennych. Podjazdem w stronę domu zbliżał się cały sznur niebieskich i białych mrugających świateł. Na przodzie, z włączoną syreną jechał wóz strażacki.
A alarm wciąż wył przeraźliwie. Obie kobiety wybiegły na podjazd. Ariel przycisnęła natychmiast guzik, aby otworzyć bramę. Gestykulowała przy tym energicznie, próbując w oszałamiającym hałasie wytłumaczyć, że nie ma pojęcia, co uruchomiło alarm.
I właśnie w tej chwili zrobiło się cicho.
Ariel zachrypniętym głosem zaczęła wyjaśniać okoliczności zajścia.
– Może łącze gdzieś się obluzowało – powiedziała bez przekonania.
– Proszę pani, to pani jest właścicielką Able Body Trucking, zgadza się? – zapytał młody policjant.
Ariel kiwnęła głową zmieszana.
To był ten sam policjant, który składał raport na temat zajścia z Chetem Andrewsem.
– Czy pan uważa, że sprawa alarmu może mieć jakiś związek z tamtym wydarzeniem?
– Wszystko jest możliwe, proszę pani. Proszę rano skontaktować się ze swoją firmą instalującą alarmy. Powinni tu przyjść i sprawdzić całą instalację. Może po prostu wiewiórka nadgryzła przewody lub zwyczajnie zamokły. Najprościej jest wierzyć, że ktoś manipulował przy alarmie. Pani na pewno zapłaciła rachunek?
– Oczywiście. Zawsze płacę swoje rachunki. A wiewiórki są na drzewach, bo boją się psa. Deszcz zaś nie padał już od dwóch tygodni. Mój telefon, niestety, jest wciąż głuchy, dlatego mam prośbę, aby pan w moim imieniu zadzwonił do tej firmy od alarmów. Byłabym również bardzo wdzięczna, gdyby pan skontaktował się z firmą telekomunikacyjną. Dolly poda panu oba numery.
– Już mamy sygnał – obwieściła Dolly, wyciągając w stronę Ariel słuchawkę.
– Wobec tego sama już mogę zatelefonować. Naprawdę bardzo mi przykro, że z mojego powodu i właściwie bez potrzeby musiało tu przyjechać tyle osób. Może mogłybyśmy chociaż zaproponować coś do jedzenia lub kawę?
– Nie, dziękujemy, proszę pani. Zawsze lepiej jechać do fałszywego alarmu niż na miejsce jakiejś tragedii.
Obie kobiety czekały, aż ostatni samochód policyjny wyjedzie za bramę. Snookie wyglądała groźnie; miała czujnie nastawione uszy i włosy zjeżone na karku. Gdy tylko brama się zamknęła, odwróciła się i pomaszerowała spokojnie w stronę domu. Czekała cierpliwie, aż Ariel otworzy drzwi. Wsunęła się na taras, obiegła go dookoła i dopiero potem weszła do domu. Zadowolona, że wszystko w porządku, rozłożyła się przed drzwiami wejściowymi. Gdy tylko ułożyła głowę na przednich łapach, Ariel natychmiast się uspokoiła.
Żadna z kobiet nie odezwała się słowem. Dolly w milczeniu odmierzała kawę do ekspresu, a Ariel włożyła grube kromki chleba do tostera.
– Nic, tylko jemy – mruknęła wreszcie z niezadowoleniem. – Żeby to wszystko spalić, będę dziś musiała przejść chyba z dziesięć mil na moim walkerze – powiedziała, rozgrzewając masło w kuchence mikrofalowej, aby lepiej się rozsmarowywało, i wygarnęła poziomkowy dżem z miseczki.
Dolly ugryzła złocistego tosta.
– Ariel, czy my przypadkiem nie popełniłyśmy błędu, sprowadzając się do tego miasteczka?
– Nie wiem, Dolly. Mam nadzieję, że nie. A mówiąc o problemach, masz pewnie na myśli kłopoty w firmie, zgadza się?
– Nie tylko, mówię ogólnie. Przede wszystkim martwi mnie to, że nie jesteś tu szczęśliwa. Snookie to jedyny plus wynikający z naszej przeprowadzki. Chciałabym, abyś wiedziała, że jeśli chcesz wrócić do Los Angeles, to ja się zgadzam.
– Teraz nie mogę się poddać. Takie posunięcie nie świadczyłoby o mnie najlepiej. Zobaczmy, jak rzeczy potoczą się dalej, a potem podejmiemy decyzję. Czy sądzisz, że ktoś kupiłby firmę transportową, która ma na karku takiego faceta jakChet?
– Ty to zrobiłaś.
– Bo nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Pan Able powinien był mi o nim powiedzieć. Skoro nie zrobił tego, muszę wierzyć, że nie spodziewał się, iż ten człowiek będzie mi sprawiał problemy. Oczywiście, tu mogę się mylić. Być może milczał ze strachu, ale tego też nie mam mu za złe. Starsi ludzie myślą, że są słabsi, i dlatego gorzej sobie radzą ze strachem niż ludzie młodzi, ale to nieprawda.
– Ariel! Pobudka! Już wpół do szóstej! Musisz zrobić się na bóstwo; Leks Sanders będzie dziś w biurze. Powinnaś dziś użyć tych swoich perfum o upajającym zapachu. Wetrzyj je lekko za uszami. I włóż te kolczyki z perełkami. Dziś wyjątkowo mogłabyś też włożyć kostium, wiesz, ten szyty na miarę. A może tę brązowo – białą, plisowaną suknię w kropki z szerokim skórzanym pasem? Bynajmniej nie z powodu obecności Leksa Sandersa, z powodu FBI. Od razu inaczej na ciebie spojrzą, jeśli będziesz wyglądała jak prawdziwa kobieta interesu. Do tego różowego kostiumu Donny Karan bardzo łatwo dobrać makijaż.
– Czy bieliznę także mi już wybrałaś? – zdenerwowała się Ariel.
– A chcesz?
– Nie chcę.
– Czy po przeglądzie instalacji alarmowej mam do ciebie zadzwonić, czy od razu przyjechać do biura?
– Przyjedź do biura. Mamy duże zaległości w prowadzeniu rachunków; przez całe tygodnie nie zdołamy się wygrzebać z tego bałaganu. Na dzisiejsze popołudnie firma Whiterspoon z Georgii zamawia aż dwadzieścia pięć naszych ciężarówek. Ładnie na tym zarobimy. Im więcej wystawionych rachunków, tym większy zysk. No dobrze, ty tutaj wszystkiego dopilnujesz, a ja będę robić, co do mnie należy. Wiesz, Dolly, może tego nie mówię zbyt często, ale naprawdę bardzo doceniam to wszystko, co dla mnie robisz. Wiesz, że tak jest. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez ciebie. Zobaczysz, razem świetnie sobie poradzimy i znów wszystko wróci do normalności. No to na razie.
