




Lisa Jackson


Szept



Prolog

Jezioro Arrowhead, Oregon 

W mi&#322;o&#347;ci i na wojnie wszystkie chwyty s&#261; dozwolone. Przynajmniej tak g&#322;osi stare porzekad&#322;o. Kane nie by&#322; do ko&#324;ca przekonany, czy ma prawo pos&#322;u&#380;y&#263; si&#281; t&#261; maksym&#261;, kiedy w gr&#281; wchodzi&#322;a przysz&#322;o&#347;&#263; Claire. Ale  do licha!  przecie&#380; jej i tak nigdy na nim nie zale&#380;a&#322;o. Nigdy nie po&#347;wi&#281;ci&#322;a mu nawet chwili Mo&#380;e z wyj&#261;tkiem tego jednego razu, kiedy pozwoli&#322;a sobie na moment s&#322;abo&#347;ci. Z ca&#322;ych si&#322; nacisn&#261;&#322; na hamulec i zgasi&#322; silnik. Przypomnia&#322; sobie, &#380;e Claire jest m&#281;&#380;atk&#261;. W separacji, co prawda, ale m&#281;&#380;atk&#261; i teraz nosi nazwisko St. John.

Deszcz b&#281;bni&#322; o przedni&#261; szyb&#281;, zas&#322;aniaj&#261;c j&#261; kr&#281;tymi strumykami. Kane wpatrywa&#322; si&#281; w chat&#281;, kt&#243;r&#261; odziedziczy&#322;  trzypokojowy dom na brzegu jeziora Arrowhead. W dachu brakowa&#322;o niekt&#243;rych dach&#243;wek, a okiennice dw&#243;ch okien kto&#347; udekorowa&#322; graffiti. Wieloletni brud, igliwie i li&#347;cie przylepione do rynien zostawi&#322;y na nich rude plamy rdzy. Ganek chyli&#322; si&#281; jak po&#322;amana dwuk&#243;&#322;ka za koniem. Ponacinane pi&#322;&#261; &#322;a&#324;cuchow&#261; i pociemnia&#322;e ze staro&#347;ci podpory ganku zwali&#322;y si&#281; dawno, jeszcze zanim ojciec zu&#380;y&#322; je na dzie&#322;a sztuki P&#243;&#322;nocnego Zachodu. Okno na poddaszu  jedyne &#378;r&#243;d&#322;o naturalnego &#347;wiat&#322;a w ciasnym pomieszczeniu, jakim by&#322; jego pok&#243;j  zosta&#322;o rozbite, a drobne kawa&#322;ki st&#322;uczonej szyby wci&#261;&#380; za&#347;mieca&#322;y dach ganku.

Witaj w domu, pomy&#347;la&#322; z gorycz&#261;. Wygramoli&#322; si&#281; z auta i zarzuci&#322; na rami&#281; worek podr&#243;&#380;ny i &#347;piw&#243;r, kul&#261;c si&#281; pod lodowatym podmuchem wiatru. Poczu&#322; ostre uk&#322;ucie b&#243;lu w biodrze. By&#322;a to pami&#261;tka po zab&#322;&#261;kanym od&#322;amku szrapnela, kt&#243;ry go trafi&#322; podczas ostatniej zamorskiej misji. Przymru&#380;y&#322; oczy i podci&#261;gn&#261;&#322; wy&#380;ej torb&#281; na ramieniu. Zakl&#261;&#322;. Kula&#322; i nie m&#243;g&#322; przy&#347;pieszy&#263; kroku.

Na ganku w&#322;o&#380;y&#322; klucz do starego zamka i, o dziwo, zamek nie stawi&#322; oporu. Drzwi si&#281; otworzy&#322;y, p&#322;aczliwie skrzypi&#261;c, a z bezu&#380;ytecznej starej zasuwy posypa&#322; si&#281; ob&#322;oczek py&#322;u.

Ledwie przekroczy&#322; pr&#243;g, sparali&#380;owa&#322;o go zat&#281;ch&#322;e powietrze, wieloletni kurz i wszechogarniaj&#261;ce poczucie straconych marze&#324;. Po raz pierwszy od chwili, kiedy zdecydowa&#322; si&#281; na t&#281; misj&#281;, ogarn&#281;&#322;y go w&#261;tpliwo&#347;ci. Mo&#380;e powr&#243;t do tego miasteczka to by&#322; z&#322;y pomys&#322;? Mo&#380;e facet, kt&#243;ry wymy&#347;li&#322; powiedzenie: nie wywo&#322;uj wilka z lasu, wiedzia&#322; wi&#281;cej o &#380;yciu ni&#380; Kane?

Nie jest dobrze. Przeszed&#322; ponad przewr&#243;conym stolikiem do kawy. Ju&#380; nie by&#322;o odwrotu. Rzuci&#322; worek podr&#243;&#380;ny i &#347;piw&#243;r na zniszczon&#261; sk&#322;adan&#261; kanap&#281; w rogu  niegdy&#347; r&#243;&#380;ow&#261;, a teraz w nieokre&#347;lonym, burym kolorze. Na spr&#243;chnia&#322;ych ramach okiennych kruszy&#322;a si&#281; farba. W rogach szyb tkwi&#322;y resztki paj&#281;czych posi&#322;k&#243;w  zasuszone cia&#322;a owad&#243;w. Pod sufitem, w miejscu gdzie wykruszy&#322;y si&#281; dach&#243;wki, lu&#378;no zwisa&#322;o gniazdo os. &#346;ciany z s&#281;katej sosny by&#322;y pokryte ple&#347;ni&#261;, a wo&#324; st&#281;chlizny unosi&#322;a si&#281; w pomieszczeniu niczym cie&#324; cuchn&#261;cej przesz&#322;o&#347;ci.

Przez te wszystkie lata obozowa&#322; w jeszcze gorszych miejscach ni&#380; to, nocowa&#322; w ruderach Bliskiego Wschodu i Bo&#347;ni, przy kt&#243;rych ta stara chata wygl&#261;da&#322;a jak pa&#322;ac. Jednak &#380;adnej z tych okropnych nor nie nazywa&#322; domem. Tylko to miejsce obna&#380;a&#322;o jego krwawi&#261;c&#261; dusz&#281;  ta wal&#261;ca si&#281; cha&#322;upa, gdzie potyka&#322; si&#281; o buty matki z przetartymi podeszwami, w kt&#243;rych wydepta&#322;a tyle kilometr&#243;w pomi&#281;dzy lad&#261; baru Westwind i grillem.

Uwa&#380;aj na siebie, synku  powiedzia&#322;a, delikatnie g&#322;aszcz&#261;c go po ramieniu i wykrzywiaj&#261;c twarz w smutnym u&#347;miechu.  Wr&#243;c&#281; p&#243;&#378;no, wi&#281;c zamknij drzwi na klucz. Tatu&#347; nied&#322;ugo do ciebie przyjdzie.

K&#322;ama&#322;a. Jak zawsze. Ale nigdy si&#281; nie dopytywa&#322; o prawd&#281;. Musn&#281;&#322;a go ustami w policzek. Alice Moran zawsze pachnia&#322;a r&#243;&#380;ami i dymem, mieszank&#261; tanich perfum i okazyjnie kupionych papieros&#243;w. Od lat g&#243;rna szuflada jej komody wype&#322;niona by&#322;a kuponami wyci&#281;tymi z tylnej strony pude&#322;ek po papierosach. Wci&#261;&#380; je zbiera&#322;a, aby m&#243;c wreszcie kupi&#263; co&#347; specjalnego, co&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko artyku&#322;y pierwszej potrzeby. Wi&#281;kszo&#347;&#263; swoich gwiazdkowych i urodzinowych prezent&#243;w Kane zawdzi&#281;cza&#322; na&#322;ogowi nikotynowemu matki.

Ale to by&#322;o dawno temu, kiedy &#380;ycie  cho&#263; ubogie  by&#322;o proste dla o&#347;mio  czy dziewi&#281;ciolatka. To wtedy zdarzy&#322; si&#281; wypadek ojca i ich nieweso&#322;a sytuacja jeszcze si&#281; pogorszy&#322;a.

Nie by&#322;o wi&#281;kszego sensu zag&#322;&#281;bia&#263; si&#281; w przesz&#322;o&#347;&#263;, wi&#281;c Kane machn&#261;&#322; r&#281;k&#261; na stare &#380;ale i b&#243;l biodra. Znalaz&#322; po&#380;&#243;&#322;k&#322;&#261; gazet&#281; z 1980 roku ze zdj&#281;ciami Jimmyego Cartera i G&#243;ry &#346;wi&#281;tej Heleny wystrzelaj&#261;cej w niebo ob&#322;ok popio&#322;u. Zn&#243;w poczu&#322; si&#281; tak jak w&#243;wczas, gdy by&#322; nieopierzonym, buntowniczym nastolatkiem, niesfornym jak wszyscy diabli, p&#322;on&#261;cym &#380;&#261;dz&#261; silniejszych dozna&#324; oraz potrzeb&#261; zasmakowania lepszych rzeczy ni&#380; te, na kt&#243;re skaza&#322; go los. Pragn&#261;&#322; dor&#243;wna&#263; Hollandom i Taggertom  najbogatszym rodzinom nad jeziorem, elicie zar&#243;wno tego ma&#322;ego miasteczka na wybrze&#380;u, jak i odleg&#322;ego o jakie&#347; pi&#281;&#263;dziesi&#261;t kilometr&#243;w na wsch&#243;d Portland.

I pragn&#261;&#322; Claire. Do szale&#324;stwa. Rozsadza&#322;a go m&#322;odzie&#324;cza, nieokie&#322;znana &#380;&#261;dza, kt&#243;ra znajdowa&#322;a uj&#347;cie w odwa&#380;nych fantazjach. Jak&#380;e bole&#347;nie nieosi&#261;galna by&#322;a w&#243;wczas Claire  bogata c&#243;rka Dutcha Hollanda.

Zgni&#243;t&#322; w pi&#281;&#347;ci star&#261; gazet&#281;. Przypomnia&#322; sobie, ile razy nie m&#243;g&#322; zasn&#261;&#263; przez t&#281; dziewczyn&#281;. Le&#380;&#261;c, obmy&#347;la&#322; plany zdobycia jej. &#379;adnego z nich nie uda&#322;o si&#281; urzeczywistni&#263; i pozostawa&#322;a po nich tylko frustracja, kt&#243;rej wyrazem by&#322;y kropelki potu na g&#243;rnej wardze i sztywny maszt pod ko&#322;dr&#261;.

Nie chcia&#322; my&#347;le&#263; o Claire. Ona by tylko wszystko skomplikowa&#322;a, a zreszt&#261; i tak nigdy nie by&#322;by wystarczaj&#261;co dobry dla niej.

Nie. Jej marzenia z okresu dorastania skupi&#322;y si&#281; na Harleyu Taggercie, synu najwi&#281;kszego rywala jej ojca. Z wyj&#261;tkiem tego jednego razu. Jednego magicznego poranka.

Do licha!  j&#281;kn&#261;&#322;, usi&#322;uj&#261;c otrz&#261;sn&#261;&#263; si&#281; ze wspomnie&#324; o niej. Pomimo deszczu otworzy&#322; okna na o&#347;cie&#380;. Silny powiew wilgotnego wiatru pachnia&#322; Pacyfikiem. Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e mo&#380;e zimny podmuch wy wieje nieutulon&#261; rozpacz i utracone nadzieje, kt&#243;re niby wsz&#281;dobylskie paj&#281;czyny przywar&#322;y do wyblak&#322;ych zas&#322;on i zniszczonych, tanich mebli.

Zostawiaj&#261;c otwarte drzwi, wybieg&#322; do swego d&#380;ipa po akt&#243;wk&#281;, laptop i p&#243;&#322; litra irlandzkiej whisky. Ulubiony tani trunek jego ojca. Jak na ironi&#281;, pi&#322; teraz ten sam alkohol co jego stary, kt&#243;rego nie znosi&#322;. Jednak wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e ma to pewne uzasadnienie. Hampton Moran by&#322; po&#380;a&#322;owania godnym, zepsutym do szpiku ko&#347;ci sukinsynem. Po wypadku, kt&#243;ry na zawsze przyku&#322; go do w&#243;zka inwalidzkiego, sta&#322; si&#281; agresywnym pijakiem, u&#380;alaj&#261;cym si&#281; nad sob&#261; i szalej&#261;cym z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci. Przed tym tragicznym upadkiem pi&#322; za du&#380;o i bi&#322; &#380;on&#281; i ch&#322;opca. Potem ju&#380; tylko Kane si&#281; nim opiekowa&#322;, a z Hamptona pozosta&#322; &#380;a&#322;osny strz&#281;p cz&#322;owieka, kt&#243;ry szuka&#322; pocieszenia w butelce. Jego faworytk&#261; by&#322;a whisky Black Velvet  oczywi&#347;cie, kiedy m&#243;g&#322; sobie na ni&#261; pozwoli&#263;, Jack Daniels towarzyszy&#322; od &#347;wi&#281;ta, ale przewa&#380;nie by&#322; dla niego za drogi. Najcz&#281;&#347;ciej musia&#322; si&#281; zadowoli&#263; lich&#261; irlandzk&#261; whisky, kt&#243;ra pozwala&#322;a wskrzesi&#263; pogrzebane marzenia.

Nic dziwnego, &#380;e po pewnym czasie matka Kanea wyjecha&#322;a. Nie mia&#322;a wyboru. Jaki&#347; bogaty m&#281;&#380;czyzna obieca&#322; jej lepsze &#380;ycie  pod warunkiem, &#380;e zostawi Hamptona i syna. Facet nie potrzebowa&#322; dodatkowego baga&#380;u w postaci postrzelonego ch&#322;opca, mia&#322; w&#322;asne, prawie ju&#380; doros&#322;e dzieci. I &#380;on&#281;. Kane nigdy si&#281; nie dowiedzia&#322;, jak si&#281; ten typ nazywa&#322;, ale co miesi&#261;c, jak w zegarku, w jego skrzynce pocztowej pojawia&#322; si&#281; przekaz na trzysta dolar&#243;w. Hampton, trze&#378;wy po raz pierwszy od trzydziestu dni, czeka&#322; na listonosza, poleca&#322; Kaneowi po&#347;wiadcza&#263; odbi&#243;r koperty bez listu i zmusza&#322; go do spieni&#281;&#380;enia anonimowego czeku. By&#322; hojny. Dawa&#322; Kaneowi pi&#281;&#263; dolar&#243;w, a reszta pozwala&#322;a mu przetrwa&#263; do nast&#281;pnego przekazu.

S&#322;ysza&#322;e&#347; ju&#380; o brudnej forsie, prawda, synu? C&#243;&#380;, to w&#322;a&#347;nie s&#261; parszywe pieni&#261;dze. Twoja matka zarobi&#322;a je, rozk&#322;adaj&#261;c nogi dla tego nadzianego sukinsyna. Zapami&#281;taj raz na ca&#322;e &#380;ycie, Kane: &#380;adna baba nie jest warta ani twego serca, ani twego portfela. To s&#261; zaka&#322;y &#347;wiata. Kurwy. Ladacznice.  I zaczyna&#322; cytowa&#263; urywki Pisma &#346;wi&#281;tego zmieszane z w&#322;asn&#261; be&#322;kotliw&#261; tw&#243;rczo&#347;ci&#261;.

Kane pami&#281;ta&#322; dzie&#324;, kiedy odesz&#322;a matka.

Wr&#243;c&#281;  obieca&#322;a. &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y jej po policzkach. U&#347;cisn&#281;&#322;a syna tak mocno, jakby wiedzia&#322;a, &#380;e nigdy wi&#281;cej go nie zobaczy.  Wr&#243;c&#281;, &#380;eby ci&#281; od niego zabra&#263;.

Ojciec chrapa&#322; po obficie zakrapianej nocy.

Kane nawet nie uni&#243;s&#322; ramion, aby odwzajemni&#263; u&#347;cisk, ani nie pomacha&#322; na po&#380;egnanie. Kiedy matka wsiada&#322;a do d&#322;ugiej czarnej limuzyny, w kt&#243;rej siedzia&#322; ponury kierowca, wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261;, spojrzeniem pot&#281;piaj&#261;c za porzucenie i zdrad&#281;.

Wr&#243;c&#281;, kochanie, obiecuj&#281;.

Ale nie wr&#243;ci&#322;a. Jej k&#322;amstwo by&#322;o jedynie kolejnym ogniwem zardzewia&#322;ego &#322;a&#324;cucha niespe&#322;nionych obietnic, kt&#243;re sk&#322;ada&#322;y si&#281; na &#380;ycie Kanea. Nigdy wi&#281;cej jej nie zobaczy&#322;. Nigdy nie zada&#322; sobie trudu, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, co si&#281; z ni&#261; sta&#322;o. A&#380; do tej chwili.

I prawda uk&#322;u&#322;a jak &#380;&#261;d&#322;o. Ugryz&#322;a jak w&#347;ciek&#322;a suka.

Nie potrzebowa&#322; szklanki, po prostu otworzy&#322; butelk&#281; i poci&#261;gn&#261;&#322; z niej pot&#281;&#380;nie. Potem wytar&#322; r&#281;kawem p&#322;aszcza wyszczerbiony blat ze sztucznego marmuru, pod&#322;&#261;czy&#322; komputer i usiad&#322; na stole o metalowych nogach, przy kt&#243;rym zjad&#322; wi&#281;kszo&#347;&#263; posi&#322;k&#243;w w ci&#261;gu pierwszych dwudziestu lat &#380;ycia. Najwyra&#378;niej dostawca pr&#261;du ju&#380; naprawi&#322; stare kable i pod&#322;&#261;czy&#322; pr&#261;d, bo ekran zamigota&#322; i laptop zabrz&#281;cza&#322;, sygnalizuj&#261;c gotowo&#347;&#263; do dzia&#322;ania.

Szybko otworzy&#322; akt&#243;wk&#281;, wyci&#261;gn&#261;&#322; teczk&#281; pe&#322;n&#261; notatek, wycink&#243;w z gazet i zdj&#281;&#263; rodziny Holland&#243;w. Roz&#322;o&#380;y&#322; fotografie jak karty do gry z mocno podniszczonej talii. Pierwsz&#261; odkryt&#261; kart&#261; by&#322; kr&#243;l karo  stary Dutch Holland, patriarcha rodu i pretendent do tronu gubernatora stanu, kt&#243;ry uwa&#380;a&#322; si&#281; za prostego cz&#322;owieka z ludu, ale Kane wiedzia&#322;, &#380;e Dutch by&#322; tak pokr&#281;cony jak w&#281;ze&#322; marynarski.

Drug&#261; kart&#261; by&#322;o zdj&#281;cie by&#322;ej &#380;ony Dutcha, wci&#261;&#380; &#380;urnalowo pi&#281;knej Dominique, kt&#243;ra teraz mieszka&#322;a za granic&#261;. Kane liczy&#322; na to, &#380;e  za odpowiedni&#261; sumk&#281;  b&#281;dzie sk&#322;onna udzieli&#263; cennych informacji.

Potem pojawi&#322;y si&#281; &#347;liczne buzie dw&#243;ch c&#243;rek Dutcha, Mirandy i Tessy.

W ko&#324;cu odkry&#322; ostatni&#261; kart&#281;: migawkowe zdj&#281;cie Claire.

Szkoda, &#380;e by&#322;a w to zamieszana, i to po same uszy, jak przypuszcza&#322;.

Zacisn&#261;&#322; z&#281;by, patrz&#261;c na dwie pary oczu &#347;lepo wpatrzone w stron&#281; anonimowego, lecz bardzo drogiego fotografa. Upu&#347;ci&#322; na st&#243;&#322; zdj&#281;cia Mirandy i Tessy, najstarszej i najm&#322;odszej; niech do&#322;&#261;cz&#261; do fotografii rodzic&#243;w.

Ale twarzy Claire po&#347;wi&#281;ci&#322; znacznie wi&#281;cej uwagi. Dawno temu uwieczni&#322; jej posta&#263;. Siedzia&#322;a okrakiem na kucyku. Wida&#263; by&#322;o tylko zad i szyj&#281; zwierz&#281;cia. Ale obiektyw aparatu  jego aparatu  wyra&#378;nie uchwyci&#322; Claire.

Jasne oczy, prosty nos, szerokie ko&#347;ci policzkowe i rozpuszczone cynamonowe loki okalaj&#261;ce owaln&#261; twarz. Bo&#380;e, jaka ona by&#322;a pi&#281;kna! Mia&#322;a nie&#347;mia&#322;y, zagadkowy u&#347;miech, kt&#243;ry przy&#347;piesza&#322; puls Kanea zawsze, kiedy j&#261; wspomina&#322;. U&#347;miech dziewczyny, kt&#243;ra mia&#322;a wszystko i kt&#243;ra patrzy&#322;a na niego z pogard&#261; i lito&#347;ci&#261;.

Ale nie teraz.

Teraz role si&#281; odwr&#243;ci&#322;y. To on jest g&#243;r&#261;. Sumienie zacz&#281;&#322;o go gry&#378;&#263;, kiedy pomy&#347;la&#322;, &#380;e to, co zamierza zrobi&#263;, brutalnie wystawi na widok publiczny ca&#322;e dotychczasowe &#380;ycie Claire. W chwili kiedy ca&#322;a sprawa wyjdzie na jaw, a wszystkie ukryte tajemnice zostan&#261; obna&#380;one jak szkielet na piasku pustyni, zawali si&#281; porz&#261;dek i spok&#243;j jej egzystencji.

Szkoda. C&#243;&#380;, trudno. Rany s&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; naszego &#380;ycia. Bywa, &#380;e b&#243;lu nie da si&#281; ukoi&#263;. Wiele lat temu pewien cz&#322;owiek straci&#322; &#380;ycie. Do wilgotnego grobu pos&#322;a&#322; go kto&#347;, kto mieszka&#322; w domu Holland&#243;w. Kane postanowi&#322;, &#380;e dowie si&#281;, kto roztrzaska&#322; czaszk&#281; Harleyowi Taggertowi i ukrywa&#322; t&#281; zbrodni&#281; przez ponad szesna&#347;cie lat. Mia&#322; osobiste powody, &#380;eby si&#281; zem&#347;ci&#263;, powody, kt&#243;re niewiele mia&#322;y wsp&#243;lnego z pal&#261;c&#261; potrzeb&#261; zarobienia na chleb, a do kt&#243;rych nale&#380;a&#322;o szczere przekonanie, &#380;e prawdopodobnie Harley nie by&#322; jedyn&#261; ofiar&#261; k&#322;amstw i podst&#281;p&#243;w skrytych w g&#322;&#281;binach jeziora Arrowhead.

Pobie&#380;nie przejrza&#322; notatki i ustawi&#322; przed sob&#261; komputer. Jego palce p&#322;ynnie wystuka&#322;y na klawiaturze pierwsz&#261; stron&#281;:

Op&#322;acona bezkarno&#347;&#263;:

Zab&#243;jstwo Harleya Taggerta Opisa&#322; Kane Moran &#321;ykn&#261;&#322; znowu z butelki i zacz&#261;&#322; pisa&#263;. Chocia&#380; jego dochodzenie w sprawie wszystkich mrocznych tajemnic rodziny Holland&#243;w dopiero si&#281; rozpoczyna&#322;o, zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e zanim si&#281; zako&#324;czy, oskar&#380;enie o zbrodni&#281; sprzed szesnastu lat ujrzy ju&#380; &#347;wiat&#322;o dzienne. Ten sukinsyn Dutch Holland nie b&#281;dzie mia&#322; &#380;adnych szans na fotel gubernatora Oregonu, a wszyscy cz&#322;onkowie rodziny, w&#322;&#261;czaj&#261;c w to Claire, b&#281;d&#261; nienawidzi&#263; Kanea Morana.

Niech i tak b&#281;dzie. &#379;ycie nie jest bajk&#261;, a ju&#380; na pewno nie jest sprawiedliwe. Kane przekona&#322; si&#281; o tym na w&#322;asnej sk&#243;rze ju&#380; wiele lat temu, a tej bolesnej lekcji udzieli&#322;a mu w&#322;a&#347;nie Claire mi&#281;dzy innymi. Poza tym, to expose na temat rodziny Holland&#243;w ma by&#263; jego zemst&#261; i katharsis.

Nowym pocz&#261;tkiem.

Zn&#243;w przechyli&#322; butelk&#281;. Ten haust whisky nieomal wypali&#322; mu dziur&#281; w &#380;o&#322;&#261;dku. Zastanawia&#322; si&#281;, dlaczego zamiast b&#322;ogiego odpr&#281;&#380;enia ogarn&#281;&#322;o go przeczucie grozy, jak gdyby w&#322;a&#347;nie przest&#261;pi&#322; pr&#243;g piek&#322;a.



Cz&#281;&#347;&#263; pierwsza 1996



1.

Murdock, nie obchodzi mnie, czy b&#281;dziesz musia&#322; poca&#322;owa&#263; Morana w t&#281; jego parszyw&#261; dup&#281;, czy do ko&#324;ca &#380;ycia b&#281;dziesz go w&#322;&#243;czy&#322; po s&#261;dach. Znajd&#378; na niego jakiego&#347; haka. Daj mu &#322;ap&#243;wk&#281; albo zabij drania go&#322;ymi r&#281;kami! Tylko znajd&#378; wreszcie jaki&#347; spos&#243;b, &#380;eby zd&#322;awi&#263; w zarodku t&#281; przekl&#281;t&#261; ksi&#261;&#380;k&#281;!  Dutch z trzaskiem cisn&#261;&#322; na miejsce s&#322;uchawk&#281; samochodowego telefonu.  Co za kretyn!  warkn&#261;&#322;, chocia&#380; tak naprawd&#281; Ralph Murdock, jego adwokat i szef kampanii wyborczej, nale&#380;a&#322; do nielicznych os&#243;b na &#347;wiecie, kt&#243;rym Benedict Holland ufa&#322;.

Gniot&#261;c w z&#281;bach cygaro, z ca&#322;ych si&#322; nacisn&#261;&#322; na peda&#322; gazu i cadillac z piskiem opon pomkn&#261;&#322; w&#261;sk&#261; drog&#261; wij&#261;c&#261; si&#281; po&#347;r&#243;d starego lasu, kt&#243;ry stanowi&#322; jego w&#322;asno&#347;&#263;. Szybko&#347;ciomierz wskazywa&#322; blisko sto kilometr&#243;w na godzin&#281; i omsza&#322;e pnie jode&#322; tylko miga&#322;y we mgle.

Kto by pomy&#347;la&#322;, &#380;e duch Harleya Taggerta powstanie z grobu teraz, w punkcie zwrotnym jego &#380;ycia? I za kogo, u licha, uwa&#380;a si&#281; ten Kane Moran, ten pismak, kt&#243;ry ostrzy pi&#243;ro, wykorzystuj&#261;c &#347;mier&#263; Harleya? Ostatni raz Dutch widzia&#322; go wiele lat temu, kiedy Moran by&#322; niesfornym, mocno zakompleksionym dzieciakiem, od zawsze na bakier z prawem. Dziwnym trafem uda&#322;o mu si&#281; sko&#324;czy&#263; college i zosta&#322; postrzelonym dziennikarzem szukaj&#261;cym guza. Ten bajarz nagle zacz&#261;&#322; rozdrapywa&#263; dawno zakrzep&#322;e strupy. I wr&#243;ci&#322; tu, do Oregonu, aby napisa&#263; ksi&#261;&#380;k&#281; o &#347;mierci Harleya Taggerta.

Gdy samoch&#243;d ju&#380; mkn&#261;&#322; po wynios&#322;o&#347;ci wzg&#243;rza, Dutcha zn&#243;w chwyci&#322; skurcz w piersi. Tego samego uczucia paniki do&#347;wiadcza&#322; zawsze, wspominaj&#261;c noc, kiedy zgin&#261;&#322; Taggert. W g&#322;&#281;bi serca podejrzewa&#322;, &#380;e to kt&#243;ra&#347; z jego c&#243;rek pos&#322;a&#322;a ch&#322;opca na tamten &#347;wiat.

Tylko kt&#243;ra? Kt&#243;ra z jego dziewczyn to zrobi&#322;a? Najstarsza Miranda, adwokatka pracuj&#261;ca w biurze prokuratora okr&#281;gowego, jest ambitna ponad miar&#281; i nieugi&#281;cie dumna. Nie do wiary, jak bardzo przypomina matk&#281;. Randa odziedziczy&#322;a po Dominique g&#281;ste czarne w&#322;osy i elektryzuj&#261;ce b&#322;&#281;kitne oczy. M&#243;wi&#261;, &#380;e jest wynios&#322;a i &#380;e w jej &#380;y&#322;ach p&#322;ynie lodowata woda, ale z pewno&#347;ci&#261; nie by&#322;a na tyle ch&#322;odna ani na tyle g&#322;upia, &#380;eby zamordowa&#263; dzieciaka Taggerta. Nie, Dutch nigdy by w to nie uwierzy&#322;. Randa jest zbyt opanowana. Zawsze wiedzia&#322;a, czego chce od &#380;ycia.

Claire, jego drugie dziecko, to spokojna dziewczyna, romantyczka. W dzieci&#324;stwie by&#322;a gapowata i szara w por&#243;wnaniu z siostrami, ale wyros&#322;a na pi&#281;kn&#261; pann&#281; i podejrzewa&#322;, &#380;e nale&#380;y do kobiet, kt&#243;re z up&#322;ywem lat s&#261; coraz atrakcyjniejsze. W chwili &#347;mierci Harleya by&#322;a ma&#322;om&#243;wn&#261; dziewczyn&#261; o ch&#322;opi&#281;cej budowie, &#347;redni&#261; siostr&#261;, na kt&#243;r&#261; nikt nie zwraca&#322; uwagi. Nigdy nie sprawia&#322;a mu &#380;adnych k&#322;opot&#243;w z wyj&#261;tkiem tego jednego: zakocha&#322;a si&#281; w Harleyu Taggercie. Nawet teraz ta my&#347;l zalega&#322;a mu jak kamie&#324; na dnie &#380;o&#322;&#261;dka.

Do tej pory &#347;mier&#263; Taggerta rzadko sp&#281;dza&#322;a Dutchowi sen z powiek.

Ale teraz coraz bardziej poci&#322;y mu si&#281; d&#322;onie na kierownicy. Claire, dziewczyna o p&#322;ochliwych oczach, z gwiazdkami pieg&#243;w na nosie, nie by&#322;a zab&#243;jczyni&#261;. Chryste, w jej duszy nie by&#322;o najmniejszej iskierki z&#322;a. A mo&#380;e jednak

S&#322;o&#324;ce wisia&#322;o nisko nad zachodnimi wzg&#243;rzami i o&#347;lepia&#322;o go jaskrawymi promieniami. Opu&#347;ci&#322; os&#322;on&#281; przeciws&#322;oneczn&#261;. Droga si&#281; rozwidla&#322;a i skr&#281;ci&#322; w stron&#281; ma&#322;ego miasteczka Chinook oraz starego domu my&#347;liwskiego, kt&#243;ry kupi&#322; za bezcen.

Cadillac zawirowa&#322;, gdy Dutch zbyt szybko bra&#322; zakr&#281;t. K&#261;tem oka zauwa&#380;y&#322;, &#380;e przekroczy&#322; &#347;rodkow&#261; lini&#281; szosy. Jaki&#347; pikap jad&#261;cy z przeciwka zatr&#261;bi&#322; i w ostatniej chwili zjecha&#322; na pobocze, aby unikn&#261;&#263; zderzenia.

Sukinsyn  sykn&#261;&#322; Dutch. By&#322; pogr&#261;&#380;ony w rozwa&#380;aniach. Najm&#322;odsza c&#243;rka Tessa jest i zawsze by&#322;a zab&#322;&#261;kan&#261; owieczk&#261; w stadzie Holland&#243;w. Blondynka o niebieskich oczach, kt&#243;ra w wieku dwunastu lat mia&#322;a ju&#380; figur&#281; przyprawiaj&#261;c&#261; m&#281;&#380;czyzn o zawr&#243;t g&#322;owy, zawsze skupia&#322;a na sobie najwi&#281;ksz&#261; uwag&#281;. Podczas gdy Miranda pr&#243;bowa&#322;a si&#281; przypodoba&#263;, a Claire gin&#281;&#322;a w tle, Tessa bezczelnie i z premedytacj&#261; przeciwstawia&#322;a si&#281; Dutchowi, kiedy tylko mog&#322;a. Wiedzia&#322;a, &#380;e jest pupilk&#261; ojca, i wykorzystywa&#322;a to na ka&#380;dym kroku. Wiecznie sprawia&#322;a k&#322;opoty, tak mo&#380;na o niej to powiedzie&#263;, ale za nic nie m&#243;g&#322; uwierzy&#263;, &#380;e by&#322;a r&#243;wnie&#380; morderczyni&#261;.

A niech to wszyscy diabli  mrukn&#261;&#322; pod nosem, &#380;uj&#261;c niedopa&#322;ek cygara. Szkoda, &#380;e nie sp&#322;odzi&#322; samych ch&#322;opc&#243;w. Wszystko u&#322;o&#380;y&#322;oby si&#281; inaczej. Ca&#322;kiem inaczej. B&#243;g sp&#322;ata&#322; mu okrutnego figla, zsy&#322;aj&#261;c te dziewczyny. C&#243;rki zawsze sprawiaj&#261; cz&#322;owiekowi k&#322;opoty.

Zwolni&#322; przy wygi&#281;tej so&#347;nie. Sam j&#261; zasadzi&#322; wiele lat temu, kiedy kupi&#322; t&#281; posesj&#281; dla Dominique. Wjecha&#322; na prywatn&#261; drog&#281;, prowadz&#261;c&#261; do jego posiad&#322;o&#347;ci. W chwili kiedy wk&#322;ada&#322; to drzewko w gleb&#281;, by&#322; zakochany do szale&#324;stwa, ale z biegiem lat uczucie topnia&#322;o i jego mi&#322;o&#347;&#263; zmieni&#322;a si&#281; w cieniutki kryszta&#322;, kt&#243;ry kamie&#324; czasu roztrzaska&#322; na kawa&#322;ki.

Otworzy&#322; bram&#281; i wjecha&#322; na nier&#243;wny asfalt od dawna zaniedbanego podjazdu. Srebrzyste wody jeziora uwodzicielsko miga&#322;y zza drzew. Jak&#380;e kiedy&#347; kocha&#322; to miejsce.

Nostalgia &#347;cisn&#281;&#322;a mu serce, gdy mija&#322; ostatni zakr&#281;t i zobaczy&#322; zbudowany na nieregularnym planie stary dwupi&#281;trowy dom my&#347;liwski, niczym gniazdo po&#347;r&#243;d k&#281;pki d&#281;b&#243;w i jode&#322; osadzony ponad wodami jeziora.

Dom. Miejsce triumfu i b&#243;lu.

Kupi&#322; t&#281; rozleg&#322;&#261;, poro&#347;ni&#281;t&#261; drzewami posiad&#322;o&#347;&#263; dla Dominique w nadziei, &#380;e ona pokocha j&#261; tak samo jak on. Od chwili gdy zobaczy&#322;a te dzikie lasy i odludne przestrzenie, znienawidzi&#322;a wszystko, co by&#322;o zwi&#261;zane z tym domem. Oceniaj&#261;cym spojrzeniem zmierzy&#322;a stromy dach, mahoniowe i d&#281;bowe &#347;ciany, pod&#322;ogi z desek, pochylony sufit. Dotkn&#281;&#322;a drewnianej balustrady z r&#281;cznie rze&#378;bionymi s&#322;upkami, ozdobionymi figurkami zwierz&#261;t P&#243;&#322;nocnego Zachodu, i tylko skrzywi&#322;a nos, jak gdyby nagle poczu&#322;a jaki&#347; od&#243;r.

I kupi&#322;e&#347; to dla mnie?  spyta&#322;a tonem pe&#322;nym niedowierzania i rozczarowania. Jej g&#322;os odbi&#322; si&#281; echem po przepa&#347;cistym holu.  T&#281; t&#281; potworno&#347;&#263;?

Miranda, kt&#243;ra dopiero co sko&#324;czy&#322;a cztery lata, a ju&#380; by&#322;a wiern&#261; kopi&#261; matki, z min&#261; pe&#322;n&#261; przera&#380;enia rozejrza&#322;a si&#281; po domu, jakby si&#281; spodziewa&#322;a, &#380;e z ka&#380;dego zakamarka mog&#261; w ka&#380;dej chwili wyskoczy&#263; wszelkiego rodzaju duchy, chochliki i potwory.

Przypuszczam, &#380;e to co&#347;  Dominique wskaza&#322;a d&#322;ugim palcem &#322;ososia wyrze&#378;bionego na najni&#380;szym s&#322;upku  to ma by&#263; dzie&#322;o sztuki?

Tak.

Dlaczego, Benedict? Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, co ci&#281; sk&#322;oni&#322;o do tego zakupu?

W&#243;wczas po raz pierwszy ogarn&#281;&#322;o go przeczucie czego&#347; strasznego. Roz&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce.

To dla ciebie i dla dziewczynek.

Dla nas? W takim miejscu? Na ko&#324;cu &#347;wiata?  Wysokie wzg&#243;rza dumnie zerka&#322;y zza okien, kiedy przechodzi&#322;a przez westybul do salonu ze sklepionym sufitem, z trzema &#380;yrandolami w kszta&#322;cie dwunastu jeleni ustawionych w ko&#322;o.  Z dala od moich przyjaci&#243;&#322;?

To jest dobre dla dzieci. One powinny si&#281; wychowywa&#263; w

W du&#380;ym mie&#347;cie, Benedict, tam gdzie mog&#261; si&#281; spotyka&#263; z r&#243;wie&#347;nikami, w domu, kt&#243;ry b&#281;dzie im stwarza&#322; warunki rozwoju, gdzie b&#281;d&#261; styka&#263; si&#281; z cywilizacj&#261; i w&#322;a&#347;ciwymi lud&#378;mi.  Westchn&#281;&#322;a, bacznym okiem obserwuj&#261;c Claire, kt&#243;ra nieporadnymi kroczkami przechodzi&#322;a przez otwarte oszklone drzwi z ty&#322;u domu, wychodz&#261;ce na jezioro. Dominique zacz&#281;&#322;a biec w jej stron&#281;, wybijaj&#261;c obcasami wyj&#261;tkowo szybki rytm.  To b&#281;dzie koszmar.  Zabra&#322;a Claire z krytego tarasu, zanim dziewczynka zd&#261;&#380;y&#322;a zbli&#380;y&#263; si&#281; do brzegu.  Ten zakup to niewypa&#322;.

B&#281;dzie dobrze. Zobaczysz. Zbuduj&#281; korty tenisowe i basen k&#261;pielowy z oddzielnym budynkiem. Za gara&#380;em mo&#380;esz mie&#263; ogrody i w&#322;asne studio.

Tessa, kt&#243;ra by&#322;a w&#243;wczas niesfornym niemowl&#281;ciem, krzycza&#322;a na ca&#322;y g&#322;os i wierci&#322;a si&#281; w ramionach opiekunki.

&#262;&#263;&#347;&#347;  szepn&#281;&#322;a do rumianego brzd&#261;ca Bonita, zaledwie szesnastoletnia dziewczyna, przebywaj&#261;ca nielegalnie w Stanach Zjednoczonych.

Nie mog&#281; tu zamieszka&#263;  upiera&#322;a si&#281; Dominique.

Mo&#380;esz, uwierz mi.

Gdzie dziewczynki naucz&#261; si&#281; francuskiego i

Od ciebie.

Ja nie jestem nauczycielk&#261;!

No to zatrudnimy nauczycielk&#281;. Dom jest du&#380;y.

A co z pianinem, skrzypcami, szermierk&#261;, jazd&#261; konn&#261; Dobry Bo&#380;e!  Wygl&#261;da&#322;a tak, jak gdyby za chwil&#281; mia&#322;a si&#281; rozp&#322;aka&#263;. Niebieskie oczy nagle zasz&#322;y mg&#322;&#261;. Przycisn&#281;&#322;a do ust zadbane palce.

Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y, obiecuj&#281;  nalega&#322; Dutch.

Ale ja tak nie umiem Nie zosta&#322;am stworzona do tego, &#380;eby by&#263; niani&#261; B&#281;d&#281; tutaj potrzebowa&#322;a wi&#281;cej os&#243;b do pomocy, Bonita mi nie wystarczy.

Wiem, wiem. Ju&#380; rozmawia&#322;em z Songbird, Indiank&#261;. B&#281;dziesz mia&#322;a wi&#281;cej pomocnik&#243;w, ni&#380; potrzebujesz. Dominique, b&#281;dziesz tu mog&#322;a &#380;y&#263; jak kr&#243;lowa.

Cicho chrz&#261;kn&#281;&#322;a z ironicznym pow&#261;tpiewaniem.

Kr&#243;lowa Odludzia. Cudownie to brzmi, prawda?

Od tego dnia przez ca&#322;y czas nienawidzi&#322;a tego miejsca. Nie znosi&#322;a tego jeziora. Przeczuwa&#322;a, &#380;e nic dobrego nie mo&#380;e si&#281; wydarzy&#263; w promieniu kilku kilometr&#243;w od piaszczystych brzeg&#243;w jeziora Arrowhead.

Jak si&#281; p&#243;&#378;niej okaza&#322;o, mia&#322;a racj&#281;.

Dutch nieco szerzej uchyli&#322; okno, &#380;eby wpu&#347;ci&#263; wi&#281;cej wilgotnego letniego powietrza. Oz&#322;ocona gor&#261;cym s&#322;o&#324;cem woda wygl&#261;da&#322;a na spokojn&#261; i nic nie wskazywa&#322;o na to, &#380;e mog&#322;a by&#263; przyczyn&#261; takiej tragedii i udr&#281;ki.

A to sukinsyn!  mrukn&#261;&#322;, &#347;ciskaj&#261;c w z&#281;bach cygaro. Chwyci&#322; butelk&#281; szkockiej, kt&#243;r&#261; przywi&#243;z&#322; z miasteczka, i wysiad&#322; z samochodu. Sztywnym krokiem szed&#322; w stron&#281; drzwi wej&#347;ciowych, brodz&#261;c przez grub&#261; warstw&#281; szyszek i igliwia. Otworzy&#322; bez trudu, jak gdyby kto&#347; ju&#380; na niego czeka&#322;. Podeszwy jego but&#243;w klaska&#322;y o zakurzon&#261; pod&#322;og&#281; i odni&#243;s&#322; wra&#380;enie, &#380;e s&#322;yszy, jak mysz ucieka do ciemnego k&#261;ta.

W kuchni poszpera&#322; w szafkach i znalaz&#322; szklank&#281; od lat nie wycieran&#261; z kurzu. Wcze&#347;niej zadzwoni&#322; do dostawc&#243;w pr&#261;du, &#322;&#261;czno&#347;ci, gazu i wody, wi&#281;c teraz ju&#380; wszystko dzia&#322;a&#322;o. Za kilka dni dom b&#281;dzie posprz&#261;tany od strychu po piwnice, a jego doros&#322;e c&#243;rki przyjad&#261; tu, czy im si&#281; to podoba, czy nie.

Wytar&#322; szklank&#281; palcami i nala&#322; sobie do pe&#322;na. Potem wszed&#322; po schodach na g&#243;r&#281; i przekroczy&#322; pr&#243;g sypialni  tej samej, kt&#243;r&#261; przez wiele lat dzieli&#322; z Dominique. Masywne &#322;o&#380;e z czterema s&#322;upami bez po&#347;cieli, materac przykryty foli&#261;. Podszed&#322; do okna, ods&#322;oni&#322; je i popijaj&#261;c whisky, patrzy&#322; na basen k&#261;pielowy, w kt&#243;rym od dawna nie by&#322;o wody, a do dna przylgn&#281;&#322;y zgni&#322;e li&#347;cie i brud. Domek k&#261;pielowy przy skoczni by&#322; od lat zamkni&#281;ty. Si&#281;gn&#261;&#322; okiem dalej, na jezioro, kt&#243;re uwielbia&#322;. Gdy patrzy&#322; na spokojn&#261; wod&#281;, ogarn&#281;&#322;o go przera&#380;aj&#261;ce uczucie, &#380;e w m&#243;zgu ma nieustannie tykaj&#261;cy zegar.

Co tu si&#281; sta&#322;o wiele lat temu? Czego mia&#322; si&#281; jeszcze dowiedzie&#263;? Ciarki przesz&#322;y mu po plecach. Wychyli&#322; whisky do dna i poczu&#322;, jak mocny alkohol wypala mu gard&#322;o i rozgrzewa &#380;o&#322;&#261;dek. Wyszed&#322; z pokoju. Chcia&#322; by&#263; jak najdalej od tej kostnicy, pe&#322;nej przera&#380;aj&#261;cych wspomnie&#324; nieudanego seksu i zawiedzionej mi&#322;o&#347;ci. Chryste, Dominique sta&#322;a si&#281; dziwk&#261;!

Zszed&#322; na d&#243;&#322;. Wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni portfel, wyj&#261;&#322; z niego kartk&#281; wyrwan&#261; z notesu i zapatrzy&#322; si&#281; w trzy numery telefon&#243;w. &#379;adna z c&#243;rek nie ucieszy si&#281; z tego, &#380;e zadzwoni. Mimo to zrobi&#261;, co im ka&#380;e. Zawsze tak by&#322;o.

Podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281;, us&#322;ysza&#322; sygna&#322; i zacisn&#261;&#322; z&#281;by.

Przekl&#281;ty Harley Taggert. Przekl&#281;ty Kane Moran. I przekl&#281;ta prawda o przesz&#322;o&#347;ci, bez wzgl&#281;du na to, jaka jest.

To nie w porz&#261;dku! To nie my powinni&#347;my wyje&#380;d&#380;a&#263;. Nie zrobili&#347;my nic z&#322;ego. To nie my jeste&#347;my zbocze&#324;cami!  Sean patrzy&#322; spode &#322;ba na swoj&#261; matk&#281;. Bujne w&#322;osy przys&#322;ania&#322;y mu oczy. Mimo opalenizny na jego nosie wida&#263; by&#322;o kilka pieg&#243;w. Ca&#322;a posta&#263; wyra&#380;a&#322;a bunt, oburzenie i frustracj&#281;. Pi&#281;&#347;ci raz po raz zaciska&#322;y si&#281; i rozlu&#378;nia&#322;y. Przez u&#322;amek sekundy wyda&#322; si&#281; tak podobny do swojego ojca, &#380;e Claire mia&#322;a ochot&#281; zamkn&#261;&#263; go w obj&#281;ciach i nigdy nie wypu&#347;ci&#263;.

Tak po prostu b&#281;dzie lepiej.

Wyrzuci&#322;a ca&#322;&#261; zawarto&#347;&#263; szuflady komody na &#322;&#243;&#380;ko i upchn&#281;&#322;a swoje po&#324;czochy i bielizn&#281; do pustego pud&#322;a z tektury. &#379;a&#322;owa&#322;a, ale mimo najszczerszych ch&#281;ci nie mog&#322;a uwierzy&#263; w&#322;asnym s&#322;owom. B&#243;l w ko&#324;cu minie, przecie&#380; tak jest zawsze. Ale to wymaga czasu. Du&#380;o czasu.

To tata powinien wyjecha&#263;!  Sean osun&#261;&#322; si&#281; na zapakowane pud&#322;o i z krzyw&#261; min&#261; patrzy&#322; przez otwarte okno sypialni na powykr&#281;can&#261; jab&#322;o&#324;, z kt&#243;rej zwisa&#322;a, lekko ko&#322;ysz&#261;c si&#281; na wietrze, hu&#347;tawka z opony  wspomnienie dzieci&#324;stwa i niewinno&#347;ci. Wyblak&#322;e ko&#322;o z gumy ponuro dynda&#322;o na zbutwia&#322;ej, poczernia&#322;ej linie. Niewinno&#347;&#263; dzieci zosta&#322;a zburzona. Od lat nie korzysta&#322;y z tej hu&#347;tawki, a wydeptana ma&#322;ymi bucikami &#347;cie&#380;ka w ko&#324;cu zaros&#322;a cienk&#261;, nier&#243;wn&#261; &#380;&#243;&#322;taw&#261; traw&#261;. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e min&#281;&#322;y ju&#380; wieki od czasu, kiedy Claire przekonywa&#322;a siebie, &#380;e jej nowo za&#322;o&#380;ona rodzina to ma&#322;a arkadia i &#380;e grzechy przesz&#322;o&#347;ci ju&#380; nigdy jej nie do&#347;cign&#261;. &#321;udzi&#322;a si&#281; w&#243;wczas, &#380;e ta bajka znajdzie szcz&#281;&#347;liwe zako&#324;czenie w sennym miasteczku w Kolorado.

Jak&#380;e si&#281; myli&#322;a. Z trzaskiem zamkn&#281;&#322;a pust&#261; szuflad&#281; komody i z werw&#261; zabra&#322;a si&#281; do nast&#281;pnej. Im szybciej wyjdzie z tego pokoju, z tego domu, z tego przekl&#281;tego miasteczka, tym lepiej.

Sean sta&#322; i czeka&#322;. Zniecierpliwiony w&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce do kieszeni spodni z obci&#281;tymi nogawkami, kt&#243;re wygl&#261;da&#322;y tak, jak gdyby mia&#322;y za chwil&#281; zsun&#261;&#263; si&#281; z jego ty&#322;ka.

Nienawidz&#281; Oregonu.

To du&#380;y stan, du&#380;o przestrzeni do nienawidzenia.

Nie zostan&#281; tam.

Zostaniesz, zostaniesz.  Jednak w jego g&#322;osie us&#322;ysza&#322;a nut&#281; determinacji.  Dziadek tam jest.

Wyda&#322; z siebie j&#281;k pogardy i lekcewa&#380;enia.

Mo&#380;e tam znajd&#281; prac&#281;.

Jako nauczycielka na zast&#281;pstwie. Te&#380; mi co&#347;!

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;, &#380;e co&#347;. Nie mo&#380;emy zosta&#263; tutaj, Sean. Przecie&#380; wiesz. Przyzwyczaisz si&#281;.  Podnios&#322;a wzrok i zerkn&#281;&#322;a w zakurzone lustro, gdzie wida&#263; by&#322;o jego odbicie. By&#322; wysoki i umi&#281;&#347;niony, a nad g&#243;rn&#261; warg&#261; i na brodzie zacz&#261;&#322; mu si&#281; sypa&#263; pierwszy zarost. Zaci&#347;ni&#281;ta szcz&#281;ka wyra&#380;a&#322;a zaci&#281;ty op&#243;r. &#321;agodnej dzieci&#281;cej buzi ju&#380; nie mia&#322;. Jego twarz nabiera&#322;a mocnych, m&#281;skich cech.

Tu s&#261; wszyscy moi znajomi. A co z Samanth&#261;? Ona nawet nie rozumie, co si&#281; sta&#322;o.

Ja te&#380; tego nie rozumiem, synku. Ja te&#380;.

Kiedy&#347; jej to wyja&#347;ni&#281;.

Parskn&#261;&#322;, jakby nie dowierza&#322; w&#322;asnym uszom.

I co jej wtedy powiesz, mamo? &#379;e ten sukinsyn jej ojciec przelecia&#322; dziewczynk&#281;, kt&#243;ra by&#322;a tylko o kilka lat starsza od niej?  Sean wyszepta&#322; to, sycz&#261;c.  &#379;e pieprzy&#322; si&#281; z moj&#261; dziewczyn&#261;!

Przesta&#324;!  Wrzuci&#322;a koszule nocne do pud&#322;a ze skarpetkami.  Nie ma powodu u&#380;ywa&#263; brzydkich s&#322;&#243;w.

Oo! S&#261; powody! I to wiele! Musisz to przyzna&#263;. W&#322;a&#347;nie dlatego w ko&#324;cu rozwiod&#322;a&#347; si&#281; z tat&#261; po wielu latach separacji. Prawda? Wiedzia&#322;a&#347;!  Zaczerwieni&#322; si&#281;, a jego oczy nape&#322;ni&#322;y si&#281; &#322;zami, kt&#243;rym jednak nie pozwoli&#322; wyp&#322;yn&#261;&#263;.  Wiedzia&#322;a&#347;, ale mi nie powiedzia&#322;a&#347;!

W Claire zawrza&#322;a w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263; i wstyd. Podesz&#322;a do drzwi i zamkn&#281;&#322;a je jak najciszej, przyciskaj&#261;c klamk&#281;.

Samanth&#261; ma dopiero dwana&#347;cie lat. Jeszcze nie musi wiedzie&#263;, &#380;e jej ojciec

A niby dlaczego nie?  Sean uni&#243;s&#322; podbr&#243;dek.  Nie s&#261;dzisz, &#380;e o tych wszystkich naszych brudnych sekretach co nieco s&#322;ysza&#322;a od swoich przyjaci&#243;&#322;?  U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; bez cienia weso&#322;o&#347;ci i pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.  A, prawda! Przecie&#380; ona nie ma &#380;adnych przyjaci&#243;&#322;. I ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie! Nie musi wys&#322;uchiwa&#263;, jaki z jej starego zboczeniec i gwa&#322;ciciel

Dosy&#263;!  krzykn&#281;&#322;a Claire dr&#380;&#261;cym g&#322;osem. Nerwowo szpera&#322;a w drugiej szufladzie biurka. Z hukiem j&#261; zamkn&#281;&#322;a.  Czy nie s&#261;dzisz, &#380;e to mi sprawia b&#243;l? To by&#322; m&#243;j m&#261;&#380;, Sean. Wiem, &#380;e ci ci&#281;&#380;ko, jeste&#347; rozgoryczony i upokorzony. Ale ja te&#380;.

Wi&#281;c uciekasz. Jak tch&#243;rzliwa suka z podkulonym ogonem. Taki cynizm w tak m&#322;odym wieku? Chwyci&#322;a go za oba ramiona, wpijaj&#261;c paznokcie w musku&#322;y. Przechyli&#322;a g&#322;ow&#281;, &#380;eby popatrze&#263; mu prosto w rozw&#347;cieczone oczy.

Nigdy wi&#281;cej nie odzywaj si&#281; do mnie w ten spos&#243;b! Co prawda, tw&#243;j ojciec pope&#322;nia&#322; b&#322;&#281;dy, wiele b&#322;&#281;d&#243;w i  Zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e syn patrzy na ni&#261; z wyrzutem. Co&#347; w niej p&#281;k&#322;o, krucha tama, kt&#243;r&#261; usi&#322;owa&#322;a zbudowa&#263;.  O, Sean!  Przycisn&#281;&#322;a do matczynej piersi jego sztywne, zawzi&#281;te cia&#322;o i zapragn&#281;&#322;a wyp&#322;aka&#263; si&#281; w jego ramionach. Ale wiedzia&#322;a, &#380;e to nie zrobi na nim dobrego wra&#380;enia.

Przykro mi, kochanie. Tak mi przykro  szepn&#281;&#322;a. Sean tkwi&#322; nieruchomo w jej ramionach jak pos&#261;g, kt&#243;ry nie umie odwzajemni&#263; u&#347;cisku. Powoli opu&#347;ci&#322;a ramiona.

Przecie&#380; nie twoja wina, prawda? To nie przez ciebie to zrobi&#322;  Odwr&#243;ci&#322; g&#322;ow&#281;. Na jego karku p&#322;on&#281;&#322;a czerwona pr&#281;ga.

Trafi&#322; w jej czu&#322;y punkt. Tysi&#261;c razy zadawa&#322;a sobie to samo pytanie. Mo&#380;e gdyby zaspokoi&#322;a swego m&#281;&#380;czyzn&#281; jako kobieta, nie pope&#322;ni&#322;by tego czynu. Jej m&#281;&#380;czyzna? Co za &#380;art! W g&#322;&#281;bi serca by&#322;a przekonana, &#380;e to, co si&#281; sta&#322;o, nie by&#322;o jej win&#261;. Przez ca&#322;e doros&#322;e &#380;ycie pragn&#281;&#322;a tylko ustrzec swoje dzieci przed szkaluj&#261;cymi pom&#243;wieniami i plotkami. &#379;eby im si&#281; nie da&#322;y.

Oczywi&#347;cie, &#380;e nie  odpar&#322;a dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.  Wiem, &#380;e to dla ciebie trudne. Wierz mi, dla mnie te&#380; jest to bolesna decyzja, ale my&#347;l&#281;, &#380;e to jedyne rozwi&#261;zanie dla nas wszystkich: dla ciebie, dla mnie i dla Samanthy. Zacz&#261;&#263; wszystko od pocz&#261;tku, jak najdalej st&#261;d.

Od siebie nie uciekniesz.  W jego spojrzeniu zobaczy&#322;a determinacj&#281; i pewno&#347;&#263; cz&#322;owieka dojrza&#322;ego, a nie nastolatka.  Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej przesz&#322;o&#347;&#263; ci&#281; dopadnie. Nawet w jakiej&#347; zapad&#322;ej dziurze w Oregonie.

Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, masuj&#261;c kark.

Wiem. Ale do tego czasu nabierzemy si&#322; i

Mamo?  Drzwi zaskrzypia&#322;y i do pokoju w&#347;lizgn&#281;&#322;a si&#281; Samantha. Na jej g&#322;adkim czole wida&#263; by&#322;o zmarszczki zatroskania. By&#322;a roztargnion&#261; dwunastolatk&#261; o zbyt d&#322;ugich ko&#324;czynach i szczup&#322;ej, lecz mocnej budowie cia&#322;a, nie mia&#322;a jeszcze kobiecych kr&#261;g&#322;o&#347;ci. Od prawie roku z ut&#281;sknieniem czeka&#322;a na wi&#281;kszy biust, ale g&#243;rn&#261; cz&#281;&#347;&#263; sportowego bikini ledwie wype&#322;nia&#322;y dwa ma&#322;e guzki. Wstydzi&#322;a si&#281; tego. Wi&#281;kszo&#347;&#263; dziewczynek z jej klasy by&#322;a ju&#380; dobrze rozwini&#281;ta i wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e wszyscy wiedz&#261;, kt&#243;ra z nich nosi miseczk&#281; B, kt&#243;ra C, a kt&#243;r&#261;  Bo&#380;e uchowaj!  matka natura pokara&#322;a podw&#243;jnym A. Samantha nale&#380;a&#322;a do tych kwiat&#243;w, kt&#243;re p&#243;&#378;no kwitn&#261;, i uwa&#380;a&#322;a to za swoje przekle&#324;stwo, a do&#347;wiadczone oczy matki uzna&#322;y to za b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwo.  Co tu si&#281; dzieje?

Pakujemy si&#281;  odpar&#322;a rado&#347;nie Claire. Zbyt rado&#347;nie. Weso&#322;o&#347;&#263; zabrzmia&#322;a fa&#322;szywie. Sean przewr&#243;ci&#322; oczami i ci&#281;&#380;ko opad&#322; na &#322;&#243;&#380;ko, na kt&#243;rym nie by&#322;o ju&#380; po&#347;cieli, tylko paski, podkoszulki, slipy i pi&#380;amy.

Claire wrzuci&#322;a skarpet&#281; bez pary do torby na &#347;mieci, kt&#243;ra sta&#322;a przy drzwiach.

Wrzeszczeli&#347;cie.  Samantha miota&#322;a niespokojne spojrzenia to na matk&#281;, to na brata.

Zdawa&#322;o ci si&#281;.

S&#322;ysza&#322;am was.

Nie teraz. Teraz tego nie chc&#281; roztrz&#261;sa&#263;. Nie ud&#378;wign&#281; tego.

Sean nie chce st&#261;d wyje&#380;d&#380;a&#263;  wyja&#347;ni&#322;a Claire, krzywi&#261;c si&#281; na widok torebki, kt&#243;r&#261; w&#322;a&#347;nie dorzuci&#322;a do rzeczy przeznaczonych dla Armii Zbawienia.  Nie chce si&#281; rozstawa&#263; z kolegami.

Wszyscy jego koledzy to chamy i m&#322;oty. Natychmiast wyprostowa&#322; si&#281; jak strza&#322;a.

Nic nie wiesz!

Matka Benjiego Northa znalaz&#322;a schowek w pokoju syna, w tym jego pieprzonym pudle na listy. By&#322;a tam marihuana, haszysz i

Oczy Claire bezwiednie spocz&#281;&#322;y na Seanie. Potwierdzi&#322;y si&#281; jej najgorsze przypuszczenia. Z trudem chwyta&#322;a oddech. Jej palce zacisn&#281;&#322;y si&#281; na pasku kolejnej torebki.

To prawda?

Kto&#347; chcia&#322; go wrobi&#263;.

Wrobi&#263;? Kto?

Moment wahania. U&#322;amek sekundy.

Jego starszy brat  sk&#322;ama&#322; Sean.  Maks schowa&#322; swoje rzeczy w pokoju Benjiego, &#380;eby wykiwa&#263; starych. Benjie jest czysty. Przysi&#281;gam.  Rzuci&#322; na siostr&#281; tak ostre spojrzenie, &#380;e m&#243;g&#322;by nim chyba przeci&#261;&#263; stal.

Max ma dopiero siedemna&#347;cie lat.

W ka&#380;dym wieku mo&#380;na zacz&#261;&#263; &#263;pa&#263;, mamo.

Wiem.  Zwolni&#322;a kurczowy u&#347;cisk palc&#243;w na pasku od torebki.  W&#322;a&#347;nie dlatego tak mnie to martwi.

Martwi ci&#281;?

A ty, Sean?

Nigdy nawet nie spr&#243;bowa&#322;em!  W jego oczach l&#347;ni&#322;y iskierki buntu. Samantha zacz&#281;&#322;a otwiera&#263; buzi&#281;, jakby chcia&#322;a co&#347; powiedzie&#263;, ale rozmy&#347;li&#322;a si&#281; i zamkn&#281;&#322;a usta. Sean zacisn&#261;&#322; szcz&#281;k&#281;.

C&#243;&#380;, tylko papierosy i co&#347; do &#380;ucia, ale to przecie&#380; ju&#380; wiesz.

Sean

Prawd&#281; m&#243;wi  potwierdzi&#322;a Samantha i rzuci&#322;a Seanowi znacz&#261;ce spojrzenie. Pomi&#281;dzy nimi da&#322;o si&#281; wyczu&#263; ciche porozumienie. W&#322;os zje&#380;y&#322; si&#281; na g&#322;owie Claire, kiedy przypomnia&#322;a sobie, jakie mroczne tajemnice dzieli&#322;a z siostrami.

Sk&#261;d wiesz?  spyta&#322;a c&#243;rk&#281;.

Zagl&#261;dam do jego pokoju.

Co takiego?  wyszepta&#322; w&#347;ciekle Sean. Samantha wzruszy&#322;a ramionami.

On ma same prezerwatywy, kilka Playboy&#243;w i latark&#281;.

Ty ma&#322;a, w&#347;cibska &#380;mijo!  Zacisn&#261;&#322; pi&#281;&#347;ci, przemierzy&#322; pok&#243;j i gro&#378;nie pochyli&#322; si&#281; nad ni&#261;.  Nie masz prawa grzeba&#263; w moich rzeczach! Trzymaj si&#281; z dala od mojego pokoju albo przeczytam ten tw&#243;j pami&#281;tnik, kt&#243;ry uwa&#380;asz za &#347;ci&#347;le tajny.

Nie wa&#380; si&#281; kiedykolwiek

Przesta&#324;cie!  rozkaza&#322;a Claire, wiedz&#261;c, &#380;e to nie doprowadzi do niczego dobrego.  Dosy&#263;! Oboje macie si&#281; trzyma&#263; z dala od cudzych rzeczy.  Potem, &#380;eby rozlu&#378;ni&#263; atmosfer&#281;, doda&#322;a:  To moja robota. Je&#347;li kto&#347; tu ma wtyka&#263; nos w nie swoje sprawy, to tym kim&#347; b&#281;d&#281; ja. Do mnie b&#281;dzie nale&#380;e&#263; przeszukiwanie szuflad, szaf oraz potajemnych schowk&#243;w

Zobaczymy!  naigrawa&#322; si&#281; Sean.

Mo&#380;emy si&#281; za&#322;o&#380;y&#263;.

Samantha zerkn&#281;&#322;a w lustro, &#347;ci&#261;gaj&#261;c gumk&#281; z w&#322;os&#243;w. Skrzywi&#322;a si&#281; na widok pryszczy na swojej twarzy.

C&#243;&#380; A ja si&#281; ciesz&#281;, &#380;e wyje&#380;d&#380;amy. Rzygam ju&#380; tymi, kt&#243;rzy wytykaj&#261; mnie palcami i wygaduj&#261; te brednie o tacie.

Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam! Claire splot&#322;a ramiona na piersiach i opar&#322;a si&#281; o biurko.

O jakich bredniach m&#243;wisz?

Candi Whittaker m&#243;wi, &#380;e tata jest zbocze&#324;cem, kt&#243;ry zrobi&#322; co&#347; obrzydliwego z Jessic&#261; Stewart. Ale ja im powiedzia&#322;am, &#380;e to nieprawda i &#380;e Jessica do niedawna by&#322;a dziewczyn&#261; Seana.

Sean j&#281;kn&#261;&#322; i obr&#243;ci&#322; si&#281; plecami do siostry.

No i co na to Candy?  Claire ledwie zdo&#322;a&#322;a wykrztusi&#263; z siebie te s&#322;owa.

&#346;mia&#322;a si&#281;. Jak jaka&#347; wariatka. O ma&#322;o si&#281; nie rozbecza&#322;am. To wtedy ona powiedzia&#322;a Tammyemu Dawsonowi, &#380;e jestem klasycznym przypadkiem wypierania i &#380;e ona takie rzeczy bardzo dobrze wie, bo jej tata jest psychiatr&#261;.  W spojrzeniu Samanthy kry&#322;o si&#281; zak&#322;opotanie, mimo to dziewczynka unios&#322;a podbr&#243;dek, niesk&#322;onna ust&#261;pi&#263; pod naporem insynuacji, jak to okre&#347;la&#322;a, na temat jej ojca.  Ale to przecie&#380; czcze wymys&#322;y, prawda?  Nagle z jej g&#322;osu ulecia&#322;a pewno&#347;&#263;. Nerwowo bawi&#322;a si&#281; palcami.  Tatu&#347; nie zrobi&#322; nic okropnego z Jessica, prawda? To nie dlatego od niego odesz&#322;a&#347;?

Serce Claire &#347;cisn&#281;&#322;o si&#281; z &#380;alu. Przygryz&#322;a warg&#281;, powstrzymuj&#261;c gwa&#322;towny nap&#243;r &#322;ez, i przytuli&#322;a Samanth&#281; do piersi. Niech&#281;tnie wyzna&#322;a prawd&#281;.

Wiesz, &#380;e ja i tatu&#347; mieli&#347;my wiele problem&#243;w.

Wszyscy to wiedz&#261;. Ju&#380; m&#243;wi&#322;a&#347;.  W niepewnym g&#322;osie Samanthy brzmia&#322; ton w&#261;tpliwo&#347;ci. Jasna g&#322;owa, wcze&#347;niej tak dumnie uniesiona, teraz si&#281; pochyli&#322;a.

To prawda, c&#243;reczko. Wszyscy to wiedz&#261;. Ale

Nie.  Samantha usi&#322;owa&#322;a si&#281; wyrwa&#263;, schowa&#263; si&#281; przed prawd&#261;, Claire jednak dosz&#322;a do wniosku, &#380;e to najodpowiedniejsza chwila, &#380;eby c&#243;rce o wszystkim powiedzie&#263;. Zw&#322;aszcza &#380;e koledzy i tak ju&#380; jej bardzo dokuczyli.

Ale prawd&#261; jest r&#243;wnie&#380;, &#380;e tata mia&#322; zbli&#380;enie z Jessic&#261;. Samantha nagle zacz&#281;&#322;a si&#281; trz&#261;&#347;&#263; jak galareta.

Mia&#322; z ni&#261; zbli&#380;enie?

To oznacza, &#380;e si&#281; z ni&#261; pieprzy&#322;  wyja&#347;ni&#322; Sean.

Nie!

Cicho, Sean!  Claire mocno przytuli&#322;a c&#243;rk&#281;.  Prosz&#281; ci&#281;, nie u&#380;ywaj w domu takiego j&#281;zyka.

W oczach Samanthy malowa&#322;o si&#281; przera&#380;enie.

Ale tata tego nie zrobi&#322;, prawda? Tatu&#347; by nigdy, przenigdy

Bez wzgl&#281;du na to, co si&#281; sta&#322;o, powinna&#347; wierzy&#263; w swego tat&#281;  Claire us&#322;ysza&#322;a echo w&#322;asnych s&#322;&#243;w, cho&#263; brzmia&#322;o jak g&#322;uchy odg&#322;os zepsutego dzwonu. Ju&#380; bardzo dawno zw&#261;tpi&#322;a w Paula. Wiele lat temu pogrzeba&#322;a wszelkie nadzieje zwi&#261;zane z nim i z ich ma&#322;&#380;e&#324;stwem, kt&#243;re by&#322;o fikcj&#261;. Tylko ze wzgl&#281;du na dzieci podtrzymywa&#322;a t&#281; iluzj&#281;. Teraz wydaje si&#281; to okrutnym, niesmacznym &#380;artem. Dzieci nigdy nie pozb&#281;d&#261; si&#281; tych blizn.

C&#243;&#380;, tata i ja byli&#347;my ju&#380; w separacji, kiedy kiedy Jessica powiedzia&#322;a, &#380;e to si&#281; sta&#322;o.

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e Jessica sk&#322;ama&#322;a?  zapyta&#322;a Samantha z cieniem nadziei w g&#322;osie.

Nic podobnego!  parskn&#261;&#322; Sean.  Nakry&#322;em ich na gor&#261;cym uczynku. Pieprzyli si&#281; jak psy w kwietniu!

Przesta&#324;, Sean!

Nie!  Samantha zacz&#281;&#322;a gwa&#322;townie kr&#281;ci&#263; g&#322;ow&#261;.  Nie, nie, nie!

Kochanie, m&#243;wi&#281; ci tylko, co powiedzia&#322;a Jessica.  Claire widzia&#322;a, &#380;e c&#243;rka cierpi. Brakowa&#322;o jej s&#322;&#243;w.

Ale dlaczego?  spyta&#322;a Samantha g&#322;osem o oktaw&#281; wy&#380;szym ni&#380; zwykle.

Bo ona jest dziwk&#261;, a on zbocze&#324;cem.

Nie wiem  odpowiedzia&#322;a Claire.  Sean, przesta&#324; wreszcie u&#380;ywa&#263; takich s&#322;&#243;w

Nie! To nieprawda!  Samantha zesztywnia&#322;a i odepchn&#281;&#322;a od siebie Claire.  Nie wierz&#281; ci!  Podbieg&#322;a do drzwi.  Jeste&#347; &#322;garzem, Sean. &#346;mierdz&#261;cym, parszywym &#322;garzem!

Drzwi zamkn&#281;&#322;y si&#281; z trzaskiem.

Widzisz, co zrobi&#322;e&#347;? To by&#322;o ca&#322;kiem niepotrzebne  Claire by&#322;a w&#347;ciek&#322;a na Seana.

Powiedzia&#322;em prawd&#281;.

S&#261; delikatniejsze sposoby

Tak! Takie jak na przyk&#322;ad pozwolenie, by Candi Whittaker podsuwa&#322;a ten smr&#243;d pod nos Sam! Sp&#243;jrz prawdzie w oczy, mamo. Tata jest maniakiem seksualnym, kt&#243;ry lubi ma&#322;olaty. Lepiej, &#380;eby Samantha zna&#322;a prawd&#281;. Dzi&#281;ki temu ju&#380; nic jej nie zrani.

Czy&#380;by?  mrukn&#281;&#322;a pod nosem, wybiegaj&#261;c za c&#243;rk&#261; w stron&#281; drzwi wej&#347;ciowych, a potem na ulic&#281;. Gor&#261;cy wiatr targa&#322; li&#347;cie osik, tak &#380;e po&#322;yskiwa&#322;y w promieniach s&#322;o&#324;ca. Gdzie&#347; za domem s&#261;siada w&#347;ciekle ujada&#322; pies. Claire bieg&#322;a co si&#322; chodnikiem, wymijaj&#261;c trzykolorowy rowerek i wyboje w miejscach, gdzie korzenie drzew wypchn&#281;&#322;y cement. Usi&#322;owa&#322;a dogoni&#263; c&#243;rk&#281;. Samantha ucieka&#322;a, szlochaj&#261;c, smuga z&#322;ocistych w&#322;os&#243;w falowa&#322;a. P&#281;dzi&#322;a tak szybko, jak gdyby mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e zdo&#322;a uciec od przera&#380;aj&#261;cych s&#322;&#243;w i oskar&#380;e&#324;, kt&#243;re przed chwil&#261; pad&#322;y.

Ucieka. Tak jak ty, Claire. Ale nie mo&#380;esz uciec. Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej przesz&#322;o&#347;&#263; ci&#281; dogoni.

Na Center Street s&#322;o&#324;ce o&#347;lepi&#322;o Samanth&#281; i jaki&#347; pikap zahamowa&#322; z piskiem opon, o ma&#322;y w&#322;os jej nie potr&#261;caj&#261;c. Claire zamar&#322;a z przera&#380;enia.

Uwa&#380;aj!  krzykn&#281;&#322;a. Nie. Nie. Nie!

Hej, ma&#322;a, patrz, jak idziesz  warkn&#261;&#322; kierowca z dr&#380;&#261;cym papierosem w ustach.

Serce Claire wali&#322;o jak m&#322;otem. Wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; i wybieg&#322;a przed ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281;.

Co, u licha!?

Samantho, prosz&#281;, zaczekaj!  krzycza&#322;a Claire, ale dziewczynka nawet si&#281; nie obejrza&#322;a za siebie.

Pieprzone idiotki!  warkn&#261;&#322; kierowca.

Ci&#281;&#380;ko dysz&#261;c, Claire wreszcie dogoni&#322;a c&#243;rk&#281; kilkadziesi&#261;t metr&#243;w za parkiem. Promienie s&#322;o&#324;ca parzy&#322;y i o&#347;lepia&#322;y, odbijaj&#261;c si&#281; od chodnika i sznur&#243;w samochod&#243;w zaparkowanych przy ulicy. Po czerwonych policzkach Samanthy sp&#322;ywa&#322;y strugi &#322;ez.

O, c&#243;reczko  wyszepta&#322;a Claire.  Przepraszam.

Powinna&#347; by&#322;a mi powiedzie&#263;  powiedzia&#322;a z wyrzutem Samantha.

Nie wiedzia&#322;am.

Nienawidz&#281; go!

Nie, nie mo&#380;esz nienawidzi&#263; w&#322;asnego ojca.

Nienawidz&#281; go!  Widz&#261;c, &#380;e dziewczynka t&#322;umi p&#322;acz, Claire pr&#243;bowa&#322;a j&#261; przytuli&#263;, lecz Samantha wyrwa&#322;a si&#281; z jej obj&#281;&#263;.  I ciebie te&#380;!

O, Sami! Nie

Nigdy mnie tak nie nazywaj!  krzykn&#281;&#322;a Samantha, prawie j&#281;cz&#261;c. Claire u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e Paul zawsze zwraca&#322; si&#281; do c&#243;rki w ten spos&#243;b.

Dobrze.

Samantha wytar&#322;a r&#281;k&#261; oczy, g&#322;o&#347;no poci&#261;gaj&#261;c nosem.

Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e wyje&#380;d&#380;amy  powiedzia&#322;a, szybko mrugaj&#261;c.  Ciesz&#281; si&#281;!

Ja te&#380;.

O nie!  Samantha nagle zblad&#322;a, obr&#243;ci&#322;a si&#281; i stan&#281;&#322;a ty&#322;em do matki, usi&#322;uj&#261;c powstrzyma&#263; dr&#380;enie. Claire odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281; i zobaczy&#322;a Candi Whittaker, smuk&#322;&#261; dziewczyn&#281; z tali&#261; osy i okaza&#322;ymi, jak na cnotliw&#261; dwunastolatk&#281;, piersiami. Przechadza&#322;a si&#281; z jak&#261;&#347; kole&#380;ank&#261;, kt&#243;rej Claire nie rozpoznawa&#322;a. Na widok Samanthy i jej matki obie dziewczynki wytrzeszczy&#322;y oczy, t&#322;umi&#261;c u&#347;mieszki, i zacz&#281;&#322;y co&#347; mi&#281;dzy sob&#261; szepta&#263;. Claire ustawi&#322;a si&#281; tak, &#380;eby zas&#322;oni&#263; c&#243;rk&#281; przed wzrokiem w&#347;cibskich ma&#322;ych plotkarek, poczeka&#322;a, a&#380; przejd&#261; na &#347;cie&#380;k&#281; skr&#281;caj&#261;c&#261; za korty tenisowe, i patrzy&#322;a na ich drobne, pe&#322;ne ob&#322;udy ramiona.

Ju&#380; dobrze. Wi&#281;cej ci nie b&#281;d&#261; dokucza&#322;y. Chod&#378;.  Poprowadzi&#322;a Samanth&#281; z powrotem do domu. Sean prawdopodobnie mia&#322; racj&#281;, przeprowadzka nie rozwi&#261;&#380;e ich problem&#243;w. Nie mog&#261; uciec. Ju&#380; kiedy&#347;, dawno temu, pr&#243;bowa&#322;a to zrobi&#263;, jednak wszystko wskazywa&#322;o na to, &#380;e przesz&#322;o&#347;&#263; do ko&#324;ca &#380;ycia b&#281;dzie jej depta&#263; po pi&#281;tach, odbieraj&#261;c wszelki spok&#243;j.

I w ko&#324;cu j&#261; dopad&#322;a. Nie powiedzia&#322;a Samancie ani Seanowi, &#380;e jest jeszcze inny pow&#243;d tego, &#380;e zn&#243;w przeprowadzaj&#261; si&#281; do Oregonu. Jej ojciec, bogaty cz&#322;owiek, kt&#243;ry przywyk&#322;, &#380;e wszyscy wykonuj&#261; jego rozkazy, zadzwoni&#322; w zesz&#322;ym tygodniu i za&#380;&#261;da&#322;, &#380;eby wr&#243;ci&#322;a nad jezioro Arrowhead, do miejsc, kt&#243;re przywo&#322;a&#322;y tak wiele koszmar&#243;w, &#380;e trudno by&#322;o je zliczy&#263;.

Protestowa&#322;a, ale Dutch nie bra&#322; pod uwag&#281; odmowy. Nie mia&#322;a wyj&#347;cia, musia&#322;a si&#281; zgodzi&#263;. Ojciec wiedzia&#322; o jej problemach z Paulem i obieca&#322; pom&#243;c jej zmieni&#263; miejsce zamieszkania, porozmawia&#263; z lokalnymi w&#322;adzami i za&#322;atwi&#263; prac&#281; w szkole. Pozwoli jej zamieszka&#263; w du&#380;ym domu, w kt&#243;rym si&#281; wychowywa&#322;a i za kt&#243;ry nie b&#281;dzie musia&#322;a p&#322;aci&#263; czynszu.

By&#322;aby g&#322;upia, gdyby si&#281; nie zgodzi&#322;a. Jednak zaniepokoi&#322;o j&#261; co&#347; jeszcze: nuta smutku w jego g&#322;osie, kt&#243;ra tak zwraca&#322;a uwag&#281;, &#380;e w&#322;&#261;czy&#322;y si&#281; wszystkie alarmy w jej g&#322;owie.

Dutch zasugerowa&#322;, &#380;e wie co&#347; na temat przesz&#322;o&#347;ci  nie wszystko, ale wystarczaj&#261;co du&#380;o, &#380;eby postawi&#263; j&#261; przed konieczno&#347;ci&#261; wyjawienia tego, co wydarzy&#322;o si&#281; szesna&#347;cie lat temu. Wi&#281;c zgodzi&#322;a si&#281; na spotkanie, cho&#263; na sam&#261; my&#347;l nim robi&#322;o jej si&#281; niedobrze.

Nie martw si&#281;  uspokaja&#322;a c&#243;rk&#281;.  Wszystko jako&#347; si&#281; u&#322;o&#380;y.

To niemo&#380;liwe  odburkn&#281;&#322;a Samantha. Masz ca&#322;kowit&#261; racj&#281;, kochanie.

Je&#347;li si&#281; samo nie u&#322;o&#380;y, to my wszystko u&#322;o&#380;ymy. Zobaczysz.  Jednak ju&#380; w chwili, kiedy wypowiada&#322;a te s&#322;owa, wiedzia&#322;a, &#380;e to k&#322;amstwo. Same k&#322;amstwa.

Tessa w&#322;&#261;czy&#322;a radio. Ciep&#322;y, letni wiaterek owiewa&#322; jej w&#322;osy, a mustang kabriolet mkn&#261;&#322; poprzez wzg&#243;rza Siskyou blisko granicy Oregonu. Za szyb&#261; rozci&#261;ga&#322; si&#281; wypalony s&#322;o&#324;cem i opustosza&#322;y krajobraz p&#243;&#322;nocnej Kalifornii. Wzg&#243;rza by&#322;y ogo&#322;ocone z zieleni. Jecha&#322;a ju&#380; od czterech godzin i u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e jak najszybciej musi si&#281; zatrzyma&#263; albo p&#281;cherz jej p&#281;knie od piwa, kt&#243;re popija&#322;a przez ca&#322;&#261; drog&#281; od Sonomy. Zimna butelka coorsa wci&#347;ni&#281;ta pomi&#281;dzy nagie nogi ch&#322;odzi&#322;a jej sk&#243;r&#281; i moczy&#322;a r&#261;bek szort&#243;w. Przewo&#380;enie otwartych pojemnik&#243;w z alkoholem by&#322;o zabronione, podobnie jak picie przed jazd&#261; i w trakcie kierowania samochodem. C&#243;&#380;, je&#347;li ju&#380; o tym mowa, to prawie wszystkie przyjemno&#347;ci s&#261; albo zabroniona albo niemoralne. Tak naprawd&#281; Tess&#281; to niewiele obchodzi&#322;o. Przynajmniej teraz, kiedy na wezwanie ojca wraca&#322;a nad jezioro Arrowhead.

Po plecach przebieg&#322; jej zimny dreszcz.

Sukinsyn  mrukn&#281;&#322;a, gdy radio zacz&#281;&#322;o trzeszcze&#263; i piszcze&#263;.

Prze&#322;&#261;cza&#322;a kolejno stacje i wci&#261;&#380; s&#322;ysza&#322;a tylko brz&#281;czenie. Kaniony by&#322;y strome, stacje odleg&#322;e. Nie mia&#322;a wyboru, musia&#322;a s&#322;ucha&#263; swoich starych, wys&#322;u&#380;onych kaset. Przejrza&#322;a nagrania le&#380;&#261;ce w otwartej skrzynce i zdecydowa&#322;a si&#281; na Janis Joplin. Ta kobieta od lat nie &#380;yje, odesz&#322;a z tego &#347;wiata  niewa&#380;ne, czy do nieba, czy przeciwnie  na d&#322;ugo przedtem zanim Tessa w og&#243;le zacz&#281;&#322;a interesowa&#263; si&#281; jak&#261;kolwiek muzyk&#261;. Jednak ostry rock i ponury, silny, ochryp&#322;y g&#322;os Joplin g&#322;&#281;boko poruszy&#322; czu&#322;&#261; strun&#281; Tessy. Janis &#347;piewa&#322;a tak, jak gdyby wiedzia&#322;a, co to b&#243;l  taka prawdziwa, przeszywaj&#261;ca do szpiku ko&#347;ci agonia, jak&#261; Tessa prze&#380;ywa&#322;a na co dzie&#324;.

Muzyka otwiera&#322;a stare rany.

Tessa poci&#261;gn&#281;&#322;a pot&#281;&#380;nie z butelki i si&#281;gn&#281;&#322;a do torebki z fr&#281;dzlami po paczk&#281; papieros&#243;w.

