52243.fb2
– No, nareszcie nie będziemy się musiały wysilać!- odetchnęła Ewka, kiedy spotkałyśmy się przy kościele.
– Boże, ile ja się muszę namęczyć, żeby robić z siebie mądrzejszą niż jestem, dowcipniejszą niż jestem, ładniejszą niż jestem! Maciek ma w stosunku do mnie wygórowane ambicje!- narzekała, a przecież cieszyło ją to.
Miśka szła obok mnie wymachując wielką, kolorową torbą.
– Komary są o wiele bardziej drapieżne niż w zeszłym roku! – stwierdziła nieoczekiwanie. – To samo można powiedzieć o naszych chłopcach! Zauważyłyście, że na plaży Julek bez przerwy wmawia w Mariannę, że powinna mocniej natłuszczać plecy? Gdyby to od niego zależało, wsmarowałby w nią trzy tubki kremu na godzinę! Biedna Mańka wieczorami musi chyba nożem zeskrobywać te kilogramy tłuszczu, które Julek w nią wciska!
Obraz Marianny skrobiącej nożem plecy tak silnie podziałał na nasze wyobraźnie, że wszystkie trzy dostałyśmy histerycznego ataku śmiechu. Oparłyśmy się o słup ogłoszeniowy i po chwili piałyśmy jak młode koguty.
I właśnie wtedy pierwszy raz zobaczyłam Marcina. Wyszedł z czytelni i stanął na wprost nas. Ewka uspokoiła się błyskawicznie.
– Cicho bądźcie, wariatki! – syknęła ostrzegawczo.
Na Miśkę i na mnie podziałało to jak kubeł zimnej wody. Z jednej ostateczności przeszłyśmy w drugą. Stałyśmy teraz nagle oniemiałe i wpatrywałyśmy się w Marcina jak w "Bitwę pod Grunwaldem". Uśmiechnął się niepewnie i po sekundzie wahania przeszedł obok nas, kierując się w stronę kiosku z owocami.
– Chryste – jęknęła Ewa – zupełnie Parys i trzy boginie! Zachowałyśmy się jak pomylone! Ale widziałyście, jak on na mnie patrzył?
– Na ciebie? – zdziwiła się Miśka. – Właściwie byłam pewna, że mnie się przygląda!
– Zupełnie wyraźnie patrzył na mnie! – stwierdziłam.
I znowu zaczęłyśmy się śmiać. Tymczasem nasz Parys, obarczony dwiema torbami pełnymi bułgarskich pomidorów, przeszedł znowu obok. Kiedy odszedł już dość daleko, Ewa oparła się o słup i wykrztusiła:
– Bła… błagam, uspokójcie się! Ja już nie mogę!
Po chwili opanowałyśmy się.
– Piękna historia! – zaczęła wydziwiać Miśka. – Pomyślał sobie, że pierwszy raz w życiu oglądałyśmy przystojnego chłopca! Ale że był przystojny, to fakt, nie? Wyglądał jak taki młody Cygan, którego przez pomyłkę ubrali w spodnie z kantami jak ostrze noża!
– Masz rację, że pasowałby do cygańskiego wozu! – przyznałam. – Ale on chyba pierwszy raz w Osadzie, nigdy go nie widziałam!
– Pierwszy raz! Mieszkają w tym domu pod lasem, on i jego matka. Też bardzo przystojna babka, widuję ich często, bo przechodzą obok naszych okien. Gospodyni z tamtego domu przychodzi czasem do mojej, ot tak, na ploty…
– I co? – przynaglała Ewkę Miśka. – Gadaj, nie widzisz, że konamy z ciekawości! Mówiła coś o nich?
– Mówiła, że on się obciął przy maturze czy że go nie dopuścili, bo narozrabiał… tak dobrze, to ja nie wiem! Mówiła, wiecie, że ten Marcin…
– Marcin? – przerwałam – dobre imię!
– …że on tu jest tak jakby za karę. Miał jechać z ojcem za granicę, ale po hecy z maturą wylądował z matką w Osadzie. Nic więcej nie wiem, przysięgam!
– Przypomnij sobie coś jeszcze, skarbnico wiedzy! – prosiłam. – Czuję, że Parys będzie mi się śnił dziś w nocy, potrzebne mi do tego dalsze realia!
– Nic sobie nie przypomnę, słowiczku, resztę musisz sobie dośpiewać sama! Tylko nie fantazjuj zbytnio, Parys wygląda mi na odludka! Jeszcze przed waszym przyjazdem, kiedy byliśmy tu tylko we trójkę: Tomasz, Julek i ja, chłopcy proponowali mu korty. Widzieli, że poprzedniego dnia grał z matką. Nie zgodził się. Chłopcy opowiadali później, że nawet nie wysilał się na tłumaczenie. Po prostu podziękował za propozycję i szybko spłynął.
Miśka spojrzała na mnie bystro.