I na znak, że chce, aby Snookie poszła za nią, lekko stuknęła nogą. Kiedy po czterdziestu minutach stanęła przed Dolly, ta nie mogła wyjść z podziwu.
– Ach, Ariel, wyglądasz jak prawdziwa gwiazda filmowa. Jesteś naprawdę śliczna. Zobaczysz, FBI i Leksa Sandersa bez trudu owiniesz sobie dookoła małego palca. No, no, z tego, co zauważyłam, ostatnio nie żałujesz sobie jedzenia, a jednak nie przytyłaś nawet funta. Ten kostium leży na tobie dokładnie tak samo jak kiedyś, gdy byłaś w Hollywood.
– I kończąc tym sympatycznym akcentem, wychodzę do pracy. Hm… czy naprawdę wyglądam tak dobrze, Dolly?
– On zwariuje na twój widok. Obserwuj jego oczy, a będziesz wiedziała, co się dzieje w jego duszy, wiesz.
– Świetnie. Już mnie nie ma – uśmiechnęła się Ariel.
Zaśmiała się głośno, gdy przy wychodzeniu z range rovera spódnica zadarła się lekko, odsłaniając uda, a natychmiast rozległy się gwizdy podziwu. Pozdrowiła adoratorów ruchem ręki i poszła w stronę biura. Na schodach, pod drzwiami siedział Leks Sanders. Ariel popatrzyła na niego zaskoczona.
– Śniadanie, pączki z pyszną galaretką i kremem „palce lizać”. Kazałem jeszcze dorzucić dwie bułeczki z serem. Gorąca kawa, prawdziwa śmietanka, a nawet… serwetki. Ariel, nie odmówisz mi, prawda? Dziewczyna z cukrem na ustach, nie umiem sobie wyobrazić nic bardziej pociągającego.
Ariel wpatrywała się w mężczyznę stojącego na schodach z torbą pełną pączków. Chciała mu powiedzieć, aby zszedł jej z oczu za to, że przez cały miesiąc nie raczył ani razu do niej zatelefonować. I wygarnąć mu, co sądzi o groźbie pociągnięcia jej do odpowiedzialności. Ach, powiedzieć mu to wszystko, bezlitośnie, zimno i prosto w twarz!
To obrzydliwe, ale on chyba zapomniał, co powiedziała mu wcześniej przez telefon. Nie miał zamiaru nigdzie się wynosić, przeciwnie, chciał ponownie wtargnąć do jej życia, i to ona miała o tym zdecydować. Ariel przyglądała mu się nieruchomo, usiłując uporządkować myśli, aby nie stracić głowy, gdy już zacznie z nim rozmowę. I wtedy on mrugnął okiem na znak zgody i, wyciągając w jej stronę torbę z pączkami, zaproponował zawarcie pokoju.
Niespodziewanie dla siebie Ariel wybuchnęła nieopanowanym śmiechem, jaki czasami nachodzi ludzi w najmniej stosownych momentach. Pomiędzy jednym a drugim atakiem usiłowała wytłumaczyć mu, że jadła już dwa śniadania, a sięgając po torbę z pączkami, opowiadała, co przeżyła, gdy w nocy uruchomił się alarm. I naprawdę nie miała ochoty ani na pączki, ani na kawę, ale wiedziała, że da się poczęstować i jednym, i drugim, ponieważ w głębi duszy nie chciała, aby Leks Sanders zniknął z jej życia. A przed chwilą miała mu powiedzieć, żeby się od niej odczepił!
– Wiesz, jakoś nie do twarzy ci z tą uprzejmością. Jadłam już dzisiaj dwa śniadania. A to – paplała wskazując torbę z pączkami – nie będzie miało korzystnego wpływu na twoje zdrowie.
– Podoba mi się ten kostium i ta fryzura. I pachniesz dziś piękniej niż brzoskwinia w środku lata.
Kiedy wchodził za nią do biura, znowu zaczął wymachiwać torbą z pączkami.
– Czy tak właśnie wyglądają twoje przeprosiny? Nie chcesz słyszeć, co ja o tym wszystkim myślę, czy tak?
– Ależ oczywiście, że chcę. Musiałem przemyśleć w samotności pewne sprawy i… przepraszam. Szaleję za tobą, Ariel. Moje życie płynęło normalnym trybem, dopóki nie przyjechałaś tu i nie wywróciłaś wszystkiego do góry nogami. Niestety, nie należę do mężczyzn, którzy umieją postępować z kobietami. Wiem, że nie powinienem ci tego mówić, bo będziesz miała nade mną przewagę, a żadna ze stron nie powinna jej mieć. Związek dwojga ludzi powinien opierać się na uczciwości względem siebie. Ja mam pewien osobisty bagaż, który muszę dźwigać. I wydaje mi się, że ty także masz coś takiego. Próbuję, jak potrafię najlepiej, rozwiązać swoje problemy. Ariel, powiedz mi tylko dokładnie, w jakim momencie zawiniłem, a nigdy więcej się to nie powtórzy.
– Zrobiłeś… doprowadziłeś do tego, że… tak nie można. Jesteśmy ludźmi dorosłymi; nie powinniśmy zachowywać się jak nastolatki. Ja już bardzo poważnie myślałam o pójściu z tobą do łóżka, a ty co? Dobrze wiesz, kiedy zawiniłeś i tylko nie myśl sobie teraz, że załagodzisz całą sprawę pączkami i pochlebstwami. Ile jest pączków z galaretką?
„…co on powiedział? Słodkie usta? Boże!”
– Cztery. Naprawdę chciałaś pójść ze mną do łóżka? Przecież jest dopiero szósta piętnaście, kiedy więc zdążyłaś zjeść już dwa śniadania? Przyjechałem tu tak wcześnie, aby wytłumaczyć ci wszystko na temat szafy grającej, automatu do coca-coli i drugiego, z gumami do żucia. Chciałem osobiście powiedzieć ci, dlaczego te rzeczy tak wiele dla mnie znaczą. Jeszcze raz przepraszam za wszystko, co powiedziałem. Zwykle nie zachowuję się w taki sposób. To dlatego też… że wprowadziłaś wielkie zamieszanie do mojego życia.
– Powinieneś wiedzieć, że mnie niełatwo uwieść. „Boże, czyja naprawdę to powiedziałam?”