Take a, Take another little piece of my heart now, darlin Brake a, Brake another[We&#378; sobie jeszcze troch&#281; mojego serca, kochanie. Z&#322;am jeszcze troch&#281;]

W&#322;a&#347;nie, pomy&#347;la&#322;a. Z&#322;am kolejny kawa&#322;ek mojego serca. Czy&#380; nie to robili wszyscy m&#281;&#380;czy&#378;ni jej &#380;ycia? Wcisn&#281;&#322;a do ust papierosa i si&#281;gn&#281;&#322;a po zapalniczk&#281;. Przed jej oczami sta&#322;y obrazy z przesz&#322;o&#347;ci, a w pod&#347;wiadomo&#347;ci majaczy&#322;y wspomnienia z okresu dorastania. Nacisn&#281;&#322;a peda&#322; gazu i ig&#322;a szybko&#347;ciomierza zbli&#380;y&#322;a si&#281; do stu trzydziestu kilometr&#243;w, znacznie przekraczaj&#261;c dopuszczalny limit. Ale Tessa nie zauwa&#380;y&#322;a tego, nie zwa&#380;a&#322;a na to. Porwa&#322; j&#261; rw&#261;cy wir wspomnie&#324;, kt&#243;ry tak d&#322;ugo dra&#380;ni&#322; jej pod&#347;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e ju&#380; nie wiedzia&#322;a, czy to zdarzy&#322;o si&#281; naprawd&#281;, czy tylko fantazjuje.

Zapalniczka buchn&#281;&#322;a p&#322;omykiem i Tessa zapali&#322;a papierosa. Z jej nozdrzy wydoby&#322;y si&#281; spiralne wst&#281;gi dymu, kt&#243;re porwa&#322; silny wiatr rozp&#281;dzony przez mkn&#261;cego po szosie mustanga.

Didnt I make you feel[Czy nie sprawi&#322;am, &#380;e czu&#322;e&#347;]

Janis wci&#261;&#380; zawodzi&#322;a j&#281;kliwie, a Tessa opr&#243;&#380;ni&#322;a butelk&#281; piwa i wyrzuci&#322;a j&#261; przez okno. D&#378;wi&#281;k t&#322;uczonego szk&#322;a zag&#322;uszy&#322; warkot silnika. G&#322;os Joplin by&#322; ju&#380; ledwie s&#322;yszalny.

Tessa, jednym palcem poprawiaj&#261;c na nosie okulary przeciws&#322;oneczne, a kolanem przytrzymuj&#261;c kierownic&#281;, przewija&#322;a kaset&#281;, &#380;eby us&#322;ysze&#263; jeszcze raz ulubion&#261; piosenk&#281;. Przygotowywa&#322;a si&#281; do bitwy. Za nieca&#322;e sze&#347;&#263; godzin b&#281;dzie musia&#322;a si&#281; spotka&#263; twarz&#261; w twarz ze swoj&#261; rodzin&#261;, kt&#243;rej nie widzia&#322;a od wielu lat. Poczu&#322;a skurcz w &#380;o&#322;&#261;dku. Kiedy Dutch zadzwoni&#322; do niej, przyrzek&#322;, &#380;e nad jeziorem Arrowhead b&#281;d&#261; ju&#380; na ni&#261; czeka&#322;y obie siostry.

Gbur!  mrukn&#281;&#322;a, wypluwaj&#261;c niedopa&#322;ek papierosa za okno. Claire i Miranda. Romantyczka i ksi&#281;&#380;niczka. Tessa zobaczy obie siostry jednocze&#347;nie po raz pierwszy, od kiedy skulone, dr&#380;&#261;ce i przemoczone przysi&#281;ga&#322;y, &#380;e nigdy nie wyjawi&#261; tego, co si&#281; ukry&#322;o tej nocy w mrocznych g&#322;&#281;binach jeziora.

Dr&#380;&#261;c, si&#281;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; na tylne siedzenie, otwar&#322;a wieczko lod&#243;wki i &#347;cisn&#281;&#322;a palcami kolejn&#261; butelk&#281; coorsa, tkwi&#261;c&#261; w paczkowanym lodzie. Ale rozmy&#347;li&#322;a si&#281;, postanowi&#322;a, &#380;e nie b&#281;dzie pi&#263; wi&#281;cej alkoholu. Nied&#322;ugo dojedzie do granicy. Pora wytrze&#378;wie&#263;. Kiedy zn&#243;w rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Joplin, dosz&#322;a do wniosku, &#380;e najwy&#380;szy czas wys&#322;ucha&#263; innej muzyki, przekl&#281;tej, nagranej wiele lat temu i nieustannie d&#378;wi&#281;cz&#261;cej w g&#322;owie.

Zn&#243;w tu by&#322;  poinformowa&#322;a Louise, wychylaj&#261;c g&#322;ow&#281; za drzwi malutkiego biura Mirandy.

Miranda &#347;cierp&#322;a.

Kto?  Ale zna&#322;a odpowied&#378;.

Ten sam typ, kt&#243;ry ci&#281; nachodzi od trzech tygodni.  Louise wesz&#322;a do &#347;rodka, poprawi&#322;a wisz&#261;cy w ramce na &#347;cianie dyplom uko&#324;czenia studi&#243;w Mirandy, kt&#243;ry przekrzywi&#322; si&#281; jak zwykle, i opar&#322;a si&#281; o szaf&#281; na dokumenty, kt&#243;ra sta&#322;a w rogu pokoju. Murzynka o g&#322;adkiej cerze, migda&#322;owych oczach i bystrym umy&#347;le przez ostatnie cztery lata pracowa&#322;a jako sekretarka w prokuraturze okr&#281;gowej w Multnomah. Oczy Louise pociemnia&#322;y z zatroskania.

Miranda przez ca&#322;e popo&#322;udnie nie postawi&#322;a stopy w swoim ciasnym biurze. Przed po&#322;udniem wst&#261;pi&#322;a tylko na chwil&#281;, &#380;eby zabra&#263; jakie&#347; dokumenty. Przez wi&#281;ksz&#261; cz&#281;&#347;&#263; dnia rozmawia&#322;a z lekarzem s&#261;dowym i udziela&#322;a Denisowi Santiago instrukcji, jak prowadzi&#263; spraw&#281; o morderstwo.

Kim jest ten typ?  zastanawia&#322;a si&#281; teraz na g&#322;os, pakuj&#261;c stos odr&#281;cznych notatek do akt&#243;wki. Zerkn&#281;&#322;a na zdj&#281;cie, kt&#243;re sta&#322;o na biurku  ulubione zdj&#281;cie migawkowe obu si&#243;str i jej samej. Pochodzi&#322;o sprzed wielu lat, kiedy by&#322;a niewinn&#261; pi&#281;tnastolatk&#261;. Trzy siostry u progu okresu dojrzewania obejmuj&#261; si&#281; ramionami, stoj&#261; wysoko ponad wzburzonymi szarymi wodami Pacyfiku, na klifie, po kt&#243;rym hula wiatr. Buzie mia&#322;y rumiane, u&#347;miechy szczere, a dusze tak wolne jak wicher, kt&#243;ry rozwiewa&#322; im w&#322;osy i na ich oczach wymiata&#322; pla&#380;e. Wiek temu. Wiek naiwno&#347;ci, kt&#243;rej nie da si&#281; wskrzesi&#263;. Zatrzasn&#281;&#322;a walizeczk&#281;.

Wiele bym da&#322;a, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, co to za jeden. Louise wzruszy&#322;a ramionami.

Nie mam zielonego poj&#281;cia. Ale mam przeczucie, &#380;e nikt &#380;yczliwy.

Na lito&#347;&#263; bosk&#261;! To jest biuro prokuratora! Niedaleko jest posterunek policji. Wok&#243;&#322; tuziny glin. Jak on si&#281; tu dosta&#322;?

Jak wszyscy, frontowymi drzwiami. No wiesz, problem tkwi w tym, &#380;e budynki u&#380;yteczno&#347;ci publicznej s&#261; op&#322;acane dolarami podatnika i dlatego wolno tu wej&#347;&#263; ka&#380;demu idiocie.  Louise skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na bujnych piersiach.  Pertillo, podobnie jak ja, nie cierpi typa, kt&#243;ry tu w&#281;szy. Kaza&#322; mi natychmiast do siebie zadzwoni&#263;, kiedy ten tajemniczy go&#347;&#263; znowu si&#281; tu pojawi.

Frank Pertillo by&#322; detektywem, kt&#243;ry jeszcze d&#322;u&#380;ej ni&#380; Miranda wsp&#243;&#322;pracowa&#322; z prokuratur&#261;. Ostatnio si&#281; rozwi&#243;d&#322;, a jako ojciec dw&#243;jki dzieci nie mia&#322; zbyt wiele czasu na &#380;ycie towarzyskie. Przez ostatnie trzy miesi&#261;ce wci&#261;&#380; usi&#322;owa&#322; um&#243;wi&#263; si&#281; z Mirand&#261;. Do tej pory tylko raz mu si&#281; to uda&#322;o. Zjedli razem pizz&#281; i tyle. Miranda nie chcia&#322;a si&#281; anga&#380;owa&#263; uczuciowo ani umawia&#263; si&#281; na randki ze wsp&#243;&#322;pracownikami. To by&#322;a jej osobista, niepisana, ale dot&#261;d niez&#322;amana zasada.

Nie rozumiem jednego: dlaczego nie zostawia swojego nazwiska ani numeru telefonu? Dlaczego ci&#261;gle mnie unika?  Na jej biurku wci&#261;&#380; panowa&#322; ba&#322;agan. W jednym rogu le&#380;a&#322;y trzy teczki jedna na drugiej, otwarta ksi&#261;&#380;ka telefoniczna tu&#380; przy monitorze komputera, niedopita fili&#380;anka kawy tkwi&#322;a tam, gdzie Miranda j&#261; zostawi&#322;a, obok kalendarza.

Czy nigdy nie my&#347;la&#322;a&#347;, &#380;e to mo&#380;e by&#263; jeden z tych ps&#243;w go&#324;czych?

Oczywi&#347;cie, &#380;e bra&#322;a to pod uwag&#281;.

Za blisko podchodzi. Za du&#380;e ryzyko podejmuje.

Wed&#322;ug mnie w&#281;szenie to jego metoda pracy.

Miranda zdj&#281;&#322;a prochowiec z wieszaka na drzwiach i przewiesi&#322;a przez rami&#281;.

Opowiedz mi o nim.

Pojawi&#322; si&#281; ju&#380; po raz trzeci.  Louise wyci&#261;gn&#281;&#322;a trzy smuk&#322;e palce.  By&#322; wczoraj i przedwczoraj. Za &#380;adne skarby nie chcia&#322; poda&#263; nazwiska, a kiedy pr&#243;bowa&#322;am dalszej rozmowy, ulatnia&#322; si&#281;.

Jak wygl&#261;da?  Miranda zapyta&#322;a o to po raz pierwszy. Wcze&#347;niej nie by&#322;a ani do&#347;&#263; zainteresowana, ani nie mia&#322;a na to czasu. Ale ten cz&#322;owiek zaczyna&#322; dzia&#322;a&#263; jej na nerwy i troch&#281; niepokoi&#263;.

Moim zdaniem to luzak  powiedzia&#322;a Louise, ukazuj&#261;c r&#243;wniutki rz&#261;d bia&#322;ych z&#281;b&#243;w.  Wygl&#261;da tak, jakby w&#322;a&#347;nie zszed&#322; z obrazka reklamuj&#261;cego papierosy Marlboro. Znasz ten typ. Obszarpany, nieogolony, czarne w&#322;osy, szare oczy bez cienia u&#347;miechu. Metr osiemdziesi&#261;t, mo&#380;e osiemdziesi&#261;t pi&#281;&#263;, szczup&#322;y i zawsze ubrany w d&#380;insy i koszul&#281;. Bez krawata. Do tego jaka&#347; znoszona kurtka sk&#243;rzana.

Wi&#281;c ci&#281; nie przestraszy&#322;?

Raczej nie, ale mnie trudno przestraszy&#263;  odpar&#322;a Louise. U&#347;miech na jej ustach nieco zblad&#322;. Miranda pomy&#347;la&#322;a o by&#322;ym m&#281;&#380;u Louise, cz&#322;owieku, kt&#243;ry regularnie j&#261; bi&#322; i przez kilka lat straszy&#322;, &#380;e zabije. W ko&#324;cu Louise zebra&#322;a si&#322;y i wyrwa&#322;a si&#281; z tego straszliwego zwi&#261;zku.  Ale jest w nim co&#347;, co wzbudza moje podejrzenia. Kiedy go nie wpu&#347;ci&#322;am dalej, zatrzyma&#322; si&#281; przy biurku Debbie, opar&#322; si&#281; o nie biodrami, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i zacz&#261;&#322; czarowa&#263;.

To on ma w sobie jaki&#347; urok?  spyta&#322;a Miranda.

Tak, troch&#281; O ile lubisz facet&#243;w, kt&#243;rzy w&#322;&#261;czaj&#261; go na zawo&#322;anie: krzywy u&#347;miech, do&#322;ek w policzku, jak z reklamy. Je&#347;li chcesz zna&#263; moje zdanie, to w&#322;a&#347;nie to w nim jest straszne. W ka&#380;dym razie zacz&#261;&#322; wypytywa&#263; Debbie o r&#243;&#380;ne dziwne rzeczy. O ciebie. Pytania osobiste. Rzecz jasna, nie mog&#322;a na nie odpowiedzie&#263;, tak naprawd&#281; niewiele jej si&#281; wymskn&#281;&#322;o. A gdy podesz&#322;am do nich, szybciutko si&#281; ulotni&#322;.

Mo&#380;e to reporter.  Miranda przewiesi&#322;a torebk&#281; przez rami&#281; i zabra&#322;a walizeczk&#281; z biurka.

To dlaczego nie zostawi&#322; wizyt&#243;wki? Numeru telefonu? Nie um&#243;wi&#322; si&#281; na jakie&#347; spotkanie? Co? M&#243;wi&#281; ci, dziewczyno, &#380;e ten facet nie jest w porz&#261;dku. Nie ma uczciwych zamiar&#243;w.

Takich tu mamy na p&#281;czki.

Louise pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Czarne loki zal&#347;ni&#322;y w jaskrawym &#347;wietle.

Mylisz si&#281;, kochanie. Nie mamy tu takich. Nie w siedzibie prokuratora okr&#281;gowego. I cho&#263; facet nie wygl&#261;da jak szaleniec ze spluw&#261;, radz&#281; ci, &#380;eby&#347; bardzo uwa&#380;a&#322;a.

Ale Pertillo go sprawdza, prawda? Louise wzruszy&#322;a ramionami.

Stara si&#281;.

Nie martw si&#281;  rzuci&#322;a Miranda, przystaj&#261;c w drzwiach.  Bior&#281; kilka dni wolnego. Mo&#380;e ten kto&#347; da za wygran&#261; i schowa si&#281; do nory, kt&#243;r&#261; nazywa swoim domem.

Tak jak Ronnie Klug.

Miranda poczu&#322;a, jak napinaj&#261; si&#281; jej mi&#281;&#347;nie karku. Niemal&#380;e spad&#322;a ze schod&#243;w. Mimowolnie dotkn&#281;&#322;a szyi, wyczuwaj&#261;c pod palcami malutki &#347;lad po bli&#378;nie. Wreszcie r&#281;ka opad&#322;a bezw&#322;adnie.

Nie s&#261;dz&#281;

To m&#243;g&#322; by&#263; kolejny facet, kt&#243;rego pos&#322;a&#322;a&#347; za kratki, Rando. Tak d&#322;ugo pracujesz w tej bran&#380;y, &#380;e kilku z nich zd&#261;&#380;yli ju&#380; wypu&#347;ci&#263; na wolno&#347;&#263;.

My&#347;lisz, &#380;e ten typ to by&#322;y wi&#281;zie&#324;?

Nie wiem. Nie wygl&#261;da na takiego, ale nigdy nie wiadomo. Pami&#281;tasz Teda Bundyego? Wygl&#261;da&#322; porz&#261;dnie, by&#322; nawet czaruj&#261;cy. Prawdziwy don&#380;uan.

Miranda nie mog&#322;a odm&#243;wi&#263; logiki tym argumentom.

S&#322;usznie.

No tak. W takim razie Pertillo prze&#347;wietli wszystkich frajer&#243;w i okrutnych m&#281;&#380;&#243;w, kt&#243;rych pos&#322;a&#322;a&#347; do pud&#322;a. Problem polega na tym, &#380;e lista jest bardzo d&#322;uga.

Pos&#322;uchaj, Louise. Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; nie spa&#322;a po nocach tylko dlatego, &#380;e jaki&#347; typ tu w&#281;szy, dobrze?

Trzeba przyzna&#263;, &#380;e jest pow&#243;d do zmartwie&#324;. Ten go&#347;&#263; wygl&#261;da na zdecydowanego. Tak &#322;atwo nie da za wygran&#261;. M&#243;wi&#281; ci, Mirando, miej oczy szeroko otwarte, kiedy b&#281;dziesz na urlopie.

Na urlopie. Gdyby Louise wiedzia&#322;a, gdzie naprawd&#281; Miranda jedzie i co zamierza tam robi&#263;

Miranda nie nale&#380;a&#322;a do kobiet, kt&#243;re z byle powodu wpadaj&#261; w panik&#281;, ale troska Louise oraz wzmianka o Klugu wywar&#322;y na niej piorunuj&#261;ce wra&#380;enie. Ronnie Klug i jego trzydziestocentymetrowy n&#243;&#380;

Fakt, &#380;e wyje&#380;d&#380;a&#322;a z miasteczka na spotkanie z ojcem (Jakie tam spotkanie! Stawiam si&#281; na rozkaz!) wcale nie koi&#322; jej nerw&#243;w. Dutch Holland nie znosi&#322; sprzeciwu. Wymaga&#322; pos&#322;usze&#324;stwa zar&#243;wno od by&#322;ej &#380;ony i dzieci, jak i od setek podw&#322;adnych. A teraz z bli&#380;ej nieokre&#347;lonego powodu &#380;yczy sobie spotkania z pierworodn&#261; c&#243;rk&#261;.

Wrzuci&#322;a akt&#243;wk&#281; do baga&#380;nika, rozejrza&#322;a si&#281; dooko&#322;a po podziemnym parkingu i zajrza&#322;a przez okno do &#347;rodka, zerkaj&#261;c na tylne siedzenie swego volvo. Nie wida&#263; by&#322;o nikogo, kto by si&#281; czai&#322; po k&#261;tach gara&#380;u. &#379;adnej upiornej postaci w cieniu. Dzi&#281;ki Bogu!

Miranda usiad&#322;a za kierownic&#261; i usi&#322;owa&#322;a nie zwraca&#263; uwagi na piekielny b&#243;l g&#322;owy, kt&#243;ry pulsowa&#322; w jej skroniach.

W kilka minut w&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; do wlok&#261;cego si&#281; &#322;a&#324;cucha aut, kt&#243;re wyje&#380;d&#380;a&#322;y z miasta. Klimatyzacja by&#322;a zepsuta, wi&#281;c tylko opu&#347;ci&#322;a szyb&#281; i przygl&#261;da&#322;a si&#281; baga&#380;nikowi buicka jad&#261;cego przed ni&#261;. Do rozgrzanego wn&#281;trza samochodu wtargn&#261;&#322; powiew parnego letniego powietrza. Zerkn&#281;&#322;a na odbicie w lusterku wstecznym. By&#322; to nieciekawy widok. Szminka si&#281; wytar&#322;a, tusz do rz&#281;s rozmaza&#322;, a jej oczy pokrywa&#322;a siatka czerwonych &#380;y&#322;ek. &#346;cis&#322;y w&#281;ze&#322; w&#322;os&#243;w z ty&#322;u g&#322;owy zaczyna&#322; si&#281; rozlu&#378;nia&#263;.

&#346;wietnie  mrukn&#281;&#322;a, kieruj&#261;c samoch&#243;d na inny pas i rozpuszczaj&#261;c w&#322;osy. Gumk&#281; rzuci&#322;a na siedzenie obok.  Po prostu cudownie!

Kim jest ten facet, kt&#243;ry o ni&#261; wypytywa&#322;? I dlaczego w&#281;szy wok&#243;&#322; niej w&#322;a&#347;nie teraz, kiedy wszystko w jej &#380;yciu zacz&#281;&#322;o si&#281; komplikowa&#263;? Kiedy jej ojciec  niech go licho!  postanowi&#322; zn&#243;w uderzy&#263; w patriarchaln&#261; strun&#281;. Kiedy jej &#380;ycie ponownie zacz&#281;&#322;o si&#281; rozpada&#263; na kawa&#322;ki.

We&#378; si&#281; w gar&#347;&#263;, rozkaza&#322;a. Nie mog&#322;a sobie pozwoli&#263; na rozklejanie si&#281;. Nie teraz. Zbyt ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;a na to, co osi&#261;gn&#281;&#322;a, wspinaj&#261;c si&#281; po s&#281;katych szczeblach prokuratury okr&#281;gowej, i zbyt wiele ran  zar&#243;wno emocjonalnych, jak i fizycznych  odnios&#322;a w trakcie tej wspinaczki. Jeden tajemniczy tropiciel nie zdo&#322;a wyprowadzi&#263; jej z r&#243;wnowagi.

Ani wezwanie od poczciwego starego ojczulka  wiadomo&#347;&#263; zostawiona na automatycznej sekretarce. Palcami jednej r&#281;ki roztrzepuj&#261;c w&#322;osy, wietrz&#261;c posklejane kosmyki, w spokojnym tempie jecha&#322;a na zach&#243;d, w stron&#281; s&#322;o&#324;ca, kt&#243;re zni&#380;y&#322;o ju&#380; lot.

Dutch Holland za&#380;&#261;da&#322; od niej, &#380;eby si&#281; z nim spotka&#322;a w domu rodzinnym nad jeziorem. Jakby nie m&#243;g&#322; wybra&#263; innego miejsca na spotkanie. A ju&#380; my&#347;la&#322;a, &#380;e stary dom my&#347;liwski od lat jest zabity deskami. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e pokrowce i prze&#347;cierad&#322;a okrywaj&#261;ce meble nigdy ju&#380; nie b&#281;d&#261; zdj&#281;te. Modli&#322;a si&#281;, &#380;eby tajemnice tam ukryte nigdy nie ujrza&#322;y &#347;wiat&#322;a dziennego.

Niedobrze  mrukn&#281;&#322;a pod nosem, w ostatniej chwili hamuj&#261;c tu&#380; przed brygad&#261; robotnik&#243;w drogowych, kt&#243;ra szykowa&#322;a si&#281; do zako&#324;czenia pracy. Ledwie zdo&#322;a&#322;a wymin&#261;&#263; pomara&#324;czowe sto&#380;ki. Jeden z m&#281;&#380;czyzn w&#322;a&#347;nie wrzuca&#322; &#322;opat&#281; na przyczep&#281; ochlapanej smo&#322;&#261; ci&#281;&#380;ar&#243;wki, a kobieta w pomara&#324;czowym odblaskowym kubraczku przystan&#281;&#322;a przed drzwiami wozu i zapala&#322;a papierosa.

Miranda mru&#380;y&#322;a oczy, patrz&#261;c pod s&#322;o&#324;ce. Uporczywa my&#347;l dr&#261;&#380;y&#322;a jej m&#243;zg, nie daj&#261;c wytchnienia. Czy to mo&#380;liwe, &#380;eby tajemniczy m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;ry si&#281; pojawi&#322; w biurze i wypytywa&#322; o ni&#261;, mia&#322; jaki&#347; zwi&#261;zek z wezwaniem ojca? A mo&#380;e fakt, &#380;e pojawi&#322; si&#281; mniej wi&#281;cej w tym samym czasie, kiedy rodzina, kt&#243;ra ju&#380; o niej zapomnia&#322;a, zn&#243;w upomnia&#322;a si&#281; o ni&#261;, to zwyk&#322;y przypadek?

Nic podobnego. Miranda Holland zbyt d&#322;ugo pracowa&#322;a w wymiarze sprawiedliwo&#347;ci, &#380;eby wierzy&#263; w przypadki.



2.

Teraz albo nigdy. Wi&#281;c mo&#380;e nigdy? Miranda zgasi&#322;a silnik volvo i s&#322;ucha&#322;a, jak powoli przestaje tyka&#263;. Przez brudn&#261; od owadzich odchod&#243;w szyb&#281; patrzy&#322;a na spokojn&#261; wod&#281; jeziora, przygryzaj&#261;c warg&#281;. We wspomnieniach zobaczy&#322;a siebie jako przemoczon&#261;, &#347;miertelnie wystraszon&#261; osiemnastolatk&#281;, kt&#243;ra k&#322;amie jak z nut.

O Bo&#380;e!  wyszepta&#322;a i na moment spu&#347;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, opieraj&#261;c czo&#322;o o kierownic&#281;. Przyjecha&#322;a tu po raz pierwszy od tamtego lata.

We&#378; si&#281; w gar&#347;&#263;! Nie mog&#322;a teraz p&#281;kn&#261;&#263;. Nie teraz, po tych wszystkich latach mozolnego budowania swojego &#380;ycia, udowadniania ojcu i &#347;wiatu, &#380;e jest kim&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko c&#243;rk&#261; Dutcha Hollanda.

Chwyci&#322;a torebk&#281; i p&#322;aszcz, wysiad&#322;a z samochodu i posz&#322;a &#347;cie&#380;k&#261; prowadz&#261;c&#261; do szerokiej werandy. Gwa&#322;townie zastuka&#322;a w drzwi wej&#347;ciowe i nie czekaj&#261;c na odpowied&#378;, poci&#261;gn&#281;&#322;a za ga&#322;k&#281;. Drzwi otwar&#322;y si&#281;. Nagle znalaz&#322;a si&#281; w domu, w kt&#243;rym si&#281; wychowywa&#322;a. Przez jej g&#322;ow&#281; przemkn&#281;&#322;y dziesi&#261;tki wspomnie&#324;. Niewinne obrazki szcz&#281;&#347;liwego dzieci&#324;stwa z dwiema siostrami, nieobecnym ojcem i zabiegan&#261; mam&#261;. Bardziej mroczne wspomnienia z wieku dorastania, kiedy tylko ona wiedzia&#322;a, &#380;e ma&#322;&#380;e&#324;stwo ich rodzic&#243;w rozpada si&#281; i &#380;e opary mi&#322;o&#347;ci, kt&#243;re ich &#322;&#261;czy&#322;y, rozwia&#322;y si&#281;. I wreszcie ta czarna koszmarna noc, kt&#243;ra na zawsze zmieni&#322;a ich &#380;ycie.

Kiedy przechodzi&#322;a przez foyer, jej nozdrza podra&#380;ni&#322;a mieszanka zapach&#243;w: sosny, rozpuszczalnika, wosku i detergent&#243;w. Pod&#322;ogi z twardego drewna l&#347;ni&#322;y jak &#322;agodn&#261; patyn&#261;, a &#347;wie&#380;o odkurzone lampy wylewa&#322;y morze &#347;wiat&#322;a na &#347;wie&#380;o woskowane drewno d&#281;bowe.

Tata?  zawo&#322;a&#322;a, przesuwaj&#261;c palcami po balustradzie schod&#243;w, kt&#243;re wznosi&#322;y si&#281; do drugiego pi&#281;tra. Na wie&#324;cz&#261;cym s&#322;upku kiedy&#347; by&#322; wyrze&#378;biony uroczy &#322;oso&#347; wygi&#281;ty w &#322;uk, ale zar&#243;wno ryby, jak i inne rze&#378;bione stworzenia zosta&#322;y stamt&#261;d usuni&#281;te wiele lat temu. Teraz pozosta&#322; tylko ten jeden s&#322;upek, jak &#347;wi&#281;ta figura.

Wr&#243;ci&#322;a&#347;.  Brzmienie g&#322;osu ojca sprawi&#322;o, &#380;e chwil&#281; nie mog&#322;a wydoby&#263; z siebie s&#322;owa. Przez pierwsze osiemna&#347;cie lat &#380;ycia stawa&#322;a na g&#322;owie, &#380;eby sprawi&#263; mu rado&#347;&#263;. Uwa&#380;a&#322;a za swoje pos&#322;annictwo udowodni&#263;, &#380;e jest nie gorsza ni&#380; jaki&#347; tam syn, kt&#243;rego nie uda&#322;o mu si&#281; sp&#322;odzi&#263;. Nigdy nie ukrywa&#322;, &#380;e wola&#322;by mie&#263; ch&#322;opc&#243;w  silnych, krzepkich m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy mogliby pewnego dnia przej&#261;&#263; po nim interesy. Miranda usi&#322;owa&#322;a zrekompensowa&#263; mu brak m&#281;skiego potomka. Oczywi&#347;cie, wszystkie te pr&#243;by to by&#322;a strata czasu.

Kurczowo &#347;ciskaj&#261;c pasek torebki, przemaszerowa&#322;a przez szeroki korytarz do wielkiego pokoju z ty&#322;u domu. Pok&#243;j zwie&#324;czony by&#322; sufitem wzniesionym a&#380; po trzeci&#261; kondygnacj&#281; i mia&#322; okaza&#322;&#261; &#347;cian&#281; ze szk&#322;a, przez kt&#243;r&#261; mo&#380;na by&#322;o ogl&#261;da&#263; g&#322;adk&#261; po wierzchnie jeziora.

Ojciec siedzia&#322; w swoim ulubionym sk&#243;rzanym fotelu, kt&#243;ry sta&#322; w strategicznym miejscu, blisko ch&#322;odnego paleniska w kominku. Mia&#322; na sobie garnitur z krawatem, wykrochmalon&#261; koszul&#281; i wypolerowane na b&#322;ysk buty. Nie zada&#322; sobie trudu, &#380;eby wsta&#263;. Odpoczywa&#322; w pozycji p&#243;&#322;le&#380;&#261;cej, w r&#281;ku trzymaj&#261;c szklaneczk&#281;. Na stoliku przy jego fotelu le&#380;a&#322;a otwarta gazeta. Wszystkie meble, przez wiele lat zakryte pokrowcami, by&#322;y ju&#380; ods&#322;oni&#281;te. Nawet fortepian, przy kt&#243;rym pobiera&#322;a lekcje muzyki, zosta&#322; ustawiony w rogu, jak gdyby kto&#347; oczekiwa&#322;, &#380;e za chwil&#281; utalentowane palce przemkn&#261; po klawiszach, znowu nape&#322;niaj&#261;c dom muzyk&#261;.

Miranda.  G&#322;os Dutcha by&#322; chropowaty i troch&#281; si&#281; &#322;ama&#322;.  Wygl&#261;dasz jak

Wiem, wiem.  Wysili&#322;a si&#281; na u&#347;miech.  Z ka&#380;dym dniem staj&#281; si&#281; coraz bardziej podobna do mamy.

Ona by&#322;a, i jak przypuszczam, ci&#261;gle jest, pi&#281;kn&#261; kobiet&#261;.

Czy mam to uzna&#263; za komplement?  spyta&#322;a, zastanawiaj&#261;c si&#281;, czego on naprawd&#281; od niej chce po tak d&#322;ugiej roz&#322;&#261;ce. Bardzo rzadko si&#281; z nim kontaktowa&#322;a.

Owszem.  Mia&#322; powa&#380;ne spojrzenie, ale o&#380;ywi&#322; si&#281; troch&#281;, wskazuj&#261;c r&#281;k&#261; jedno z krzese&#322; z wysokim oparciem.  Zawsze by&#322;a&#347; obowi&#261;zkowa. Nalej sobie i usi&#261;d&#378;.

Nie tak &#322;atwo jej by&#322;o poczu&#263; si&#281; swobodnie.

Obowi&#261;zkowa?  Rzuci&#322;a p&#322;aszcz na oparcie kanapy.  O co w tym wszystkim chodzi?  Skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na piersiach, &#380;eby wygl&#261;da&#263; na prawniczk&#281; i osob&#281; rzeczow&#261;, nie na zagubion&#261; dwunastolatk&#281;, kt&#243;ra przypadkiem s&#322;ysza&#322;a okropne k&#322;&#243;tnie mi&#281;dzy rodzicami. Zastanawia&#322;a si&#281;, dlaczego jej nie onie&#347;mielali ci wszyscy gro&#378;ni s&#281;dziowie, s&#322;u&#380;alczy obro&#324;cy czy twardzi kryminali&#347;ci. Tylko jeden cz&#322;owiek na &#347;wiecie potrafi&#322; zachwia&#263; jej pewno&#347;ci&#261; siebie  ojciec. Ca&#322;e &#380;ycie Miranda bezskutecznie pr&#243;bowa&#322;a go zadowoli&#263;. Dopiero ostatnio przesta&#322;a wali&#263; g&#322;ow&#261; w mur w oczekiwaniu na jego aprobat&#281;. Dopiero w ci&#261;gu ostatnich kilku lat wreszcie zdo&#322;a&#322;a zaakceptowa&#263; siebie jako osob&#281;, niezale&#380;nie od opinii ojca. Ju&#380; nie pr&#243;bowa&#322;a tworzy&#263; w&#322;asnego wizerunku dla jego oczu.

A mimo to stawi&#322;a si&#281; na jego wezwanie. By&#322;a naprawd&#281; zdenerwowana.

Musz&#281; z wami porozmawia&#263;, dziewcz&#281;ta.

Dziewcz&#281;ta? Liczba mnoga?  Unios&#322;a brew. To co&#347; nowego. Co&#347; niepokoj&#261;cego.

Claire i Tessa nied&#322;ugo tu b&#281;d&#261;.

Dlaczego? Co si&#281; dzieje?  Poczucie winy &#347;cisn&#281;&#322;o jej serce. A je&#347;li on umiera? Walczy z chorob&#261;? Ale patrz&#261;c na krzepkiego m&#281;&#380;czyzn&#281; siedz&#261;cego w fotelu koloru byczej krwi, przesta&#322;a si&#281; niepokoi&#263;. Twarz mia&#322; opalon&#261;, a b&#322;&#281;kitne oczy by&#322;y przejrzyste jak czerwcowe niebo o poranku. Patrzy&#322;y na ni&#261; znad okular&#243;w, kt&#243;re wisia&#322;y na koniuszku nosa. W&#322;osy, jak zwykle g&#281;ste i szorstkie, nie by&#322;y ju&#380; br&#261;zowe, lecz obsypane srebrem, a na skroniach wr&#281;cz bia&#322;e. Pomijaj&#261;c nieco za du&#380;y obw&#243;d pasa, wygl&#261;da&#322; na zdrowego. Jak zawsze. I jak zawsze wydawa&#322; si&#281; niewiarygodny.

Rozleg&#322; si&#281; warkot dw&#243;ch samochod&#243;w naraz. &#379;wir zachrz&#281;&#347;ci&#322; pod ko&#322;ami. Drzwi trzasn&#281;&#322;y unisono. Dutch sztucznie si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Twoje siostry.

Mia&#322; racj&#281;. S&#322;ycha&#263; by&#322;o st&#261;panie obcas&#243;w i pomruk przyciszonych g&#322;os&#243;w. Siostry Mirandy wesz&#322;y do domu, a wkr&#243;tce przekroczy&#322;y pr&#243;g salonu. Claire o rudych, grzecznie zaczesanych w&#322;osach, smuk&#322;a i wiotka, w d&#380;insach i bawe&#322;nianym swetrze, wygl&#261;da&#322;a na zaniepokojon&#261;. By&#322;a chyba jeszcze szczuplejsza ni&#380; zwykle. Tessa, najm&#322;odsza i zwykle naj&#347;mielsza, szerokim u&#347;miechem demonstrowa&#322;a pewno&#347;&#263; siebie. Jej potargane blond w&#322;osy by&#322;y podci&#281;te nieco poni&#380;ej uszu i mia&#322;y rozja&#347;nione s&#322;o&#324;cem pasemka. Tiulowa, wielowarstwowa sukienka w kolorze ciemnofioletowym by&#322;a na tyle przezroczysta, &#380;e w pe&#322;nym &#347;wietle ods&#322;ania&#322;a ca&#322;e nogi. Zamszowe trzewiczki zdobione paciorkami si&#281;ga&#322;y do po&#322;owy &#322;ydki.

Randa!  Twarz Claire wyra&#380;a&#322;a ulg&#281;, a szeroki u&#347;miech Tessy nagle nieco przygas&#322;.

Co si&#281; dzieje?  szeptem spyta&#322;a Claire, &#347;ciskaj&#261;c siostry.

Nie wiem  mrukn&#281;&#322;a Miranda.

Claire by&#322;a tak zdenerwowana, &#380;e ostatnio nic nie mog&#322;a prze&#322;kn&#261;&#263; i teraz masowa&#322;a ramiona, dygocz&#261;c z zimna. Kilka ostatnich dni by&#322;o dla niej tortur&#261;. Martwi&#322;a si&#281; o Seana i Samanth&#281;, kt&#243;rych umie&#347;ci&#322;a w malutkim pokoju w motelu, w miasteczku jeszcze mniejszym ni&#380; to, w kt&#243;rym mieszkali w Kolorado. Spojrza&#322;a na zegarek i prosi&#322;a Boga, &#380;eby to, co Dutch zaplanowa&#322;, nie zaj&#281;&#322;o zbyt wiele czasu.

Jak si&#281; miewaj&#261; dzieciaki?  spyta&#322;a j&#261; Randa, gdy Tessa zacz&#281;&#322;a kr&#261;&#380;y&#263; po pokoju.

Gdybym to ja wiedzia&#322;a

Bior&#261;c pod uwag&#281; okoliczno&#347;ci, mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e nie&#378;le.  Claire nigdy nie umia&#322;a k&#322;ama&#263;.  Szczerze m&#243;wi&#261;c, prze&#380;yli&#347;my piek&#322;o. Paul by&#322; zamieszany w

Wszystko b&#281;dzie dobrze  pociesza&#322;a Miranda.

Ca&#322;a Randa. Zawsze trzyma&#322;a nerwy na wodzy. Zawsze umia&#322;a wybrn&#261;&#263; z trudnej sytuacji. Zawsze uspokaja&#322;a wzburzone fale.

Mam nadziej&#281;.  Claire przyg&#322;adzi&#322;a w&#322;osy.  Sean nie mo&#380;e przebole&#263; rozstania z przyjaci&#243;&#322;mi.

Jako&#347; to prze&#380;yje  prychn&#281;&#322;a Tessa.  Mnie si&#281; uda&#322;o.

Te&#380; mia&#322;a&#347; ten problem?  Dutch podci&#261;gn&#261;&#322; w g&#243;r&#281; oparcie fotela i wsta&#322;. Nawet palcem nie kiwn&#261;&#322;, &#380;eby si&#281; przywita&#263; z c&#243;rkami. Nie stanowili przyk&#322;adnej rodziny. Od ponad dziesi&#281;ciu lat dziewczyny ani razu nie u&#347;ciska&#322;y, ani nie poca&#322;owa&#322;y w policzek. Claire to nie przeszkadza&#322;o.

Teraz, kiedy ju&#380; wszystkie tu jeste&#347;cie, proponuj&#281;, &#380;eby&#347;my przeszli od razu do rzeczy  o&#347;wiadczy&#322;, wskazuj&#261;c r&#281;k&#261; stolik na k&#243;&#322;kach pe&#322;en zamkni&#281;tych butelek.  Barek jest do waszej dyspozycji, je&#347;li chce wam si&#281; pi&#263;. W kuchni stoj&#261; tace z owocami, serem, w&#281;dzonym &#322;ososiem i krakersami, takie tam &#347;miecie.

&#379;adna nie uczyni&#322;a kroku w stron&#281; wahad&#322;owych drzwi.

To miejsce przyprawia mnie o dreszcze  o&#347;wiadczy&#322;a Tessa, patrz&#261;c na wyk&#322;adane boazeri&#261; &#347;ciany, teraz pozbawione wszelkich ozd&#243;b. Znik&#322;y prace matki, kt&#243;re zdobi&#322;y ka&#380;dy zakamarek domu, gdy dziewczynki by&#322;y ma&#322;e. G&#322;owy dzikich zwierz&#261;t: kuguara, bizona, antylopy, wilka i nied&#378;wiedzia, dawnymi czasy dumnie wyeksponowane, zapewne zosta&#322;y wyniesione na strych albo sprzedane. &#379;aden gro&#378;ny zwierz nie spogl&#261;da&#322; ju&#380; z&#322;owieszczo szklanymi oczami z tych starych &#347;cian.

Na twarzy Dutcha malowa&#322;o si&#281; zniecierpliwienie.

Tesso, jak mo&#380;esz m&#243;wi&#263;, &#380;e ten dom przyprawia ci&#281; o dreszcze? Przecie&#380; tu si&#281; wychowa&#322;a&#347;!

Nie przypominaj mi o tym.  Opad&#322;a na sof&#281;, upu&#347;ci&#322;a na kolana du&#380;&#261; sk&#243;rzan&#261; torb&#281; i poprosi&#322;a o papierosy.

Je&#347;li nie b&#281;dziecie teraz pi&#322;y ani jad&#322;y, to usi&#261;d&#378;cie.  Dutch wskaza&#322; krzes&#322;a pozosta&#322;ym dw&#243;m c&#243;rkom. Claire przypomnia&#322;a sobie, &#380;e nie jest ju&#380; dziesi&#281;cioletni&#261; dziewczynk&#261; s&#322;uchaj&#261;c&#261; wyk&#322;adu. Jest w pe&#322;ni doros&#322;&#261; osob&#261;, kobiet&#261;, kt&#243;ra ma w&#322;asne &#380;ycie, niewa&#380;ne, &#380;e chwilowo nad nim nie panuje.  Prawdopodobnie chcia&#322;yby&#347;cie wiedzie&#263;, dlaczego was tu wszystkie wezwa&#322;em.

Nie ja. Ja wiem dlaczego.  Tessa wyj&#281;&#322;a papierosa z paczki i zapali&#322;a go. Z k&#261;cika jej ust wydoby&#322;a si&#281; smuga dymu.  To jest swego rodzaju pokaz w&#322;adzy.  Rozsiad&#322;a si&#281; wygodnie na kanapie, obejmuj&#261;c ramieniem mi&#281;kkie oparcie.  U ciebie wszystko wok&#243;&#322; tego si&#281; kr&#281;ci.

Claire skuli&#322;a si&#281; w sobie. Dlaczego Tessa zawsze wszczyna bitw&#281;? Od urodzenia sprzeciwia&#322;a si&#281; rodzicom. Czy nie zauwa&#380;y&#322;a czerwonej pr&#281;gi na szyi ojca, kt&#243;ra p&#322;ynie w g&#243;r&#281; i rozpala policzki. Czy nie przeszkadza jej jego gromi&#261;ce spojrzenie?

Mo&#380;liwe, Tesso, &#380;e tym razem masz racj&#281;  stwierdzi&#322;, ukazuj&#261;c z&#281;by w dobrze wy&#263;wiczonym u&#347;miechu. Ten sam u&#347;miech Claire w dzieci&#324;stwie widywa&#322;a na jego twarzy, kiedy podchodzi&#322; do matki i opowiada&#322; jej o tym, jak id&#261; interesy: o projekcie, kt&#243;ry z pewno&#347;ci&#261; przyniesie milionowe zyski, o inwestycji, kt&#243;ra sprawi, &#380;e temu draniowi Taggertowi skrzyd&#322;a opadn&#261;. Dutch upi&#322; &#322;yk ze swego kieliszka.  Poproszono mnie o to, bym kandydowa&#322; w wyborach na gubernatora na nadchodz&#261;c&#261; kadencj&#281;.

Wiadomo&#347;&#263; wsi&#261;k&#322;a w &#347;ciany.

Zapad&#322;a cisza.

Pod sufitem unosi&#322; si&#281; dym z papierosa Tessy, chwilowo zapomnianego.

Claire z trudem chwyta&#322;a oddech. Wybory? Sztab wyborczy, reporterzy, wyborcy w ka&#380;dej chwili podgl&#261;daj&#261;cy &#380;ycie Dutcha, jego c&#243;rek? Wyczekuj&#261;cy jakiej&#347; sensacji, powodu do plotek? Nie. Nie teraz

Z t&#261; propozycj&#261; wyst&#261;piono ju&#380; jaki&#347; czas temu. Ludzie chc&#261;, &#380;ebym startowa&#322;, i zechc&#261; mnie poprze&#263;. Powstrzymuje mnie tylko C&#243;&#380;, szczerze m&#243;wi&#261;c, nie jestem pewien, na co si&#281; porywam. Rozumiecie, nie chodzi mi o przeciwnika, ale o koszty, kt&#243;re b&#281;dzie musia&#322;a ponie&#347;&#263; rodzina: wy, dziewczyny, wasza matka, a tak&#380;e ja sam. Ale w&#322;a&#347;ciwie nie to mnie powstrzymuje. Martwi mnie skandal.

Co za skandal?  spyta&#322;a Miranda, kt&#243;ra siedzia&#322;a na mi&#281;kkim krze&#347;le jak na tronie.

Claire ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym gard&#322;em wpatrywa&#322;a si&#281; w starsz&#261; siostr&#281;. Nie r&#243;b tego! Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; dyskretnie, prawie niedostrzegalnie, ale to wystarczy&#322;o, &#380;eby zwr&#243;ci&#263; uwag&#281; Mirandy i przekaza&#263; jej b&#322;aganie o niepodnoszenie tematu. Tessa odchrz&#261;kn&#281;&#322;a i patrzy&#322;a przed siebie, jakby ogl&#261;da&#322;a zach&#243;d s&#322;o&#324;ca za oknem. Ale Claire podejrzewa&#322;a, &#380;e zag&#322;&#281;bia si&#281; we wspomnienia, we w&#322;asne prywatne piek&#322;o.

Dutch westchn&#261;&#322;  Wiecie, o jaki skandal chodzi  odpar&#322;.  S&#322;uchajcie, ja sam te&#380; nie mog&#281; o sobie powiedzie&#263;, &#380;e jestem czysty jak &#322;za. Mam wiele do ukrycia. Ale nie mam na sumieniu takiego sekretu, jaki kt&#243;ra&#347; z was ukrywa od szesnastu lat.

Claire zamar&#322;a z przera&#380;enia. A wi&#281;c o to chodzi. D&#322;onie zacz&#281;&#322;y jej si&#281; poci&#263;.

Dutch wygodnie rozsiad&#322; si&#281; na krze&#347;le i palcami podpar&#322; podbr&#243;dek.

Bez wzgl&#281;du na to, czy to wam si&#281; podoba, czy nie, ca&#322;y ten smr&#243;d wyjdzie na wierzch. Poza tym mam osobistych wrog&#243;w, kt&#243;rzy zrobi&#261; wszystko, &#380;ebym przegra&#322; w tych wyborach. Do nich nale&#380;y Weston Taggert. Jest jeszcze inny problem. Nazywa si&#281; Kane Moran, pewnie wszystkie go pami&#281;tacie.  Nie czeka&#322; na odpowied&#378;. Jednak rozszala&#322;e serce Claire zacz&#281;&#322;o dygota&#263; w nieregularnym rytmie. Kane? Co on m&#243;g&#322; mie&#263; z tym wsp&#243;lnego? Z ka&#380;d&#261; chwil&#261; sytuacja si&#281; pogarsza&#322;a.

Pan Moran to taki niebieski ptak, kt&#243;ry kiedy&#347;, jako dzieciak, mieszka&#322; w tej okolicy. Jego ojciec by&#322; n&#281;dznym sukinsynem, kt&#243;ry u mnie swego czasu pracowa&#322;, a p&#243;&#378;niej mia&#322; wypadek i zosta&#322; przyku&#322;y do w&#243;zka inwalidzkiego. Dzieciak jako&#347; si&#281; wygrzeba&#322;, zosta&#322; dziennikarzem, korespondentem i jako wolny strzelec zwiedzi&#322; &#347;wiat, przekazuj&#261;c informacje z r&#243;&#380;nych miejsc. Rok temu zosta&#322; ranny, zdaje mi si&#281;, &#380;e w Bo&#347;ni, o ma&#322;o nie straci&#322; &#380;ycia i sko&#324;czy&#322; z t&#261; robot&#261;. Problem w tym, &#380;e on wr&#243;ci&#322;.

Tutaj?  spyta&#322;a Claire, z trudem chwytaj&#261;c oddech.

I teraz postanowi&#322; zosta&#263;  Dutch niecierpliwie porusza&#322; palcami  powie&#347;ciopisarzem. Tak bym to okre&#347;li&#322;, bo z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; twierdz&#281;, &#380;e to, co on chce stworzy&#263;, b&#281;dzie fikcj&#261;. Ale wszystko wskazuje na to, i&#380; Kane uwa&#380;a nasz&#261; rodzin&#281; za ciekawy temat. Jego ksi&#261;&#380;ka ma by&#263; czym&#347; w rodzaju nielegalnego expose.

Na nasz temat?  Upewnia&#322;a si&#281; Miranda.

Claire o ma&#322;o nie spad&#322;a z krzes&#322;a. W por&#281; przytrzyma&#322;a si&#281; oparcia kanapy. W jej uszach rozleg&#322; si&#281; grzmot.

Na twarzy Dutcha nie by&#322;o ju&#380; maski humoru. Wok&#243;&#322; jego oczu pojawi&#322;y si&#281; zmarszczki udr&#281;ki. Przesun&#261;&#322; si&#281; g&#322;&#281;boko w fotel.

Wi&#281;c chcia&#322;bym wiedzie&#263;, na czym stoj&#281;. Domy&#347;lacie si&#281;, o co mi chodzi. Musz&#281; zna&#263; prawd&#281;.

Claire z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a grud&#281;, kt&#243;ra stan&#281;&#322;a jej w gardle. Nie daj si&#281; z&#322;ama&#263;, Claire. Nie teraz. Nie po tych wszystkich latach.

Nie wiem nie wiemy, o czym m&#243;wisz.  Zmusi&#322;a si&#281; do patrzenia ojcu prosto w twarz, cho&#263; w &#347;rodku dygota&#322;a jak li&#347;&#263; na wietrze. Po cichu przeklina&#322;a si&#281; za to, &#380;e nigdy nie nauczy&#322;a si&#281; profesjonalnie k&#322;ama&#263;. Sprawno&#347;&#263; ta wyratowa&#322;aby j&#261; z wielu &#380;yciowych opresji.

Dutch masowa&#322; podbr&#243;dek.

Bardzo chcia&#322;bym ci uwierzy&#263;, ale nie mog&#281;.

Sta&#322;o si&#281;. Claire zebra&#322;a si&#322;y, zmierzy&#322;a si&#281; z pot&#281;piaj&#261;cym spojrzeniem ojca i zmusi&#322;a do miarowego oddechu.

Dutch popatrzy&#322; na ka&#380;d&#261; z c&#243;rek po kolei, jakby odpowiednio d&#322;ugim i wyt&#281;&#380;onym spojrzeniem m&#243;g&#322; zdrapa&#263; pow&#322;ok&#281; niewinno&#347;ci i odkry&#263; brzydk&#261; prawd&#281;.

Chcia&#322;bym wiedzie&#263;, co si&#281; sta&#322;o tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; dzieciak Taggert&#243;w.

Bo&#380;e, dopom&#243;&#380; nam! S&#322;odki, ufny Harleyu!

My&#347;l&#281;, &#380;e jedna z was macza&#322;a w tym palce.

Nie  zaprotestowa&#322;a Claire piskliwym g&#322;osem.

Dutch rozlu&#378;ni&#322; wi&#261;zanie krawata, ale jego spojrzenie wci&#261;&#380; by&#322;o utkwione w &#347;redni&#261; c&#243;rk&#281;.

Zamierza&#322;a&#347; wyj&#347;&#263; za niego, prawda?

Co chcesz przez to osi&#261;gn&#261;&#263;?  uci&#281;&#322;a Miranda.

G&#243;wno  burkn&#281;&#322;a Tessa, wydmuchuj&#261;c dym.  Nie mam zamiaru tu siedzie&#263; i wys&#322;uchiwa&#263; tych majak&#243;w.  Wsta&#322;a, chwyci&#322;a torebk&#281;, wrzuci&#322;a niedopa&#322;ek do kominka i ruszy&#322;a w kierunku drzwi.

Usi&#261;d&#378;, Tesso. To dotyczy nas wszystkich.  Dutch mocno zacisn&#261;&#322; szcz&#281;ki.  Chodzi mi tylko o rozeznanie w kosztach. Mia&#322;em nadziej&#281;, dziewcz&#281;ta, &#380;e w ko&#324;cu zdob&#281;dziecie si&#281; na szczero&#347;&#263; wobec mnie, ale podejrzewa&#322;em, &#380;e mo&#380;e wam si&#281; to nie uda&#263; Wi&#281;c zatrudni&#322;em kogo&#347; do pomocy.

Co takiego?  Miranda zamar&#322;a z przera&#380;enia.  Co zrobi&#322;e&#347;? Claire zn&#243;w s&#322;ysza&#322;a w g&#322;owie salw&#281; grzmot&#243;w, kt&#243;re rozsadza&#322;y jej czaszk&#281;.

Denver Styles  o&#347;wiadczy&#322;, lecz nazwisko to z niczym si&#281; Claire nie kojarzy&#322;o.  Styles to piekielnie dobry prywatny detektyw. Dowie si&#281;, co si&#281; wydarzy&#322;o szesna&#347;cie lat temu, i pomo&#380;e mi zrobi&#263; wszystko, co konieczne, &#380;eby utrzyma&#263; to w tajemnicy albo przynajmniej nie dopu&#347;ci&#263; do za wielkiego rozg&#322;osu.  Si&#281;gn&#261;&#322; po szklank&#281;.  Wi&#281;c macie wyb&#243;r, dziewcz&#281;ta: albo opowiecie mi o wszystkim teraz, albo niech to Styles sam odgrzebie. Pierwszy spos&#243;b b&#281;dzie najmniej bolesny, wierzcie mi.  Prze&#322;kn&#261;&#322; ostatni &#322;yk szkockiej.

Postrada&#322;e&#347; zmys&#322;y!  Miranda skoczy&#322;a na r&#243;wne nogi.  Wydzia&#322; &#347;ledczy uzna&#322; &#347;mier&#263; Harleya Taggerta za wypadek &#322;odzi, nie zab&#243;jstwo ani samob&#243;jstwo.

Oczywi&#347;cie  wycedzi&#322; przez z&#281;by Dutch, czerwieniej&#261;c z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.  Czy nigdy nie zastanawia&#322;a&#347; si&#281; dlaczego?

Claire poczu&#322;a, &#380;e jej &#380;o&#322;&#261;dek si&#281; zapada. Nie chcia&#322;a tego s&#322;ucha&#263;. Nie teraz. Nigdy. Harleya nie by&#322;o i nic ju&#380; nie mog&#322;o przywr&#243;ci&#263; mu &#380;ycia.

Samob&#243;jstwo? Nikt by w to nie uwierzy&#322;.  Dutch prychn&#261;&#322;, podkre&#347;laj&#261;c absurdalno&#347;&#263; takiej hipotezy.  Ch&#322;opak nie przejawia&#322; najmniejszej sk&#322;onno&#347;ci do depresji, wi&#281;c macie racj&#281;: samob&#243;jstwa nie da&#322;oby si&#281; tutaj dopasowa&#263;.  Zacisn&#261;&#322; usta.

Dopasowa&#263;?  powt&#243;rzy&#322;a Claire, nagle w jej g&#322;owie b&#322;ysn&#281;&#322;a iskierka zrozumienia.

Chwileczk&#281;. Czy sugerujesz, &#380;e co&#347; takiego?!  Miranda wytrzeszczy&#322;a oczy i powoli zn&#243;w usiad&#322;a.  Kto&#347; go zamordowa&#322; i my  zatoczy&#322;a d&#322;oni&#261; p&#243;&#322;kole, wskazuj&#261;c siebie i siostry -mia&#322;y&#347;my z tym co&#347; wsp&#243;lnego?

Dutch podszed&#322; do stolika i nala&#322; sobie kolejnego drinka.

&#346;mier&#263; Taggerta uznano za wypadek tylko dlatego, &#380;e przekupi&#322;em szeryfa. Kr&#243;tko m&#243;wi&#261;c, da&#322;em &#322;ap&#243;wk&#281; za zaniechanie &#347;ledztwa w sprawie ewentualnego zab&#243;jstwa.

Co?  j&#281;kn&#281;&#322;a Claire.

Przesta&#324; opowiada&#263; takie rzeczy  odezwa&#322;a si&#281; Miranda.

Boisz si&#281;?

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;!  Miranda wyra&#378;nie si&#281; naje&#380;y&#322;a. Podesz&#322;a do okna i przysiad&#322;a na parapecie.  Takie oskar&#380;enia mog&#261; zrujnowa&#263; reputacj&#281; miejscowego szeryfa i jego ludzi.

Boisz si&#281;, &#380;e szeryf McBain straci prac&#281;? Do cholery, on trzy lata temu przeszed&#322; na emerytur&#281; i dostaje j&#261; w pe&#322;nej wysoko&#347;ci.

Tu chodzi o bardziej osobist&#261; kwesti&#281;, tato. Dobrze o tym wiesz. Taka historia, wmieszanie mojego nazwiska w W co? W morderstwo? Czy do tego zmierzaj&#261; twoje insynuacje? To by zrujnowa&#322;o moj&#261; karier&#281;.

L&#243;d dzwoni&#322; o szklank&#281; whisky, gdy Dutch ni&#261; obraca&#322;.

Mo&#380;liwe.

A co z tob&#261;? Je&#347;li m&#243;wisz powa&#380;nie o startowaniu w wyborach na gubernatora, to mo&#380;e zniszczy&#263; twoj&#261; kampani&#281;. Gdyby ktokolwiek us&#322;ysza&#322; o tym, &#380;e pr&#243;bowa&#322;e&#347; za&#322;atwi&#263; spraw&#281; Taggerta

Wypr&#281; si&#281; tego.  Oczy Dutcha zaiskrzy&#322;y.  A co do twojej cennej kariery, to ju&#380; jest zrujnowana. Co powiesz na temat spartaczonej rozprawy przeciwko znanemu gwa&#322;cicielowi?

Miranda straci&#322;a troch&#281; pewno&#347;ci siebie. Ramiona jej opad&#322;y. Ojciec ma racj&#281;, przynajmniej cz&#281;&#347;ciowo. Bruno Larkin od dawna powinien siedzie&#263; za kratkami, zamiast przechadza&#263; si&#281; po ulicach. I siedzia&#322;by, gdyby zeznanie zosta&#322;o podtrzymane w s&#261;dzie. Zgwa&#322;cona kobieta, Ellen Farmer, nie&#347;mia&#322;a trzydziestolatka, kt&#243;ra wci&#261;&#380; mieszka&#322;a z rodzicami, nigdy nie spotyka&#322;a si&#281; z m&#281;&#380;czyznami, chodzi&#322;a regularnie do ko&#347;cio&#322;a i by&#322;a przekonana, &#380;e seks pozama&#322;&#380;e&#324;ski jest grzechem, pope&#322;ni&#322;a samob&#243;jstwo po drugim dniu rozprawy. Miranda powinna by&#322;a to przewidzie&#263;. Bez zeznania Ellen sprawa by&#322;a przegrana, niewinna kobieta straci&#322;a &#380;ycie, a Bruno spacerowa&#322; na wolno&#347;ci.

Tu musz&#281; ci przyzna&#263; racj&#281;.

Dutch przesun&#261;&#322; wzrok na pozosta&#322;e dwie c&#243;rki.

W porz&#261;dku. Skoro ju&#380; si&#281; rozumiemy, to przejd&#378;my do meritum. Kt&#243;ra z was by&#322;a zamieszana w &#347;mier&#263; Taggerta?

Na lito&#347;&#263; bosk&#261;!  Tessa przewiesi&#322;a torb&#281; przez rami&#281;.  Jak ju&#380; powiedzia&#322;am, wychodz&#281;!

W&#322;a&#347;nie wtedy rozleg&#322; si&#281; odg&#322;os silnika niby grom po&#347;r&#243;d nocy. Claire zblad&#322;a i wygl&#261;da&#322;a, jakby mia&#322;a za chwil&#281; zemdle&#263;. Ukradkiem zerkn&#281;&#322;a na Mirand&#281; i wytar&#322;a d&#322;onie o wyblak&#322;y materia&#322; d&#380;ins&#243;w.

Ten Denver Styles  powiedzia&#322;a Miranda dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.  Czy on ju&#380; zacz&#261;&#322; zbiera&#263; informacje? Czy zagl&#261;da&#322; do mego biura, &#380;eby zadawa&#263; pytania?

Nie wiem.  Dutch wzruszy&#322; ramionami.

Nie &#380;ycz&#281; sobie, &#380;eby ktokolwiek, &#322;&#261;cznie z tob&#261;, przewraca&#322; moje &#380;ycie do g&#243;ry nogami  o&#347;wiadczy&#322;a. Ledwie mog&#322;a oddycha&#263;.  By&#322; taki czas, kiedy to ty m&#243;wi&#322;e&#347; nam, co mamy robi&#263;, z kim mamy si&#281; umawia&#263;, gdzie chodzi&#263;, ale to si&#281; sko&#324;czy&#322;o, tato

Przerwa&#322; jej g&#322;o&#347;ny &#322;omot. Obr&#243;ci&#322;a si&#281; w stron&#281; &#378;r&#243;d&#322;a odg&#322;osu.

Drzwi otwarte  krzykn&#261;&#322; Dutch.

Miranda poczu&#322;a taki skurcz w piersiach, jakby je kto&#347; &#347;cisn&#261;&#322; imad&#322;em. S&#322;ycha&#263; by&#322;o szybkie kroki na schodach, potem w holu. W ko&#324;cu pojawi&#322; si&#281; m&#281;&#380;czyzna: wysoki, d&#322;ugonogi, barczysty m&#281;&#380;czyzna w wytartych d&#380;insach. Jego ch&#243;d zdradza&#322; niezachwian&#261; pewno&#347;&#263; siebie. Mia&#322; ciemny zarost, ostro zarysowane ko&#347;ci policzkowe i g&#322;&#281;boko osadzone, nieco sko&#347;ne oczy, kt&#243;re sugerowa&#322;y rdzennie ameryka&#324;skie pochodzenie. Przenikliwym, orlim spojrzeniem zmierzy&#322; wszystkie trzy kobiety jednocze&#347;nie. Najprawdopodobniej od razu sfotografowa&#322; je w pami&#281;ci i zaszufladkowa&#322;.

Denver!  Dutch zerwa&#322; si&#281; na r&#243;wne nogi i wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281;. Gdy Styles podawa&#322; mu swoj&#261;, jego usta wykrzywi&#322; cie&#324; u&#347;miechu, ale w oczach nie by&#322;o ciep&#322;a.  Pojawi&#322;e&#347; si&#281; w sam&#261; por&#281;. Pozw&#243;l, &#380;e ci przedstawi&#281; c&#243;rki.  Dutch d&#322;oni&#261; wskazywa&#322; siostry po kolei:  Miranda, Claire, Tessa. Dziewcz&#281;ta, to jest cz&#322;owiek, o kt&#243;rym wam m&#243;wi&#322;em. Zada wam kilka pyta&#324;, a wy macie mu powiedzie&#263; prawd&#281;.



3.

Miranda zmierzy&#322;a m&#281;&#380;czyzn&#281; wzrokiem. Przez wiele lat pracy w biurze prokuratora widywa&#322;a r&#243;&#380;nych ludzi i na kilometr potrafi&#322;a wyczu&#263; kanciarza. Ten facet wyda&#322; jej si&#281; twardzielem, kt&#243;ry patrzy na wszystkich z g&#243;ry. Jednak mia&#322; w sobie co&#347; nietypowego. Wyczuwa&#322;a w nim jaki&#347; fa&#322;sz i co&#347; jeszcze co&#347; jeszcze bardziej niepokoj&#261;cego. Odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e kiedy&#347; ju&#380; zna&#322;a kogo&#347; takiego, ale nie mog&#322;a skojarzy&#263; tej twarzy z &#380;adn&#261; osob&#261;. Po chwili to dziwne uczucie ulotni&#322;o si&#281; jak poranna mg&#322;a rozproszona przez s&#322;o&#324;ce.

Uwa&#380;am, &#380;e tata, zatrudniaj&#261;c pana, kierowa&#322; si&#281; b&#322;&#281;dnymi przes&#322;ankami  o&#347;wiadczy&#322;a, zak&#322;adaj&#261;c nog&#281; na nog&#281; i splataj&#261;c d&#322;onie na kolanie. Zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e k&#261;tem oka zerkn&#261;&#322; na jej &#322;ydk&#281;, cho&#263; wyraz jego twarzy nie zmieni&#322; si&#281; ani troch&#281;. Wi&#281;c nie by&#322; zupe&#322;nie nieczu&#322;y. Dobrze.  Ta historia jest

Nie interesuje mnie ta historia, panno Holland.  Jego twarz nie zdradza&#322;a zniecierpliwienia. Opar&#322; rami&#281; o ciemne drewno obramowania kominka i ch&#322;odno si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.  Interesuje mnie wy&#322;&#261;cznie prawda.

Miranda postanowi&#322;a si&#281; odp&#322;aci&#263; pi&#281;knym za nadobne.

Jestem pewna, &#380;e ju&#380; zapozna&#322; si&#281; pan z raportem policyjnym i wycinkami prasowymi. W przeciwnym wypadku ojciec by pana nie zatrudni&#322;.

Czarne brwi delikatnie si&#281; unios&#322;y.

Gdy powtarza&#322;a t&#281; sam&#261; histori&#281; po raz kt&#243;ry&#347; z rz&#281;du (wtedy opowiada&#322;a j&#261; zast&#281;pcom szeryfa, ciekawskim reporterom, rodzinie i znajomym) ogarnia&#322; j&#261; paniczny, parali&#380;uj&#261;cy strach. Doskonale j&#261; pami&#281;ta&#322;a, cho&#263; by&#322;a wyssana z palca. Zerkn&#281;&#322;a na siostry. Wojownicza blondynka Tessa bezceremonialnie pali&#322;a kolejnego papierosa. Wyraz twarzy Claire trudno by&#322;o zinterpretowa&#263;. By&#322;a blada.

Wszystkie trzy  Miranda gestem wskaza&#322;a siostry  wraca&#322;y&#347;my z pokazu film&#243;w w plenerowym kinie po drugiej stronie Chinook. Ogl&#261;da&#322;y&#347;my trzy filmy z Clintem Eastwoodem. By&#322;o ju&#380; p&#243;&#378;no, po p&#243;&#322;nocy. Projekcja rozpocz&#281;&#322;a si&#281; dopiero po zachodzie s&#322;o&#324;ca, to znaczy chyba po dziewi&#261;tej. Wysz&#322;y&#347;my stamt&#261;d przed zako&#324;czeniem ostatniego filmu. Ja prowadzi&#322;am samoch&#243;d, a by&#322;am piekielnie zm&#281;czona i chyba zasn&#281;&#322;am za kierownic&#261;. Nie pami&#281;tam, jak zboczy&#322;am z drogi. Kiedy si&#281; ockn&#281;&#322;am, samoch&#243;d by&#322; ju&#380; w jeziorze.  Patrzy&#322;a prosto w zimne oczy Stylesa. Nie wierzy&#322; w to ani przez sekund&#281;. Jednak kontynuowa&#322;a, wchodz&#261;c coraz g&#322;&#281;biej w to b&#322;oto p&#243;&#322;prawd i k&#322;amstw.  Zbudzi&#322;o mnie uderzenie i przera&#378;liwe krzyki si&#243;str. Woda nape&#322;nia&#322;a samoch&#243;d i musia&#322;y&#347;my stamt&#261;d wyp&#322;ywa&#263; po omacku. To by&#322;o  Zatrz&#281;s&#322;a si&#281;, jakby jej by&#322;o bardzo zimno i &#347;ciszy&#322;a g&#322;os do szeptu.  Chyba mia&#322;y&#347;my du&#380;o szcz&#281;&#347;cia. M&#243;j samoch&#243;d jecha&#322; po wodzie tylko dwa metry, wi&#281;c mog&#322;y&#347;my pom&#243;c sobie nawzajem i dobrn&#261;&#263; do brzegu.

Styles nie odezwa&#322; si&#281; ani s&#322;owem.

To nie jest tajemnica, panie Styles

Denver. Spotkamy si&#281; jeszcze wielokrotnie, wi&#281;c mo&#380;e by&#347;my od razu przestali obrzuca&#263; si&#281; nazwiskami.  B&#322;ysn&#261;&#322; z&#281;bami w fa&#322;szywym u&#347;miechu, kt&#243;ry mia&#322; zbi&#263; j&#261; z tropu i zach&#281;ci&#263; do m&#243;wienia. Ale w jego szarych oczach nie za&#347;wieci&#322;a nawet iskierka ciep&#322;a czy zrozumienia.

Przypuszczam, &#380;e siostry powt&#243;rz&#261; t&#281; historyjk&#281; niemal&#380;e s&#322;owo w s&#322;owo.

To nie jest historyjka  wtr&#261;ci&#322;a Tessa, potrz&#261;saj&#261;c czupryn&#261;.

Nikt nie widzia&#322;, jak wje&#380;d&#380;a&#322;y&#347;cie do jeziora.  Styles &#347;ci&#261;gn&#261;&#322; czarne brwi, jakby g&#322;&#281;boko si&#281; namy&#347;la&#322;.  Czy to nie dziwne, zwa&#380;ywszy, &#380;e wszyscy was tu dobrze znaj&#261;, bo nale&#380;ycie do jednej z najbogatszych rodzin w tej okolicy?

Z nikim nie rozmawia&#322;y&#347;my.

Nie? Nawet w barze?

Napoje wzi&#281;&#322;y&#347;my z domu  wtr&#261;ci&#322;a Claire niepewnym g&#322;osem. Styles potar&#322; policzek.

I nawet nie wysiad&#322;y&#347;cie z samochodu? Chocia&#380;by po to, &#380;eby skorzysta&#263; z toalety?

Chyba nie  odpar&#322;a Miranda, zanim Claire dorzuci&#322;a co&#347;, co mog&#322;oby jeszcze bardziej skomplikowa&#263; sytuacj&#281;.

To niewiarygodne, chyba zgodzicie si&#281; ze mn&#261;?

Po prostu prawdziwe.  Miranda m&#243;wi&#322;a spokojnym, rzeczowym tonem.  Tak by&#322;o i tyle. Oczywi&#347;cie, by&#322;o tam wiele innych samochod&#243;w, nastolatk&#243;w i ich rodzin, ale nie przypominam sobie, &#380;eby&#347;my wtedy widzia&#322;y kogo&#347; znajomego. Jak ju&#380; przed laty m&#243;wi&#322;am w komisariacie, obok nas parkowa&#322;a taka bia&#322;a furgonetka od wewn&#261;trz wyk&#322;adana boazeri&#261;. Nie pami&#281;tam marki. Przyjecha&#322;a ni&#261; rodzina z dzie&#263;mi. Miejsce z drugiej strony by&#322;o puste. Przed nami sta&#322; samoch&#243;d dostawczy  ciemny, z rz&#281;dem reflektor&#243;w na szoferce. Nie pami&#281;tam innych pojazd&#243;w.

A jecha&#322;y&#347;cie czarnym camaro?

Zgadza si&#281;. Kropka. To, &#380;e nie widzia&#322; nas nikt, z kim rozmawia&#322;a policja, nie znaczy, &#380;e w og&#243;le nikt nas nie zauwa&#380;y&#322;. Ludzie po prostu nam si&#281; nie przygl&#261;dali.

Sprzedawca bilet&#243;w nie pami&#281;ta waszego samochodu.

Bo tamtego wieczoru widzia&#322; mn&#243;stwo innych samochod&#243;w.  Jej d&#322;onie chcia&#322;y zaciska&#263; si&#281; w pi&#281;&#347;ci i musia&#322;a wk&#322;ada&#263; du&#380;o wysi&#322;ku w opanowanie tego odruchu. Je&#347;li czegokolwiek nauczy&#322;a si&#281; przez te wszystkie lata pracy w prokuraturze, to by&#322;a to umiej&#281;tno&#347;&#263; ukrywania emocji wtedy, gdy by&#322;o to konieczne, i ujawniania ich wtedy, kiedy by&#322;o to wskazane.

Teraz zale&#380;a&#322;o jej na tym, &#380;eby Denver Styles jak najmniej si&#281; dowiedzia&#322; o niej i o tej piekielnej nocy.

Dutch sta&#322; ze skrzywion&#261; min&#261;. Podrapa&#322; si&#281; w kolano.

Policja tylko dlatego tak niewiele dowiedzia&#322;a si&#281; o wydarzeniach tamtej nocy, &#380;e ja ich przekupi&#322;em.

Tato, przesta&#324;  ostrzeg&#322;a Miranda takim tonem, jakby nie wierzy&#322;a w&#322;asnym uszom, cho&#263; ojciec ju&#380; wcze&#347;niej wspomnia&#322; o manipulowaniu &#347;ledztwem. Jak daleko m&#243;g&#322; si&#281; posun&#261;&#263;, &#380;eby osi&#261;gn&#261;&#263; zamierzony cel?

Claire wyda&#322;a cienki okrzyk niedowierzania. Tessa, jak zawsze cyniczna, przewraca&#322;a oczami.

Jak si&#281; uprzesz, to nic ci&#281; nie powstrzyma, prawda?  spyta&#322;a.  Jezu, tato! Ty przekupi&#322;e&#347; policj&#281;?

Robi&#281; to, co konieczne  odpar&#322;, przechadzaj&#261;c si&#281; po pokoju. Podszed&#322; do szklanych drzwi i otworzy&#322; je. Do &#347;rodka wion&#261;&#322; ciep&#322;y wiaterek.  Wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e to by&#322; prze&#322;omowy moment w &#380;yciu nas wszystkich i my&#347;la&#322;em, do licha, dziewcz&#281;ta, mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e w ten spos&#243;b mi si&#281; uda was ocali&#263;, was, wasz&#261; matk&#281; i ten k&#322;&#281;bek nerw&#243;w, kt&#243;rym wtedy by&#322;em.

Nie uwierzy&#322;e&#347; nam.  Miranda czu&#322;a pustk&#281; w &#347;rodku. Co&#347; w niej p&#281;k&#322;o. Nie by&#322;o sposobu, &#380;eby unikn&#261;&#263; ujawnienia prawdy, wszystkich jej bolesnych, obrzydliwych szczeg&#243;&#322;&#243;w.

Nie mog&#322;em i nie chcia&#322;em dopu&#347;ci&#263; do swojej &#347;wiadomo&#347;ci, &#380;e kt&#243;ra&#347; z was zostanie napi&#281;tnowana jako zab&#243;jczym dzieciaka Taggert&#243;w.

Miranda dygota&#322;a wewn&#261;trz.

Na imi&#281; mia&#322; Harley  poinformowa&#322;a Claire, unosz&#261;c g&#322;ow&#281;.  Min&#281;&#322;o szesna&#347;cie lat, tato. Nie musisz ju&#380; m&#243;wi&#263; o nim ten dzieciak.  Stan&#281;&#322;a dumnie i przyjrza&#322;a si&#281; ojcu. Potem jej spojrzenie przesun&#281;&#322;o si&#281; dalej, na jezioro, kt&#243;re wida&#263; by&#322;o zza otwartych drzwi. Patrzy&#322;a w dal, jakby co&#347; zobaczy&#322;a na drugim brzegu.

Chcia&#322;em tylko ocali&#263; wasz&#261; sk&#243;r&#281;.

I swoj&#261; reputacj&#281;  doda&#322;a Tessa.  Chyba pora, &#380;eby Stone Illahee rozpocz&#281;&#322;o budow&#281; drugiego etapu, prawda? Nie mog&#322;e&#347; ryzykowa&#263; tym, &#380;e twoje nowe stanowisko b&#281;dzie splamione takim skandalem. Nowe pole golfowe, kryte korty tenisowe, basen k&#261;pielowy o olimpijskich wymiarach. Wspania&#322;e widoki i wielki smr&#243;d zasz&#322;o&#347;ci. Co by si&#281; sta&#322;o, gdyby wysz&#322;o na jaw, &#380;e c&#243;rki tego posiadacza Benedicta Hollanda by&#322;y zamieszane w

 w wypadek  uci&#281;&#322;a Miranda.  Tak ma&#322;o nam ufa&#322;e&#347;, &#380;e przekupi&#322;e&#347; wydzia&#322; &#347;ledczy.

To prawda  broni&#322; si&#281; Dutch, &#347;ci&#261;gaj&#261;c siwe krzaczaste brwi.  Przekupi&#322;em ludzi szeryfa, &#380;eby z tego, co si&#281; naprawd&#281; sta&#322;o, zrobi&#263; wypadek.

To by&#322;o niezbyt m&#261;dre  zauwa&#380;y&#322; Styles.

S&#322;uchaj, wtedy jeszcze nie planowa&#322;em ubiega&#263; si&#281; o to stanowisko.

A teraz zamierzasz startowa&#263; w wyborach i jednocze&#347;nie wywlekasz to wszystko na wierzch.  Claire masowa&#322;a palcami skronie, bezskutecznie usi&#322;uj&#261;c si&#281; pozby&#263; b&#243;lu g&#322;owy.  Dlaczego?

&#379;eby uprzedzi&#263; ruch Morana, a w razie konieczno&#347;ci zmusi&#263; go do odwrotu.  Podszed&#322; do barku i wskaza&#322; pe&#322;ne butelki.  Drinka?

Innym razem.  Denver zmierzy&#322; Tess&#281; wzrokiem.  Chcia&#322;aby&#347; co&#347; doda&#263;?

To znaczy?

Czy na tym pokazie film&#243;w spotka&#322;a&#347; kogo&#347; znajomego?  Wcale nie m&#243;wi&#322; w&#322;adczym tonem, Miranda jednak czu&#322;a w jego g&#322;osie jakie&#347; wyzwanie.

Jak ju&#380; jeste&#347; przy barze, tato  poprosi&#322;a Tessa, jakby wyczuwaj&#261;c podst&#281;p  to poprosz&#281; o drinka. Czysta.

Ju&#380; panu m&#243;wi&#322;am  Miranda wsta&#322;a i podesz&#322;a do Stylesa, aby patrze&#263; mu w oczy pewniejszym wzrokiem.  Prosz&#281; nie pr&#243;bowa&#263; nas podjudza&#263; przeciwko sobie wzajemnie.

Robi&#322;em to?

Niech pan mi odpowie na to pytanie.

Po prostu my&#347;la&#322;em, &#380;e zechce pani wys&#322;ucha&#263; tego, co pani siostry maj&#261; do powiedzenia na temat tej historii, cho&#263; pani ju&#380; je dok&#322;adnie pouczy&#322;a.

Claire r&#243;wnie&#380; podnios&#322;a si&#281; z krzes&#322;a.

Prosz&#281; pana, naprawd&#281; nie mam na to czasu. Dzieci na mnie czekaj&#261;. Miranda powiedzia&#322;a panu prawd&#281;, a ja nie mam nic do dodania.

Do cholery, Claire!  warkn&#261;&#322; Dutch.  Opowiedz temu cz&#322;owiekowi o Taggercie. Przybieg&#322;a&#347; tutaj zauroczona nim po uszy i o&#347;wiadczy&#322;a&#347;, &#380;e wychodzisz za niego za m&#261;&#380;. Masz chyba o nim co&#347; wi&#281;cej do powiedzenia?  Wr&#281;czy&#322; kieliszek Tessie, kt&#243;ra z zaci&#347;ni&#281;tymi szcz&#281;kami podesz&#322;a do okna i opar&#322;a czo&#322;o o szyb&#281;.

Claire zn&#243;w poczu&#322;a skurcz w &#380;o&#322;&#261;dku.

To prawda. Mia&#322;am nadziej&#281;, &#380;e si&#281; ze mn&#261; o&#380;eni, ale i tak nic by z tego nie wysz&#322;o.  Pociera&#322;a d&#322;o&#324; kciukiem drugiej r&#281;ki.  Wszyscy si&#281; temu sprzeciwiali z powodu wa&#347;ni pomi&#281;dzy naszymi rodzinami.

On wie o tej przekl&#281;tej wa&#347;ni.  Dutch skrzywi&#322; si&#281; i zn&#243;w opad&#322; na fotel. Wspar&#322; nogi na podn&#243;&#380;ku i upi&#322; whisky ze szklaneczki.

Claire zrobi&#322;o si&#281; bardzo zimno, cho&#263; wiecz&#243;r by&#322; ciep&#322;y. Przez otwarte drzwi patrzy&#322;a, jak s&#322;o&#324;ce zaczyna zachodzi&#263;, przeszywaj&#261;c jaskraw&#261;, pomara&#324;czowo-r&#243;&#380;ow&#261; &#322;un&#261; kilka chmur, kt&#243;re zebra&#322;y si&#281; wy&#380;ej. Wiedzia&#322;a, &#380;e Miranda przem&#243;wi&#322;a pierwsza, &#380;eby przypomnie&#263; siostrom o k&#322;amstwie, kt&#243;re razem obmy&#347;li&#322;y, aby siebie os&#322;oni&#263;. Jednak teraz wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e &#347;ci&#347;le przez nich utkany woal tajemnicy, kt&#243;rego z tak&#261; determinacj&#261; przez tyle lat strzeg&#322;y, zaczyna si&#281; pru&#263; i strz&#281;pi&#263;.

Po raz pierwszy spotka&#322;am Harleya nad jeziorem. Fakt, zna&#322;am go od wczesnego dzieci&#324;stwa, ale mam na my&#347;li chwil&#281;, kiedy zda&#322;am sobie spraw&#281;, &#380;e mi si&#281; podoba. Wtedy chodzi&#322; z inn&#261; dziewczyn&#261;, Kendall Forsythe.

Z t&#261; dziwk&#261;  wtr&#261;ci&#322;a Tessa, a Miranda zgromi&#322;a j&#261; spojrzeniem.

Kendall, ta &#380;ona Westona Taggerta?

Tak.  Claire twierdz&#261;co skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Nie pozwoli nikomu, ani ojcu, ani starszej siostrze, narzuca&#263; sobie, co ma czu&#263; i m&#243;wi&#263;. Przez dziesi&#281;&#263; ostatnich lat wiele rzeczy si&#281; zmieni&#322;o i je&#347;li w tym czasie czego&#347; si&#281; nauczy&#322;a, to tym czym&#347; by&#322;a konieczno&#347;&#263; m&#243;wienia za siebie i polegania na w&#322;asnych os&#261;dach. Dawniej ufa&#322;a innym ludziom; najpierw matce, potem Harleyowi, Mirandzie i w ko&#324;cu Paulowi.  Mo&#380;liwe, &#380;e ojciec panu powiedzia&#322;, i&#380; Taggertowie przeprowadzili si&#281; tutaj, &#380;eby go pozbawi&#263; &#378;r&#243;d&#322;a dochodu, ale to nieprawda.

Ojciec parskn&#261;&#322;:

Neal powinien by&#322; si&#281; trzyma&#263; za&#322;adunku statk&#243;w w Seattle.

Zdaje si&#281;, &#380;e przeprowadzili si&#281; tu w latach pi&#281;&#263;dziesi&#261;tych, tato  ci&#261;gn&#281;&#322;a Claire, zerkaj&#261;c to na Mirand&#281;, to na Stylesa.

W tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set pi&#281;&#263;dziesi&#261;tym sz&#243;stym.  Dutch otworzy&#322; szklan&#261; skrzyneczk&#281; i wyj&#261;&#322; cygaro.

W ka&#380;dym razie ojciec potraktowa&#322; to jako osobiste wyzwanie.

Wiedzia&#322;em, &#380;e Harley ci zrobi&#322; pranie m&#243;zgu!  Dutch odgryz&#322; koniuszek cygara i wrzuci&#322; go do kominka.