– Czuję, Mada, że budzi się w tobie chęć walki! Cicho bądź, Ewa, nie przeszkadzaj dziewicy! Ona mobilizuje teraz swój oręż! Tratatata! Tratatata! Jutro do szturmu uderzy! Którą broń rzucisz na pierwszy ogień? Piechotę, konnicę czy artylerię?
Wybrałam Hemingwaya. Postanowiłam wymienić książkę w dwa dni później, o tej porze, o której spotkałyśmy Marcina wychodzącego z czytelni. Moje rozumowanie okazało się bezbłędne. Kiedy weszłam, Marcin już tam był. Zawiodła natomiast strategia. Stanęłam obok niego i długo wybierałam książki. Marcin też przerzucał je po dziesięć razy, ale na mnie nawet nie spojrzał. Byłam wściekła, bo już cieszyłam się chwilą, kiedy przedefiluję z nim przed oczyma Miśki i Ewy! Tomaszowi też chętnie pokazałabym się w towarzystwie Marcina, bo jak na złość tego ranka przyprowadził na plażę czarnowłosą piękność imieniem Inez! Była to właśnie ta dziewczyna, która swoimi ciuchami zatrwożyła naszą gosposię. Cóż z tego? Kiedy chcąc zrobić na Marcinie odpowiednie wrażenie poprosiłam bibliotekarkę o którąś z książek Faulknera, on zdecydował się na kryminał Agaty i wyszedł. A ja zostałam jak idiotka z Absalomie w ręku! Z Absalomie Faulknera, którego nie znosiłam, nie rozumiałam i nie miałam ochoty czytać!
Do końca dnia chodziłam wściekła. Ewie nie powiedziałam o spotkaniu w czytelni, ale Miśce odraportowałam wszystko. Siedziałyśmy po południu na ławce przed kościołem i opalałyśmy nogi.
– Coś ty się tak na niego uparła? Podoba ci się rzeczywiście czy tylko tak na przekór wszystkiemu?
– Oj, Miśka, jak mi się może podobać czy nie podobać chłopak, którego nie znam? Jasne, że na przekór wszystkiemu!
– Swoją drogą, jakie my jesteśmy dziwne!
– zastanowiła się Miśka. – Jak nam coś dają, to nie bierzemy, a jak tylko napotykamy trudności, zaraz ogarniają nas mordercze apetyty. Nawet gdybyśmy miały zwymiotować po konsumpcji.
– Tobie i dają,i masz apetyt!
– Mnie i dają, i mam apetyt… tak, ale wy się bawicie, a ja nie mogę!
– Ty już musisz być konsekwentna!
Miśka roześmiała się.
– Och, jak dobrze, że Piotr nie słyszy tego, co mówisz. Mada! Musiałam mu dać słowo, że nigdy w życiu nie będę w stosunku do niego konsekwentna. Uważa, ze ta chwila, kiedy zacznę być konsekwentna, będzie końcem naszej miłości.
– Może w waszym przypadku… – zastanowiłam się- bo jest taki szczególny. Ale w moim pojęciu te dwa uczucia są nierozerwalne! Wydaje mi się, że kiedy pokocham kogoś naprawdę, od razu stanę się konsekwentna…
– Ja też tak uważam – zgodziła się Miśka – ale Piotr rozumuje ze swojego punktu widzenia. Boże, jak to paradoksalnie brzmi: jego punkt widzenia! A zresztą… Zastanówmy się lepiej, co zrobić z tym całym Marcinem!
Ale po rozmowie z Miśką odechciało mi się łamać naszego Parysa.
– Ech, chyba dam temu spokój!
– Coś ty? Co ci szkodzi odrobina sportowej zaprawy! Wyobraź sobie minę Ewki i Tomka!
– Wyobrażałam sobie dość dokładnie, kiedy weszłam do czytelni! Ale wiesz, Miśka, wszystko to jest takie małe i nieważne!
Po chwili jednak ogarnął mnie znowu duch walki. W naszą stronę szedł Parys.
– Na Faulknera nie dał się złapać, wyciągaj nogi!- syknęła Miśka.
– Przezorniej będzie, jeżeli je schowam! Chociaż Tomulek stwierdził, że mi łydki wyszczuplały. Miśka, on siada na sąsiedniej ławce… – mamrotałam cicho.
Marcin spojrzał na nas obojętnym wzrokiem, wyjął z kieszeni "Przegląd Sportowy".
– Kontempluje Walaska… – stwierdziłam – i Bogu dzięki! W gruncie rzeczy, gdyby nas zaczepił, powiedziałabym, że nie uznaję takich znajomości!
– O co ci więc chodzi? Chcesz, żeby podszedł do ciebie z bukietem róż i wykrztusił łamiącym się ze wzruszenia głosem: "O pani! Wybacz mi moją czelność…"
– Daj spokój, Miśka, bo on gotów usłyszeć.