– Ależ nigdy coś takiego nie przyszło mi nawet do głowy. Zresztą to odnosi się także do mnie – powiedział Leks lekko poirytowanym głosem. – Przecież nie prosiłem cię, byś poszła ze mną do łóżka, dlaczego więc myślałaś o tym? – zapytał podstępnie, a przynajmniej tak wydawało się Ariel.
– Może i nie prosiłeś, ale na pewno o tym myślałeś. To normalne u mężczyzn. Kobiety także o tym myślą, ale czy zdecydują się na „tak” czy na „nie”, nigdy nie wiadomo. Wiesz, kiedy ludzie w takiej sytuacji postępują według planu, godzą się jednocześnie z utratą spontaniczności.
– Spontaniczność, hm… Czy chodzi o coś takiego: ja w tej chwili zamykam drzwi na klucz i proponuję, abyśmy zrobili to teraz na tym wspaniałym biurku? Czy to jest właśnie ten dobry moment? – spojrzał na nią z ukosa, nie mogąc się nadziwić własnej śmiałości.
– Dlaczego nie, ale nie dzisiaj. Nie lubię tego robić w pośpiechu.
– Ja także, no proszę, kto by pomyślał! – powiedział wielce rozradowanym głosem, jakby przed chwilą odnalazł świętego Graala.
Ariel zaśmiała się. Przechyliła się nad biurkiem i ich oczy znalazły się na tym samym poziomie.
– No to ile mam tego cukru na ustach?
– Nie za wiele, ale na początek wystarczy. A ja ile go mam?
– Dokładnie tyle, ile trzeba.
Ariel wychyliła się w jego stronę i podała mu swoje usta. I pierwszy raz w jej życiu stało się tak, że czas jakby stanął w miejscu. Pragnęła, aby ten pocałunek nigdy się nie kończył. Przeczuwała jednak, że to, co ją czeka, będzie jeszcze bardziej cudowne. Później Ariel powiedziała, że kiedy Leks Sanders ją całuje, ma uczucie pogrążania się w basenie wypełnionym słodkim nektarem. Pierwsza oderwała się od niego i szepnęła:
– Podobało mi się.
– A umiem jeszcze lepiej całować i w bardziej urozmaicony sposób. Może moglibyśmy zjeść dziś razem obiad na moim ranczu? Lub w miasteczku, jeśli wolisz. Mógłbym sobie od razu kupić szczoteczkę do zębów i jednorazową maszynkę do golenia…
– Zgadzam się na obiad w mieście, ale tylko na to. A teraz powiedz mi o tych skradzionych maszynach.
– Ach tak, jakże mi przykro – powiedziała z przejęciem, kiedy Leks wyjaśnił jej, dlaczego skradziony ładunek był dla niego tak cenny. – Teraz mogę usprawiedliwić twoje porywcze zachowanie. Myślę jednak, że agenci FBI na pewno odnajdą dla ciebie te rzeczy.
– Ariel, tu nie chodzi o pieniądze. Ten napad był wymierzony we mnie. Jestem pewien, że moje maszyny zostaną zniszczone. Siekiery Cheta i jego kolesiów, jeśli to tylko ich sprawka, już dawno poszły w ruch. Traktory, owszem, może będzie próbował sprzedać, gdy sprawa przycichnie, ale maszyn nie. Nigdy już ich nie dostanę z powrotem, to jasne.
– A innych, podobnych egzemplarzy nie mógłbyś kupić? Na pewno istnieje wielu pośredników zajmujących się handlem takimi rzeczami.
– To prawda, nie brakuje ich w całym kraju. Ale problem polega na tym, że właściciele tych wyjątkowych okazów nie chcą ich sprzedawać. Dla niektórych kolekcjonerów mają one wartość o wiele większą niż pieniądze. To prawdziwe skarby, nieodłącznie związane z czyimś życiem, przeszłością, wspomnieniami. Co do mnie zaś stanowią one część mojej cholernej młodości, której nigdy tak naprawdę nie miałem. Odpowiadając na twoje pytanie, może i zdarzy się okazja kupienia następnych egzemplarzy za jakieś trzydzieści lat. Wtedy z osiemdziesiątką na karku nie będę chciał zawracać sobie głowy takimi rzeczami. A to, co dziś w nocy wydarzyło się w twoim domu, napawa mnie prawdziwym niepokojem. Napad na twoją ciężarówkę, według mnie, mógł być ostrzeżeniem. I stawiam pięć dolarów, że po przeglądzie instalacji alarmowej okaże się, że ktoś przy niej manipulował.
– Ależ Leks, nie bądź dziecinny, sama dawno już na to wpadłam – powiedziała Ariel, podając Snookie kawałki pączka. – Wiem też, że nie można nikogo oskarżać, dopóki się nie ma dowodów winy, a my ich nie mamy. Może należałoby wynająć prywatnego detektywa, aby śledził poczynania Cheta. Dowiedzielibyśmy się, gdzie był ostatniej nocy, kiedy dokonano napadu na ciężarówkę. Jeśli uważasz, że to dobry pomysł, jestem gotowa partycypować w kosztach. Znam nawet jednego detektywa, który chętnie zająłby się tą sprawą.
– Uważam, że to dobry pomysł. I z prawdziwą radością podzielę się kosztami.
– Zadzwonię dzisiaj. Mam trochę pracy. Porozmawiaj jeszcze ze Stanem, tacy jak on czasami wiedzą więcej, niż mówią, może tobie uda się coś z niego wyciągnąć. I jeszcze jedno: rozmawiałam wczoraj z Asą Able’em i chciałabym cię uprzedzić, że on w każdej chwili może pojawić się przed twoimi drzwiami.
Leks zaśmiał się.
– Przyjeżdża jutro około południa naszego czasu. Nie miałem serca powiedzieć, żeby tego nie robił. On bardzo chce nam pomóc. Moim zdaniem, on ma wobec ciebie poczucie winy, spowodowane tym, że nie uprzedził cię o kłopotach z Andrewsem i jego bandą.
– Ten szczegół i tak prawdopodobnie nie miałby znaczenia dla Kena Lamantii. Zarówno on, jak i ja należymy do tych obywateli tego państwa, którzy szanują prawo, przestrzegają je i oczekują, że takimi sprawami zajmują się odpowiednie władze. Wiara, że tak jest, pozwala mi zachować spokój. Traktor john deere to nie jest przedmiot, który można schować do papierowej torebki i sprzedać na ulicy za rogiem. Według mnie, jest prawie niemożliwe, aby z dziesięciu osób wtajemniczonych w napad, żadna nie puściła pary z ust. Albo też któremuś może się wydać, że dostał za małą działkę, mogą się pokłócić, nie wytrzymać napięcia, bo przecież zdają sobie sprawę, że wystarczy jeden ślad i koniec zabawy. Moja rada brzmi: rozsiąść się wygodnie i czekać, aż policja złapie bandytów.