Jezu, tato  wtr&#261;ci&#322;a Tessa.  Wezwa&#322;e&#347; nas tutaj, nalega&#322;e&#347;, &#380;eby&#347;my przejecha&#322;y taki szmat drogi i wypruwa&#322;y przed tob&#261; flaki. A teraz, kiedy Claire usi&#322;uje to robi&#263;, zaczynasz j&#261; obra&#380;a&#263;! Spadam st&#261;d.  Z brz&#281;kiem odstawi&#322;a kieliszek, chwyci&#322;a torb&#281; i ruszy&#322;a ku drzwiom.

Nie, czekaj  Dutch tym razem z trudem wsta&#322; z fotela i skrzywi&#322; si&#281;, prostuj&#261;c chore kolano. Po&#347;pieszy&#322; za najm&#322;odsz&#261; c&#243;rk&#261;, kt&#243;ra nawet nie zwolni&#322;a kroku. Nie mia&#322;a zamiaru pozosta&#263; i by&#263; obra&#380;ana. W kilka sekund us&#322;yszeli warkot silnika. Mustang Tessy odjecha&#322;.

Prosz&#281; kontynuowa&#263;  powiedzia&#322; Styles do Claire. R&#281;ce w&#322;o&#380;y&#322; do kieszeni znoszonego p&#322;aszcza. Wydawa&#322; si&#281; mniej sztywny i nieugi&#281;ty ni&#380; na pocz&#261;tku.  I co z Taggertami?

Pochodz&#261; z Seattle. Jak ju&#380; tato wspomnia&#322;, mieli tam rodzinn&#261; firm&#281; za&#322;adunkow&#261;, za&#322;o&#380;on&#261; chyba przez pradziadka.

Starego Evana Taggerta, ojca Neala  u&#347;ci&#347;li&#322; Dutch, wchodz&#261;c z powrotem do pokoju z cygarem w z&#281;bach. By&#322; tak zdenerwowany, &#380;e na jego skroni pojawi&#322; si&#281; tik nerwowy.  Przepraszam za Tess&#281;, czasem jest narwana. Ale zatrzyma si&#281; w o&#347;rodku wczasowym, apartamenty w p&#243;&#322;nocnym skrzydle. Mo&#380;esz do niej zadzwoni&#263; p&#243;&#378;niej.

Zadzwoni&#281;  o&#347;wiadczy&#322; Denver i skinieniem g&#322;owy ponagli&#322; Claire, &#380;eby m&#243;wi&#322;a dalej.

W ka&#380;dym razie ojciec Taggerta chcia&#322; zajmowa&#263; si&#281; czym&#347; innym.

Podejrzewam, &#380;e nie wystarczy&#322;y mu miliony, kt&#243;re ci&#261;gn&#261;&#322; z Puget Sound  burkn&#261;&#322; Dutch.  Wi&#281;c zacz&#261;&#322; wykupywa&#263; wszystkie tanie grunty na wybrze&#380;u Oregonu, na kt&#243;rych m&#243;g&#322; po&#322;o&#380;y&#263; &#322;ap&#281;. W Waszyngtonie nie mo&#380;na kupi&#263; kawa&#322;ka pla&#380;y; wszystko jest w r&#281;kach Indian; rezerwaty. Neal wi&#281;c postanowi&#322; wkroczy&#263; na moje terytorium. Sukinsyn wyobrazi&#322; sobie, &#380;e b&#281;dzie pierwszym przedsi&#281;biorc&#261;, kt&#243;ry zagospodaruje te ziemie, no i osiedli&#322; si&#281; wraz z ca&#322;&#261; rodzin&#261; tutaj, w pobli&#380;u Chinook.

I sta&#322; si&#281; konkurencj&#261; dla ciebie.

Zgadza si&#281;.  Krzywi&#261;c si&#281;, Dutch wypi&#322; ostatni &#322;yk ze szklanki, kt&#243;r&#261; niedbale odstawi&#322; na stolik obok gazety.  Sprz&#261;tn&#261;&#322; mi sprzed nosa najsmaczniejsze k&#261;ski na wybrze&#380;u. Ledwie rozpocz&#261;&#322;em budow&#281; Stone Illahee, zbudowa&#322; sobie Sea Breeze.  Dutch poci&#261;ga&#322; cygaro, a&#380; popi&#243;&#322; si&#281; zaczerwieni&#322;.  Kawa&#322; drania.

Wi&#281;c jak przyj&#261;&#322;e&#347; wiadomo&#347;&#263;, &#380;e Claire zamierza wyj&#347;&#263; za Taggerta?

By&#322;em w&#347;ciek&#322;y.

Jak bardzo?

Dutch przymru&#380;y&#322; oczy i popatrzy&#322; na Denvera spode &#322;ba.

S&#322;uchaj, nie zatrudni&#322;em ci&#281; po to, &#380;eby&#347; mi insynuowa&#322;, &#380;e mam co&#347; wsp&#243;lnego ze &#347;mierci&#261; tego dzieciaka. Wierz mi, gdybym to ja go zabi&#322;, nikt nie mia&#322;by cienia w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e to by&#322; wypadek.

Przesta&#324;!  rozkaza&#322;a Miranda.

Nie b&#281;d&#281; tego s&#322;ucha&#263; ani sekundy d&#322;u&#380;ej.  Rozdygotana Claire zerwa&#322;a si&#281; z krzes&#322;a.  Nie wiem, co mia&#322;e&#347; na celu, sprowadzaj&#261;c nas tutaj, ale je&#347;li chodzi o mnie, to zebranie uwa&#380;am za zamkni&#281;te. To ju&#380; zamierzch&#322;a przesz&#322;o&#347;&#263;.  Zacz&#281;&#322;a szpera&#263; w torebce, znalaz&#322;a kluczyki i ruszy&#322;a w stron&#281; drzwi.

Jeszcze nie sko&#324;czyli&#347;my  Dutch znowu wsta&#322; z fotela.

Innym razem.  Claire wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; w ge&#347;cie protestu.

Ale chc&#281;, &#380;eby&#347; zosta&#322;a tutaj, w tym domu. My&#347;la&#322;em, &#380;e to uzgodnili&#347;my.

To by&#322; kiepski pomys&#322;.

Claire, twoje dzieci potrzebuj&#261; domu, a nie taniego mieszkania, kt&#243;re dla nich nic nie znaczy. Tu maj&#261; tyle miejsca, mo&#380;emy zn&#243;w sprowadzi&#263; konie, mog&#261; korzysta&#263; z &#322;&#243;dek, p&#322;ywa&#263;. Jest jezioro, korty tenisowe, basen

Tato, mnie nie mo&#380;esz kupi&#263;.  Jednak Claire zawaha&#322;a si&#281;. Dzieci stanowi&#322;y jej czu&#322;y punkt i Dutch o tym wiedzia&#322;.

Nie pr&#243;buj&#281; ci&#281; przekupi&#263;, tylko oferuj&#281; pomoc. Dla dobra Seana i Samanthy.  Chcia&#322;a mu zaufa&#263;, uwierzy&#263;, &#380;e odezwa&#322; si&#281; w nim troskliwy dziadek jedynych wnucz&#261;t.  Twoja matka nigdy nie lubi&#322;a tego miejsca, ale tyje lubi&#322;a&#347;. Z wszystkich dzieci ty jedna cieszy&#322;a&#347; si&#281; z tego, &#380;e mieszkasz w&#322;a&#347;nie tutaj.

W s&#322;owach tych by&#322;o wiele prawdy. Ale nie chcia&#322;a przyjmowa&#263; &#380;adnych podarunk&#243;w. One zwykle s&#261; opatrzone g&#322;&#281;boko schowan&#261; metk&#261; z cen&#261;. Po raz pierwszy w &#380;yciu sta&#322;a na w&#322;asnych nogach.

Nie s&#261;dz&#281;, tato.

C&#243;&#380;, nie musisz si&#281; decydowa&#263; ju&#380; dzisiaj. Porozmawiamy p&#243;&#378;niej.

Wracaj&#261;c do samochodu, rozejrza&#322;a si&#281; po domu. Zerkn&#281;&#322;a na jego ciep&#322;e cedrowe &#347;ciany, ogromny kominek, kr&#281;te schody ze s&#322;upkami ociosanymi z rze&#378;b. W tej chwili dom by&#322; pozbawiony ozd&#243;b i wi&#281;kszo&#347;ci mebli. Ale zawsze czu&#322;a si&#281; jego cz&#261;stk&#261;. Przetrwa&#322; wi&#281;cej burz ni&#380; ona sama.

Pomy&#347;l&#281; nad tym  obieca&#322;a, cho&#263; brzmienie w&#322;asnych s&#322;&#243;w napawa&#322;o j&#261; niesmakiem. Zn&#243;w pozwoli&#322;a, by zademonstrowa&#322; swoj&#261; w&#322;adz&#281; nad ni&#261;.

Miranda patrzy&#322;a, jak siostra si&#281; oddala, i zanim zn&#243;w obr&#243;ci&#322;a twarz w stron&#281; ojca, musia&#322;a przezwyci&#281;&#380;y&#263; beznadziejn&#261; rozpacz, kt&#243;ra j&#261; ogarn&#281;&#322;a.

Uwa&#380;am, &#380;e zachowujesz si&#281; jak stary, uparty osio&#322;.

Jak to dobrze, &#380;e niekt&#243;re rzeczy nigdy si&#281; nie zmieniaj&#261;.

S&#322;uchaj, zgodzi&#322;am si&#281; tu przyjecha&#263;, cho&#263; nie mia&#322;am zielonego poj&#281;cia, o co ci chodzi. I uwa&#380;am, &#380;e pope&#322;ni&#322;am b&#322;&#261;d. Nie rozumiem tej makabrycznej fascynacji &#347;mierci&#261; Harleya Taggerta. A niech sobie ten Kane Moran odgrzebie to, co mu si&#281; uda odgrzeba&#263;, i po krzyku.  Obr&#243;ci&#322;a si&#281; powoli, &#380;eby stawi&#263; czo&#322;o ostatniemu ogniwu d&#322;ugiego &#322;a&#324;cucha klakier&#243;w i ch&#322;opc&#243;w na posy&#322;ki ojca.  A teraz pytanie do pana, panie Styles.

Prosz&#281; strzela&#263;.  Nawet si&#281; nie u&#347;miechn&#261;&#322;.

Kto&#347; czego&#347; szuka&#322; w moim biurze, wyra&#378;nie unikaj&#261;c spotkania ze mn&#261;, ale za to niepokoj&#261;c moj&#261; sekretark&#281; i recepcjonistk&#281;.

Naprawd&#281;?  Skrzy&#380;owa&#322; r&#281;ce na piersi. Sk&#243;rzana kurtka odrobin&#281; chrz&#281;&#347;ci&#322;a. W jego oczach pojawi&#322; si&#281; b&#322;ysk zmieniaj&#261;cy dotychczasowe ponure i stanowcze spojrzenie. Zaiskrzy&#322;y w nim g&#322;&#281;bsze i jeszcze bardziej przera&#380;aj&#261;ce emocje.

Czy to by&#322; pan?

Od razu przechodzi pani do rzeczy. Lubi&#281; to.

Nie odpowiedzia&#322; pan na moje pytanie.  Podesz&#322;a bli&#380;ej. Nie chcia&#322;a czu&#263; si&#281; onie&#347;mielona.  Czy pan by&#322; dzisiaj w biurze prokuratora okr&#281;gowego?

Tak.

By&#322;a g&#322;&#281;boko rozczarowana. Z bli&#380;ej nieokre&#347;lonych powod&#243;w nie &#380;yczy&#322;a sobie, &#380;eby ten zarozumia&#322;y, arogancki dr&#261;gal dotyka&#322; czegokolwiek, co mia&#322;o zwi&#261;zek z jej niedawnymi pora&#380;kami.

Dlaczego pan nie zaczeka&#322; ani nie zostawi&#322; swojego nazwiska?

Uzna&#322;em to za niestosowne.

Ale w&#281;szenie w moim biurze by&#322;o czym&#347; stosownym?

Szare oczy przeszy&#322;y j&#261; lodowatym spojrzeniem, przenikliwym jak zimowy wicher szalej&#261;cy nad oceanem.

Zlecenie, kt&#243;re otrzyma&#322;em od pani ojca, jest raczej poufne, nie s&#261;dzi pani? Chyba nie &#380;yczy&#322;aby pani sobie, &#380;eby wsp&#243;&#322;pracownicy, podw&#322;adni czy kierownik dowiedzieli si&#281; o tej sprawie? Przypuszcza&#322;em, &#380;e nie zaprosi mnie pani do domu, wi&#281;c sam wpad&#322;em do biura.

I wzi&#261;&#322; pan recepcjonistk&#281; w krzy&#380;owy ogie&#324; pyta&#324;.

Zada&#322;em tylko kilka.

Debbie za du&#380;o m&#243;wi  burkn&#281;&#322;a Miranda, wy&#322;adowuj&#261;c gniew. Nie wiedzia&#322;a, od czego zacz&#261;&#263;. J&#281;zyk j&#261; &#347;wierzbia&#322;, &#380;eby rozprawi&#263; si&#281; z Denverem Stylesem, ale czu&#322;a te&#380; pal&#261;c&#261; potrzeb&#281; poradzenia ojcu, &#380;eby poszed&#322; po rozum do g&#322;owy i przesta&#322; wywo&#322;ywa&#263; wilka z lasu. A co do Debbie C&#243;&#380;, Debbie, s&#322;odkie dziewcz&#281;, nie umia&#322;o sobie poradzi&#263; z tym szczwanym lisem. Ploteczki i flirty by&#322;y zbyt g&#322;&#281;boko zakorzenione w jej naturze. Nigdy si&#281; nie zmieni. A ten Kane Moran? Dlaczego postanowi&#322; teraz wr&#243;ci&#263; do domu i rozgrzebywa&#263; ca&#322;y ten smr&#243;d?

Rando  g&#322;os ojca, w kt&#243;rym pobrzmiewa&#322; ton wym&#243;wki, wyrwa&#322; j&#261; z zamy&#347;lenia. Jak zwykle.  Wiem, &#380;e jeste&#347; zdenerwowana, spodziewa&#322;em si&#281;, &#380;e tak b&#281;dzie, ale dla mnie najistotniejsza jest precyzyjna diagnoza sytuacji. Wielu ludzi na mnie liczy. Przeznaczyli tysi&#261;ce dolar&#243;w na moj&#261; kampani&#281;. Nie mog&#281; pozwoli&#263; na to, &#380;eby mnie dotkn&#261;&#322; najmniejszy powiew skandalu.

W takim razie lepiej daj sobie z tym spok&#243;j, Dutch.  Zgarn&#281;&#322;a p&#322;aszcz z oparcia kanapy.  Wiesz r&#243;wnie dobrze jak ja, &#380;e rodzina Holland&#243;w ma do ukrycia wiele innych paskudnych rzeczy, kt&#243;rych nie da si&#281; trzyma&#263; w domowym sejfie. Zw&#322;aszcza &#380;e nie wiadomo, kto zna szyfr. Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej kt&#243;ry&#347; z tych sekret&#243;w ujrzy &#347;wiat&#322;o dzienne. Skandal jest nieunikniony.

Mo&#380;liwe. Ale wszystkie ciemne sprawki, kt&#243;re mia&#322;y tu miejsce przez te lata, s&#261; mniej obrzydliwe. Flirty, pieni&#261;dze wyrzucone w b&#322;oto to nic takiego  powiedzia&#322;, zdejmuj&#261;c okulary i wsuwaj&#261;c je do r&#281;kawa.  Ale je&#347;li m&#243;wimy o tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Harley Taggert, o tej nocy, kt&#243;r&#261; Kane Moran zamierza szczeg&#243;&#322;owo opisa&#263;, to, niestety, m&#243;wimy o morderstwie.

Pomijaj&#261;c wszystko inne, to trudno przewidzie&#263;, co ten starzec zrobi, pomy&#347;la&#322; Kane. Przechadza&#322; si&#281; nad jeziorem. Wok&#243;&#322; ja&#347;nia&#322;y drzewa i ska&#322;y o&#347;wietlone blad&#261; ksi&#281;&#380;ycow&#261; po&#347;wiat&#261;. Piasek pla&#380;y po&#322;yskiwa&#322; srebrem. Na niebie zbiera&#322;y si&#281; chmury, gro&#380;&#261;c burz&#261;. Kane r&#281;kami odgarnia&#322; ga&#322;&#281;zie jode&#322;, kt&#243;re smaga&#322;y go po twarzy.

Nie dalej ni&#380; trzysta metr&#243;w st&#261;d sta&#322; dom Hollanda. W kilku oknach pali&#322;y si&#281; &#347;wiat&#322;a. Tak jak Kane podejrzewa&#322;, Holland  dla starych przyjaci&#243;&#322; Dutch  zwo&#322;a&#322; tu swoje c&#243;rki i &#347;ci&#261;gn&#261;&#322; do rodzinnego domu nad jeziorem. Zrobi&#322; to pewnie po to, &#380;eby je przestrzec przed Moranem i zamkn&#261;&#263; im usta. Kane nie mia&#322; poj&#281;cia, jak staruchowi si&#281; uda&#322;o przekona&#263; dziewczyny, &#380;eby zechcia&#322;y tu jeszcze raz przyjecha&#263;, prawdopodobnie zastosowa&#322; swoj&#261; sprawdzon&#261; metod&#281;, czyli &#322;ap&#243;wk&#281;  ale s&#261;dz&#261;c po samochodach, kt&#243;re przyje&#380;d&#380;a&#322;y i odje&#380;d&#380;a&#322;y, wszystkie stawi&#322;y si&#281; w domu rodzinnym. Wr&#243;ci&#322;y niczym c&#243;rki marnotrawne.

Sukinsyn, jego plan si&#281; powi&#243;d&#322;.

Naprawd&#281; w tym domu si&#281; wychowywa&#322;a&#347;?  Samantha z podziwem patrzy&#322;a na dom, jakby to by&#322; pa&#322;ac z bajki. Pobieg&#322;a na g&#243;r&#281; po schodach, obejrza&#322;a wszystkie pokoje i zakrad&#322;a si&#281; na poddasze, gdzie kiedy&#347; mieszka&#322;a s&#322;u&#380;ba. Potem zn&#243;w pojawi&#322;a si&#281; w kuchni.

Tu jest tak cudownie.  U&#347;miecha&#322;a si&#281; szeroko do Claire, kt&#243;ra rozpakowywa&#322;a zakupy.

Powiedz to bratu.

Claire wyjrza&#322;a przez kuchenne okno. Patrzy&#322;a na Seana, kt&#243;ry przysiad&#322; na starej hu&#347;tawce na tarasie, jednym palcem u nogi dotykaj&#261;c desek pod&#322;ogi. Przymru&#380;y&#322; oczy i z pos&#281;pn&#261; min&#261; wpatrywa&#322; si&#281; w jezioro.

Claire te&#380; skierowa&#322;a wzrok na drugi brzeg i zobaczy&#322;a chat&#281;. Serce w niej zadr&#380;a&#322;o, kiedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e jest do dom rodzinny Kanea Morana. Tam mieszka&#322; w dzieci&#324;stwie. Kto&#347; zada&#322; sobie trud i zmieni&#322; dach. Pomalowa&#322; go szar&#261; farb&#261;. Promienie s&#322;o&#324;ca odbija&#322;y si&#281; od jakiego&#347; pojazdu niedbale pozostawionego na podje&#378;dzie.

Krta&#324; jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;a. Czy to mo&#380;liwe, &#380;eby Kane tam si&#281; wprowadzi&#322;? Ojciec nie wspomnia&#322;, gdzie si&#281; zatrzyma&#322;a jego nemezis, ale kto&#347; mieszka&#322; w domu po drugiej stronie jeziora.

Przesta&#324; walczy&#263; z cieniami  mrukn&#281;&#322;a.

Co?  Samantha, kt&#243;ra ju&#380; chwyta&#322;a za klamk&#281;, zatrzyma&#322;a si&#281;.

Nic. Sama ze sob&#261; rozmawia&#322;am. Id&#378;, zapytaj brata czy jest g&#322;odny. Mog&#281; mu zrobi&#263; kanapk&#281; z indyka albo podgrza&#263; kawa&#322;ek pizzy.

On nie chce gada&#263;.  Sam wzruszy&#322;a chudymi ramionami.  Jest obra&#380;ony na ca&#322;y &#347;wiat.

Amen, pomy&#347;la&#322;a Claire, si&#281;gaj&#261;c do jednej z reklam&#243;wek i wstawiaj&#261;c torb&#281; truskawek do lod&#243;wki. Najpierw waha&#322;a si&#281;, nie chc&#261;c przyj&#261;&#263; od ojca ja&#322;mu&#380;ny. Ale potem dosz&#322;a do wniosku, &#380;e nie powinna by&#263; taka samolubna i &#380;e dzieci mog&#322;yby si&#281; lepiej poczu&#263; tutaj, w tym domu po&#347;r&#243;d las&#243;w, zupe&#322;nie innym ni&#380; miejskie pude&#322;ka. Mo&#380;e nawet by&#322;yby tu radosne. Wi&#281;c przypomnia&#322;a ojcu o jego propozycji i wprowadzi&#322;a si&#281;. Dom wci&#261;&#380; wygl&#261;da&#322; na opustosza&#322;y. Kilka jej w&#322;asnych mebli plus te, kt&#243;re pozosta&#322;y z dawnych lat, nie mog&#322;o zape&#322;ni&#263; dwudziestu ogromnych pokoi. Z oddali s&#322;ycha&#263; by&#322;o tryl &#347;wiergotka i cichy plusk wody, po kt&#243;rej powoli p&#322;yn&#281;&#322;a &#322;&#243;dka.

C&#243;&#380;, to ja ju&#380; lec&#281;.  Samantha &#322;atwo strzepn&#281;&#322;a kurz Kolorado ze swoich st&#243;p. By&#322;a entuzjastycznie nastawiona do tej przeprowadzki, zadowolona z odmiany, Sean natomiast znienawidzi&#322; nowe &#380;ycie w Oregonie i traktowa&#322; Claire jak osobistego wroga, osob&#281; odpowiedzialn&#261; za wszystkie jego niepowodzenia. I mia&#322; racj&#281;.

Zrobi&#281; lemoniady.

To nic nie da, mamo  powiedzia&#322;a Samantha, patrz&#261;c na matk&#281; zbyt do&#347;wiadczonym, jak na jej wiek, okiem.  On postanowi&#322;, &#380;e b&#281;dzie chamem.  Powoli wysz&#322;a na podw&#243;rze, podesz&#322;a do Seana. I chocia&#380; Claire przez zamkni&#281;te okno nie s&#322;ysza&#322;a rozmowy, zna&#322;a jej tre&#347;&#263;. Sean siedzia&#322; z za&#322;o&#380;onymi r&#281;kami i mocno zaci&#347;ni&#281;tymi szcz&#281;kami. Nic nie odpowiedzia&#322;. Samantha obejrza&#322;a si&#281; za siebie, rzucaj&#261;c matce porozumiewawcze spojrzenie. Nie musia&#322;a m&#243;wi&#263;: A nie m&#243;wi&#322;am?, Claire wyczyta&#322;a to z jej oczu.

&#346;wietnie. Claire bezskutecznie usi&#322;owa&#322;a si&#281; op&#281;dzi&#263; od nienawistnych my&#347;li o by&#322;ym m&#281;&#380;u. Akurat na tym etapie &#380;ycia Sean potrzebowa&#322; kogo&#347; takiego jak ojciec, cz&#322;owieka, kt&#243;ry by&#322;by dla niego autorytetem. Ale z pewno&#347;ci&#261; nie kogo&#347;, kto uwa&#380;a szesnastolatk&#281; za odpowiedni&#261; dla siebie partnerk&#281;. Trz&#281;s&#261;c si&#281;, Claire wypakowa&#322;a z toreb reszt&#281; &#380;ywno&#347;ci i k&#261;tem oka zerkn&#281;&#322;a na Samanth&#281;, kt&#243;ra pobieg&#322;a zbada&#263; las nad jeziorem. Sean wyprostowa&#322; si&#281;, z daleka rzuci&#322; matce roz&#380;alone spojrzenie i  jakby chcia&#322; znale&#378;&#263; si&#281; jak najdalej od niej  powolnym krokiem ruszy&#322; w kierunku stajni, kt&#243;r&#261; teraz zamieszkiwa&#322;y trzy konie  dwa wykastrowane samce i klacz, podarunki od Dutcha Hollanda.

Gdy zamkn&#281;&#322;a lod&#243;wk&#281;, us&#322;ysza&#322;a g&#322;o&#347;ne pukanie do drzwi wej&#347;ciowych.

Wytar&#322;a r&#281;ce o &#347;cierk&#281;. Mo&#380;e to Tessa albo Randa wst&#261;pi&#322;y j&#261; odwiedzi&#263;? Od konfrontacji z Denverem Stylesem min&#281;&#322;o kilka dni i od tego czasu nie zamieni&#322;a s&#322;owa z &#380;adn&#261; z si&#243;str.

Ju&#380; id&#281;!  krzykn&#281;&#322;a, p&#281;dz&#261;c przez korytarz do sieni. Po&#347;piesznie otworzy&#322;a drzwi na o&#347;cie&#380;.

Na ganku sta&#322; Kane.

Claire uchwyci&#322;a si&#281; klamki, &#380;eby nie upa&#347;&#263;. Serce o ma&#322;o jej nie wyskoczy&#322;o z piersi.

Claire.  Jeden k&#261;cik jego ust wygi&#261;&#322; si&#281; w aroganckim, niezno&#347;nie znajomym u&#347;miechu. By&#322; wy&#380;szy ni&#380; Kane, kt&#243;rego pami&#281;ta&#322;a. Przez te lata zm&#281;&#380;nia&#322;, nie mo&#380;na go ju&#380; by&#322;o uwa&#380;a&#263; za ch&#322;opca. Wiatr mia&#322; czelno&#347;&#263; zrobi&#263; mu na czubku g&#322;owy miot&#322;&#281; z jasnobr&#261;zowych, oz&#322;oconych s&#322;o&#324;cem w&#322;os&#243;w. Przyda&#322;by mu si&#281; dobry fryzjer. Skrzy&#380;owa&#322; r&#281;ce na piersi. Na ramionach mia&#322; przewieszony bawe&#322;niany sweter w s&#322;omkowym kolorze.

Jej &#380;o&#322;&#261;dek fikn&#261;&#322; koz&#322;a, z trudem oddycha&#322;a. To by&#322; jedyny m&#281;&#380;czyzna, na kt&#243;rego nie mia&#322;a prawa nigdy wi&#281;cej spojrze&#263;. I oto sta&#322; przed ni&#261; na ganku  r&#243;wnie zuchwa&#322;y i hardy, jak krn&#261;brny i nieokrzesany by&#322; we wczesnej m&#322;odo&#347;ci.

Co ty tutaj robisz?

Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e mo&#380;e by&#347;my si&#281; przywitali. Jak starzy s&#261;siedzi po latach.

Ale ty ty  Zdo&#322;a&#322;a si&#281; powstrzyma&#263; przed wypowiedzeniem swoich my&#347;li jak nastolatka, kt&#243;rej przykazano, aby trzyma&#322;a j&#281;zyk za z&#281;bami. Kiedy&#347; ni&#261; by&#322;a: dziewczyn&#261;, kt&#243;r&#261; adorowa&#322;, a kt&#243;ra nim pogardza&#322;a, chocia&#380; tylko przez jaki&#347; czas Obliza&#322;a wargi i skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na piersiach, jak gdyby chcia&#322;a os&#322;oni&#263; serce.

Tata m&#243;wi, &#380;e piszesz jak&#261;&#347; ksi&#261;&#380;k&#281; ujawniaj&#261;c&#261; wszystkie szczeg&#243;&#322;y z jego &#380;ycia, naszego &#380;ycia. Ksi&#261;&#380;k&#281; na temat &#347;mierci Harleya.

Ciemna chmura zasnu&#322;a jego piwne oczy, ale po chwili znik&#322;a.

To prawda.

Dlaczego?

Wykrzywi&#322; usta w cynicznym u&#347;miechu.

Bo ju&#380; czas najwy&#380;szy.

Bo tata zamierza kandydowa&#263; na stanowisko gubernatora? Nieznacznie uni&#243;s&#322; brwi.

To jeden z powod&#243;w.

A inne?  R&#281;ce zacz&#281;&#322;y jej si&#281; poci&#263;.

Przymru&#380;y&#322; oczy i zerkn&#261;&#322; na jej usta, by zn&#243;w spojrze&#263; w oczy. Serce Claire wali&#322;o bezlito&#347;nie.

S&#261;dz&#281;, &#380;e jestem jeste&#347;my to winni Harleyowi.

Nie przypominam sobie, &#380;eby&#347; si&#281; przyja&#378;ni&#322; z Harleyem. Zn&#243;w ten lodowaty u&#347;miech.

Nie uwa&#380;asz, &#380;e powody tego stanu rzeczy s&#261; zbyt z&#322;o&#380;one, by je teraz roztrz&#261;sa&#263;?

Gard&#322;o jej wysch&#322;o a&#380; do b&#243;lu. Z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.

To, co zasz&#322;o mi&#281;dzy nami  urwa&#322;a, opanowa&#322;a si&#281;. Tym razem nie pozw&#243;l mu na to.  Czy masz mi jeszcze co&#347; do powiedzenia?

Wi&#281;cej, ni&#380; chcia&#322;aby&#347; us&#322;ysze&#263;. Podejrzewam, &#380;e stary naopowiada&#322; ci niestworzonych rzeczy o moich zamiarach i przedstawi&#322; je jako polowanie na czarownice.

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Mniej wi&#281;cej. Parskn&#261;&#322;.

No tak. Jest troch&#281; prawdy w tym, &#380;e mam wielk&#261; ochot&#281; pokaza&#263; poczciwemu, staremu Benedictowi, &#380;e nie stoi ponad prawem, &#380;e nie zawsze mo&#380;e za &#322;ap&#243;wk&#281; wybrn&#261;&#263; z brud&#243;w i &#380;e dla mnie nie jest wielmo&#380;nym panem.

I jaki to ma sens?

Wskaza&#322; palcem masywny s&#322;up, kt&#243;ry podpiera&#322; dach.

My&#347;la&#322;em, &#380;e wiesz, jak wiele si&#281; tu pozmienia&#322;o. I to bardzo. Na przyk&#322;ad, &#380;e Neal Taggert kilka lat temu mia&#322; wylew i teraz porusza si&#281; na w&#243;zku inwalidzkim. Weston przej&#261;&#322; firm&#281;.

Ciarki przesz&#322;y po plecach Claire. Weston Taggert by&#322; przeciwie&#324;stwem m&#322;odszego brata. Wysoki, dobrze zbudowany, pewny siebie i wybuchowy. Zaprzeczenie wszystkich zalet Harleya.

Nie jest tajemnic&#261;, &#380;e Weston jeszcze bardziej ni&#380; Neal nienawidzi waszej rodziny. A jego &#380;ona

Kendall  wtr&#261;ci&#322;a Claire. Czu&#322;a si&#281; tak, jak gdyby ci&#281;&#380;ar ca&#322;ego &#347;wiata w&#322;a&#347;nie opad&#322; na jej ramiona. Drogi obu kobiet zn&#243;w si&#281; zbieg&#322;y.

Kiedy&#347; &#322;&#261;czy&#322; ich Harley. A teraz Kendall Forsythe wysz&#322;a za starszego brata Harleya, za cz&#322;owieka, kt&#243;ry publicznie o&#347;wiadczy&#322;, &#380;e jego najwi&#281;kszym pragnieniem jest upokorzy&#263; Dutcha Hollanda, a potem wyp&#281;dzi&#263; go z miasteczka.  Wszystko wskazuje na to, &#380;e ty i Weston jeste&#347;cie ulepieni z jednej gliny.

Oczy Kanea gniewnie b&#322;ysn&#281;&#322;y, zmarszczy&#322; nieznacznie czo&#322;o. Gdy pochyli&#322; si&#281; nad jej twarz&#261;, dech jej zapar&#322;o.

Nie mam nic przeciwko tobie ani przeciwko twoim siostrom. Dobrze o tym wiesz.

Nic o tobie nie wiem, Kane. Nie wiem, dlaczego podj&#261;&#322;e&#347; si&#281; misji zniszczenia mojej rodziny.

Nie rodziny. To twego ojca chc&#281;

Przecie&#380; wiesz, &#380;e on nie ma nic wsp&#243;lnego ze &#347;mierci&#261; Harleya. Tata my&#347;li, &#380;e Taggertowie ci&#281; op&#322;acili. Zreszt&#261; nie zdziwi&#322;abym si&#281;, gdyby si&#281; okaza&#322;o, &#380;e ma racj&#281;.  Odrobin&#281; unios&#322;a podbr&#243;dek i wyzywaj&#261;co spojrza&#322;a w oczy koloru drogiej whisky.  Przypuszczam, &#380;e dosta&#322;e&#347; fortun&#281; za odmalowanie mojego ojca jako wilko&#322;aka.

Tu nie chodzi o pieni&#261;dze.

A o c&#243;&#380; innego? Wielka ksi&#261;&#380;ka, ciosy od przeciwnika politycznego mojego ojca i ma&#322;a &#322;ap&#243;wka od Taggert&#243;w.

I tu si&#281; mylisz, skarbie.  Musia&#322;a odwr&#243;ci&#263; g&#322;ow&#281;, tak przenikliwe by&#322;o jego spojrzenie. By&#322;a pewna, &#380;e za chwil&#281; porwie j&#261; w ramiona i z ca&#322;ych si&#322; przyci&#347;nie do piersi. Ale si&#281; nie poruszy&#322;. Za to &#378;renice mu si&#281; rozszerzy&#322;y, gdy patrzy&#322; na ni&#261; spod oka.  Wiesz, czego chcia&#322;em wiele lat temu, a czego nie mog&#322;em mie&#263;.

Nie mog&#322;a wydoby&#263; z siebie g&#322;osu.

To prawda, Claire. W&#243;wczas pragn&#261;&#322;em ciebie. Skoczy&#322;bym w ogie&#324; dla jednego twojego spojrzenia, prawdziwego spojrzenia, takiego jakim si&#281; patrzy na kogo&#347;, kogo si&#281; kocha, a nie z zaciekawienia, dla jednej nocy z tob&#261;, malutkiego kroczku w szalon&#261; przepa&#347;&#263;, kiedy pr&#243;cz mnie nie by&#322;oby przy tobie

Przesta&#324;! Nie wiem, dlaczego tu przyszed&#322;e&#347; i po co to wszystko zn&#243;w wywlekasz. Ale to b&#322;&#261;d. Wierz mi. Daj sobie z tym spok&#243;j. Znajd&#378; jaki&#347; inny brudny skandal do pokazania &#347;wiatu, tylko tylko nie r&#243;b tego.

Za p&#243;&#378;no, kochanie. Karty ju&#380; zosta&#322;y rozdane.

Jak ju&#380; powiedzia&#322;am: pieni&#261;dze.

Mamo?  Sean, kt&#243;ry s&#322;ysza&#322; ostatni&#261; cz&#281;&#347;&#263; rozmowy, wy&#322;oni&#322; si&#281; zza w&#281;g&#322;a. Jego spojrzenie najpierw skupi&#322;o si&#281; na intruzie, a dopiero potem na matce.  Wszystko w porz&#261;dku?

Tylko tego brakowa&#322;o! Ile z tej rozmowy us&#322;ysza&#322;? Claire nagle odst&#261;pi&#322;a na krok od Kanea, jakby porazi&#322; j&#261; pr&#261;d. Musia&#322;a zachowa&#263; stosown&#261; odleg&#322;o&#347;&#263; pomi&#281;dzy nim a sob&#261;. Si&#322;&#261; opanowa&#322;a dr&#380;enie. W tej chwili nie mog&#322;a sobie pozwoli&#263; na utrat&#281; zimnej krwi. Nie na oczach syna. Nie w obecno&#347;ci Kanea Morana.

Tw&#243;j syn?  spyta&#322; Kane.

Tak A, poznaj Seana. Sean, to jest pan Moran.  Jej g&#322;os zabrzmia&#322; pewnie, cho&#263; dygota&#322;a wewn&#281;trznie.

Mi&#322;o mi ci&#281; pozna&#263;  powiedzia&#322; Kane, podchodz&#261;c do Seana i podaj&#261;c mu d&#322;o&#324;.  Zna&#322;em twoj&#261; mam&#281;, kiedy by&#322;a w twoim wieku.

To prawda. Kane by&#322; s&#261;siadem.

M&#243;j tata pracowa&#322; u twego dziadka.

I co z tego?  Na Seanie nie zrobi&#322;o to &#380;adnego wra&#380;enia i nie ukrywa&#322; tego. Ton jego g&#322;osu wyra&#380;a&#322; ostentacyjne lekcewa&#380;enie.

Mieszka&#322;em po drugiej stronie jeziora. O, w tej starej chacie. Sean bezwiednie obr&#243;ci&#322; g&#322;ow&#281; i spojrza&#322; na malutk&#261; chatynk&#281; stoj&#261;c&#261; w k&#281;pce jode&#322;.

Nie ma si&#281; czym chwali&#263;.

Sean!

Nic szczeg&#243;lnego.

Kane najwyra&#378;niej sienie obrazi&#322;. Sztywnym skinieniem g&#322;owy przyzna&#322; Seanowi racj&#281;.

Zgadzam si&#281;. Ta chata zawsze wygl&#261;da&#322;a na ruder&#281;. I wtedy, i teraz. Jako dziecko czu&#322;em si&#281; upokorzony i za&#380;enowany z tego powodu. Dlatego tak cz&#281;sto, jak to by&#322;o mo&#380;liwe, stara&#322;em si&#281; sp&#281;dza&#263; czas poza domem.

Sean zrobi&#322; podejrzliw&#261; min&#281;. Nie wierzy&#322;, &#380;e Kane mo&#380;e odbiera&#263; rzeczywisto&#347;&#263; podobnie jak on.

M&#243;j stary by&#322; kalek&#261; i zgry&#378;liwym gburem. Wynajdywa&#322;em sposoby, &#380;eby jak najrzadziej z nim przebywa&#263;, i zwykle za to obrywa&#322;em. Ale mnie to nie rusza&#322;o. Uwa&#380;a&#322;em, &#380;e &#380;ycie da&#322;o mi mocnego kopa i do&#347;&#263; d&#322;ugo by&#322;em sk&#322;&#243;cony z ca&#322;ym &#347;wiatem. Zawsze pakowa&#322;em si&#281; w k&#322;opoty.

Powiedzia&#322;em tylko, &#380;e ten dom to nic szczeg&#243;lnego  wymamrota&#322; Sean.

A ja zgodzi&#322;em si&#281; z tob&#261;.  Kane poklepa&#322; Seana po plecach. Ch&#322;opak wyra&#378;nie si&#281; cofn&#261;&#322;.  Powiniene&#347; si&#281; cieszy&#263;, &#380;e mieszkasz w takim domu.

Sean znacz&#261;co odchrz&#261;kn&#261;&#322;.

Ale&#380; oczywi&#347;cie  mrukn&#261;&#322; i zerkn&#261;&#322; na matk&#281;. Chyba si&#281; uspokoi&#322;, stwierdziwszy, &#380;e nic z&#322;ego si&#281; nie dzieje, bo przeskoczy&#322; przez barierk&#281; i znikn&#261;&#322; za rogiem domu.

To w ko&#324;cu czego ode mnie chcesz?  spyta&#322;a.

Tego samego, czego zawsze chcia&#322;em.

Jej puls odrobin&#281; przy&#347;pieszy&#322; i musia&#322;a upomnie&#263; sam&#261; siebie, &#380;e jest doros&#322;&#261; rozwiedzion&#261; kobiet&#261;, matk&#261; dwojga dzieci i nie wolno jej ulega&#263; m&#322;odzie&#324;czym porywom.

My&#347;l&#281;, &#380;e powiniene&#347; ju&#380; sobie p&#243;j&#347;&#263;. Jego usta zacisn&#281;&#322;y si&#281; w cienk&#261; kresk&#281;.

Masz racj&#281;. Powinienem. Ale pomy&#347;la&#322;em sobie, &#380;e dam ci szans&#281; przedstawienia twojej wersji zdarzenia.

Mojej wersji?

wydarze&#324; tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Harley Taggert.

Wi&#281;c zn&#243;w do tego wracamy?

Nigdy od tego nie odchodzili&#347;my. Pomimo to, co zasz&#322;o pomi&#281;dzy nami, nigdy nie powiedzia&#322;a&#347; mi prawdy.

Dobry Bo&#380;e, Kane, daj spok&#243;j.

Przeszy&#322; j&#261; na wylot surowym spojrzeniem, ale po chwili jego twarzy nieco z&#322;agodnia&#322;a i pojawi&#322;o si&#281; na niej co&#347; w rodzaju &#380;alu.

S&#322;uchaj, Claire, wiem, &#380;e to b&#281;dzie przykre. Dobrze, mo&#380;esz mnie nazwa&#263; niegodziwcem. Ale robi&#281; to, poniewa&#380; nadszed&#322; czas i dano mi szans&#281;, jasne? Cokolwiek si&#281; stanie, chc&#281;, &#380;eby&#347; wiedzia&#322;a, &#380;e nie pr&#243;buj&#281; zrani&#263; ani ciebie, ani twoich si&#243;str.

Och, dzi&#281;ki Bogu! Ul&#380;y&#322;o mi  powiedzia&#322;a, nie skrywaj&#261;c sarkazmu, kt&#243;ry wkrad&#322; si&#281; w jej s&#322;owa.  Nareszcie b&#281;d&#281; mog&#322;a spa&#263; spokojnie.

Pomy&#347;la&#322;em sobie, &#380;e powinna&#347; to wiedzie&#263;.

A ja sobie pomy&#347;la&#322;am, &#380;e powiniene&#347; i&#347;&#263; do diab&#322;a.

Jestem w pobli&#380;u.  Podrapa&#322; si&#281; po brodzie i przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; jej si&#281; przygl&#261;da&#322;.  Do zobaczenia, Claire. Je&#347;li dojdziesz do wniosku, &#380;e chcesz mi co&#347; powiedzie&#263; o tamtej nocy, po prostu krzyknij. B&#281;d&#281; po drugiej stronie, dok&#322;adnie naprzeciwko ciebie.  Obr&#243;ci&#322; si&#281; na pi&#281;cie, w&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce do kieszeni i leniwym krokiem odszed&#322; w stron&#281; pomostu, gdzie zacumowa&#322; ma&#322;&#261; motor&#243;wk&#281;. Wszed&#322; na pok&#322;ad, odbi&#322; od brzegu, zapali&#322; silnik, zatoczy&#322; szeroki &#322;uk i oddali&#322; si&#281;, pozostawiaj&#261;c za sob&#261; spieniony kilwater. &#321;&#243;dka pomkn&#281;&#322;a na drugi brzeg jeziora.

Claire czu&#322;a si&#281; tak, jakby jej wn&#281;trze by&#322;o z galarety. Dlaczego Kane tak uparcie rozgrzebuje przesz&#322;o&#347;&#263;? Dlaczego wr&#243;ci&#322; do chaty, kt&#243;rej  jak sam przysi&#281;ga&#322;  tak nienawidzi&#322; w dzieci&#324;stwie? I  na lito&#347;&#263; bosk&#261;!  dlaczego na jego widok jej niepos&#322;uszne serce bi&#322;o szybciej?

Jak zawsze.

Bo jeste&#347; idiotk&#261; w kontaktach z m&#281;&#380;czyznami. Zawsze by&#322;a&#347;, zawsze b&#281;dziesz.

Przygryz&#322;a doln&#261; warg&#281;, patrz&#261;c, jak kilwater wtapia si&#281; w g&#322;adk&#261; to&#324; wody. Czu&#322;a si&#281; winna.

Kane Moran zawsze by&#322; jej zmor&#261;. Biedny, zaniedbany dzieciak, kt&#243;ry kiedy&#347; mia&#322; nieszcz&#281;&#347;cie si&#281; w niej zakocha&#263;. Jako nastolatka przewa&#380;nie unika&#322;a go, jak mog&#322;a. Ale nie zawsze by&#322;o to mo&#380;liwe. Czasem zastanawia&#322;a si&#281;, czy wi&#281;&#378;, jaka &#322;&#261;czy&#322;a j&#261; z Harleyem, przypadkiem nie wynika&#322;a z l&#281;ku. Mo&#380;e przylgn&#281;&#322;a do dobrego i porz&#261;dnego Harleya, poniewa&#380; Moran, zadziorny i nieuleczalnie lekkomy&#347;lny, budzi&#322; w niej ni&#380;sze, bardziej prymitywne instynkty.

Kanea Morana nie ogranicza&#322;y &#380;adne zasady.

Nienawidzi&#322; w&#322;adzy i plu&#322; jej w twarz.

By&#322; buntownikiem z krwi i ko&#347;ci.

By&#322; z&#322;y przez du&#380;e Z.

A jednak w g&#322;&#281;bi serca czu&#322;a, &#380;e nie potrafi mu si&#281; oprze&#263;. Po ca&#322;ych nocach modli&#322;a si&#281; na kolanach, &#380;eby to chwilowe zauroczenie, kt&#243;re rozgrza&#322;o jej krew i o&#380;ywi&#322;o rytm serca, min&#281;&#322;o, zanim ktokolwiek  a zw&#322;aszcza Kane  je zauwa&#380;y. Wmawia&#322;a sobie, &#380;e wszystkie marzenia, w kt&#243;rych Kane tkliwie w zapami&#281;taniu j&#261; pie&#347;ci, to tylko fantazje i nie nale&#380;y si&#281; nimi przejmowa&#263;. Wiele razy przep&#322;ywa&#322;a d&#322;ugo&#347;&#263; basenu, usi&#322;uj&#261;c wybi&#263; go sobie z g&#322;owy. Ale p&#243;&#378;n&#261; noc&#261;, kiedy ksi&#281;&#380;yc unosi&#322; si&#281; wysoko, a jego srebrzysta po&#347;wiata o&#347;wietla&#322;a czarne wody jeziora, siada&#322;a na parapecie okiennym w swojej sypialni i szeroko otwiera&#322;a okno, &#380;eby s&#322;ony wiatr od strony Pacyfiku rozwiewa&#322; jej w&#322;osy i przytula&#322; nocn&#261; koszul&#281; do nagiego cia&#322;a. Patrzy&#322;a w czarn&#261; dal, na jedyne &#347;wiate&#322;ko, kt&#243;re pali&#322;o si&#281; na poddaszu domu Kanea. Zamyka&#322;a oczy i wyobra&#380;a&#322;a sobie, jak jego d&#322;onie i j&#281;zyk pieszcz&#261; jej omdla&#322;e cia&#322;o. W g&#322;&#281;bi serca niepokoi&#322;y j&#261; te porywy. Wiedzia&#322;a, &#380;e gdyby nie si&#322;a woli, kt&#243;ra trzyma&#322;a j&#261; w ryzach, to zrobi&#322;aby wszystko, &#380;eby chocia&#380; raz w &#380;yciu skosztowa&#263; tej s&#322;odyczy. A potem niech si&#281; dzieje, co chce.

Teraz, wiele lat p&#243;&#378;niej, patrzy&#322;a poprzez zasnute woalem nocy wody tego samego jeziora i czu&#322;a g&#322;&#281;boko skrywan&#261; t&#281;sknot&#281;, pulsuj&#261;ce po&#380;&#261;danie, kt&#243;re niegdy&#347;, we wczesnej m&#322;odo&#347;ci, nie pozwala&#322;o jej zasn&#261;&#263;. Przy&#322;o&#380;y&#322;a d&#322;o&#324; do gard&#322;a i mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e tym razem historia nie pope&#322;ni tego g&#322;upiego b&#322;&#281;du i nie powt&#243;rzy si&#281;.

Jeden raz z Kaneem Moranem to by&#322; niew&#322;a&#347;ciwy krok. Drugi raz by&#322;by dla nich obojga fatalny.



Cz&#281;&#347;&#263; druga 1980



1.

Nie wiem, co ty widzisz w tym Harleyu Taggercie.  Tessa nawin&#281;&#322;a kolejne pasemko blond w&#322;os&#243;w na elektryczn&#261; lok&#243;wk&#281;. Siedzia&#322;a na toaletce w &#322;azience w majtkach i biustonoszu i ze skupion&#261; min&#261; przygl&#261;da&#322;a si&#281; odbiciu Claire w lustrze.  Mnie tam Weston bardziej si&#281; podoba.

Przecie&#380; to cham.  Claire nie ufa&#322;a starszemu z braci Taggert&#243;w. Weston by&#322; wypolerowany i naoliwiony jak dobrze wyregulowany silnik.

Tak, ale musisz przyzna&#263;, &#380;e Harley to ciep&#322;e kluchy. Au&#263;!  Tessa sykn&#281;&#322;a, potrz&#261;sn&#281;&#322;a d&#322;o&#324;mi i upu&#347;ci&#322;a lok&#243;wk&#281; na pod&#322;og&#281;.  Zawsze musz&#281; si&#281; poparzy&#263;!

Claire ostro&#380;nie podnios&#322;a gor&#261;c&#261; lok&#243;wk&#281; i po&#322;o&#380;y&#322;a j&#261; na rozgrzan&#261; podstawk&#281; stoj&#261;c&#261; si&#281; na szafce Tessy. Tessa poliza&#322;a palec i skrzywi&#322;a si&#281;.

Problem z Harleyem

Nie ma &#380;adnego problemu.

Oczywi&#347;cie, &#380;e jest. To chor&#261;giewka na wietrze. Zrobi wszystko, co mu ka&#380;e stary.

Nieprawda.

Claire jednak nie by&#322;a do ko&#324;ca przekonana, czy Tessa przypadkiem nie ma racji. Je&#347;li Harley ma jak&#261;&#347; wad&#281;  a to je&#347;li jest bardzo wielkie  to jest ni&#261; odrobin&#281; za s&#322;aba wola.

To dlaczego nie zerwa&#322; z Kendall?  Tessa pytaj&#261;co unios&#322;a brwi, si&#281;gaj&#261;c po lok&#243;wk&#281;.  Pami&#281;tasz j&#261;, prawda? Kendall Forsythe z Portland. Zanim si&#281; tutaj przeprowadzili, jej ojciec by&#322; jednym z najbogatszych agent&#243;w nieruchomo&#347;ci czy czego&#347; tam, jak zwa&#322;, tak zwa&#322;, w San Francisco i

Wiem, kto to jest Kendall.

Harley jest z ni&#261; zar&#281;czony.

Ich zar&#281;czyny nigdy nie zosta&#322;y oficjalnie og&#322;oszone.  Claire zn&#243;w musia&#322;a go broni&#263;, nie znosi&#322;a tego. Harley jest dobry, s&#322;odki, uprzejmy. I c&#243;&#380; z tego, &#380;e nie jest tak dobrze zbudowany i czaruj&#261;cy jak Weston? Niewa&#380;ne, &#380;e czasem ma problemy z podj&#281;ciem decyzji. Jest po prostu rozwa&#380;ny.

Kendal sugerowa&#322;a, &#380;e ich zar&#281;czyny s&#261; oficjalne. Wczoraj na pla&#380;y rozmawia&#322;am z ma&#322;&#261; Paige, siostr&#261; Harleya. Powiedzia&#322;a, &#380;e Kendall jest za&#322;amana i nie mo&#380;e uwierzy&#263;, &#380;e to koniec. Twierdzi, &#380;e Kendall sp&#281;dza jak najwi&#281;cej czasu na farmie rodzic&#243;w w Manzanita, &#380;eby by&#263; jak najbli&#380;ej Harleya.

Paige Taggert to utrapienie.  Claire stawa&#322;a na g&#322;owie, &#380;eby zaprzyja&#378;ni&#263; si&#281; z jedyn&#261; c&#243;rk&#261; Taggert&#243;w, ale ostatnio Paige zadziera&#322;a nosa i nie chcia&#322;a z ni&#261; nawet rozmawia&#263;.

C&#243;&#380;, ona przepada za Kendall i cokolwiek Kendall powie lub zrobi, jest dla niej &#347;wi&#281;te.  G&#322;adkie czo&#322;o Tessy zmarszczy&#322;o si&#281;, gdy nawija&#322;a ostatnie pasemko w&#322;os&#243;w na lok&#243;wk&#281;.  Je&#347;li chcesz zna&#263; moje zdanie na ten temat, to jest jakie&#347; chore. Jakby to ona napali&#322;a si&#281; na Kendall albo co?

To ty jeste&#347; jako&#347; chora.

M&#243;wi&#281; ci, to nie jest normalne.  Tessa przy&#322;o&#380;y&#322;a do twarzy chusteczk&#281;.  Harley dzisiaj nie zadzwoni&#322;, co?

Nie, ale

Ani wczoraj?

Jest zaj&#281;ty.

A przedwczoraj?

Nie zapisuj&#281;, kiedy dzwoni.

Ale pami&#281;tasz. Warujesz jak pies przy telefonie i pierwsza dopadasz s&#322;uchawki, kiedy rozlegnie si&#281; dzwonek. Ci&#261;gle masz nadziej&#281;, &#380;e us&#322;yszysz jego g&#322;os. Dlaczego sama do niego nie zadzwonisz?  spyta&#322;a Tessa, poprawiaj&#261;c rami&#261;czko biustonosza. Si&#281;gn&#281;&#322;a po koralow&#261; szmink&#281;.

Wiem, &#380;e ty by&#347; tak zrobi&#322;a, ale ja nie jestem taka jak ty.

I na tym polega problem, nie uwa&#380;asz? Bo ja nigdy w &#380;yciu, s&#322;yszysz? Nigdy w &#380;yciu nie zadr&#281;cza&#322;abym si&#281; z powodu ch&#322;opaka, nawet takiego jak Weston Taggert. To jest niezdrowe, wierz mi. &#379;aden ch&#322;opak nie jest tego wart, a ju&#380; na pewno nie Harley Taggert.

Claire przewr&#243;ci&#322;a oczami i dosz&#322;a do wniosku, &#380;e nie warto ci&#261;gn&#261;&#263; tej rozmowy. Wszyscy, z Tess&#261; i Randa w&#322;&#261;cznie, pot&#281;piali j&#261; za bli&#380;sz&#261; znajomo&#347;&#263; z Harleyem. Jakby by&#322; Judaszem albo kim&#347; w tym rodzaju. Atmosfera w domu si&#281; zag&#281;szcza&#322;a i Claire postanowi&#322;a, jak zawsze, gdy siostry jej dokucza&#322;y, nie przeszkadza&#263; Tessie w robieniu makija&#380;u, a Rand&#281; zostawi&#263; z ksi&#261;&#380;kami i pojecha&#263; na przeja&#380;d&#380;k&#281; na wzg&#243;rza. Zawsze lubi&#322;a przebywa&#263; na &#347;wie&#380;ym powietrzu i czasami wr&#281;cz nie mog&#322;a znie&#347;&#263; zamkni&#281;cia w czterech &#347;cianach.

Przechodz&#261;c obok drzwi Mirandy, zerkn&#281;&#322;a, co siostra robi. Randa siedzia&#322;a w otwartym oknie z ksi&#261;&#380;k&#261; w r&#281;ku i spogl&#261;da&#322;a przez nie, jak gdyby na kogo&#347; czeka&#322;a. Ostatnio si&#281; zmieni&#322;a. Nie by&#322;a ju&#380; taka w&#322;adcza i zdarza&#322;o si&#281;, &#380;e znika&#322;a na wiele godzin. Nikt nie wiedzia&#322;, dok&#261;d sz&#322;a, ale zawsze zabiera&#322;a ze sob&#261; ksi&#261;&#380;k&#281; i Claire przypuszcza&#322;a, &#380;e zaszywa&#322;a si&#281; w tajemnej kryj&#243;wce w lesie, &#380;eby pogr&#261;&#380;y&#263; si&#281; w lekturze. Dziwne by&#322;o tylko to, &#380;e od wielu tygodni wci&#261;&#380; czyta&#322;a t&#281; sam&#261; ksi&#261;&#380;k&#281;, Lot nad kuku&#322;czym gniazdem. Randzie zwykle starcza&#322;o kilka dni na ksi&#261;&#380;k&#281;. Co&#347; si&#281; z ni&#261; dzia&#322;o, ale Claire nie mia&#322;a ani czasu, ani ochoty zag&#322;&#281;bia&#263; si&#281; w to. Zbieg&#322;a po schodach.

Dzie&#324; by&#322; parny i wszystkie okna pootwierano na o&#347;cie&#380;. Przez korytarz p&#322;yn&#281;&#322;a melodia z Love story, znak, &#380;e matka zn&#243;w usiad&#322;a przy pianinie, &#380;eby o&#380;ywi&#263; muzyk&#261; dom, kt&#243;rego nie cierpia&#322;a.

Owszem, Dominique pr&#243;bowa&#322;a go polubi&#263;. W przedsionku i salonie zawsze by&#322;y &#347;wie&#380;e ci&#281;te kwiaty, a z ukrytych g&#322;o&#347;nik&#243;w rozlega&#322;a si&#281; muzyka klasyczna. Co tydzie&#324; polerowano srebra. U&#380;ywano ich do wszystkich porannych posi&#322;k&#243;w razem z kryszta&#322;ami i poz&#322;acan&#261; chi&#324;sk&#261; porcelan&#261;. Po korytarzach starego dom paradowali nauczyciele gry na skrzypcach, baletu, szermierki i instruktorzy angielskiego stylu jazdy konnej.

Claire przejecha&#322;a palcem po g&#322;adkiej balustradzie schod&#243;w i zatrzyma&#322;a si&#281; na samym dole, przy wie&#324;cz&#261;cym je misternie wyrze&#378;bionym s&#322;upie w kszta&#322;cie skacz&#261;cego &#322;ososia, kt&#243;rego wygi&#281;te cia&#322;o a&#380; l&#347;ni&#322;o od wielbi&#261;cego dotyku palc&#243;w. Ale d&#322;o&#324; Dominique go nie tkn&#281;&#322;a. Matka uwa&#380;a&#322;a balustrad&#281; wraz z rze&#378;bionymi s&#322;upkami w kszta&#322;cie dzikich zwierz&#261;t za obrzydliw&#261;. Pociemnia&#322;y od wieloletniego u&#380;ytkowania kamienny kominek kojarzy&#322; jej si&#281; z zabit&#261; dechami wsi&#261;, a &#380;yrandole z rog&#243;w jelenich okre&#347;li&#322;a jako barbarzy&#324;stwo.

Claire uwielbia&#322;a to wszystko.

Ubrana tylko w szorty i bawe&#322;nian&#261; koszulk&#281; wbieg&#322;a przez hol na ty&#322;ach domu do kuchni. Ruby Songbird grubymi palcami zagniata&#322;a ciasto, cicho nuc&#261;c smutn&#261; melodi&#281; gran&#261; na pianinie. Ruby by&#322;a pos&#261;gow&#261; kobiet&#261; o p&#322;askiej twarzy i ciemnych b&#322;yszcz&#261;cych oczach. Je&#347;li ju&#380; si&#281; u&#347;miecha&#322;a  a zdarza&#322;o si&#281; to raczej rzadko  jej u&#347;miech potrafi&#322; rozja&#347;ni&#263; mrok pokoju. Gdyby kiedykolwiek rozpu&#347;ci&#322;a w&#322;osy, pewnie si&#281;ga&#322;yby do kolan. Jednak czarne pukle ze srebrnymi pasemkami by&#322;y upi&#281;te w &#347;cis&#322;y kok z ty&#322;u g&#322;owy, gdzie Ruby  jak s&#261;dzi&#322;a Claire  mia&#322;a drug&#261; par&#281; oczu. Nic nie umkn&#281;&#322;o jej uwagi.

Zdaniem Claire nikt pr&#243;cz niej nie zauwa&#380;y&#322;, &#380;e Ruby nieco si&#281; zmieni&#322;a i ostatnio jest troch&#281; zamy&#347;lona, kiedy wykonuje codzienne obowi&#261;zki, takie jak gotowanie, sprz&#261;tanie czy nadzorowanie pracy kiepskiego dozorcy i jego pasierba. Oczywi&#347;cie, mia&#322;a ludzi do pomocy, ale to ona pilnowa&#322;a, &#380;eby w tym starym domu wszystko dzia&#322;a&#322;o tak, jak sobie tego &#380;yczy&#322;a Dominique.

Witaj  odezwa&#322;a si&#281; Claire, chwytaj&#261;c jab&#322;ko z koszyka z owocami, kt&#243;ry sta&#322; na kuchennej ladzie.

Zn&#243;w wyruszasz na przeja&#380;d&#380;k&#281; konn&#261;?  spyta&#322;a Ruby, zerkaj&#261;c na ni&#261; przez rami&#281;. Jej palce ani na chwil&#281; nie zgubi&#322;y rytmu w mi&#281;kkim cie&#347;cie.

Mam ochot&#281;.

Mmm.

Zastanawiaj&#261;ce by&#322;o, jak ta kobieta czyta&#322;a w jej my&#347;lach. Czasami Claire zastanawia&#322;a si&#281;, czy Ruby ma si&#243;dmy zmys&#322; lub co&#347; w tym rodzaju. Ruby twierdzi&#322;a, &#380;e jest potomkiem ostatniego szamana czy wodza plemienia, mo&#380;e wi&#281;c odziedziczy&#322;a po nim troch&#281; magii. Cho&#263; Claire twierdzi&#322;a, &#380;e nie wierzy w takie rzeczy.

Uwa&#380;aj.

Nie jad&#281; daleko. Ruby klasn&#281;&#322;a j&#281;zykiem.

Jednak w tych lasach czasem  wysun&#281;&#322;a doln&#261; warg&#281; i zamilk&#322;a, jakby powiedzia&#322;a za du&#380;o.

Co? Co jest w tych lasach?  Claire ugryz&#322;a jab&#322;ko. Rozdwoi&#322;o si&#281;.

Duchy.

Akurat!

To by&#322;a kiedy&#347; po&#347;wi&#281;cona ziemia.

Nic mi si&#281; nie stanie  o&#347;wiadczy&#322;a Claire.

Nie chcia&#322;a si&#281; wdawa&#263; w rozmow&#281; i nie &#380;yczy&#322;a sobie, by ktokolwiek j&#261; straszy&#322;. Ruby uparcie twierdzi&#322;a, mo&#380;e s&#322;usznie, &#380;e plemiona india&#324;skie zamieszkuj&#261;ce te tereny bardzo ucierpia&#322;y od bia&#322;ych ludzi. Claire nie pr&#243;bowa&#322;a temu zaprzecza&#263;. Przeczyta&#322;a do&#347;&#263; ksi&#261;&#380;ek historycznych, &#380;eby pozna&#263; okrucie&#324;stwo, jakiego dozna&#322;y te plemiona. Jednak nie czu&#322;a si&#281; kompetentna, by prowadzi&#263; dyskusj&#281; ze starsz&#261; kobiet&#261;, nawet je&#347;li jej przodkowie byli czerwonosk&#243;rymi bigotami. Ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie Crystal i Jack  dzieciaki Ruby  nie czuj&#261; si&#281; a&#380; tak poszkodowane. Pi&#281;kno&#347;&#263; i nieujarzmiony duch Crystal nie obnosi si&#281; z dziedzictwem rdzennych plemion Ameryki tak, jakby stanowi&#322;o ono order zas&#322;ugi. Bynajmniej nie traktuje go te&#380; jako obci&#261;&#380;enie dziedziczne. A co do Jacka, to jest to po prostu diabl&#281; wcielone. I nie ma to nic wsp&#243;lnego z kolorem sk&#243;ry.

Uwa&#380;aj  rzuci&#322;a przez rami&#281; Ruby, wci&#261;&#380; ugniataj&#261;c ciasto i dziel&#261;c je na dwa bochenki.

Na werandzie Claire w&#322;o&#380;y&#322;a swoje ulubione buty i zauwa&#380;y&#322;a os&#281;, kt&#243;ra budowa&#322;a malutkie gniazdo pod stropem. Owad gor&#261;czkowo pracowa&#322;, nieustannie poruszaj&#261;c czarnym l&#347;ni&#261;cym korpusem i &#380;uwaczkami.

Co Tessa mo&#380;e wiedzie&#263; o mi&#322;o&#347;ci?  pomy&#347;la&#322;a Claire, wyrzucaj&#261;c ogryzek na traw&#281; przy brukowanej &#347;cie&#380;ce, kt&#243;r&#261; sz&#322;a w stron&#281; stajni. Za&#322;o&#380;y&#322;a uzd&#281; na szeroki &#322;eb Martyego. Ojciec kupi&#322; konie ju&#380; nazwane. Dwa wa&#322;achy, &#322;aciaty i pstrokaty, otrzyma&#322;y imiona Spin i Marty na cze&#347;&#263; bohater&#243;w dawnego programu telewizyjnego, kt&#243;rego Claire nie ogl&#261;da&#322;a ani nigdy o nim nie s&#322;ysza&#322;a. Gniada klacz mia&#322;a na imi&#281; Hazel, tak jak bohaterka pewnego komiksu i audycji telewizyjnej. Idiotyczne imiona  pomy&#347;la&#322;a Claire, wyprowadzaj&#261;c Martyego ze stajni, a potem z zagrody.

Nie zada&#322;a sobie trudu, &#380;eby osiod&#322;a&#263; konia, i wskoczy&#322;a na szeroki grzbiet Martyego. Rado&#347;nie strzyg&#322; uszami, gdy truchtem przemierzali stary las jod&#322;owy. Smugi s&#322;o&#324;ca przedziera&#322;y si&#281; przez baldachim grubych ga&#322;&#281;zi, nakrapiaj&#261;c zacienione wzg&#243;rza. Jad&#261;c, napotkali stare &#347;lady kopyt jelenich, biegn&#261;cych w g&#243;r&#281;, w stron&#281; klif&#243;w Illahee.

Powietrze by&#322;o ci&#281;&#380;kie i parne, pachn&#261;ce sol&#261; i wodorostami. Wiatru jak na lekarstwo. Kilka przezroczystych chmur osiad&#322;o na szczytach nadbrze&#380;nych wzg&#243;rz. Claire usi&#322;owa&#322;a zapomnie&#263; o przestrogach Tessy dotycz&#261;cych Harleya, ale nie mog&#322;a. Uwagi siostry uparcie wdziera&#322;y si&#281; w jej my&#347;li, wt&#243;ruj&#261;c jej w&#322;asnym obawom.

Od kiedy to przejmuje si&#281; opiniami Tessy? Strofuj&#261;c siebie, wodzami uderzy&#322;a konia po grzbiecie. Marty zareagowa&#322;, przy&#347;pieszaj&#261;c do szybkiego galopu, a&#380; Claire zabrak&#322;o tchu i oczy zasz&#322;y &#322;zami. Ko&#324; wybija&#322; kopytami rytm, przemykaj&#261;c pomi&#281;dzy drzewami i przeskakuj&#261;c ponad powalonymi pniami. Tylko raz si&#281; zawaha&#322;, kiedy wystraszona kuropatwa wylecia&#322;a z k&#281;pki paproci, g&#322;o&#347;no trzepocz&#261;c skrzyd&#322;ami.

Marty potkn&#261;&#322; si&#281;, ale wyr&#243;wna&#322; krok i przy&#347;pieszy&#322;, galopuj&#261;c pod g&#243;r&#281;. Na szczycie Claire &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;a wodze. Ko&#324; parska&#322; i denerwowa&#322; si&#281;. Derk&#281; mia&#322; przepocon&#261;.

Cyrkowiec z ciebie!  powiedzia&#322;a, poklepuj&#261;c go po grzbiecie. Rumak wpatrywa&#322; si&#281; w w&#261;sk&#261; k&#322;adk&#281; l&#261;du. Na zachodzie rozpo&#347;ciera&#322;a si&#281; ciemnoszara p&#322;achta Oceanu Spokojnego. Na wschodzie po&#322;yskiwa&#322;y spokojne wody jeziora Arrowhead, odbijaj&#261;ce zamglony b&#322;&#281;kit nieba. Pomi&#281;dzy nimi wznosi&#322; si&#281; poro&#347;ni&#281;ty drzewami grzbiet, miejsce, kt&#243;re cz&#281;sto odwiedza&#322;a, gdy chcia&#322;a by&#263; sama.

Cmokni&#281;ciem da&#322;a Martyemu znak, &#380;eby podszed&#322; do kraw&#281;dzi klifu, &#380;eby mog&#322;a rzuci&#263; okiem na Stone Illahee  o&#347;rodek wypoczynkowy ojca, zbudowany na p&#243;&#322;ksi&#281;&#380;ycu piaszczystej pla&#380;y. Spojrza&#322;a w d&#243;&#322; na strome zbocze, schodz&#261;ce do oceanu. Olbrzymie gwa&#322;towne fale uderza&#322;y o brzeg, z hukiem rozbijaj&#261;c si&#281; o kamienne urwisko i strzelaj&#261;c w g&#243;r&#281; bia&#322;ym lodowatym prysznicem.

Claire westchn&#281;&#322;a. Jej zmartwienia gdzie&#347; si&#281; rozpierzch&#322;y. Z Harleyem wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y. Musi.

Cisz&#281; przerwa&#322;o ciche kaszlni&#281;cie.

W&#322;os jej si&#281; zje&#380;y&#322; na karku, a serce wali&#322;o jak m&#322;otem. Drgn&#281;&#322;a na nakrapianym grzbiecie konia. To by&#322;a prywatna ziemia nale&#380;&#261;ca do jej ojca i nikt, komu &#380;ycie by&#322;o mi&#322;e, nie mia&#322; prawa na ni&#261; wkracza&#263; bez pozwolenia. Przypomnia&#322;a sobie przestrog&#281; Ruby.

Gor&#261;czkowo przeszukiwa&#322;a las, a&#380; po&#347;r&#243;d zagajnika dojrza&#322;a m&#322;odego Morana, nieokrzesanego rzezimieszka, kt&#243;rego wyrzucono ze szko&#322;y. Pracowa&#322; jako uliczny sprzedawca u wydawcy jakiej&#347; gazety, kt&#243;rej w&#322;a&#347;ciciel by&#322; jego krewnym. Kiedy w pobli&#380;u ma&#322;ego miasteczka Chinook pope&#322;niono jakie&#347; przest&#281;pstwo, g&#322;&#243;wnym podejrzanym by&#322; w&#322;a&#347;nie on. Mia&#322; zbyt d&#322;ugie w&#322;osy, kt&#243;rych chyba nigdy nie czesa&#322;, nie goli&#322; si&#281;, a jego d&#380;insy by&#322;y tak wytarte, &#380;e prawie bia&#322;e, cho&#263; teraz ubrudzone kurzem. Kuca&#322; przy pozosta&#322;o&#347;ciach wygas&#322;ego ogniska i patykiem rozgrzebywa&#322; czarne w&#281;gle i popi&#243;&#322;. Nie spuszcza&#322; z niej wzroku. A jego oczy mia&#322;y kolor brandy, kt&#243;r&#261; co wiecz&#243;r po kolacji pija&#322; jej ojciec.

Pomimo fatalnej reputacji Kane Moran odrobin&#281; j&#261; intrygowa&#322;, budzi&#322; jej ciekawo&#347;&#263;. Ju&#380; kilka razy do niego podchodzi&#322;a i widzia&#322;a, jak spojrzeniem poch&#322;ania jej cia&#322;o. Wiedzia&#322;a, &#380;e ona jest dla niego r&#243;wnie intryguj&#261;ca, jak on dla niej. A mo&#380;e nawet bardziej. By&#322; typem ch&#322;opaka, kt&#243;rego nale&#380;y unika&#263; i kt&#243;ry m&#243;g&#322;by g&#322;&#281;boko zrani&#263; uczucia dziewczyny.

Nie wiedzia&#322;am, &#380;e tu jeste&#347;  powiedzia&#322;a, podprowadzaj&#261;c Matyego bli&#380;ej do ogniska.

Nikt o tym nie wie.

Wiesz, &#380;e ta ziemia stanowi w&#322;asno&#347;&#263; mojego taty. Uni&#243;s&#322; z&#322;ociste brwi.

I co z tego?

S&#261; tu znaki informuj&#261;ce o zakazie wst&#281;pu.

Przechyli&#322; si&#281; do ty&#322;u, przenosz&#261;c ci&#281;&#380;ar cia&#322;a na pi&#281;ty, i pos&#322;a&#322; jej drwi&#261;cy u&#347;miech.

Och, teraz kapuj&#281;. Szeryf ci&#281; tu przys&#322;a&#322;. Twoim zadaniem jest przeszukiwanie terenu  patykiem zakre&#347;li&#322; szeroki &#322;uk w powietrzu  i wyrzucanie st&#261;d ludzi.

Nie, ale

Tylko mnie?

Nie wyrzucam ci&#281;. Parskn&#261;&#322;.

I tak bym st&#261;d nie poszed&#322;, ksi&#281;&#380;niczko.

To spieszczenie  je&#347;li tak to mo&#380;na nazwa&#263;  rozdra&#380;ni&#322;o j&#261;.

Mam na imi&#281; Claire.

Wiem. Wszyscy ludzie mieszkaj&#261;cy w okolicy Chinook to wiedz&#261;.

Co tu robisz?

Wypoczywam  o&#347;wiadczy&#322;, a oczy mu lekko b&#322;ysn&#281;&#322;y.  Nie mog&#322;em sobie pozwoli&#263; na wykupienie apartamentu w luksusowym o&#347;rodku twego ojca, wi&#281;c przyszed&#322;em tutaj.

Naprawd&#281; my&#347;lisz, &#380;e w to uwierz&#281;?

Nie.  Pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i wsta&#322;. Dopiero wtedy zobaczy&#322;a, &#380;e jest wysoki i dobrze zbudowany.  Guzik mnie obchodzi, co ty o tym my&#347;lisz.

Rozejrza&#322;a si&#281; po jego obozie: stary &#347;piw&#243;r, drogi aparat fotograficzny, brezentowy plecak i pusta butelka po taniej whisky. W pobliskich krzakach b&#322;yszcza&#322; motocykl, olbrzymia chromowo-czarna maszyna, kt&#243;r&#261; gna&#322; po autostradach lub odbywa&#322; przeja&#380;d&#380;ki wok&#243;&#322; miasteczka. Jednak  przynajmniej dla Claire  dziwne by&#322;o, &#380;e sypia przy tym ognisku, patrz&#261;c w gwiazdy i s&#322;uchaj&#261;c bezustannego szumu oceanu. Nie tego by si&#281; spodziewa&#322;a po miejscowym chuliganie.

No, teraz twoja kolej  powiedzia&#322;, podchodz&#261;c do konia i dotykaj&#261;c jego mi&#281;kkiego nosa.  A od czego ty uciekasz?

Od niczego nie uciekam. Wzrokiem oskar&#380;a&#322; j&#261; o k&#322;amstwo.

Niech ci b&#281;dzie.

Po prostu chcia&#322;am si&#281; wyrwa&#263; z domu.

Stary da&#322; ci si&#281; we znaki?  Odrobin&#281; si&#281; naje&#380;y&#322;, wykrzywiaj&#261;c k&#261;ciki ust.

Co? Nie. Nie, wszystko w porz&#261;dku Czasami potrzebuj&#281; odetchn&#261;&#263; od tych starych &#347;cian, kt&#243;re wci&#261;&#380; mnie otaczaj&#261;.

A gdzie Taggert?

S&#322;ucham?  To pytanie j&#261; zaskoczy&#322;o. Wprawdzie chodzi&#322;a z Harleyem od kilku miesi&#281;cy, ale nie s&#261;dzi&#322;a, &#380;e wszyscy o tym wiedz&#261; czy interesuj&#261; si&#281; tym. Zw&#322;aszcza ci, kt&#243;rzy jej nie znaj&#261;.

Tw&#243;j ch&#322;opak, ksi&#281;&#380;niczko. Kojarzysz sobie? Gdzie on jest?  Si&#281;gn&#261;&#322; do kieszeni i wyci&#261;gn&#261;&#322; paczk&#281; papieros&#243;w. Wydoby&#322; kilka na wierzch i pocz&#281;stowa&#322; j&#261;. Kiedy pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; odmownie, wykrzywi&#322; k&#261;cik ust, jakby go co&#347; rozbawi&#322;o. Pstrykn&#281;&#322;a zapalniczka. G&#322;&#281;boko si&#281; zaci&#261;gn&#261;&#322;.

A co ci&#281; to obchodzi?

Nie obchodzi mnie  odpowiedzia&#322; zza k&#322;&#281;bu dymu.  Tylko grzecznie rozmawiam.

Wiedzia&#322;a, &#380;e j&#261; prowokuje, ale nie mog&#322;a si&#281; oprze&#263; pokusie podskoczenia w stron&#281; przyn&#281;ty jak &#322;oso&#347;, kt&#243;ry porywa si&#281; na wabik.

Rozmawiasz niegrzecznie.

Mo&#380;e i tak.

S&#322;uchaj, nie lubi&#281; rozmawia&#263; o osobistych sprawach z obcymi lud&#378;mi.

Nie jestem obcy, Claire. Przez ca&#322;e &#380;ycie mieszkamy naprzeciwko siebie po dw&#243;ch stronach tego samego jeziora.

Wiesz, co mam na my&#347;li

Oczywi&#347;cie, skarbie.  Zn&#243;w zaci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; papierosem i wypu&#347;ci&#322; dym k&#261;cikiem ust.  Oczywi&#347;cie.  Nie podj&#261;&#322; tematu, tylko poklepa&#322; bok konia tu&#380; przy jej nagiej nodze i odwr&#243;ci&#322; si&#281;. Bez s&#322;owa zebra&#322; swoje rzeczy, tak jak le&#380;a&#322;y, przewiesi&#322; przez rami&#281; aparat, reszt&#281; wcisn&#261;&#322; do &#347;piwora i gumowymi pasami przytwierdzi&#322; to wszystko do siedzenia motocykla.

Chcesz si&#281; przejecha&#263;?  spyta&#322;. Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Mam sw&#243;j.  Wskaza&#322;a Martyego.

Ku jej zaskoczeniu Kane podni&#243;s&#322; aparat, zrobi&#322; jej kilka zdj&#281;&#263;, gdy tak siedzia&#322;a okrakiem na koniu, a potem z powrotem w&#322;o&#380;y&#322; ma&#322;oobrazkowy aparat do pokrowca, wrzuci&#322; niedopa&#322;ek papierosa do dawno wygas&#322;ego paleniska i zapali&#322; silnik motocykla. Marty stan&#261;&#322; d&#281;ba, gdy motor ruszy&#322;, ale Claire zdo&#322;a&#322;a si&#281; na nim utrzyma&#263;. Kane Moran oddali&#322; si&#281; i znik&#322; w b&#322;&#281;kitnym tumanie spalin, kt&#243;ry pozostawia&#322; za sob&#261;, mkn&#261;c przez skalisty szlak.

Claire pozosta&#322;a z niezrozumia&#322;ym poczuciem zawodu. Wzbiera&#322;a w niej rw&#261;ca rzeka rozpaczy. Nie pojmowa&#322;a dlaczego, a jednak z pewno&#347;ci&#261; mia&#322;o to jaki&#347; zwi&#261;zek z Kaneem Moranem.

Na Boga, synu, trzymaj si&#281; z dala od Claire Holland!  Neal Taggert rzuci&#322; segregator na skraj biurka, krzywi&#261;c si&#281; z odraz&#261;. Dokumenty wysypa&#322;y si&#281; jak stado wystraszonych kur z kurnika i opad&#322;y na pluszowy dywan. Neal zdawa&#322; si&#281; tego nie widzie&#263;. Mo&#380;e by&#322;o to dla niego ma&#322;o wa&#380;ne.

Harley pragn&#261;&#322; uciec albo zapa&#347;&#263; si&#281; pod ziemi&#281;. Z&#322;e humory ojca zawsze napawa&#322;y go l&#281;kiem. Jako&#347; si&#281; jednak trzyma&#322;, stoj&#261;c na przed wypolerowanym mahoniowym biurkiem na baczno&#347;&#263; jak sier&#380;ant w czasie musztry. A niech sobie stary gdera i w&#347;cieka si&#281;. Tym razem nie zamierza&#322; si&#281; wycofa&#263;.

Jestem w niej zakochany.

Jezu Chryste! Mi&#322;o&#347;&#263;?  Neal obsypa&#322; syna tak&#261; wi&#261;zank&#261; przekle&#324;stw, &#380;e Harleyowi uszy zwi&#281;d&#322;y.  Co&#347; takiego jak mi&#322;o&#347;&#263; nie istnieje i pozw&#243;l, &#380;e ci co&#347; wyt&#322;umacz&#281;.  Przeszy&#322; m&#322;odszego syna gniewnym spojrzeniem i wycelowa&#322; masywny palec wskazuj&#261;cy w jego nos.  Ju&#380; samo poj&#281;cie mi&#322;o&#347;&#263; jest puste, pozbawione znaczenia.

Nie przestan&#281; si&#281; z ni&#261; spotyka&#263;.

Akurat!  Starszy pan okr&#261;&#380;y&#322; biurko szybciej, ni&#380; Harley si&#281; spodziewa&#322;. Jak na sze&#347;&#263;dziesi&#261;tk&#281; na karku i ponad sto kilo wagi by&#322; bardzo zwinny.  Pos&#322;uchaj mnie, szczeniaku. Przestaniesz si&#281; interesowa&#263; t&#261; dziewczyn&#261;, i to szybko  strzeli&#322; palcami  albo pozbawi&#281; ci&#281; zapisu w testamencie. Zrozumia&#322;e&#347;?

Serce Harleya na chwil&#281; zamar&#322;o. W sekundzie zobaczy&#322; swoje przysz&#322;e &#380;ycie z Claire. Byliby pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia, luksus&#243;w, mieszkaliby w wynaj&#281;tym mieszkaniu nad gara&#380;em albo tani&#261; w&#322;osk&#261; restauracj&#261;, skazani na uci&#261;&#380;liwe odg&#322;osy wrzeszcz&#261;cych i stukaj&#261;cych garnkami kucharzy i klient&#243;w. Musieliby wdycha&#263; przykre kuchenne zapachy, na przyk&#322;ad czosnku albo mocno przyprawionego sosu pomidorowego. Po&#380;egna&#322;by si&#281; ze swoim jaguarem. Do b&#243;lu zacisn&#261;&#322; z&#281;by i pi&#281;&#347;ci.

Neal, jakby czyta&#322; w jego my&#347;lach, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; od ucha do ucha, ukazuj&#261;c z&#322;oty z&#261;b.

&#321;adny obrazek, co?

Niewa&#380;ne. I tak z niej nie zrezygnuj&#281;.

Neal westchn&#261;&#322; i przeczesa&#322; palcami rzadkie kosmyki w&#322;os&#243;w zakrywaj&#261;ce zakole &#322;ysiny.

Cholera, synu, przy mnie nie musisz udawa&#263;. Jasne, &#380;e chcesz my&#347;le&#263; o sobie jako o szlachetnym, romantycznym m&#281;&#380;czy&#378;nie i pewnie majacz&#261; ci si&#281; inne tego rodzaju brednie. Ale prawda jest taka, &#380;e nie jeste&#347; lepszy ni&#380; ja czy Weston. Wygodne &#380;ycie kochasz bardziej  zn&#243;w parskn&#261;&#322;  ni&#380; jak&#261;kolwiek kobiet&#281;.

Ale Claire

Jest Holland. Tak jak jej stary.  Neal przysiad&#322; na rogu biurka i westchn&#261;&#322; z g&#322;&#281;bi duszy. Je&#347;li j&#261; mia&#322;. Trudno powiedzie&#263;, czy Neal w og&#243;le mia&#322; co&#347; takiego jak dusza lub sumienie.