– A tymczasem ta zgraja łotrów może jeszcze nieźle narozrabiać. Przyjdę, gdy będą agenci z biura federalnego. I nie jedz więcej tych pączków, chyba że zadzwonisz do mnie z prośbą o pozwolenie – zażartował.
– Ach tak, czyżbyś zamierzał zabrać je ze sobą do domu? – spytała z uśmieszkiem.
– Masz świetne poczucie humoru – zaśmiał się, wychodząc z biura.
Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, Ariel złapała za słuchawkę i wykręciła numer do domu.
– Ach, Dolly, żebyś wiedziała, kto tu na mnie czekał… od samego rana… i z torbą pełną pączków… Powiedz mi, czy kiedykolwiek ktoś całował cukier na twoich ustach? Każda kobieta powinna przeżyć coś takiego przynajmniej raz wżyciu – przerwała na chwilę, przysłuchując się słowom Dolly. – Oczywiście, Leks, któż by inny? Umówiłam się z nim dziś na obiad, więc nic nie musisz mi przygotowywać na wieczór. Czy wypomniałam mu jego postawę? No, można to tak nazwać. Zrobiłam to dyskretnie, ale skutecznie. Wiesz co? On powiedział, że podoba mu się mój kostium, i że pachnę przyjemniej niż brzoskwinia w środku lata. Trzeba przyznać, że ładnie to powiedział. O tak, świetnie potrafi całować, wspaniale. Ach, Boże, aż trudno uwierzyć, że opowiadam ci to wszystko. Zachowuję się jak jakaś roztrzepana nastolatka. Wieczorem wytłumaczę ci, dlaczego tamte skradzione urządzenia były dla niego takie ważne. Czy dzwonili ludzie od alarmu? Aha, są akurat teraz. Zatelefonuj do mnie, jak skończą.
Ariel postanowiła chwilę odpocząć. Weszła do łazienki i popatrzyła w lustrze na swoje odbicie. Stwierdziła, że jej usta bardzo się zmieniły. Wyglądały bardziej zmysłowo i stały się pełniejsze, zupełnie jakby przed chwilą były obsypywane namiętnymi pocałunkami.
Cóż za błyskotliwa dedukcja, Ariel Hart! – zakpiła z siebie w myślach. Serce znowu zaczęło bić jak oszalałe. To prawda, co piszą w magazynach o podeszłym wieku: uczucia nigdy się nie starzeją. Jeden z artykułów, które niedawno czytała, posunął się nawet do sugestii, że kiedy już osiągnie się pewien wiek, gdy brzuch zaczyna bardziej ciążyć, włosy się przerzedzają, pojawia się coraz więcej zmarszczek i kilka podbródków, należy po prostu uzbroić się w cierpliwość i pozwolić emocjom kierować dalej swoim życiem. Co prawda, do owych zmian związanych z podeszłym wiekiem nie zaliczono deformacji twarzy… Ariel westchnęła głośno, zastanawiając się, co ją jeszcze spotka w życiu.
Pozostali pracownicy biura Able Body Trucking przyjechali do pracy około ósmej i od razu rzucili się na pączki i świeżą kawę, którą przed chwilą przygotowała dla nich Ariel. Potem wszystko potoczyło się już normalnym trybem. Dopiero około wpół do jedenastej poproszono ją do sąsiedniego pomieszczenia.
Ujrzała dwóch zmęczonych podróżą mężczyzn, którzy przedstawili się jako agenci FBI. Ariel zdała dokładne sprawozdanie z przebiegu zdarzeń i zaproponowała, że zaprowadzi ich do hangaru, aby porozmawiali z innymi kierowcami, a także ze Stanem i Leksem. Była mile zaskoczona, gdy jeden z mężczyzn pochwalił jej ostatni film.
– Może trochę nierealny, ale w naszym życiu zdarza nam się coraz więcej nieprawdopodobnych wypadków, jak chociażby ten napad na ciężarówkę.
To miało być coś w rodzaju komplementu, więc Ariel tylko się uśmiechnęła i podeszła do drzwi. W tej samej chwili zadzwonił telefon. Bernice powiedziała, że Dolly chce rozmawiać z Ariel.
– To może dotyczyć napadu – stwierdziła Ariel. – Proszę jeszcze chwilę poczekać.
I mocno przycisnąwszy słuchawkę do ucha, przysłuchiwała się uważnie słowom Dolly.
– To nie problem. Nie ruszaj się z domu, dopóki wszystkiego nie naprawią. I zadzwoń do mnie, jak to zrobią.
Agenci z wyczekiwaniem przyglądali się Ariel. Opowiedziała o nocnym incydencie z alarmem, nie pomijając najdrobniejszych szczegółów. A potem agent, który pochwalił film, po krótkiej naradzie z partnerem zapytał, jak dojechać do jej domu. Ariel przymrużyła oczy. No jasne, obaj byli tego samego zdania, co Leks i ona sama. Poczuła ulgę, kiedy jeden z nich wsiadł do samochodu i ruszył w drogę.
Od tego momentu dzień zaczął płynąć niezwykle szybko, wypełniony spotkaniami i rozmowami agenta Navaro z kierowcami, którym się przysłuchiwała, telefonami do sklepów z antykami, sporządzaniem okólników i zawiadomień o nagrodzie za informacje dotyczące napadu. Navaro przeprowadził kilka krótkich rozmów przez CB-radio z kierowcami innych firm. Tymczasem Ariel z niecierpliwością wyliczała godziny i minuty do końca pracy. Chciała jak najszybciej udać się do domu i przygotować do randki z Leksem Sandersem.
Jak się ubrać? Jak ułożyć fryzurę? I których perfum użyć? A co najważniejsze: jaką włożyć bieliznę? Tak tylko, na wypadek gdyby…
Agent Navaro nagle przerwał jej myśli:
– To niełatwa sprawa, zabieramy ze sobą całą dokumentację. Niech pani będzie ostrożna. Czy coś się stało? Pani ma wypieki.
Ariel popatrzyła na niego bezradnie. Ten facet jeszcze sobie pomyśli, że Ariel akurat przechodzi menopauzę. Może lepiej powiedzieć mu, że myśli właśnie o wieczorze, który ma spędzić z Leksem Sandersem?
– Prawdę mówiąc, agencie Navaro, myślałam właśnie o swoich planach na dzisiejszy wieczór. Wie pan, o co chodzi, co na siebie włożyć i co stanie się po pysznym obiedzie we dwoje, połączonym z tańcami – mrugnęła do niego i zaśmiała się.