Wiesz, pr&#243;bowa&#322;em udobrucha&#263; starego Dutcha. Kiedy przyjecha&#322;em tutaj, zaproponowa&#322;em, &#380;e mo&#380;e by&#347;my utworzyli swego rodzaju alians, je&#347;li ju&#380; nie sp&#243;&#322;k&#281;. Ale Benedict Holland nie m&#243;g&#322; si&#281; pogodzi&#263; z tym, &#380;e kto&#347; wkroczy&#322; na jego terytorium. Nie widzia&#322;, ile pieni&#281;dzy mogliby&#347;my zarobi&#263;, gdyby&#347;my pracowali razem, zamiast rywalizowa&#263;. I od chwili, kiedy twoja matka i ja tu si&#281; przeprowadzili&#347;my, Dutch stawa&#322; na g&#322;owie, &#380;eby obmy&#347;li&#263; jaki&#347; spos&#243;b wykurzenia nas. Mnie, twojej matki i wszystkiego, co jest zwi&#261;zane z przedsi&#281;biorstwem Taggert&#243;w. Gdyby&#347; chcia&#322; zna&#263; moje zdanie, cho&#263; wiem, &#380;e nie zechcesz, to s&#261;dz&#281;, &#380;e Dutch p&#322;aci swojej c&#243;rce za robienie do ciebie pi&#281;knych oczu. Po prostu chce si&#281; odegra&#263; na mnie.

Jeste&#347; niesamowity  odpar&#322; Harley cicho, niemal szeptem.  Taki z ciebie egocentryk, &#380;e uwa&#380;asz, &#380;e ca&#322;y &#347;wiat kr&#281;ci si&#281; wok&#243;&#322; ciebie. Naprawd&#281; jest inaczej i mam zamiar dalej spotyka&#263; si&#281; z Claire, czy ci si&#281; to podoba, czy nie.

To lepiej przygotuj si&#281; do przeprowadzki i zapomnij o powrocie do Berkeley jesieni&#261;. A samoch&#243;d wiesz, tylko ci go po&#380;yczy&#322;em i oczekuj&#281; zwrotu kluczyk&#243;w.

Harley z trudem opanowa&#322; l&#281;k, kt&#243;ry go ogarn&#261;&#322;. Walczy&#322; z tym l&#281;kiem od dziecka. By&#322; to strach, czy poradzi sobie w &#380;yciu. Od lat &#380;y&#322; w cieniu Westona. Starszy brat by&#322; wysokim i dobrze zbudowanym, nies&#322;ychanie zaradnym ch&#322;opakiem, kt&#243;ry w dodatku osi&#261;ga&#322; najlepsze wyniki w pi&#322;ce no&#380;nej. Weston przeszed&#322; przez szko&#322;&#281; &#347;redni&#261; &#347;piewaj&#261;co, a potem otrzyma&#322; cholerne stypendium w Stanfordzie. Weston Wielki, kr&#243;l Weston  piekielna zmora.

Nie mo&#380;esz mnie zastraszy&#263;, tato  upiera&#322; si&#281; Harley, czuj&#261;c, jak przekl&#281;te jab&#322;ko Adama podskakuje mu w gardle.

Oczywi&#347;cie, &#380;e mog&#281;, synu  Neal sprawia&#322; wra&#380;enie rozlu&#378;nionego. Spl&#243;t&#322; d&#322;onie i wygl&#261;da&#322; tak, jak gdyby rozkoszowa&#322; si&#281; swoj&#261; w&#322;adz&#261;.  Jak d&#322;ugo wytrzymasz w prawdziwym &#347;wiecie z ma&#322;&#261; pensyjk&#261; i stosem rachunk&#243;w do zap&#322;acenia? Claire Holland ma luksusowe upodobania, podobnie jak ty. Nie uszcz&#281;&#347;liwisz jej sam&#261;, jak ty to nazywasz, mi&#322;o&#347;ci&#261;. Siebie te&#380;.

Kendall przyjecha&#322;a!  Paige, siostra Harleya, nie zada&#322;a sobie trudu, &#380;eby zapuka&#263;, tylko otworzy&#322;a drzwi na o&#347;cie&#380; i p&#281;dem wbieg&#322;a do pokoju.

Przygn&#281;biony wyjrza&#322; przez okno. Ma&#322;y czerwony triumph podje&#380;d&#380;a&#322; pod gara&#380;. Wysiad&#322;a z niego krucha dziewczyna o bladej cerze, bardzo jasnych w&#322;osach i okr&#261;g&#322;ych b&#322;&#281;kitnych oczach, kt&#243;re wci&#261;&#380; go oskar&#380;a&#322;y o zdrad&#281;, nieuczciwo&#347;&#263; i r&#243;&#380;ne inne grzechy.

Z&#322;y dzie&#324; zmieni&#322; si&#281; na jeszcze gorszy.

Mam nadziej&#281;, &#380;e jej to wyt&#322;umaczysz lepiej ni&#380; mnie  o&#347;wiadczy&#322; Neal, wstaj&#261;c. Harley przeszed&#322; przez podw&#243;jne drzwi foyer, by podej&#347;&#263; do drzwi wej&#347;ciowych, kt&#243;re w&#322;a&#347;nie otwiera&#322;a Paige.

My&#347;la&#322;am, &#380;e jeste&#347; w Portland  powiedzia&#322;a Paige, promieniej&#261;c na widok starszej, &#322;adniejszej dziewczyny. Paige uwielbia&#322;a Kendall tak samo, jak czci&#322;a miejscowe gwiazdy lub dziewczyny wybierane na ksi&#281;&#380;niczk&#281; obozu, kr&#243;low&#261; balu czy inn&#261; m&#322;od&#261; miss. Podobne ho&#322;dy sk&#322;ada&#322;a swoim idiotycznym lalkom Barbie, kiedy by&#322;a kilka lat m&#322;odsza. Nawet w&#243;wczas mia&#322;a sk&#322;onno&#347;&#263; do przesadnych, wr&#281;cz obsesyjnych pasji.

Kendall cz&#281;sto si&#281; rumieni&#322;a.

Ja eee przyjecha&#322;am zobaczy&#263; si&#281; z Harleyem.  Zerkn&#281;&#322;a na niego roz&#380;alonym wzrokiem, pod kt&#243;rym ch&#322;opak a&#380; si&#281; skurczy&#322; w sobie.

Och!  Z twarzy Paige znikn&#261;&#322; sztuczny u&#347;miech, spowa&#380;nia&#322;a.

Ale przed odjazdem zajd&#281; do ciebie, &#380;eby porozmawia&#263;.  Kendall dorzuci&#322;a do obietnicy u&#347;miech. Harley tymczasem wzi&#261;&#322; si&#281; w gar&#347;&#263;.

Kendall!  Neal pos&#322;a&#322; jej tak promienny u&#347;miech, &#380;e m&#243;g&#322;by mu go pozazdro&#347;ci&#263; ka&#380;dy kandydat na prezydenta.  Jak si&#281; masz, ty i twoi bliscy?

&#346;wietnie.

Jak twemu staruszkowi leci gra w golfa?

Je&#347;li wierzy&#263; jemu, to bardzo &#378;le.

Co&#347; takiego! Najlepsz&#261; form&#281; chowa na fina&#322;.  Neal dobrodusznie zachichota&#322; i po ojcowsku poklepa&#322; dziewczyn&#281; po ramieniu, nawet nie zauwa&#380;aj&#261;c w&#322;asnej c&#243;rki. Zerkn&#261;&#322; z ukosa na Harleya i nic nie powiedzia&#322;, ale przes&#322;anie by&#322;o oczywiste: Patrz, oto dziewczyna dla ciebie.

Harley wiedzia&#322; swoje. Gdy ojciec wr&#243;ci&#322; do gabinetu, a Paige niech&#281;tnie si&#281; wynios&#322;a, Harley i Kendall poszli w g&#322;&#261;b domu.

Nie wiem, co tutaj robisz  powiedzia&#322;, otwieraj&#261;c ci&#281;&#380;kie, rozsuwane drzwi. Przytrzyma&#322; je dla Kendall, a potem wyszed&#322; za ni&#261; na cedrowy taras zawieszony wysoko nad jarem. Wiele metr&#243;w poni&#380;ej burzy&#322;a si&#281; rw&#261;ca rzeka Chinook, przecinaj&#261;ca w&#261;w&#243;z w dolnym biegu. Najwy&#380;sze ga&#322;&#281;zie jode&#322; zapewnia&#322;y mi&#322;y cie&#324;. Szum rzeki zag&#322;usza&#322; ich s&#322;owa.

Kendal westchn&#281;&#322;a g&#322;&#281;boko.

Kocham ci&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a.

Ju&#380; to s&#322;ysza&#322;em.

Chc&#281; za ciebie wyj&#347;&#263;.  Kendal wygl&#261;da&#322;a na wystraszon&#261;. Jej bia&#322;a cera wydawa&#322;a si&#281; jeszcze bardziej przezroczysta.

Nie chcesz.

Na Boga, Harley, przecie&#380; wiesz, &#380;e chc&#281;.  Zbli&#380;y&#322;a si&#281; do niego i wo&#324; jej perfum przy&#263;mi&#322;a wilgotny zapach pobliskiego lasu.  Kochali&#347;my si&#281;. Tu, na tym tarasie. W twoim samochodzie. W twoim &#322;&#243;&#380;ku. By&#322;am dziewic&#261;, a ty ty wtedy m&#243;wi&#322;e&#347;, &#380;e mnie kochasz

Zacisn&#261;&#322; z&#281;by, a jego palce zakleszczy&#322;y si&#281; na balustradzie. Z jej oczu pop&#322;yn&#281;&#322;y pierwsze &#322;zy.

A je&#347;li je&#347;libym ci powiedzia&#322;a, &#380;e jestem w ci&#261;&#380;y?  spyta&#322;a. Serce Harleya na moment zamar&#322;o. W ci&#261;&#380;y? Kendall? Grunt usuwa&#322; mu si&#281; spod n&#243;g. Niemo&#380;liwe, &#380;eby wpadli. Przecie&#380; uwa&#380;ali. On uwa&#380;a&#322;.

Nie jeste&#347; w ci&#261;&#380;y.

Nie.  Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Promienie s&#322;o&#324;ca ta&#324;czy&#322;y na jej jasnej czuprynie.  Szkoda, &#380;e nie jestem.

Bo w&#243;wczas o&#380;eni&#322;bym si&#281; z tob&#261;.

Tak! By&#322;by&#347; ze mn&#261; szcz&#281;&#347;liwy, Harley  Jeszcze bardziej zbli&#380;y&#322;a si&#281; do niego i chwyci&#322;a jego d&#322;o&#324; w obie r&#281;ce. Zacz&#281;&#322;a podnosi&#263; j&#261; do ust, ale nie pozwoli&#322; na to. Nie chcia&#322;, &#380;eby p&#322;aszczy&#322;a si&#281; przed nim. I tak ju&#380; wystarczaj&#261;co si&#281; poni&#380;y&#322;a.

To koniec, Kendall. Ju&#380; nie wiem, co mam powiedzie&#263; albo zrobi&#263;, &#380;eby ci&#281; przekona&#263;.

Wci&#261;&#380; mnie kochasz.

Nie.

Drgn&#281;&#322;a, jakby kto&#347; w ni&#261; wbi&#322; gw&#243;&#378;d&#378;. &#321;zy jak groch sp&#322;ywa&#322;y jej po policzkach, lecz t&#322;umi&#322;a szloch. Harley nigdy nie by&#322; bez serca. G&#322;upi, owszem, bywa&#322;. Wiele razy okaza&#322; si&#281; naiwny, ale nigdy bez serca. Nigdy. Nie m&#243;g&#322; spokojnie patrze&#263;, jak p&#322;acze.

Wiedzia&#322;, &#380;e pope&#322;nia kolosalny b&#322;&#261;d, a jednak westchn&#261;&#322; i wzi&#261;&#322; j&#261; w obj&#281;cia.

Przepraszam, Kendall  szepn&#261;&#322; w jej w&#322;osy.  Naprawd&#281; mi przykro.

Tylko mnie kochaj, Harley. Czy zbyt wiele od ciebie &#380;&#261;dam?  Unios&#322;a twarz i mrugn&#281;&#322;a. Nagle poca&#322;owa&#322;a go tak nami&#281;tnie, &#380;e go to zaskoczy&#322;o. Poca&#322;unek by&#322; p&#322;omienny, pe&#322;en po&#380;&#261;dania, s&#322;ony od &#322;ez. Przez sekund&#281; si&#281; podda&#322;. Nogi zacz&#281;&#322;y si&#281; pod nim ugina&#263;. Jednak szybko odst&#261;pi&#322; od niej o krok, a ramiona mu opad&#322;y.

Przepraszam.  Powiedzia&#322; to szczerze. Nigdy nie zamierza&#322; jej zrani&#263; ani zba&#322;amuci&#263;. Po prostu zawsze mia&#322; cholerny problem z podj&#281;ciem decyzji. A kiedy wreszcie mu si&#281; to uda&#322;o, czu&#322; si&#281; jak szmata.

To wszystko przez Claire Holland!  powiedzia&#322;a, &#322;kaj&#261;c.

Ma&#322;a chmura na chwil&#281; przys&#322;oni&#322;a s&#322;o&#324;ce, zanim leniwie przesun&#281;&#322;a si&#281; dalej.

To, co zasz&#322;o mi&#281;dzy nami, nie ma nic wsp&#243;lnego z Claire Holland.

Owszem, ma.  Opuszkami palc&#243;w wytar&#322;a oczy, rozmazuj&#261;c tusz do rz&#281;s, kt&#243;ry ju&#380; wcze&#347;niej zacz&#261;&#322; sp&#322;ywa&#263; wraz ze &#322;zami.  Je&#347;li b&#281;d&#281; zmuszona o ciebie walczy&#263;, b&#281;d&#281; walczy&#263;.

To nie jest bitwa.

Kendall?  G&#322;os Paige ni&#243;s&#322; si&#281; po w&#261;wozie.

Harley przymru&#380;y&#322; oczy i spojrza&#322; w g&#243;r&#281;. Siostra siedzia&#322;a w otwartym oknie swego pokoju. Proste br&#261;zowe w&#322;osy opada&#322;y w d&#243;&#322;. Patrzy&#322;a na brata krwio&#380;erczym wzrokiem. Prawdopodobnie s&#322;ysza&#322;a ca&#322;&#261; k&#322;&#243;tni&#281; i obserwowa&#322;a t&#281; nieprzyjemn&#261; scen&#281;. &#346;wietnie! Tylko tego mu brakowa&#322;o do szcz&#281;&#347;cia! Nawet ta ma&#322;a usi&#322;uje wywrze&#263; na niego wp&#322;yw.

Za chwil&#281; Zaraz do ciebie przyjd&#281;  obieca&#322;a z u&#347;miechem Kendall, cho&#263; jej oczy by&#322;y czerwone od p&#322;aczu, twarz brudna, a ramiona przygarbione. Gdy Paige znik&#322;a w pokoju, Kendall szepn&#281;&#322;a:

Ta ma&#322;a powinna pilnowa&#263; w&#322;asnego nosa.

Tym razem Harley zgodzi&#322; si&#281; z ni&#261; i zastanawia&#322;, ile jeszcze par oczu ogl&#261;da&#322;o ten spektakl zza uchylonych okien ponad w&#261;wozem. Wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e zobaczy&#322; jeszcze jedn&#261; posta&#263; ukryt&#261; za odbijaj&#261;c&#261; s&#322;o&#324;ce szyb&#261;, ale doszed&#322; do wniosku, &#380;e to chyba z&#322;udzenie.

Daj mi tylko jedn&#261; szans&#281;  b&#322;aga&#322;a Kendall, chwytaj&#261;c go za r&#281;k&#281; i ci&#261;gn&#261;c w stron&#281; schod&#243;w na p&#243;&#322;nocnej stronie tarasu, gdzie wi&#322;o si&#281; klematis, chyl&#261;c ku s&#322;o&#324;cu ogromne fioletowe kwiaty. Zszed&#322; za ni&#261; na d&#243;&#322;, wci&#261;&#380; ogl&#261;daj&#261;c si&#281; przez rami&#281; i ostrzegaj&#261;c samego siebie, &#380;e to si&#281; mo&#380;e &#378;le sko&#324;czy&#263;. Prowadzi&#322;a go po le&#347;n&#261; &#347;cie&#380;k&#261;, szli z pr&#261;dem rzeki. By&#322; pewny, &#380;e zatrzyma si&#281; tam gdzie zawsze, w zacienionej dolince, gdzie s&#322;o&#324;ce prze&#347;witywa&#322;o przez korony drzew, a sucha trawa chyli&#322;a si&#281; pod powiewami wiatru.

Powinna&#347; ju&#380; sobie p&#243;j&#347;&#263;, Kendall  rzek&#322;, ale serce zacz&#281;&#322;o mu mocniej bi&#263; i kiedy zarzuci&#322;a mu ramiona na szyj&#281; i zacz&#281;&#322;a ca&#322;owa&#263;, pierwotny instynkt okaza&#322; si&#281; silniejszy ni&#380; rozum.  Nie  szepn&#261;&#322; bez przekonania, gdy jej palce w&#347;lizgn&#281;&#322;y si&#281; pod jego sweter.  Przesta&#324;, Kendall  &#346;cisn&#261;&#322; j&#261; za ramiona, gdy rozpi&#281;&#322;a mu pasek, a zaraz potem suwak u spodni. Osun&#281;&#322;a si&#281; w d&#243;&#322; i ukl&#281;k&#322;a przed nim. Dalej nie mia&#322; si&#322; si&#281; broni&#263;. W zapomnieniu tarmosi&#322; j&#261; za blond w&#322;osy, jednocze&#347;nie przeklinaj&#261;c siebie za to, co robi.

Paige otworzy&#322;a okno nieco szerzej i a&#380; do b&#243;lu przygryz&#322;a doln&#261; warg&#281;. Harleya i Kendall nie by&#322;o ju&#380; ponad p&#243;&#322; godziny i zaczyna&#322;a si&#281; niepokoi&#263;. To, &#380;e pewnie Kendall przekonuje Harleya, i&#380; jest dla niego t&#261; jedyn&#261;, by&#322;o pocieszaj&#261;ce. Paige martwi&#322;o jednak, &#380;e kiedy wr&#243;ci, pewnie nie zechce nawet na ni&#261; spojrze&#263;.

Dziewczynka westchn&#281;&#322;a i zacz&#281;&#322;a bazgra&#263; w notesie, kt&#243;ry trzyma&#322;a na kolanach. Skrzywi&#322;a si&#281;, kiedy rozleg&#322;o si&#281; g&#322;o&#347;ne bzyczenie. W&#322;a&#347;nie przez okno wlecia&#322;a osa w &#380;&#243;&#322;te c&#281;tki i zacz&#281;&#322;a uderza&#263; o szyb&#281;, bezskutecznie domagaj&#261;c si&#281; wolno&#347;ci.

Paige wci&#261;&#380; od nowa pisa&#322;a imi&#281; Kendall. &#262;wiczy&#322;a podpis, kt&#243;rym nigdy nie b&#281;dzie mog&#322;a si&#281; poszczyci&#263;. Po cichu marzy&#322;a, &#380;eby kiedy&#347; upodobni&#263; si&#281; do swojego bo&#380;yszcza. Kendall by&#322;a tak szczup&#322;a, &#380;e a&#380; krucha. Poza tym mia&#322;a wdzi&#281;k, naturaln&#261; urod&#281; i potrafi&#322;a flirtowa&#263;. Mia&#322;a swoje sposoby na to, &#380;eby zawr&#243;ci&#263; ch&#322;opakom w g&#322;owie, nie zabiegaj&#261;c o to.

Wi&#281;c dlaczego Kendall tak zale&#380;y na Harleyu? Jejku, przecie&#380; to takie ciep&#322;e kluchy! I co on widzi w tej Claire Holland? Ona woli jazd&#281; konn&#261; od zakup&#243;w w ekskluzywnych sklepach!

Kendall Forsythe, dziewczyna o figurze modelki, twarzy wprost z ok&#322;adki czasopisma dla nastolatek i nienagannie prostych w&#322;osach, mieszka&#322;a w Portland, chodzi&#322;a do prywatnej szko&#322;y dla najbogatszych dzieci i je&#378;dzi&#322;a w&#322;asnym triumphem. Nale&#380;a&#322;a do elity i naprawd&#281; by&#322;a dla r&#243;wie&#347;niczek wzorem do na&#347;ladowania.

Paige po raz kolejny westchn&#281;&#322;a, przesz&#322;a si&#281; po pokoju i otworzy&#322;a sw&#243;j album z wycinkami na jednej ze stron w ca&#322;o&#347;ci po&#347;wi&#281;conych Kendall. Tam czarno na bia&#322;ym widnia&#322;a jej gwiazda, ubrana w sk&#261;pe koronkowe majteczki i biustonosz, kupione za p&#243;&#322; ceny z okazji rocznicowej promocji. Paige zamkn&#281;&#322;a oczy i przez chwil&#281; wyobra&#380;a&#322;a sobie, &#380;e to ona jest Kendall Forsythe, cho&#263; dobrze wiedzia&#322;a, &#380;e nigdy si&#281; ni&#261; nie stanie. &#379;adna dieta, &#263;wiczenia czy zabiegi nie zapewni&#261; jej nigdy ani takiej gracji, ani takiej dystynkcji.

Kiedy&#347; przez moment widzia&#322;a prawie nag&#261; Kendall, kt&#243;ra przebiera&#322;a si&#281; w&#322;a&#347;nie w kostium k&#261;pielowy. Gdy Paige wesz&#322;a do &#322;azienki, dziewczyna by&#322;a ju&#380; w jednej cz&#281;&#347;ci kostiumu. Za lini&#261; opalenizny mia&#322;a bielutk&#261; cer&#281;, p&#281;pek tyci-tyci, a tali&#281; tak w&#261;sk&#261;, &#380;e nie do wiary! Jakim cudem w&#261;troba, &#347;ledziona, nerki i wiele innych rzeczy tam si&#281; mie&#347;ci&#322;o?

Pan Mink&#281; uczy&#322; ich o tym wszystkim na lekcji biologii. Jednak najbardziej zadziwiaj&#261;c&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; cia&#322;a Kendall by&#322;y jej piersi. Dwie blade kule z ogromnymi kr&#261;&#380;kami sutek, osadzone wysoko na klatce piersiowej, przez sekund&#281; stercza&#322;y nagie, zanim ich po&#347;piesznie nie ukry&#322;a czerwono-bia&#322;a lycra.

Paige zaczerwieni&#322;a si&#281; i usi&#322;owa&#322;a przeprasza&#263; z ca&#322;ego serca, ale Kendall tylko si&#281; za&#347;mia&#322;a, machn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; i zachowywa&#322;a tak, jak gdyby nago&#347;&#263; by&#322;a dla niej czym&#347; naturalnym. Nawet teraz policzki Paige zarumieni&#322;y si&#281; na wspomnienie pi&#281;knych piersi Paige.

Ale&#380; ten Harley jest g&#322;upi!

Biust Paige to obraz n&#281;dzy i rozpaczy  niewielki, z malutkimi brodawkami o wiele za ciemnymi w stosunku do koloru cery. Nie tylko piersi  o ile tak je mo&#380;na nazwa&#263;  mia&#322;a kiepskie. Z jakich&#347; tam wzgl&#281;d&#243;w nie by&#322;a tak pi&#281;kna jak reszta Taggert&#243;w. Urod&#281; odziedziczy&#322;a po ciotce Idzie, mia&#322;a jej orli nos i ma&#322;e oczka. Za to by&#322;a bystra, mo&#380;liwe nawet, &#380;e bystrzejsza od Westona, kt&#243;ry mia&#322; ordynarne maniery. A ju&#380; na pewno inteligencj&#261; przewy&#380;sza&#322;a Harleya, co wcale nie by&#322;o wielkim osi&#261;gni&#281;ciem.

Weston, najstarsze dziecko Taggert&#243;w, by&#322; prawie bosko pi&#281;kny. Mia&#322; pofalowane br&#261;zowe w&#322;osy, oczy tak b&#322;&#281;kitne jak niebo Kalifornii, kszta&#322;t twarzy, jakiego m&#243;g&#322;by mu pozazdro&#347;ci&#263; Rock Hudson oraz cia&#322;o ukszta&#322;towane i wygimnastykowane kulturystyk&#261; i boksem. Harleya Paige uwa&#380;a&#322;a za idiot&#281;, cho&#263; na sw&#243;j spos&#243;b by&#322; przystojny. Mia&#322; proste czarne w&#322;osy, orzechowozielone b&#322;yszcz&#261;ce oczy w oprawie prostych czarnych rz&#281;s, kt&#243;rych los posk&#261;pi&#322; siostrze. Na jego cerze, czasem pociemnia&#322;ej od zarostu, nie by&#322;o wida&#263; najmniejszego pryszcza.

Najwyra&#378;niej, zanim przysz&#322;a kolej na trzecie dziecko Mikki i Neala Taggert&#243;w, wszystkie dobre geny zosta&#322;y ju&#380; rozdane dw&#243;m synom. Mikki cz&#281;sto narzeka&#322;a, &#380;e trzecia ci&#261;&#380;a o ma&#322;o jej nie wyko&#324;czy&#322;a. Mo&#380;e to, &#380;e matka by&#322;a zm&#281;czona uganianiem si&#281; za dwoma &#380;wawymi urwisami, pozbawi&#322;o c&#243;rk&#281; wygl&#261;du i energii opatrzonej znakiem jako&#347;ci Taggert&#243;w.

Paige nawet nie chcia&#322;a patrze&#263; w lustro. Widzia&#322;a tam &#380;ywy dow&#243;d na to, &#380;e rodzice nie powinni jej mie&#263;. By&#322;a brzydka, pyzata i nie mo&#380;na by&#322;o tego zmieni&#263;. Drogie ubrania &#378;le na niej wygl&#261;da&#322;y. Ka&#380;da pr&#243;ba zmiany koloru jej prostych, br&#261;zowych w&#322;os&#243;w na inny ko&#324;czy&#322;a si&#281; druzgoc&#261;c&#261; kl&#281;sk&#261;. Och, gdyby mog&#322;a by&#263; taka jak Kendall

Us&#322;ysza&#322;a g&#322;osy i zn&#243;w podbieg&#322;a do okna. Harley i Kendall wchodzili po schodach na taras z ty&#322;u domu. Oboje byli zaczerwieniem, a Harley wygl&#261;da&#322; tak, jakby za chwil&#281; mia&#322; zwymiotowa&#263;. Kendall p&#322;aka&#322;a. &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y jej po policzkach, przylgn&#281;&#322;a do Harleya desperacko.

Niech to licho! Czy&#380;by Harley by&#322; &#347;lepy i g&#322;uchy jak pie&#324;? Co takiego widzi w Claire Holland, czego sto razy wi&#281;cej nie by&#322;oby w Kendall?

Ale ja ciebie kocham  m&#243;wi&#322;a Kendall, bezskutecznie powstrzymuj&#261;c &#322;zy. W&#322;osy mia&#322;a potargane, a sp&#243;dnic&#281; poplamion&#261; traw&#261;.

Paige zesztywnia&#322;a z wra&#380;enia i poczu&#322;a dziwny dreszcz w do&#322;ku, kiedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, co w&#322;a&#347;nie wysz&#322;o na jaw. Kendall i Harley to zrobili! Mimo jego zapewnie&#324;, &#380;e kocha Claire.

Zawsze ci&#281; kocha&#322;am.

Przesta&#324;  burkn&#261;&#322;.

Ale ty mnie te&#380; kochasz.

Zamknij si&#281;!  warkn&#261;&#322;, a&#380; Kendall zapar&#322;o dech.  Chryste, przepraszam nie chcia&#322;em  Urwa&#322;, zamkn&#261;&#322; oczy i przechyli&#322; g&#322;ow&#281; do ty&#322;u, jakby chcia&#322; jednocze&#347;nie rozprostowa&#263; kr&#281;gos&#322;up i znale&#378;&#263; w swoim t&#281;pym &#322;bie odpowiednie s&#322;owa.  To koniec, Kendall. I musisz si&#281; z tym pogodzi&#263;.

Nie mog&#281;. Nie mog&#281;, bo wiem, &#380;e mnie kochasz.  Kendall g&#322;o&#347;no poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem i unios&#322;a podbr&#243;dek. Paige cz&#281;sto &#263;wiczy&#322;a przed lustrem ten ruch.

Nie kocham ci&#281;!

To znaczy, &#380;e mnie wykorzysta&#322;e&#347;?

Uwiod&#322;a&#347; mnie.

A ty nie mog&#322;e&#347; si&#281; powstrzyma&#263;  rzek&#322;a z nut&#261; triumfu w g&#322;osie, kt&#243;ra jednak zaraz znik&#322;a.  A je&#347;li zasz&#322;am w ci&#261;&#380;&#281;?

Co?!  Paige dosta&#322;a g&#281;siej sk&#243;rki.  W ci&#261;&#380;y? Kendall? Jako grubaska z ogromnymi, obwis&#322;ymi cyckami? Fuj! Harley zblad&#322;.

Nie zasz&#322;a&#347;. Nie mog&#322;a&#347; zaj&#347;&#263;

To mo&#380;emy sprawdzi&#263; dopiero za kilka tygodni, prawda? Harley opad&#322; na balustrad&#281;, zaciskaj&#261;c na niej pi&#281;&#347;ci Jak jaki&#347; wymoczek!

Wtedy musia&#322;aby&#347; j&#261; usun&#261;&#263;. Pomog&#281;. Mam pieni&#261;dze

Je&#347;li m&#243;wisz o usuni&#281;ciu dziecka, naszego dziecka, Harley, to nie licz na to. Nigdy nie zrobi&#281; czego&#347; takiego.

Ale ja nie mog&#281; My nie mo&#380;emy

Smutno westchn&#281;&#322;a i powoli pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, jakby nagle odkry&#322;a jaki z niego zimny dra&#324;.

Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y, kochany  pocieszy&#322;a go. Ona jego, zamiast on j&#261;! Co&#347; takiego! Kendall obj&#281;&#322;a Harleya ramieniem i po&#322;o&#380;y&#322;a g&#322;ow&#281; na jego piersi. Nawet nie drgn&#261;&#322;.  Zobaczysz.

Paige po cichu odesz&#322;a od okna. Usiad&#322;a na pod&#322;odze, rozprostowuj&#261;c grube bia&#322;e nogi i opieraj&#261;c plecy o &#322;&#243;&#380;ko.

Kendall, na lito&#347;&#263; bosk&#261;! Nie mo&#380;emy do tego dopu&#347;ci&#263;!

W g&#322;osie Harleya s&#322;ycha&#263; by&#322;o napi&#281;cie, jakby si&#281; czego&#347; ba&#322;. Co za tch&#243;rz! Nie jest wart takiej dziewczyny jak Kendall! Paige zn&#243;w si&#281;gn&#281;&#322;a na stolik nocny po notes i o&#322;&#243;wek, jednak palce natrafi&#322;y na splot drut&#243;w. By&#322; to aparat ortodontyczny, kt&#243;ry mia&#322; skorygowa&#263; jej zgryz. Nienawidzi&#322;a go. Nosz&#261;c ten sprz&#281;t, czu&#322;a si&#281; jak przybysz z obcej planety. Odmawia&#322;a chodzenia w tym do szko&#322;y. R&#281;ka jej zastyg&#322;a, bo zn&#243;w rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Kendall.

S&#322;uchaj, Harley. Jak ja mog&#281; w tym stanie spotka&#263; si&#281; z Paige? Id&#378; do niej i powiedz, &#380;e musia&#322;am ju&#380; i&#347;&#263; &#379;e by&#322;am z kim&#347; um&#243;wiona albo co&#347; w tym rodzaju.

Ty jej to powiedz.

Nie mog&#281; teraz si&#281; z ni&#261; zobaczy&#263;. Prosz&#281;, Harley  nalega&#322;a Kendall. Paige odczu&#322;a to jako bolesny cios. Machinalnie chwyci&#322;a notes z o&#322;&#243;wkiem i po&#322;o&#380;y&#322;a go na podo&#322;ku.  Przecie&#380; to tak niewielka przys&#322;uga. Nie chc&#281; rani&#263; jej uczu&#263;.

Dlaczego?

Bo to fajny dzieciak. Jest narwana, ale mi&#322;a. Paige troch&#281; si&#281; rozpogodzi&#322;a. Kendall wci&#261;&#380; j&#261; lubi&#322;a.

To dziwaczka. Kendall za&#347;mia&#322;a si&#281;.

Wszyscy Taggertowie to dziwacy. Dlatego jeste&#347;cie tacy kochani. Paige poczu&#322;a, &#380;e serce jej podchodzi do gard&#322;a.

Kocham ci&#281;  powt&#243;rzy&#322;a Kendall.

Paige tak mocno &#347;cisn&#281;&#322;a o&#322;&#243;wek, &#380;e a&#380; kostki jej zbiela&#322;y.

Tylko nie b&#261;d&#378; w ci&#261;&#380;y.

S&#322;owa Harleya zawis&#322;y w dusznym powietrzu. Kroki Kendall by&#322;o s&#322;ycha&#263; coraz s&#322;abiej. Wystaj&#261;ce z&#281;by Paige wpi&#322;y si&#281; w warg&#281;. Zacz&#281;&#322;a pisa&#263;, niezdarnymi kulfonami, &#263;wicz&#261;c podpis Kendall. Ju&#380; wyobra&#380;a&#322;a sobie Kendall w roli s&#322;awnej modelki. Oczami duszy widzia&#322;a, jak z gracj&#261; paraduje po wybiegach, ko&#322;ysz&#261;c biodrami i rzucaj&#261;c pe&#322;ne seksapilu spojrzenia kamerom, kt&#243;re chwytaj&#261; jej uwodzicielski u&#347;miech i gr&#281; &#347;wiate&#322; na sukni wielkiego projektanta.

Nie mog&#281; si&#281; teraz z ni&#261; zobaczy&#263;. O co jej chodzi&#322;o?

To dziwaczka. Przecie&#380; Harley tak naprawd&#281; jej nie zna.

Wszyscy Taggertowie to dziwacy. Dlatego jeste&#347;cie tacy kochani.

Czy Kendall naprawd&#281; tak my&#347;li? Czy wszyscy o nich tak my&#347;l&#261;?

Paige wyjrza&#322;a przez okno i zobaczy&#322;a przygarbionego Harleya r&#281;kami wczepionego w balustrad&#281;. Ponurym wzrokiem spogl&#261;da&#322; w d&#243;&#322;, w g&#322;&#261;b w&#261;wozu. Twarz mia&#322; tak blad&#261;, jakby w&#322;a&#347;nie mia&#322; zwymiotowa&#263;.

Wystraszy&#322;e&#347; kolejn&#261;?  G&#322;os Westona podzia&#322;a&#322; na Paige jak rozgrzany olej na ogie&#324;.

Co chcesz przez to powiedzie&#263;?  Harley odwr&#243;ci&#322; g&#322;ow&#281;. By&#322; wyra&#378;nie rozz&#322;oszczony.

Kendall o ma&#322;o mnie nie przejecha&#322;a, gdy ruszy&#322;a.  Weston wyszed&#322; z ukrycia. By&#322; wy&#380;szy od Harleya i w powszechnym mniemaniu atrakcyjniejszy. Podci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; i usiad&#322; na barierce. Jedno ma&#322;e pchni&#281;cie i znalaz&#322;by si&#281; w rzece, oko&#322;o dziesi&#281;ciu metr&#243;w ni&#380;ej. Chyba si&#281; tym nie przejmowa&#322;, bo jego u&#347;miech zdradza&#322; t&#281; sam&#261; co zawsze, niezachwian&#261; pewno&#347;&#263; siebie.  Ty to masz sposoby na kobiety, braciszku!

Harley nie odpowiedzia&#322;, tylko patrzy&#322; na brata spode &#322;ba, w zamy&#347;leniu przygryzaj&#261;c doln&#261; warg&#281;.

Chyba trudno ci dokona&#263; wyboru pomi&#281;dzy Kendall i t&#261; ma&#322;&#261; Holland?

Na imi&#281; ma Claire.

U&#347;miech Westona sta&#322; si&#281; nieco krzywy.

Co&#347; ci powiem: nie wiem, co ty w niej widzisz.

Tobie si&#281; nie podoba.

Jest nawet &#322;adna, ale nie ma takiej pupci ani takich cyck&#243;w jak jej siostry. Nie warta tego, &#380;eby dla niej rzuca&#263; Kendall Forsythe. Bo Kendall jest ca&#322;kiem, ca&#322;kiem  Lekko si&#281; nachyli&#322; do brata.  S&#322;ysza&#322;em, &#380;e jej szparka jest jak mi&#243;d: lepka, s&#322;odka i wilgotna.

Paige o ma&#322;o si&#281; nie zakrztusi&#322;a.

Ale byle kogo nie dopuszcza do swoich majtek, wi&#281;c mo&#380;esz zaliczy&#263; si&#281; do szcz&#281;&#347;liwych wybra&#324;c&#243;w.

Stul pysk, Wes.

Odda&#322;bym po&#322;ow&#281; swojego kapita&#322;u, &#380;eby sprawdzi&#263;, czy to prawda. Ale nie po to ci&#281; szuka&#322;em, &#380;eby rozprawia&#263; o twoich sprawach sercowych.

To dobrze.

Rano tata idzie do swego adwokata, &#380;eby zmieni&#263; zapis w testamencie.

I co z tego?

Nie cieszy si&#281; z tego, &#380;e, jak by tu rzec, zadajesz si&#281; z naszym wrogiem. To ci&#281; mo&#380;e drogo kosztowa&#263;.

Niech sobie idzie, gdzie chce. Cho&#263;by i do diab&#322;a. Weston pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Nie kapujesz? Mo&#380;esz straci&#263; miliony przez swego &#347;wira na punkcie Claire Holland.

Na skraju twarzy Harleya drgn&#261;&#322; mi&#281;sie&#324;. Tak, przyzwoito&#347;&#263; nakazywa&#322;a przynajmniej okaza&#263; &#380;al! Dobrze. Zas&#322;u&#380;y&#322; na to, by czu&#263; si&#281; gorzej ni&#380; zbity pies pod p&#322;otem.

Wiesz, rozumiem twoje d&#261;&#380;enie do tego, by zosta&#263; buntownikiem i romansowa&#263; z c&#243;rk&#261; wroga naszego ojca, ale lepiej si&#281; zastan&#243;w, co robisz. Pakujesz si&#281; w niez&#322;e bagno. M&#243;wi&#281; ci, tata ci&#281; wydziedziczy.

I co? Martwi ci&#281; to?

Mnie?  Weston zamy&#347;li&#322; si&#281;, wysuwaj&#261;c doln&#261; warg&#281;. Odgarn&#261;&#322; z oczu pasemko l&#347;ni&#261;cych w&#322;os&#243;w.  Mnie tam zwisa i powiewa to, co ty robisz.

To po co tu przyszed&#322;e&#347;?

Je&#347;li koniecznie chcesz wiedzie&#263;, to nie podoba mi si&#281;, gdy ktokolwiek z nas daje si&#281; wystrychn&#261;&#263; na dudka przez Holland&#243;w.

Mnie nikt nie wystrychn&#261;&#322; na dudka.

Claire Holland tak &#347;ci&#347;le owin&#281;&#322;a ci&#281; wok&#243;&#322; swego palca, &#380;e jest fioletowy i za chwil&#281; jej odpadnie.

Pieprzysz.

P&#243;jd&#378; po rozum do g&#322;owy, Harley. Nikomu z nas nie przyniesie s&#322;awy, je&#347;li b&#281;dziesz wygl&#261;da&#322; jak zakochany po uszy, przerobiony na marmolad&#281; g&#322;upek.

A jak jest z tob&#261; i Crystal?

Crystal Songbird? Ta Indianka, kt&#243;ra pracuje u Holland&#243;w? Weston si&#281; z ni&#261; umawia?

Crystal jest bezpieczna.

Dlaczego?

Bo wie, &#380;e mnie interesuje tylko &#322;&#243;&#380;ko. Nic wi&#281;cej. Ma ochot&#281; i mi to daje.

A co dostaje w zamian?

Opr&#243;cz najlepszego seksu, jaki kiedykolwiek b&#281;dzie mia&#322;a, &#347;wiecide&#322;ka.

&#346;wiecide&#322;ka?

Pami&#281;tasz te wisiorki, kt&#243;re kiedy&#347; kupowali&#347;my na Manhattanie? Kupuj&#281; jej kolczyki i ubrania. Co tylko zechce.

Jest twoj&#261; dziwk&#261;.  W g&#322;osie Harleya s&#322;ycha&#263; by&#322;o obrzydzenie.

Lepiej, &#380;eby sienie dowiedzia&#322;a, &#380;e masz o niej takie zdanie. Wiesz, nale&#380;y do bardzo dumnego narodu.

Tak dumnego, &#380;e jej stary prawdopodobnie najpierw by ci obci&#261;&#322; jaja, a potem ci&#281; oskalpowa&#322;. Jeste&#347; nienormalny, Weston.

Mylisz si&#281;, Harley. Tylko sprytny. Crystal to dobry wyb&#243;r. Nie dlatego, &#380;e jej dziadek by&#322; wodzem plemienia, ale dlatego, &#380;e jest biedna.

Przekonasz si&#281;, &#380;e kobiety bez pieni&#281;dzy gotowe s&#261; zrobi&#263; dla ciebie wszystko tylko za kilka mi&#322;ych s&#322;&#243;w i podarunk&#243;w. Biedne kobiety s&#261; ma&#322;o skomplikowane.

Bo&#380;e, West, to jest obrzydliwe.

Taki ju&#380; jest ten &#347;wiat.

M&#243;wi&#281; ci, jeste&#347; nienormalny.

Nie wszyscy s&#261; monogamistami, Harley. Tylko nieliczna cz&#281;&#347;&#263; ludzko&#347;ci to ludzie, kt&#243;rzy d&#261;&#380;&#261; do takiej doskona&#322;o&#347;ci. Najwyra&#378;niej ty do nich nale&#380;ysz Mam racj&#281;?  Weston zrobi&#322; przewrotnie niewinn&#261; min&#281; i wiadomo by&#322;o, &#380;e zn&#243;w na w&#322;asny spos&#243;b zn&#281;ca si&#281; nad m&#322;odszym bratem.  Jeste&#347; szczery wobec Kendall przepraszam, chcia&#322;em powiedzie&#263; Claire?

Paige nad&#261;sa&#322;a si&#281;.

Harley najwyra&#378;niej mia&#322; ju&#380; do&#347;&#263; rad brata  tych dobrych i tych z&#322;ych. Odwr&#243;ci&#322; si&#281;, zaczerwieniony, ale Weston z&#322;apa&#322; go za rami&#281;.

Poczekaj chwil&#281;. Nie chcia&#322;em si&#281; obrazi&#263;, naprawd&#281;. Nawet rozumiem twoj&#261; fascynacj&#281; panienkami Holland, w ko&#324;cu zakazany owoc najlepiej smakuje. A kiedy ju&#380; stary zmieni ostatni&#261; wol&#281; i b&#281;d&#281; wiedzia&#322;, &#380;e m&#243;j spadek jest pewny, sam mo&#380;e si&#281; skusz&#281; na szpark&#281; kt&#243;rej&#347; z nich.

Harley wyrwa&#322; rami&#281; z u&#347;cisku brata.

Trzymaj si&#281; z dala od Claire.

Weston potar&#322; d&#322;oni&#261; policzek i zmru&#380;y&#322; oczy.

A co powiesz na zak&#322;ad?

Chcesz si&#281; za&#322;o&#380;y&#263;?

Mm-hm. &#379;e zaci&#261;gn&#281; jedn&#261; z panienek Holland do &#322;&#243;&#380;ka do ko&#324;ca tego lata.

Zostaw je w spokoju.

Wszystkie?  Weston nieznacznie uni&#243;s&#322; brwi.  Nie m&#243;w mi, &#380;e wszystkie trzy zarezerwowa&#322;e&#347; dla siebie.

Harley rzuci&#322; si&#281; na brata i chcia&#322; chwyci&#263; go za gard&#322;o, ale Weston zrobi&#322; unik, z&#322;apa&#322; go za rami&#281; i wykr&#281;ci&#322; mu r&#281;k&#281;. Harley skrzywi&#322; si&#281; z b&#243;lu.

Nie b&#261;d&#378; sk&#261;py, Harl. Cipek Holland jest a&#380; nadto dla nas obu.

Perwersyjny gn&#243;j z ciebie.

By&#263; mo&#380;e. Mo&#380;liwe, &#380;e to u nas rodzinne. Ale przynajmniej nie przysi&#281;gam Claire dozgonnej mi&#322;o&#347;ci, jednocze&#347;nie pieprz&#261;c si&#281; w lasku z Kendall.  Odepchn&#261;&#322; Harleya, kt&#243;ry upad&#322; na balustrad&#281;. Korony drzew przys&#322;oni&#322;y jego twarz nier&#243;wnym cieniem.

Paige czu&#322;a, &#380;e &#380;o&#322;&#261;dek jej si&#281; przewraca. Biedna Kendall.

B&#281;dziesz mia&#322; za swoje  ostrzeg&#322; Harley. Weston roze&#347;mia&#322; si&#281;.

Mam nadziej&#281;. A ty za swoje. Ale&#380; to musi by&#263; satysfakcja: m&#243;c powiedzie&#263;, &#380;e si&#281; zaliczy&#322;o wszystkie trzy dupy Holland! Zastanawiam si&#281;, co by na to powiedzia&#322; stary Dutch.

Na twarzy Harleya malowa&#322;o si&#281; obrzydzenie i pogarda. Przeszed&#322; pod dach werandy, znikaj&#261;c z pola widzenia Paige.

Miej si&#281; na baczno&#347;ci, Wes.

Paige us&#322;ysza&#322;a cichy odg&#322;os rozsuwania drzwi, a zaraz potem trzask ich suwania tak g&#322;o&#347;ny, &#380;e dom zatrz&#261;s&#322; si&#281; w posadach. Co za oferma! Powinien by&#322; spra&#263; Wesa na kwa&#347;ne jab&#322;ko za te wszystkie docinki na temat Kendall. Weston nale&#380;a&#322; do tych maniak&#243;w na punkcie w&#322;asnego ja, kt&#243;rzy  jak mawia&#322;a Kendall  my&#347;leli kroczem, a nie g&#322;ow&#261;. Powoli podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;, mru&#380;&#261;c oczy przed s&#322;o&#324;cem i wzrokiem dosi&#281;gn&#261;! Paige, zanim zd&#261;&#380;y&#322;a si&#281; schowa&#263; w g&#322;&#281;bi pokoju.

Nas&#322;ucha&#322;a&#347; si&#281; do woli?  spyta&#322;. Cmokn&#261;&#322; i pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;. Na jego twarzy malowa&#322; si&#281; szeroki k&#261;&#347;liwy u&#347;miech.  Cudze gacie s&#261; znacznie ciekawsze ni&#380; w&#322;asne, co, ma&#322;a?

Paige chcia&#322;a go pos&#322;a&#263; do diab&#322;a, ale rozmy&#347;li&#322;a si&#281;, bo wiedzia&#322;a, czym pachnie gniew Westona. Od dzieci&#324;stwa t&#322;uk&#322; Harleya, n&#281;ci&#322; wiewi&#243;rki orzechami, by potem do nich strzela&#263; z procy, i tylko liczy&#322;, ile kot&#243;w, szop&#243;w i opos&#243;w zabi&#322; swoim samochodem. Weston mia&#322; w duszy g&#322;&#281;boko ukryt&#261; sk&#322;onno&#347;&#263; do okrucie&#324;stwa, kt&#243;ra zawsze przera&#380;a&#322;a Paige. Wola&#322;a wi&#281;c nie nara&#380;a&#263; mu si&#281; jeszcze bardziej i nie k&#322;&#243;ci&#263; si&#281; z nim. Czerwona jak burak ze&#347;lizgn&#281;&#322;a si&#281; z okna. Od pocz&#261;tku wiedzia&#322;, &#380;e pods&#322;uchuje, a mimo to o&#347;miesza&#322; Harleya. Jej palce zacisn&#281;&#322;y si&#281; na listwie przypod&#322;ogowej  Wiesz, Paige, &#380;e pods&#322;uchiwanie mo&#380;e sprowadzi&#263; na ciebie k&#322;opoty? Chyba tylko na to czekasz, prawda? Troch&#281; k&#322;opot&#243;w mog&#322;oby o&#380;ywi&#263; tw&#243;j nudny &#380;ywot.

T&#322;umi&#322;a p&#322;acz. Ile&#380; to razy poni&#380;a&#322; j&#261;, gdy by&#322;a jeszcze ma&#322;&#261; dziewczynk&#261;, kt&#243;ra uwa&#380;a&#322;a swoich starszych braci za bog&#243;w? C&#243;&#380;, teraz ju&#380; nie mia&#322;a z&#322;udze&#324;. Weston by&#322; okrutnym draniem, a Harley chor&#261;giewk&#261; na wietrze.

S&#322;ysza&#322;a &#347;miech Westona wymierzony prosto w ni&#261; i skurczy&#322;a si&#281; w sobie. Wiedzia&#322;a, &#380;e cz&#281;sto j&#261; wy&#347;miewa&#322; przy kolegach. Widzia&#322;a, jak pr&#243;buj&#261; ukry&#263; u&#347;mieszki, kiedy szepta&#322; co&#347; na jej temat. Odwracali g&#322;owy i patrzyli na ni&#261;. U&#347;wiadamia&#322;a sobie wtedy, &#380;e wystawia j&#261; na drwiny. Kilka tygodni temu nawet powiedzia&#322; tak, &#380;eby us&#322;ysza&#322;a, &#380;e prawdopodobnie przez ni&#261; ich ojciec zszed&#322; na z&#322;&#261; drog&#281;. Neal tylko spojrza&#322; na c&#243;rk&#281; i zdecydowa&#322;, &#380;e nie b&#281;dzie mia&#322; wi&#281;cej dzieci z Mikki. Zacz&#261;&#322; si&#281; wi&#281;c rozgl&#261;da&#263; za innymi kobietami. Pewnego razu koledzy Westona ze studi&#243;w, kt&#243;rzy wcze&#347;niej nale&#380;eli wraz z nim do szkolnej dru&#380;yny pi&#322;karskiej, grali w bilard w sali rekreacyjnej w piwnicy. Nie wiedzieli, &#380;e Paige stoi na schodach i s&#322;yszy. Bawili si&#281; jej kosztem, a jeden z nich stwierdzi&#322;, &#380;e &#380;aden facet nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; jej przelecie&#263;, je&#347;li wcze&#347;niej nie za&#322;o&#380;y jej worka na twarz.

Paige po cichu wesz&#322;a na g&#243;r&#281; i p&#322;aka&#322;a przez godzin&#281;. Jej jedyn&#261; zemst&#261; by&#322;a kradzie&#380; filmu porno, kt&#243;ry Weston schowa&#322; na dnie torby treningowej, pod butami do gry w pi&#322;k&#281; no&#380;n&#261;. Paige zwin&#281;&#322;a stamt&#261;d kaset&#281; i po&#322;o&#380;y&#322;a j&#261; w miejscu, gdzie mama z &#322;atwo&#347;ci&#261; mog&#322;a j&#261; znale&#378;&#263;. Ale mu si&#281; dosta&#322;o! Mikki zgniot&#322;a kaset&#281; ulubionym kijem do golfa Westona. Na dok&#322;adk&#281; po&#322;ama&#322;a kij do baseballu.

Mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e Paige na sw&#243;j spos&#243;b odnios&#322;a triumf. Przez te wszystkie lata nauczy&#322;a si&#281; post&#281;powa&#263; ze swoim zdemoralizowanym bratem, ale nigdy wcze&#347;niej jego jad nie dosi&#281;gn&#261;&#322; Kendall. Teraz, kiedy Weston wzi&#261;&#322; j&#261; na cel, sytuacja si&#281; zmieni&#322;a.

A niewykluczone, &#380;e Kendall jest w ci&#261;&#380;y.

&#379;uj&#261;c doln&#261; warg&#281;, Paige czmychn&#281;&#322;a w g&#322;&#261;b pokoju, gdzie na p&#243;&#322;kach we wn&#281;kach &#347;ciennych sta&#322;a ca&#322;a mena&#380;eria. Najwi&#281;kszym z wypchanych zwierz&#261;t by&#322;a panda, kt&#243;r&#261; posadzono na krzese&#322;ku. Paige wsun&#281;&#322;a r&#281;k&#281; za plecy misia, do ma&#322;ej dziurki w szwie nad czarn&#261; nog&#261;, gdzie w g&#322;&#281;bi paku&#322; wyczu&#322;a ch&#322;odn&#261;, tward&#261; luf&#281; ma&#322;ego pistoletu, kt&#243;ry ukrad&#322;a z pokoju matki przed kilkoma tygodniami.

Myszkowa&#322;a w kom&#243;dce Mikki Taggert i znalaz&#322;a bro&#324; paln&#261;, wci&#347;ni&#281;t&#261; pomi&#281;dzy pude&#322;ka z chusteczkami higienicznymi, perfumy, pliki starych md&#322;ych list&#243;w mi&#322;osnych i dwie pary okular&#243;w do czytania. Wtedy jeszcze nie wiedzia&#322;a, dlaczego chce trzyma&#263; u siebie bro&#324;, o kt&#243;rej jej matka najwyra&#378;niej zapomnia&#322;a, cho&#263; by&#322;a na&#322;adowana.

Dotyk ch&#322;odnego metalu przyprawi&#322; j&#261; o dreszczyk. By&#322;o to niepowtarzalne uczucie si&#322;y, nigdy wcze&#347;niej tego nie do&#347;wiadczy&#322;a. Od tej chwili wiedzia&#322;a, &#380;e pistolet musi nale&#380;e&#263; do niej. W swoim &#380;yciu ukrad&#322;a ju&#380; wiele przedmiot&#243;w: Nanie pier&#347;cionek, kiedy ta jeszcze &#380;y&#322;a, wiele rzeczy w pobliskim sklepie, &#380;eby sprawdzi&#263;, czy jest w tym dobra, latark&#281; Harleyowi, Kendall szmink&#281;, ale nigdy broni. To by&#322;o co innego. Przez sekund&#281; potrzyma&#322;a palce na lufie, obliza&#322;a doln&#261; warg&#281; i zn&#243;w opar&#322;a pand&#281; o siedzenie krzese&#322;ka.

Nie potrzebowa&#322;a broni. Nie mia&#322;a okazji jej u&#380;y&#263;. Nie by&#322;o powodu trzyma&#263; u siebie pistoletu, a jednak s&#322;uchaj&#261;c szumu rzeki w w&#261;wozie i wdychaj&#261;c dusz&#261;c&#261; wo&#324; papierosa Westona, zdecydowa&#322;a, &#380;e za nic w &#347;wiecie z niego nie zrezygnuje.

Po raz pierwszy w swoim &#380;a&#322;osnym &#380;yciu Paige Taggert poczu&#322;a, &#380;e ma przewag&#281;.



2.

Gdyby mia&#322; cho&#263; troch&#281; oleju w g&#322;owie, da&#322;by sobie z ni&#261; spok&#243;j. Hollandowie zawsze stanowili &#378;r&#243;d&#322;o problem&#243;w dla tych, kt&#243;rzy mieli z nimi do czynienia, i dowod&#243;w na to Kane nie musia&#322; daleko szuka&#263;. Wystarczy&#322; przyk&#322;ad jego w&#322;asnego ojca. Kane postawi&#322; klocek sosnowy na pniu do r&#261;bania drew, uni&#243;s&#322; siekier&#281;, z ca&#322;ych si&#322; waln&#261;&#322; ni&#261; w polano i rozszczepi&#322; je na dwa, kt&#243;re potoczy&#322;y si&#281; na ziemi&#281;.

Pot &#347;cieka&#322; mu po plecach, a ramiona zaczyna&#322;y bole&#263;, ale chwyci&#322; kolejne okr&#261;g&#322;e polano i postawi&#322; na pie&#324;ku. Oskar, pies taty, zajadle zaszczeka&#322;, gdy z ganku dojrza&#322; p&#243;&#322;ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; pocztow&#261;, kt&#243;ra powoli si&#281; zbli&#380;a&#322;a do domu.

Biegnij, przynie&#347; poczt&#281;!  Hampton, nieogolony, z siwymi w&#322;osami do ramion, podjecha&#322; w&#243;zkiem na ganek i pos&#322;a&#322; starego ogara za ogrodzenie. Chwyci&#322; za lask&#281; le&#380;&#261;c&#261; przy drzwiach i zacz&#261;&#322; ni&#261; stuka&#263; o star&#261; pod&#322;og&#281; z desek.

Ostatnim uderzeniem siekiery Kane roz&#322;upa&#322; s&#281;katy kawa&#322; jod&#322;y i skierowa&#322; si&#281; w stron&#281; g&#322;&#243;wnej drogi. Dzi&#347; pi&#261;ty dzie&#324; miesi&#261;ca. Pora, &#380;eby w skrzynce pocztowej znalaz&#322; si&#281; anonimowy czek. Czu&#322; na sobie gniewne i bezlitosne spojrzenie ojca przeszywaj&#261;ce jego nagie plecy, a z ty&#322;u s&#322;ysza&#322; artretyczne cz&#322;apanie psa. Hampton nie skrywa&#322;, &#380;e zazdro&#347;ci synowi.

Masz dwie zdrowe nogi  mawia&#322; cz&#281;sto, siedz&#261;c na w&#243;zku inwalidzkim i patrz&#261;c spode &#322;ba na Kanea czerwonymi z przepicia oczami.  Przynie&#347; mi jeszcze jedn&#261; butelk&#281;.  Albo docina&#322; mu:  Gdybym wci&#261;&#380; mia&#322; nogi, tobym dwa razy wi&#281;cej zrobi&#322; od ciebie, guzdra&#322;o.  Cz&#281;sto te&#380; si&#281; roztkliwia&#322;:  Wiesz, kocha&#322;em j&#261;, znaczy twoj&#261; matk&#281;. Kocha&#322;em j&#261; o wiele bardziej ni&#380; jakikolwiek m&#281;&#380;czyzna ma prawo kocha&#263; kobiet&#281;. Ale to jej nie wystarczy&#322;o. Nie chcia&#322;a mnie z tymi nogami. Nieee, nie mog&#322;a znie&#347;&#263; tego, &#380;e jest &#380;on&#261; kaleki. Wola&#322;a zosta&#263; dziwk&#261; bogatego gacha.

Kane za ka&#380;dym razem zaciska&#322; z&#281;by i znosi&#322; obra&#378;liwe epitety ojca, bo &#380;al mu by&#322;o starego, kt&#243;ry nie m&#243;g&#322; si&#281; pogodzi&#263; z tym, &#380;e wypadek zmieni&#322; bieg jego &#380;ycia.

No wiesz, to wina Dutcha Hollanda. Kabel zaczepi&#322; o moj&#261; lin&#281; zabezpieczaj&#261;c&#261;, kiedy pracowa&#322;em na po&#322;udniowym grzbiecie. Je&#347;li chcesz zna&#263; moje zdanie, to wyposa&#380;enie by&#322;o wadliwe. A to liche odszkodowanie to tylko kropla w morzu tego, co mi si&#281; nale&#380;y.  Hampton wpatrywa&#322; si&#281; w przeciwleg&#322;y brzeg jeziora, w dom Hollanda, zawsze tak o&#347;wietlony jak przekl&#281;ta choinka w Bo&#380;e Narodzenie.  On i ta jego forsa. &#379;ona jak z obrazka i trzy smarkule. A co ja mam z tego, &#380;e wypruwa&#322;em sobie flaki, pracuj&#261;c dla niego? Po&#322;amany kr&#281;gos&#322;up, kawa&#322;ek kiepskiego gruntu i to!  Zacz&#261;&#322; uderza&#263; bezu&#380;yteczn&#261; lask&#261; o metalow&#261; ram&#281; w&#243;zka inwalidzkiego.  Mam nadziej&#281;, &#380;e Benedict Holland b&#281;dzie si&#281; sma&#380;y&#263; w piekle.

I tak bez ko&#324;ca, pomy&#347;la&#322; Kane. Otwieraj&#261;c skrzynk&#281; pocztow&#261;, przeszkodzi&#322; w pracy olbrzymiemu paj&#261;kowi, kt&#243;ry usi&#322;owa&#322; utka&#263; sie&#263; w cieniu pomi&#281;dzy podstaw&#261; skrzynki i jej pokryw&#261;.

Koperta tam by&#322;a  cienka i p&#322;aska, wci&#347;ni&#281;ta pomi&#281;dzy plik rachunk&#243;w, kt&#243;re prawdopodobnie pozostan&#261; nie zap&#322;acone przez kolejne czterdzie&#347;ci pi&#281;&#263; dni. Ale dzi&#347; wieczorem Hampton Moran zata&#324;czy z Black Velvet, a jutro rozweseli go Jack Daniels. Do &#347;rody przeprosi si&#281; z tanimi sikaczami, kt&#243;rymi b&#281;dzie musia&#322; si&#281; zadowoli&#263; a&#380; do pi&#261;tego sierpnia.

Kane wyj&#261;&#322; poczt&#281; ze skrzynki, a ogar od razu j&#261; obw&#261;cha&#322;. Czas opu&#347;ci&#263; Chinook i niewdzi&#281;cznego ojca. Przy&#322;o&#380;y&#322; kopert&#281; do nosa w nadziei, &#380;e poczuje zapach perfum albo dymu papierosowego, cokolwiek, co mog&#322;oby mu przypomnie&#263; matk&#281;. Jednak papier nie pachnia&#322; niczym. Skrzywi&#322; si&#281; i ruszy&#322; w stron&#281; ganku, wiedz&#261;c doskonale, &#380;e dzisiaj b&#281;dzie musia&#322; pom&#243;c tacie po&#322;o&#380;y&#263; si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka.

Chod&#378;, Oscar.  Zagwizda&#322; na psa i pomy&#347;la&#322;, &#380;e co do jednego Pop si&#281; nie myli&#322;: Benedict Holland by&#322; &#380;a&#322;osnym sukinsynem. A jednak traf chcia&#322;, &#380;e ten dra&#324; sp&#322;odzi&#322; najbardziej interesuj&#261;c&#261; dziewczyn&#281;, jak&#261; kiedykolwiek Kane spotka&#322;.

W powietrzu co&#347; wisia&#322;o. Claire wyczuwa&#322;a to instynktownie. S&#322;ysza&#322;a to w s&#322;owach, kt&#243;rych Harley nie wypowiedzia&#322;. Waruj&#261;c przy telefonie w korytarzu, czu&#322;a pustk&#281; w trzewiach i zastanawia&#322;a si&#281;, nie pierwszy raz, czy przypadkiem ojciec i siostry nie mieli racji, ostrzegaj&#261;c j&#261; przed nim.

K&#322;opoty w raju?  spyta&#322;a Tessa, biegn&#261;c po schodach w g&#243;r&#281;. W r&#281;ku trzyma&#322;a dietetyczn&#261; col&#281;. Sk&#243;r&#281; mia&#322;a opalon&#261; i nasmarowan&#261; oliwk&#261; po kilkugodzinnym opalaniu si&#281; przy basenie.

Wszystko w porz&#261;dku  mrukn&#281;&#322;a Claire poirytowana, bo siostra najwyra&#378;niej czyta&#322;a w jej my&#347;lach, i to w najbardziej niew&#322;a&#347;ciwych momentach. W domu pachnia&#322;o sosem grillowym, kt&#243;ry przygotowywa&#322;a Ruby Songbird. S&#322;ycha&#263; by&#322;o jak nuci, krz&#261;taj&#261;c si&#281; w kuchni.

Czy&#380;by?  Oczy Tessy skrzywi&#322;y si&#281; zadziornie.  Wiesz, kilka dni temu widzia&#322;am Harleya z Kendall.

Serce Claire zamar&#322;o. Mia&#322;a ochot&#281; zwymy&#347;la&#263; Tess&#281; za to, &#380;e k&#322;amie, ale ugryz&#322;a si&#281; w j&#281;zyk.

Co&#347; ty?

Hm-hm. Na przystani. Je&#347;li jest w tym co&#347; pocieszaj&#261;cego, to fakt, &#380;e wygl&#261;dali tak, jakby si&#281; k&#322;&#243;cili. Ale z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; byli razem.  Poci&#261;gn&#281;&#322;a col&#281; i posz&#322;a na g&#243;r&#281;, prawie zderzaj&#261;c si&#281; z Mirand&#261;, kt&#243;ra schodzi&#322;a na d&#243;&#322;.

Znowu jej dokuczasz?  Randa spogl&#261;da&#322;a na Tess&#281; strofuj&#261;cym okiem starszej siostry. Claire dobrze zna&#322;a to spojrzenie. Cz&#281;sto koncentrowa&#322;o si&#281; w&#322;a&#347;nie na niej.

Dawa&#322;am jej tylko ma&#322;&#261; rad&#281;.

A je&#347;li ona ma ju&#380; do&#347;&#263; dobrych rad?

Claire nie wierzy&#322;a w&#322;asnym uszom. Randa zawsze przejmowa&#322;a si&#281; tym, &#380;e jej siostry igraj&#261; z ogniem, &#380;e nie s&#322;uchaj&#261; g&#322;osu rozs&#261;dku, &#380;e wci&#261;&#380; pakuj&#261; si&#281; w k&#322;opoty. Dzi&#347; wydawa&#322;a si&#281; tak beztroska, gdy zeskakiwa&#322;a z ostatnich kilku stopni! By&#322;a w szortach i podkoszulku bez r&#281;kaw&#243;w, przez rami&#281; mia&#322;a przewieszon&#261; torb&#281; pla&#380;ow&#261;. Wystawa&#322; z niej r&#281;cznik k&#261;pielowy oraz podniszczony egzemplarz Lotu nad kuku&#322;czym gniazdem.

Tessa wychyli&#322;a si&#281; przez balustrad&#281;.

Ja tylko my&#347;l&#281;, &#380;e je&#347;li ju&#380; Claire chce si&#281; zaj&#261;&#263; kt&#243;rym&#347; z Taggert&#243;w, to powinna si&#281; skupi&#263; na Westonie.

Miranda stan&#281;&#322;a jak wryta.

&#379;artujesz!

Ani troch&#281;. Weston Taggert ma wszystkie te cechy, kt&#243;rych brakuje Harleyowi. Jest przystojny, dobrze zbudowany, seksowny

W takim si&#281; zadurzy&#263; to wpakowa&#263; si&#281; w najgorsze bagno  wycedzi&#322;a Miranda przez zaci&#347;ni&#281;te z&#281;by.

Mo&#380;e ja lubi&#281; bagna i moczary?  droczy&#322;a si&#281; Tessa.

Nie ten typ, Tesso. M&#243;wi&#281; powa&#380;nie.

Przecie&#380; nawet go nie znasz. Miranda zarumieni&#322;a si&#281;.

To kanalia przez du&#380;e k.

Uuu!  wykrzykn&#281;&#322;a Tessa, promieniej&#261;c satysfakcj&#261;, &#380;e uda&#322;o jej si&#281; wyprowadzi&#263; z r&#243;wnowagi zawsze opanowan&#261; Mirand&#281;.

Uwierz mi, to nicpo&#324;.

Dzi&#281;ki za o&#347;wiecenie!  Tessa poci&#261;gn&#281;&#322;a kolejny &#322;yk ze swej butelki.

Harley to s&#322;odki dzieciak  Miranda, pog&#322;adzi&#322;a Claire po ramieniu.  Je&#347;li go lubisz, w porz&#261;dku, mog&#281; to zrozumie&#263;, nawet je&#347;li chodz&#261;c z nim, wywo&#322;ujesz rodzinny skandal, ale Weston  Lodowatym wzrokiem przenikn&#281;&#322;a Tess&#281;.  To najgorsze nieszcz&#281;&#347;cie, jak mo&#380;e si&#281; przytrafi&#263; kobiecie. I g&#322;upie uprzedzenia taty nie maj&#261; tu nic do rzeczy.

Patrzcie, kto tu nagle jest wyroczni&#261; mi&#322;o&#347;ci! Ta, kt&#243;ra nie umawia si&#281; z ch&#322;opakami.

Pleciesz  mrukn&#281;&#322;a Claire.

Ale to prawda.  Tessa przechyli&#322;a si&#281; przez por&#281;cz z g&#322;adkiego drewna, opieraj&#261;c na niej piersi, a woln&#261; r&#281;k&#261; &#347;ciskaj&#261;c nied&#378;wiedzia wyrze&#378;bionego na najbli&#380;szym s&#322;upku.  Sk&#261;d Randa mo&#380;e cokolwiek wiedzie&#263; o facetach?

Miranda otwar&#322;a usta, ale po&#347;piesznie je zamkn&#281;&#322;a i pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, jakby nie mog&#322;a uwierzy&#263;, &#380;e jej siostra jest a&#380; tak g&#322;upia.

S&#281;k w tym, &#380;e Weston Taggert to niez&#322;y k&#261;sek.  Tessa pobieg&#322;a w swoj&#261; stron&#281;.

Trzymaj si&#281; od niego z daleka  ostrzeg&#322;a Miranda, zerkaj&#261;c na zegarek, i pogna&#322;a do wyj&#347;cia.

Co w ni&#261; wst&#261;pi&#322;o?  spyta&#322;a Claire, patrz&#261;c za starsz&#261; siostr&#261;, kt&#243;ra p&#281;dzi&#322;a przez trawnik, nie zwa&#380;aj&#261;c na spryskiwacze.

Nie wiem. I m&#243;wi&#261;c szczerze, nie obchodzi mnie to. Randzie zawsze co&#347; nie pasuje.

Po prostu jest rozwa&#380;na.

Ale nie dzi&#347;  krzykn&#281;&#322;a Tessa z pierwszego pi&#281;tra, zerkaj&#261;c przez okna holu. L&#347;ni&#261;cy camaro Z-28 Mirandy mkn&#261;&#322; po podje&#378;dzie.  Ostatnio si&#281; zmieni&#322;a.  W zamy&#347;leniu &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;a usta.  My&#347;lisz, &#380;e pojecha&#322;a na randk&#281; z tajemniczym ukochanym?

Miranda?  Claire usi&#322;owa&#322;a sobie wyobrazi&#263; starsz&#261; siostr&#281; na jakiej&#347; romantycznej schadzce.  Nieee. Pewnie chce zd&#261;&#380;y&#263; do biblioteki przed zamkni&#281;ciem.

Nie s&#261;dz&#281;  powiedzia&#322;a Tessa, zadumanym wzrokiem spogl&#261;daj&#261;c na tuman kurzu za samochodem mirandy.

Taki po&#347;piech zdarza si&#281; tylko wtedy, kiedy w gr&#281; wchodzi ch&#322;opak. Claire nie uwierzy&#322;a Tessie, ale nie by&#322;o w tym nic nadzwyczajnego.

S&#322;owa najm&#322;odszej siostry zawsze wydawa&#322;y jej si&#281; ma&#322;o wiarygodne. Jej zdaniem Tessa by&#322;a wyj&#261;tkowo bezmy&#347;lna. Za to Mirand&#281; uwa&#380;a&#322;a za chodz&#261;c&#261; encyklopedi&#281;, mo&#380;e z pomini&#281;ciem has&#322;a m&#281;&#380;czyzna. Tessa za bardzo skupia&#322;a si&#281; na sobie. Nie interesowa&#322;o j&#261; nic poza hollywoodzkimi plotkami, ch&#322;opakami i &#380;yciem towarzyskim Chinook, malutkiego miasteczka, kt&#243;re by&#322;o jej centrum wszech&#347;wiata. Matka usi&#322;owa&#322;a j&#261; nauczy&#263; dobrych manier obowi&#261;zuj&#261;cych w wy&#380;szych sferach Portland, Seattle czy San Francisco, ale Tessa lekcewa&#380;y&#322;a jej napomnienia.

Miranda przez ca&#322;e &#380;ycie d&#261;&#380;y&#322;a do zdobywania wiedzy, Tessa natomiast zawzi&#281;cie usi&#322;owa&#322;a zapomnie&#263; nawet te wiadomo&#347;ci, kt&#243;re w ci&#261;gu beztroskich pi&#281;tnastu lat swojego &#380;ycia zd&#261;&#380;y&#322;a przyswoi&#263;. Nigdy nie w&#261;tpi&#322;a, &#380;e jej przeznaczeniem jest by&#263; bogat&#261; i rozpieszczan&#261;. By&#322;a przekonana, &#380;e wszyscy ludzie, kt&#243;rych zatrudnia&#322; jej ojciec  od Ruby Songbird po str&#243;&#380;a Dana Rileya  stanowili jej osobist&#261; s&#322;u&#380;b&#281;. Tessa by&#322;a c&#243;rk&#261; monarchy, kr&#243;lewn&#261; z bajki, ale  jak s&#261;dzi&#322;a Claire  z &#380;y&#322;k&#261; buntu w kr&#243;lewskim krwiobiegu. Sama pewnie nie wiedzia&#322;a, dlaczego zawsze sprzeciwia&#322;a si&#281; ojcu, kt&#243;ry dawa&#322; jej wszystko, czego zapragn&#281;&#322;a.

Starsza siostra martwi&#322;a si&#281; o katastrof&#281; nuklearn&#261; na Three Mile Island, dotacje do cen na produkty rolne, zagro&#380;one gatunki i prawa kobiet. Tessa nawet nie wiedzia&#322;a o istnieniu takich problem&#243;w. Claire znajdowa&#322;a si&#281; mniej wi&#281;cej w po&#322;owie drogi pomi&#281;dzy obiema siostrami.

Wci&#261;&#380; zastanawiaj&#261;c si&#281; nad uwagami Tessy, Claire wysz&#322;a; chcia&#322;a by&#263; jak najdalej od miejsca k&#322;&#243;tni. Pobieg&#322;a &#347;cie&#380;k&#261; w stron&#281; molo. Motor&#243;wka ojca sta&#322;a zacumowana przy brzegu, lekko si&#281; ko&#322;ysa&#322;a. Claire odwi&#261;za&#322;a cum&#281; i stan&#281;&#322;a za sterem. Szybko zapali&#322;a silnik i skierowa&#322;a &#322;&#243;dk&#281; w stron&#281; wysepki na drugiej stronie jeziora. W&#322;a&#347;ciwie trudno to miejsce nazwa&#263; wysp&#261;, to raczej skrawek suchego l&#261;du, na kt&#243;rym po&#347;r&#243;d wystaj&#261;cych g&#322;az&#243;w ros&#322;o kilka drzew i k&#281;pki trawy. Ale by&#322;o daleko od &#347;wiata i ludzi i czasami  jak dzi&#347;, kiedy rodzina i Harley dali si&#281; Claire we znaki  pozwala&#322;o us&#322;ysze&#263; samego siebie.

Ryby podskakiwa&#322;y, a mewy krzycza&#322;y, kiedy motor&#243;wka przecina&#322;a szklane lustro wody. Wiaterek muska&#322; jej twarz. By&#322;o jej tak lekko, kiedy pe&#322;n&#261; piersi&#261; wdycha&#322;a powietrze pachn&#261;ce wod&#261;! Zwolni&#322;a, skierowa&#322;a &#322;&#243;dk&#281; do piaszczystej zatoczki i zgasi&#322;a silnik. Jak zwykle przywi&#261;za&#322;a &#322;&#243;d&#378; do wygi&#281;tego drzewa, kt&#243;rego ga&#322;&#281;zie zwisa&#322;y nad wod&#261;. Brodz&#261;c po kostki w wodzie, ruszy&#322;a do brzegu. W g&#243;rze zatacza&#322; ko&#322;a jastrz&#261;b, a w wodzie wida&#263; by&#322;o jego odbicie. Na chwil&#281; os&#322;oni&#322;a oczy przed s&#322;o&#324;cem, &#380;eby popatrze&#263; na ptaka, zanim wesz&#322;a na zaro&#347;ni&#281;t&#261; &#347;cie&#380;k&#281;. Mokre stopy szybko pokry&#322;a gruba warstwa piachu.

Wspinaj&#261;c si&#281; na g&#243;r&#281;, my&#347;la&#322;a o Harleyu. Odk&#261;d tylko zacz&#281;li ze sob&#261; chodzi&#263;, n&#281;ka&#322;y j&#261; plotki, &#380;e nadal co&#347; go &#322;&#261;czy z Kendall.

Brednie  mrukn&#281;&#322;a, ale nie mog&#322;a si&#281; pozby&#263; drzazgi w&#261;tpliwo&#347;ci, kt&#243;ra tkwi&#322;a gdzie&#347; w g&#322;&#281;bi serca. Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e te insynuacje rozpowszechnia&#322; jej ojciec, kt&#243;ry bezceremonialnie zabroni&#322; spotka&#324; z kimkolwiek o nazwisku Taggert. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e tylko matka rozumie jej problem.

Harley Taggert jest przystojny i bogaty. Zawsze b&#281;dzie w stanie o ciebie zadba&#263;  powiedzia&#322;a pewnego ranka Dominique, uk&#322;adaj&#261;c kwiaty w kryszta&#322;owej wazie na stole w jadalni.  Mog&#322;a&#347; trafi&#263; gorzej.  Na sekund&#281; jej d&#322;onie zastyg&#322;y w bezruchu. Zapatrzy&#322;a si&#281; w wiekow&#261; cedrow&#261; &#347;cian&#281;, kt&#243;r&#261; zdobi&#322;o kilka obraz&#243;w.  I nie tyle jest to kwestia mi&#322;o&#347;ci, co przetrwania.

S&#322;ucham?

Wiem, wiem. My&#347;lisz, &#380;e kochasz m&#322;odego Taggerta.  U&#347;miech Dominique zdradza&#322; smutek i zm&#281;czenie &#380;yciem.  Ale wydaje mi si&#281;, &#380;e opierasz to przekonanie na b&#322;&#281;dnych przes&#322;ankach. Fakt, &#380;e ojciec zabrania ci si&#281; z tym ch&#322;opcem spotyka&#263;, czyni go jeszcze atrakcyjniejszym w twoich oczach.

Nie, mamo, ja kocham

Oczywi&#347;cie. Ale trzymajmy si&#281; reali&#243;w, dobrze? Je&#347;li wyjdziesz za Harleya albo za innego m&#281;&#380;czyzn&#281; o takiej pozycji maj&#261;tkowej, nigdy nie b&#281;dziesz musia&#322;a nawet kiwn&#261;&#263; palcem, nie b&#281;dziesz zmuszona trzyma&#263; si&#281; miejsca pracy, martwi&#263; si&#281; o to, co jutro w&#322;o&#380;ysz do garnka. Nawet je&#347;li to ma&#322;&#380;e&#324;stwo nie b&#281;dzie udane, nie stanie ci si&#281; krzywda.

Mamo, to nie tak!

Nie?  D&#322;ugie palce Dominique wyrwa&#322;y br&#261;zowy li&#347;&#263; z &#322;odygi jednej z r&#243;&#380;.  To dobrze. Ale dobre rady nie zaszkodz&#261; ani tobie, ani twoim siostrom. Co do Mirandy c&#243;&#380;, niew&#261;tpliwie jest dziwaczk&#261;. Przez ca&#322;y czas co&#347; czyta i nie wiem, czy kiedykolwiek si&#281; zmieni. A Tessa? Ta dziewczyna powinna za&#380;ywa&#263; valium, przysi&#281;gam! Jest tak&#261; buntowniczk&#261; i dzikusk&#261;. Nie wie, czego chce od &#380;ycia. Martwi&#281; si&#281; o ni&#261;, o was wszystkie. Ale widz&#281;, &#380;e ty przynajmniej masz w &#380;yciu jaki&#347; cel i rozumiesz, &#380;e to w&#322;a&#347;nie ma&#322;&#380;e&#324;stwo okre&#347;la kobiet&#281;.

A wi&#281;c nie nale&#380;ysz do NOK?  Miranda w&#322;a&#347;nie przechodzi&#322;a przez pok&#243;j. Mia&#322;a tak zaci&#347;ni&#281;te z&#281;by, &#380;e jej podbr&#243;dek zbiela&#322;. Palce zacisn&#281;&#322;a na oparciu jednego z mi&#281;kko wy&#347;cie&#322;anych krzese&#322;.  Pami&#281;tasz, Narodowa Organizacja Kobiet.

&#379;a&#322;osna organizacja utworzona przez j&#281;cz&#261;ce kobiety, kt&#243;re nie znaj&#261; swojego miejsca w &#380;yciu.

Czy nigdy nie chcia&#322;a&#347; by&#263; wyzwolona?

Wielkie nieba! Nie!  Dominique &#347;mia&#322;a si&#281; ze swojej najstarszej c&#243;rki.  Pewnego dnia zrozumiesz, Mirando, &#380;e m&#281;&#380;czy&#378;ni i kobiety nie s&#261; r&#243;wni.

Ale powinni mie&#263; r&#243;wne prawa.

Ja tak nie uwa&#380;am. Te wszystkie ruchy wyzwolenia kobiet tylko dolewaj&#261; oliwy do ognia. Co si&#281; ze mn&#261; stanie, je&#347;li m&#243;j m&#261;&#380; si&#281; ze mn&#261; rozwiedzie? Czy dostan&#281; jakie&#347; alimenty? Nie, je&#347;li te krzycz&#261;ce feministki dojd&#261; swoich praw.

Nie mog&#281; w to uwierzy&#263;  odpar&#322;a Miranda.  Mamo, jest rok tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set osiemdziesi&#261;ty. Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, &#347;redniowiecze ju&#380; mamy za sob&#261;!

Dominique nie by&#322;a przekonana.

Ale kobiety b&#281;d&#261; zawsze potrzebowa&#263; m&#281;&#380;czyzn po to, &#380;eby im zapewniali utrzymanie.

Trzymajcie mnie!  wyszepta&#322;a Miranda.

Kobiety zadba&#322;yby o lepsz&#261; przysz&#322;o&#347;&#263; dla siebie, gdyby uwa&#380;niej dobiera&#322;y sobie partner&#243;w.

Tak jak ty sobie wybra&#322;a&#347;  odpali&#322;a Miranda, a w oczach Dominique pojawi&#322;a si&#281; iskra b&#243;lu. Miranda wsp&#243;&#322;czu&#322;a jej.

Tak  odpar&#322;a z dum&#261; Dominique.

Jeste&#347; &#380;a&#322;osna.  Dlaczego Miranda jest taka nieczu&#322;a i bezlitosna?  S&#322;ysza&#322;am, jak p&#322;aczesz po nocach, mamo  powiedzia&#322;a Randa &#322;agodniejszym tonem.  Wiem, &#380;e jest ci nie&#322;atwo.

Dominique nagle si&#281; wyprostowa&#322;a, jakby w miejscu kr&#281;gos&#322;upa mia&#322;a kij.

Nie jest te&#380; &#322;atwo by&#263; biedn&#261; i zni&#380;a&#263; si&#281; najgorszych prac, byle tylko przetrwa&#263;.  &#346;ci&#261;gn&#281;&#322;a usta, zamruga&#322;a i zn&#243;w zaj&#281;&#322;a si&#281; waz&#261; z kwiatami.  Je&#347;li mi nie wierzysz, pomy&#347;l o Alice Moran, no wiesz, kobiecie, kt&#243;ra mieszka&#322;a z tym wulgarnym kalek&#261; po drugiej stronie jeziora.

Znasz j&#261;?  Claire zd&#281;bia&#322;a. Nie s&#261;dzi&#322;a, &#380;e kt&#243;rekolwiek z jej rodzic&#243;w pozna&#322;o rodzin&#281; Kanea.

S&#322;ysza&#322;am o niej. Jej m&#261;&#380; (przypuszczam, &#380;e jeszcze si&#281; nie rozwiedli, mimo i&#380; opu&#347;ci&#322;a jego i syna), w ka&#380;dym razie Hampton zamierza do ko&#324;ca &#380;ycia w&#322;&#243;czy&#263; waszego ojca po s&#261;dach z powodu tego wypadku. Alice Moran to tylko jedna z wielu kobiet, kt&#243;re biednie wysz&#322;y za m&#261;&#380; i s&#322;ono za to zap&#322;aci&#322;y.