Agent przeprosił ją, wyraźnie zmieszany, ale widać było po oczach, że jej nie wierzy. Ariel pomyślała, że nie lubi tego człowieka ani jego taksującego wzroku. Zupełnie jakby mówił:
„Jakże pani, w wieku co najmniej pięćdziesięciu lat, śmie planować tego typu randki? Czy ja jestem dzieckiem, żebym uwierzył w podobne głupstwa?”
Zresztą i bez tego agent Navaro miał coś dziwnego w oczach, dziwnego, a zarazem niepokojącego. Ariel obiecała sobie zastanowić się nad tym, gdy tylko znajdzie trochę czasu. Nie chciała kontynuować rozmowy z tym człowiekiem, ale słowa same cisnęły się do ust:
– Pogląd zakładający, że życie kobiety kończy się po pięćdziesiątce, jest wysoce chybiony – już miała się roześmiać na widok wyraźnie zażenowanej miny agenta, ale udało jej się powstrzymać. – Mogę panu powiedzieć, co naprawdę dzieje się z kobietami w tym wieku. Otóż jest im o wiele łatwiej pozbyć się hamulców, nie boją się mówić, są śmielsze i umieją walczyć o wszystko, czego pragną. A pięćdziesiąt to tylko liczba, podobnie jak trzydzieści pięć czy sześćdziesiąt pięć. Zdziwiłby się pan, agencie Navaro, jak wiele sześćdziesięcioletnich kobiet w Hollywood może mieć każdego mężczyznę, na którego przyjdzie im ochota. Już daję panu przykład. Na pewno zna pan Angel Davies. Każdy film z jej udziałem odnosił sukces. Od kilku lat już nie gra w filmach. Ale wciąż jest wielu mężczyzn, którzy pragną się z nią spotkać, zjeść razem z nią śniadanie, obiad czy kolację. W jej kalendarzyku nie ma już miejsca na wpisanie nazwisk mężczyzn, którzy jeszcze w tym roku pragną się z nią spotkać! A wie pan, dlaczego jest ich tak wielu? Otóż ona jest po prostu interesująca! Jest świetną aktorką, a zarazem mądrą, ciepłą i niezwykle wrażliwą kobietą. Nie tak dawno temu napisała książkę, w której zdradziła parę sekretów. Otóż mężczyźni, z którymi umawia się na randki, zwierzają jej się, że tak naprawdę wcale im nie zależy na tym, by siedzieć z kobietą w restauracji, tańczyć całą noc czy też codziennie sprawdzać swoją krzepę w towarzystwie długonogich, piersiastych i często tlenionych blondynek. Mężczyźni cenią sobie przyjemnie spędzone godziny w towarzystwie kobiet lubianych, szanowanych i nie pozbawionych poczucia humoru. A seks jest w tym wszystkim na drugim miejscu. Nie można z góry zakładać, że kobieta w podeszłym wieku nie jest interesująca. Każda z nich ma szansę. Ja także mam swoją. I niech mnie jasna cholera, jeśli wiem, po co ja to wszystko panu mówię. Chyba z powodu pańskiego spojrzenia, gdy powiedziałam, że mam randkę. No i co, agencie Navaro?
– Ależ proszę pani, nie miałem nic takiego na myśli… bardzo panią przepraszam… ja… bardzo mi przykro…
Wcale nie było mu przykro. Ariel czuła intuicyjnie, że agent Navaro nie interesuje się problemami starszych kobiet, menopauzą czy seksem w tym wieku. Ot, mówi bezmyślnie, co mu do głowy przyjdzie, i to wszystko. Nie podobał jej się ten człowiek.
– Przeprosiny przyjęte – powiedziała sucho.
Na myśl o randce z Leksem jej serce znowu zabiło żywiej. Pięćdziesiąt to tylko liczba; liczby nic nie znaczą. Liczą się uczucia, a dla Ariel właśnie one mają największe znaczenie.
Agent Navaro wyciągnął rękę.
– Nie chciałem pani obrazić, pani Hart. Będziemy w kontakcie. Ariel skinęła głową.
– Pan Sanders, nasz największy klient, chciałby z panem porozmawiać. Powinien być teraz w biurze ekspedytora. Zrabowany ładunek należał właśnie do niego. Jest bardzo zmartwiony napadem, podobnie zresztą jak my wszyscy.
Ariel odniosła wrażenie, że gdy wspomniała o Leksie, agent lekko zesztywniał, a może tak tylko jej się wydawało.
– To całkiem zrozumiałe – powiedział.
Był już prawie za drzwiami, gdy usłyszała dźwięk jego telefonu komórkowego. Przeprosił i podniósł słuchawkę do ucha. Ariel próbowała zająć się czymkolwiek, przekładając, na przykład, formularze zamówień z biurka na biurko. Ach, żeby tylko wiedzieć, o czym jest ta rozmowa! Po prostu czuła, że mówią o niej.
– To mój partner. Przewód biegnący od słupa do pani alarmu został przecięty. Mój partner składa właśnie raport na policji. Weźmiemy to pod uwagę przy prowadzeniu śledztwa o napadzie. Musi pani wiedzieć, że FBI ma tu pierwszeństwo przed lokalnymi władzami. Życzę miłego dnia, pani Hart.
Gdy tylko Ariel znalazła się w zaciszu swojego gabinetu, nerwy ją zawiodły. Jednym haustem wypiła kawę, którą przyniósł Leks, nie dbając o to, że przecież kofeina może ją jeszcze bardziej rozdrażnić. W tej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia. Oto ktoś wtargnął na jej posesję i rozmyślnie przeciął przewód alarmowy! Jakiś intruz ośmielił się wedrzeć na jej prywatny teren i zburzyć jej poczucie bezpieczeństwa! Ariel poklepała Snookie po lśniącym łbie. Czy ten pies jest dla niej wystarczającą ochroną? A jeśli jej prześladowcom przyjdzie do głowy skrzywdzić jej ulubienicę? Zadrżała na samą myśl. Kochała to zwierzę całym sercem. Może więc powinna wynająć ochronę?
– O Boże! – jęknęła głośno.
Zadzwonił telefon. Ariel przełączyła rozmowę na głośnik.
– Ariel Hart, słucham. Och, Dolly, jak się cieszę, że dzwonisz. Przed chwilą dowiedziałam się od agenta Navaro, że nasz przewód od alarmu został przecięty. Wprost nie mogę uwierzyć, że to wszystko nam się przytrafia. Raport o tym wypadku zostanie dołączony do śledztwa o napadzie. Policja już wie o wszystkim. Ale śledztwo w sprawach napadów na drogach leży wyłącznie w gestii FBI, które nie korzysta z pomocy władz lokalnych. Przed chwilą zastanawiałam się, czy nie wynająć ochrony. Ten wypadek z alarmem to przecież wyraźne ostrzeżenie. W krytycznej sytuacji nic nam nie pomogą domysły, że może to być sprawka Cheta i jego bandy. Teraz nic już nie da się odwrócić, a ja nie zamierzam przyjąć go ponownie do pracy w Able Body. Aż trudno uwierzyć, że człowiek może być aż tak głupi, aby z zemsty posunąć się do przestępstwa. I co jeszcze chowa dla nas w zanadrzu? Na szczęście, FBI działa dosyć sprawnie. Powszechnie wiadomo, że lepiej nie popadać w konflikt z FBI i IRS *. Jedno tylko jest pewne, że ktoś chce nas mocno przestraszyć. Wskakuj do samochodu i szybko przyjeżdżaj do biura. Nie chcę, byś siedziała tam sama, nawet jeśli alarm jest już sprawny.
Od razu po skończonej rozmowie z Dolly sięgnęła po przewodnik firm i zaczęła przerzucać strony w poszukiwaniu agencji ochroniarskich. Wybrała trzy, zanotowała ceny, potem zadzwoniła jeszcze do następnych trzech, aby upewnić się, które z nich oferują najbardziej korzystne warunki. Rozmyślnie unikała dużych ogłoszeń, wybrała firmę ogłaszającą się w małej ramce z napisem: TWOJE BEZPIECZEŃSTWO TO NASZE ZADANIE. I w kilka minut wynajęła czterech mężczyzn z tresowanymi psami na dwunastogodzinne zmiany przy domu i przy Able Body Trucking. Czy to nowe posunięcie uspokoiło ją trochę, nie wiedziała, ale przynajmniej coś zrobiła.
Ariel bardzo chciała skoncentrować się na pracy, której nie brakowało, ale myśli wciąż wymykały się spod kontroli; pochłonięta była raczej tym, co wiązało się z bezpieczeństwem Dolly i jej własnym, Leksem Sandersem i wieczorną randką…
Na odgłos pukania do drzwi kolejny raz tego dnia dostała wypieków. Do jej gabinetu wszedł Leks Sanders.
– Jadę do domu. Zabiorę cię około siódmej, czy nie jest to dla ciebie zbyt wczesna pora? Dlaczego masz takie rumieńce?
– Siódma odpowiada mi znakomicie. A rumieńców dostałam od rozmyślania nad tym, co dziś powiedziałam agentowi Navaro. Poczułam się w obowiązku wziąć w obronę kobiety pięćdziesięcioletnie. Byłam wściekła. Powiedz mi, czy to sprawiedliwe, że mężczyźni wraz z wiekiem stają się bardziej dystyngowani, a kobiety po prostu się starzeją?
– A któż ci powiedział coś takiego? – na twarzy Leksa pojawiło się takie zdumienie, że Ariel wybuchła śmiechem. – Jeśli chodzi o mnie, cenię sobie dojrzałość zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Nie umiałbym współżyć z dwudziesto – trzylatką ani też nie chciałbym tego – dodał zaraz pospiesznie. – A jakie jest twoje zdanie na ten temat? – chytrze odwrócił pytanie.
– Jest bardzo podobne do twojego – uśmiechnęła się, uświadomiwszy sobie nagle, że jeszcze przed chwilą myślała zupełnie co innego. – Młodość ma swoje miejsce w życiu, podobnie jak dojrzałość. Nie można odwrócić biegu czasu, a rozpamiętywanie, dlaczego nie jest to możliwe, może tylko dodatkowo przyprawić o ból serca. Byłam świadkiem wielu takich rozdzierających scen; mogłabym nawet napisać książkę na ten temat.
– Zadedykuj ją mnie. Uciekam. Do zobaczenia około siódmej – i wychodząc, ręką przesłał jej pocałunek.
Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, Ariel zaczęła machać radośnie rękami.
– Ach, Snookie, on już należy do mnie! Czuję się wspaniale! Zapomnij o urazach, jakie kiedyś żywiłam do niego.
Owczarek wyszedł spod biurka i starał się wdrapać do niej na kolana. Wtedy Ariel, zaśmiewając się radośnie, zsunęła się z krzesła i zaczęła tarzać się po podłodze z psem ważącym dziewięćdziesiąt funtów. Starannie ułożona fryzura zaraz się rozleciała i wszystkie włosy spłynęły luźno jak wodospad, a ciasno opięta spódnica podciągnęła się, odsłaniając górną część ud. W chwili gdy Snookie zwycięsko przycisnęła ją do podłogi, drzwi otworzyły się. Najpierw w wąskiej szczelinie ukazała się głowa Leksa Sandersa, ale już po chwili on sam stanął przed nią w całej okazałości. Odchrząknął głośno. Ariel nie mogła dłużej powstrzymać fali nieopanowanego śmiechu. Zasapana, ale wielce rozbawiona niecodzienną sytuacją i swym dziecinnym zachowaniem, w przerwach dla złapania oddechu, zdołała szepnąć:
– Bierz go, Snookie, ale pamiętaj, to dobry facet.
W mgnieniu oka Leks znalazł się na podłodze. Szamotał się, ale przecież nie miał żadnych szans z ogromnym psem, który, powarkując groźnie, obezwładnił go, siadając mu po prostu na klatce piersiowej. Ariel wciąż zaśmiewała się do rozpuku, aż łzy zaczęły jej ciec po policzkach. Leks wciąż jeszcze zmagał się z psem, który nawet nie drgnął, zupełnie jakby mu przyrósł do piersi.
– Przynieś go tutaj, Snookie.
Suka zsunęła się wolno z piersi Leksa, zabezpieczając się przednimi łapami, które zostały po obu stronach jego szyi. Potem zaczęła trącać i popychać go swym długim pyskiem, nie robiła tego bynajmniej zbyt delikatnie, do momentu gdy ich twarze znalazły się dokładnie naprzeciw siebie. Ariel natychmiast przestała się śmiać.
To nie był taki zwyczajny pocałunek, bo zapowiadał tysiące podobnych w przyszłości, a ponadto obiecywał wiele innych pieszczot. Było jej ciepło, czuła się bezpieczna i, mimo wieku, wciąż godna pożądania. Pierwsza odsunęła się od niego, ale ich twarze wciąż były bardzo blisko siebie.
– Co powiedziałbyś, gdybym zaproponowała, abyśmy zrobili to tutaj i teraz? – zapytała, patrząc śmiało w jego szare oczy.
– Poproś mnie o to.
– Ale drzwi nie są zamknięte na klucz.