A ty jeste&#347; przyk&#322;adem kobiety, kt&#243;ra dobrze wysz&#322;a za m&#261;&#380; i s&#322;ono za to zap&#322;aci&#322;a  mrukn&#281;&#322;a Miranda, popychaj&#261;c wahad&#322;owe drzwi do kuchni  Nie s&#322;uchaj jej  ostrzeg&#322;a matka Clair.  Obawiam si&#281;, &#380;e biedna Randa b&#281;dzie musia&#322;a wiele si&#281; nauczy&#263; na w&#322;asnych b&#322;&#281;dach. A ty si&#281; trzymaj Harleya Taggerta. Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y.

Jednak si&#281; nie u&#322;o&#380;y&#322;o. Nic si&#281; nie uk&#322;ada&#322;o. Claire nie pami&#281;ta&#322;a ju&#380;, kiedy ostatnio widzia&#322;a si&#281; z Harleyem, ale wydawa&#322;o si&#281; jej, &#380;e ich roz&#322;&#261;ka trwa wieki. Tymczasem nawet kilka razy spotka&#322;a si&#281; z Kaneem. Kane Moran wydawa&#322; si&#281; jej cieniem. Odnosi&#322;a wra&#380;enie, &#380;e pojawia si&#281; wsz&#281;dzie tam, gdzie jest ona. Trudno jej si&#281; by&#322;o do tego przyzna&#263;, ale na sw&#243;j spos&#243;b intrygowa&#322; j&#261;. Troch&#281;. W nim zobaczy&#322;a to wszystko, czego brakowa&#322;o Harleyowi  by&#322; biedny, pewny siebie, a jego stosunek do &#347;wiata mo&#380;na by&#322;o okre&#347;li&#263; s&#322;owami mam to gdzie&#347;. W dodatku jego oczy zdawa&#322;y si&#281; widzie&#263; nie tylko jej powierzchowno&#347;&#263;, lecz tak&#380;e g&#322;&#281;boko ukryte, prawdziwe ja. Przera&#380;aj&#261;ce by&#322;o to, jak przy nim si&#281; czu&#322;a: ca&#322;a rozedrgana, podenerwowana, nastawiona obronnie. Czasem si&#281; nawet zastanawia&#322;a, jak by to by&#322;o, gdyby j&#261; poca&#322;owa&#322;, ale szybko otrz&#261;sa&#322;a si&#281; z takich my&#347;li ze wzgl&#281;du na Harleya.

Napomina&#322;a siebie, &#380;e jest kto&#347;, kogo kocha.

&#379;e wyjdzie za tego m&#281;&#380;czyzn&#281;.

Zaciskaj&#261;c z&#281;by, podj&#281;&#322;a niez&#322;omne postanowienie, &#380;e wybije sobie z g&#322;owy Kanea Morana.

Ale jej si&#281; nie uda&#322;o.

Bo on tu by&#322;, na tej wyspie.

Min&#281;&#322;a zakr&#281;t &#347;cie&#380;ki i Tu&#380; przed nosem, na najwy&#380;szym punkcie tego skalistego kawa&#322;ka l&#261;du zobaczy&#322;a swoj&#261; nemezis  ch&#322;opaka, kt&#243;ry stawia&#322; znak zapytania przy wszystkich jej dotychczasowych marzeniach, Kanea Morana.

Mia&#322; na sobie wy&#322;&#261;cznie znoszone spodenki z d&#380;ins&#243;w, kt&#243;rym obci&#261;&#322; nogawki, a jego w&#322;osy by&#322;y jeszcze mokre; musia&#322; p&#322;ywa&#263;. Leniwie rozci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; na g&#322;adkim g&#322;azie.

Przez moment sta&#322;a jak wryta i zastanawia&#322;a si&#281;, czy nie uciec, ale ju&#380; j&#261; zauwa&#380;y&#322;. Przymru&#380;y&#322; oczy i popatrzy&#322; na ni&#261; tak, jakby si&#281; jej spodziewa&#322;. Mia&#322;a zamiar go zapyta&#263;, co tu robi  w ko&#324;cu wyspa by&#322;a w&#322;asno&#347;ci&#261; jej ojca  ale nie chcia&#322;a, &#380;eby j&#261; wzi&#261;&#322; za osob&#281; drobiazgow&#261;. Poza tym ju&#380; wcze&#347;niej widywa&#322;a go na w&#322;asnym terytorium. Zachowywa&#322; si&#281; tak, jakby nie odczuwa&#322; potrzeby przestrzegania jakichkolwiek granic wyznaczonych przez ludzi.

Czy&#380;by si&#281; tu pojawi&#322;a ksi&#281;&#380;niczka?  wycedzi&#322;. Poczu&#322;a, jak jej si&#281; napinaj&#261; mi&#281;&#347;nie plec&#243;w. Le&#380;a&#322; wsparty na &#322;okciach i przygl&#261;da&#322; si&#281; jej oceniaj&#261;cym wzrokiem. S&#322;o&#324;ce z&#322;oci&#322;o jego opalone umi&#281;&#347;nione cia&#322;o.

Ju&#380; ci m&#243;wi&#322;am, &#380;e nie jestem ksi&#281;&#380;niczk&#261;.

Fakt.  Zeskoczy&#322; z kamienia.

Co tu robisz?

Rozmy&#347;lam nad swoim &#380;yciem  odpar&#322; powa&#380;nie, ale pozwoli&#322; sobie na krzywy p&#243;&#322;u&#347;mieszek, z kt&#243;rym wyda&#322; si&#281; Claire o wiele bardziej seksowny.

A naprawd&#281;?  upiera&#322;a si&#281;. Sta&#322;a w cieniu samotnego cedru. Przy Moranie czu&#322;a si&#281; nieswojo. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e j&#261; prze&#347;laduje. Udaje zainteresowanie i usi&#322;uje nawi&#261;za&#263; rozmow&#281; po to, &#380;eby przeprowadzi&#263; wywiad na temat ostatniej sprawy, jak&#261; jego ojciec wytoczy&#322; przeciwko rodzinie Holland&#243;w.

Zastanawiam si&#281;, czy Wuj Sam mnie potrzebuje.

Wojsko?  Na t&#281; my&#347;l zrobi&#322;o jej si&#281; zimno, cho&#263; sama nie wiedzia&#322;a dlaczego. Pomasowa&#322;a d&#322;o&#324;mi ramiona. Przygl&#261;da&#322;, jej si&#281; tak przenikliwie, &#380;e chcia&#322;a uciec od tego spojrzenia.  Masz zamiar si&#281; zaci&#261;gn&#261;&#263;?

Dlaczego nie?  spyta&#322;, unosz&#261;c jedno umi&#281;&#347;nione rami&#281;.  Wojny nie ma.

Jak wybior&#261; Reagana, to wszystko mo&#380;e si&#281; zmieni&#263;. Za&#347;mia&#322; si&#281;.

Co ty wiesz o polityce?

Niewiele, ale  Zabrak&#322;o jej s&#322;&#243;w. Zawsze mieszka&#322; po drugiej stronie jeziora i chocia&#380; prawie go nie zna&#322;a, uwa&#380;a&#322;a go za nieod&#322;&#261;czny element krajobrazu Chinook. Ludzie przez ca&#322;y czas odje&#380;d&#380;ali. Dzieciaki ko&#324;czy&#322;y szko&#322;&#281; &#347;redni&#261; i jecha&#322;y na studia albo szuka&#263; pracy. Niekt&#243;rzy si&#281; &#380;enili i zmieniali miejsce zamieszkania. Jednak z jakiego&#347; powodu, kt&#243;rego nie zamierza&#322;a roztrz&#261;sa&#263;, Claire my&#347;la&#322;a, a mo&#380;e mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e Kane zawsze b&#281;dzie blisko. &#346;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e mieszka po drugiej stronie jeziora, by&#322;a tyle&#380; niepokoj&#261;ca, co pocieszaj&#261;ca.  Dlaczego do wojska?

Czy to nie jest oczywiste?  spyta&#322;, przestaj&#261;c si&#281; u&#347;miecha&#263;. B&#322;&#281;kit nieba przeci&#281;&#322;a bia&#322;a smuga po samolocie.  &#379;eby si&#281; st&#261;d wydosta&#263;.  Skrzywi&#322; si&#281;, patrz&#261;c pod s&#322;o&#324;ce, kt&#243;re zaczyna&#322;o ju&#380; zachodzi&#263;.  Chc&#281; zwiedzi&#263; &#347;wiat, zarobi&#263; na studia i takie tam bzdury, o kt&#243;rych trzeba b&#281;dzie powiedzie&#263; komisji rekrutacyjnej.

A co z twoim tat&#261;?  spyta&#322;a, niewiele my&#347;l&#261;c.

Poradzi sobie.  Ale mi&#281;dzy jego brwiami pojawi&#322;y si&#281; dwie g&#322;&#281;bokie zmarszczki.  Zawsze jako&#347; daje sobie rad&#281;.  Palcem u nogi kopn&#261;&#322; kamyk, kt&#243;ry stoczy&#322; si&#281; do wody, po drodze obijaj&#261;c si&#281; o ska&#322;y.  A gdzie ukochany?

S&#322;ucham?

Taggert  wyja&#347;ni&#322;.

Claire poczu&#322;a, jak od karku a&#380; po czo&#322;o powoli oblewaj&#261; &#380;ar.

Nie wiem. Chyba pracuje.

Tak to nazywasz?  Kane pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i cynicznie si&#281; roze&#347;mia&#322;.  Wszyscy inni pracownicy tartaku Taggert&#243;w urabiaj&#261; sobie r&#281;ce po &#322;okcie przy ci&#281;&#380;kiej fizycznej robocie. Ale Weston i Harley s&#261; przecie&#380; nast&#281;pcami tronu, dziedzicami i ju&#380; maj&#261; z&#322;ote tabliczki z imionami na drzwiach w&#322;asnych biur. Weston dyktuje pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciopi&#281;cioletnim kierownikom, jak maj&#261; wykonywa&#263; swoje zadania w zielonych g&#243;rach. A Harley  Podrapa&#322; si&#281; po brodzie i pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.  W&#322;a&#347;nie, co on naprawd&#281; robi w tej firmie?

Nie wiem  przyzna&#322;a Claire.

Za&#322;o&#380;&#281; si&#281;, &#380;e sam Harley nie umia&#322;by ci odpowiedzie&#263; na to pytanie.

Nie rozmawiamy o jego pracy.

Nie?  spyta&#322;, unosz&#261;c jedn&#261; brew i podchodz&#261;c. Stan&#261;&#322; w cieniu tu&#380; przed ni&#261;. Jego twarz by&#322;a tak blisko, &#380;e czu&#322;a wo&#324; wody po goleniu, wymieszan&#261; z zapachem dymu papierosowego. Nie mog&#322;a odwr&#243;ci&#263; wzroku od jego mocno zarysowanej szcz&#281;ki. Po szyi sp&#322;ywa&#322;y mu z w&#322;os&#243;w krople wody. &#346;cisn&#281;&#322;o j&#261; w do&#322;ku, zabrak&#322;o tchu.  To o czym rozmawiacie, ty i ksi&#261;&#380;&#281; Harley?

To naprawd&#281; nie tw&#243;j interes. Harley

Harley mnie obchodzi tyle co zesz&#322;oroczny &#347;nieg.  Jego oddech, cieplejszy od powietrza, pie&#347;ci&#322; jej twarz. Ale ty  Podni&#243;s&#322; r&#281;k&#281; i nawin&#261;&#322; kosmyk jej w&#322;os&#243;w na palec ze zrogowacia&#322;ym nask&#243;rkiem.  Nie wiadomo dlaczego, cholera, troch&#281; mnie obchodzisz.  Wykrzywi&#322; k&#261;cik ust, jak gdyby sam si&#281; z siebie &#347;mia&#322;.  To przekle&#324;stwo, kt&#243;re chodzi za mn&#261; krok w krok.

Obliza&#322;a wargi. Zauwa&#380;y&#322; to i miotaj&#261;c seri&#281; niecenzuralnych s&#322;&#243;w, opu&#347;ci&#322; r&#281;ce i odwr&#243;ci&#322; si&#281;, jak gdyby ten gest m&#243;g&#322; odczyni&#263; urok, kt&#243;ry kto&#347; rzuci&#322; w cie&#324; samotnie rosn&#261;cego drzewa. Gdy odchodzi&#322;, mi&#281;&#347;nie jego plec&#243;w by&#322;y napi&#281;te.

Kane  Bo&#380;e, dlaczego go zawo&#322;a&#322;a? Nie chcia&#322;a w og&#243;le mie&#263; z nim do czynienia, a jednak by&#322;a w nim jaka&#347; ciemna strona, kt&#243;ra przemawia&#322;a do podobnego zakamarka jej w&#322;asnej duszy.

Obejrza&#322; si&#281; przez rami&#281;. Jego dziwnie zagubione spojrzenie sprawi&#322;o, &#380;e zadr&#380;a&#322;o jej serce. Znikn&#261;&#322; arogancki zuchwalec, a zamiast niego pojawi&#322; si&#281; onie&#347;mielony ch&#322;opak, prawie m&#281;&#380;czyzna.

Zostawmy to, Claire  powiedzia&#322; i poszed&#322; w stron&#281; wysokiego brzegu, gdzie jednym zwinnym ruchem uni&#243;s&#322; opalone r&#281;ce, odbi&#322; si&#281; od ska&#322;y i zanurkowa&#322; sze&#347;&#263; metr&#243;w w g&#322;&#261;b spokojnego jeziora.

Os&#322;aniaj&#261;c r&#281;k&#261; oczy, patrzy&#322;a, jak si&#281; wynurza i miarowo, pewnie p&#322;ynie do brzegu, gdzie w obskurnej ma&#322;ej chacie czeka&#322; na niego ojciec.

Harley zerkn&#261;&#322; na zegarek i zacz&#261;&#322; b&#281;bni&#263; palcami o biurko. Siedzia&#322; w swoim biurze, kt&#243;rego nie znosi&#322;. Pomieszczenie znajdowa&#322;o si&#281; w parterowym budynku naprzeciwko tartaku. Panowa&#322;a tu ciasnota  pe&#322;no by&#322;o segregator&#243;w i tanich funkcjonalnych mebli. Rozlu&#378;ni&#322; w&#281;ze&#322; krawata i poczu&#322;, jak pot sp&#322;ywa mu po szyi, cho&#263; w&#322;&#261;czony na maksymalne obroty wentylator szumia&#322; przy oknie i rozdmuchiwa&#322; ch&#322;odne powietrze po pokoju, kt&#243;ry wyznaczy&#322; mu ojciec. A niech to wszystko diabli! Wci&#261;&#380; czu&#322; si&#281; nieswojo i rad by o&#347;lepn&#261;&#263;, &#380;eby nie widzie&#263; ludzi w twardych kaskach, kt&#243;rzy rzucali przeci&#261;g&#322;e spojrzenia w jego stron&#281;, kiedy przychodzili na swoje zmiany lub na przerwach. Usi&#322;owali skrywa&#263; u&#347;miechy, &#380;uj&#261;c grube zwitki tytoniu, ale Harley wiedzia&#322;, &#380;e si&#281; z niego &#347;miej&#261;, a nawet  a jak&#380;e!  pogardzaj&#261; nim. Instynktownie wyczuwali, &#380;e nie zosta&#322; stworzony do tego, &#380;eby by&#263; ich prze&#322;o&#380;onym.

Pewnego razu, kiedy szed&#322; do samochodu po pracy, zobaczy&#322;, jak Jack Songbird, jeden z pracownik&#243;w tutejszego tartaku, za pomoc&#261; scyzoryka usi&#322;uje otworzy&#263; automat z napojami, kt&#243;ry sta&#322; za suszarni&#261;. Gdy ich spojrzenia si&#281; spotka&#322;y, Harley skrzywi&#322; si&#281; i zamiast zrobi&#263; Jackowi awantur&#281;, patrzy&#322; mu w oczy. Tymczasem zamek pu&#347;ci&#322;.

Szkody wynios&#322;y mniej ni&#380; dwadzie&#347;cia dolar&#243;w. Od tego czasu za ka&#380;dym razem, kiedy Harley by&#322; zmuszony spojrze&#263; w oczy Jackowi, widzia&#322; w jego wzroku drwin&#281; i pogard&#281;. &#379;a&#322;owa&#322; wtedy, &#380;e nie zwolni&#322; czerwonosk&#243;rego gnoja od razu, kiedy go przy&#322;apa&#322; na gor&#261;cym uczynku. By&#322;oby ju&#380; po krzyku. A tak obel&#380;ywa obecno&#347;&#263; Jacka przypomina&#322;a mu, jak bardzo jest s&#322;aby. Nie by&#322; w stanie powstrzyma&#263; Indianina przed drobn&#261; kradzie&#380;&#261;, wi&#281;c jak mia&#322; trzyma&#263; w ryzach robotnik&#243;w, z kt&#243;rych ka&#380;dy m&#243;g&#322; wzi&#261;&#263; go na r&#281;ce i podrzuca&#263; nim jak ma&#322;&#261; pi&#322;eczk&#261;.

Nie, nie by&#322; stworzony do tej pracy. Mocniej poci&#261;gn&#261;&#322; za w&#281;ze&#322; krawata i wcisn&#261;&#322; teczk&#281; BEST Surowce drzewne na miejsce, do przeno&#347;nego segregatora. Godzinami &#347;l&#281;cza&#322; nad fakturami, wpatruj&#261;c si&#281; w liczby oznaczaj&#261;ce wyniki dostaw tarcicy do pi&#281;ciu odbiorc&#243;w Besta z okolic Portland. Dane dotyczy&#322;y transakcji z ostatnich trzech miesi&#281;cy. Nie m&#243;g&#322; zrozumie&#263;, dlaczego Jeny Best wycofuje swoje interesy z Taggert Industries. Best by&#322; wieloletnim klientem, ale  z jakiego&#347; tajemniczego powodu  zdecydowa&#322; si&#281; przenie&#347;&#263; sw&#243;j kapita&#322; gdzie indziej.

Prawdopodobnie do Dutcha Hollanda. Prawdopodobnie ten sukinsyn zani&#380;y&#322; ceny, cho&#263; mia&#322; tylko kilka n&#281;dznych tartak&#243;w blisko Coos Bay. Co za burdel!

Teraz zadaniem Harleya by&#322;o udobruchanie Jenyego, &#380;eby kontynuowa&#322; wsp&#243;&#322;prac&#281; z Taggert Industries, firm&#261; godn&#261; zaufania. Co za syf! Chwyci&#322; za telefon, wykr&#281;ci&#322; numer i po&#322;&#261;czy&#322; si&#281; z sekretark&#261; Besta. Poczu&#322; niezmiern&#261; ulg&#281;, kiedy si&#281; dowiedzia&#322;, &#380;e pan Best wr&#243;ci dopiero w poniedzia&#322;ek. Gdy sko&#324;czy&#322; rozmow&#281;, zauwa&#380;y&#322; plamy potu na s&#322;uchawce.

Zn&#243;w spojrza&#322; na zegarek. Wytar&#322; d&#322;onie o spodnie i po cichu zakl&#261;&#322;. Weston wpada&#322; i wypada&#322;, kiedy mu si&#281; podoba&#322;o, nie zwa&#380;aj&#261;c na ustalone godziny pracy. Stary to tolerowa&#322;. Ale z Harleyem by&#322;o inaczej. Nigdy nie b&#322;yszcza&#322;  ani w sporcie, ani w szkole, ani w pracy. W ka&#380;de zadanie musia&#322; wk&#322;ada&#263; wi&#281;cej wysi&#322;ku, po&#347;wi&#281;ca&#263; na nie wi&#281;cej czasu, ca&#322;owa&#263; wi&#281;cej ty&#322;k&#243;w.

A niech to! Wieczorem wybiera&#322; si&#281; na spotkanie z Claire i nie obchodzi&#322;o go, co jego ojciec na ten temat powie. Ju&#380; wsta&#322; z krzes&#322;a i si&#281;ga&#322; za klamk&#281;, kiedy us&#322;ysza&#322; przez interkom g&#322;os sekretarki.

Panie Taggert?

S&#322;ucham.

Na drugiej linii ma pan rozmow&#281;.

Harley os&#322;upia&#322;. A je&#347;li to Jeny Best? Co ma powiedzie&#263; temu cz&#322;owiekowi? Jak zatrzyma&#263; klienta? Nie by&#322; sprzedawc&#261; i nigdy nim nie b&#281;dzie.

Dzwoni panna Forsythe.

Harley zapragn&#261;&#322; zapa&#347;&#263; si&#281; pod ziemi&#281; i umrze&#263;. To by&#322;o gorsze ni&#380; udawanie, &#380;e zale&#380;y mu na cenie tarcicy. Dlaczego Kendall bez przerwy go &#347;ciga? Czy nie dociera do niej, &#380;e to koniec? Chwyci&#322; s&#322;uchawk&#281;.

Cze&#347;&#263;  burkn&#261;&#322;.

Och, Harley. Tak si&#281; ciesz&#281;, &#380;e ci&#281; zasta&#322;am.  Wyobrazi&#322; sobie jej twarz, nieskazitelnie b&#322;&#281;kitne oczy, zar&#243;&#380;owione policzki i nad&#261;sane usta.

Co si&#281; sta&#322;o?  Wcale go to nie interesowa&#322;o. Oczy&#347;ci&#322; paznokie&#263; z brudu.

To, &#380;e &#380;e musz&#281; si&#281; z tob&#261; zobaczy&#263;.

Kendall, przesta&#324;. Przecie&#380; ci m&#243;wi&#322;em

To wa&#380;ne, Harley. Nie zadzwoni&#322;abym do pracy, gdyby tak nie by&#322;o.

O cholera! Zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;! Kolana si&#281; ugi&#281;&#322;y pod Harleyem i musia&#322; si&#281; oprze&#263; o biurko. Zrobi&#322;o mu si&#281; s&#322;abo i mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e za chwil&#281; zwr&#243;ci lunch.

O co chodzi?

Nie chc&#281; o tym rozmawia&#263; przez telefon. Spotkajmy si&#281; dzi&#347; wieczorem w letnim domu mojego ojca.

Nie mog&#281;. Sekunda.

Prosz&#281;!

Jestem zaj&#281;ty.

Harley, pos&#322;uchaj. To sprawa &#380;ycia i &#347;mierci.  Jej g&#322;os by&#322; zdesperowany.

Dziecko. By&#322;a w ci&#261;&#380;y i rozwa&#380;a&#322;a kwesti&#281; aborcji.

Do zobaczenia o &#243;smej.

Nie mog&#281;.

Naprawd&#281; nie masz wyboru  wykrztusi&#322;a i z trzaskiem rzuci&#322;a s&#322;uchawk&#281;.

Przez sekund&#281; wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e za chwil&#281; umrze. Ciemno mu si&#281; zrobi&#322;o przed oczami i pomy&#347;la&#322;, &#380;e traci wzrok. Ale powoli chwyta&#322; oddech. Kendall mia&#322;a racj&#281;  musi si&#281; z ni&#261; spotka&#263;. Dr&#380;&#261;cymi palcami odgarn&#261;&#322; w&#322;osy z twarzy i usi&#322;owa&#322; si&#281; pozbiera&#263;.

Kiedy wychodzi&#322; z biura, uda&#322;o mu si&#281; pomacha&#263; na po&#380;egnanie siedz&#261;cej za biurkiem sekretarce. Nazywa&#322;a si&#281; Linda Jako&#347; tam. Tleniona, gruba czterdziestka, ale mi&#322;a i na tyle kompetentna, &#380;eby nie pokaza&#263;, &#380;e &#347;mieje si&#281; z niego, a nie do niego. Daj spok&#243;j, Taggert, przecie&#380; jeste&#347; tu szefem.

&#379;wir chrz&#281;&#347;ci&#322; pod w&#322;oskimi mokasynami na pustym parkingu. Zakurzony asfalt by&#322; pe&#322;en wyboj&#243;w. &#379;adne drzewo nie &#347;mia&#322;o rzuci&#263; cienia w miejscu, kt&#243;rego przeznaczeniem by&#322;o zmienia&#263; le&#347;ne giganty w deski. &#346;wie&#380;y zapach trocin miesza&#322; si&#281; z intensywnym odorem diesla. Harley nienawidzi&#322; go z ca&#322;ych si&#322;.

Jego ojciec, podobnie jak Dutch Holland, by&#322; prezesem korporacji sk&#322;adaj&#261;cej si&#281; z wielu oddzia&#322;&#243;w. Ten tartak by&#322; tylko jedn&#261; z ma&#322;ych firm, kt&#243;re &#322;&#261;czy&#322;a nazwa Taggert Industries. Wydawa&#322;o si&#281; &#347;mieszne, &#380;e Harley musi tu tkwi&#263;, kiedy mo&#380;na by&#322;o zarz&#261;dza&#263; kt&#243;rym&#347; z o&#347;rodk&#243;w wypoczynkowych albo jedn&#261; z restauracji.

Dobrze ci to zrobi  wyja&#347;ni&#322; Neal, zlecaj&#261;c Harleyowi prac&#281; na okres wakacji.  Pob&#281;dziesz troch&#281; z lud&#378;mi, kt&#243;rzy stanowi&#261; trzon tej firmy. Nast&#281;pnego lata b&#281;dziesz m&#243;g&#322; pracowa&#263; w kurorcie w Seaside.

Obiecanki cacanki, pomy&#347;la&#322; Harley, wk&#322;adaj&#261;c okulary przeciws&#322;oneczne. Na parking wje&#380;d&#380;a&#322; porsche, kabriolet Westona!

Na siedzeniu pasa&#380;era siedzia&#322;a m&#322;odsza siostra Jacka Songbirda, Crystal, z kt&#243;r&#261; Weston od czasu do czasu si&#281; umawia&#322;. Palcami wybija&#322;a rytm piosenki Hungry heart Brucea Springsteena. Jej czarne w&#322;osy po&#322;yskiwa&#322;y b&#322;&#281;kitem w popo&#322;udniowym s&#322;o&#324;cu. Uda&#322;a, &#380;e nie widzi Harleya.

Weston natychmiast wysiad&#322; z samochodu i ruszy&#322; w stron&#281; m&#322;odszego brata, jakby mia&#322; do niego wa&#380;n&#261; spraw&#281;. Szed&#322; przez parking z gniewn&#261; min&#261; i zaci&#347;ni&#281;tymi pi&#281;&#347;ciami. Wszystko wskazywa&#322;o na to, &#380;e jest w bojowym nastroju.

Got a wife and kid in Baltimore, Jack [Mam &#380;on&#281; i dzieciaka w Baltimore, Jack]

Harley wzi&#261;&#322; si&#281; w gar&#347;&#263; na tyle, &#380;e m&#243;g&#322; pokaza&#263; bratu twarz. Weston mia&#322; usta bia&#322;e z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.

Gdzie tata?  spyta&#322;.

Nie tutaj.

Jeste&#347; pewny?  spyta&#322; Weston i mrukn&#261;&#322; pod nosem:  A to skurczybyk! Dzwoni&#322;em do biura w Portland i Psia ko&#347;&#263;, tam mi powiedzieli, &#380;e jest tutaj!

Co w ciebie wst&#261;pi&#322;o?

Weston obiema r&#281;kami przyg&#322;adzi&#322; w&#322;osy i zerkn&#261;&#322; przez rami&#281; na Crystal, ale najwyra&#378;niej nie zwraca&#322;a na niego uwagi. Przygl&#261;da&#322;a si&#281; swojemu odbiciu we wstecznym lusterku i nak&#322;ada&#322;a kolejn&#261; warstw&#281; b&#322;yszczku.

Everybodys got a hungry heart.[Wszyscy maj&#261; wyg&#322;odnia&#322;e serca.]

Cholera, zawsze to samo.  Wytar&#322; d&#322;oni&#261; pot z czo&#322;a.

Co takiego?

Oczy Westona zmieni&#322;y si&#281; w szparki.

Plotki.

Pio Aha, o to chodzi?  Harley w ko&#324;cu zrozumia&#322;.  O to, &#380;e tata ma nie&#347;lubne dzieci?

Tylko jednego. Syna.

Je&#347;li wierzy&#263; plotkom, to tak.  Harley uwa&#380;a&#322; ca&#322;e to gadanie na temat Neala Taggerta jako babiarza za wyssane z palca. I po co si&#281; czym&#347; takim przejmowa&#263;?

Nie przeszkadza ci to?

&#346;pi&#281; spokojnie, je&#347;li ju&#380; o to chodzi.

Nie zdajesz sobie sprawy, &#380;e je&#347;li ten go&#347;&#263;, ten przyrodni b&#281;kart, zechce dochodzi&#263; swego, mo&#380;e zabra&#263; cz&#281;&#347;&#263; naszego maj&#261;tku?

I co z tego?

Chryste, Harley, czy z ciebie naprawd&#281; taki kretyn? W Harleyu zagotowa&#322;a si&#281; krew.

Po prostu nie martwi&#281; si&#281; rzeczami, na kt&#243;re nie mam wp&#322;ywu. Od kogo to s&#322;ysza&#322;e&#347; tym razem? Od jakiego&#347; typa na bani w miejscowym barze? Czy w Stone Illehee?  Bo Dutch Holland zawsze got&#243;w jest rozsiewa&#263; plotki na temat naszego taty. A mo&#380;e od kt&#243;rej&#347; z plotkarek, kt&#243;re ci&#261;gle stoj&#261; pod kawiarni&#261;?

Nie  wycedzi&#322; przez z&#281;by Weston. Na jego twarzy malowa&#322;a si&#281; pogarda dla m&#322;odszego brata.  Tym razem us&#322;ysza&#322;em to od mamy.

Harley roze&#347;mia&#322; si&#281;.

&#346;wietnie. Jakby nigdy nie pr&#243;bowa&#322;a ci&#281; zdenerwowa&#263;! Nie wiem, co zasz&#322;o mi&#281;dzy wami, ale matka znajduje wielk&#261; uciech&#281; w doprowadzaniu ci&#281; do bia&#322;ej gor&#261;czki.

A niech ci&#281;, Harl, jeste&#347; beznadziejny!  Weston mocno zacisn&#261;&#322; powieki i pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;, jakby si&#281; zastanawia&#322;, jak to mo&#380;liwe, &#380;e s&#261; ze sob&#261; spokrewnieni.

A ty porywasz si&#281; na wiatraki. I co by&#347; zrobi&#322;, gdyby tata tu by&#322;? Oskar&#380;y&#322;by&#347; go o kolejny cios w jedno&#347;&#263; rodziny?

Po prostu zapyta&#322;bym go, jaka jest prawda.

Dobry spos&#243;b, &#380;eby da&#263; si&#281; wydziedziczy&#263;, Wes. A obaj dobrze wiemy, &#380;e przenigdy nie zrobi&#322;by&#347; czego&#347;, co by mog&#322;o pozbawi&#263; ci&#281; twojej lwiej cz&#281;&#347;ci maj&#261;tku Taggert&#243;w.

Przynajmniej nie siedz&#281; z za&#322;o&#380;onymi r&#281;kami i nie czekam, a&#380; pieczone go&#322;&#261;bki same mi wpadn&#261; do g&#261;bki.

Ja na nic nie czekam.

Weston rzuci&#322; okiem na jaguara Harleya i na grub&#261; warstw&#281; trocin, kt&#243;ra osiad&#322;a na jego nieskazitelnym lakierze.

No tak, pewnie. Niewa&#380;ne. P&#243;&#378;niej z&#322;api&#281; starego.

Koniecznie go z&#322;ap. Aha, przy okazji: nie zapomnij pozdrowi&#263; od nas przyrodniego brata.

Id&#378; do diab&#322;a, Harl.

Harley zachichota&#322;, kiedy Weston odwr&#243;ci&#322; si&#281; w stron&#281; swojego sportowego samochodu i Crystal. Tak rzadko udawa&#322;o mu si&#281; go rozz&#322;o&#347;ci&#263;, &#380;e widok zdenerwowanego brata by&#322; jak balsam dla jego sko&#322;atanego serca.

Przenikliwy pisk opon oznacza&#322;, &#380;e porsche Westona w&#322;a&#347;nie wyje&#380;d&#380;a z parkingu. Za siatkowym ogrodzeniem, na kt&#243;rym wisia&#322;y okaza&#322;e znaki m&#243;wi&#261;ce o bezpiecze&#324;stwie pracy, przychodz&#261; w&#322;a&#347;nie robotnicy na now&#261; zmian&#281;. Harley po&#347;pieszy&#322; w stron&#281; samochodu. Nie chcia&#322; wdawa&#263; si&#281; w wymuszon&#261; pogaw&#281;dk&#281; z &#380;adnym z nich. Bynajmniej nie by&#322; snobem. Po prostu nie chcia&#322; mie&#263; z nimi nic wsp&#243;lnego.

Po&#347;r&#243;d zgrzytania pi&#322;, krzyk&#243;w brygadzist&#243;w i warkotu ci&#281;&#380;ar&#243;wek, przywo&#380;&#261;cych surow&#261; tarcic&#281; lub wywo&#380;&#261;cych budulec drzewny, m&#281;&#380;czy&#378;ni w czystych flanelowych koszulach i drelichach zak&#322;adali kaski i zast&#281;powali koleg&#243;w ca&#322;ych w trocinach i kurzu.

Harley otworzy&#322; kluczykiem drzwi swojej chluby i rado&#347;ci  jaguara XKE w kolorze le&#347;nej zieleni, kt&#243;ry potrafi&#322; rozwin&#261;&#263; maksymaln&#261; pr&#281;dko&#347;&#263; w czasie szybszym ni&#380; jeden oddech. Samoch&#243;d sta&#322; pomi&#281;dzy starym pikapem dodge i zakurzonym kombi z napisem umyj mnie na tylnej szybie. Ciemnozielony jag b&#322;yszcza&#322; niczym szmaragd w &#380;wirze. Harley w&#347;lizgn&#261;&#322; si&#281; za kierownic&#281; i zapali&#322; silnik.

Czterdzie&#347;ci koni mechanicznych przygotowa&#322;o si&#281; dojazdy. Za kilka minut opony b&#281;d&#261; piszcza&#322;y na asfalcie, a Harley stanie si&#281; panem w&#322;asnego losu i kowalem swego szcz&#281;&#347;cia.

A potem, niech to licho, trzeba b&#281;dzie si&#281; spotka&#263; z Kendall.



3.

Bo&#380;e, pom&#243;&#380; mi  mrukn&#281;&#322;a Kendall. Przechadza&#322;a si&#281; po tarasie daczy domu na pla&#380;y, w&#322;asno&#347;ci ojca, trzymaj&#261;c si&#281; za brzuch. Dlaczego po prostu nie pozwoli Harleyowi odej&#347;&#263;? Sk&#261;d ta obsesja na jego punkcie? Paige mia&#322;a racj&#281;, Kendall Forsythe mo&#380;e mie&#263; ka&#380;dego ch&#322;opaka, kt&#243;rego zapragnie. Ale jedynym godnym jej pragnie&#324; jest Harley Taggert.

Chodzi nie tylko o jego nazwisko, ale przede wszystkim o to, &#380;e jest mi&#322;y i s&#322;odki C&#243;&#380;, przynajmniej taki by&#322;. Dop&#243;ki nie spotka&#322; Claire Holland, tej bezwarto&#347;ciowej szarej myszki. C&#243;&#380; on takiego w niej zobaczy&#322;?

Kiedy Kendall si&#281; dowiedzia&#322;a, &#380;e ma zamiar z ni&#261; zerwa&#263;, postawi&#322;a wszystko na jedn&#261; kart&#281;. Zapragn&#281;&#322;a wyj&#347;&#263; za Harleya Taggerta i nie dopuszcza&#322;a do siebie my&#347;li, &#380;e mo&#380;e jej si&#281; to nie uda&#263;.

Brzuch j&#261; rozbola&#322;, a &#322;zy cisn&#281;&#322;y si&#281; pod powieki. Obiema r&#281;kami chwyci&#322;a si&#281; barierki i przygl&#261;da&#322;a si&#281; ruchomym wydmom pokrytym k&#281;pami trawy, kt&#243;re przesuwa&#322;y si&#281; ku coraz ciemniejszym wodom Pacyfiku. Widok rozpostartego a&#380; po horyzont oceanu zawsze dzia&#322;a&#322; na ni&#261; uspokajaj&#261;co, pomaga&#322; jej spojrze&#263; na &#380;ycie z odpowiedniej perspektywy Ale nie tego wieczoru, kiedy wszystko wymkn&#281;&#322;o si&#281; spod kontroli. Jaka&#347; para przesz&#322;a po pla&#380;y, trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce, &#347;miej&#261;c si&#281; i zostawiaj&#261;c &#347;lady bosych st&#243;p na mokrym piasku. Spienione fale ta&#324;czy&#322;y wok&#243;&#322; ich kostek. Rasowy seter irlandzki hasa&#322; w p&#322;ytkiej wodzie, goni&#261;c za patykami, kt&#243;re rzuca&#322; m&#281;&#380;czyzna i z powrotem przynosz&#261;c mu je w z&#281;bach.

Kochankowie wydawali si&#281; tacy szcz&#281;&#347;liwi. Tak jak kiedy&#347; ona i Harley. Zanim pojawi&#322;a si&#281; Claire. Gard&#322;o Kendall si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o i z trudem t&#322;umi&#322;a p&#322;acz. Nigdy w &#380;yciu nie czu&#322;a si&#281; taka bezradna i nigdy niczego a&#380; tak rozpaczliwie nie pragn&#281;&#322;a.

Us&#322;ysza&#322;a, &#380;e przed domek zajecha&#322; jaki&#347; samoch&#243;d, i kiedy otworzy&#322;a rozsuwane drzwi, us&#322;ysza&#322;a kroki na schodach. Serce jej podskoczy&#322;o. Przyjecha&#322;! Nadal mu zale&#380;y na niej!

Harley!  krzykn&#281;&#322;a, ale ledwie wypowiedzia&#322;a to imi&#281;, na horyzoncie pojawi&#322; si&#281; Weston, wysoki do nieba przystojniak szczerz&#261;cy z&#281;by w luzackim u&#347;miechu.  Ooo  nie kry&#322;a g&#322;&#281;bokiego rozczarowania.

Pomy&#347;la&#322;em sobie, &#380;e pewnie tu jeste&#347;.

Czy czy to Harley ci&#281; tu przys&#322;a&#322;?

Usta Westona wykrzywi&#322; ten sam u&#347;miech, kt&#243;rym skruszy&#322; o wiele wi&#281;cej kobiecych serc, ni&#380; na to zas&#322;ugiwa&#322;.

Nie. Przyjecha&#322;em tu z w&#322;asnej woli.

Ale sk&#261;d wiedzia&#322;e&#347;, &#380;e

Opar&#322; si&#281; biodrami o balustrad&#281; i skrzy&#380;owa&#322; r&#281;ce na piersi.

Kiedy zostawiasz wiadomo&#347;&#263; w biurze, wie&#347;&#263; si&#281; roznosi.

Nie zostawia&#322;am

Niewa&#380;ne.  Machn&#261;&#322; r&#281;k&#261;.  Wpad&#322;em tylko, &#380;eby ci da&#263; dobr&#261; rad&#281;.

Nastroszy&#322;a si&#281;.

Nie przypominam sobie, &#380;ebym ci&#281; o ni&#261; prosi&#322;a.

Wierz mi, potrzebujesz jej  westchn&#261;&#322; i spojrza&#322; jej w oczy.  Wiesz, Kendall, jestem zaskoczony twoim post&#281;powaniem. Zawsze my&#347;la&#322;em, &#380;e z ciebie rozs&#261;dna dziewczyna, kt&#243;ra wie, czego chce, i umie podj&#261;&#263; odpowiednie kroki, &#380;eby to osi&#261;gn&#261;&#263;.

Je&#347;li chodzi o Harleya, nie potrafi&#281; tego.

Dlaczego?

To nie takie proste.

Proste jak dwa razy dwa. Dr&#380;&#261;cymi palcami przyg&#322;adzi&#322;a w&#322;osy.

Jak?

C&#243;&#380;, wykorzystaj fakt, &#380;e nie jest a&#380; tak bystry I nie sprzeczaj si&#281; ze mn&#261; o ten drobiazg, dobrze?  Chcia&#322;a zaprzeczy&#263;, ale podni&#243;s&#322; r&#281;k&#281; w ge&#347;cie protestu.  Oboje znamy jego ograniczenia.  Na jego ustach pojawi&#322; si&#281; cyniczny u&#347;miech.

To jaka jest twoja rada?

Wpadnij.

Co takiego? Czy si&#281; nie przes&#322;ysza&#322;am?

Zajd&#378; w ci&#261;&#380;&#281;.

W zamy&#347;leniu zmarszczy&#322;a usta.

Nigdy bym nie mog&#322;a

Ale&#380; oczywi&#347;cie, &#380;e mog&#322;aby&#347;  uci&#261;&#322; ze znu&#380;on&#261; min&#261;.  Przypadkiem us&#322;ysza&#322;em twoj&#261; ostatni&#261; z nim rozmow&#281;. Za&#322;o&#380;y&#322;a&#347; mu p&#281;tl&#281;, a teraz doko&#324;cz dzie&#322;a.  Usiad&#322; na por&#281;czy ty&#322;em do oceanu i wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261;.  Nie m&#243;w mi, &#380;e nie masz &#347;mia&#322;o&#347;ci, Kendall, bo w to nie uwierz&#281;. Jeste&#347; kobiet&#261;, kt&#243;ra wie, czego chce, i potrafi to osi&#261;gn&#261;&#263;.

Przygryz&#322;a warg&#281; i zastanawia&#322;a si&#281;.

A je&#347;li Je&#347;li nie jestem w ci&#261;&#380;y?

No to b&#261;d&#378;.

Nigdy nie uwa&#380;a&#322;a Westona za idiot&#281;, ale zachowywa&#322; si&#281; tak, jakby jej radzi&#322; u&#380;y&#263; czarodziejskiej r&#243;&#380;d&#380;ki i

Nie mog&#281; tak po prostu udawa&#263;.

Nie powiedzia&#322;em udawaj, tylko b&#261;d&#378; w ci&#261;&#380;y.

Podejrzewam, &#380;e do tego b&#281;d&#281; potrzebowa&#263; Harleya.

Weston przygl&#261;da&#322; jej si&#281; tak, jakby j&#261; uzna&#322; za wyj&#261;tkowo ma&#322;o rozgarni&#281;t&#261; osob&#281;.

Daj spok&#243;j, Kendall. Harley to mi&#281;czak, wszyscy to wiedz&#261;. Musisz go tylko uwie&#347;&#263;.

Uwie&#347;&#263; go? Tak po prostu?

Wierz mi. Nie b&#281;dzie w stanie odm&#243;wi&#263;.

Rozwa&#380;y&#322;a jego sugesti&#281;. Musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e by&#322;a w niej jaka&#347; logika, ale nie chcia&#322;a korzysta&#263; z rad Westona. Nigdy niczego nie robi&#322; bezinteresownie. Musia&#322; mie&#263; w tym jaki&#347; osobisty cel. Zmierzy&#322;a go wzrokiem i poprawi&#322;a parasol nad stolikiem balkonowym.

Dlaczego ci na tym tak zale&#380;y?  spyta&#322;a.

Przez rami&#281; zerkn&#261;&#322; na ocean, jak gdyby wa&#380;y&#322; s&#322;owa.

Przypuszczam, &#380;e nie uwierzy&#322;aby&#347; mi, gdybym powiedzia&#322;, &#380;e robi&#281; to, maj&#261;c na wzgl&#281;dzie dobro brata?

Bo nie wierz&#281;. Wymy&#347;l co&#347; lepszego. A najlepiej powiedz, jaki ty masz w tym interes.

No dobrze. Harley to ciemi&#281;ga. Teraz zamarzy&#322;a mu si&#281; Claire Holland, plecie o &#347;lubie z ni&#261;

Kendall poczu&#322;a ostre uk&#322;ucie w sercu. Harley ani razu jej o tym nie wspomnia&#322;.

A to by by&#322;a katastrofa  ci&#261;gn&#261;&#322; Weston.

Dla ciebie?

Zgadza si&#281;. Dla ca&#322;ej rodziny. Tata jest tak zapracowany, &#380;e ledwie zipie. Staruszek doigra si&#281; zawa&#322;u serca albo wylewu. Paige jest zdenerwowana. Zreszt&#261; dam g&#322;ow&#281;, &#380;e Dutcha to nie zachwyca bardziej ni&#380; nas wszystkich. Odnowi&#261; si&#281; dawne wa&#347;nie i m&#243;j stary pewnie tego nie prze&#380;yje.

Zabrzmia&#322;o to ma&#322;o przekonuj&#261;co. Weston nigdy zbytnio si&#281; nie troszczy&#322; o nikogo z rodziny. Zawsze uznawa&#322; si&#281; za numer jeden i nigdy nie by&#322;o w jego &#380;yciu numeru dwa ani trzy.

Tu chodzi o co&#347; jeszcze, prawda? I to co&#347; bardziej dotyczy ciebie. Na mocnej m&#281;skiej twarzy zadrga&#322; mi&#281;sie&#324;.

Harley nie mo&#380;e mie&#263; tej Holland.

Dlaczego nie?

Przymru&#380;y&#322; oczy i spojrza&#322; jej w twarz.

Bo nie zas&#322;uguje na &#380;adn&#261; z nich, nawet na Claire.

Ale na mnie, owszem!  Czy tu po to przyjecha&#322;, &#380;eby j&#261; obra&#380;a&#263;?

S&#322;uchaj, sugeruj&#281; ci tylko spos&#243;b na uzyskanie tego, czego pragniesz.

Po to, &#380;eby Harley nie o&#380;eni&#322; si&#281; z Claire i nie pokrzy&#380;owa&#322; twoich plan&#243;w?

Mniej wi&#281;cej.

A je&#347;li on nie da si&#281; uwie&#347;&#263;?

Zdob&#261;d&#378; sfa&#322;szowany wynik testu ci&#261;&#380;owego, we&#378; z nim &#347;lub, a w noc po&#347;lubn&#261; zajd&#378; w ci&#261;&#380;&#281;. Pomy&#347;l, Kendall, to nie jest tak skomplikowane jak operacja m&#243;zgu.

Przygryz&#322;a warg&#281;.

A je&#347;li zajd&#281; w ci&#261;&#380;&#281; dopiero po trzech, czterech miesi&#261;cach od dnia &#347;lubu? B&#281;dzie wiedzia&#322;, &#380;e

Weston zakl&#261;&#322; po cichu. Zmierzy&#322; j&#261; jeszcze bardziej przenikliwym spojrzeniem.

Chcesz, &#380;eby dziecko zaklepa&#322;o uk&#322;ad?

My&#347;l&#281;, &#380;e tak.

To ja ci je zrobi&#281;.

Co takiego?  W ustach jej zasch&#322;o. Nie mog&#322;a uwierzy&#263; w&#322;asnym uszom.

Sprawi&#281;, &#380;e b&#281;dziesz w ci&#261;&#380;y.  Zeskoczy&#322; na pod&#322;og&#281; i podszed&#322; do niej. Mimo &#380;e nim pogardza&#322;a, po plecach przebieg&#322; jej dreszcz.

Ty?

Mam ten sam garnitur gen&#243;w co Harley. T&#281; sam&#261; grup&#281; krwi. Nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; si&#281; wyprze&#263; ojcostwa.

O Bo&#380;e!  Serce jej bi&#322;o jak oszala&#322;e, gdy przeszywa&#322; j&#261; wzrokiem.  A co ty by&#347; z tego mia&#322;?  Jednym spojrzeniem omi&#243;t&#322; ca&#322;e jej cia&#322;o i zn&#243;w popatrzy&#322; w oczy.

Twoj&#261; dozgonn&#261; wdzi&#281;czno&#347;&#263; i przywi&#261;zanie.

Nie s&#261;dz&#281;, &#380;e mog&#322;abym

Nawet po to, by zosta&#263; &#380;on&#261; Harleya?  Uj&#261;&#322; jej r&#281;k&#281;, podni&#243;s&#322; j&#261; do swoich ust i poca&#322;owa&#322; wewn&#281;trzn&#261; cz&#281;&#347;&#263; d&#322;oni.

Kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y, ale wyrwa&#322;a mu d&#322;o&#324;, jak by ten poca&#322;unek poparzy&#322; jej sk&#243;r&#281;.

To ob&#322;&#281;d. Nie ma mowy

Pomy&#347;l. B&#281;dziesz pani&#261; Harleyow&#261;.

Z naszym dzieckiem?

Mog&#322;aby&#347; poroni&#263;

O ma&#322;o nie zwymiotowa&#322;a. Szybko zas&#322;oni&#322;a d&#322;oni&#261; usta.

Jeste&#347; tak zdemoralizowany, &#380;e to przechodzi ludzkie poj&#281;cie.

Po prostu usi&#322;uj&#281; ci pom&#243;c.  Odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, ale by&#322; od niej szybszy. Porwa&#322; j&#261; w ramiona i obj&#261;&#322; w p&#243;&#322; tak, &#380;e jej piersi spocz&#281;&#322;y na jego przedramionach.  Przemy&#347;l to, Kendall  szepn&#261;&#322; jej do ucha.

Za wydmami szumia&#322; ocean, a gor&#261;ce lipcowe s&#322;o&#324;ce powoli zaczyna&#322;o zni&#380;a&#263; si&#281; ku horyzontowi.

Mogliby&#347;my troch&#281; pofiglowa&#263;, apotem Bingo! Harley jest tw&#243;j! Nikogo by to nie zrani&#322;o

Wszystkich by zrani&#322;o!  powiedzia&#322;a oburzona, cho&#263; jego dotyk przej&#261;&#322; j&#261; dreszczem.  Wszystko by&#347; zniszczy&#322;.

Roze&#347;mia&#322; si&#281; jej do ucha.

Nie my&#347;l tak, skarbie. Sama ju&#380; wiele zrobi&#322;a&#347; w tym kierunku.  Pu&#347;ci&#322; j&#261; i ruszy&#322; w stron&#281; schod&#243;w. Zanim min&#261;&#322; zakr&#281;t, zd&#261;&#380;y&#322; krzykn&#261;&#263; przez rami&#281;.  Ale je&#347;li Harley wy&#347;lizgnie si&#281; z twoich r&#261;k i o&#380;eni z Claire Holland, to mnie za to nie obwiniaj. Nie, malutka. Wtedy b&#281;dziesz mog&#322;a wini&#263; wy&#322;&#261;cznie siebie.

W g&#322;osie Harleya da&#322;o si&#281; wyczu&#263; zdenerwowanie.

Przepraszam, Claire. Zadzwoni&#281; do ciebie p&#243;&#378;niej, ale co&#347; mi wypad&#322;o. Sprawy zawodowe. Tato chce, &#380;ebym w nich uczestniczy&#322;.

Claire zamkn&#281;&#322;a oczy i zacz&#281;&#322;a si&#281; nerwowo bawi&#263; kablem telefonicznym. Chcia&#322;o jej si&#281; wy&#263;. Dzia&#322;o si&#281; co&#347; z&#322;ego, wiedzia&#322;a to na pewno i wszystkie w&#261;tpliwo&#347;ci, kt&#243;re pr&#243;bowa&#322;a od siebie odgoni&#263;, coraz bardziej j&#261; osacza&#322;y, zaciskaj&#261;c niewidzialn&#261; p&#281;tl&#281; na jej szyi.

Po prostu robi wszystko, &#380;eby nas rozdzieli&#263;.

Wiem, ale dzisiaj nie mog&#281; przyj&#347;&#263;. Spotkamy si&#281; ju&#380; nied&#322;ugo, wierz mi.

To ju&#380; trwa ponad tydzie&#324;.

Wiem, wiem  odrzek&#322;, a Claire odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e s&#322;yszy ko&#322;a z&#281;bate obracaj&#261;ce si&#281; w jego g&#322;owie. K&#322;amie? Unika jej? Dlaczego po prostu nie zerwie z ni&#261;? Ogarn&#281;&#322;a j&#261; czarna rozpacz. Kocha&#322;a Harleya, uwielbia&#322;a go, a jednak

Zobaczymy si&#281;, mo&#380;e jeszcze nie dzi&#347;, ale wkr&#243;tce. Przyrzekam. Claire. T&#281;skni&#281; za tob&#261;.

Naprawd&#281;? Czy naprawd&#281; za mn&#261; t&#281;sknisz?

Harley

S&#322;ucham?

Czy nuta poirytowania w jego g&#322;osie to z&#322;udzenie? Mia&#322;a zamiar mu powiedzie&#263;, &#380;e go kocha, ale si&#281; rozmy&#347;li&#322;a. By&#322; zbyt poch&#322;oni&#281;ty innymi sprawami, zbyt daleki.

Nic takiego.

To dobrze. Pos&#322;uchaj, mo&#380;e by&#347;my pop&#322;ywali &#322;&#243;dk&#261;? W nocy?

Chcia&#322;abym

W takim razie spotkajmy si&#281; w jachtklubie o dziesi&#261;tej Nie, o dziesi&#261;tej trzydzie&#347;ci. Wiesz kt&#243;ra keja.

Tak, ale

Przepraszam, &#380;e nie mog&#281; zobaczy&#263; si&#281; z tob&#261; wcze&#347;niej Kocham ci&#281;. Przecie&#380; wiesz.

Te&#380; ci&#281; kocham  powiedzia&#322;a, ale te s&#322;owa zabrzmia&#322;y pusto i fa&#322;szywie, jakby by&#322;y wymuszone.

Zmagaj&#261;c si&#281; z b&#243;lem g&#322;owy, wyjrza&#322;a przez okno. Patrzy&#322;a, jak s&#322;o&#324;ce kryje si&#281; za p&#243;&#322;nocny grzbiet g&#243;rski. Sk&#261;d Harley dzwoni&#322;? Z kim by&#322;? Dlaczego zn&#243;w odwo&#322;a&#322; spotkanie?

Tak naprawd&#281; ci&#281; nie kocha. S&#322;owa te by&#322;y jak gorzka pigu&#322;ka, do kt&#243;rej prze&#322;kni&#281;cia potrzeba wielu litr&#243;w wiary w siebie. Nala&#322;a sobie lemoniady i przycisn&#281;&#322;a ch&#322;odn&#261; szklank&#281; do czo&#322;a.

W domu by&#322;o gor&#261;co i pusto. Dutch uparcie wzbrania&#322; si&#281; przed za&#322;o&#380;eniem klimatyzacji, wi&#281;c w takie gor&#261;ce dni temperatura w kuchni zazwyczaj przekracza&#322;a trzydzie&#347;ci stopni. Nawet otwarte okna nie pomaga&#322;y. Po prostu nie by&#322;o czym oddycha&#263;.

Je&#347;li pomin&#261;&#263; tykanie zegara dziadka w holu, delikatne burczenie lod&#243;wki i sporadyczne skrzypienie starego drewna  dom ton&#261;&#322; w ciszy. Miranda wyjecha&#322;a wcze&#347;niej bez wyja&#347;nienia. Ostatnio cz&#281;sto to robi&#322;a. Dominique upar&#322;a si&#281;, &#380;eby Dutch sp&#281;dzi&#322; z ni&#261; weekend w Portland, spotka&#322; si&#281; ze starymi przyjaci&#243;&#322;mi, rozerwa&#322; si&#281; i pozwiedza&#322; miasto. Tessa uciek&#322;a wcze&#347;niej z kilkoma przyjaci&#243;&#322;mi, kt&#243;rzy twierdzili, &#380;e id&#261; na film, co prawdopodobnie by&#322;o k&#322;amstwem  jak wszystko ostatnio.

Za oknami powoli zapada&#322; zmrok. Claire wysz&#322;a na taras z ty&#322;u domu, &#380;eby posiedzie&#263; na starej hu&#347;tawce, kt&#243;ra si&#281; tam ko&#322;ysa&#322;a. Zach&#243;d s&#322;o&#324;ca zmienia&#322; si&#281; w fioletowy zmierzch. Kilka nietoperzy musn&#281;&#322;o tafl&#281; jeziora.

Ryby g&#322;o&#347;no pluska&#322;y w wodzie. Na niebie pojawia&#322;y si&#281; gwiazdy, jedna po drugiej. Claire zn&#243;w zacz&#281;&#322;a si&#281; zastanawia&#263;, co w tej chwili robi Harley. I z kim. Mia&#322; zbyt wiele wym&#243;wek i zacz&#281;&#322;a podejrzewa&#263;, &#380;e spotyka si&#281; z inn&#261; dziewczyn&#261;, prawdopodobnie z Kendall Forsythe.

Idiotka  mrukn&#281;&#322;a. Nienawidzi&#322;a w sobie sk&#322;onno&#347;ci do sentymentalizmu. Odbi&#322;a si&#281; palcami od desek pod&#322;ogi. Czy&#380; wszyscy jej nie m&#243;wili, &#380;e jest niem&#261;dra? Czy ojciec i siostry nie ostrzegali jej przed Harleyem? Ale by&#322;a uparta i zamierza&#322;a udowodni&#263; im wszystkim, jak bardzo si&#281; myl&#261;.

Da&#322;a si&#281; wpu&#347;ci&#263; w maliny.

Stara hu&#347;tawka skrzypia&#322;a przy ka&#380;dym poruszeniu. Claire by&#322;a sama w domu i mog&#322;aby roztkliwia&#263; si&#281; nad sob&#261;, pop&#322;aka&#263;, ale nie by&#322;a w &#322;zawym nastroju i nie znosi&#322;a w taki nastr&#243;j popada&#263;. Kocha&#322;a Harleya, by&#322;a tego pewna, lecz nie zamierza&#322;a pozwoli&#263;, by jakikolwiek m&#281;&#380;czyzna traktowa&#322; j&#261; jak pierwsz&#261; lepsz&#261;.

Wsta&#322;a z hu&#347;tawki. Za tylnymi drzwiami w kuchni wisia&#322;y klucze, znalaz&#322;a breloczek z zapasowymi kluczykami. Ojciec mia&#322; ca&#322;&#261; kolekcj&#281; pojazd&#243;w, wybra&#322;a d&#380;ipa w kolorze khaki, wsiad&#322;a do niego i ruszy&#322;a w stron&#281; Chinook  ma&#322;ego miasteczka, gdzie by&#322;o niewiele atrakcji. Jedno skrzy&#380;owanie ze &#347;wiat&#322;ami, dwie tawerny, kilka restauracji, par&#281; moteli i sklep spo&#380;ywczy. Mimo to wydawa&#322;o si&#281; bardziej interesuj&#261;ce ni&#380; dom i pogr&#261;&#380;anie si&#281; w czarnych my&#347;lach z powodu ch&#322;opaka, kt&#243;ry nie mia&#322; dla niej czasu.

Przekraczaj&#261;c dozwolon&#261; pr&#281;dko&#347;&#263;, przejecha&#322;a obok ko&#347;cio&#322;a metodyst&#243;w  jedynej &#347;wi&#261;tyni z wie&#380;&#261; w miasteczku  i dojrza&#322;a grup&#281; dzieciak&#243;w, przesiaduj&#261;cych pod pizzeri&#261;. Na parkingu tu i &#243;wdzie sta&#322;y motocykle i stare p&#243;&#322;ci&#281;&#380;ar&#243;wki. W&#322;o&#380;y&#322;a kluczyki do kieszeni i ruszy&#322;a w stron&#281; lokalu, gdzie przywita&#322; j&#261; zapach pieczonego chleba, sosu pomidorowego, czosnku i dymu papierosowego.

Przy stolikach siedzia&#322;y rodziny, grupy nastolatk&#243;w zajmowa&#322;y miejsca przy sztucznym kominku, ale pierwsz&#261; osob&#261;, o kt&#243;r&#261; zahaczy&#322; jej wzrok, by&#322; Kane Moran przy naro&#380;nym stoliku za nisk&#261; &#347;ciank&#261; dzia&#322;ow&#261;. Wygodnie rozsiad&#322; si&#281; na krze&#347;le, wyci&#261;gn&#261;&#322; nogi. Ubrany by&#322; w d&#322;ugie d&#380;insy i porwany czarny podkoszulek. Patrzy&#322; na drzwi, jak gdyby czeka&#322; w&#322;a&#347;nie na ni&#261;.

&#346;wietnie! Jedyny facet, kt&#243;rego nie mia&#322;a ochoty spotka&#263;. Ku swemu przera&#380;eniu zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e jej puls przy&#347;pieszy&#322;.

Postanowi&#322;a si&#281; prze&#322;ama&#263; i udowodni&#263; sobie, &#380;e potrafi zapanowa&#263; nad emocjami. Pewna siebie zam&#243;wi&#322;a przy barze col&#281;, b&#322;yskawicznie zebra&#322;a si&#281; na odwag&#281; i podesz&#322;a do niego.

Spod dwudniowego zarostu wy&#322;oni&#322; si&#281; zdradliwy krzywy u&#347;miech. Na stole sta&#322;a szklanka z niedopit&#261; col&#261;, w popielniczce tl&#261;cy si&#281;, jakby zapomniany papieros.

Ach, kt&#243;&#380; to? Czy&#380;by ksi&#281;&#380;niczka?  wycedzi&#322; przeci&#261;gle, znoszonym wysokim butem wysuwaj&#261;c krzes&#322;o.  Zesz&#322;a z tronu, &#380;eby odwiedzi&#263; ubogich poddanych?

Zgadza si&#281;. To ja, ksi&#281;&#380;niczka Claire.  Usiad&#322;a na krze&#347;le, kt&#243;re jej zaoferowa&#322;, i spojrza&#322;a na niego przez szklank&#281; z col&#261;, maj&#261;c nadziej&#281;, &#380;e nap&#243;j od&#347;wie&#380;y jej wyschni&#281;te gard&#322;o. Pochyli&#322;a si&#281; nad sto&#322;em:  Ale co do odwiedzania ubogich, to ty w tym jeste&#347; lepszy.

Ja ich nie odwiedzam, ja w&#347;r&#243;d nich &#380;yj&#281;.

Czy&#380;by?  droczy&#322;a si&#281;.  Z tego, co s&#322;ysz&#281;, to &#322;azisz z miejscowymi chuliganami i zbirami.

Seksownie wyszczerzy&#322; z&#281;by.

Trafiony  panno Holland.  Zrobi&#322; do niej oko.  Ale s&#261;dz&#281;, &#380;e jest odwrotnie: to oni lataj&#261; ze mn&#261;, a nie jaz nimi.

Przynajmniej mia&#322; jakie&#347; poczucie humoru. Niewa&#380;ne, &#380;e zwichrowane.

Dlaczego mnie dr&#281;czysz? Traktujesz to jako osobist&#261; misj&#281;?

Dr&#281;cz&#281; ci&#281;?  Zaci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; papierosem i popi&#322; col&#261; ze szklanki.  Co&#347; takiego?  Przeszy&#322; j&#261; &#347;widruj&#261;cym wzrokiem. Odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e pomieszczenie nagle si&#281; skurczy&#322;o, zabrak&#322;o w nim powietrza, a ona siedzi tu sam na sam z nim, cho&#263; w restauracji pe&#322;no by&#322;o ludzi. Patrzy&#322; na ni&#261; tak, jak gdyby pr&#243;cz niej na &#347;wiecie nie by&#322;o innych kobiet, a on od wielu lat by&#322; zmuszony do celibatu. Poczu&#322;a stru&#380;k&#281; potu pomi&#281;dzy piersiami.

Ja tylko wpad&#322;am czego&#347; si&#281; napi&#263;.

Sama?

Wzruszy&#322;a ramionami i usi&#322;owa&#322;a nie pokaza&#263; po sobie zak&#322;opotania.

A gdzie twoja lepsza po&#322;&#243;wka?

Nie jestem m&#281;&#380;atk&#261;.

Nie czaruj.  Dopi&#322; col&#281;. Claire wytar&#322;a kropelki ze swojej szklanki. Czemu tak si&#281; ci&#261;gle gapi tymi przymru&#380;onymi z&#322;ocistymi oczami?  pomy&#347;la&#322;a.  W ka&#380;dym razie to tylko kwestia czasu.

A sk&#261;d ty mo&#380;esz to wiedzie&#263;?

Podj&#281;&#322;a&#347; decyzj&#281;, niewa&#380;ne, czy s&#322;uszn&#261;. Przygryz&#322;a warg&#281;.

Nic o mnie nie wiesz.

Czy&#380;by?  Parskn&#261;&#322; &#347;miechem i podrapa&#322; si&#281; po nieogolonej brodzie.  Wiem o tobie wi&#281;cej, ni&#380; ci si&#281; zdaje, ksi&#281;&#380;niczko. I chyba wi&#281;cej ni&#380; powinienem.  Tym razem to on pochyli&#322; si&#281; do niej nad stolikiem.  Nale&#380;ysz do kobiet, kt&#243;re podejmuj&#261; decyzj&#281; i od razu wcielaj&#261; j&#261; w &#380;ycie. Lojalna i wierna a&#380; do granic naiwno&#347;ci, nie wierzysz w &#380;adne z&#322;e s&#322;owo na temat kogo&#347;, na kim ci zale&#380;y. Nawet je&#347;li to, &#380;e ten kto&#347; ci&#281; wykorzystuje, jest oczywiste jak dwa i dwa to cztery. Mia&#322;a ochot&#281; wymierzy&#263; mu policzek.

Nikt mnie nie

Obud&#378; si&#281;, Claire. Przecie&#380; jeste&#347; na to o wiele za m&#261;dra.  Szybko, jak chwytaj&#261;cy ofiar&#281; tygrys, wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; przez st&#243;&#322; i w&#322;adczym, cho&#263; czu&#322;ym gestem zacisn&#261;&#322; palce na jej nadgarstku.  Wi&#281;c gdzie on teraz jest?

Kto, Harley? Zosta&#322; w pracy po godzinach.  Wym&#243;wka zabrzmia&#322;a naiwnie.

Taggert nigdy w &#380;yciu nie zabra&#322; si&#281; uczciwie do roboty. Wymy&#347;l co&#347; lepszego.

Co&#347; tam robi. Ojciec mu kaza&#322;. Interesy.

Harley Taggert w&#322;&#261;czony w jakie&#347; wielkie interesy? Chyba sama nie wierzysz w to, co m&#243;wisz.

Nieznacznie unios&#322;a g&#322;ow&#281;.

Nie m&#243;g&#322; sk&#322;ama&#263;.

Oczywi&#347;cie, &#380;eby m&#243;g&#322;, Claire  odpar&#322; Kane, przyciskaj&#261;c gor&#261;ce palce do delikatnej sk&#243;ry wewn&#281;trznej strony nadgarstka. Tak bardzo zbli&#380;y&#322; twarz do jej twarzy, &#380;e zobaczy&#322;a na niej przedwczesne zmarszczki.  Ka&#380;dego faceta na to sta&#263;.

Zadzwoni&#322; do mnie i  Dlaczego czu&#322;a si&#281; zmuszona t&#322;umaczy&#263; przed Kaneem Moranem? Nie by&#322; nawet jej przyjacielem. Nic podobnego. By&#322; po prostu s&#261;siadem z olbrzymim kompleksem ni&#380;szo&#347;ci wytatuowanym na twarzy.

Odwo&#322;a&#322; spotkanie.

Spotkamy si&#281; p&#243;&#378;niej.

Ognik emocji na u&#322;amek sekundy pojawi&#322; si&#281; w jego oczach i natychmiast znikn&#261;&#322;. By&#322;a pewna, &#380;e ten kr&#243;tki b&#322;ysk wielkiego cierpienia by&#322; tylko wytworem jej wyobra&#378;ni. Moran by&#322; niewzruszony jak ska&#322;a i twardy jak m&#322;ot, odporny na wszelkie urazy duszy. To urodzony kryminalista. Przynajmniej tak mawia&#322; jej ojciec i kilku m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy grywali z nim w pokera w ka&#380;dy wtorkowy wiecz&#243;r. Jednak ten ch&#322;opak po drugiej stronie stolika delikatnie &#347;ciskaj&#261;cy jej nadgarstek gor&#261;cymi palcami o zgrubia&#322;ym nask&#243;rku, ju&#380; prawie m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;ry tak wiele o niej wiedzia&#322;, nosi&#322; w sobie nie wi&#281;ksze ziarno z&#322;a ni&#380; ona sama. Wyobrazi&#322;a sobie, &#380;e j&#261; ca&#322;uje ustami cienkimi jak ostrza, wiecznie wykrzywionymi w cynicznym u&#347;miechu. Serce jej zadr&#380;a&#322;o. Speszona niesfornymi my&#347;lami, powoli zabra&#322;a mu swoje d&#322;onie.

Chyba ju&#380; sobie p&#243;jd&#281;.

Jego obecno&#347;&#263; w r&#243;wnym stopniuj&#261; fascynowa&#322;a, co peszy&#322;a.

Pizza dla Browna  oznajmi&#322; przez mikrofon sprzedawca. Klawiatura kasy brz&#281;cza&#322;a po&#347;r&#243;d pomruku rozm&#243;w, a w tle snu&#322;y si&#281; klasyczne melodie starego Buddy Hollyego. Muzyka p&#322;yn&#261;ca z ma&#322;ych ukrytych g&#322;o&#347;nik&#243;w pod&#322;&#261;czonych do gramofonu z trudem przebija&#322;a si&#281; przez gwar. Ale Claire nie s&#322;ysza&#322;a nic pr&#243;cz zwariowanego bicia odurzonego serca.

Wsta&#322;, ostatni raz poci&#261;gn&#261;&#322; papierosa i zgasi&#322; go w popielniczce.

Chcesz si&#281; przejecha&#263;?  spyta&#322; zza ob&#322;oku dymu i niedopowiedze&#324;.

Nie, musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263;.

Po co? &#379;eby warowa&#263; jak pies przy telefonie w nadziei, &#380;e zadzwoni Taggert?

Nie, ale

To tylko kr&#243;tka przeja&#380;d&#380;ka, Claire.

Wiem.

Pod g&#281;stymi brwiami b&#322;ysn&#281;&#322;y ogniki.

Nie s&#261;dz&#281;

Jak chcesz.  Zarzuci&#322; kurtk&#281; na ramiona i postawi&#322; ko&#322;nierz.  To jak? Dlaczego nie? Harley najprawdopodobniej jest z Kendall albo z inn&#261; dziewczyn&#261;. Ju&#380; mia&#322;a odpowiedzie&#263; kr&#243;tkim nie, ale powstrzyma&#322;a si&#281;.

No dobrze  odpowiedzia&#322;a w ko&#324;cu, odrzucaj&#261;c do ty&#322;u w&#322;osy. W jego u&#347;miechu by&#322;o co&#347; gro&#378;nego. Chwyci&#322; j&#261; za r&#281;k&#281;.

Chod&#378;.

Wyszli na parking i wsiedli na srebrno-czarny motocykl. Przez ca&#322;y czas Claire mia&#322;a w&#261;tpliwo&#347;ci, czy dobrze robi. A je&#347;li kto&#347; ich zobaczy? Albo je&#347;li przytrafi si&#281; im wypadek? A je&#347;li Kane zawiezie j&#261; gdzie&#347; i powr&#243;ci przed dziesi&#261;t&#261; trzydzie&#347;ci? Poza tym przecie&#380; nawet go nie zna&#322;a. M&#243;wiono, &#380;e jest z&#322;odziejaszkiem podejrzanym o wi&#281;kszo&#347;&#263; przest&#281;pstw dokonywanych w okolicy. Wiedzia&#322;a, &#380;e ma chorego ojca, kt&#243;rym musi si&#281; opiekowa&#263;, i marzy o tym, &#380;eby czym pr&#281;dzej wyjecha&#263; z Chinook. I w g&#322;&#281;bi duszy przeczuwa&#322;a, &#380;e jest lepszy ni&#380; plotki o nim.

Gdy motocykl gwa&#322;townie ruszy&#322;, nie zwa&#380;aj&#261;c na w&#322;asne my&#347;li, obj&#281;&#322;a go w p&#243;&#322;. Prychaj&#261;c i warcz&#261;c, maszyna nabra&#322;a szybko&#347;ci.

Trzymaj si&#281;  krzykn&#261;&#322;.

Wtuliwszy twarz pomi&#281;dzy jego &#322;opatki, poczu&#322;a dusz&#261;cy zapach sk&#243;ry i dymu papierosowego. &#379;wir tryska&#322; spod tylnego ko&#322;a.

W kilka sekund wyjechali z parkingu i w&#322;&#261;czyli si&#281; do ruchu. Na miejskiej ulicy by&#322;o niezbyt t&#322;oczno. Ponad dachami pustych moteli i bar&#243;w &#347;wieci&#322;y neonowe napisy. &#346;wiat&#322;a nadje&#380;d&#380;aj&#261;cych z przeciwka pojazd&#243;w przez chwil&#281; ich o&#347;lepia&#322;y, odg&#322;os silnika wibrowa&#322; w jej g&#322;owie. Na pocz&#261;tku by&#322; niski, ale stopniowo jego brzmienie si&#281; podwy&#380;sza&#322;o i tak do chwili, kiedy pojazd skr&#281;ci&#322;. W mgnieniu oka znale&#378;li si&#281; poza miastem i mkn&#281;li po szosie. Z oczu Claire p&#322;yn&#281;&#322;y &#322;zy, kt&#243;re wyciera&#322; jedynie smagaj&#261;cy japo twarzy i targaj&#261;cy w&#322;osy wiatr.

To ob&#322;&#281;d!  pomy&#347;la&#322;a. U&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e z pewno&#347;ci&#261; odebra&#322;o jej rozum, kiedy zgadza&#322;a si&#281; na t&#281; szalon&#261; przeja&#380;d&#380;k&#281; przy &#347;wietle ksi&#281;&#380;yca. A mimo to by&#322;o jej lekko na sercu. Czu&#322;a si&#281; wolna, gdy przemykali obok &#380;elaznych bram Stone Illahee  o&#347;rodka wypoczynkowego jej ojca. Przez jaki&#347; czas mia&#322;a wyrzuty sumienia, &#380;e zadaje si&#281; z innym ch&#322;opakiem ni&#380; Harley, ale min&#281;&#322;y, gdy opar&#322;a si&#281; o plecy Kanea. Ten ubogi, zawzi&#281;ty i cyniczny buntownik tak bardzo r&#243;&#380;ni&#322; si&#281; od Harleya Taggerta jak &#380;aden inny ch&#322;opak.

P&#281;dzili przez pla&#380;&#281;, &#322;ami&#261;c przepisy. Potem zn&#243;w wjechali na drog&#281; i pomkn&#281;li w g&#243;r&#281;, ku ciemnemu lasowi. Ga&#322;&#281;zie drzew pochyla&#322;y si&#281; nad nimi, os&#322;aniaj&#261;c przed bladym &#347;wiat&#322;em ksi&#281;&#380;yca, kt&#243;ry zbli&#380;a&#322; si&#281; ku pe&#322;ni. Jedynym o&#347;wietleniem by&#322;a niegasn&#261;ca wi&#261;zka z reflektora. Motocykl podskakiwa&#322; na coraz w&#281;&#380;szej drodze. Skr&#281;ci&#322; w d&#243;&#322;. Asfalt pod ko&#322;ami zmieni&#322; si&#281; w sypki &#380;wir.

Dok&#261;d jedziemy?  spyta&#322;a Claire, krzycz&#261;c pod wiatr. Nagle okaza&#322;o si&#281;, &#380;e to nie by&#322; dobry pomys&#322;.

Zobaczysz.

Slalomem omin&#281;li rdzewiej&#261;ce s&#322;upki bramy i wjechali na opustosza&#322;&#261; drog&#281;. Kane skierowa&#322; si&#281; ku wy&#380;szym partiom g&#243;r. Motocykl mkn&#261;&#322; po jednym z dw&#243;ch r&#243;wnoleg&#322;ych skalistych, dzikich szlak&#243;w przecinaj&#261;cych po&#322;acie bia&#322;ych gnij&#261;cych pniak&#243;w, kt&#243;re sta&#322;y niczym upiorni str&#243;&#380;e na niegdy&#347; zalesionych grzbietach. Stary las zosta&#322; wyci&#281;&#322;y w pie&#324;, teraz straszy&#322;y tu ogo&#322;ocone zbocza g&#243;rskie. Serce Claire wali&#322;o jak m&#322;otem. Ciarki j&#261; przesz&#322;y. &#379;a&#322;owa&#322;a, &#380;e si&#281; zgodzi&#322;a z nim pojecha&#263; i &#380;e wsiad&#322;a na motocykl.

Motor z hukiem p&#281;dzi&#322; w g&#243;r&#281;, ku szczytowi, gdzie sta&#322;a samotna k&#281;pa jode&#322;, jakim&#347; cudem ocala&#322;a przed ostrzem pi&#322;y. Kane zwolni&#322; i zgasi&#322; silnik.

Wiesz, gdzie jeste&#347;my?  spyta&#322;.

Wzi&#261;&#322; j&#261; za r&#281;k&#281; i poprowadzi&#322; do skalistej kraw&#281;dzi, sk&#261;d rozpo&#347;ciera&#322; si&#281; widok na wszystkie strony. Poni&#380;ej migota&#322;y z oddali &#347;wiat&#322;a Chinook. Na wschodzie na pla&#380;y kilka ognisk ja&#347;nia&#322;o na tle czarnej, wzburzonej tafli oceanu.

W lesie. W opustosza&#322;ym, wyci&#281;tym przez drwali lesie

W&#322;asno&#347;ci twego ojca.

Och!  Dlaczego jego g&#322;os brzmia&#322; jak dzwon po umar&#322;ym?

Popatrz.  Jedn&#261; r&#281;k&#261; obj&#261;&#322; j&#261; w pasie, opar&#322; podbr&#243;dek o jej bark i wskaza&#322; palcem ma&#322;&#261; dolink&#281; na ogo&#322;oconym stoku.  To tam m&#243;j stary mia&#322; wypadek.

Claire &#380;o&#322;&#261;dek podszed&#322; do gard&#322;a. Cho&#263; noc by&#322;a ciep&#322;a i gwia&#378;dzista, przebieg&#322; j&#261; lodowaty dreszcz.

Przywioz&#322;e&#347; mnie tutaj, &#380;eby mi pokaza&#263; miejsce, gdzie tw&#243;j ojciec si&#281; okaleczy&#322;?

Nie odpowiedzia&#322;. Po prostu odst&#261;pi&#322; o kilka krok&#243;w od niej i siad&#322; na pniu. Poszpera&#322; w kieszeni kurtki i wyj&#261;&#322; now&#261; paczk&#281; papieros&#243;w. Zamkn&#261;&#322; oczy, pochyli&#322; g&#322;ow&#281;, jakby usi&#322;owa&#322; si&#281; skupi&#263;.

Czasem tu przychodz&#281;, &#380;eby troch&#281; poduma&#263;.  Wcisn&#261;&#322; camela do ust, potar&#322; zapa&#322;k&#281; o kamie&#324;. Zaskwiercza&#322; fosfor i b&#322;ysn&#261;&#322; p&#322;omyk, rzucaj&#261;c na sekund&#281; z&#322;ocist&#261; &#322;un&#281; na jego wyraziste rysy. G&#322;&#281;boko zaci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; dymem.

I o czym tak rozmy&#347;lasz?  spyta&#322;a nie&#347;mia&#322;o.

Zgasi&#322; zapa&#322;k&#281;, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, ukazuj&#261;c rz&#261;d bia&#322;ych z&#281;b&#243;w, mi&#281;dzy kt&#243;rymi tkwi&#322; roz&#380;arzony papieros.

Czasami o tobie. Oniemia&#322;a.

O mnie?

Od czasu do czasu  przyzna&#322;. Mimo ciemno&#347;ci wzrokiem odnalaz&#322; jej oczy.  A czy ty o mnie nigdy nie my&#347;lisz?

Stoj&#261;c przy motocyklu, nerwowo porusza&#322;a palcami.

Staram si&#281; nie my&#347;le&#263; o tobie.

Ale my&#347;lisz.

Czasami  potwierdzi&#322;a. Poczu&#322;a si&#281; jak zdrajczyni.

Zaci&#261;gn&#261;&#322;em si&#281; do wojska.

Co?  Na moment serce jej zamar&#322;o. Jego s&#322;owa zabrzmia&#322;y echem po&#347;r&#243;d okalaj&#261;cych g&#243;r.  Co zrobi&#322;e&#347;?

Podpisa&#322;em. Wczoraj.

Dlaczego?

Odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e cz&#261;stka jej duszy usch&#322;a, obumar&#322;a  cz&#261;stka, z kt&#243;rej istnienia wcze&#347;niej nie zdawa&#322;a sobie sprawy. On wyjedzie. Wmawia&#322;a sobie, &#380;e nie ma to dla niej wi&#281;kszego znaczenia, ale wiedzia&#322;a, &#380;e miasteczko opustoszeje, bez niego b&#281;dzie jakby pozbawione &#380;ycia.

Przysz&#322;a pora. Przygryz&#322;a warg&#281;.

Kiedy Kiedy wyje&#380;d&#380;asz?

Wzruszy&#322; ramionami i g&#322;&#281;boko zaci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; dymem z papierosa.

Za kilka tygodni.  Obj&#261;&#322; ramionami kolana i popatrzy&#322; na zach&#243;d.  Usi&#261;d&#378;  powiedzia&#322; powa&#380;nie.  Nie gryz&#281; Przynajmniej nie na pierwszej randce.

To nie jest randka.

Nie odezwa&#322; si&#281; ani s&#322;owem, skupi&#322; si&#281; na papierosie, ale wiedzia&#322;a, &#380;e w duchu zarzuca jej fa&#322;sz.

My&#347;lisz, &#380;e si&#281; ciebie boj&#281;?  spyta&#322;a odwa&#380;nie.

My&#347;l&#281;, &#380;e powinna&#347; si&#281; ba&#263;.

Dlaczego?  Niespokojna jak wystraszony &#378;rebak i prawie gotowa do wierzgni&#281;cia podesz&#322;a do skalistej kraw&#281;dzi i usiad&#322;a przy nim.

Podobno mam z&#322;&#261; reputacj&#281;.  Jego zamy&#347;lony wzrok skupi&#322; si&#281; na jej twarzy. Dech jej zapar&#322;o.  A ty nie, Claire. Jeszcze nie.  Przydepta&#322; niedopa&#322;ek.

Nie s&#261;dz&#281;, &#380;e to jednorazowe sam na sam z tob&#261; mo&#380;e co&#347; zmieni&#263; w tym wzgl&#281;dzie.

Siedz&#261;c bardzo blisko niego, usi&#322;owa&#322;a wzi&#261;&#263; si&#281; w gar&#347;&#263;, opanowa&#263; nerwy. Wmawia&#322;a sobie, &#380;e r&#281;ce jej si&#281; poc&#261; dlatego, &#380;e noc jest gor&#261;ca i wilgotna. Nier&#243;wnomierne bicie serca t&#322;umaczy&#322;a arytmi&#261;, na kt&#243;r&#261; od czasu do czasu cierpia&#322;a.

Wierzysz we mnie bardziej, ni&#380; powinna&#347;.

Chyba nie.

Nie odpowiedzia&#322;. Jego przenikliwe spojrzenie rozgrzewa&#322;o krew. Ciep&#322;y wiaterek muska&#322; jej twarz i mierzwi&#322; w&#322;osy. Mimowolnie zastanawia&#322;a si&#281;, jak by to by&#322;o, gdyby ten szaleniec poca&#322;owa&#322; j&#261; w usta i wzi&#261;&#322; w ramiona, a ona zamkn&#281;&#322;aby oczy i podda&#322;aby mu si&#281;. Ale nigdy sobie na to nie pozwoli. Kocha&#322;a innego.

Dlaczego mnie tu przywioz&#322;e&#347;?  Przestraszy&#322;a si&#281; w&#322;asnego g&#322;osu, kt&#243;ry brzmia&#322; dziwnie ochryple i nisko.

Skrzywi&#322; si&#281; i przez d&#322;u&#380;szy czas przenika&#322; wzrokiem jej twarz. Nie dotkn&#261;&#322; jej.

To by&#322; b&#322;&#261;d.

Dlaczego?

Westchn&#261;&#322;. Przechyli&#322; si&#281; do ty&#322;u, opar&#322; na &#322;okciach i uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;, &#380;eby na ni&#261; popatrze&#263;. Po raz pierwszy od chwili, kiedy go pozna&#322;a, zdj&#261;&#322; na chwil&#281; mask&#281; twardziela i ukaza&#322; twarz wykrzywion&#261; nienazwanym cierpieniem.

Nie rozumiesz, co?

Co tu jest do rozumienia? Mocno zacisn&#261;&#322; szcz&#281;ki.

Nie mia&#322;a zamiaru tak &#322;atwo da&#263; za wygran&#261;.

To ty zacz&#261;&#322;e&#347;, Kane  przypomnia&#322;a.  Nam&#243;wi&#322;e&#347; mnie, &#380;ebym tu z tob&#261; przyjecha&#322;a

Nie musia&#322;em ci&#281; zbyt d&#322;ugo namawia&#263;, prawda? I chyba nie wykr&#281;ci&#322;em ci r&#281;ki, &#380;eby ci&#281; ze sob&#261; zabra&#263;?

Zbli&#380;y&#322; si&#281; do niej. Nagle zasch&#322;o jej w gardle.

Przyznaj, Claire, &#380;e chcia&#322;a&#347; si&#281; dowiedzie&#263;, co we mnie siedzi. Jeste&#347; znudzona swoim bezbarwnym &#380;yciem, w kt&#243;rym wszystko mo&#380;na przewidzie&#263;, zm&#281;czona robieniem tylko tego, czego si&#281; od ciebie oczekuje. Dlatego zaj&#281;&#322;a&#347; si&#281; Taggertem. &#379;eby rozdra&#380;ni&#263; starego. Ale ten Taggert nie doprowadza twojej krwi do wrzenia. Prawda?

Nie mieszaj w to Harleya.  Jej wzburzone serce bi&#322;o mocno.

Dlaczego? Boisz si&#281;, &#380;e si&#281; dowie, &#380;e jeste&#347; nim znudzona?

Nie jestem  Ugryz&#322;a si&#281; w j&#281;zyk. Obrona Harleya nic jej nie pomo&#380;e. Poza tym Kane przekr&#281;ca&#322; jej s&#322;owa, jak chcia&#322;, i manipulowa&#322; rozmow&#261;.  Kane, sprowadzi&#322;e&#347; mnie tutaj. Chc&#281; wiedzie&#263; dlaczego. I prosz&#281;, oszcz&#281;d&#378; mi analizy moich motyw&#243;w p&#243;j&#347;cia za tob&#261;.

Sceptycznie uni&#243;s&#322; brwi.

Bez zastanowienia wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;ce, w&#322;o&#380;y&#322;a palce w r&#281;kawy jego sk&#243;rzanej kurtki. Poczu&#322;a, &#380;e napinaj&#261; mu si&#281; mi&#281;&#347;nie. Powoli przeni&#243;s&#322; wzrok na jej d&#322;onie, a potem spojrza&#322; jej prosto w oczy. Z trudem &#322;apa&#322;a oddech. Pot sp&#322;ywa&#322; jej po plecach.

Uwa&#380;aj, igrasz z ogniem, ksi&#281;&#380;niczko  ostrzeg&#322; i tak bardzo zbli&#380;y&#322; do niej twarz, &#380;e wyra&#378;nie widzia&#322;a jego oczy, w kt&#243;rych czai&#322;a si&#281; obietnica.

Nerwowo poliza&#322;a usta. Westchn&#261;&#322;.

Za kilka minut b&#281;d&#281; tego &#380;a&#322;owa&#322;  o&#347;wiadczy&#322;. Z bliska poczu&#322;a tyto&#324; w jego oddechu. Jego spojrzenie zasnute by&#322;o w&#261;tpliwo&#347;ci&#261;.  Ale skoro i tak wyje&#380;d&#380;am z miasteczka, chyba pora wyjawi&#263; prawd&#281;.

Claire zadr&#380;a&#322;a. Desperacko pragn&#281;&#322;a us&#322;ysze&#263;, co ma do powiedzenia, cho&#263; bardzo si&#281; tego ba&#322;a.

Silnymi r&#281;kami chwyci&#322; j&#261; za ramiona i mocno je &#347;cisn&#261;&#322;.

Nigdy nie powiem tego po raz drugi i przed nikim innym do tego si&#281; nie przyznam. Rozumiesz?

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Sam nie wiem dlaczego tak jest, ale kocham ci&#281;, Claire Holland  o&#347;wiadczy&#322; jednym tchem.  B&#243;g mi &#347;wiadkiem, &#380;e nie chc&#281; tego. Szczerze m&#243;wi&#261;c, pogardzam sob&#261; za to, ale taka jest prawda.

Zaniem&#243;wi&#322;a. Ba&#322;a si&#281; poruszy&#263;. Czu&#322;a si&#281; jak wystraszona &#322;ania schwytana w sid&#322;a. Serce wali&#322;o jej jak m&#322;otem. Ukradkiem zerkn&#281;&#322;a na jego usta, zastanawiaj&#261;c si&#281;, czy ma zamiar j&#261; poca&#322;owa&#263;, czy te&#380; sama ma przytuli&#263; spragnione usta do jego warg.

Jest jeszcze co&#347;, co powinna&#347; wiedzie&#263;. Gdyby&#347; by&#322;a moja, nie kaza&#322;bym ci czeka&#263;. Harley Taggert to idiota, a ty jeste&#347; jeszcze wi&#281;ksz&#261; idiotk&#261;, bo pozwalasz, &#380;eby ci&#281; traktowa&#322; w ten spos&#243;b. A wiesz, dlaczego nazywam ci&#281; ksi&#281;&#380;niczk&#261;? Bo zas&#322;ugujesz na to. Kurcz&#281;, ciebie trzeba traktowa&#263; jak c&#243;rk&#281; kr&#243;la.

Bo&#380;e  szepn&#281;&#322;a. Jej uporz&#261;dkowany &#347;wiat leg&#322; w gruzach. Kocha j&#261;? Kane Moran j&#261; kocha!

Szlag by trafi&#322; te moje sentymenty! Piekielny &#347;mietnik, nie?  Pu&#347;ci&#322; j&#261;. Ramiona Claire bezw&#322;adnie opad&#322;y.  Chod&#378;my, Claire. Odwioz&#281; ci&#281; do twego samochodu.  Twarz mia&#322; skostnia&#322;&#261; jak granit.  Nie ka&#380;emy Harleyowi czeka&#263;, prawda?

Wsta&#322; szybko i ruszy&#322; w stron&#281; motocykla.

Kane

Natychmiast zatrzyma&#322; si&#281; i obejrza&#322; przez rami&#281;.

Nie wiem Nie wiem, co powiedzie&#263;  wykrztusi&#322;a ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym gard&#322;em.

Nic. &#379;adnych k&#322;amstw, wym&#243;wek. Lepiej nie m&#243;w nic.  Lew&#261; nog&#281; przerzuci&#322; przez motor, w&#322;&#261;czy&#322; zap&#322;on i ca&#322;ym ci&#281;&#380;arem cia&#322;a nacisn&#261;&#322; na rozrusznik. Silnik wielkiej maszyny zaskoczy&#322; si&#281; i hurkota&#322;, a&#380; echo si&#281; nios&#322;o po skalistych g&#243;rach.  B&#281;dzie lepiej dla nas obojga, je&#347;li nie powiesz nic.

Ale Claire mia&#322;a co do tego w&#261;tpliwo&#347;ci.

W gardle jej zasch&#322;o, jakby mia&#322;a tam piach. Kiedy sz&#322;a, wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e jej stopy nie dotykaj&#261; ziemi. Wsiad&#322;a na motocykl. Mocno &#347;cisn&#281;&#322;a Kanea w pasie i wyda&#322;o jej si&#281; to takie naturalne, takie oczywiste

Um&#243;wmy si&#281;, &#380;e ta noc nigdy nie istnia&#322;a.  Wyda&#322;o jej si&#281;, &#380;e mrukn&#261;&#322; te s&#322;owa, ale wtopi&#322;y si&#281; w warkot silnika i nie by&#322;a pewna, czy nie s&#261; z&#322;udzeniem. W g&#322;&#281;bi serca wiedzia&#322;a, &#380;e tych kilka ostatnich godzin przechowa w pami&#281;ci jak cenny skarb.

Motocykl dudni&#322;, zje&#380;d&#380;aj&#261;c po zboczu, a Claire mocno przywar&#322;a do Kanea. Prawdopodobnie by&#322;a to jej jedyna i ostatnia szansa, &#380;eby trzyma&#263; go w ramionach.



4.

Opuszczaj&#261;c grot i przytwierdzaj&#261;c bom, Weston czu&#322; na twarzy orze&#378;wiaj&#261;c&#261; mgie&#322;k&#281; wody oceanu. &#379;eglowanie sprawia&#322;o mu przyjemno&#347;&#263;. Od czasu do czasu lubi&#322; by&#263; sam na rozleg&#322;ej przestrzeni wodnej, walczy&#263; z &#380;ywio&#322;em w&#347;r&#243;d ko&#322;ysania i przechy&#322;&#243;w. Ale nie tej nocy.

&#346;wiat&#322;a przystani oz&#322;aca&#322;y ciemn&#261;, nieustannie wzburzon&#261; wod&#281;. Silnik warcza&#322;. Weston skierowa&#322; zwrotn&#261; &#380;agl&#243;wk&#281; w stron&#281; przystani. Machinalnie zacumowa&#322;, przez chwil&#281; my&#347;la&#322; o Crystal, ale si&#281; rozmy&#347;li&#322; i postanowi&#322;, &#380;e jednak tym razem jej nie odwiedzi. By&#322;a rozgrzana i ochocza  zrobi&#322;aby wszystko, by go zadowoli&#263;. I niemi&#322;osiernie go nudzi&#322;a. Potrzebowa&#322; nowego podboju, wyzwania.

Najgorsze w tym wszystkim by&#322;o to wieczne nienasycenie. Nic nie dawa&#322;o mu pe&#322;nej satysfakcji  ani nowy, niewinny podb&#243;j, ani &#322;atwe zaliczanie. Nie wystarczy&#322;oby mu nawet, gdyby Kendall przyj&#281;&#322;a jego propozycj&#281;. Chryste, co z niego za szuja  zaproponowa&#263; &#322;&#243;&#380;ko i zap&#322;odnienie jako przyjacielsk&#261; pomoc w potrzebie! A prawda by&#322;a taka, &#380;e chcia&#322; skosztowa&#263; k&#281;sa Forstythe. Poza tym pomys&#322; sp&#322;odzenia dziecka i podrzucenia go Harleyowi do wychowania &#322;echta&#322; jego perwersyjn&#261; natur&#281;. Upiek&#322;by dwie pieczenie na jednym ogniu: kupi&#322;by dozgonn&#261; wdzi&#281;czno&#347;&#263; Kendall, a dodatkowo zyska&#322;by przewag&#281; nad bratem nieudacznikiem.

Zamkn&#261;&#322; kajut&#281; i u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e bardziej nawet ni&#380; Kendall chce jednej z si&#243;str Holland.

Dlaczego? Dlatego, &#380;e przez prawie dwadzie&#347;cia lat musia&#322; na nie patrze&#263; oczami ojca  jak na wstr&#281;tny, cho&#263; mo&#380;e &#322;adny miot wroga, kt&#243;rego nie wolno dotkn&#261;&#263;.

I to czyni&#322;o je jeszcze bardziej intryguj&#261;cymi. A teraz, kiedy Harley mia&#322; czelno&#347;&#263; otwarcie spotyka&#263; si&#281; z Claire, Weston nie widzia&#322; powod&#243;w, &#380;eby hamowa&#263; swoje m&#281;skie instynkty. Och, to prawda, &#380;e opowiada&#322; Harleyowi te wszystkie brednie o wydziedziczeniu, ale stary nigdy nie post&#261;pi&#322;by a&#380; tak pochopnie, a Weston nigdy nie zrobi&#322;by niczego, co by mog&#322;o podwa&#380;y&#263; jego status g&#322;&#243;wnego spadkobiercy. Zbyt wiele lat pracowa&#322; na niego  podlizuj&#261;c si&#281; ojcu, rozdaj&#261;c karty w grach Neala, b&#322;yszcz&#261;c w ka&#380;dej dziedzinie  aby go teraz straci&#263;. Neal Taggert nie ukrywa&#322;, &#380;e Weston jest jego faworytem i w zwi&#261;zku z tym odziedziczy lwi&#261; cz&#281;&#347;&#263; maj&#261;tku Taggert&#243;w. Weston nigdy by nie zaprzepa&#347;ci&#322; takiej szansy.

Ale co b&#281;dzie, je&#347;li tamten syn upomni si&#281; o swoje, ten b&#281;kart, do kt&#243;rego nikt si&#281; nie przyznaje?

Kiedy Weston wspomnia&#322;, &#380;e zn&#243;w od&#380;y&#322;y obrzydliwe plotki, Neal zakl&#261;&#322; i oskar&#380;y&#322; Dutcha Hollanda o rozpowszechnianie tych bzdur. Z jakiego&#347; bli&#380;ej nieznanego powodu Dutch nienawidzi&#322; Neala i nic by go nie powstrzyma&#322;o przed zrujnowaniem wroga.

Weston czu&#322; si&#281; uspokojony, przynajmniej na razie. Nawet skrad&#322; kopi&#281; testamentu ojca z jego biura w Portland. Neal w&#322;a&#347;nie zmieni&#322; ostatni&#261; wol&#281;, ale nie sk&#322;ama&#322;. Kiedy ojciec kopnie w kalendarz, Weston b&#281;dzie urz&#261;dzony na reszt&#281; &#380;ycia.

Je&#347;li nie pope&#322;ni jakiego&#347; b&#322;&#281;du. Ale nie zrobi tego. Jest zbyt dalekowzroczny, aby spartaczy&#263; co&#347; wa&#380;nego. Jednak mia&#322; niebywa&#322;&#261; ochot&#281; na Mirand&#281; Holland. Wiele by da&#322; za to, &#380;eby cho&#263; przez jedn&#261; noc pokaza&#263; tej ch&#322;odnej, uszczypliwej pannie si&#322;&#281; rozpalaj&#261;cej, nieodpartej, czysto zwierz&#281;cej &#380;&#261;dzy. By&#322; dobrym kochankiem i m&#243;g&#322; jej zademonstrowa&#263; takie rzeczy, kt&#243;re wycisn&#281;&#322;yby z niej ostatnie poty, przy&#347;pieszy&#322;y bicie serca i kaza&#322;y b&#322;aga&#263; o wi&#281;cej.

Ta my&#347;l doda&#322;a mu otuchy. Za ka&#380;dym razem, kiedy cho&#263;by si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322; do Mirandy, patrzy&#322;a na niego z ukosa. Ka&#380;de wyobra&#380;enie o tym, &#380;e ona kl&#281;czy u jego st&#243;p, zaczerwieniona, z przepoconymi w&#322;osami i zr&#281;cznymi palcami rozpina mu rozporek, wywo&#322;ywa&#322;o erekcj&#281;.

C&#243;&#380;  mrukn&#261;&#322; pod nosem.  Nadejdzie dzie&#324;, kiedy si&#281; dowie, do czego mo&#380;e j&#261; doprowadzi&#263; prawdziwy m&#281;&#380;czyzna.  U&#347;miechaj&#261;c si&#281;, poprawi&#322; spodnie, wysiad&#322; z &#322;odzi, opu&#347;ci&#322; przysta&#324;, przeszed&#322; pod &#322;ukiem neonu Yacht Club Illahee i przystan&#261;&#322;, by zapali&#263; papierosa. Przez g&#322;ow&#281; mu przemkn&#281;&#322;a kolejna wizja Mirandy Holland, podobna do tej, kt&#243;ra jawi&#322;a mu si&#281; kilkana&#347;cie razy dziennie, gdy p&#322;ywa&#322; po oceanie. Cholera, pakowa&#322; si&#281; w to samo bagno co Harley. Z t&#261; r&#243;&#380;nic&#261;, &#380;e w odr&#243;&#380;nieniu od Claire, kt&#243;ra ch&#281;tnie rozgrza&#322;aby &#322;&#243;&#380;ko m&#322;odszego brata, Miranda raczej by wola&#322;a splun&#261;&#263; na Westona, ni&#380; z nim rozmawia&#263;.

Wsiadaj&#261;c do kabrioletu, po raz kolejny wyobrazi&#322; sobie, &#380;e robi to z Mirand&#261;. By&#322;a wysoka, d&#322;ugonoga, a spojrzenie mia&#322;a ch&#322;odne jak b&#322;&#281;kitny l&#243;d. Dawa&#322;a kosza wi&#281;kszo&#347;ci ch&#322;opak&#243;w, zadzieraj&#261;c prosty, niemal&#380;e idealny nos. Weston jednak podejrzewa&#322;, &#380;e pod t&#261; oszronion&#261; pow&#322;ok&#261; kryje si&#281; gor&#261;ca kobieta, kt&#243;ra w &#322;&#243;&#380;ku mog&#322;aby si&#281; sta&#263; kocic&#261;.

B&#322;yskotliwa, niedost&#281;pna panna o ci&#281;tym j&#281;zyku, kt&#243;ra precyzyjnie zaplanowa&#322;a sobie &#380;ycie, pewnie chce, &#380;eby &#347;wiat uwierzy&#322;, &#380;e brak jej czasu na zainteresowanie p&#322;ci&#261; przeciwn&#261;.

Nic z tego.

Weston pami&#281;ta&#322;, jak w zesz&#322;ym tygodniu jecha&#322; za jej czarnym camaro. Siedzia&#322; przy niej facet  Hunter Riley, pasierb str&#243;&#380;a Dutcha Hollanda. Jasne, &#380;e Miranda i Hunt prawdopodobnie znali si&#281; od wielu lat i nie by&#322;o nic dziwnego w tym, &#380;e podwozi&#322;a go samochodem do miasteczka. A jednak spos&#243;b, w jaki si&#281; do niego zwraca&#322;a czy u&#347;miecha&#322;a, wyda&#322; si&#281; Westonowi dziwnie znajomy. Podobnie jak to, &#380;e  niby po przyjacielsku  poklepywa&#322; japo ramieniu, delikatnie pieszcz&#261;c palcami jej kark.

Sukinsyn  mrukn&#261;&#322;. Nagle w&#347;ciek&#322; si&#281; na Rileya. Kto to jest? Zero, kt&#243;re pracuje w tartaku jego ojca i od czasu do czasu pomaga swojemu staremu piel&#281;gnowa&#263; ogr&#243;d Holland&#243;w. Nikt. Hunter Riley ledwie zdo&#322;a&#322; przeczo&#322;ga&#263; si&#281; przez szko&#322;&#281; &#347;redni&#261;, a teraz usi&#322;uje przebrn&#261;&#263; przez miejscowy publiczny college.

I c&#243;&#380; takiego zobaczy&#322;a wyrafinowana Miranda w takim nieokrzesa&#324;cu?

Ach, te kobiety!  pomy&#347;la&#322;, zbyt szybko skr&#281;caj&#261;c na skrzy&#380;owaniu. A&#380; zapiszcza&#322;y ko&#322;a. Wiele by da&#322;, &#380;eby je zrozumie&#263;.

Mkn&#261;&#322; swym porsche z ods&#322;oni&#281;tym dachem w stron&#281; Stone Illahee, o&#347;rodka, kt&#243;rego jego ojciec nienawidzi&#322;. Potrzebowa&#322; &#380;eru, i to porz&#261;dnego. Wi&#281;c wyruszy&#322; na polowanie. Zn&#243;w. Korci&#322;o go, &#380;eby zaliczy&#263; kolejn&#261; zdobycz. Sterowa&#322;a nim twarda, rozgrzana w&#322;adza stercz&#261;ca pomi&#281;dzy nogami. Tak naprawd&#281; nie wiedzia&#322;, czy popycha go nieprawdopodobny pop&#281;d seksualny, czy te&#380; to nieodparta sk&#322;onno&#347;&#263; do rywalizacji ka&#380;e mu czasem wybiera&#263; nieodpowiednie partnerki. Ale nie mia&#322;o to wi&#281;kszego znaczenia.

Miranda  mrukn&#261;&#322;. J&#261; sobie upatrzy&#322;, cho&#263; Claire okaza&#322;a si&#281; bardziej kobieca, ni&#380; sobie wyobra&#380;a&#322;. Kiedy&#347; uwa&#380;a&#322; j&#261; za nieciekaw&#261; szar&#261; myszk&#281;, ale kiedy wyros&#322;a i dojrza&#322;a, wyda&#322;a mu si&#281; intryguj&#261;ca. Mia&#322;a najmocniejsz&#261; ze wszystkich si&#243;str budow&#281; cia&#322;a. Od dziecka je&#378;dzi&#322;a konno, &#380;eglowa&#322;a, p&#322;ywa&#322;a albo wspina&#322;a si&#281; po g&#243;rach. I tak nie&#347;mia&#322;a dziewczynka zmieni&#322;a si&#281; w najwi&#281;kszego &#347;mia&#322;ka. Prawdopodobnie dlatego spotyka&#322;a si&#281; z Harleyem.

Harley! C&#243;&#380; za n&#281;dzna karykatura m&#281;&#380;czyzny! Zawsze skowyczy. Nie do wiary, &#380;e s&#261; rodzonymi bra&#263;mi. Harley by&#322; zbyt wra&#380;liwy, zbyt &#322;atwo pozwala&#322; sob&#261; manipulowa&#263;, &#380;eby kiedykolwiek sta&#263; si&#281; prawdziwym m&#281;&#380;czyzn&#261;. Przy wje&#378;dzie do Stone Illahee Weston skr&#281;ci&#322;, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do siebie i bez namys&#322;u przejecha&#322; przez masywne wrota ekskluzywnego o&#347;rodka wypoczynkowego. Min&#261;&#322; pole golfowe i korty tenisowe, okr&#261;&#380;y&#322; ogrodzony teren poro&#347;ni&#281;ty g&#281;stymi krzakami, kt&#243;re oddziela&#322;y basen od g&#322;&#243;wnego parkingu. Nie by&#322; tego ca&#322;kowicie pewien, ale s&#322;ysza&#322;, &#380;e Holland na weekend wyjecha&#322; z miasteczka i nie b&#281;dzie si&#281; tu kr&#281;ci&#322;. &#379;aden z pracownik&#243;w Dutcha nie odwa&#380;y&#322;by si&#281; wyrzuci&#263; Taggerta, gdyby go tu zauwa&#380;y&#322;.

By&#322; bezpieczny.

Sk&#261;d wi&#281;c w pod&#347;wiadomo&#347;ci ten cie&#324; obawy? Co mu podpowiada&#322;o, &#380;e przyjazd w to miejsce to niewybaczalny b&#322;&#261;d najwi&#281;kszego kalibru?

Za zakr&#281;tem by&#322;o ju&#380; wida&#263; g&#322;adki szary kamie&#324; i ciemne drewno g&#322;&#243;wnego hotelu. Ukryte reflektory pod&#347;wietla&#322;y sze&#347;ciopi&#281;trowy budynek z r&#243;&#380;nokszta&#322;tnego kamienia, szk&#322;a i cedru, kt&#243;ry wznosi&#322; si&#281; blisko pla&#380;y. Przy frontowych drzwiach, u wylotu szpaleru wykrzywionych jode&#322; i rododendron&#243;w, szumia&#322; jaskrawo o&#347;wietlony wodospad.

Weston poczu&#322; si&#281; jak intruz. Zaparkowa&#322; samoch&#243;d, w&#322;o&#380;y&#322; kluczyki do kieszeni i skierowa&#322; si&#281; ku drzwiom. Przez otwarte okna p&#322;yn&#281;&#322;a muzyka, kt&#243;ra przywo&#322;ywa&#322;a go niczym &#347;piew syreny. Nie spodziewa&#322; si&#281; dzi&#347; spotka&#263; tu c&#243;rek Dutcha, ale mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e przy barze uda mu si&#281; poderwa&#263; jak&#261;&#347; rozgrzan&#261; kobietk&#281;. Poczu&#322; lekkie wyrzuty sumienia, kiedy przypomnia&#322; sobie o Crystal. Nie dalej jak po po&#322;udniu kochali si&#281; w &#380;agl&#243;wce, zanim pozwoli&#322; jej wr&#243;ci&#263; do pracy. By&#322;a pi&#281;kna. Mia&#322;a g&#322;adk&#261; z&#322;ocist&#261; sk&#243;r&#281;, ciemne oczy i niewiarygodnie czarne w&#322;osy. Ale by&#322;a zbyt uleg&#322;a, zbyt &#322;atwa. Pozwala&#322;a mu si&#281; traktowa&#263; jak niewolnic&#281; seksu. Dawa&#322;a mu wszystko, czego tylko zapragn&#261;&#322;. Wszystko. Zachowywa&#322;a si&#281; tak, jakby by&#322; jej w&#322;a&#347;cicielem, panem. Czasami a&#380; za bardzo wczuwa&#322; si&#281; w rol&#281;, ale jej przyzwolenie w ko&#324;cu zacz&#281;&#322;o go nudzi&#263;. Potrzebowa&#322; jakiego&#347; wyzwania, kobiety z ikr&#261;. Takiej, kt&#243;ra przez chwil&#281; zechcia&#322;aby z nim powalczy&#263;, zanim leg&#322;aby u jego st&#243;p.

Pragn&#261;&#322; Mirandy Holland.

Jeste&#347; takim samym idiot&#261; jak Harley  mrukn&#261;&#322; sam do siebie, otwieraj&#261;c d&#281;bowe, oszklone drzwi. Szed&#322; kr&#243;tkim korytarzem, pod&#261;&#380;aj&#261;c za zapachem dymu papierosowego i denerwuj&#261;c&#261;, t&#281;tni&#261;c&#261; muzyk&#261;.

Zesp&#243;&#322; z Portland z solistk&#261; w obcis&#322;ej sk&#243;rzanej sukience mini gra&#322; jak&#261;&#347; jazzow&#261; melodi&#281;, kt&#243;rej nie rozpoznawa&#322;. By&#322;o w niej zbyt du&#380;o saksofonu i za ma&#322;o bas&#243;w. Weston usiad&#322; przy stoliku jak najdalej od sceny. Nerwowo b&#281;bni&#261;c palcami o blat, gapi&#322; si&#281; na &#347;ciany udekorowane sieciami rybackimi japo&#324;skimi statkami i wypchanymi rybami z ca&#322;ego &#347;wiata w ramach oraz narz&#281;dziami do ich zabijania. Harpuny, dzidy, bosaki i futera&#322;y na sprz&#281;t w&#281;dkarski wisia&#322;y w&#347;r&#243;d szklistookich &#322;ososi, miecznik&#243;w i rekin&#243;w.

Podesz&#322;a do niego kelnerka w czarnej sp&#243;dniczce, bia&#322;ej bluzce i czerwonym krawacie. Zam&#243;wi&#322; piwo i u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; od ucha do ucha, gdy poprosi&#322;a go o pokazanie dowodu to&#380;samo&#347;ci, by sprawdzi&#263;, czy uko&#324;czy&#322; dwadzie&#347;cia jeden lat.

Weston Taggert  powiedzia&#322;a, szerzej si&#281; u&#347;miechaj&#261;c. Zna&#322;a to nazwisko.  Za chwil&#281; wr&#243;c&#281;.

Kilka kobiet zwr&#243;ci&#322;o na niego uwag&#281; i kokietowa&#322;o go u&#347;miechem, ale &#380;adna nie wyda&#322;a mu si&#281; interesuj&#261;ca. By&#322;y zbyt &#322;atwe. Z ich wygl&#261;du odgad&#322;, &#380;e od d&#322;u&#380;szego czasu zajmuj&#261; si&#281; podrywaniem przy barze.

Nie, tego wieczoru mia&#322; ochot&#281; na co&#347; innego. K&#322;ucie w l&#281;d&#378;wiach by&#322;o warte czego&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko &#322;atwej zdobyczy.

Bardzo prosz&#281;, skarbie  powiedzia&#322;a kelnerka, stawiaj&#261;c na stoliku szklank&#281; jasnego piwa s&#322;odowego.

Nap&#243;j by&#322; ch&#322;odny, ale nie ostudzi&#322; jego gor&#261;cej krwi. Szybko opr&#243;&#380;ni&#322; szklank&#281;. U&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e wkroczenie na u&#347;wi&#281;cony teren Dutcha Hollanda nie da&#322;o mu za wielkiej satysfakcji. Pozostawi&#322; na stole banknot pi&#281;ciodolarowy i ju&#380; szed&#322; w stron&#281; samochodu, kiedy zobaczy&#322; j&#261;  najm&#322;odsz&#261; z c&#243;rek Dutcha. Jej blond w&#322;osy po&#322;yskiwa&#322;y srebrem w &#347;wietle latar&#324; na parkingu. To by&#322;a Tessa, ubrana w poszarpane spodenki z d&#380;ins&#243;w, sk&#261;p&#261; podkoszulk&#281; i kr&#243;tk&#261; kamizelk&#281; ze sk&#243;ry, ozdobion&#261; sztucznymi diamentami, kt&#243;re migota&#322;y w &#347;wietle reflektor&#243;w. Nie wygl&#261;da&#322;a bynajmniej na jedn&#261; z najbogatszych dziewcz&#261;t w okolicy.

Kr&#261;&#380;y&#322;y o niej plotki, &#380;e majtki jej same opadaj&#261; i &#380;e zawsze w&#322;&#243;czy si&#281; po mie&#347;cie w obcis&#322;ych szortach i za ma&#322;ych sweterkach, kt&#243;re eksponuj&#261; jej niewiarygodny biust i nie zas&#322;aniaj&#261; &#322;adnie opalonej sk&#243;ry brzucha. Zdarza&#322;o si&#281;, &#380;e narzuca&#322;a sk&#243;rzan&#261; kurteczk&#281;, ale nigdy jej nie zapina&#322;a. Nigdy te&#380; nie przeoczy&#322;a okazji, &#380;eby zademonstrowa&#263; swoj&#261; nienagann&#261; figur&#281;. Teraz tak&#380;e.

Siedzia&#322;a na murku okalaj&#261;cym wodospad, pali&#322;a papierosa i znudzonym wzrokiem wpatrywa&#322;a si&#281; w fontann&#281;.

Nie tej kobiety pragn&#261;&#322;. To nie Miranda.

Ale za to jest. A Weston pa&#322;a &#380;&#261;dz&#261;.

Wiesz, w&#322;a&#347;nie my&#347;la&#322;em o tobie i twoich siostrach. I prosz&#281;! O wilku mowa!  powiedzia&#322; kokieteryjnie, wk&#322;adaj&#261;c kurtk&#281;.

Gwa&#322;townie podnios&#322;a wzrok, zaskoczona. Przez chwil&#281; wpatrywa&#322;a si&#281; w niego i zn&#243;w przenios&#322;a spojrzenie na wiruj&#261;c&#261; wod&#281;.

Czy ta metoda czasem si&#281; sprawdza?

M&#243;wi&#281; prawd&#281;.

Zgadza si&#281;. A ja jestem kr&#243;low&#261; Anglii.

Nie s&#261;dz&#281;. Powiadaj&#261;, &#380;e jest odrobin&#281; starsza od ciebie. Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami i poci&#261;gn&#281;&#322;a papierosa.

Co tu robisz? My&#347;la&#322;am, &#380;e tutaj Taggertom wst&#281;p wzbroniony. Ktokolwiek o twoim nazwisku przekroczy bramy tego o&#347;rodka, musi si&#281; liczy&#263; z tym, &#380;e zostanie utopiony i po&#263;wiartowany.

Weston roze&#347;mia&#322; si&#281;. Przynajmniej nie by&#322;a t&#281;pa jak m&#322;ot.

Mo&#380;e nadesz&#322;a pora, &#380;eby kt&#243;re&#347; z nas po&#322;o&#380;y&#322;o kres tej rywalizacji.

Zn&#243;w przeszy&#322;y go te niewiarygodnie b&#322;&#281;kitne oczy. Wzruszy&#322;a ramionami, jakby j&#261; nic nie obchodzi&#322;y uprzedzenia jego czy w&#322;asnej rodziny.

Nie mieszaj si&#281; do tego.

Czekasz na kogo&#347;?  Przysiad&#322; si&#281; do niej i oczekiwa&#322;, &#380;e si&#281; nieco przesunie na murku, &#380;eby zwi&#281;kszy&#263; dystans pomi&#281;dzy ich cia&#322;ami. Ale tego nie zrobi&#322;a. Za to mocniej zaci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; papierosem i wypu&#347;ci&#322;a dym k&#261;cikiem ust.

Na to wygl&#261;da.

Nie wiesz tego?

Zgadza si&#281;. Nie wiem.  Zadziornie unios&#322;a do g&#243;ry podbr&#243;dek. Zauwa&#380;y&#322;, &#380;e pod t&#261; mask&#261; fa&#322;szywej swobody i dumy m&#322;odsza i mniej pryncypialna z si&#243;str skrywa zupe&#322;nie inn&#261; natur&#281;. Mrugn&#281;&#322;a i jej twardy pancerzyk wr&#243;ci&#322; na miejsce. Znik&#322;a ma&#322;a szczelina w zbroi.

Czy kto&#347; po ciebie przyjedzie?

Mo&#380;e.

Podwie&#378;&#263; ci&#281;?

U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; i wrzuci&#322;a papierosa do o&#347;wietlonego basenu.

Zastanowi&#281; si&#281;.

Gdzie chcesz jecha&#263;?

Przez sekund&#281; si&#281; zawaha&#322;a. Unios&#322;a perfekcyjne &#322;uki jasnych brwi.

Mo&#380;e mi to wisi?

Usta mu si&#281; wykrzywi&#322;y w u&#347;miechu. Mia&#322;a czelno&#347;&#263; odezwa&#263; si&#281; do niego w ten spos&#243;b.

Mo&#380;e nie powinno wisie&#263;.

Co masz na my&#347;li?  Spyta&#322;a niskim ciep&#322;ym g&#322;osem. Gra&#322;a z nim w ciuciubabk&#281;. Uwielbia&#322; t&#281; gr&#281;. Rozumia&#322; j&#261; i bardzo dobrze zna&#322; jej regu&#322;y. Zawsze wygrywa&#322;.

To zale&#380;y od ciebie.

Co&#347; takiego!  Nagle wsta&#322;a, zarzuci&#322;a na rami&#281; czarn&#261; torb&#281; z fr&#281;dzlami i rzuci&#322;a ostatnie pogardliwe spojrzenie na hotel.

Dobra, to jedziemy. Mo&#380;esz mnie podwie&#378;&#263; nad morze  powiedzia&#322;a.

A co tam jest?  spyta&#322;. Jej u&#347;miech rozja&#347;ni&#322; mrok.

A czego tam nie ma?

Harley si&#281; sp&#243;&#378;ni&#322;. Claire przechadza&#322;a si&#281; po pomo&#347;cie, przy kt&#243;rym zacumowana by&#322;a &#380;agl&#243;wka ojca. Ju&#380; mia&#322;a da&#263; sobie z nim spok&#243;j  nie tylko na ten wiecz&#243;r, ale na zawsze  jednak na sam&#261; my&#347;l o tym dosta&#322;a g&#281;siej sk&#243;rki.

Och, Harley  szepn&#281;&#322;a. Poczu&#322;a si&#281; jak idiotka i w duchu przyzna&#322;a racj&#281; siostrom, kt&#243;re j&#261; tak nazywa&#322;y.

S&#322;odki, doskona&#322;y Harley a&#380; tak si&#281; zmieni&#322;! Ostatnio by&#322; jaki&#347; rozkojarzony, coraz cz&#281;&#347;ciej dzwoni&#322; i zmienia&#322; plany. Kiedy zacz&#281;li ze sob&#261; chodzi&#263;, nie m&#243;g&#322; nasyci&#263; si&#281; jej widokiem i nic nie by&#322;o w stanie go odwie&#347;&#263; od spotkania z ni&#261;. Zatyka&#322; uszy na &#322;ajanie ojca, kt&#243;ry w&#347;ciek&#322; si&#281;, gdy si&#281; o wszystkim dowiedzia&#322;. Ostrze&#380;enia starszego brata tylko umacnia&#322;y jego odwag&#281;, j&#281;ki za&#347; i zrz&#281;dzenie Paige, m&#322;odszej siostry, jeszcze podsyca&#322;y w nim &#380;ar nami&#281;tno&#347;ci.

W czasie tych kilku szalonych tygodni Claire r&#243;wnie&#380; by&#322;a gotowa zrobi&#263; wszystko, &#380;eby z nim by&#263;. By&#322; mi&#322;y, s&#322;odki, czaruj&#261;cy i uwielbia&#322; j&#261;. By&#322; got&#243;w zrezygnowa&#263; ze wszystkiego, z by&#322;&#261; dziewczyn&#261; w&#322;&#261;cznie, znie&#347;&#263; gniew ojca oraz docinki brata, poniewa&#380;  jak si&#281; zaklina&#322;  kocha&#322; j&#261;. A jej naiwne dziewcz&#281;ce serce w to uwierzy&#322;o!

Ale wszystko si&#281; zmieni&#322;o, pomy&#347;la&#322;a, opieraj&#261;c si&#281; o balustrad&#281; molo. Spojrza&#322;a na granatow&#261; wod&#281;, w kt&#243;rej drga&#322;o odbicie latarni. Przez sk&#243;r&#281; czu&#322;a t&#281; zmian&#281;.

Pope&#322;ni&#322;a b&#322;&#261;d, kochaj&#261;c si&#281; z nim. Od tamtego popo&#322;udnia, kiedy stali si&#281; kochankami, kiedy przekroczyli niewidzialny pr&#243;g, barier&#281;, kt&#243;rej przysi&#281;gali nie przekracza&#263;, ich znajomo&#347;&#263; uleg&#322;a przemianie.

Byli sami na &#322;&#243;dce. Zatrzymali si&#281; w ma&#322;ej zatoczce na p&#243;&#322;nocnym brzegu jeziora. Harley wzi&#261;&#322; ze sob&#261; butelk&#281; wina, kt&#243;r&#261; podkrad&#322; ojcu z piwnicy. Pili j&#261; razem w letnim s&#322;o&#324;cu, wznosili toasty za siebie, p&#322;ywali, ochlapywali si&#281; wod&#261;, &#347;miali si&#281; i ca&#322;owali odurzeni mi&#322;o&#347;ci&#261;.

Claire nigdy wcze&#347;niej nie czu&#322;a si&#281; a&#380; tak lekko, i to wcale nie dlatego, &#380;e po raz pierwszy wypi&#322;a troch&#281; wi&#281;cej ni&#380; &#322;yk alkoholu. Po prostu w tym popo&#322;udniu by&#322;a jaka&#347; magia. Postanowi&#322;a odda&#263; si&#281; we w&#322;adanie &#322;agodnemu wiatrowi, kt&#243;ry muska&#322; jej twarz i targa&#322; czarne w&#322;osy Harleya.

Harley zachowywa&#322; si&#281; odwa&#380;niej ni&#380; dotychczas, a Claire by&#322;a nieco oszo&#322;omiona. Jego poca&#322;unki by&#322;y coraz g&#322;&#281;bsze, bardziej zach&#322;anne. Ch&#281;tnie rozchyli&#322;a dla niego usta, pozwoli&#322;a, by jego d&#322;onie poznawa&#322;y krok po kroku jej mokre cia&#322;o. Jego palce bezwstydnie w&#347;lizgn&#281;&#322;y si&#281; pod biustonosz bikini. Szybkim, zdecydowanym ruchem, jak gdyby by&#322; w tym bieg&#322;y, zdj&#261;&#322; z niej ten pasek materia&#322;u. Mocno j&#261; do siebie przycisn&#261;&#322; i zacz&#261;&#322; ca&#322;owa&#263; jej piersi nad i pod wod&#261;. Czu&#322;a mrowienie, a ca&#322;e jej cia&#322;o przenika&#322; ciep&#322;y dreszcz.

Obejmij mnie nogami w pasie  rozkaza&#322; delikatnie. Z jego rz&#281;s sp&#322;ywa&#322;y kropelki wody. Pos&#322;ucha&#322;a i zacisn&#281;&#322;a uda na jego umi&#281;&#347;nionym torsie. Po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na plecach, wystawiaj&#261;c nagie piersi na ciep&#322;e letnie s&#322;o&#324;ce.  Cudowna dziewczyna  wyszepta&#322; i poca&#322;owa&#322; j&#261; w brzuch.

P&#322;yn&#281;&#322;a, unosz&#261;c si&#281; na ob&#322;oku zmys&#322;&#243;w. Zani&#243;s&#322; j&#261; na brzeg i zacz&#261;&#322; muska&#263; ustami jej piersi, pieszcz&#261;c je, ss&#261;c i rozpalaj&#261;c w jej wn&#281;trzu wrz&#261;cy gejzer. Przysun&#261;&#322; jej r&#281;k&#281; do swego krocza, j&#281;kn&#261;&#322; i przysi&#261;g&#322; jej dozgonn&#261; mi&#322;o&#347;&#263;. Szybkim ruchem zdj&#261;&#322; k&#261;piel&#243;wki i po raz pierwszy zobaczy&#322;a go nagiego. Wyprostowane, twarde i gotowe do czynu m&#281;skie cia&#322;o lekko j&#261; wystraszy&#322;o, ale ju&#380; zdejmowa&#322; z niej doln&#261; cz&#281;&#347;&#263; stroju k&#261;pielowego.

Oboje byli nadzy. W zapami&#281;taniu ca&#322;owali si&#281;, ocierali o siebie, coraz bardziej oddaj&#261;c si&#281; po&#380;&#261;daniu. Nie pyta&#322; o zgod&#281;, tylko po&#322;o&#380;y&#322; j&#261; na plecy. Nie protestowa&#322;a. Rozchyli&#322; jej kolana i szybkim pchni&#281;ciem pozbawi&#322; dziewictwa, kt&#243;rego tak gorliwie strzeg&#322;a przez siedemna&#347;cie lat.

Owszem, odczu&#322;a b&#243;l i kilka &#322;ez sp&#322;yn&#281;&#322;o jej po twarzy, ale po trzech szybkich ruchach sca&#322;owa&#322; je. Potem przywar&#322; do niej ca&#322;ym cia&#322;em i p&#322;yn&#261;c w ekstazie, przyrzek&#322; jej, &#380;e b&#281;dzie j&#261; kocha&#322; po kres swoich dni.

Teraz pomy&#347;la&#322;a, &#380;e to wszystko sta&#322;o si&#281; tak nagle. Nie planowali tego. Przesun&#281;&#322;a r&#281;k&#261; po odrapanej balustradzie. W oddali przemkn&#261;&#322; chudy czarny kot. Owszem, rozmawiali o tym, &#380;e mo&#380;e kiedy&#347; Eksperymentowali, prowokuj&#261;c si&#281; wzajemnie i pieszcz&#261;c. Jednak z ostatecznym spe&#322;nieniem aktu mi&#322;osnego zgodzili si&#281; zaczeka&#263; do &#347;lubu.

Ale tamtego popo&#322;udnia gor&#261;ce s&#322;o&#324;ce ich ponagla&#322;o, a wino zag&#322;usza&#322;o g&#322;os rozs&#261;dku.

Zacisn&#281;&#322;a palce na barierce. Zamkn&#281;&#322;a oczy i przypomnia&#322;a sobie chwil&#281;, kiedy w ni&#261; wszed&#322;, ociekaj&#261;c potem, ca&#322;y napi&#281;ty, z wyrazem triumfu na twarzy. Zamroczy&#322;o j&#261; po&#380;&#261;danie, kt&#243;re  by&#322;a tego pewna  tylko on m&#243;g&#322; zaspokoi&#263;. Kocha&#322;a go do szale&#324;stwa.

Przysi&#281;gli sobie wtedy, &#380;e na zawsze pozostan&#261; razem, &#380;e si&#281; pobior&#261;, b&#281;d&#261; mieli dzieci i ulecz&#261; blizny, kt&#243;re dziel&#261; obie rodziny. Ale ostatnio z Harleyem co&#347; si&#281; sta&#322;o. Rzadziej si&#281; u&#347;miecha&#322; i przez ca&#322;y czas chcia&#322; uprawia&#263; seks. Kiedy tylko byli razem, a w ci&#261;gu ostatnich kilku tygodni to si&#281; nie zdarza&#322;o zbyt cz&#281;sto, oczekiwa&#322; od niej, &#380;e b&#281;dzie si&#281; z nim kocha&#263;. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e od tamtego pierwszego razu pragn&#261;&#322; wy&#322;&#261;cznie jej cia&#322;a.

To absurd. Przecie&#380; j&#261; kocha&#322;. A mo&#380;e nie?

Us&#322;ysza&#322;a warkot samochodu i serce jej podskoczy&#322;o do gard&#322;a, bo jaka&#347; jej cz&#261;stka podejrzewa&#322;a, &#380;e zn&#243;w nie przyjedzie. Buty zastuka&#322;y o pomost. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;, kiedy zobaczy&#322;a, &#380;e biegnie w jej stron&#281;.

Przepraszam, &#380;e si&#281; sp&#243;&#378;ni&#322;em  powiedzia&#322;, chwytaj&#261;c j&#261; w ramiona i wtulaj&#261;c g&#322;ow&#281; w jej szyj&#281;.  Bo&#380;e, tak bardzo za tob&#261; t&#281;skni&#322;em!  Targa&#322; jej w&#322;osy, a jego westchnienia brzmia&#322;y g&#322;o&#347;niej ni&#380; wiatr &#347;wiszcz&#261;cy w zatoczce. Serce jej dr&#380;a&#322;o ze szcz&#281;&#347;cia. Wybaczy&#322;a mu. To by&#322; jej najdro&#380;szy, s&#322;odki Harley, ch&#322;opak, kt&#243;rego kocha&#322;a cia&#322;em i dusz&#261;. Zamkn&#281;&#322;a oczy i mocno si&#281; w niego wtuli&#322;a, zapominaj&#261;c o wcze&#347;niejszych w&#261;tpliwo&#347;ciach i obawach.

Te&#380; za tob&#261; t&#281;skni&#322;am  odrzek&#322;a ochryp&#322;ym g&#322;osem. Piek&#261;ce &#322;zy cisn&#281;&#322;y si&#281; pod powieki.

Przebacz mi. Dech jej zapar&#322;o.

Nie mam czego ci wybacza&#263;.

O Claire, gdyby&#347; ty wiedzia&#322;a  Rozpacz w jego g&#322;osie odbi&#322;a si&#281; echem w jej duszy.

Wiedzia&#322;a co?

Tak mocno przywar&#322; do niej ca&#322;ym cia&#322;em, &#380;e z trudem chwyta&#322;a oddech.

Gdybym wiedzia&#322;a co, Harley? Waha&#322; si&#281; odrobin&#281; za d&#322;ugo.

&#379;e ci&#281; kocham. Bez wzgl&#281;du na to, co si&#281; stanie, prosz&#281;, uwierz mi, &#380;e ci&#281; kocham.

Harley nic si&#281; nie stanie  wyszepta&#322;a, ale nawet wypowiadaj&#261;c te s&#322;owa, czu&#322;a g&#322;&#281;boko w sercu dziwny ch&#322;&#243;d, przenikliwy jak wicher w mro&#378;n&#261;, styczniow&#261; noc.

Mam nadziej&#281;, &#380;e si&#281; nie mylisz  powiedzia&#322;, unosz&#261;c g&#322;ow&#281;, &#380;eby spojrze&#263; jej w oczy.

Miranda zerkn&#281;&#322;a na zegarek. Dotkn&#281;&#322;a nadgarstka i stwierdzi&#322;a, &#380;e jej puls przy&#347;pieszy&#322;. Dochodzi&#322;a pora, kiedy mieli spotka&#263; si&#281; z Hunterem w chatce. Na t&#281; my&#347;l zasch&#322;o jej w ustach.

Po raz pierwszy w &#380;yciu by&#322;a zakochana. Wiedzia&#322;a, &#380;e to szale&#324;stwo i &#380;e nie mieli z Hunterem Rileyem szans na wsp&#243;lne &#380;ycie, ale nie by&#322;a w stanie oprze&#263; si&#281; temu uczuciu. W g&#322;&#281;bi duszy by&#322;a przekonana, &#380;e to w&#322;a&#347;nie jest m&#281;&#380;czyzna dla niej.

Zbyt bole&#347;nie prze&#380;ywa&#322;a sercowe udr&#281;ki Claire, &#380;eby nie u&#347;wiadamia&#263; sobie, &#380;e sama r&#243;wnie&#380; wkroczy&#322;a na niebezpieczn&#261; &#347;cie&#380;k&#281;  st&#261;pa&#322;a po cienkim lodzie, kt&#243;ry i tak wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej mia&#322; si&#281; za&#322;ama&#263; i sprawi&#263; jej b&#243;l.

Przez osiemna&#347;cie lat uwa&#380;a&#322;a na ka&#380;dy sw&#243;j krok, nigdy nie zbacza&#322;a z drogi, cho&#263; &#347;cie&#380;ka czasem by&#322;a w&#261;ska. Robi&#322;a wszystko, &#380;eby udowodni&#263; sobie i &#347;wiatu, &#380;e nie jest gorsza ni&#380; najdzielniejszy syn, jakiego m&#243;g&#322;by sp&#322;odzi&#263; jej ojciec.

Ale gdyby nawet stan&#281;&#322;a na g&#322;owie, Dutch Holland i tak nie by&#322;by usatysfakcjonowany. Ba, nie zauwa&#380;y&#322;by tego. Wkr&#243;tce mia&#322;a wr&#243;ci&#263; do collegeu. Podnios&#322;a sweter z pod&#322;ogi, wcisn&#281;&#322;a torebk&#281; pod pach&#281; i schodami z ty&#322;u domu schodzi&#322;a na d&#243;&#322;.

Hunter by&#322; starszy i chocia&#380; nie zdo&#322;a&#322; pomy&#347;lnie uko&#324;czy&#263; szko&#322;y &#347;redniej, zda&#322; matur&#281; eksternistycznie i ucz&#281;szcza&#322; do miejscowego collegea, jednocze&#347;nie pracuj&#261;c na cz&#281;&#347;ci etatu przy wyr&#281;bie drzew u Taggerta i pomagaj&#261;c starzej&#261;cemu si&#281; ojcu przy ci&#281;&#380;szych pracach w posiad&#322;o&#347;ci Holland&#243;w.

Miranda pierwsza go zauwa&#380;y&#322;a  tak naprawd&#281;  p&#243;&#378;n&#261; wiosn&#261;, kiedy jego tata sprz&#261;ta&#322; teren pikniku na brzegu jeziora. Siedzia&#322;a na werandzie i czyta&#322;a. Chmury zasnu&#322;y niebo i zaczyna&#322; kropi&#263; deszcz.

Na ni&#261; &#380;adna kropla by nie spad&#322;a, bo by&#322;a pod dachem, ale Hunter i jego ojciec nadal pracowali  nawet kiedy nast&#261;pi&#322;o oberwanie chmury. Na ziemi, kt&#243;ra i tak by&#322;a ju&#380; wilgotna, pojawi&#322;y si&#281; ka&#322;u&#380;e wody. Mimo ulewy Hunter nieprzerwanie sprz&#261;ta&#322; po&#322;amane ga&#322;&#281;zie d&#281;bu i leszczyny, nie zwa&#380;aj&#261;c na to, &#380;e woda sp&#322;ywa mu z brody, a podkoszulk&#281; przylepia do plec&#243;w. Miranda patrzy&#322;a zafascynowana, jak pod cienk&#261; bawe&#322;n&#261; rytmicznie, p&#322;ynnie drgaj&#261; mi&#281;&#347;nie. W dole brzucha poczu&#322;a jakby trzepotanie motylich skrzyde&#322;.

Jego piaskowe w&#322;osy pociemnia&#322;y w deszczu. Kiedy obejrza&#322; si&#281; przez rami&#281; i wzrokiem odnalaz&#322; jej oczy, musia&#322;a odwr&#243;ci&#263; g&#322;ow&#281;. &#379;ar uderzy&#322; jej do g&#322;owy i do&#347;wiadczy&#322;a nieznanego wcze&#347;niej uczucia  po raz pierwszy z tak&#261; si&#322;&#261; przeszy&#322; j&#261; dreszcz po&#380;&#261;dania.

Tego dnia nie odezwa&#322;a si&#281; do niego ani s&#322;owem. Nazajutrz r&#243;wnie&#380; go unika&#322;a. S&#322;o&#324;ce suszy&#322;o mokr&#261; ziemi&#281;, nad kt&#243;r&#261; unosi&#322;a si&#281; mg&#322;a. By&#322;o parno. Zn&#243;w siad&#322;a z ksi&#261;&#380;k&#261; na werandzie i udawa&#322;a, &#380;e czyta. Nie odrywa&#322;a jednak oczu od m&#281;&#380;czyzny, kt&#243;rego zna&#322;a ca&#322;e &#380;ycie, ale nigdy tak naprawd&#281; nie dostrzega&#322;a.

Obserwowa&#322;a&#347; mnie  zarzuci&#322; jej tydzie&#324; p&#243;&#378;niej w stajni, kiedy nie wiedz&#261;c, &#380;e pomaga ojcu porz&#261;dkowa&#263; pusty strych na siano, wesz&#322;a do &#347;rodka w poszukiwaniu Claire. Starszego z Riley&#243;w nie by&#322;o wida&#263;, a Hunter sta&#322; na szczycie metalowej drabiny wiod&#261;cej na strych i odrywa&#322; spr&#243;chnia&#322;&#261; desk&#281; z pod&#322;ogi.

Pot sp&#322;ywa&#322; mu po szyi i na karku zlepi&#322; w&#322;osy w str&#261;ki.

Ja?  Wpatrywa&#322;a si&#281; w niego. Mia&#322; d&#322;ugie nogi, opalone przy ci&#281;&#380;kiej pracy w s&#322;o&#324;cu i oz&#322;ocone w&#322;oskami. Ubrany by&#322; tylko w zszargane spodenki z uci&#281;tych d&#380;ins&#243;w, kt&#243;re ledwie wisia&#322;y na prowizorycznym pasku. Sk&#243;r&#281; mia&#322; g&#322;adk&#261; i &#322;adnie opalon&#261;, mocne mi&#281;&#347;nie i rudoz&#322;oty zarost na klatce piersiowej. Postanowi&#322;a za wszelk&#261; cen&#281; udowodni&#263; mu, &#380;e nie mia&#322; racji. Omiot&#322;a go wzrokiem od st&#243;p do g&#322;&#243;w. Str&#261;ci&#322; spr&#243;chnia&#322;&#261; desk&#281; pod drabin&#281;. Trzasn&#281;&#322;o, a w powietrzu uni&#243;s&#322; si&#281; ob&#322;ok kurzu. Ko&#324;ska mucha zabzycza&#322;a g&#322;o&#347;no. Miranda kaszln&#281;&#322;a, a Hunter wsun&#261;&#322; kolejny kawa&#322;ek &#347;wie&#380;ego drewna w odpowiednie miejsce.

I po co zaprzecza&#263;?  ci&#261;gn&#261;&#322;.  Tydzie&#324; temu, kiedy sprz&#261;ta&#322;em ga&#322;&#281;zie. Patrzy&#322;a&#347; na mnie.

Nie, ja

Daj spok&#243;j, Mirando. My&#347;la&#322;em, &#380;e jeste&#347; m&#261;drzejsza. I &#380;e nie k&#322;amiesz.  Jego g&#322;os, ochryp&#322;y, uwodzicielski, raczej nie wsp&#243;&#322;gra&#322; z tre&#347;ci&#261; s&#322;&#243;w.  Nie m&#243;w mi, &#380;e te wszystkie plotki s&#261; wyssane z palca.

Przepraszam?  nastroszy&#322;a si&#281;. Jakim prawem zwraca&#322; si&#281; do niej tak, jakby by&#322;a krn&#261;brnym dzieciakiem, usi&#322;uj&#261;cym go nabiera&#263;.

Wyci&#261;gn&#261;&#322; kilka gwo&#378;dzi z kieszonki przy pasku i wsun&#261;&#322; je do k&#261;cika ust. Poprzez te stalowe wyka&#322;aczki m&#243;wi&#322;:

Ca&#322;e miasto gada, &#380;e jeste&#347; najinteligentniejsz&#261; ze wszystkich trzech si&#243;str Holland. &#379;e jeste&#347; ambitna i masz w&#322;asne zdanie. Najstarsza, najbardziej odpowiedzialna dziewczyna i takie tam bzdury.  Spojrza&#322; na ni&#261; z g&#243;ry i b&#322;ysn&#261;&#322; z&#281;bami, w kt&#243;rych trzyma&#322; przekl&#281;te &#380;elastwo.  Daj spok&#243;j, Randa. Chcesz, &#380;ebym uwierzy&#322;, &#380;e nie wiesz, jak&#261; masz reputacj&#281;?

Nie s&#322;ucham plotek.

Aha.  Zdj&#261;&#322; m&#322;otek z wieszaka.

Skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na piersiach i postanowi&#322;a sko&#324;czy&#263; z udawaniem. Spojrza&#322;a mu prosto w oczy.

S&#261;dzisz, &#380;e mnie znasz?

Znam tylko ten typ.  Przy&#322;o&#380;y&#322; gw&#243;&#378;d&#378; do deski i trzy razy uderzy&#322; m&#322;otkiem. Barn, barn, barn!

Jestem nietypowa.

Naprawd&#281;? Lepiej przyznaj si&#281;, &#380;e podgl&#261;dasz robotnik&#243;w ojca przy pracy, kr&#281;c&#261;c si&#281; ko&#322;o nich i susz&#261;c pomalowane paznokcie.  Rzuci&#322; jej spojrzenie przez umi&#281;&#347;nione rami&#281;.

Wiesz co? Jeste&#347; kolejnym zadufanym w sobie, aroganckim typem. W mie&#347;cie jest takich na p&#281;czki.

Patrzy&#322;a&#347; na mnie.

I to by&#322; b&#322;&#261;d.

Jasne.

Zn&#243;w zaj&#261;&#322; si&#281; swoj&#261; robot&#261; i przybi&#322; kolejny gw&#243;&#378;d&#378; do deski. Zwinne mi&#281;&#347;nie wt&#243;rowa&#322;y wysi&#322;kowi.

A tak na marginesie: nie jestem aroganckim typem.

A ja nie jestem bogat&#261;, egocentryczn&#261; dziwk&#261;. Odchrz&#261;kn&#261;&#322; znacz&#261;co.

Nie?

Nie.  Miranda skierowa&#322;a si&#281; ku drzwiom, a on zwinnie zeskoczy&#322; z drabiny i zabieg&#322; jej drog&#281;.

Zaskoczona odruchowo cofn&#281;&#322;a si&#281; o krok. Pachnia&#322; &#347;wie&#380;ym potem i pi&#380;mem. By&#322; tak blisko  p&#243;&#322;nagi, niezaprzeczalnie zmys&#322;owy  &#380;e dech jej zapar&#322;o w piersiach. Mia&#322; mocn&#261;, m&#281;sk&#261; szcz&#281;k&#281; oz&#322;ocon&#261; jednodniowym zarostem, a jego oczy w p&#243;&#322;mroku stajni wydawa&#322;y si&#281; ciemne jak metal pistoletu. Wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261; tak przenikliwie, &#380;e chcia&#322;a jeszcze bardziej si&#281; cofn&#261;&#263;, ale plecami ociera&#322;a si&#281; o s&#322;up podtrzymuj&#261;cy strych. Poza tym nie chcia&#322;a da&#263; mu satysfakcji, &#380;e j&#261; wyp&#322;oszy&#322;. Zosta&#322;a, cho&#263; jego seksowny u&#347;miech j&#261; przera&#380;a&#322;. Obliza&#322;a wargi. Jego nagi tors niemal dotyka&#322; jej piersi.

S&#322;ysza&#322;em, &#380;e chcesz zosta&#263; prawnikiem.

To to prawda.

P&#322;askie brodawki by&#322;y ledwie widoczne w g&#261;szczu w&#322;os&#243;w na jego piersi. Twarde mi&#281;&#347;nie brzucha falowa&#322;y, gdy oddycha&#322;.

Jej kolana nagle wyda&#322;y si&#281; zbyt mi&#281;kkie, by j&#261; podtrzyma&#263;.

Wielkie ambicje?

Nie Zreszt&#261;, mo&#380;e i tak.

Co usi&#322;ujesz udowodni&#263;?

Pytanie to celnie trafi&#322;o w jej czu&#322;y punkt. Kiedy podnios&#322;a wzrok, zobaczy&#322;a, &#380;e ju&#380; si&#281; z niej nie naigrawa. Po prostu by&#322; zaciekawiony i po jego rozszerzonych &#378;renicach pozna&#322;a, &#380;e ona tak samo dzia&#322;a na niego, jak on na ni&#261;.

Nic. Nie musz&#281; niczego udowadnia&#263;.

Ale chcesz.  Uni&#243;s&#322; ramiona i chwyci&#322; s&#322;up, przed kt&#243;rym sta&#322;a. Trzyma&#322; j&#261; w potrzasku, w og&#243;le nie dotykaj&#261;c.

Tak.

Dlaczego? &#379;eby tw&#243;j stary przesta&#322; zrz&#281;dzi&#263;, &#380;e los mu posk&#261;pi&#322; syn&#243;w?

Nie wiem  odpowiedzia&#322;a nieszczerym tonem. Oczywi&#347;cie, chcia&#322;a udowodni&#263; Dutchowi Hollandowi, &#380;e nie jest gorsza ni&#380; jakikolwiek ch&#322;opak, kt&#243;rego m&#243;g&#322;by sp&#322;odzi&#263;.

A mo&#380;e dlatego, &#380;e chcesz konkurowa&#263; z m&#281;&#380;czyznami?

Po prostu chc&#281; by&#263; jak najlepsza.

Do tego stopnia, &#380;e odmawiasz sobie najprostszych przyjemno&#347;ci.

Nic o mnie nie wiesz.

Wiem, &#380;e stosujesz diet&#281;, regularnie uprawiasz aerobik w swoim pokoju, czytasz wszystko, co mog&#322;oby rozwin&#261;&#263; tw&#243;j umys&#322;, i stajesz na rz&#281;sach, &#380;eby udowodni&#263; Dutchowi, &#380;e masz wszystkie zalety idealnego dziecka.

Sk&#261;d wiesz

Te&#380; ci&#281; obserwuj&#281;.

Zaniem&#243;wi&#322;a. Zastanawia&#322;a si&#281;, czy podgl&#261;da j&#261; w nocy przez okno, czy widzia&#322;, jak ogl&#261;da w&#322;asne cia&#322;o, dotyka piersi i przesuwa r&#281;k&#261; po brzuchu, zastanawiaj&#261;c si&#281;, jak by to by&#322;o, gdyby dotyka&#322; jej m&#281;&#380;czyzna.

Nie masz prawa!

Nie. Tylko po&#380;&#261;danie. Tak samo jak i ty.

&#379;adnego poz&#261;

Nie k&#322;am.

By&#322; za blisko, a stajnie by&#322;y za ciasne.

Zejd&#378; mi z drogi!

Je&#347;li kiedy&#347; chcesz by&#263; dobrym adwokatem, musisz si&#281; nauczy&#263; post&#281;powa&#263; z lud&#378;mi, wys&#322;uchiwa&#263; ich argument&#243;w, obra&#378;liwych s&#322;&#243;w a czasem komplement&#243;w.  Jego wzrok spocz&#261;&#322; na jej piersiach, kt&#243;re rytmicznie unosi&#322;y si&#281; i opada&#322;y.

O, teraz rozumiem  zakpi&#322;a.  To by&#322; egzamin. Wi&#281;c teraz jeste&#347; moim nauczycielem.

Po prostu z tob&#261; rozmawiam.

Przez d&#322;ug&#261; sekund&#281; patrzy&#322; na jej usta. Jaka&#347; jej cz&#261;stka, ta rozpalona i spragniona, odpowiedzia&#322;a na jego spojrzenie. Nienawidzi&#322;a go, a mimo to poci&#261;ga&#322; j&#261; tak mocno, &#380;e wstyd jej by&#322;o przyzna&#263; si&#281; do tego przed sob&#261;.

To rozmawiaj z kim&#347;, kto jest tym zainteresowany.

Ty jeste&#347;.  Jego u&#347;miech m&#243;wi&#322;, &#380;e jej nie wierzy. Odszed&#322; na bok. Gdy pr&#243;bowa&#322;a odej&#347;&#263;, chwyci&#322; j&#261; za nadgarstek. B&#322;yskawicznie obr&#243;ci&#322; j&#261; do siebie i otoczy&#322; wszystkimi twardymi jak ska&#322;a mi&#281;&#347;niami. Nie by&#322;a w stanie si&#281; poruszy&#263;, z trudem oddycha&#322;a, a serce o ma&#322;o nie wyskoczy&#322;o jej z piersi.

Nie

Ustami zamkn&#261;&#322; jej usta tak silnym i gwa&#322;townym poca&#322;unkiem, &#380;e tchu jej brak&#322;o. Usi&#322;owa&#322;a mu si&#281; wyrwa&#263;, ale by&#322; to daremny trud. Jej ch&#322;odny umys&#322; kl&#261;&#322; i cicho krzycza&#322;, &#380;e chce si&#281; wyswobodzi&#263;. Ale zmys&#322;owa kobieta, kt&#243;ra w&#322;a&#347;nie dosz&#322;a w niej do g&#322;osu, rozpaczliwie pragn&#281;&#322;a odda&#263; poca&#322;unek, pog&#322;&#281;bi&#263; go, czu&#263; rozkosz czystego, nieskr&#281;powanego seksu.

Mia&#322; du&#380;e i silne r&#281;ce, gor&#261;ce, wilgotne cia&#322;o. Pachnia&#322; m&#281;&#380;czyzn&#261; i &#347;wie&#380;&#261; tarcic&#261;. Z g&#322;&#281;bi jej krtani doby&#322; si&#281; cichy j&#281;k. Wbi&#322; j&#281;zyk pomi&#281;dzy jej wargi i bez trudu je rozchyli&#322;.

Jeste&#347; zainteresowana  wyszepta&#322; jej do ust, gdy przesta&#322; ca&#322;owa&#263;.  Kiedy dojrzejesz na tyle, &#380;eby si&#281; do tego przyzna&#263;, zadzwo&#324; do mnie.

Chwiejnym krokiem wycofywa&#322;a si&#281; w kierunku drzwi. Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Wcze&#347;niej zgnijesz w piekle.

Nie przypuszczam.

I  niech to diabli!  nie myli&#322; si&#281;. Przez dwa tygodnie ignorowa&#322;a go. Kiedy by&#322; w pobli&#380;u, czym pr&#281;dzej znika&#322;a. Ale za ka&#380;dym razem na wspomnienie tego jedynego, gwa&#322;townego poca&#322;unku w stajni serce jej bi&#322;o szybciej i zaczyna&#322;a si&#281; poci&#263;.

My&#347;la&#322;a o nim w nocy, le&#380;&#261;c w &#322;&#243;&#380;ku i nie mog&#261;c zasn&#261;&#263; z powodu upa&#322;u, i w dzie&#324;, kiedy musia&#322;a przygotowywa&#263; si&#281; do wieczornych zaj&#281;&#263; w miejscowym collegeu, gdzie zderza&#322;a si&#281; z nim na w&#261;skim korytarzu.

Po dw&#243;ch tygodniach zmieni&#322;a zdanie i schowa&#322;a dum&#281; do kieszeni. Zadzwoni&#322;a do niego. Tego dnia sp&#281;dzili na pla&#380;y kilka godzin, spacerowali, patrzyli, jak spieniony przyp&#322;yw li&#380;e piach. Nawet jej nie dotkn&#261;&#322;.

Nast&#281;pne spotkania wygl&#261;da&#322;y podobnie. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e &#243;w poca&#322;unek to by&#322;o wszystko, czego Hunter od niej chcia&#322;.

Boisz si&#281; mnie?

Roze&#347;mia&#322; si&#281; serdecznie, a jego niski g&#322;os odbi&#322; si&#281; echem w jej duszy.

Boj&#281; si&#281;? Nie b&#261;d&#378; &#347;mieszna.

Ale

Poczu&#322;a si&#281; jak idiotka. C&#243;&#380; mog&#322;a powiedzie&#263;. Sta&#322; oparty o zderzak jej samochodu. S&#322;o&#324;ce parzy&#322;o i o&#347;lepia&#322;o. Zaparkowa&#322;a na odludnej pla&#380;y, o wiele mil od o&#347;rodka jej ojca.

Ale co?

My nigdy si&#281; nie wiesz, co mam na my&#347;li.

Nigdy bym nie zgadn&#261;&#322;  powiedzia&#322; przeci&#261;gle, ale z k&#261;cik&#243;w jego ust wy&#322;ania&#322; si&#281; u&#347;miech.

Nie udawaj, Hunter.

W takim razie wykrztu&#347; to z siebie. Co ci chodzi po g&#322;owie? Prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281; i bezradnie opu&#347;ci&#322;a r&#281;k&#281;.

No, pani adwokat  ponagla&#322; j&#261;.  Ka&#380;dy, kto zamierza zosta&#263; wielkim prawnikiem, powinien umie&#263; wyra&#380;a&#263; my&#347;li.

Nigdy mnie nie dotykasz  wykrztusi&#322;a, a jej twarz zabarwi&#322;a si&#281; wieloma odcieniami czerwieni.

I to ci&#281; gn&#281;bi?  Czekaj&#261;c na odpowied&#378;, bawi&#322; si&#281; swoim sygnetem, z&#322;ot&#261; obr&#261;czk&#261; z onyksem.

Mia&#322;a ochot&#281; sk&#322;ama&#263;, ale powiedzia&#322;a:

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;.

Mo&#380;e uwa&#380;am ci&#281; za nietykaln&#261;.

Nie. Chodzi o co&#347; innego. O co, Hunter?

Omi&#243;t&#322; j&#261; wzrokiem od st&#243;p do g&#322;&#243;w, mrukn&#261;&#322; co&#347; pod nosem i wzi&#261;&#322; j&#261; w ramiona. Spragnione usta zamkn&#281;&#322;y si&#281; na jej wargach, a du&#380;e d&#322;onie ogarn&#281;&#322;y jej plecy. Stopnia&#322;a pod tym u&#347;ciskiem, przylgn&#281;&#322;a do niego ca&#322;ym cia&#322;em i poca&#322;owa&#322;a r&#243;wnie p&#322;omiennie i &#380;arliwie jak on j&#261;. Ochoczo otworzy&#322;a usta, zapraszaj&#261;c jego j&#281;zyk. Ociera&#322;a si&#281; o niego, pragn&#281;&#322;a jego dotyku.

Fale bi&#322;y o brzeg, piasek muska&#322; jej stopy, a s&#322;o&#324;ce ogrzewa&#322;o plecy. Czu&#322;a si&#281; tak, jak gdyby na &#347;wiecie nie by&#322;o nikogo pr&#243;cz nich.

Czy Czy w&#322;a&#347;nie tego chcesz?  spyta&#322;, odgarniaj&#261;c kosmyk w&#322;os&#243;w z jej twarzy.

Tak  powiedzia&#322;a, a w my&#347;lach krzykn&#281;&#322;a &#380;arliwie: Chc&#281;, &#380;eby&#347; mnie kocha&#322;!

A tego?  Zn&#243;w j&#261; poca&#322;owa&#322; i wsun&#261;&#322; jedn&#261; r&#281;k&#281; pod bluzk&#281;, dotykaj&#261;c jej piersi.

O tak

Twarde palce w&#347;lizgn&#281;&#322;y si&#281; pod bawe&#322;niany biustonosz i musn&#281;&#322;y jej sutk&#281;.

Dech jej zapar&#322;o. Przeszy&#322; j&#261; piek&#261;cy dreszcz.

Jeszcze?  wychrypia&#322;.

Tak Nie! Oooo

Opar&#322; si&#281; o samoch&#243;d i przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; pomi&#281;dzy swoje uda. Jej szorty przylega&#322;y do najbardziej intymnej cz&#281;&#347;ci jego cia&#322;a. Czu&#322;a sztywn&#261; wypuk&#322;o&#347;&#263; pod rozporkiem. Wci&#261;&#380; ca&#322;uj&#261;c, rozpi&#261;&#322; jej biustonosz i uwolni&#322; piersi. Jego szorstkie, gor&#261;ce d&#322;onie kr&#261;&#380;y&#322;y po jej nagiej sk&#243;rze, dotyka&#322;y, pie&#347;ci&#322;y, pobudza&#322;y.

To mo&#380;e by&#263; niebezpieczne  powiedzia&#322;, bawi&#261;c si&#281; zamkiem u jej spodenek.

Dla ciebie?

Dla ciebie.

Och!  Poca&#322;owa&#322;a go z niecierpliwo&#347;ci&#261;.

Istnieje taki punkt, kiedy ju&#380; nie mog&#281; przesta&#263;.

To nie przestawaj. Nigdy

Och, Rando!  Znowu j&#261; poca&#322;owa&#322; po&#380;&#261;dliwymi wargami. Palcami pie&#347;ci&#322; jej brzuch. Nagle, r&#243;wnie gwa&#322;townie jak ona przywar&#322;a do niego, odepchn&#261;&#322; j&#261;.  Nie  j&#281;kn&#261;&#322; sam do siebie.  Nie, nie, nie. To nie jest w porz&#261;dku.

S&#322;u s&#322;ucham? Oczywi&#347;cie, &#380;e jest w porz&#261;dku.

Nic nie rozumiesz, prawda?  Pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i sztywnymi, napi&#281;tymi palcami przeczesa&#322; w&#322;osy.  Ty i ja nale&#380;ymy do r&#243;&#380;nych &#347;wiat&#243;w, Mirando. I nie mo&#380;emy absolutnie nic na to poradzi&#263;.

Nie rozumiem.

Zrozumiesz  odrzek&#322; i przymru&#380;onymi oczami popatrzy&#322; na horyzont.

Odwa&#380;nie, bezwstydnie do niego zadzwoni&#322;a. Post&#261;pi&#322;a tak, jak jedna z tych biegaj&#261;cych za ch&#322;opakami dziewcz&#261;t, kt&#243;rymi pogardza&#322;a. Ale zadzia&#322;a&#322;o. Zgodzi&#322; si&#281; z ni&#261; um&#243;wi&#263; pod warunkiem, &#380;e nikomu nie powie o ich znajomo&#347;ci.

Nie chc&#281; &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; na swoj&#261; g&#322;ow&#281; tego ca&#322;ego piek&#322;a, kt&#243;re wybuchnie, kiedy tw&#243;j stary o wszystkim si&#281; dowie  o&#347;wiadczy&#322; jej.  Niech sobie dostaje zawa&#322;u na my&#347;l o twojej siostrze i Taggercie, ale moje nazwisko trzymaj z dala od tego.

Dlaczego?

To jest zbyt skomplikowane, &#380;eby ci teraz t&#322;umaczy&#263;. Po prostu uwierz mi na s&#322;owo.

Uwierzy&#322;a. Nikt nie wiedzia&#322;, &#380;e si&#281; widuj&#261;. Ich spotkania by&#322;y sekretnymi schadzkami. Dodawa&#322;o to zwi&#261;zkowi tajemniczo&#347;ci i romantyzmu. Jad&#261;c do chaty na p&#243;&#322;nocnym kra&#324;cu posiad&#322;o&#347;ci, gdzie si&#281; um&#243;wili, wiedzia&#322;a, &#380;e prawdopodobnie b&#281;d&#261; si&#281; kocha&#263;. Ju&#380; kilkakrotnie zbli&#380;ali si&#281; do tego punktu, ale Hunter zawsze si&#281; hamowa&#322;. Dlatego zaczyna&#322;a mu ufa&#263; ca&#322;ym sercem. Tej nocy, pod niebem usianym migocz&#261;cymi gwiazdami, liczy&#322;a na to, &#380;e mo&#380;e nie uda im si&#281; powstrzyma&#263;. A niech si&#281; dzieje, co chce!

Skr&#281;ci&#322;a w zaro&#347;ni&#281;t&#261; drog&#281; prowadz&#261;c&#261; do chaty i s&#322;ysza&#322;a, jak suche badyle drapi&#261; podwozie samochodu. Trawa, tak wysoka, &#380;e zas&#322;ania&#322;a widok po obu stronach, falowa&#322;a na wietrze, a dzikie r&#243;&#380;e rozsiewa&#322;y s&#322;odki zapach. Wpl&#261;tywa&#322;y si&#281; w p&#281;dy dzikiej winoro&#347;li, kt&#243;ra w tej cz&#281;&#347;ci Oregonu plewi&#322;a si&#281; na nieuprawnych skrawkach ziemi.

Nikt ju&#380; nie mieszka&#322; w tej chacie, zbudowanej na prze&#322;omie stuleci tu&#380; przy skale i zapomnianej. Owocuj&#261;ca winoro&#347;l pi&#281;&#322;a si&#281; po s&#322;upkach werandy, z komina odpad&#322;o kilka cegie&#322;, ale w &#347;rodku by&#322;o ciep&#322;o i sucho, a tego wieczoru, cho&#263; temperatura przekracza&#322;a trzydzie&#347;ci stopni, za oknem drga&#322; p&#322;omie&#324; kominka.

Hunter ju&#380; czeka&#322;.

Serce Mirandy mocno bi&#322;o, kiedy po&#347;piesznie wchodzi&#322;a po schodach i otwiera&#322;a drzwi.

Sp&#243;&#378;ni&#322;a&#347; si&#281;.  Zaskoczy&#322; j&#261; jego g&#322;os, bo na ganku nie by&#322;o nikogo s&#322;ycha&#263;. Drgn&#281;&#322;a ze strachu. Nagle poczu&#322;a, &#380;e obejmuj&#261; j&#261; silne, w&#322;adcze ramiona.

To ty przyjecha&#322;e&#347; wcze&#347;nie.

Nie mog&#322;em si&#281; doczeka&#263;.

Nie?  Roze&#347;mia&#322;a si&#281;, kiedy wzi&#261;&#322; j&#261; na r&#281;ce i kopniakiem otworzy&#322; drzwi, a w &#347;rodku poca&#322;owa&#322; j&#261; jak pan m&#322;ody, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie przeni&#243;s&#322; swoj&#261; wybrank&#281; przez pr&#243;g domu. Wirowa&#322;o jej w g&#322;owie, gdy k&#322;ad&#322; j&#261; na &#380;elaznym &#322;&#243;&#380;ku zas&#322;anym kocami i poduszkami, kt&#243;re sam przywi&#243;z&#322;. W kominku trzeszcza&#322;y omsza&#322;e drewniane polana, &#322;apczywie poch&#322;aniane przez ogie&#324;. Miranda podnios&#322;a wzrok na m&#281;&#380;czyzn&#281;, kt&#243;rego przysz&#322;o jej pokocha&#263;.

W jednej chwili potrafi&#322; by&#263; okrutny, a za minut&#281; s&#322;odki jak mi&#243;d. Pokaza&#322; jej, jak strzela&#263; z &#322;uku, jak kamykiem puszcza&#263; kaczki na wodzie. Od niego si&#281; dowiedzia&#322;a, &#380;e czternastolatki wol&#261; raczej je&#347;&#263; ni&#380; robi&#263; cokolwiek innego, natomiast szesnastoletnie m&#322;okosy maj&#261; ochot&#281; r&#380;n&#261;&#263; wszystko, co si&#281; rusza. Nie cierpia&#322; idiot&#243;w i nie &#380;yczy&#322; sobie, &#380;eby otwarcie ze sob&#261; chodzili.

Po co dawa&#263; ludziom temat do plotek?  argumentowa&#322;.  Uwierz mi, sama nie chcia&#322;aby&#347;, &#380;eby ci&#281; wzi&#281;li na j&#281;zyki.

Mnie by to nie obchodzi&#322;o  odpar&#322;a, ale jakby tego nie s&#322;ysza&#322;. To by&#322; ich punkt sporny.

I oto le&#380;a&#322;a w jego ramionach, patrzy&#322;a na jego mocne szcz&#281;ki i zamroczone nami&#281;tno&#347;ci&#261; oczy. Zastanawia&#322;a si&#281;, czy kiedy&#347; si&#281; pobior&#261;. Po raz pierwszy zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e maj&#261;tek i pozycja spo&#322;eczna nie s&#261; w &#380;yciu a&#380; tak wa&#380;ne. Uprzywilejowana c&#243;rka milionera i ubogi pasierb dozorcy. I jakie&#380; to ma znaczenie?

Poca&#322;owa&#322; j&#261;, krew w niej zawrza&#322;a. Stary materac zaskrzypia&#322;. Obj&#281;&#322;a go za szyj&#281;, a on zacz&#261;&#322; j&#261; g&#322;aska&#263;, pie&#347;ci&#263;, pobudza&#263; jej sk&#243;r&#281; do &#380;ycia. Poczu&#322;a, &#380;e naprawd&#281; &#380;yje, &#380;e jest po&#380;&#261;dana, a pragnienie wype&#322;ni&#322;o j&#261;, przenika&#322;o najintymniejsze cz&#281;&#347;ci jej cia&#322;a.

Hunter  szepn&#281;&#322;a chrypliwym g&#322;osem, wij&#261;c si&#281; i pr&#281;&#380;&#261;c. Krew w niej buzowa&#322;a. Ca&#322;owa&#322; j&#261;, mokrym j&#281;zykiem dotykaj&#261;c miejsc, kt&#243;re nigdy nie widzia&#322;y s&#322;o&#324;ca. Drapa&#322; j&#261; zarostem, muska&#322; gor&#261;cym oddechem, ociera&#322; si&#281; o ni&#261; cia&#322;em rozpalonym nie mniej ni&#380; jej w&#322;asne.

Wplot&#322;a palce w jego g&#281;ste w&#322;osy i wyda&#322;a z siebie j&#281;k po&#380;&#261;dania. Miedziany cie&#324; p&#322;omienia z kominka ta&#324;czy&#322; na jego sk&#243;rze.

Rozpi&#261;&#322; jej biustonosz, str&#261;ci&#322; go na pod&#322;og&#281;. Z cichym uwielbieniem zapatrzy&#322; si&#281; w jej nagie piersi.

Jeste&#347; cholernie pi&#281;kna  powiedzia&#322; w ko&#324;cu, ciep&#322;ym oddechem pieszcz&#261;c jej cia&#322;o.  To powinno by&#263; na li&#347;cie grzech&#243;w g&#322;&#243;wnych.  Dotkn&#261;&#322; jej stwardnia&#322;ego sutka, opu&#347;ci&#322; g&#322;ow&#281; i zacz&#261;&#322; go ssa&#263;.

O! Ooo

Jego d&#322;onie b&#322;&#261;ka&#322;y si&#281; w jej szortach, dotyka&#322;y po&#347;ladk&#243;w i k&#281;dzierzawych w&#322;osk&#243;w, kt&#243;re nagle sta&#322;y si&#281; wilgotne, g&#322;aska&#322;y wn&#281;trze ud, ocieraj&#261;c si&#281; o najintymniejsz&#261; cz&#281;&#347;&#263; jej cia&#322;a.

Nie mog&#322;a si&#281; temu oprze&#263;. Zawsze by&#322;a opanowana i pe&#322;na rezerwy. Niekt&#243;rzy ch&#322;opcy powiadali, &#380;e w jej &#380;y&#322;ach p&#322;ynie lodowata krew. Teraz wygi&#281;&#322;a si&#281; w &#322;uk i cicho b&#322;aga&#322;a o wi&#281;cej. Le&#380;eli w malutkiej izbie, na &#322;&#243;&#380;ku, kt&#243;re przyjmowa&#322;o kochank&#243;w od prawie stu lat. Ca&#322;owa&#322;a m&#281;&#380;czyzn&#281;, kt&#243;rego niedawno pozna&#322;a i kt&#243;ry nie chcia&#322; si&#281; z ni&#261; publicznie pokazywa&#263; a kt&#243;ry za chwil&#281; mia&#322; sta&#263; si&#281; jej pierwszym kochankiem.