– Ten pies jest najlepszym odźwiernym, jakiego znam. A więc?
Nim Ariel zdążyła podjąć decyzję, drzwi nagle się otworzyły i do środka wbiegła z krzykiem Dolly.
– Następny napad na naszą ciężarówkę! – ryknęła na całe gardło. – O, poleciało ci oczko w pończosze. Ja także mam dziś randkę z jednym z tych agentów. Dałam mu kawałek ciasta z masłem orzechowym i od razu połknął przynętę. Czy słyszałaś, co powiedziałam? Dwadzieścia minut temu nasza ciężarówka została obrabowana. Ale czy ja przypadkiem wam tu w czymś nie przeszkodziłam?
– Nie za bardzo – westchnęła Ariel, podnosząc się i przygładzając spódnicę.
– Tylko mi nie mów, że to moje nowe przyczepy do przewozu koni – rzekł Leks do Dolly.
– Niestety, to twój ładunek. W ręce bandytów wpadł tuż za Ocala na Florydzie.
– A to sukinsyn! – zaklął Leks. – To o mnie chodzi tym łajdakom!
Ariel i Dolly patrzyły, jak wybiegając zatrzasnął z hukiem za sobą drzwi pokoju, a potem pchnął drzwi wejściowe tak mocno, że kołysały się jeszcze przez dłuższy czas po jego wyjściu. Obie natychmiast podbiegły do okna, aby popatrzeć, jak biegnie do biura ekspedytora.
– Co z naszą ciężarówką? – zapytała Ariel.
– Cały ładunek zniknął. Kiedy parkowałam samochód, usłyszałam fragment czyjejś rozmowy. Uważam, że powinnaś trochę przyczesać włosy przed wyj ściem z biura. Wyglądasz… jakbyś właśnie… wiesz… Chcę, abyś wiedziała, że jestem całym sercem za łączeniem przyjemności z interesami, tym bardziej że ten facet jest naprawdę miły… Oj, zaczynam już paplać… Firma ubezpieczeniowa prawdopodobnie zacznie myśleć o odwołaniu naszej polisy. Nikt nie będzie chciał wyjechać w trasę bez ubezpieczenia. Ktoś wyraźnie chce doprowadzić Able Body do bankructwa. Harry, bo on się tak nazywa, powiedział mi, że może upłynąć wiele czasu, nim winni zostaną ukarani.
– Jak, do cholery, można ukraść osiemnastokołowca na drodze w biały dzień? Co się stało z kierowcą? Nic mu nie zrobili?
– Nie wiem. Nic więcej nie wiem na ten temat.
Ariel, wprawiając personel swoim wyglądem w prawdziwe osłupienie, ruszyła do drzwi wyjściowych, a potem dziedzińcem dla ciężarówek prosto do biura ekspedytora.
– Kierowcy nic się nie stało. Z tego co mówi tutejsza policja, bandyci rozstawili na poboczu jedną barykadę, a milę dalej następną. Kiedy nasz człowiek minął pierwszą z nich, obie natychmiast zablokowały zarówno wjazd, jak i wyjazd. Utworzył się korek na całe mile, a oni tymczasem wywlekli kierowcę z samochodu i gdzieś go wywieźli. Inni prawdopodobnie przeładowali moje przyczepy do drugiej ciężarówki, a twoja została doszczętnie zniszczona. Te łotry ją podpaliły – zdał sprawę Leks.
– Zniszczona! – jęknęła Ariel – Odwołają nam ubezpieczenie.
– Nie wspominaj o tym swojej firmie ubezpieczeniowej. Jeszcze nie teraz. A na razie zobaczymy, co FBI powie na to wszystko. Coś mi się wydaje, że będziesz musiała zapewnić sobie dodatkową obstawę z bronią, Ariel.
– A jeśli teraz po tym wszystkim kierowcy zaczną masowo zwalniać się z pracy?
– To rzeczywiście byłby problem. Tu Asa może okazać się pomocny. A nuż znajdzie jakieś wyjście z sytuacji? Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Pewno moja firma ubezpieczeniowa też mi wycofa ubezpieczenie. O nic cię nie oskarżam, Ariel. Należy zdać sobie sprawę, że komuś zależy na doprowadzeniu do bankructwa nie tylko ciebie, ale również mnie, bo moje interesy są uzależnione od kondycji Able Body. Jeśli nawet zacząłbym korzystać z usług innej firmy przewozowej, i tak by mnie dopadli. A wszystko tylko po to, by się na mnie zemścić. Nie wstydzę się powiedzieć ci, że wystrychnęli mnie na dudka.
– Masz prawo się denerwować. Jestem pewna, że FBI szybko znajdzie właściwy trop. A bandyci, gdy tylko się o tym dowiedzą, przestaną urządzać napady.
– Ależ Ariel, ci bandyci od początku wiedzieli, co im za to grozi. Problem w tym, że żaden z nich nie wierzy, aby kiedykolwiek został schwytany. Zresztą w ogóle nie przypuszczam, aby myśleli o swojej przyszłości. Czytałem niedawno opis idealnego bandyty drogowego w wyobrażeniu innego kryminalisty. Owa charakterystyka pasuje jak ulał do Cheta Andrewsa! Muszę wracać na ranczo. Do zobaczenia.
– Tak, wiesz, że naprawdę bardzo mi przykro z powodu tych napadów. Teraz żałuję, że wyrzuciłam go z roboty. Powinnam była wstrzymać się jeszcze, dawać mu jakieś krótkie kursy.
– Ariel, to nie jest twoja wina. Nie możesz się oskarżać. On nie byłby zadowolony z krótkich kursów, zarobiłby na nich niewiele pieniędzy. To starannie obmyślony plan, który on stopniowo wprowadza w życie. Powtarzam po raz drugi, Ariel, to nie twoja wina. Zostawmy tę sprawę w rękach policji. Do zobaczenia.
Ariel pomachała mu ręką bez entuzjazmu i odwróciła się do Dolly.
– Gdybyśmy znowu były w Hollywood, a to wszystko byłoby scenariuszem, wystarczyłoby przerzucić następną stronę, aby dowiedzieć się, jakie jest rozwiązanie. Wiesz, Dolly, chciałabym cię o coś zapytać, powiedz mi, czy w tamtych czasach nigdy nie wydawało ci się, że ja żyję w świecie fantazji? Że nie potrafię odróżnić fikcji od rzeczywistości? Teraz uważam, że mój styl życia był bardzo nudny. I może właśnie dlatego, że nie umiałam rozgraniczyć tych dwóch pojęć. Ja wciąż myślę w kategoriach scenariusza. Tylko czy to pozwala mi odpowiednio oceniać rzeczywistość? Odizolowałam się od świata, przyjaźniłam z ludźmi żyjącymi w tym samym co ja świecie pozorów, którzy identyfikowali się ze swoimi rolami w filmach. Czy to wszystko w ogóle miało sens? A teraz? Dlaczego właśnie nam przytrafiają się takie rzeczy?