Po wszystkim, przy dogasaj&#261;cym kominku, mocno j&#261; przytuli&#322; i g&#322;adzi&#322; jej twarz. W jego pier&#347;cieniu odbija&#322; si&#281; &#380;ar kominka. Dotkn&#281;&#322;a czarnego kamienia.

Czy on ma dla ciebie jakie&#347; szczeg&#243;lne znaczenie?  spyta&#322;a.

To jedyna ozdoba, jak&#261; nosz&#281;. Chrz&#261;kn&#281;&#322;a i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.

Wiem. Tylko chcia&#322;am wiedzie&#263;, czy co&#347; dla ciebie znaczy.  Nawin&#281;&#322;a na palec kosmyk zarostu w&#322;osk&#243;w na jego piersiach.  No, czy mo&#380;e jaka&#347; dziewczyna ci go podarowa&#322;a.

Parskn&#261;&#322; &#347;miechem.

Nic z tych rzeczy.  Zsun&#261;&#322; pier&#347;cionek i popatrzy&#322; na ni&#261; przez z&#322;oty kr&#261;&#380;ek.  To jedyna rzecz, kt&#243;r&#261; mam od ojca, faceta, kt&#243;ry zap&#322;odni&#322; moj&#261; matk&#281; i da&#322; dyla. Chyba powinienem by&#322; go wyrzuci&#263;, ale go trzymam, &#380;eby pami&#281;ta&#263;, &#380;e ten &#322;ajdak nie przyzna&#322; si&#281; do mnie, nie chcia&#322; mojej mamy i mia&#322;em du&#380;o szcz&#281;&#347;cia, &#380;e trafi&#322; mi si&#281; taki ojczym jak Dan Riley.

Jak si&#281; nazywa?

M&#243;j prawdziwy ojciec?  Westchn&#261;&#322;.  Nie wiem. Nikt mi nie powiedzia&#322;, a na &#347;wiadectwie urodzenia brak nazwiska.

Chcia&#322;by&#347; to wiedzie&#263;?

Nie.  Zn&#243;w w&#322;o&#380;y&#322; pier&#347;cie&#324; na palec, przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; do siebie i obj&#261;&#322; silnym ramieniem.  Niewa&#380;ne.  Mocno przycisn&#261;&#322; wargi do jej czo&#322;a.  Teraz wa&#380;na jeste&#347; tylko ty.

Na zawsze?  spyta&#322;a.

Zawsze to szmat czasu. Ale mo&#380;e Taa mo&#380;e.

Miranda zadar&#322;a g&#322;ow&#281; w oczekiwaniu na poca&#322;unek, kt&#243;rego nadej&#347;cia by&#322;a pewna. W ko&#324;cu znalaz&#322;a skrawek nieba tu, na ziemi.

By&#322;a&#347; dzi&#347; w nocy z Westonem Taggertem?  szepn&#281;&#322;a Miranda, bledn&#261;c. Nala&#322;a wody do ekspresu, w&#322;a&#347;nie rozleg&#322;o si&#281; pierwsze perkotanie, gdy maszynka zacz&#281;&#322;a si&#281; nagrzewa&#263;. Zaskakuj&#261;ca wiadomo&#347;&#263;, kt&#243;r&#261; us&#322;ysza&#322;a od siostry, kr&#261;&#380;y&#322;a po jej m&#243;zgu i jakby jeszcze nie dotar&#322;a do &#347;wiadomo&#347;ci. Poch&#322;oni&#281;ta by&#322;a czym innym: ona i Hunter po raz pierwszy si&#281; kochali. &#379;ar mi&#281;dzy nogami wci&#261;&#380; jej o tym przypomina&#322;. Odchrz&#261;kn&#281;&#322;a i usi&#322;owa&#322;a si&#281; skoncentrowa&#263;.

Tesso, na Boga, dlaczego?

Tessa oboj&#281;tnie wzruszy&#322;a ramionami, bezg&#322;o&#347;nie wyra&#380;aj&#261;c swoje wisi mi co ty o tym my&#347;lisz, podesz&#322;a do sto&#322;u i ziewn&#281;&#322;a.

A dlaczego nie?

Wiesz dlaczego. Dlatego, &#380;e to nicpo&#324;.

Bo ma nazwisko Taggert? Uuuii, Randa, zaczynasz ple&#347;&#263; tak samo jak tata.

Daj mi spok&#243;j, co? Dobrze wiesz, &#380;e jego nazwisko nie ma tu nic do rzeczy. Ten facet ma z&#322;&#261; reputacj&#281;.

A Hunter? Dlaczego nie chce, &#380;eby ktokolwiek si&#281; dowiedzia&#322;, &#380;e jeste&#347;my par&#261;? Wstydzi si&#281; ciebie? Stara si&#281; ciebie chroni&#263;? A mo&#380;e po prostu, podobnie jak Weston, jest nicponiem?

Z radia p&#322;yn&#281;&#322;a muzyka. &#346;piewa&#322; Kenny Rogers.

Ruby, nie zabieraj ukochanej do miasta.

Miranda nie mia&#322;a ochoty dalej tego s&#322;ucha&#263;. Wy&#322;&#261;czy&#322;a radio.

Tessa wysun&#281;&#322;a nog&#261; jeden z wysokich taboret&#243;w i usiad&#322;a. Opieraj&#261;c podbr&#243;dek na d&#322;oni, obdarzy&#322;a siostr&#281; wy&#263;wiczonym u&#347;miechem grzecznej panienki.

Weston jest uwa&#380;any za jednego z najbardziej porz&#261;dnych kawaler&#243;w do wzi&#281;cia w mie&#347;cie.

Czy wiesz, co m&#243;wisz? Kawalerowie do wzi&#281;cia jej w g&#322;owie!  Miranda rozpakowa&#322;a chleb i w&#322;o&#380;y&#322;a dwie kromki do tostera.  Masz dopiero pi&#281;tna&#347;cie lat, za ma&#322;o, &#380;eby szuka&#263; m&#281;&#380;a. Pi&#281;tna&#347;cie! Dziecko z ciebie! Jeszcze nie musisz zaprz&#261;ta&#263; sobie g&#322;ow&#281; m&#281;&#380;em.

Tessa wojowniczo wyd&#281;&#322;a doln&#261; warg&#281;. Przetar&#322;a oczy, rozmazuj&#261;c wczorajszy makija&#380;.

C&#243;&#380;, ja przynajmniej nie mam zamiaru zosta&#263; pomarszczon&#261; star&#261; pann&#261;.

Do kogo pijesz?

Mo&#380;esz to rozumie&#263;, jak chcesz.  Tessa bawi&#322;a si&#281; solniczk&#261; i pieprzniczk&#261;. Przygl&#261;da&#322;a si&#281; ceramicznym truskawkom, jakby skrywa&#322;y tajemnice wszech&#347;wiata.

Tosty wyskoczy&#322;y i Miranda wyj&#281;&#322;a kolejne dwie kromki z tak&#261; zapalczywo&#347;ci&#261;, &#380;e o ma&#322;o ich nie rozerwa&#322;a.

Nie mam zamiaru zosta&#263; star&#261; pann&#261;. Ale nie mam te&#380; zamiaru by&#263; zabawk&#261; bogatego ch&#322;opaka. Weston Taggert wykorzystuje dziewczyny.  Miranda wycelowa&#322;a n&#243;&#380; w Tess&#281;, aby podkre&#347;li&#263; znaczenie wypowiadanych s&#322;&#243;w.  Bierze od nich, co da si&#281; wzi&#261;&#263;, a potem, kiedy mu si&#281; znudz&#261;, rzuca je jak puszki po piwie.

Kto tak m&#243;wi?

Ka&#380;dy, kto ma cho&#263; troch&#281; oleju w g&#322;owie.

Tessa przygarbi&#322;a si&#281; na taborecie, nie zwracaj&#261;c uwagi na talerz z tostem, kt&#243;ry postawi&#322;a przed ni&#261; Miranda.

S&#322;uchaj, przez wiele lat usi&#322;owa&#322; mnie uwie&#347;&#263;  wyzna&#322;a Miranda.

Ciebie?  Tessa roze&#347;mia&#322;a si&#281;.

To prawda.

Aha. Tylko &#380;e mnie nie wci&#347;niesz tego kitu. Czy mamy tu co&#347; do picia? Jaki&#347; sok?

W lod&#243;wce.  Miranda nie mia&#322;a zamiaru podstawia&#263; Tessie soku pod nos. Wystarczy, &#380;e poda&#322;a jej tost.

Chcia&#322;a nadal ostrzega&#263; Tess&#281; przed Westonem, ale pomy&#347;la&#322;a, &#380;e to by&#322;aby strata czasu i nerw&#243;w. Nie by&#322;o sensu si&#281; z ni&#261; k&#322;&#243;ci&#263;. Katastrofa! Tessa i Weston. Dutch dosta&#322;by ataku serca. Miranda mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e ta historia ograniczy si&#281; do jednej nocy.

A gdzie Ruby?  spyta&#322;a Tessa, si&#281;gaj&#261;c po tost i od&#322;amuj&#261;c z niego sk&#243;rk&#281;.

Miranda zerkn&#281;&#322;a na zegarek. Dochodzi&#322;a dziesi&#261;ta, a Ruby Songbird jeszcze si&#281; nie zjawi&#322;a w pracy. Miranda nie przypomina&#322;a sobie, &#380;eby Ruby przysz&#322;a kiedy&#347; po &#243;smej. O tej porze zawsze ju&#380; by&#322;a  my&#322;a okna, szorowa&#322;a pod&#322;ogi, piek&#322;a chleb i spokojnie wydawa&#322;a dyspozycje, do kt&#243;rych wszyscy bez gderania si&#281; stosowali. Miranda op&#281;dzi&#322;a si&#281; od my&#347;li, &#380;e mog&#322;o jej si&#281; przytrafi&#263; co&#347; z&#322;ego. Skupi&#322;a si&#281; na najm&#322;odszej siostrze. Tessa pakowa&#322;a si&#281; w niez&#322;&#261; kaba&#322;&#281;. W tarapaty, kt&#243;re mog&#322;y mie&#263; wp&#322;yw na dalsze jej &#380;ycie.

S&#322;uchaj, Tess. Nie wiem, co ci chodzi po g&#322;owie, ale wierz mi, &#380;e bli&#380;sza znajomo&#347;&#263; z Westonem to klapa na ca&#322;ej linii.

A Harley i Claire? Czy to te&#380; klapa na ca&#322;ej linii?  spyta&#322;a Tessa, zerkaj&#261;c na drzwi, w kt&#243;rych w&#322;a&#347;nie pojawi&#322;a si&#281; Claire. Rozmowa by&#322;a sko&#324;czona.

To co innego.  Miranda by&#322;a w potrzasku. Ta lisica zap&#281;dzi&#322;a j&#261; w kozi r&#243;g.

W czym tkwi r&#243;&#380;nica?  Tessa nie dawa&#322;a za wygran&#261;. Miranda w my&#347;lach policzy&#322;a do dziesi&#281;ciu i spojrza&#322;a na Claire.

Harley i Claire uwa&#380;aj&#261;, &#380;e s&#261; zakochani. Chodz&#261; ze sob&#261; ju&#380; od d&#322;u&#380;szego czasu, wydaje si&#281;, &#380;e s&#261; do siebie przywi&#261;zani i

A co z Kendall Forsythe?

Claire zblad&#322;a jak zimowe s&#322;o&#324;ce i mocno zacisn&#281;&#322;a pi&#281;&#347;ci.

S&#322;ucham?

Wszystko wskazuje na to, &#380;e Harley nie mo&#380;e si&#281; zdoby&#263; na to, &#380;eby z ni&#261; zerwa&#263;.  Tessa odsun&#281;&#322;a sw&#243;j taboret. Nawet je&#347;li widzia&#322;a b&#243;l w oczach Claire, nie da&#322;a tego po sobie pozna&#263;.

To k&#322;amstwo  odpar&#322;a stanowczo Claire.  On i Kendall to przesz&#322;o&#347;&#263;.

Chyba nie.  Tessa gwa&#322;townie otworzy&#322;a drzwi lod&#243;wki i szpera&#322;a w niej, a&#380; znalaz&#322;a s&#322;oik d&#380;emu malinowego przyrz&#261;dzonego przez Ruby i dzbanek z sokiem pomara&#324;czowym.

Ruby? Gdzie ona mo&#380;e by&#263;? Miranda podesz&#322;a do okna i spojrza&#322;a na wiod&#261;c&#261; do podjazdu &#347;cie&#380;k&#281;, kt&#243;ra skr&#281;ca&#322;a za gara&#380;em i ko&#324;czy&#322;a si&#281; pomi&#281;dzy jeziorem a basenem. Ruby przechodzi&#322;a tamt&#281;dy co rano.

Nie powinna&#347; wierzy&#263; w ani jedno s&#322;owo Westona.  Claire wreszcie zebra&#322;a si&#322;y, przesz&#322;a przez kuchni&#281; i nala&#322;a sobie fili&#380;ank&#281; kawy, cho&#263; dzbanek jeszcze do ko&#324;ca si&#281; nie nape&#322;ni&#322;. Gor&#261;ce krople s&#261;czy&#322;y si&#281; na p&#322;yt&#281; podgrzewacza, zanim odstawi&#322;a dzbanek na miejsce. Ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie r&#281;ce tylko odrobin&#281; jej si&#281; trz&#281;s&#322;y.

Tessa spyta&#322;a beztrosko:

Dlaczego?  Wyj&#281;&#322;a z szuflady &#322;y&#380;eczk&#281;.

Bo nie jest godny zaufania.

A Harley jest?  Tessa z niedowierzaniem unios&#322;a brwi, zanurzy&#322;a &#322;y&#380;eczk&#281; w d&#380;emie i opar&#322;a si&#281; biodrami o kredens.

Tak!

S&#322;uchaj, Tesso, nie ma sensu si&#281; k&#322;&#243;ci&#263;. Po prostu b&#261;d&#378; ostro&#380;na, dobrze?  powiedzia&#322;a Miranda.

Tak jak ty?  W u&#347;miechu Tessy wida&#263; by&#322;o drwi&#261;c&#261; satysfakcj&#281; jak u kota, kt&#243;ry dopad&#322; kanarka.  No, wiesz, kiedy jeste&#347; z Hunterem.

Hunterem? Hunterem Rileyem?  Claire zmarszczy&#322;a czo&#322;o i obr&#243;ci&#322;a si&#281; w stron&#281; starszej siostry.

Weston twierdzi, &#380;e Randa ukradkiem romansuje z Hunterem.

Przyja&#378;nimy si&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda. By&#322;o w tym wiele prawdy.

I nie tylko.

Czy&#380;by?  Claire, jak zawsze romantyczka, wydawa&#322;a si&#281; zaintrygowana.

Przekl&#281;ty Weston Taggert i ta jego niewyparzona g&#281;ba!

A co takiego m&#243;wi si&#281; o ludziach, kt&#243;rzy mieszkaj&#261; w szklanych domach?  spyta&#322;a Tessa i zn&#243;w zgarbi&#322;a si&#281; na krze&#347;le. Smarowa&#322;a kromk&#281; grubo d&#380;emem.  &#379;e nie powinni rzuca&#263; kamieniami czy co&#347; w tym rodzaju

Ty i Hunt?  Claire wci&#261;&#380; nie mog&#322;a uwierzy&#263; w to, co us&#322;ysza&#322;a. Miranda dobrze wiedzia&#322;a, &#380;e jej twarz j&#261; zdradza; nagle zrobi&#322;o jej si&#281; gor&#261;co.  Serio?

Wielkie mi halo! Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami.

A wi&#281;c spotykasz si&#281; z nim!  Usta Claire nieznacznie wykrzywi&#322;y si&#281; w u&#347;miechu.  Nie wierz&#281;!

Nie wierz. To nic takiego.  Tym razem by&#322;o to wierutne k&#322;amstwo. Uczucia, kt&#243;rymi darzy&#322;a Huntera, liczy&#322;y si&#281;, nawet bardzo. By&#322;a to jedyna i najwa&#380;niejsza mi&#322;o&#347;&#263; jej &#380;ycia.

Tessa odchrz&#261;kn&#281;&#322;a z pow&#261;tpiewaniem.

A co by na to powiedzia&#322; tata, hm? Najstarsza c&#243;ra, ta powa&#380;na, dobra dziewczyna, ta, kt&#243;ra si&#281; wybiera No w&#322;a&#347;nie, gdzie? Aa, no tak. Do Radcliffe, Yale albo do Stanfordu, prawda?

Do Willamette.

Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami.

Takie szczytne idea&#322;y, a tak naprawd&#281; nie wiadomo, co wyprawia z synem dozorcy.  Cmokn&#281;&#322;a i dramatycznie powoli pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.  A mama? Rando, pomy&#347;l, co ona by powiedzia&#322;a, gdyby si&#281; dowiedzia&#322;a, &#380;e umawiasz si&#281; z ch&#322;opakiem o ni&#380;szej pozycji spo&#322;ecznej.

On nie  Miranda urwa&#322;a w p&#243;&#322; s&#322;owa.  Nie do wiary, &#380;e ta rozmowa naprawd&#281; ma miejsce.

Ty j&#261; rozpocz&#281;&#322;a&#347;.

I w&#322;a&#347;nie teraz j&#261; zamykam!  zn&#243;w zerkn&#281;&#322;a na zegarek.  Gdzie Ruby? Ona si&#281; nigdy nie sp&#243;&#378;nia.

Daj jej spok&#243;j, dobrze? Mama i tata s&#261; w Portland. Pewnie gdzie&#347; tu &#347;pi. Wiesz, co m&#243;wi stare porzekad&#322;o: Gdy nie ma kota, myszy  Tessa obliza&#322;a k&#261;cik ust.

Masz g&#322;ow&#281; wypchan&#261; starymi porzekad&#322;ami.

Przygania&#322; kocio&#322;

Przesta&#324;cie ju&#380;!  Claire &#322;ykn&#281;&#322;a kawy.  Chyba powinni&#347;cie si&#281; o czym&#347; dowiedzie&#263; pierwsze.

O czym?  Mirandzie ciarki przebieg&#322;y po plecach.

Noo  szeroki u&#347;miech znik&#322; z twarzy Tessy.

Podj&#281;&#322;am wa&#380;n&#261; decyzj&#281;.  Claire wzi&#281;&#322;a g&#322;&#281;boki wdech.

W sprawie?  ponagla&#322;a Miranda.

Tessa pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, jakby si&#281; domy&#347;la&#322;a, o co chodzi.

Claire odstawi&#322;a fili&#380;ank&#281;, zdoby&#322;a si&#281; na raczej blady u&#347;miech i wysun&#281;&#322;a lew&#261; r&#281;k&#281;. Na serdecznym palcu w blasku poranka dumnie po&#322;yskiwa&#322; brylant.

Zar&#281;czyny s&#261; oficjalne  o&#347;wiadczy&#322;a nieco dr&#380;&#261;cym g&#322;osem. Jej wygl&#261;d zdradza&#322; niepewno&#347;&#263;.  Nie obchodzi nas, co kto o tym my&#347;li. Harley i ja si&#281; pobieramy.



5.

Zbladoniebieskich oczu Kendall sp&#322;ywa&#322;y po policzkach najszczersze &#322;zy.

Nie mo&#380;esz  wyszepta&#322;a, wal&#261;c pi&#281;&#347;ciami w jego klatk&#281; piersiow&#261;. Omdlewa&#322;a ze smutku.  Nie mo&#380;esz si&#281; z ni&#261; o&#380;eni&#263;.

Sta&#322;a na tarasie letniego domu rodzic&#243;w. Silny wiatr od Pacyfiku przesuwa&#322; wydmy i posypywa&#322; piachem deski pod&#322;ogi. Poranne s&#322;o&#324;ce by&#322;o blade i Harley dygota&#322; z zimna. Przyszed&#322; si&#281; rozm&#243;wi&#263; z Kendall. Uwa&#380;a&#322;, &#380;e ona pierwsza powinna si&#281; o tym dowiedzie&#263;. Dopiero teraz zda&#322; sobie spraw&#281;, jaki kolosalny b&#322;&#261;d pope&#322;ni&#322;.

Zza przezroczystych zas&#322;on wida&#263; by&#322;o matk&#281; Kendall. Siedzia&#322;a w sk&#243;rzanym fotelu, pali&#322;a papierosa i popija&#322;a kaw&#281;, czytaj&#261;c porann&#261; gazet&#281;. Je&#347;li cho&#263; troch&#281; interesowa&#322;a si&#281; tym, co si&#281; dzia&#322;o pomi&#281;dzy jej c&#243;rk&#261; i ch&#322;opakiem, z kt&#243;rym ta chodzi&#322;a prawie przez rok, umiej&#281;tnie to ukrywa&#322;a.

Dzi&#281;ki Bogu.

Harley chcia&#322; pocieszy&#263; Kendall, powiedzie&#263; jej, &#380;e o nim zapomni, pom&#243;c znie&#347;&#263; b&#243;l. Ale jak mia&#322; to zrobi&#263;, skoro by&#322; tego b&#243;lu przyczyn&#261;? Jej oddech, wilgotny od &#322;ez, parzy&#322; go w szyj&#281;. Czu&#322; si&#281; jak szubrawiec. Weston triumfowa&#322;, &#322;ami&#261;c dziewcz&#281;ce serca, a Harley tego nienawidzi&#322;.

Pos&#322;uchaj, nie chcia&#322;em, &#380;eby&#347; to us&#322;ysza&#322;a od kogo&#347; innego.

A je&#347;li je&#347;li jestem w ci&#261;&#380;y?  wykrztusi&#322;a, a paniczny strach poskromi&#322; poczucie przyzwoito&#347;ci.

Nie jeste&#347;.

Nie nie wiem.  Poci&#261;ga&#322;a nosem. Usi&#322;owa&#322;a wzi&#261;&#263; si&#281; w gar&#347;&#263;, ale da&#322;a za wygran&#261; i przypad&#322;a do niego. Jego ramiona bezwiednie j&#261; obj&#281;&#322;y. Nieco si&#281; przesun&#261;&#322;, &#380;eby targany wiatrem ogrodowy parasol cho&#263; troch&#281; zas&#322;oni&#322; ich przed wzrokiem matki Kendall, na wypadek gdyby patrzy&#322;a w ich stron&#281;.

Zajmiemy si&#281; tym. Ju&#380; ci powiedzia&#322;em

A ja ci powiedzia&#322;am, &#380;e nigdy nie dopuszcz&#281; do aborcji  zaklina&#322;a si&#281; z tak&#261; determinacj&#261;, &#380;e si&#281; przerazi&#322;.  Ojciec mnie zabije.  Uwiesi&#322;a si&#281; na nim i owion&#261;&#322; go zapach jej sk&#243;ry i wo&#324; ekskluzywnych perfum, kt&#243;re ciocia z Pary&#380;a przysy&#322;a&#322;a jej na ka&#380;de Bo&#380;e Narodzenie.

Wszystko si&#281; jako&#347; u&#322;o&#380;y.

Jak?

Nie wiem  przyzna&#322;. Poczu&#322; si&#281; za m&#322;ody, &#380;eby stawi&#263; czo&#322;a temu wszystkiemu. W gruncie rzeczy nie wierzy&#322;, &#380;e Kendall jest w ci&#261;&#380;y. To by&#322;a ma&#322;o wyszukana wym&#243;wka, za bardzo naci&#261;gana. A jednak nigdy nic nie wiadomo  P&#243;jd&#281; z tob&#261; do lekarza  zaproponowa&#322;.

Naprawd&#281;?

Cholera! Ton jej g&#322;osu sugerowa&#322;, &#380;e si&#281; ucieszy&#322;a. A on chcia&#322; tylko, &#380;eby przyzna&#322;a si&#281;, &#380;e wymy&#347;li&#322;a t&#281; historyjk&#281;. Czy to mo&#380;e by&#263; prawda? Zostanie ojcem? Niech to wszyscy diabli!

Oczywi&#347;cie.

To spotykamy si&#281; u lekarza za trzy tygodnie.

Za trzy tygodnie?

Dopiero wtedy doktor Spanner wraca z Vancouver.  U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do niego ciep&#322;o.  Prosz&#281;, nie sk&#322;adaj po&#347;piesznie &#380;adnych deklaracji Claire, zanim tego nie sprawdzimy.  Wtuli&#322;a g&#322;ow&#281; w jego pier&#347;. W g&#322;&#281;bi serca wiedzia&#322;, &#380;e nie potrafi powiedzie&#263; nie. Nigdy nie potrafi&#322;. Chryste, dlaczego jest takim dzieciakiem?

Harley?  odezwa&#322;a si&#281; tak cicho, &#380;e ledwie j&#261; us&#322;ysza&#322; w&#347;r&#243;d szumu fal. S&#322;ona bryza pozostawia&#322;a wilgo&#263; na jego sk&#243;rze.

Tak?

Kocham ci&#281;  westchn&#281;&#322;a, dmuchaj&#261;c mu w koszul&#281;.  Bez wzgl&#281;du na to, co si&#281; stanie, zawsze b&#281;d&#281; ci&#281; kocha&#263;.

Przesta&#324;, prosz&#281; ci&#281;, Kendall

Zrobi&#322;abym wszystko, &#380;eby ci&#281; nie straci&#263;.

Nie m&#243;w tak. To szale&#324;stwo.

Mo&#380;liwe.  Spojrza&#322;a mu w twarz. Min&#281; mia&#322;a niewinn&#261;, z ust ju&#380; dawno star&#322;y si&#281; pozosta&#322;o&#347;ci szminki. Kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.  M&#243;wi&#281; powa&#380;nie. Niewa&#380;ne, ile to b&#281;dzie kosztowa&#263;. Zrobi&#281; wszystko, &#380;eby&#347; zn&#243;w mnie kocha&#322;.

M&#243;wi&#322;a powa&#380;nie.

Weston zapali&#322; papierosa i zostawi&#322; go w popielniczce przy zlewie w &#322;azience. Zwil&#380;y&#322; brod&#281; i rozsmarowa&#322; krem do golenia. Oczy go piek&#322;y, a w g&#322;owie pulsowa&#322;o po wczorajszej dawce alkoholu. W ustach pozosta&#322; obrzydliwy smak. Mi&#281;&#347;nie troch&#281; go bola&#322;y, ale wierzy&#322; staremu porzekad&#322;u, kt&#243;re g&#322;osi, &#380;e je&#347;li w nocy latasz z or&#322;ami, rano budzisz si&#281; w&#347;r&#243;d wr&#243;bli.

Wprawn&#261; r&#281;k&#261; ogoli&#322; jednodniowy zarost i zauwa&#380;y&#322; ciemne plamy na szyi  malinki jakich ma&#322;o  gdzie Tessa Holland przyciska&#322;a gor&#261;ce usteczka i ssa&#322;a jak &#380;adna z dziewcz&#261;t, z kt&#243;rymi do tej pory sypia&#322;. A niech to! Stwardnia&#322; mu ju&#380; na sam&#261; my&#347;l o niej!

Kto by pomy&#347;la&#322;, &#380;e by&#322;a dziewic&#261;? Od kilku lat obnosi&#322;a si&#281; ze swoimi wdzi&#281;kami po mie&#347;cie. By&#322;a taka gor&#261;ca i ch&#281;tna, kiedy zaprowadzi&#322; j&#261; do chaty, kt&#243;r&#261; przeznaczy&#322; specjalnie do tych cel&#243;w. Nie wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e si&#281; boi. Ca&#322;owa&#322;a go i pie&#347;ci&#322;a jak najprawdziwsza kobieta, a nie jak naiwna uczennica. Nie jak lolitka.

Zaci&#261;&#322; si&#281;, zakl&#261;&#322;, wytar&#322; ran&#281; i w&#322;o&#380;y&#322; marlboro do ust. Powinien by&#322; bardziej uwa&#380;a&#263;, przynajmniej u&#380;y&#263; pieprzonej gumki, ale oszo&#322;omi&#322;a go satysfakcja, &#380;e oto zalicza jedn&#261; z c&#243;rek Dutcha Hollanda.

Oczywi&#347;cie, nie wybra&#322;by Tessy na pierwszy ogie&#324;. Obiektem tej szczeg&#243;lnej obsesji by&#322;a Miranda, ale tej nocy nie by&#322; zbyt wybredny. Tessa wzdycha&#322;a, gdy j&#261; ca&#322;owa&#322;, j&#281;cza&#322;a, gdy pie&#347;ci&#322; jej piersi, krzycza&#322;a, gdy podra&#380;nia&#322; te fantastyczne kule z&#281;bami i liza&#322;. Reagowa&#322;a tak, jakby robi&#322;a to regularnie, wi&#281;c dozna&#322; szoku, kiedy rozchyli&#322; jej zapraszaj&#261;ce uda i odczu&#322; op&#243;r w wilgotnej szparce.

Bynajmniej to go nie powstrzyma&#322;o. Pragn&#281;&#322;a tego, b&#322;aga&#322;a o to, tak jak on by&#322;a gotowa  a przynajmniej tak mu si&#281; wydawa&#322;o  natychmiast to zrobi&#263;. Najpierw krzycza&#322;a, odruchowo cofa&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku, na kt&#243;rym zaliczy&#322; tak wiele dziewcz&#261;t, ale potem dopu&#347;ci&#322;a do g&#322;osu gor&#261;c&#261; tygrysic&#281;, kt&#243;ra w niej drzema&#322;a.

Wypuszczaj&#261;c z ust smug&#281; dymu, zgasi&#322; papierosa i op&#322;uka&#322; twarz z myd&#322;a. Czasami zastanawia&#322; si&#281;, dlaczego jego cholerny pop&#281;d seksualny zawsze jest na pi&#261;tym biegu. Nie umia&#322; spojrze&#263; na kobiet&#281; ot tak po prostu, bez &#322;&#243;&#380;kowych zamiar&#243;w.

Ale te my&#347;li nie by&#322;y niczym nienormalnym, zawsze dzia&#322;a&#322; pod wp&#322;ywem impulsu  nawet je&#347;li pod&#347;wiadomie wiedzia&#322;, &#380;e dokonuje niezbyt rozs&#261;dnego wyboru. Pewnie robi&#322; to na przek&#243;r matce, kt&#243;ra nieustannie go strofowa&#322;a. Jakby sama by&#322;a &#347;wi&#281;ta.

Zacisn&#261;&#322; szcz&#281;ki, gdy sobie przypomnia&#322; czasy dzieci&#324;stwa, kiedy jako dziesi&#281;cioletni czy dwunastoletni ch&#322;opiec wspina&#322; si&#281; na ulubiony d&#261;b i polowa&#322; na wiewi&#243;rki. W pogotowiu trzyma&#322; proc&#281;, zazdroszcz&#261;c kolegom, kt&#243;rzy mieli &#347;rutowki.

Siedzia&#322; na upatrzonej ga&#322;&#281;zi i wpatrywa&#322; si&#281; w drzewo g&#322;ogu, w kt&#243;rym rodzina wiewi&#243;rek mia&#322;a swoj&#261; dziupl&#281;. Z drugiego pi&#281;tra pensjonatu dobiega&#322;a muzyka. Mick Jagger, ostatnimi czasy ulubiony wokalista mamy  nawet mia&#322;a jego autograf  zn&#243;w &#347;piewa&#322; o br&#261;zowym cukrze. Weston dostawa&#322; drgawek, kiedy s&#322;ysza&#322; t&#281; piosenk&#281;. A matka puszcza&#322;a j&#261; od kilku lat. Wprawdzie by&#322;a raczej konserwatywna, ale s&#322;uchaj&#261;c tego kawa&#322;ka, zamyka&#322;a oczy i rozp&#322;ywa&#322;a si&#281; w uwielbieniu, potrz&#261;sa&#322;a g&#322;ow&#261; i ko&#322;ysa&#322;a biodrami w rytm muzyki. Nie rozumia&#322; tego. Nie znosi&#322; jazgotu, kt&#243;ry tylko p&#322;oszy&#322; wiewi&#243;rki.

Ju&#380; mia&#322; zsun&#261;&#263; si&#281; po drzewie na ziemi&#281;, kiedy us&#322;ysza&#322; &#347;miech matki  dziwny chichot dobiegaj&#261;cy z otwartego okna. Inny, ni&#380;szy, m&#281;ski g&#322;os be&#322;kotliwie co&#347; powiedzia&#322;, a Mikki Taggert parskn&#281;&#322;a &#347;miechem jak nastolatka. Weston odni&#243;s&#322; wra&#380;enie, &#380;e co&#347; jest nie tak. Wiedzia&#322;, &#380;e nie powinien tego robi&#263;, ale przesun&#261;&#322; si&#281; dalej po ga&#322;&#281;zi, kt&#243;ra dotyka&#322;a pensjonatu.

Nie mog&#281; uwierzy&#263;, &#380;e tu jeste&#347;  rozkosznie szepn&#281;&#322;a Mikki, kiedy przebrzmia&#322;a piosenka.

Nie mog&#322;em bez ciebie wytrzyma&#263;.

Ciesz&#281; si&#281;.  M&#243;wi&#322;a g&#322;osem o oktaw&#281; ni&#380;szym ni&#380; zwykle. Westonowi r&#281;ce si&#281; poci&#322;y, kiedy patrzy&#322; w d&#243;&#322;, na ziemi&#281; pod otwartym oknem, kt&#243;ra wydawa&#322;a si&#281; taka odleg&#322;a.

Chyba na mnie czeka&#322;a&#347;?

Sk&#261;d&#380;e? W&#322;a&#347;nie mia&#322;am zamiar i&#347;&#263; si&#281; opala&#263;. St&#322;umiony, m&#281;ski &#347;miech.

We wrze&#347;niu?

Dlaczego nie?

My&#347;l&#281;, &#380;e mo&#380;emy wymy&#347;li&#263; co&#347; lepszego.

Jeste&#347; straszny  upiera&#322;a si&#281; Mikki, cho&#263; nie wygl&#261;da&#322;a na przestraszon&#261;. M&#243;wi&#322;a takim zdyszanym niskim g&#322;osem, &#380;e Westonowi ciarki przebieg&#322;y po plecach.  Jakby kto&#347; przesuwa&#322; paznokciami po szkolnej tablicy. Co&#347; mu podpowiada&#322;o, &#380;eby ju&#380; zle&#378;&#263; z drzewa i ucieka&#263; co si&#322; w nogach, ale jaki&#347; magnes go tam trzyma&#322;, a nieodparta, raczej nieczysta si&#322;a coraz bardziej przyci&#261;ga&#322;a do otwartego okna.

Straszny?  powt&#243;rzy&#322; m&#281;&#380;czyzna. Westonowi ten g&#322;os kojarzy&#322; si&#281; z kostkami lodu dzwoni&#261;cymi w szklance.  Eee, chyba nie.

Co by na to Neal powiedzia&#322;?

No w&#322;a&#347;nie! Co by tata na to powiedzia&#322;? Wybuch &#347;miechu. G&#322;&#281;boki, mroczny, przera&#380;aj&#261;cy.

To interesuj&#261;ce pytanie, ale lepiej teraz o nim nie m&#243;wmy.

Dlaczego?  pytanie Mikki Taggert zawis&#322;o we wczesnojesiennym powietrzu.  My&#347;la&#322;am, &#380;e to wszystko dotyczy w&#322;a&#347;nie jego, &#380;e to on, jakby tu powiedzie&#263;, jest nabity w butelk&#281;.

Weston by&#322; blisko okna i r&#261;bka zas&#322;ony. Zapu&#347;ci&#322; &#380;urawia do &#347;rodka i przymru&#380;y&#322; oczy. Gdy jego wzrok przyzwyczai&#322; si&#281; do mroku pokoju, &#380;o&#322;&#261;dek mu fikn&#261;&#322; koz&#322;a. Matka sta&#322;a na paluszkach i obejmowa&#322;a za szyj&#281; wysokiego m&#281;&#380;czyzn&#281;. Jego r&#281;ce przesuwa&#322;y si&#281; po jej plecach i rozwi&#261;zywa&#322;y g&#243;rn&#261; cz&#281;&#347;&#263; bikini. Na sk&#243;rze, kt&#243;ra raczej nie potrzebowa&#322;a wi&#281;cej s&#322;o&#324;ca, l&#347;ni&#322; olejek do opalania.

M&#281;&#380;czyzna j&#261; poca&#322;owa&#322; i szybko zdj&#261;&#322; z niej czerwony biustonosz. Westona a&#380; &#347;cisn&#281;&#322;o w gardle, kiedy zobaczy&#322; nagie, nie tkni&#281;te s&#322;o&#324;cem piersi z olbrzymimi, ciemnymi dyskami w &#347;rodku i &#347;ladami po stroju k&#261;pielowym na obrze&#380;ach. Z ca&#322;ych si&#322; zacisn&#261;&#322; powieki i o ma&#322;o nie spad&#322; z ga&#322;&#281;zi. W g&#322;owie mu dudni&#322;o. Co matka robi z tym facetem, z tym obcym siwiej&#261;cym szatynem o grubym karku?

Tylko nie to! W &#380;adnym wypadku nie wolno mu by&#322;o zwymiotowa&#263;! Po nosie sp&#322;yn&#281;&#322;a mu kropelka potu. Po&#380;a&#322;owa&#322;, &#380;e w og&#243;le wchodzi&#322; na to drzewo, &#380;e przesun&#261;&#322; si&#281; pod to przekl&#281;te okno. Jednak wci&#261;&#380; si&#281; gapi&#322;. Nie m&#243;g&#322; oderwa&#263; wzroku od matki  kobiety, kt&#243;r&#261; dot&#261;d uwa&#380;a&#322; za wyroczni&#281;  przechylaj&#261;cej g&#322;ow&#281; do ty&#322;u i pozwalaj&#261;cej, &#380;eby ten typ j&#261; ca&#322;owa&#322; i wciska&#322; palce w poduszki jej piersi. Matka okropnie j&#281;cza&#322;a ochryp&#322;ym g&#322;osem i wypi&#281;&#322;a si&#281; ku m&#281;&#380;czy&#378;nie, ocieraj&#261;c si&#281; o jego krocze.

Westonowi zapar&#322;o dech w piersiach, kiedy go&#347;&#263; zdj&#261;&#322; koszul&#281;. Szwy tylnej kieszeni spodni wrzyna&#322;y mu si&#281; w po&#347;ladek. Pomy&#347;la&#322;, &#380;e zaraz wyceluje proc&#281; w typa i strzeli mu kamieniem w g&#322;ow&#281;. Dlaczego nie? &#321;ajdak zas&#322;ugiwa&#322; na to. Ju&#380; si&#281;ga&#322; po bro&#324;, kiedy us&#322;ysza&#322; j&#281;k matki.

Ooo Dooobrzeee, kochanie

Serce Westona zamar&#322;o. Ile&#380; to wyk&#322;ad&#243;w matka wyg&#322;osi&#322;a do niego i m&#322;odszego brata na temat tego, &#380;e nale&#380;y by&#263; dobrym, lojalnym, uczciwym i nigdy nie oszukiwa&#263;. Setki razy z czu&#322;o&#347;ci&#261; przyg&#322;adza&#322;a jego stercz&#261;cy kosmyk w&#322;os&#243;w, poprawia&#322;a mu krawat i odwozi&#322;a Harleya, malutk&#261; Paige i jego do ko&#347;cio&#322;a, gdzie pastor Jones z wysoko&#347;ci o&#322;tarza bezustannie tr&#261;bi&#322; o gniewie i mocy Boga.

Mama ci&#261;gle mu m&#243;wi&#322;a, &#380;eby by&#322; szczery wobec siebie, swojej rodziny i Jezusa. Bezustannie powtarza&#322;a, &#380;e dziesi&#281;ciu przykaza&#324; i z&#322;otej zasady post&#281;powania nigdy nie wolno &#322;ama&#263;. I prosz&#281;! Sama rozbiera&#322;a jakiego&#347; faceta i ociera&#322;a si&#281; o niego brzuchem!

By&#322;o zbyt ciemno, &#380;eby rozpozna&#263; twarz tego typa, ale patrz&#261;c na jego piegowate ow&#322;osione plecy Weston mia&#322; nieodparte wra&#380;enie, &#380;e sk&#261;d&#347; go zna. W pokoju przed &#322;&#243;&#380;kiem sta&#322;o du&#380;e lustro, ale facet nie podnosi&#322; g&#322;owy. Wida&#263; by&#322;o tylko w&#322;osy. Sta&#322; z rozkraczonymi nogami ty&#322;em do okna. Weston nagle us&#322;ysza&#322; charakterystyczny, metaliczny odg&#322;os suwaka od spodni.

Pragniesz mnie, malutka?

Ten g&#322;os! Weston ju&#380; gdzie&#347; go s&#322;ysza&#322;.

Tak.

Jak bardzo, malutka? Powiedz tatusiowi jak bardzo.

Nie m&#243;g&#322; znie&#347;&#263; tego ani chwili d&#322;u&#380;ej. Wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni proc&#281; i ostry kamyk i namierzy&#322; cel. Celowa&#322; w otwarte okno, dok&#322;adnie w te bia&#322;e piegowate plecy. Poci&#261;gn&#261;&#322; za gumk&#281; i ze &#347;wistem wypu&#347;ci&#322; pocisk.

Trrrach! St&#322;uk&#322;o si&#281; lustro nad komod&#261;, a zaskoczony m&#281;&#380;czyzna wrzasn&#261;&#322; i obejrza&#322; si&#281; przez rami&#281;. O, kurcz&#281;! Teraz mi si&#281; dostanie!  pomy&#347;la&#322; Weston. Ze&#347;lizguj&#261;c si&#281; po ga&#322;&#281;zi i twardo l&#261;duj&#261;c na stopach, rozpozna&#322; czerwon&#261; twarz Dutcha Hollanda.

To tw&#243;j dzieciak?  spyta&#322; Dutch. Weston wskoczy&#322; w zaro&#347;la i wystraszy&#322; kr&#243;lika, kt&#243;ry da&#322; nurka w sam &#347;rodek paproci. Podni&#243;s&#322; si&#281; z trudem. Nie ogl&#261;daj&#261;c si&#281; za siebie, ucieka&#322;, przedzieraj&#261;c si&#281; przez las. Bieg&#322; co si&#322; w nogach brzegiem zatoczki, ga&#322;&#281;zie smaga&#322;y go po twarzy, a stopy zaczepia&#322;y o pn&#261;cza. Zadyszany, wystraszony i w&#347;ciek&#322;y bieg&#322;, a &#322;zy sp&#322;ywa&#322;y mu po policzkach. Brak&#322;o mu tchu, stopy &#347;lizga&#322;y si&#281; po ub&#322;oconych kamieniach przybrze&#380;nych, serce wali&#322;o jak m&#322;otem. W g&#322;owie wirowa&#322;y koszmarne my&#347;li o matce  dobrej, pobo&#380;nej, chodz&#261;cej do ko&#347;cio&#322;a matce.

Przez ca&#322;&#261; noc nie wraca&#322; do domu. Schowa&#322; si&#281; w lesie, pod wyst&#281;pem skalnym, gdzie, jak sobie wyobra&#380;a&#322;, mieszka&#322;y nied&#378;wiedzie i kojoty. Chocia&#380; by&#322; zm&#281;czony, g&#322;odny i chory, nast&#281;pny dzie&#324; sp&#281;dzi&#322; na rozmy&#347;laniach o tym, jak&#261; dziwk&#261; jest jego matka. Nie chcia&#322; ju&#380; &#380;y&#263; i mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e ona szaleje ze zmartwienia o syna. Gdy zn&#243;w zapad&#322;a noc, zasn&#261;&#322; w lesie. Tym razem bli&#380;ej domu, tak &#380;e zza ga&#322;&#281;zi widzia&#322; ciep&#322;e &#347;wiat&#322;a okien zapraszaj&#261;ce do powrotu.

Trzeciego dnia &#380;o&#322;&#261;dek mu si&#281; skurczy&#322; z g&#322;odu. Podkrad&#322; si&#281; do kuchni i capn&#261;&#322; ze spi&#380;arki kilka butelek coli i paczk&#281; ciastek. Z&#322;apa&#322;a go. Ubrana w be&#380;owy sportowy spodnium, z torebk&#261; przewieszon&#261; przez rami&#281; wygl&#261;da&#322;a tak, jakby wybiera&#322;a si&#281; do sklepu. Zaczai&#322;a si&#281; na niego w korytarzu.

S&#261;dz&#281;, &#380;e powinni&#347;my porozmawia&#263;, Wes  powiedzia&#322;a. Niebieskie oczy po&#322;yskiwa&#322;y ch&#322;odem, nie by&#322;o w nich emocji.  Tata si&#281; gniewa, &#380;e uciek&#322;e&#347;.

Nie odezwa&#322; si&#281; ani s&#322;owem, tylko sta&#322; w oszklonych drzwiach, got&#243;w zwia&#263; do lasu.

Cmokn&#281;&#322;a i pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Sp&#243;jrz na siebie. Jeste&#347; ca&#322;y brudny. Je&#347;li natychmiast p&#243;jdziesz na g&#243;r&#281; i umyjesz si&#281;, to mo&#380;e uda mi si&#281; jako&#347; przekona&#263; ojca, &#380;eby ci nie wygarbowa&#322; sk&#243;ry.

Weston przymru&#380;y&#322; oczy. To nie tak. Wszystko, co powiedzia&#322;a, by&#322;o k&#322;amstwem.

Powiedzia&#322;am mu, &#380;e st&#322;uk&#322;e&#347; lustro w pensjonacie, &#380;e uciek&#322;e&#347; ode mnie i &#380;e lepiej b&#281;dzie poczeka&#263; w domu na tw&#243;j powr&#243;t, ni&#380; kaza&#263; policji ci&#281; &#347;ciga&#263;, ale tw&#243;j ojciec C&#243;&#380;, sam wiesz, jaki jest. Jak ju&#380; powiedzia&#322;am, synu, bardzo si&#281; na ciebie gniewa. Bardzo.

Na ciebie te&#380;? Czy na ciebie te&#380; si&#281; gniewa?

Dlaczego mia&#322;by gniewa&#263; si&#281; na mnie?  spyta&#322;a, jakby naprawd&#281; nie rozumia&#322;a.

Pu&#347;ci&#322;a si&#281; z wrogiem ojca, a teraz jeszcze zgrywa niewini&#261;tko.

Z powodu tego faceta.

Jakiego faceta?

Pana Hollanda. By&#322;a&#347; z nim w &#322;&#243;&#380;ku. Pieprzy&#322;a&#347; si&#281; z nim!

Co?  Podesz&#322;a do niego i wymierzy&#322;a mu tak silny policzek, &#380;e uderzy&#322; g&#322;ow&#261; w &#347;cian&#281;.

Ale to prawda, &#380;e

Klap! Zn&#243;w jej d&#322;o&#324; zderzy&#322;a si&#281; z policzkiem.

Nie wa&#380; si&#281; rozpowiada&#263; k&#322;amstw o mnie! Westonie, jestem twoj&#261; matk&#261; i zas&#322;uguj&#281; na odrobin&#281; szacunku. P&#243;ki co, porozmawiam z ojcem i poprosz&#281; go, &#380;eby ci&#281; zbyt mocno surowo nie kara&#322; za to, &#380;e st&#322;uk&#322;e&#347; lustro i uciek&#322;e&#347;. Ale je&#347;li zaczniesz opowiada&#263; te brednie o mnie, niewiele b&#281;d&#281; mog&#322;a dla ciebie zrobi&#263;.

To nie s&#261; brednie.

Oczywi&#347;cie, &#380;e s&#261;  o&#347;wiadczy&#322;a, pochylaj&#261;c si&#281; nad nim tak nisko, &#380;e koniuszek jej nosa prawie styka&#322; si&#281; z jego nosem.

K&#322;amiesz od urodzenia, Westonie. Zawsze zmy&#347;lasz historie, ale do tej pory nie by&#322;y one a&#380; takie szkodliwe. Ale to to k&#322;amstwo jest obrzydliwe. Je&#347;li pi&#347;niesz cho&#263; s&#322;&#243;wko, cho&#263; jedno s&#322;&#243;wko, powiem wszystko ojcu, a on zamieni twoje &#380;ycie w piek&#322;o. Wiesz, &#380;e to potrafi. Ju&#380; nieraz da&#322; ci nauczk&#281;. Westonie, to jak b&#281;dzie? Chcesz dosta&#263; bur&#281; za st&#322;uczenie lustra i ucieczk&#281;, czy b&#281;dziesz dalej rozpowszechnia&#263; oszczerstwa na m&#243;j temat i zmusza&#263; mnie, &#380;ebym kaza&#322;a ojcu zamkn&#261;&#263; ci&#281; w piwnicy? Pami&#281;tasz t&#281; piwnic&#281;? Ostatnim razem widzia&#322;e&#347; w niej szczura, prawda? I paj&#261;ki.

Nie boj&#281; si&#281; paj&#261;k&#243;w. Unios&#322;a ciemne brwi.

Nie? To dobrze. Mam nadziej&#281;, &#380;e oka&#380;esz si&#281; m&#261;drym ch&#322;opcem, za jakiego ci&#281; zawsze uwa&#380;a&#322;am. Dobrym, inteligentnym, kochaj&#261;cym synem.  Wyprostowa&#322;a si&#281; i skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na piersiach. Przypomnia&#322; sobie jej sutki na bia&#322;ej sk&#243;rze, a na nich grube palce Dutcha Hollanda.

Nie mia&#322; wyboru. Butelki coli wy&#347;lizgn&#281;&#322;y mu si&#281; z palc&#243;w i potoczy&#322;y po drewnianej pod&#322;odze.

W porz&#261;dku  wyszepta&#322;, pocieraj&#261;c policzek.

Co w porz&#261;dku?

W porz&#261;dku, nie powiem nic o Dutchu Hollandzie.

Chcia&#322;e&#347; powiedzie&#263;, &#380;e nie b&#281;dziesz rozpowiada&#322; k&#322;amstw na m&#243;j temat?

Spojrza&#322; jej w twarz i zobaczy&#322; w jej oczach ch&#322;odn&#261; determinacj&#281;.

Powiem, co zechcesz.

Chc&#281; tylko prawdy, Westonie  powiedzia&#322;a.  A teraz biegnij na g&#243;r&#281; i umyj si&#281;. Wyrzu&#263; te okropne ubrania i proc&#281; do kosza. Oczywi&#347;cie, kara ci&#281; nie minie, ale to b&#281;dzie tylko troch&#281; strofowania, mo&#380;e przez jaki&#347; tydzie&#324;. A ja powiem ojcu, &#380;e jest ci bardzo przykro. Co ty na to?  Jej u&#347;miech by&#322; tak roziskrzony i fa&#322;szywy jak sztuczne z&#322;oto.

Nie zapomn&#281; tego  o&#347;wiadczy&#322; ponuro.

Czego?

Nigdy ci tego nie zapomn&#281;  powt&#243;rzy&#322; i pobieg&#322; w g&#243;r&#281; po schodach.

Od tego czasu jego stosunek do matki zmieni&#322; si&#281; na zawsze, a ka&#380;da osoba nosz&#261;ca nazwisko Holland mia&#322;a u niego z&#322;e notowania.

Wi&#281;c nie czu&#322; zbyt wielkich wyrzut&#243;w sumienia z powodu odebrania Tessie cnoty. Praktycznie poda&#322;a mu j&#261; na srebrnej tacy. Wet za wet  tak to rozumia&#322;. Z&#261;b za z&#261;b. Dutch Holland spa&#322; z jego matk&#261;, a teraz on odp&#322;aci&#322; mu pi&#281;knym za nadobne i przespa&#322; si&#281; z jego trzeci&#261; c&#243;rk&#261;.

Uczy&#322; si&#281; od matki. Przez pierwszych dziesi&#281;&#263; lat swego &#380;ycia by&#322; przekonany, &#380;e to ojciec jest tyranem w tym ma&#322;&#380;e&#324;stwie. Mikki Taggert jednak posiada&#322;a talenty, kt&#243;rych nie docenia&#322; nawet jej m&#261;&#380;.

Wytar&#322; twarz r&#281;cznikiem, oderwa&#322; od sk&#243;ry kawa&#322;ek papieru toaletowego, kt&#243;ry wcze&#347;niej przy&#322;o&#380;y&#322; do rany i postanowi&#322;, &#380;e b&#281;dzie upaja&#322; si&#281; Tess&#261; Holland tak d&#322;ugo, jak to b&#281;dzie mo&#380;liwe. A potem mo&#380;e b&#281;dzie mia&#322; szcz&#281;&#347;cie i dostanie w swoje r&#281;ce Mirand&#281;. Wk&#322;adaj&#261;c spodnie, my&#347;la&#322; o najstarszej z si&#243;str Holland. Pos&#261;gowa brunetka o inteligentnym spojrzeniu i uszczypliwym j&#281;zyku. Wyzwanie w sam raz dla niego. O, jak&#380;e chcia&#322;by j&#261; uwie&#347;&#263;.

Przypadek Tessy trudno by&#322;o nazwa&#263; uwiedzeniem. Wygl&#261;da&#322;o to prawie tak, jakby to ona zdecydowa&#322;a, &#380;e chce z nim p&#243;j&#347;&#263; do &#322;&#243;&#380;ka. Mirand&#281; by&#322;oby o wiele trudniej do tego nak&#322;oni&#263;. U&#347;miecha&#322; si&#281;, zapinaj&#261;c pasek. Niewykluczone, &#380;e to w&#322;a&#347;nie Tessa Holland go przechytrzy&#322;a, a nie odwrotnie. Ale nie wierzy&#322; w to za bardzo.

Si&#281;gn&#261;&#322; po kurtk&#281; i wyszed&#322; z &#322;azienki. Ku swemu zdziwieniu ujrza&#322; Kendall Forsythe, kt&#243;ra jak na wp&#243;&#322; wypatroszona szmaciana lalka siedzia&#322;a na jego &#322;&#243;&#380;ku.

Co tu robisz?  zerkn&#261;&#322; w stron&#281; drzwi. Mia&#322; tylko nadziej&#281;, &#380;e nikt jej nie zauwa&#380;y&#322;.

Paige mnie wpu&#347;ci&#322;a.

Wie, &#380;e jeste&#347; w moim pokoju?

Nie mia&#322;am wyboru  Dr&#380;&#261;c&#261; d&#322;oni&#261; omiot&#322;a twarz, spojrza&#322;a na niego i szybko odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.  Wiem, &#380;e to nienormalne. O Bo&#380;e. Sama nie mog&#281; uwierzy&#263;, &#380;e to robi&#281;.

Co robisz?  By&#322; zdezorientowany, ale ju&#380; mu zacz&#281;&#322;o &#347;wita&#263;, co si&#281; pocz&#281;&#322;o w tej pi&#281;knej g&#322;owie.

Z zaci&#347;ni&#281;tymi pi&#281;&#347;ciami podesz&#322;a do otwartego okna.

My&#347;l&#281;, &#380;e skorzystam z twojej oferty  powiedzia&#322;a tak cicho, &#380;e ledwie us&#322;ysza&#322; jej s&#322;owa.

Z mojej oferty?  B&#322;ysk przypomnienia.  Aa!

Zgadza si&#281;.  Obr&#243;ci&#322;a ku niemu niewiarygodnie blad&#261; twarz. By&#322;a napi&#281;ta jak struna.  Musz&#281; zaj&#347;&#263; w ci&#261;&#380;&#281;, i to szybko.

Wykrzywi&#322; usta w bezwiednym u&#347;miechu. Przez g&#322;ow&#281; przemkn&#281;&#322;y mu my&#347;li o Tessie i Mirandzie.

Znasz mnie, Kendall  powiedzia&#322;, powoli przechodz&#261;c przez pok&#243;j i oceniaj&#261;c taksuj&#261;cym spojrzeniem niby drapie&#380;ny ptak.  Zawsze ch&#281;tnie pomagam bli&#378;nim w potrzebie.

Wi&#281;c nareszcie jest to oficjalna wiadomo&#347;&#263;. Po&#322;&#261;cz&#261; si&#281; dwie najbogatsze rodziny w ca&#322;ym tym przekl&#281;tym stanie.  Jack Songbird podni&#243;s&#322; strzelb&#281;, przymru&#380;y&#322; oko i poci&#261;gn&#261;&#322; za spust. Blaszana puszka podskoczy&#322;a na kopie siana, na drugim ko&#324;cu pola poros&#322;ego mietlic&#261;. Niebo by&#322;o pochmurne, ciemne, obiecywa&#322;o deszcz.  Harley Taggert &#380;eni si&#281; z Claire Holland.

Informacja utkwi&#322;a jak o&#322;owiana kula w brzuchu Kanea. Nie m&#243;g&#322; pogodzi&#263; si&#281; z my&#347;l&#261;, &#380;e Claire sp&#281;dzi ca&#322;e &#380;ycie u boku takiej szmaty bez charakteru jak Taggert. Do licha, co ten facet ma w sobie pr&#243;cz pieni&#281;dzy, pieni&#281;dzy i jeszcze raz pieni&#281;dzy?

Pod warunkiem &#380;e rodziny m&#322;odych na to si&#281; zgodz&#261;.  Wie&#347;&#263;, niby ogie&#324; na prerii, rozchodzi&#322;a si&#281; po drogeriach, sklepach spo&#380;ywczych, domach modlitewnych, tawernach, kawiarniach, restauracjach i sklepach z alkoholem, od miasteczka do miasteczka.

Co im mog&#261; zrobi&#263;?

Claire jest za m&#322;oda. Potrzebuje pisemnej zgody ojca. Mi&#281;&#347;nie Kanea napi&#281;&#322;y si&#281; niby ci&#281;ciwa. Co go to obchodzi? Claire Holland mo&#380;e wyj&#347;&#263; za kogo tylko zechce. Jest rozpieszczon&#261; dziewczyn&#261; z wy&#380;szych sfer, a to, co do niej czu&#322;, by&#322;o idiotyczne. Szczeniackie zauroczenie, kt&#243;re od lat piel&#281;gnowa&#322;. Mimo to nie m&#243;g&#322; po prostu udawa&#263;, &#380;e go to nie obchodzi, bo czu&#322;, co czu&#322;. Ju&#380; prawie dwa tygodnie min&#281;&#322;y od czasu, gdy si&#281; z ni&#261; widzia&#322;. Wkr&#243;tce mia&#322; si&#281; stawi&#263; w jednostce. Czas ucieka&#322;.

Kane przechyli&#322; butelk&#281;, opr&#243;&#380;ni&#322; j&#261; i upu&#347;ci&#322; na ziemi&#281;. Wyci&#261;gn&#261;&#322; swoj&#261; dwudziestk&#281; dw&#243;jk&#281; i uwa&#380;nie wycelowa&#322;. Poci&#261;gn&#261;&#322; za spust i spud&#322;owa&#322;. Jack wyda&#322; okrzyk triumfu jak w czarno-bia&#322;ym starym filmie o Indianach.

Biedny bia&#322;y cz&#322;owiek  naigrawa&#322; si&#281;.

No tak. C&#243;&#380;, zobaczymy, jak sobie dasz rad&#281; z &#322;ukiem i strza&#322;&#261;.

Mam oko lepsze ni&#380; ty.  Zerkn&#261;&#322; na zegarek i zakl&#261;&#322;.  Sukinsyn. Pieprzony sukinsyn.  U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; od ucha do ucha.  Zn&#243;w si&#281; sp&#243;&#378;ni&#281; do pracy.

Czerwonosk&#243;ry le&#324;.

Co by&#347; powiedzia&#322; na prac&#281; u Westona Taggerta?  Jack skrzywi&#322; si&#281;. Jego twarz wyra&#380;a&#322;a nienawi&#347;&#263;.

Nie interesuje mnie.

Mnie te&#380;. Nawet pok&#322;&#243;ci&#322;em si&#281; o to z mam&#261; dzi&#347; rano. Powiedzia&#322;em jej, &#380;e mam zamiar z niej zrezygnowa&#263;, a ona na to, &#380;e nigdzie w pobli&#380;u nie znajd&#281; &#380;adnej innej pracy. Przeze mnie sama sp&#243;&#378;ni&#322;a si&#281; do roboty. Ale by&#322;a wkurzona!  Odgarn&#261;&#322; z czo&#322;a kosmyk czarnych jak smo&#322;a w&#322;os&#243;w. Wykrzywi&#322; &#322;obuzersko ostre rysy twarzy.  Wiesz, co trzeba zrobi&#263; Westonowi Taggertowi?

Moim zdaniem, wiele rzeczy.

Kto&#347; powinien si&#281; zakra&#347;&#263; do jego pokoju w &#347;rodku nocy, da&#263; mu nauczk&#281; i troch&#281; go oskalpowa&#263; przynajmniej w&#322;osy. Tak dla hecy.  Szybko wycelowa&#322; i trafi&#322; trzy razy z rz&#281;du. Potoczy&#322;y si&#281; trzy puszki, a butelka si&#281; roztrzaska&#322;a.

Dobra robota  zauwa&#380;y&#322; Kane, patrz&#261;c na dzie&#322;o Jacka.

Tylko szkoda, &#380;e nie celowa&#322;em w obrzydliw&#261; g&#322;ow&#281; Taggerta. Jak ja ci&#281; rozumiem!  pomy&#347;la&#322; Kane, przygotowuj&#261;c si&#281; do strza&#322;u w ostatni&#261; butelk&#281;. Jednak nie poci&#261;gn&#261;&#322; za spust.

W tych okolicach musisz uwa&#380;a&#263; na s&#322;owa.

No tak. Moja siostra mog&#322;aby mu wszystko wypapla&#263;.  Jack zauwa&#380;y&#322; kr&#261;&#380;&#261;cego w powietrzu soko&#322;a i wycelowa&#322; strzelb&#281; w g&#243;r&#281;, jakby zamierza&#322; zestrzeli&#263; ptaka.  Wykorzystuje j&#261;.

Wszystkie wykorzystuje.

Mo&#380;e powinienem wypieprzy&#263; jego siostrzyczk&#281;, &#380;eby zobaczy&#322;, jak to smakuje.

To jeszcze dzieciak. W dodatku zabawny. Jest pokr&#281;cona.  Zdaniem Kanea Paige Taggert by&#322;a skazana na gr&#281; niepe&#322;n&#261; tali&#261; kart, ale przecie&#380; on, biedny, bia&#322;y &#347;mie&#263;, nic nie wie. Biedny bia&#322;y &#347;mie&#263;, kt&#243;ry prosi o r&#281;k&#281; miejscow&#261; ksi&#281;&#380;niczk&#281;. Gdyby mia&#322; cho&#263; troch&#281; oleju w g&#322;owie, to by si&#281; upar&#322;, &#380;eby przyj&#281;li go do woja ju&#380; w tym tygodniu, zamiast czeka&#263; na co? Przymru&#380;y&#322; oczy i spojrza&#322; w niebo, kt&#243;re zaczyna&#322;o ciemnie&#263;. Przez plecy przebieg&#322; mu dreszcz zwiastuj&#261;cy jak&#261;&#347; nag&#322;&#261; katastrof&#281;. To przeczucie dr&#281;czy&#322;o go ju&#380; od dobrych kilku dni. Jack ci&#261;gn&#261;&#322; sw&#243;j wyw&#243;d.

No, tak. C&#243;&#380;, Crystal te&#380; jest jeszcze dzieckiem, ale le&#380;y na plecach i rozk&#322;ada nogi dla tego sukinsyna. Przymyka oko na to, &#380;e maj&#261; w nosie.

Zm&#261;drzeje.

Albo wpadnie  wycedzi&#322; Jack.

Kane tymczasem przymierzy&#322; si&#281; do ostatniej butelki. Dra&#380;ni&#322;o go to, &#380;e jeszcze stoi.

Lepiej daj sobie z tym spok&#243;j  poradzi&#322; Jack. Szybko wyci&#261;gn&#261;&#322; bro&#324;, strzeli&#322; i szk&#322;o roztrzaska&#322;o si&#281; w drobny mak.  Cholera, nie jeste&#347; w tym dobry.  Przewiesi&#322; strzelb&#281; przez rami&#281; i pobieg&#322; przez pola.  Trzymaj si&#281;. Jak b&#281;d&#281; mia&#322; szcz&#281;&#347;cie, to mnie wylej&#261; z roboty.

Nie wyjdziesz za m&#261;&#380;, a ju&#380; na pewno nie za Taggerta. To moje ostatnie s&#322;owo  o&#347;wiadczy&#322; Dutch przy kolacji, prawie nie ruszaj&#261;c ustami. By&#322; tak w&#347;ciek&#322;y, &#380;e na szyi wida&#263; by&#322;o pulsuj&#261;c&#261; &#380;y&#322;&#281;.  Do licha, zaledwie dwie noce nie by&#322;o mnie w mie&#347;cie i prosz&#281;, co si&#281; dzieje! Ciebie  ch&#322;odnym spojrzeniem zmierzy&#322; najm&#322;odsz&#261; c&#243;rk&#281;  widziano, jak pijesz alkohol. Szesnastoletnia siksa pije! W moim w&#322;asnym pensjonacie! A potem jeszcze pokazuje si&#281; z Westonem Taggertem! A ty  wrogie oko zn&#243;w spocz&#281;&#322;o na Claire  robisz z siebie idiotk&#281; i planujesz &#347;lub z tym mi&#281;czakiem Taggert&#243;w.  Sos z jego pieczeni wo&#322;owej wyla&#322; si&#281; na p&#322;&#243;cienny obrus, gdy&#380; gwa&#322;townym ruchem odstawi&#322; talerz i si&#281;ga&#322; do kieszeni po cygaro.

Na Boga, Benedict, opanuj si&#281;.  Na napi&#281;tej bia&#322;ej twarzy Dominique malowa&#322; si&#281; niesmak.  Ch&#322;opcy Taggert&#243;w przynajmniej ciesz&#261; si&#281; powszechnym szacunkiem.

Chcia&#322;a&#347; powiedzie&#263;, maj&#261; pieni&#261;dze  poprawi&#322;a Tessa. Miranda mia&#322;a ochot&#281; powiedzie&#263; siostrze, &#380;eby si&#281; zamkn&#281;&#322;a.

Kiedy ojciec by&#322; w z&#322;ym nastroju, nale&#380;a&#322;o siedzie&#263; cicho jak mysz pod miot&#322;&#261;.

Nikt z ca&#322;ej tej zepsutej rodziny nie zas&#322;uguje na krztyn&#281; szacunku.  Dutch wsta&#322;, wsun&#261;&#322; mi&#281;dzy z&#281;by cygaro.  Wiedzia&#322;em, &#380;e tak b&#281;dzie. M&#243;wi&#322;em ci to  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do &#380;ony, otwieraj&#261;c oszklone drzwi.

Cygaro trz&#281;s&#322;o si&#281; w jego ustach.  Nie m&#243;wi&#322;em? Po narodzinach ka&#380;dej z nich. K&#322;opoty.

Chcia&#322;e&#347; mie&#263; syn&#243;w  rzek&#322;a Dominique z roz&#380;aleniem w g&#322;osie.

Claire przygryz&#322;a doln&#261; warg&#281;, Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami, a Miranda, kt&#243;ra nie po raz pierwszy s&#322;ysza&#322;a t&#281; wymian&#281; zda&#324;, poczu&#322;a, jak b&#243;l g&#322;owy roz&#322;azi si&#281; po czaszce.

&#379;eby&#347; wiedzia&#322;a, &#380;e chcia&#322;em mie&#263; syn&#243;w! Wielkich silnych ch&#322;op&#243;w, kt&#243;rzy by przej&#281;li to, na co tak ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;em. Pochodz&#281; z m&#281;skiej rodziny, Dominique.

Nie do niej te pretensje  wtr&#261;ci&#322;a Tessa.

Jasne, &#380;e do niej. Do was wszystkich. We w&#322;asnym domu czuj&#281; si&#281; jak wyj&#281;ta z wody ryba. &#379;e&#324;ska po&#322;owa &#347;wiata! Straszy&#322;em, &#380;e was wy&#347;l&#281; do internatu. Do licha, wasza matka skaka&#322;aby ze szcz&#281;&#347;cia, gdyby&#347;cie wszystkie pojecha&#322;y do Szwajcarii albo przekl&#281;tej Francji! Daj&#281; s&#322;owo, &#380;e po&#347;l&#281; was tam, je&#347;li us&#322;ysz&#281; jeszcze jedno s&#322;&#243;wko na temat &#347;lubu z Taggertem.

Ale  Claire wsta&#322;a.

Nie &#380;artuj&#281;. Spr&#243;buj mnie zdenerwowa&#263;, a wylecisz pierwszym samolotem, jaki startuje z Portland.

Kocham go!  o&#347;wiadczy&#322;a Claire, dr&#380;&#261;c. Patrzy&#322;a ojcu w twarz. Po raz pierwszy w &#380;yciu mu si&#281; sprzeciwi&#322;a. Miranda mia&#322;a ochot&#281; kopn&#261;&#263; j&#261; w kostk&#281; pod sto&#322;em. To nie by&#322;a w&#322;a&#347;ciwa chwila na polemizowanie z ojcem.

Kochasz go  mrukn&#261;&#322; Dutch.  Aha, kochasz? I przypuszczam, &#380;e on ciebie te&#380; kocha?

T-tak  odpowiedzia&#322;a ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym gard&#322;em.

I dlatego wci&#261;&#380; lata za dziewczyn&#261; Forsythea.

Dutch, przesta&#324;  mitygowa&#322;a go Dominique.

Niech wie, z kim si&#281; zadaje. Kaza&#322;em jednemu z moich ochroniarzy &#347;ledzi&#263; Harleya Taggerta. Podejrzewa&#322;em, &#380;e co&#347; takiego mo&#380;e si&#281; przydarzy&#263;.

Mirand&#281; zmrozi&#322;o.

To prawda. A ten tw&#243;j drogi Harley, hipokryta, kt&#243;ry da&#322; ci ten przekl&#281;ty pier&#347;cionek, przez ca&#322;y czas ci&#281; zdradza&#322;.

Nie!

Dutch pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;, dziwi&#261;c si&#281;, jak mo&#380;na by&#263; a&#380; tak naiwnym.

Oczywi&#347;cie, &#380;e tak. Ale ty jeste&#347; za bardzo zakochana, &#380;eby zobaczy&#263;, co jest napisane na murze wielkimi literami. A co do Westona  powiedzia&#322;, zerkaj&#261;c na najm&#322;odsz&#261; z si&#243;str  jest tak wierny jak pies lataj&#261;cy za suk&#261; w kwietniu.  W ko&#324;cu jego spojrzenie spocz&#281;&#322;o na Mirandzie.  Wydaje si&#281;, &#380;e przynajmniej ty masz troch&#281; rozumu, je&#347;li idzie o ch&#322;opak&#243;w.

Miranda skuli&#322;a si&#281; w sobie. To ona by&#322;a hipokrytk&#261;. Jej siostry nie ucieka&#322;y si&#281; do chytrych wybieg&#243;w. Ukradkiem spotyka&#322;a si&#281; z Hunterem. Ba&#322;a si&#281; reakcji ojca, by&#322;a zm&#281;czona chodzeniem po cienkiej linie i graniem roli dobrej dziewczynki.

Dziewczyny. Diabli nadali  Dutch pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i ugryz&#322; si&#281; w j&#281;zyk, ale Miranda wiedzia&#322;a, o co mu chodzi. Od lat s&#322;ysza&#322;a t&#281; sam&#261; k&#322;&#243;tni&#281; pomi&#281;dzy rodzicami. Dominique zawiod&#322;a go, rodz&#261;c jedynie c&#243;rki. &#379;adnych syn&#243;w. B&#322;aga&#322; j&#261;, prosi&#322;, zaklina&#322;, krzycza&#322; i &#380;&#261;da&#322;, &#380;eby urodzi&#322;a mu jeszcze jedno dziecko, ch&#322;opca. Ale ona odmawia&#322;a, t&#322;umacz&#261;c si&#281; tym, &#380;e ostatnia ci&#261;&#380;a o ma&#322;o jej nie zabi&#322;a. Nie chcia&#322;a wi&#281;cej ryzykowa&#263; &#380;ycia tylko po to, &#380;eby zaspokoi&#263; jego ambicj&#281;.

Nigdy nie k&#322;&#243;cili si&#281; przy dzieciach, pomy&#347;la&#322;a Miranda, bawi&#261;c si&#281; groszkiem na talerzu  i do dzi&#347; Tessa i Claire nie wiedzia&#322;y o tym, &#380;e ojciec jest g&#322;&#281;boko rozczarowany p&#322;ci&#261; swoich dzieci. Miranda mia&#322;a du&#380;o mniej szcz&#281;&#347;cia. Jej pok&#243;j bezpo&#347;rednio s&#261;siadowa&#322; z sypialni&#261; rodzic&#243;w. Nie by&#322;o wi&#281;kszej szafy ani &#322;azienki, kt&#243;ra t&#322;umi&#322;aby odg&#322;osy ich k&#322;&#243;tni czy wsp&#243;&#322;&#380;ycia. Ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie te ostatnie zdarza&#322;y si&#281; rzadko. Na sam&#261; my&#347;l o tym, &#380;e ojciec i matka miotaj&#261; si&#281; po &#322;&#243;&#380;ku i sapi&#261;  zw&#322;aszcza po k&#322;&#243;tni  robi&#322;o si&#281; Mirandzie niedobrze. Od lat wys&#322;uchiwa&#322;a narzeka&#324; ojca na p&#322;e&#263; dzieci i repliki matki, &#380;e to przecie&#380; on jest ich sprawc&#261;. Najwyra&#378;niej nie okaza&#322; si&#281; na tyle m&#281;&#380;czyzn&#261;, &#380;eby przy trzech pr&#243;bach sp&#322;odzi&#263; syna. Nawet ich pierwsze dziecko, kt&#243;re Dominique poroni&#322;a, by&#322;o dziewczynk&#261;.

Kiedy Miranda by&#322;a m&#322;odsza, czu&#322;a si&#281; winna, &#380;e jest dziewczynk&#261;, jakby to od niej zale&#380;a&#322;o. Robi&#322;a wszystko, &#380;eby zadowoli&#263; Dutcha, zas&#322;u&#380;y&#263; na jego wzgl&#281;dy. Chcia&#322;a by&#263; synem, kt&#243;rego los mu posk&#261;pi&#322;. By&#322;a bystra, najlepsza w klasie, zosta&#322;a przewodnicz&#261;c&#261; klubu dyskusyjnego, przygotowywa&#322;a szkoln&#261; gazet&#281;, mia&#322;a woln&#261; drog&#281; do kilku elitarnych college&#243;w. Jednak nie mog&#322;a sobie przyszy&#263; m&#281;skich organ&#243;w i zawsze obrywa&#322;a za sam fakt przynale&#380;no&#347;ci do p&#322;ci &#380;e&#324;skiej.

Dopiero sko&#324;czywszy osiemna&#347;cie lat, zaczyna&#322;a rozumie&#263;, &#380;e ojciec i tak nigdy nie b&#281;dzie z niej zadowolony. &#379;adne osi&#261;gni&#281;cie nie sprawi, &#380;e b&#281;dzie z niej dumny. Zaprzesta&#322;a wi&#281;c pr&#243;b usatysfakcjonowania go. Teraz pr&#243;bowa&#322;a uszcz&#281;&#347;liwi&#263; siebie. Z Hunterem.

Patrzy&#322;a, jak Dutch z trzaskiem zamyka za sob&#261; balkonowe drzwi. Szybki tak zadr&#380;a&#322;y, &#380;e &#380;yrandole zacz&#281;&#322;y si&#281; ko&#322;ysa&#263; i sto &#347;wieczek odbija&#322;o migotliwe &#347;wiat&#322;o na &#347;cianach i w ciemnych lustrach okien.

Dominique zerkn&#281;&#322;a na sylwetk&#281; m&#281;&#380;a i westchn&#281;&#322;a. W ci&#261;gu wielu lat po&#380;ycia z cz&#322;owiekiem o zmiennym usposobieniu nauczy&#322;a si&#281; cierpliwo&#347;ci. Polewaj&#261;c krojone ziemniaki sosem serowym, odezwa&#322;a si&#281; cicho.

Pozw&#243;lcie mu spu&#347;ci&#263; troch&#281; pary. Potrzebuje tego i nic nie mo&#380;emy na to poradzi&#263;.

To &#347;winia.  Tessa jak zwykle bez ogr&#243;dek wypowiedzia&#322;a w&#322;asne zdanie. Nie mog&#322;a opanowa&#263; w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.

Dominique unios&#322;a brwi.

To tw&#243;j ojciec. Musimy z nim &#380;y&#263;.

Tessa spojrza&#322;a na ni&#261; z ukosa i pokr&#281;ci&#322;a szklank&#261; z wod&#261;.

Nie rozumiem dlaczego. Mo&#380;esz si&#281; rozwie&#347;&#263;.

Tessa!  strofowa&#322;a j&#261; Claire.  Chyba nie m&#243;wisz tego powa&#380;nie.

Oczywi&#347;cie, &#380;e m&#243;wi&#281; powa&#380;nie. Wiesz, to nie grzech. Miranda po cichu si&#281; zastanawia&#322;a si&#281;, dlaczego jej rodzice jeszcze mieszkaj&#261; razem.

Powiedzia&#322;am: dop&#243;ki &#347;mier&#263; nas nie roz&#322;&#261;czy i by&#322;am &#347;wiadoma tego, co m&#243;wi&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a Dominique z powa&#380;n&#261; min&#261;.  Jeste&#347;my rodzin&#261;.

To znaczy, &#380;e mamy robi&#263; to, czego on sobie za&#380;yczy? On nam rozkazuje, a my mamy pos&#322;usznie si&#281; zastosowa&#263;. Claire ma da&#263; sobie spok&#243;j z Harleyem, a ja ja mam zrezygnowa&#263; z dotychczasowego &#380;ycia?  Tessa gniewn&#261; r&#281;k&#261; przyczesa&#322;a w&#322;osy i zerkn&#281;&#322;a spode &#322;ba na ojca, kt&#243;ry opiera&#322; si&#281; o balustrad&#281; i z cygarem w zaci&#347;ni&#281;tych z&#281;bach wpatrywa&#322; si&#281; w wod&#281;.

Uciekn&#281;, zanim mnie wy&#347;le do jakiej&#347; szko&#322;y w Europie.

Ee, on tylko tak gada  uspokaja&#322;a j&#261; Dominique.  Niech troch&#281; och&#322;onie.

Claire odsun&#281;&#322;a krzes&#322;o od sto&#322;u.

Nie mo&#380;e mnie powstrzyma&#263; przed &#347;lubem z Harleyem.

Oczywi&#347;cie, &#380;e mo&#380;e, skarbie  powiedzia&#322;a matka, a jej twarz nagle wyda&#322;a si&#281; stara.

Brednie! Mnie nie b&#281;dzie m&#243;wi&#322;, co mam robi&#263;!  Tessa z trzaskiem odsun&#281;&#322;a si&#281; od sto&#322;u i prawie biegiem ruszy&#322;a do frontowej cz&#281;&#347;ci domu.

Martwi&#281; si&#281; o ni&#261;  powiedzia&#322;a Dominique.  Jest taka impulsywna, a ty  po&#322;o&#380;y&#322;a d&#322;ugie palce z obr&#261;czk&#261; na d&#322;oni Claire  nie powinna&#347; si&#281; tak g&#322;&#281;boko zakochiwa&#263;. To niezbyt m&#261;dre.

Dlaczego?  spyta&#322;a Claire, ale wygl&#261;da&#322;a na zdenerwowan&#261;. Wysun&#281;&#322;a r&#281;k&#281; spod d&#322;oni matki.

Zawsze powinna&#347; zachowa&#263; odrobin&#281; dystansu. Tak na wszelki wypadek.

Na wypadek czego?

Na wypadek gdyby m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;rego kochasz, nie odwzajemnia&#322; twojej mi&#322;o&#347;ci.

Harley mnie kocha  natychmiast odpar&#322;a Claire, podnosz&#261;c si&#281;.  Dlaczego nikt mi nie wierzy?

Wysz&#322;a z pokoju. Miranda dostrzeg&#322;a wahanie i trosk&#281; w jej oczach.

O Bo&#380;e!  westchn&#281;&#322;a Dominique, gdy zosta&#322;a sam na sam z Mirand&#261;. Bolesn&#261; cisz&#281; wype&#322;nia&#322;a klasyczna rzewna melodia skrzypcowa cicho p&#322;yn&#261;ca z ukrytych g&#322;o&#347;nik&#243;w.  Wyci&#261;gnij z tego lekcj&#281; dla siebie, Rando.  Smutno u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do c&#243;rki.  Dobrze, &#380;e tobie nie musz&#281; t&#322;umaczy&#263; tych rzeczy.

Nie, mamo. Nie musisz  potwierdzi&#322;a Miranda.

C&#243;&#380;, kiedy&#347; i ciebie jaki&#347; ch&#322;opak dotknie w taki magiczny spos&#243;b, a wtedy, na Boga, miej si&#281; na baczno&#347;ci.

Czy tak si&#281; sta&#322;o z tob&#261; i tat&#261;?

Dominique za&#322;o&#380;y&#322;a na twarz mask&#281; smutku. Wyjrza&#322;a przez okno na taras, gdzie jej m&#261;&#380; posy&#322;a&#322; k&#322;&#281;by dymu w bezgwiezdne niebo.

Nie  przyzna&#322;a.  Prawda jest taka, &#380;e by&#322;am ubogim dzieckiem. Wiesz o tym. Tw&#243;j ojciec mia&#322; pieni&#261;dze i i dosz&#322;am do wniosku, &#380;e on jest moj&#261; jedyn&#261; ucieczk&#261;. Zasz&#322;am w ci&#261;&#380;&#281;.

Specjalnie?  wyszepta&#322;a Miranda, my&#347;l&#261;c o dziecku, kt&#243;re nie prze&#380;y&#322;o do czasu porodu. O starszej siostrze, kt&#243;rej nigdy nie mia&#322;a.

Dominique wzruszy&#322;a okrytymi jedwabiem ramionami.

Zrobi&#322;am to, co musia&#322;am, i nigdy tego nie &#380;a&#322;owa&#322;am. No c&#243;&#380;, chyba &#380;e w takich chwilach jak ta. Po prostu nie rozumiem, dlaczego ta rodzina nie mo&#380;e w spokoju si&#261;&#347;&#263; do sto&#322;u i wsp&#243;lnie zje&#347;&#263; kolacji.

Pomiesza&#322;o ci si&#281; w tej mak&#243;wce!  Weston cisn&#261;&#322; kij bilardowy na st&#243;&#322;, gdzie &#263;wiczy&#322; rozbijanie banku, gdy do sali gier wszed&#322; Harley i og&#322;osi&#322; zaskakuj&#261;c&#261; wiadomo&#347;&#263;.  Nie ma mowy o &#380;adnym &#347;lubie.

Dlaczego?

Weston opar&#322; si&#281; po&#347;ladkami o kraw&#281;d&#378; sto&#322;u bilardowego i spojrza&#322; na Harleya tak, jak gdyby ten by&#322; &#380;ywym okazem patentowanej g&#322;upoty.

Czy nie masz przypadkiem jakich&#347; zobowi&#261;za&#324; wzgl&#281;dem Kendall?

Ta sprawa jest ju&#380; zamkni&#281;ta.

Czy&#380;by?  Weston wyjrza&#322; na korytarz i zauwa&#380;y&#322; sun&#261;cy po schodach cie&#324;. Paige. Cholera, ten dzieciak wsz&#281;dzie si&#281; podkrada i pods&#322;uchuje.

Nie po raz pierwszy Weston zastanawia&#322; si&#281;, jak to mo&#380;liwe, &#380;e ten kretyn bez jaj i ta wariatka to jego rodze&#324;stwo. Jego zdaniem Paige potrzebowa&#322;a konsultacji psychiatrycznej.

Harley wzi&#261;&#322; do r&#281;ki kul&#281; z &#243;semk&#261;, zacz&#261;&#322; j&#261; nerwowo podrzuca&#263;. Ten dzieciak zawsze si&#281; pakowa&#322; w k&#322;opoty, wi&#281;c b&#281;dzie ich mia&#322; wi&#281;cej. Tylko jeszcze nie wie, jakiego kalibru s&#261; to k&#322;opoty. Nied&#322;ugo Kendall zaskoczy go wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e zostanie tatusiem  c&#243;&#380;, tak naprawd&#281; to wujkiem  je&#347;li rzeczy potocz&#261; si&#281; zgodnie z planem.