Dolly oparła ręce na ramionach Ariel.
– Jesteś najbardziej towarzyską osobą, jaką znam. To prawda, czasami było ci nudno, ale nie zawsze człowiek musi mieć dobry nastrój. Z własnego wyboru zrezygnowałaś z Hollywoodu tętniącego bujnym życiem towarzyskim. Dawałaś z siebie więcej, niż brałaś. Wszyscy wiedzieli, że na ciebie zawsze można liczyć, bo nigdy nikogo nie zawiodłaś. I były to tylko bezinteresowne przysługi, przyjacielskie. Jeżeli można ci coś zarzucić, to chyba tylko to, że za bardzo przejmowałaś się cudzymi problemami, ale to przecież nic złego. A przed kamerą zachowywałaś się tak naturalnie, że było to niekiedy aż przerażające. Nie wszyscy tak świetnie umieli sobie radzić z tremą. Ale ty każdego umiałaś usprawiedliwić, wytłumaczyć. Według mnie jesteś dobrym człowiekiem, doskonałym przyjacielem i wspaniałym pracodawcą. Byłaś szanowana przez wszystkich ludzi, także tych bardzo realistycznie patrzących na świat. I przestań się wreszcie gryźć problemem fikcji i rzeczywistości. Powiedz mi tylko jeszcze, gdyby to był scenariusz, a ty przerzuciłabyś następną stronę, to czyja byłaby to sprawka?
– Cheta Andrewsa, to jasne. Szkoda mi Leksa… Wyglądał na przybitego, gdy stąd wychodził. Wcale nie zdziwiłabym się, gdyby po powrocie do domu zadzwonił i odwołał naszą dzisiejszą randkę. Ciekawe, co on teraz robi i o czym myśli, dokładnie w tej właśnie minucie…
Leks Sanders w tym momencie parkował swój samochód przed biurem prawnika. Przed drzwiami nacisnął mocniej na głowę baseballówkę Padres, odetchnął głęboko i otworzył drzwi. Minął bez słowa recepcjonistkę i poszedł prosto do biura Colin Carpenter. Prawniczka popatrzyła spod okularów na nie zapowiedzianego intruza.
Leks uderzył pięścią w biurko, z takim wyrazem twarzy, którego prawniczka nie potrafiłaby zdefiniować.
– Chcę rozwodu!
– Do diabła, Leks, ja nawet nie wiedziałam, że ty kiedykolwiek byłeś żonaty. Może powinniśmy porozmawiać o tym, zanim wypełnimy papiery. Kiedy, do jasnej cholery był ten twój ślub? Znam cię od dwudziestu lat i przez cały ten czas wydawało mi się, że jesteś kawalerem. Nie cierpię, gdy mój klient zataja przede mną jakieś informacje. Opowiedz mi wszystko dokładnie. Długopis i papier jest już gotowy, więc możesz zaczynać.
Leks zdjął czapkę.
– To długa historia… – zaczał opowiadać. Po dwudziestu minutach, kończąc swoją opowieść, stwierdził: – Jutro wyciągnę akt ślubu. Chcę, aby rozwód został przeprowadzony jak najszybciej. W razie potrzeby mogę przekroczyć granicę; tam potrwa to kilka dni. Potrzebuję tylko pewności, że wszystko odbędzie się legalnie. No, Colin, powiedz coś…
– Widać z tego, że jest ktoś, kto czeka na twoją rękę. Ona musi być wyjątkowa, Leks. Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi o zmianie nazwiska?
– Ona jest wyjątkowa, ale ja nie mogę… nie zrobię… dopóki nie uporządkuję wszystkiego we własnym sercu – tu grzmotnął się w piersi – i tutaj – dodał, wskazując czoło. – A jeśli chodzi o zmianę nazwiska, po co miałem mówić? Rozpocząłem nowe życie. Pan Sanders był bardzo dobry dla mojej rodziny i dla mnie. Nie chciałem… cholera, nie wiem, czego chciałem. Nie myśl sobie przypadkiem, że chciałem odciąć się od moich przodków, rodziny, korzeni, czy jak tam obecnie określa się czyjąś przeszłość. Nigdy nie wyparłbym się swojego pochodzenia. Ono jest dla mnie bardzo ważne.
– Wiem o tym, Leks. Jutro z samego rana nadam bieg sprawie rozwodowej. Jeszcze ostatnie pytanie: co zamierzasz zrobić, jeśli ten prywatny detektyw, którego wynająłeś, odnajdzie Aggie Bixby?
– Powiem jej, że się z nią rozwodzę. Albo lepiej, ty wyślesz do niej list. Po trzydziestu czterech latach nie sądzę, aby jato obeszło.
– Ciebie obchodziło… i obchodzi. A jeśli ona szukała ciebie przez te wszystkie lata, podobnie jak ty jej? A jeśli ona powie, że nie chce tego rozwodu? Jesteś bogatym człowiekiem. A jeśli… musisz przemyśleć to wszystko. Zawsze możesz odwołać detektywa, jeśli nie chcesz wiedzieć, co się z nią dzieje. Następny ruch należy do ciebie, Leks.
– Colin, mówię szczerze jak na spowiedzi, po prostu nie wiem, co bym zrobił. Jest to dla mnie o tyle trudniejsze, że jestem praktykującym katolikiem, zresztą podobnie jak Aggie. Ale stało się. Po wielu latach spotkałem inną kobietę, którą pokochałem. Mam już pięćdziesiąt trzy lata i nie chcę dłużej marnować życia w samotności. Chcę wreszcie wyrwać się z otaczającej mnie pustki i, przy boku Ariel, rozpocząć nowe życie. Postaraj się załatwić moją sprawę jak najszybciej. Możesz dzwonić o każdej porze. A jeśli przyjdzie ci ochota pojeździć konno, zapraszam na moje ranczo.
– Będziemy w kontakcie. Nie martw się, poradzę sobie.
– Zrób to jak najszybciej. Chciałbym mieć to już za sobą.
Dopiero gdy dojeżdżał do bram swojego ranczo, uświadomił sobie w pełni, co zrobił. Chryste, wreszcie wyrzucił to z siebie! I jak lekko mu na duszy, zupełnie jakby pozbył się jakiegoś wielkiego ciężaru…
<a l:href="#_ftnref4">*</a> IRS – Internal Revenue Service; amerykańska izba skarbowa (przyp. tłum.).