Kendall najwyra&#378;niej my&#347;li, &#380;e wci&#261;&#380; jeste&#347;cie par&#261;.

Nie wiem na jakiej podstawie.

Mo&#380;e na tej, &#380;e nie mo&#380;esz si&#281; odklei&#263; od jej majtek. Harley zaczerwieni&#322; si&#281;. Co za mi&#281;czak!

Nie spotykam si&#281; z ni&#261;.

&#346;wietnie. W takim razie mo&#380;esz si&#281; o&#380;eni&#263; z Claire Holland i wszystko b&#281;dzie w porz&#261;dku, co? Niewa&#380;ne, &#380;e tata ci&#281; wydziedziczy i nie b&#281;dzie mowy o collegeu. Czy wiesz, &#380;e b&#281;dziesz musia&#322; zmywa&#263; naczynia, by&#263; kelnerem, pracowa&#263; w fabryce, je&#347;li uda ci si&#281; znale&#378;&#263; tak&#261; posad&#281;. B&#281;dziesz mieszka&#322; w jakiej&#347; odrapanej dziurze na przedmie&#347;ciach Portland lub Seattle czy gdzie&#347; tam. Mo&#380;e znajdziesz w ko&#324;cu frajera, kt&#243;ry ci&#281; zatrudni. Tata nie da ci referencji, nawet na to nie licz. A przecie&#380; nigdy w &#380;yciu nie uda&#322;o ci si&#281; utrzyma&#263; &#380;adnej pracy. A co do Claire, te&#380; b&#281;dzie musia&#322;a pracowa&#263;. Jako sekretarka albo recepcjonistka O nie! Jest na to za dobra, prawda? Mo&#380;e b&#281;dzie trenowa&#263; konie, dawa&#263; lekcje je&#378;dziectwa czy co&#347; w tym rodzaju. I wszystko b&#281;dzie dobrze. &#346;wietnie!

No pewnie. A jak ma by&#263;?

Jasne, Harley. Nie b&#281;dzie mia&#322;a grosza przy duszy, podobnie jak ty. Nawet tw&#243;j samoch&#243;d jest zarejestrowany na nazwisko ojca. Przypuszczam, &#380;e jeszcze nie poinformowa&#322;e&#347; go o swoich zamiarach. Prawda?

Jak tylko wr&#243;ci

Rozleg&#322; si&#281; przenikliwy dzwonek telefonu i cie&#324; ze schod&#243;w pomkn&#261;&#322; na g&#243;r&#281;. To dobrze. Paige dzia&#322;a&#322;a Westonowi na nerwy. Sam nie wiedzia&#322; dlaczego. Przecie&#380; to tylko nierozgarni&#281;ta smarkula.

My&#347;lisz, &#380;e jak tata wr&#243;ci z Luizjany, to b&#281;dzie skaka&#322; z rado&#347;ci na wiadomo&#347;&#263;, &#380;e masz zamiar po&#347;lubi&#263; jedn&#261; z c&#243;rek jego odwiecznego wroga? Jasne, Harley. Na pewno b&#281;dzie! Jak mi wcze&#347;niej kaktus wyro&#347;nie na d&#322;oni.

Mia&#322;em ci przekaza&#263; wiadomo&#347;&#263;, Weston. Ju&#380; j&#261; otrzyma&#322;e&#347;.

Weston, telefon do ciebie!  ze schod&#243;w dobiega&#322; g&#322;os Paige.  Crystal.

Cholera!

Harley bezczelnie wyszczerzy&#322; z&#281;by.

Przynajmniej nie rypi&#281; jakiej&#347; Indianki tylko dla rozrywki. Za&#322;o&#380;&#281; si&#281;, &#380;e jej brat nie jest uszcz&#281;&#347;liwiony, &#380;e u&#380;ywasz jako naczynia na sperm&#281;. Czy nie tak si&#281; wyra&#380;asz, m&#243;wi&#261;c o niej? Mo&#380;e kto&#347; powinien o tym powiedzie&#263; Jackowi?

Jack Songbird to kawa&#322; sukinsyna.

Nie przeklina&#322;bym go.

Nie boj&#281; si&#281; go. Nikogo si&#281; nie boj&#281;.

Powiedzia&#322;am, &#380;e dzwoni Crystal!  G&#322;os Paige brzmia&#322; jak pi&#322;a do drewna.

Powiedz jej, &#380;e mnie nie ma!  krzykn&#261;&#322; Weston. Na schodach zadudni&#322;y dziewcz&#281;ce kroki.

Ju&#380; jej powiedzia&#322;am, &#380;e grasz w bilard.

Niech to licho, Paige! Masz m&#243;zg, wi&#281;c czasem go u&#380;ywaj!  Weston podszed&#322; do baru, &#380;a&#322;uj&#261;c, &#380;e nie wypi&#322; wcze&#347;niej czego&#347; mocniejszego i podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281;.  S&#322;uchaj, jestem teraz zaj&#281;ty. Zadzwoni&#281; do ciebie p&#243;&#378;niej.

Poczekaj. Czy Jack pojawi&#322; si&#281; dzi&#347; w pracy? Westona &#347;cisn&#281;&#322;o w do&#322;ku.

Sp&#243;&#378;ni&#322; si&#281;.

Ale by&#322;?

Zanim nie wywali&#322;em go na zbity pysk.

Zanim czego nie zrobi&#322;e&#347;?

Odszed&#322;. By&#322;o, min&#281;&#322;o. Crystal, tw&#243;j brat by&#322; najgorszym robotnikiem na zachodnim wybrze&#380;u. Zwolni&#322;em go.

Ale nie mog&#322;e&#347; tego zrobi&#263;.  W jej g&#322;osie by&#322;a nuta zawodu i to go uderzy&#322;o. Ta dziewczyna mia&#322;a w sobie co&#347;, co na niego podsk&#243;rnie dzia&#322;a&#322;o. Dlatego w&#261;tpi&#322;, czy kiedykolwiek na dobre z ni&#261; zerwie. By&#322;a jego kochank&#261; na ca&#322;e &#380;ycie.

Zrobi&#322;em to. Spytaj jego samego.

Spyta&#322;abym, ale jeszcze nie wr&#243;ci&#322; do domu.

Na twoim miejscu sprawdzi&#322;bym, czy nie topi smutk&#243;w w miejscowym barze.

Dra&#324; z ciebie  powiedzia&#322;a spokojnie.

Zawsze nim by&#322;em.

Zanim od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281;, mrukn&#281;&#322;a co&#347; w miejscowym narzeczu. Mia&#322;a ju&#380; taki zwyczaj i to go irytowa&#322;o. Nie lubi&#322; s&#322;ucha&#263; tego niezrozumia&#322;ego be&#322;kotu. Domy&#347;la&#322; si&#281;, &#380;e pewnie u&#380;y&#322;a india&#324;skiego odpowiednika s&#322;owa sukinsyn, a jednak mog&#322;a rzuci&#263; na niego jakie&#347; przekle&#324;stwo.

Bynajmniej nie wierzy&#322; w plemienne czary-mary, ale na jego sk&#243;rze pojawi&#322;a si&#281; g&#281;sia sk&#243;rka.

Problemy z ma&#322;&#261; kobietk&#261;?  na&#347;miewa&#322; si&#281; Harley. Chryste, jaki ten ma&#322;y potrafi by&#263; wkurzaj&#261;cy.

Nie moje.  Weston chwyci&#322; kij bilardowy i zabra&#322; &#243;semk&#281; ze s&#322;abych palc&#243;w Harleya. Zn&#243;w ustawi&#322; si&#281; do strza&#322;u. Nie musi si&#281; przejmowa&#263; g&#322;upimi dowcipami brata, dziwactwami siostry ani przekle&#324;stwami india&#324;skiej dziwki. W ko&#324;cu jest kim&#347;. Westonem Taggertem.

I mo&#380;e robi&#263;, co mu si&#281; &#380;ywnie podoba.



6.

Stary si&#281; upi&#322;. Znowu.

Tym razem doprowadzi&#322;o to Kanea do szewskiej pasji. Sam nie wiedzia&#322; dlaczego, ale od chwili, kiedy Jack powiedzia&#322; mu o zar&#281;czynach Claire Holland i Harleya Taggerta, by&#322; bardzo rozdra&#380;niony. Mia&#322; ochot&#281; wali&#263; pi&#281;&#347;ci&#261; w &#347;cian&#281;, w pie&#324; drzewa albo w g&#322;adk&#261; twarz Taggerta, niekoniecznie w tej kolejno&#347;ci.

Sukinsyn  burkn&#261;&#322;, si&#281;gaj&#261;c r&#281;k&#261; na obdrapan&#261; komod&#281;, gdzie w popielniczce le&#380;a&#322;y jego kluczyki. By&#322; &#347;rodek miesi&#261;ca i ojciec mia&#322; ju&#380; za sob&#261; comiesi&#281;czny okres dro&#380;szego tankowania. Od p&#243;&#322;tora tygodnia wlewa&#322; w gard&#322;o najpodlejsz&#261; whisky, gderaj&#261;c na by&#322;&#261; &#380;on&#281;. Jak&#261; bezduszn&#261;, egoistyczn&#261; dziwk&#261; trzeba by&#263;, &#380;eby tak zostawi&#263; kalekiego m&#281;&#380;a i zrzuci&#263; na niego obowi&#261;zek wychowywania krn&#261;brnego ch&#322;opaka!

Sam nie wiesz, co m&#243;wisz  mrukn&#261;&#322; pod nosem Kane, otwieraj&#261;c okno.

S&#322;ysza&#322;, jak w&#243;zek ojca toczy si&#281; po linoleum. Telewizor migota&#322; i zza gipsowej &#347;ciany dobiega&#322; go monolog Johnyego Carsona, przerywany salwami &#347;miechu.

Bo&#380;e, jak tego nienawidzi&#322;. By&#322; skazany na towarzystwo zrz&#281;dliwego kaleki, kt&#243;ry odtr&#261;ca&#322; wszelk&#261; pomoc oferowan&#261; przez krewnych i s&#261;siad&#243;w. &#379;yczliwi, pobo&#380;ni ludzie z miasteczka proponowali mu prac&#281;  a to w sklepie z artyku&#322;ami &#380;elaznymi, a to w fabryce konserw rybnych, a to na stacji benzynowej czy w firmie ubezpieczeniowej. Ale Hampton Kane, by&#322;y mistrz pracy na wierzcho&#322;kach drzew, nie zni&#380;y&#322; si&#281; do tego, &#380;eby przyj&#261;&#263; ich ja&#322;mu&#380;n&#281;. Nie. Wola&#322; tapla&#263; si&#281; w swojej n&#281;dzy, a kiedy ju&#380; zabiera&#322; si&#281; do jakiej&#347; pracy, by&#322; to jego w&#322;asny model sztuki pi&#322;owania drewna.

Trawnik przed domem za&#347;mieca&#322;y trociny i charakterystyczne rze&#378;by, stworzone przez Hamptona  drewniana stra&#380;, kt&#243;ra zdawa&#322;a si&#281; strzec domostwa. Nastroszone nied&#378;wiedzie, Indianie o gro&#378;nych rysach, krzywonodzy kowboje z zapa&#322;kami w ustach czy staj&#261;ce d&#281;ba konie o dzikich oczach i kr&#281;conych grzywach zosta&#322;y wyrze&#378;bione w materiale z tego gatunku drzewa, z kt&#243;rego Hampton spad&#322;, trac&#261;c zdolno&#347;&#263; chodzenia. Wygl&#261;da&#322;o to tak, jakby starzec wypowiedzia&#322; osobist&#261; wojn&#281; lasom okalaj&#261;cym Chinook oraz Stone Illahee. Jego wrogiem by&#322;a cho&#263;by najmniejsza ga&#322;&#261;&#378; starego lasu i ka&#380;dy, kto nosi&#322; nazwisko Holland.

Ludzie, kt&#243;rzy zatrzymywali si&#281;, &#380;eby popatrze&#263; na jego dzie&#322;a, uwa&#380;ali cz&#281;sto jod&#322;owe rze&#378;by za osobliwe, a Hamptona za ekscentrycznego artyst&#281;. S&#261;dzili, &#380;e jego ponure usposobienie wynika z wewn&#281;trznej potrzeby ekspresji. A prawdziwym powodem tworzenia tak mrocznych rze&#378;b by&#322;a animozja, kt&#243;r&#261; piel&#281;gnowa&#322; w sobie jak najcenniejszy dar Bo&#380;y, lub po prostu zbyt du&#380;a dawka taniego alkoholu.

Kane uwa&#380;a&#322; to wszystko za nic niewarte.

Drzwi wej&#347;ciowe si&#281; zatrzasn&#281;&#322;y i za chwil&#281; us&#322;ysza&#322;, jak o&#380;ywa pi&#322;a &#322;a&#324;cuchowa. Kolejny pie&#324; nied&#322;ugo mia&#322; si&#281; przemieni&#263; w wilka, &#322;ososia czy jaki&#347; inny symbol p&#243;&#322;nocnego zachodu. Kane nie mia&#322; zamiaru tu zostawa&#263;, &#380;eby si&#281; o tym przekona&#263;. Wspi&#261;&#322; si&#281; na okno, zsun&#261;&#322; do kraw&#281;dzi dachu i ze&#347;lizgn&#261;&#322; na d&#243;&#322;. Wcale si&#281; nie wymyka&#322;. Nie, ojciec nawet by za nim nie t&#281;skni&#322;. Po prostu nie mia&#322; ochoty si&#281; przed starym t&#322;umaczy&#263;. Nie dzi&#347;.

A chcia&#322; si&#281; spotka&#263; z Claire. Bardzo. Chocia&#380; wiedzia&#322;, &#380;e to b&#322;&#261;d.

Zapali&#322; motor, zostawi&#322; za sob&#261; dom m&#281;ki i ciemn&#261; wst&#281;g&#261; szosy pomkn&#261;&#322; w mrok. W&#322;&#261;czy&#322; najszybszy bieg. Potrzebowa&#322; &#347;wistu silnika i s&#322;onego wiatru na twarzy. Z ca&#322;ych si&#322; trzymaj&#261;c kierownic&#281;, pochyli&#322; si&#281; nad ni&#261; nisko. Harley przez sekund&#281; ta&#324;czy&#322;, zachwia&#322; si&#281;, ale po chwili zn&#243;w p&#281;dzi&#322; po asfalcie. Kane okr&#261;&#380;a&#322; jezioro szybciej i szybciej, jak gdyby sam diabe&#322; go pogania&#322;. Za drzewami po drugiej stronie srebrzystej wody migota&#322;y &#347;wiat&#322;a jej domu  ciep&#322;e &#322;aty tuzin&#243;w okien i ledwie widzialny dym unosz&#261;cy si&#281; nad kominem. Jak na litografii jakiego&#347; tam Curriera czy Ivesa.

Brama by&#322;a otwarta. Nie zawaha&#322; si&#281;, odwa&#380;nie przez ni&#261; przejecha&#322;, kierowany &#347;wiat&#322;em w&#322;asnego motocykla. Gwa&#322;townie zatrzyma&#322; si&#281; przy gara&#380;u i z zaci&#347;ni&#281;tymi z&#281;bami wszed&#322; po schodach na ganek. Ju&#380; mia&#322; nacisn&#261;&#263; dzwonek, ale tam by&#322;a. Siedzia&#322;a na hu&#347;tawce w ciemnym k&#261;cie tarasu z kolanami pod brod&#261; i &#347;wietlistymi jak ksi&#281;&#380;yc oczami patrzy&#322;a na niego.

Co tu robisz?

Szukam ciebie.  W os&#322;upieniu patrzy&#322; na jej w&#322;osy po&#322;yskuj&#261;ce w &#347;wietle gwiazd.

Mnie?

Podobno wychodzisz za m&#261;&#380;. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do niego z przymusu, sztucznie.

Nie m&#243;w, &#380;e przyszed&#322;e&#347; mi to wyperswadowa&#263;  Jak chcesz, to nie powiem.

Chc&#281;.  Podkuli&#322;a kolana pod brod&#281;.

Nagle zrobi&#322;o mu si&#281; gor&#261;co. Wyobrazi&#322; sobie, &#380;e bierze j&#261; za r&#281;k&#281; i uciekaj&#261; co si&#322; w nogach. Porywaj&#261;. Gdyby nie mog&#322;a za nim nad&#261;&#380;y&#263;, wzi&#261;&#322;by j&#261; na r&#281;ce. Nie mog&#261; tu zosta&#263;. W pobliskich lasach czyha na nich przeznaczenie, przeszywa ich z&#322;owieszczym, zach&#322;annym spojrzeniem, jak gdyby nie by&#322;o wyj&#347;cia z tej beznadziejnej sytuacji.

To ciesz&#281; si&#281;, &#380;e jeste&#347; szcz&#281;&#347;liwa.

Nie cieszysz si&#281;.  Rozprostowa&#322;a d&#322;ugie nogi.  Nie przyszed&#322;e&#347; &#380;yczy&#263; mi szcz&#281;&#347;cia czy pogratulowa&#263;.  Podesz&#322;a kilka krok&#243;w i stan&#281;&#322;a przed nim. Odni&#243;s&#322; wra&#380;enie, &#380;e wcze&#347;niej p&#322;aka&#322;a, &#380;e mia&#322;a odrobin&#281; wilgotne rz&#281;sy. Zadar&#322;a do g&#243;ry g&#322;ow&#281;, &#380;eby spojrze&#263; mu w oczy i znale&#378;&#263; w nich odpowied&#378; na swoje pytanie. Sta&#322;a tu&#380; przy nim.  Czego ode mnie chcesz, Kane?

Wi&#281;cej ni&#380; mog&#281; mie&#263;  przyzna&#322;.

Zauwa&#380;y&#322;, &#380;e na chwil&#281; skrzywi&#322;a usta. Z pobliskiego drzewa dobiega&#322;o huczenie sowy. Na przeciwleg&#322;ym brzegu jeziora smutno szczeka&#322; pies, prawdopodobnie Oskar.

Jestem zakochana w Harleyu Taggercie.

A ten sukinsyn na ciebie nie zas&#322;uguje.

Dlaczego?  spyta&#322;a. By&#322; tak blisko, czu&#322; jej oddech, widzia&#322; nag&#322;y rumieniec gniewu na jej policzkach.  Dlaczego ka&#380;dy mieszkaniec tego przekl&#281;tego miasteczka uwa&#380;a, &#380;e on jest do niczego?

On jest s&#322;aby, Claire. Potrzebujesz kogo&#347; silnego.

Jak ty?  spyta&#322;a zuchwale.

Przygl&#261;da&#322; jej si&#281; przez chwil&#281;. Ptak nocny wyda&#322; z siebie d&#322;ugi okrzyk, a z daleka s&#322;ycha&#263; by&#322;o dudnienie poci&#261;gu.

Tak  przyzna&#322;.  Takiego jak ja.

Przecie&#380; wyje&#380;d&#380;asz.

Dopiero za kilka tygodni.

Westchn&#281;&#322;a, odgarniaj&#261;c grzywk&#281; z oczu. Kane robi&#322; wszystko, &#380;eby trzyma&#263; r&#281;ce przy sobie. Na wszelki wypadek spl&#243;t&#322; je na piersi. Wyobrazi&#322; sobie, &#380;e bierze j&#261; w ramiona i ca&#322;uje, &#380;e &#347;ciska j&#261; mocno i d&#322;ugo, nie pozwalaj&#261;c jej si&#281; poruszy&#263;. A potem  wci&#261;&#380; ca&#322;uj&#261;c  przechyla j&#261; do ty&#322;u, tak &#380;e jej w&#322;osy dotykaj&#261; pod&#322;ogi. Jednak nie kiwn&#261;&#322; palcem, nie odwa&#380;y&#322; si&#281;. Za to pot go obla&#322;. Op&#281;dzi&#322; si&#281; od wszystkich erotycznych wizji, kt&#243;re rozpali&#322;y mu umys&#322;.

Co chcesz zrobi&#263;?  spyta&#322;a nagle p&#243;&#322;szeptem. Wybuchn&#261;&#322; &#347;miechem.

Nie chcia&#322;aby&#347; tego wiedzie&#263;.

Pewnie, &#380;ebym chcia&#322;a.

Nie

Nie przyjecha&#322;e&#347; tu bez powodu, Kane.

Po prostu chcia&#322;em jeszcze raz ci&#281; zobaczy&#263;.

I to wszystko? Zawaha&#322; si&#281;.

S&#322;ucham.

Jego si&#322;a woli odfrun&#281;&#322;a wraz z wiatrem od oceanu.

Chryste, Claire. A jak ci si&#281; zdaje?

Nie wiem

Jasne, &#380;e wiesz.

Nie, Kane

Zastan&#243;w si&#281;.  Wytrzyma&#322; jej spojrzenie. Zerkn&#261;&#322; na jej usta. W jego &#380;y&#322;ach wrza&#322;o. Usi&#322;owa&#322; opanowa&#263; dr&#380;enie. Po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;onie na jej g&#322;adkich nagich barkach. Lekko rozchyli&#322;a usta i wtedy poczu&#322;, jak mu si&#281; napina przyrodzenie. My&#347;li szala&#322;y w jego g&#322;owie jak rw&#261;ce fale rzeki Chinook, przecinaj&#261;ce g&#322;&#281;bokie rozpadliny g&#243;rskie.  Bez wzgl&#281;du na to, co my&#347;lisz o moich ch&#281;ciach, prawdopodobnie masz racj&#281;.

Powiedz to  za&#380;&#261;da&#322;a zdyszanym g&#322;osem.

Zastanowi&#322; si&#281; i pomy&#347;la&#322;, &#380;e niewiele ma do stracenia. Niewa&#380;ne, co sobie o nim pomy&#347;li.

Dobrze, Claire  powiedzia&#322;, zaciskaj&#261;c palce na jej barkach.  Prawda jest taka, &#380;e z tob&#261; chc&#281; robi&#263; wszystko i wsz&#281;dzie. Chc&#281; ci&#281; ca&#322;owa&#263;, pie&#347;ci&#263; i spa&#263; z tob&#261; a&#380; do rana. Chcia&#322;bym dotyka&#263; j&#281;zykiem twojej nagiej sk&#243;ry, a&#380; zaczniesz dr&#380;e&#263; z po&#380;&#261;dania. Ale nade wszystko w &#347;wiecie chcia&#322;bym zanurzy&#263; si&#281; w ciebie i kocha&#263; si&#281; z tob&#261; a&#380; po kres moich dni.

Usi&#322;owa&#322;a mu si&#281; wyrwa&#263;, ale u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i zatrzyma&#322; j&#261;.

Chcia&#322;a&#347; to wiedzie&#263;.

O Bo&#380;e

I uwierz mi, &#380;e nigdy, przenigdy nie traktowa&#322;bym ci&#281; tak, jak ten pacan Taggert.  Pu&#347;ci&#322; j&#261;. W&#322;asne idiotyczne s&#322;owa d&#378;wi&#281;cza&#322;y mu w uszach. Poszed&#322; z powrotem do motocykla, zapali&#322; go i odjecha&#322;.

Wiedzia&#322;, &#380;e ona stoi tam, gdzie j&#261; zostawi&#322;, i prawdopodobnie &#347;mieje si&#281; z niego i z jego chorych fantazji erotycznych.

Idiota  burkn&#261;&#322; sam do siebie, przeje&#380;d&#380;aj&#261;c przez bramy posiad&#322;o&#347;ci jej ojca.  Pieprzony idiota.

Jecha&#322; w stron&#281; miasteczka. Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e zdo&#322;a uciec od my&#347;li, &#380;e pope&#322;ni&#322; najwi&#281;kszy b&#322;&#261;d w &#380;yciu. Nagle zauwa&#380;y&#322; radiow&#243;z policji p&#281;dz&#261;cy za jego plecami. W ciemno&#347;ciach nocy b&#322;yska&#322;y czerwono-niebiesko-bia&#322;e &#347;wiat&#322;a i wy&#322;y syreny.

Zerkn&#261;&#322; na szybko&#347;ciomierz i by&#322; pewien, &#380;e policja go dopad&#322;a. Jecha&#322; siedemdziesi&#261;t pi&#281;&#263; mil na godzin&#281;  przekroczy&#322; dozwolon&#261; pr&#281;dko&#347;&#263; o dwadzie&#347;cia mil. W odludnym miejscu zjecha&#322; na pobocze, ale policjant nawet nie odwr&#243;ci&#322; g&#322;owy w jego stron&#281;. W sekund&#281; p&#243;&#378;niej mign&#281;&#322;a mu przed oczami karetka pogotowia oraz nast&#281;pny radiow&#243;z policji.

Z mocno bij&#261;cym sercem zn&#243;w wjecha&#322; na autostrad&#281;. Po kilku minutach, kiedy ju&#380; by&#322; na ostatnim wzniesieniu przed miasteczkiem, poczu&#322; ulg&#281;. Co prawda ten wiecz&#243;r nie nale&#380;a&#322; do najszcz&#281;&#347;liwszych, ale przynajmniej oby&#322;o si&#281; bez mandatu Nagle ich zobaczy&#322;. Sznur samochod&#243;w skr&#281;ca&#322; w Trzeci&#261; ulic&#281; obok tartaku. Radiowozy by&#322;y zaparkowane byle jak, policjanci sterowali ruchem pojazd&#243;w i pieszych przy pi&#261;tym domu po prawej stronie  schludnej chacie Ruby i Hanka Songbird&#243;w.

Kane od razu pomy&#347;la&#322; o Jacku. Ten ch&#322;opak zawsze by&#322; na bakier z prawem. Pewnie to on by&#322; przyczyn&#261; tego najazdu. Co znowu? Ju&#380; kiedy&#347; go aresztowano za kradzie&#380; samochodu. Mia&#322; w&#243;wczas szesna&#347;cie lat. Gdy mia&#322; siedemna&#347;cie, dosta&#322;o mu si&#281; za posiadanie alkoholu, a tu&#380; przed uko&#324;czeniem osiemnastki za demolowanie skrzynek pocztowych i latar&#324; ulicznych. Ale teraz b&#281;dzie gorzej. B&#281;dzie s&#261;dzony jak doros&#322;y, prawdziwy kryminalista, a nie jak m&#322;odociany przest&#281;pca, kt&#243;ry ma pstro w g&#322;owie.

Kane sun&#261;&#322; zakorkowan&#261; ulic&#261;, przejecha&#322; przez tory kolejowe przecinaj&#261;ce t&#281; cz&#281;&#347;&#263; miasta i zgasi&#322; silnik. Policjant Tooley, kt&#243;rego Kane mia&#322; przyjemno&#347;&#263; osobi&#347;cie pozna&#263;, pomacha&#322; r&#281;k&#261;, zabraniaj&#261;c mu si&#281; zatrzymywa&#263;.

Jed&#378;cie st&#261;d, ludzie. Jed&#378;cie dalej, nie ma tu nic ciekawego do ogl&#261;dania.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322; Kane.

Chodzi o ch&#322;opca. Jest ranny. Spad&#322; z klifu w Stone Illahee  odrzek&#322; jeden z gapi&#243;w, mizernie wygl&#261;daj&#261;cy m&#281;&#380;czyzna w dresie z kapturem.

Kane zastyg&#322; w bezruchu. Serce mu zamar&#322;o.

Jack?  zapyta&#322; nie&#347;mia&#322;o. Na Boga, co si&#281; sta&#322;o? Kane przypomnia&#322; sobie, &#380;e kiedy ostatni raz widzia&#322; przyjaciela, by&#322; on podpity i zadziorny. Bieg&#322; ze strzelb&#261; przewieszon&#261; przez rami&#281;.

Rusza&#263; si&#281;, ludzie, nie zatrzymywa&#263; si&#281;!  zawodzi&#322; Tooley, machaj&#261;c latark&#261; do kierowc&#243;w blokuj&#261;cych w&#261;sk&#261; ulic&#281;.

Z pobliskiego domu dobiega&#322; wstrz&#261;saj&#261;cy szloch i lament, jaki mog&#322;a z siebie wydawa&#263; jedynie matka pogr&#261;&#380;ona w g&#322;&#281;bokiej rozpaczy.

Bo&#380;e jedyny  wyszepta&#322;a jaka&#347; kobieta, odruchowo czyni&#261;c na piersi znak krzy&#380;a.  O najdro&#380;szy Ojcze Niebieski, prosimy, wys&#322;uchaj naszych pr&#243;&#347;b

Kane nie m&#243;g&#322; tego d&#322;u&#380;ej znie&#347;&#263;. Nie zwracaj&#261;c uwagi na gliny, podbieg&#322; do otwartych na o&#347;cie&#380; drzwi wej&#347;ciowych, w kt&#243;rych pob&#322;yskiwa&#322;o &#347;wiat&#322;o &#347;wiec. Wybieg&#322;a z nich Crystal i bez s&#322;owa rzuci&#322;a si&#281; Kaneowi w ramiona z histerycznym szlochem. Serce mu si&#281; kraja&#322;o, kiedy przytuli&#322; drobne, bole&#347;nie dysz&#261;ce, rozedrgane cia&#322;o. Zacz&#261;&#322; pada&#263; deszcz.

Jack!  krzykn&#281;&#322;a.  Jack, o Bo&#380;e, Jack!

Ci&#347;&#347;  szepn&#261;&#322;. Rozpacz &#347;cisn&#281;&#322;a mu serce. Trzyma&#322; j&#261; w ramionach, g&#322;adzi&#322; jej w&#322;osy i stara&#322; si&#281; uspokaja&#263;. Jednak jemu samemu chcia&#322;o si&#281; wy&#263; w niebog&#322;osy.  Crystal, przesta&#324;. Kochanie, wszystko b&#281;dzie dobrze.

Nigdy.  Jej s&#322;owa zabi&#322;y w nim cie&#324; nadziei.  Jezu, Kane, jego ju&#380; nie ma.

Nie ma?  Us&#322;ysza&#322; je w g&#322;owie, przekl&#281;te, s&#322;owa jeszcze zanim je wypowiedzia&#322;a. Jack Songbird, m&#322;ody buntownik india&#324;ski, arogancki skurczybyk, kt&#243;rego uwa&#380;a&#322; za swego jedynego przyjaciela, ju&#380; nie &#380;y&#322;. W &#380;y&#322;ach Kanea kipia&#322; gniew. To niemo&#380;liwe! &#346;cisn&#281;&#322;o go w &#380;o&#322;&#261;dku. &#321;zy parzy&#322;y w g&#322;&#281;bi oczu, pi&#281;&#347;ci si&#281; zacisn&#281;&#322;y. Chcia&#322; nimi wali&#263; w beton, wrzeszcze&#263;, przeklina&#263; los. Ale nie m&#243;g&#322;. Nie teraz, kiedy Crystal kona&#322;a z rozpaczy w jego ramionach.

Jak najdelikatniej odprowadzi&#322; japo cementowych schodach do domu. Ojciec Jacka Hank sta&#322; przy kominku. Nie p&#322;aka&#322;, ale twarz mia&#322; &#347;ci&#261;gni&#281;t&#261; niewypowiedzianym b&#243;lem. Nerwowo porusza&#322; palcami.

Ruby ko&#322;ysa&#322;a si&#281; na krze&#347;le przy ch&#322;odnym kominku, wpatruj&#261;c si&#281; w co&#347; dost&#281;pnego tylko jej oczom. Cicho melodyjnie zawodzi&#322;a w j&#281;zyku, kt&#243;rego Kane nie rozumia&#322;. Ciotka Lucy Jaka&#347; Tam  zabra&#322;a Crystal z jego obj&#281;&#263;.

Ch&#322;opak si&#281; doigra&#322;  odezwa&#322; si&#281; Hank jak zwykle ze stoickim spokojem.

Jack sam by nie spad&#322;  w dr&#380;&#261;cym g&#322;osie Crystal s&#322;ycha&#263; by&#322;o oskar&#380;enie.  By&#322; zwinny jak antylopa. Wiele razy wchodzi&#322; na ten grzbiet.

By&#322; pijany  o&#347;wiadczy&#322; jej ojciec tonem nie znosz&#261;cym sprzeciwu.

To o niczym nie &#347;wiadczy.

Ruby zamkn&#281;&#322;a oczy, a jej sztywne usta gwa&#322;townie wyrzuca&#322;y s&#322;owa w j&#281;zyku przodk&#243;w. Kiedy rozwar&#322;a powieki, jej spojrzenie pad&#322;o na Kanea.

Kl&#261;twa  wyja&#347;ni&#322;a beznami&#281;tnym g&#322;osem.  Kl&#261;twa na cz&#322;owieka, kt&#243;ry zabi&#322; mojego ch&#322;opca.

Hank prychn&#261;&#322;.

W takim razie przekl&#281;&#322;a&#347; siebie i dusz&#281; naszego syna, Ruby.  Wpatrywa&#322; si&#281; w &#380;on&#281; przenikliwymi czarnymi oczami, ale jej nie dotyka&#322;. Nawet nie zaoferowa&#322; pocieszenia. Oboje cierpieli w samotno&#347;ci.  G&#322;upi Jack zabi&#322; naszego syna Jacka. I to wszystko.

Weston wyda&#322; z siebie ostatni j&#281;k i opad&#322; spocony. Ani na chwil&#281; nie opuszcza&#322;a go wizja Mirandy na miejscu Kendall. Z&#322;o&#380;y&#322; ostatni, wilgotny poca&#322;unek na beznami&#281;tnych ustach dziewczyny. Nic dziwnego, &#380;e Harley nie by&#322; ni&#261; zainteresowany. Kocha&#322;a si&#281; jak szmaciana lalka. Po prostu le&#380;a&#322;a na wznak i niemal si&#281; skrzywi&#322;a, gdy by&#322;o ju&#380; po wszystkim. Ale Westona niewiele to obchodzi&#322;o. Potrzebowa&#322; czasu, &#380;eby doj&#347;&#263; do siebie i przemy&#347;le&#263; to. &#379;ycie wymyka&#322;o mu si&#281; spod kontroli, dzia&#322;a&#322; po&#347;piesznie, bez zastanowienia. A teraz nie m&#243;g&#322; sobie pozwoli&#263; na fa&#322;szywy krok.

Pieprzy&#322; si&#281; z Kendall, Tess&#261; i Crystal, nie czuj&#261;c przy tym wi&#281;kszej satysfakcji, bo nie m&#243;g&#322; si&#281; op&#281;dzi&#263; od my&#347;li o swoim starym, kt&#243;ry m&#243;g&#322; mie&#263; na boku inn&#261; rodzink&#281;, a przynajmniej syna, czyhaj&#261;cego na cz&#281;&#347;&#263; maj&#261;tku Taggert&#243;w. A by&#322;o jeszcze co&#347;, co go niepokoi&#322;o Mroczna, jeszcze straszniejsza cz&#281;&#347;&#263; jego osoby, kt&#243;ra da&#322;a o sobie zna&#263; dopiero tej nocy. Kiedy o tym my&#347;la&#322;, robi&#322;o mu si&#281; na zmian&#281; to zimno, to gor&#261;co.

Zejd&#378; ze mnie  Kendall pchn&#281;&#322;a go w rami&#281;.

Wiesz, &#380;e mo&#380;esz mi w tym pom&#243;c  droczy&#322; si&#281; z ni&#261;, poklepuj&#261;c j&#261; po p&#322;askim ty&#322;ku i przewracaj&#261;c si&#281; na bok.

Skuli&#322;a si&#281;.

To takie obrzydliwe.

Co?  roze&#347;mia&#322; si&#281; i si&#281;gn&#261;&#322; po wymi&#281;t&#261; paczk&#281; papieros&#243;w.  Och, Kendall, zrani&#322;a&#347; mnie.  Przycisn&#261;&#322; jedn&#261; d&#322;o&#324; do piersi tu&#380; nad sercem, drug&#261; wytrz&#261;sn&#261;&#322; z paczki papierosa.  Jestem g&#322;&#281;boko ura&#380;ony.

Zachowaj te uwagi dla kogo&#347;, kto w nie uwierzy.  Chwyci&#322;a sukienk&#281; pla&#380;ow&#261; z krzes&#322;a przy &#322;&#243;&#380;ku i zacz&#281;&#322;a j&#261; wk&#322;ada&#263; przez g&#322;ow&#281;.

Mog&#322;a&#347; si&#281; dobrze bawi&#263;, gdyby&#347; sobie na to pozwoli&#322;a.  Si&#281;gn&#261;&#322; po zapalniczk&#281;.

Powiedzmy sobie otwarcie, &#380;e to nie jest zabawa.  Przewi&#261;za&#322;a paskiem szczup&#322;&#261; tali&#281; i podesz&#322;a do okna, za kt&#243;rym zapada&#322; ju&#380; zmrok.

Mam nadziej&#281;, &#380;e to si&#281; oka&#380;e skuteczne.

Zadzia&#322;a. Tylko potrzeba na to czasu. Zatrz&#281;s&#322;a si&#281;.

A&#380; tak &#378;le?  spyta&#322;. Zapali&#322; zapalniczk&#281; i popatrzy&#322;, jak p&#322;omie&#324; chwyta ko&#324;c&#243;wk&#281; papierosa.

Jak ty nic nie rozumiesz! Kocham Harleya. Robi&#322;am to tylko z nim c&#243;&#380; do tej chwili, ale to co&#347; zupe&#322;nie innego.  Podbr&#243;dek jej nieco zadrga&#322;, ale by&#322;a za bardzo twarda, &#380;eby pozwoli&#263; sobie na s&#322;abo&#347;&#263;.  Robi&#281; to tylko po to, &#380;eby mie&#263; dziecko.

Weston z papierosem w ustach si&#281;gn&#261;&#322; po wygniecione spodnie khaki i zacz&#261;&#322; je wci&#261;ga&#263;.

Ale chcesz kontynuowa&#263;, prawda?

Dop&#243;ki nie b&#281;d&#281; pewna. Tak.  Odruchowo os&#322;oni&#322;a r&#281;kami &#322;ono.

My&#347;la&#322;am, &#380;e spotykasz si&#281; z Tess&#261; Holland.

Z&#322;e wie&#347;ci roznosz&#261; si&#281; szybko.

Wi&#281;c to prawda?  spyta&#322;a oburzona. Powoli zapina&#322; pasek.

Tak. I co z tego?

R&#380;niesz wszystko, co popadnie?  Wpatrywa&#322;a si&#281; w mrok za oknem.  Je&#347;li chodzisz z Tess&#261;, to dlaczego krzykn&#261;&#322;e&#347; Miranda, kiedy by&#322;e&#347; ze mn&#261; w &#322;&#243;&#380;ku?

Tak krzykn&#261;&#322;em?  Weston chwyci&#322; koszul&#281;. Jasne, pozwoli&#322; sobie na fantazjowanie, bo chcia&#322; pobudzi&#263; Kendall, kt&#243;r&#261; obecnie uzna&#322; za kr&#243;low&#261; suchych ciasnych majtek.

Tak.

C&#243;&#380;, m&#243;wi&#261;c szczerze, ona zawsze by&#322;a obiektem moich fantazji.

Fantazji?  Zblad&#322;a.

Tak. Wyobra&#380;am sobie, &#380;e robi&#281; to z wszystkimi trzema siostrami Holland.

Skrzywi&#322;a nos z obrzydzenia.

Nie chc&#281; tego s&#322;ucha&#263;.

C&#243;&#380;, oczywi&#347;cie, nie z trzema naraz. Chyba &#380;eby tego chcia&#322;y.

Weston, daruj sobie. Bo&#380;e, jak mo&#380;esz cho&#263;by o tym pomy&#347;le&#263;. Zachichota&#322;.

Kendall, co&#347; ty? Sk&#261;d w tobie to nag&#322;e poczucie przyzwoito&#347;ci? Przed chwileczk&#261; zaliczy&#322;a&#347; mnie, &#380;eby podstawi&#263; mojego b&#281;karta za dziecko Harleya.

O Bo&#380;e!  Zas&#322;oni&#322;a twarz r&#281;kami.

Jednak na nim nie zrobi&#322;o to wra&#380;enia. Do licha, za kogo ona si&#281; uwa&#380;a?

Nie zapominaj, &#380;e ty pieprzysz si&#281; ze mn&#261;, &#380;eby podst&#281;pnie zmusi&#263; Harleya do ma&#322;&#380;e&#324;stwa.

Wiem. Ale robi&#281; to dlatego, &#380;e go kocham  zaszlocha&#322;a i czkn&#281;&#322;a.

Szlachetne.

Nienawidzisz mnie.

Oczywi&#347;cie, &#380;e nie.  Ojej, nie znosi&#322;, kiedy baby przy nim robi&#322;y z siebie cierpi&#281;tnice.  S&#322;uchaj, wyluzuj si&#281;. Ciesz si&#281; z tego, co robimy.  Z jego ust wyp&#322;yn&#261;&#322; ob&#322;oczek dymu.  By&#322;oby o wiele przyjemniej i mog&#322;aby&#347; si&#281; nauczy&#263; kilku sztuczek, kt&#243;re rzuci&#322;yby mojego brata na kolana.

Sta&#322;a z rozdziawion&#261; buzi&#261;. Ci&#281;&#380;ki przypadek! Zapinaj&#261;c guziki, g&#322;&#281;boko si&#281; zaci&#261;gn&#261;&#322;.

Jutro? W tym sam miejscu, o tej samej porze?

Osun&#281;&#322;a si&#281; na krzes&#322;o i zwiesi&#322;a g&#322;ow&#281; jak m&#281;czennica, kt&#243;ra zgadza si&#281; po&#347;wi&#281;ci&#263; &#380;ycie dla innych.

Tak  odezwa&#322;a si&#281; tak cicho, &#380;e ledwie j&#261; us&#322;ysza&#322;.

B&#281;d&#281; gotowy  obieca&#322; i wymkn&#261;&#322; si&#281; z pokoju.

Szczerze m&#243;wi&#261;c, ca&#322;a ta zabawa nie sprawia&#322;a mu wi&#281;cej przyjemno&#347;ci ni&#380; jej. Weston szczyci&#322; si&#281; tym, &#380;e zawsze potrafi&#322; zadowoli&#263; kobiet&#281;, sk&#322;oni&#263; j&#261; do w&#322;a&#347;ciwych s&#322;&#243;w i reakcji. Jednak Kendall do ko&#324;ca pozosta&#322;a niewzruszona. Stawa&#322; na g&#322;owie, &#380;eby j&#261; pobudzi&#263;. Ona tylko le&#380;a&#322;a z zamkni&#281;tymi oczami, roz&#322;o&#380;onymi nogami i mi&#281;kkimi sutkami, podczas gdy on skaka&#322; nad ni&#261; jak ten robot. &#379;yczy&#322; jej, &#380;eby nie zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;.

A jednak to by mog&#322;o tylko pogorszy&#263; spraw&#281;. My&#347;l o tym, &#380;e jego nasienie przyj&#281;&#322;o si&#281; w &#322;onie Kendall, by&#322;a pocieszaj&#261;ca. Z kilku powod&#243;w. Kendall sk&#322;oni&#322;aby Harleya do ma&#322;&#380;e&#324;stwa, ale dziecko w rzeczywisto&#347;ci by&#322;oby potomkiem Westona. M&#243;g&#322;by wykorzysta&#263; ten fakt jako &#380;eton do ubijania interes&#243;w z Kendall. Trzyma&#322;by j&#261; w szachu. A gdyby prawda wysz&#322;a na jaw, upomnia&#322;by si&#281; o dziecko i jego cz&#281;&#347;&#263; dziedzictwa Taggert&#243;w  maj&#261;tku Harleya  kt&#243;r&#261; dziecko i tak musia&#322;o odziedziczy&#263;.

Tak, pieprzenie si&#281; z Kendall, chocia&#380; fizycznie niezbyt go satysfakcjonowa&#322;o, warte by&#322;o p&#243;&#322;godzinnej roboty.

Wsiad&#322; do porschea i stara&#322; si&#281; nie zwraca&#263; uwagi na g&#322;&#281;bok&#261; rys&#281; pomi&#281;dzy zderzakiem i tylnymi &#347;wiat&#322;ami  brzydk&#261; szram&#281; zrobion&#261; przez jakiego&#347; dupka. Szcz&#281;ki mu si&#281; zacisn&#281;&#322;y z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, &#380;e kto&#347; &#347;mia&#322; oszpeci&#263; zgrabn&#261; maszyn&#281;. Samoch&#243;d mia&#322; klasyczn&#261; sylwetk&#281;, szumi&#261;cy silnik i lakier, kt&#243;ry przy w&#322;a&#347;ciwym o&#347;wietleniu wygl&#261;da&#322; tak, jak gdyby by&#322; p&#322;ynny. W&#322;&#261;czy&#322; zap&#322;on i poczu&#322;, jak silnik budzi si&#281; do &#380;ycia. To cacko by&#322;o kobiet&#261;, na kt&#243;r&#261; zawsze m&#243;g&#322; liczy&#263;.

W&#322;&#261;czy&#322; pierwszy bieg i wyjecha&#322; z podjazdu przed pla&#380;owym domem rodzic&#243;w Kendall. Powinien by&#263; zadowolony. Tego dnia odwali&#322; sporo ci&#281;&#380;kiej roboty. Zacz&#281;&#322;o si&#281; od awantury. Jack Songbird sp&#243;&#378;ni&#322; si&#281;, by&#322; tak g&#322;upi, &#380;e usi&#322;owa&#322; zafa&#322;szowa&#263; godzin&#281; rozpocz&#281;cia pracy na karcie kontrolnej, a p&#243;&#378;niej jeszcze zgrywa&#322; si&#281;, pluj&#261;c Westonowi pod stopy. Weston zwolni&#322; go na oczach wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w, rozkoszuj&#261;c si&#281; ka&#380;d&#261; minut&#261; tego wydarzenia. P&#243;&#378;niej wygarn&#281;li sobie wzajemnie, co im zalega&#322;o na w&#261;trobie i biedny pijaczyna Jack odpad&#322; od klifu w pobli&#380;u Stone Illahee. Weston u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do siebie i pomaca&#322; scyzoryk w kieszeni spodni  n&#243;&#380; ze &#347;ladami czerwonej farby na obrzydliwym ostrzu, farby w identycznym kolorze jak kolor jego samochodu.

Tak, to by&#322; d&#322;ugi, ci&#281;&#380;ki dzie&#324;. Szkoda tylko, &#380;e zako&#324;czy&#322; si&#281; w ch&#322;odnym &#322;&#243;&#380;ku Kendall. To, co powinno by&#263; p&#322;omiennym, satysfakcjonuj&#261;cym numerkiem, okaza&#322;o si&#281; rozczarowaniem. Ta dziewczyna by&#322;a zimna jak manekin. Weston wci&#261;&#380; by&#322; niezaspokojony i rozbudzony.

Potrzebowa&#322; prawdziwej dziewczyny o ognistej krwi i szalonej wyobra&#378;ni. Pomy&#347;la&#322; o Tessie. By&#322;a zawsze gotowa, ale w g&#322;&#281;bi serca przeczuwa&#322;, &#380;e ta ma&#322;a nie zdo&#322;a ugasi&#263; ognia jego &#380;&#261;dzy. Nie. Jedyn&#261; kobiet&#261;, kt&#243;ra gwarantowa&#322;aby, mu satysfakcj&#281;, by&#322;a jej starsza siostra Miranda. Poczekaj skarbie, pomy&#347;la&#322;, chichocz&#261;c. Wkr&#243;tce przyjdzie dzie&#324;, kiedy poznasz moc prawdziwej nami&#281;tno&#347;ci.

Kendall niech&#281;tnie wykr&#281;ci&#322;a numer telefonu. Co mog&#322;a powiedzie&#263; Harleyowi? &#379;e w&#322;a&#347;nie zacz&#281;&#322;a jej si&#281; miesi&#261;czka? &#379;e po trzech dniach sp&#243;&#378;nienia w ko&#324;cu da&#322;y zna&#263; o sobie skurcze i krwawienie?

Czy wytrzyma jeszcze jeden miesi&#261;c robienia tego z Westonem, &#380;eby si&#322;&#261; nak&#322;oni&#263; jego m&#322;odszego brata do niechcianego o&#380;enku? &#321;za sp&#322;yn&#281;&#322;a jej po policzku. Zastanawia&#322;a si&#281;, dlaczego zakocha&#322;a si&#281; w Harleyu. Dlaczego, skoro mog&#322;a mie&#263; ka&#380;dego, kogo tylko chcia&#322;a? Nie umia&#322;a znale&#378;&#263; odpowiedzi na to pytanie. Jednak fakt pozostawa&#322; faktem. My&#347;l o Claire Holland, tej narwanej pannicy bez figury, kt&#243;ra go skrad&#322;a, dodatkowo rani&#322;a jej posiniaczone ego.

Rodzice nie pomogli. Nieustanne pytania matki: Co zasz&#322;o mi&#281;dzy tob&#261; i tym s&#322;odkim Taggertem?, Czemu nie um&#243;wisz si&#281; z kim&#347; innym? Syn Anny Prescott pyta&#322; o ciebie, a jest niesamowicie przystojny i pochodzi z bogatej rodziny i I tak bez ko&#324;ca.

Rezydencja Taggert&#243;w  zabrzmia&#322;o w s&#322;uchawce.

Chcia&#322;abym rozmawia&#263; z Harleyem  powiedzia&#322;a.

Pana Taggerta nie ma w tej chwili w domu.

Zerkn&#281;&#322;a na zegarek. By&#322;o ju&#380; pi&#281;&#263; po pi&#261;tej, a wiedzia&#322;a, &#380;e Harley nigdy nie zostawa&#322; w pracy po godzinach.

Jak pan my&#347;li, o kt&#243;rej go zastan&#281;?

P&#243;&#378;niej. Czy mam mu powt&#243;rzy&#263;, &#380;e pani dzwoni&#322;a?

Nie Spr&#243;buj&#281; jeszcze raz  odpowiedzia&#322;a i od&#322;o&#380;y&#322;a s&#322;uchawk&#281;. &#321;zy stan&#281;&#322;y jej w oczach. Harley by&#322; z Claire. Czu&#322;a to w ko&#347;ciach. Zdrajca. Pod&#322;y zdrajca.

Rzuci&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko i wpatrywa&#322;a w sufit. Mo&#380;e post&#281;puje niew&#322;a&#347;ciwie robi&#261;c to, co robi? Rozmowa o potencjalnej ci&#261;&#380;y wcale nie sk&#322;oni&#322;a Harleya do zmiany decyzji. Mo&#380;e gdyby zrobi&#322;a sobie co&#347; drastycznego, wyl&#261;dowa&#322;a w szpitalu, a nawet stwierdzi&#322;a, &#380;e w&#322;a&#347;nie poroni&#322;a Ale prawdopodobnie istnia&#322;y testy na sprawdzenie takich rzeczy. Kto&#347; w szpitalu m&#243;g&#322;by na to wpa&#347;&#263; Co zrobi&#263;?

My&#347;l o seksie z Westonem napawa&#322;a j&#261; obrzydzeniem, nienawidzi&#322;a siebie za to, co robi, dostawa&#322;a g&#281;siej sk&#243;rki, kiedy jej dotyka&#322;. Zrazu usi&#322;owa&#322; pie&#347;ci&#263; j&#261;, ca&#322;owa&#263; i pobudza&#263;, ale ona opiera&#322;a si&#281;, i teraz Weston nawet nie zawsze si&#281; rozbiera, tylko zdejmuje jej majtki, rozpina rozporek i pompuje w ni&#261; dawk&#281; spermy Taggert&#243;w. Po wszystkim zawsze zapala papierosa i dymi jej prosto w nos, tak &#380;e czuje si&#281; brudniejsza ni&#380; kiedykolwiek.

Ale to si&#281; op&#322;aci. O ile zajdzie w ci&#261;&#380;&#281;! C&#243;&#380;, po prostu powinna bardziej si&#281; postara&#263;. Sk&#322;oni&#263; Westona, by robi&#322; to cz&#281;&#347;ciej ni&#380; raz dziennie.

T&#322;umi&#322;a szloch, ale powiedzia&#322;a sobie, &#380;e musi znie&#347;&#263; jeszcze troch&#281; ocierania si&#281; o Westona. Niech si&#281; tylko sko&#324;czy miesi&#261;czka. B&#281;dzie sobie wyobra&#380;a&#263;, &#380;e kocha si&#281; z Harleyem, b&#281;dzie si&#281; przedtem k&#261;pa&#263; w pachn&#261;cej pianie, wk&#322;ada&#263; seksown&#261; bielizn&#281; i zapala&#263; &#347;wiece w pokoju. Kiedy Weston za kilka dni przyjdzie, b&#281;dzie go ca&#322;owa&#263; i pie&#347;ci&#263;, powoli go rozbiera&#263; i uwodzi&#263; go tak, jak uwodzi&#322;a jego m&#322;odszego brata.

Potrzebowa&#322;a romansu, nie tylko seksu.

Ale trzeba opracowa&#263; plan awaryjny. Istnia&#322;o niebezpiecze&#324;stwo, &#380;e nie zajdzie w ci&#261;&#380;&#281;, nale&#380;a&#322;o si&#281; wi&#281;c zastanowi&#263; nad innym sposobem o&#347;wiecenia Harleya, u&#347;wiadomienia mu, &#380;e to ona jest kobiet&#261; jego &#380;ycia, nie ta dziwka Claire.

Je&#347;li ma przedstawi&#263; Claire w z&#322;ym &#347;wietle, potrzebuje pomocy. W przeciwnym razie plan mo&#380;e spali&#263; na panewce. Trzeba zleci&#263; komu&#347; wykonanie czarnej roboty. Komu&#347;, kto jest tak jak ona oddany sprawie, komu&#347;, kto bez pyta&#324; i wahania zrobi to, co ona ka&#380;e. Tym kim&#347; mo&#380;e by&#263; tylko ta kretynka siostra Harleya. Paige zrobi wszystko, czego Kendall sobie za&#380;yczy.

Dzie&#324; pogrzebu poprzedzi&#322; gor&#261;cy, parny &#347;wit. Nad horyzontem wisia&#322;y chmury burzowe, ale wiatru by&#322;o jak na lekarstwo. Prochy Jacka zrzucono z tego samego klifu, z kt&#243;rego spad&#322;. Ob&#322;ok py&#322;u posypa&#322; si&#281; na skaliste rafy g&#322;&#281;boko w dole.

Claire dr&#380;a&#322;a, stoj&#261;c tam z matk&#261; i siostrami. Dutch by&#322; na wyje&#378;dzie s&#322;u&#380;bowym, ale przes&#322;a&#322; wyrazy wsp&#243;&#322;czucia  wielki wieniec z lilii w kszta&#322;cie podkowy i czek dla rodziny Ruby, z przeznaczeniem na dowolne wydatki. Jakby pieni&#261;dze mog&#322;y pom&#243;c.

Claire prawie nie zna&#322;a Jacka, ale Ruby od wielu lat pracowa&#322;a w jej domu, a Crystal by&#322;a jej przyjaci&#243;&#322;k&#261;. Teraz Crystal siedzia&#322;a i t&#281;pym wzrokiem wpatrywa&#322;a si&#281; w morze. Miedziana sk&#243;ra zblad&#322;a. Bez makija&#380;u wygl&#261;da&#322;a m&#322;odo i subtelnie. Dziewczyna w drobnych d&#322;oniach &#347;ciska&#322;a czerwon&#261; chust&#281;, kt&#243;r&#261; prawdopodobnie nosi&#322; Jack.

Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami. Przem&#243;wi&#322; m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;ry kiedy&#347; nale&#380;a&#322; do wielkiego plemienia india&#324;skiego. Nie bardzo przypomina&#322; rdzennego Amerykanina. Mia&#322; kr&#243;tko obci&#281;te siwe w&#322;osy i such&#261; sk&#243;r&#281;. Jednak widocznie cieszy&#322; si&#281; jakim&#347; autorytetem, wypowiada&#322; si&#281; w imieniu plemienia, m&#243;wi&#322; o Jacka miejscu w &#347;wiecie i o wsp&#243;&#322;czesnych m&#322;odych ludziach w og&#243;le. Claire nie s&#322;ysza&#322;a nic pr&#243;cz szumu morza i przenikliwych okrzyk&#243;w mew, kt&#243;re szybowa&#322;y i kr&#261;&#380;y&#322;y ponad g&#322;owami.

Trudno by&#322;o uwierzy&#263; w to, &#380;e Jack nie &#380;yje. Kto&#347; tak m&#322;ody i pe&#322;en energii nagle odszed&#322;. Us&#322;ysza&#322;a dudnienie motocykla i serce jej zadr&#380;a&#322;o. Kane zaparkowa&#322; motor przy wygi&#281;tej so&#347;nie i stan&#261;&#322; z dala od t&#322;umu, z r&#281;kami w kieszeniach sk&#243;rzanej kurtki. Oczy mia&#322; zas&#322;oni&#281;te ciemnymi okularami. Jego twarz by&#322;a napi&#281;ta i nieruchoma, a usta uparcie zaci&#347;ni&#281;te. Wpatrywa&#322; si&#281; w horyzont. Ile dni mu jeszcze pozosta&#322;o do wyjazdu z Chinook?

Z tob&#261; chc&#281; robi&#263; wszystko i wsz&#281;dzie. Chc&#281; ci&#281; ca&#322;owa&#263;, pie&#347;ci&#263; i spa&#263; z tob&#261; a&#380; do rana. Chcia&#322;bym dotyka&#263; j&#281;zykiem twojej nagiej sk&#243;ry, a&#380; zaczniesz dr&#380;e&#263; z po&#380;&#261;dania. Ale nade wszystko w &#347;wiecie chcia&#322;bym zanurzy&#263; si&#281; w ciebie i kocha&#263; si&#281; z tob&#261; a&#380; po kres moich dni.

Przygryz&#322;a warg&#281; i usi&#322;owa&#322;a nie my&#347;le&#263; o Kanie i o ich ostatnim spotkaniu tego wieczoru, kiedy znaleziono cia&#322;o Jacka Songbirda.

Uwierz mi, &#380;e nigdy, przenigdy nie potraktowa&#322;bym ci&#281; tak, jak ten pacan Taggert.

Stoj&#261;ca obok Claire Tessa przest&#281;powa&#322;a z nogi na nog&#281;.

A gdzie Taggertowie?  szepn&#281;&#322;a.

Nie wiem  mrukn&#281;&#322;a Claire; by&#322;a zaskoczona, &#380;e nie t&#281;skni za Harleyem.

Chyba powinni tu by&#263;. Jack by&#322; pracownikiem ich tartaku.  Niebieskie oczy Tessy rozejrza&#322;y si&#281; w t&#322;umie zebranym na urwisku.

Weston tamtego dnia go zwolni&#322;.

Wiem, wiem  b&#261;kn&#281;&#322;a Tessa. &#379;a&#322;owa&#322;a, &#380;e musi tu tkwi&#263;. Matka strofowa&#322;a j&#261; wzrokiem. Tessa spojrza&#322;a na ni&#261; z wyrzutem, ale Dominique odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, jakby ten ob&#322;&#261;ka&#324;czy rytua&#322; j&#261; interesowa&#322;. Pogrzeby s&#261; takie ponure i przygn&#281;biaj&#261;ce. Poza tym Tessa mia&#322;a ochot&#281; spotka&#263; si&#281; z Westonem. My&#347;la&#322;a, &#380;e tu przyjdzie i by&#322;a rozczarowana, kiedy nie zobaczy&#322;a nikogo od Taggert&#243;w.  Kiedy to si&#281; wreszcie sko&#324;czy?  szepn&#281;&#322;a do ucha Mirandzie, kt&#243;ra od kilku dni by&#322;a jaka&#347; zamy&#347;lona.

Miranda nie odpowiedzia&#322;a, a Tess&#281; korci&#322;o, &#380;eby si&#281; wymkn&#261;&#263;. Gdzie jest Weston? Ostatnio czu&#322;a w trzewiach znajome mrowienie i &#380;a&#322;owa&#322;a, &#380;e tak bardzo jej na nim zale&#380;y. Lubi&#322;a ukradkiem si&#281; z nim spotyka&#263;. To by&#322;o ekscytuj&#261;ce. Nie uroni&#322;a ani jednej &#322;zy nad utracon&#261; cnot&#261;. Nie podejrzewa&#322;a jednak, &#380;e si&#281; w nim zakocha. By&#322; za stary, zbyt przyziemny, egocentryczny i mia&#322; j&#261; gdzie&#347;. W&#322;a&#347;nie to j&#261; doprowadza&#322;o do sza&#322;u.

W ko&#324;cu ten w&#243;dz, czy jak mu tam, sko&#324;czy&#322; przemow&#281; i zebrani zacz&#281;li cicho &#347;piewa&#263; jak&#261;&#347; pie&#347;&#324;. Tessa nie mog&#322;a w to uwierzy&#263;. Mo&#380;liwe, &#380;e Jack Songbird by&#322; czystej krwi Amerykaninem, ale tak zwane plemi&#281; zapewne nic dla niego nie znaczy&#322;o. Podobnie jak te wszystkie rytua&#322;y, kt&#243;re tak ho&#322;ubili. Przecie&#380; nie biega&#322; w k&#243;&#322;ko w wisiorkach i pi&#243;ropuszach ani nie je&#378;dzi&#322; na &#322;aciatym koniu.

Kiedy umilk&#322;y obco brzmi&#261;ce s&#322;owa, grupa si&#281; rozpierzch&#322;a i Tessa nie chcia&#322;a traci&#263; czasu. Pobieg&#322;a &#347;cie&#380;k&#261; do drogi, gdzie by&#322;y zaparkowane wszystkie samochody. Ci&#281;&#380;ar&#243;wki, d&#380;ipy, kilka kombi i par&#281; furgonetek sta&#322;o obok srebrnego mercedesa Dominique. Tessa w&#347;lizgn&#281;&#322;a si&#281; na pluszowe siedzenie. Reszta rodziny zosta&#322;a, by zamieni&#263; kilka s&#322;&#243;w z Ruby i Crystal.

Tessa nie mia&#322;a ochoty sili&#263; si&#281; na przyjacielskie gesty. Co mog&#322;a powiedzie&#263;? Oczywi&#347;cie, by&#322;o jej przykro, &#380;e Jack zgin&#261;&#322;. Jego &#347;mier&#263; na pewno by&#322;a dla nich czym&#347; przera&#380;aj&#261;cym. Zadr&#380;a&#322;a, wyobra&#380;aj&#261;c sobie, jak spada si&#281; z takiej ska&#322;y. Ale nic nie mog&#322;a zrobi&#263; i &#380;adne jej s&#322;owo ju&#380; nic by nie zmieni&#322;o. Ale przede wszystkim nie wiedzia&#322;a, co ma powiedzie&#263; Crystal. Zgarbi&#322;a si&#281; na siedzeniu w nadziei, &#380;e siostra Jacka jej nie zauwa&#380;y. W samochodzie by&#322;o duszno. Nie by&#322;o czym oddycha&#263;. Tessa zerkn&#281;&#322;a na Crystal i zacz&#281;&#322;a si&#281; poci&#263;. M&#322;oda Indianka przygl&#261;da&#322;a si&#281; jej. &#346;widrowa&#322;a j&#261; na wylot tak przenikliwym spojrzeniem, &#380;e Tessa si&#281; przerazi&#322;a. Ta dziewczyna chyba jest szamank&#261;! Dr&#380;&#261;c&#261; r&#281;k&#261; si&#281;gn&#281;&#322;a do torebki po paczk&#281; papieros&#243;w. Nie, to nic nie da. Zreszt&#261;, matka nie wie, &#380;e najm&#322;odsza c&#243;rka pali papierosy.

Czy nie mog&#261; po prostu st&#261;d odjecha&#263;? Odk&#261;d Tessa zacz&#281;&#322;a si&#281; umawia&#263; z Westonem, czu&#322;a, jak Crystal spojrzeniem wbija w jej serce sztylety. Nienawidzi jej. Ale z jakiej racji? Crystal nie ma &#380;adnych praw do Westona.

Problem w tym, &#380;e Tessa te&#380; ich nie ma.

Drzwi mercedesa zn&#243;w si&#281; otworzy&#322;y i matka usiad&#322;a za kierownic&#261;. Miranda i Claire zaj&#281;&#322;y miejsca na tylnym siedzeniu.

Wiem, &#380;e to dla Ruby bolesna strata  odezwa&#322;a si&#281; Dominique, wycieraj&#261;c oczy wymi&#281;t&#261; chusteczk&#261;. Znalaz&#322;a w torebce klucze.  Strata dziecka C&#243;&#380;, chyba nie ma na &#347;wiecie nic gorszego.  Zadudni&#322;y silniki i samochody przeje&#380;d&#380;a&#322;y obok nich. Dominique przekr&#281;ci&#322;a kluczyki w stacyjce.  Ale mimo &#380;e ich spotka&#322;a ogromna tragedia, to nie jest odpowiedni czas na dokonywanie zmian, kt&#243;rych mog&#261; p&#243;&#378;niej &#380;a&#322;owa&#263;.  Wyprowadzi&#322;a samoch&#243;d na w&#261;sk&#261; &#380;wirow&#261; drog&#281;.

O jakich zmianach m&#243;wisz?  spyta&#322;a Claire.

Tessa przewr&#243;ci&#322;a oczami, jakby chcia&#322;a zapyta&#263;: A kogo to obchodzi?.

Ruby odesz&#322;a  poinformowa&#322;a Miranda. Dominique zacisn&#281;&#322;a usta.

Odesz&#322;a?  powt&#243;rzy&#322;a Claire.

C&#243;&#380;, jestem pewna, &#380;e zmieni zdanie.  Matka zerkn&#281;&#322;a w lusterko wsteczne.  Na razie jest po prostu za&#322;amana. Za kilka tygodni, kiedy och&#322;onie z rozpaczy, dojdzie do wniosku, &#380;e potrzebuje normalno&#347;ci, kt&#243;r&#261; mo&#380;e jej da&#263; praca u nas.  Westchn&#281;&#322;a i ustawi&#322;a klimatyzacj&#281;.  W ka&#380;dym razie mam zamiar jej da&#263; podwy&#380;k&#281;. Mo&#380;e to j&#261; sk&#322;oni do powrotu.

S&#261;dz&#281;, &#380;e tu nie chodzi o pieni&#261;dze  zebra&#322;a si&#281; na odwag&#281; Claire.

Oczywi&#347;cie, &#380;e nie. Przynajmniej jeszcze nie. Kiedy &#380;ycie Songbird&#243;w si&#281; ustabilizuje, Ruby b&#281;dzie mia&#322;a za du&#380;o wolnego czasu. A przecie&#380; ma jeszcze c&#243;rk&#281;, o kt&#243;r&#261; musi si&#281; zatroszczy&#263;. A Crystal chce i&#347;&#263; do collegeu. Wiecie, &#380;e to kosztuje.  W&#322;&#261;czy&#322;a &#347;wiat&#322;o migowe, bo zbli&#380;ali si&#281; do autostrady.  Ruby wr&#243;ci.

Tessie by&#322;o wszystko jedno. Ruby by&#322;a niezno&#347;na, wszystkich rozstawia&#322;a po k&#261;tach. Wprawdzie to nale&#380;a&#322;o do jej obowi&#261;zk&#243;w, ale Tessa nie mog&#322;a znie&#347;&#263;, &#380;e jedna z pracownic, w dodatku s&#322;u&#380;&#261;ca, jej rozkazuje. Tessa uwa&#380;a&#322;a, &#380;e rodzina obejdzie si&#281; bez Ruby Songbird i jej czarnych pot&#281;piaj&#261;cych oczu. Szkoda, &#380;e tak si&#281; sta&#322;o z Jackiem, wydawa&#322; si&#281; w porz&#261;dku, ale Tessa nie mia&#322;a zamiaru zmienia&#263; swojego &#380;ycia tylko dlatego, &#380;e on umar&#322;.

Bo&#380;e drogi, co to?  wyszepta&#322;a Dominique, naciskaj&#261;c na hamulce. Przed jej oczami mign&#261;&#322; czarno-srebrny motocykl, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie wjecha&#322; na asfalt, nie zwa&#380;aj&#261;c na podmuch ci&#281;&#380;ar&#243;wki, kt&#243;ra wioz&#322;a drewno na po&#322;udnie.

O Bo&#380;e!  krzykn&#281;&#322;a Claire, obejmuj&#261;c twarz d&#322;o&#324;mi.  Kane

Czy to m&#322;ody Moran?  spyta&#322;a Dominique, wci&#261;&#380; trzymaj&#261;c r&#281;k&#281; na sercu.  My&#347;la&#322;am, &#380;e jest nieco rozs&#261;dniejszy, ale w ko&#324;cu nic dziwnego, &#380;e jest, jaki jest.

To znaczy?  spyta&#322;a Claire, szeroko otwieraj&#261;c oczy. Tessa przygl&#261;da&#322;a si&#281; matce.

Ten dzikus w og&#243;le nie zosta&#322; wychowany. Ojciec jest alkoholikiem, a matka go opu&#347;ci&#322;a.  Jeszcze raz sprawdzi&#322;a, co si&#281; dzieje na szosie, zwolni&#322;a hamulec.  Je&#347;li nie b&#281;dzie uwa&#380;a&#322;, nie do&#380;yje dwudziestu lat.

Nie wa&#380; si&#281; tak m&#243;wi&#263;!

Dlaczego tak si&#281; o niego martwisz?  Tessa nagle si&#281; o&#380;ywi&#322;a.

Nie martwi&#281; si&#281;. Po prostu wiem, &#380;e przyja&#378;ni&#322; si&#281; z Jackiem Songbirdem.

Tak? A sk&#261;d wiesz?

Widzia&#322;am, jak razem si&#281; w&#322;&#243;cz&#261;, a poza tym  Claire zawaha&#322;a si&#281;  sam mi to powiedzia&#322;.

Kiedy?

Nie pami&#281;tam.

Znasz go?  spyta&#322;a z Tessa z niedowierzaniem w g&#322;osie. Obr&#243;ci&#322;a si&#281; na siedzeniu i spojrza&#322;a w blad&#261; twarz Claire. Co si&#281; tu dzieje?

Tak.

Jak blisko?

Claire popatrzy&#322;a m&#322;odszej siostrze w oczy.

Wystarczaj&#261;co blisko  o&#347;wiadczy&#322;a i odwr&#243;ci&#322;a wzrok w stron&#281; okna.  Wystarczaj&#261;co blisko.

Miranda wpatrywa&#322;a si&#281; w kalendarz. Co&#347; by&#322;o nie tak. Nie mog&#322;a si&#281; sp&#243;&#378;ni&#263;. To niemo&#380;liwe. By&#322;a bardzo ostro&#380;na. Hunter te&#380;. Rzadko kochali si&#281; bez prezerwatywy. Jednak policzy&#322;a dni na kartkach nieub&#322;aganego kalendarza  okres si&#281; sp&#243;&#378;ni&#322; o trzy dni. Dosi&#281;gn&#261;&#322; j&#261; bolesny cios prawdy: by&#322;a w ci&#261;&#380;y.

Kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y i opad&#322;a na krzes&#322;o przy biurku. To nie mog&#322;o si&#281; jej przydarzy&#263;  jej, dziewczynie, kt&#243;ra tak starannie zaplanowa&#322;a &#380;ycie. Zacisn&#281;&#322;a pi&#281;&#347;ci i pomy&#347;la&#322;a o dziecku Dziecko! Na Boga, to nie tylko wstyd z powodu zaj&#347;cia w ci&#261;&#380;&#281;, to r&#243;wnie&#380; ca&#322;a reszta, czyli wychowanie Dziecka Huntera. Opar&#322;a ci&#281;&#380;k&#261; g&#322;ow&#281; na d&#322;oniach.

Pom&#243;&#380; mi  wyszepta&#322;a.

Co b&#281;dzie z jej collegeem, dyplomem, marzeniami o zawodzie prawnika?

&#321;zy piek&#322;y j&#261; w oczy, ale powstrzyma&#322;a si&#281; przed p&#322;aczem. My&#347;la&#322;a o nowej osobie, cz&#261;stce jej i Huntera. O male&#324;kiej istotce, kt&#243;ra ros&#322;a w jej &#322;onie. Dziecko! Rozlu&#378;ni&#322;a pi&#281;&#347;ci i pog&#322;adzi&#322;a p&#322;aski brzuch. Ca&#322;a we &#322;zach, kt&#243;rych nie mog&#322;a opanowa&#263;, snu&#322;a romantyczne fantazje: &#347;lub z Hunterem, narodziny dziecka, dalsze studia. Musia&#322;aby podj&#261;&#263; prac&#281;, a Hunter zrezygnowa&#322;by z marze&#324; o zakupie w&#322;asnego rancza. Ale to nie znaczy to, &#380;e &#347;wiat si&#281; zawali tylko dlatego, &#380;e b&#281;d&#261; mieli dziecko.

Nie. Wprost przeciwnie  to b&#281;dzie dopiero pocz&#261;tek.

Mimo to by&#322;a &#347;miertelnie wystraszona. Postanowi&#322;a si&#281; dowiedzie&#263; w miejscowym szpitalu okr&#281;gowym, czy nie jest to fa&#322;szywy alarm, i ostro&#380;nie przekaza&#263; t&#281; wiadomo&#347;&#263; Hunterowi. Zastanawia&#322;a si&#281;, jak j&#261; przyjmie. Zna&#322;a jego stosunek do w&#322;asnego ojca, a w&#322;a&#347;ciwie ojczyma.

Hunter Riley nie by&#322;, jak wszyscy przypuszczali, biologicznym synem Dana. Dan Riley o&#380;eni&#322; si&#281; z matk&#261; Huntera, kiedy ma&#322;y mia&#322; zaledwie dwa latka. M&#322;ody cz&#322;owiek nie pami&#281;ta&#322; &#380;adnego innego opiekuna p&#322;ci m&#281;skiej pr&#243;cz Dana, kt&#243;ry traktowa&#322; go tak jak w&#322;asnego syna.

Hunter zwierzy&#322; si&#281; Mirandzie, &#380;e nie wyobra&#380;a&#322; sobie, &#380;eby ktokolwiek zaj&#261;&#322; miejsce Dana Rileya. Dlatego nigdy nie usi&#322;owa&#322; si&#281; dowiedzie&#263;, kto go sp&#322;odzi&#322;. Matka nie wyjawi&#322;a tego sekretu do ko&#324;ca &#380;ycia. Hunter mia&#322; prawie dwana&#347;cie lat, kiedy zm&#243;g&#322; j&#261; rak. W czasie pogrzebu w ko&#347;ci&#243;&#322;ku prezbiteria&#324;skim tu&#380; za miastem spodziewa&#322; si&#281;, &#380;e mo&#380;e zobaczy faceta w &#347;rednim wieku, kt&#243;ry podejdzie do niego i o&#347;wiadczy, &#380;e jest jego naturalnym ojcem, ale tak sienie sta&#322;o. Najwyra&#378;niej naturalny ojciec Huntera w og&#243;le nie wiedzia&#322; o jego istnieniu albo po prostu go to nie obchodzi&#322;o. Hunterowi zreszt&#261; te&#380; by&#322;o wszystko jedno.

Miranda wsta&#322;a, podesz&#322;a do okna i otworzy&#322;a je szeroko, &#380;eby si&#281; och&#322;odzi&#263;. Owion&#281;&#322;y j&#261; zapachy z ogrodu: r&#243;&#380; i kapryfolium.

A je&#347;li Hunter nie zechce si&#281; z ni&#261; o&#380;eni&#263;? Je&#347;li uzna swoje marzenia za wa&#380;niejsze od w&#322;asnego dziecka? Je&#347;li b&#281;dzie nalega&#322;, &#380;eby usun&#261;&#263; ci&#261;&#380;&#281;? &#346;cisn&#281;&#322;o j&#261; w gardle. Przytrzyma&#322;a si&#281; ramy okiennej, &#380;eby nie upa&#347;&#263;. U&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e tak ma&#322;o o nim wie, o wiele za ma&#322;o, &#380;eby decydowa&#263; si&#281; na ma&#322;&#380;e&#324;stwo.

Ale go kocha. Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y. Tak ju&#380; jest w &#380;yciu. Pomasowa&#322;a brzuch i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;. Brzmi to troch&#281; staromodnie, ale mo&#380;e jej w&#322;a&#347;nie dziecka potrzeba do szcz&#281;&#347;cia.

Co to?  spyta&#322;a Paige, tryskaj&#261;c rado&#347;ci&#261;, kiedy Kendall wr&#281;czy&#322;a jej plastikowe pude&#322;ko z wielk&#261; r&#243;&#380;ow&#261; kokard&#261;.

Niespodzianka.

Ale to nie s&#261; moje urodziny ani Bo&#380;e Narodzenie, ani nic takiego.

Wiem  odpar&#322;a Kendall, siadaj&#261;c za biurkiem i splataj&#261;c d&#322;onie na kolanie.  Po prostu zobaczy&#322;am to i pomy&#347;la&#322;am, &#380;e ci si&#281; spodoba. Nie kr&#281;puj si&#281;. Otw&#243;rz.

Na twarz Paige wype&#322;z&#322; md&#322;y u&#347;miech, kt&#243;ry bardzo pasowa&#322; do jej przes&#322;odzonego pokoju z &#322;&#243;&#380;kiem pod baldachimem, z cukierkow&#261; kom&#243;dk&#261;, toaletk&#261; i biurkiem. A wszystko w bieli ze z&#322;otymi lam&#243;wkami, r&#243;&#380;owymi p&#261;czkami r&#243;&#380; i koronkowym wyko&#324;czeniem! Cudak, nie dziewczyna.

Paige po&#347;piesznie otwiera&#322;a paczk&#281;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; szeroko. Odrzuci&#322;a na bok wst&#261;&#380;k&#281; i papier ozdobny i wreszcie g&#322;&#281;boko w &#347;rodku znalaz&#322;a nagrod&#281;. By&#322;a to bransoletka-amulet ozdobiona kotem z zakr&#281;conym ogonem, zwisaj&#261;cym z cienkiego &#322;a&#324;cuszka.

Och!  szepn&#281;&#322;a, przybli&#380;aj&#261;c obrzydliwy przedmiot do oczu i przygl&#261;daj&#261;c si&#281; kotkowi, kt&#243;ry rytmicznie dynda&#322; przed jej nosem. Przez sekund&#281; Kendall obawia&#322;a si&#281;, &#380;e ma&#322;a mo&#380;e popa&#347;&#263; w stan hipnotyczny.  To jest pi&#281;kne.

To nic takiego.

O nie, Kendall  powiedzia&#322;a Paige, tak mocno przyciskaj&#261;c bransoletk&#281; do serca, jakby by&#322;a wysadzana wielkimi diamentami.  To najmilsza rzecz, jak&#261; kiedykolwiek dosta&#322;am.

To tylko bransoletka.

Paige pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; i prze&#322;kn&#281;&#322;a &#322;z&#281;.

To co&#347; o wi&#281;cej. O wiele wi&#281;cej. Dzi&#281;kuj&#281;.

Nie dzi&#281;kuj, tylko no&#347; j&#261; szcz&#281;&#347;liwie  odpar&#322;a Kendall, ale pomy&#347;la&#322;a, &#380;e reakcje ma&#322;ej s&#261; dziwne. Czy nikt nigdy nie by&#322; dla niej mi&#322;y? Bogate dziecko Neala Taggerta, jedyna jego c&#243;rka, kt&#243;ra nosi tandetne spinki do w&#322;os&#243;w i wytrzyma&#322;a operacj&#281; plastyczn&#261; nosa, &#380;eby si&#281; upi&#281;kszy&#263; Czy nie otrzymuje stos&#243;w prezent&#243;w w ci&#261;gu roku?

To jest wyj&#261;tkowe dlatego, &#380;e ty mi to da&#322;a&#347;  wyja&#347;ni&#322;a dziewczynka, wk&#322;adaj&#261;c bransoletk&#281; na t&#322;usty nadgarstek i zapinaj&#261;c j&#261;.  Da&#322;a&#347; j&#261; nie dlatego, &#380;e tak wypada&#322;o, ale dlatego &#380;e chcia&#322;a&#347;.

Kendall by&#322;a za&#380;enowana. Oczywi&#347;cie, mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e podarunkami kupi lojalno&#347;&#263; Paige, ale nie chcia&#322;a jej &#322;ama&#263; serca. Przygniata&#322; j&#261; ci&#281;&#380;ar winy.

To naprawd&#281; nic takiego.

Paige spojrza&#322;a na ni&#261; z uwielbieniem.

Szkoda, &#380;e nie ty masz zosta&#263; moj&#261; szwagierk&#261;, tylko ta g&#322;upia Holland  powiedzia&#322;a, jakby czyta&#322;a w my&#347;lach Kendall.

Mo&#380;liwe, &#380;e ta ma&#322;a jest bystrzejsza, ni&#380; si&#281; wydaje.

Ja te&#380; &#380;a&#322;uj&#281;, ale niewiele mog&#281; na to poradzi&#263;. Harley chce jej.

Harley jest g&#322;upi.

Wiesz, &#380;e go kocham.

Och, wiem.  Paige ra&#378;nie pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;; kosmyki prostych w&#322;os&#243;w muska&#322;y ramiona.  A ona go nie kocha. Na pewno nie tak bardzo jak ty.

Ona by tak nie umia&#322;a.  Kendall przesun&#281;&#322;a palcem po z&#322;otej kraw&#281;dzi biurka Paige.  Wierz mi, stawa&#322;am na g&#322;owie, &#380;eby go przekona&#263;. Wszystko na nic.

Po prostu powinien cz&#281;&#347;ciej przebywa&#263; z tob&#261;, a rzadziej z ni&#261;.  Paige podesz&#322;a do lustra i przyjrza&#322;a si&#281; odbiciu swojej r&#281;ki z bransoletk&#261;. Patrzy&#322;a, jak srebrny kot ta&#324;czy w promieniach s&#322;o&#324;ca.  Najlepiej by by&#322;o, &#380;eby wyjecha&#322;a.

Nie wyjedzie.  Kendall westchn&#281;&#322;a t&#281;sknie.

W takim razie powinien by&#322; jej si&#281; przytrafi&#263; taki wypadek jak temu m&#322;odemu Indianinowi.

Jackowi Songbirdowi?  Kendall przebieg&#322; po plecach ch&#322;odny dreszcz.

Tak.  Paige podnios&#322;a g&#322;ow&#281; i spojrza&#322;a w lustrzane odbicie przera&#380;onych oczu Kendall.  On zgin&#261;&#322;.

Wiem.

Wi&#281;c ju&#380; nikomu nie stanie na drodze.

Nie s&#261;dzi&#322;am To znaczy, nie s&#261;dz&#281;, &#380;e komukolwiek stawa&#322; na drodze.

Podkrada&#322; z tartaku.

S&#322;ucham?  Kendall zaniem&#243;wi&#322;a. Wcze&#347;niej mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e pokieruje rozmow&#261; tak, &#380;eby rozwin&#261;&#263; w&#261;tek Claire i zaproponowa&#263; jej, &#380;eby zrobi&#322;a ma&#322;y wywiad na jej temat albo porozmawia&#322;a z t&#261; kretynk&#261;, najm&#322;odsz&#261; Holland, i wydoby&#322;a na wierzch troch&#281; brud&#243;w. W okolicy nie by&#322;o drugiej osoby, kt&#243;ra by robi&#322;a z siebie tak&#261; &#347;wi&#281;toszk&#281; jak Claire Holland. Ale ta rozmowa nagle wkroczy&#322;a na niebezpieczne tory. Kendall niespokojnie poliza&#322;a usta i zastanawia&#322;a si&#281;, jak by tu szybko si&#281; wymkn&#261;&#263;. Paige by&#322;a nie tylko dziwaczk&#261;, ale te&#380; troch&#281; psychopatk&#261;.

Wi&#281;c B&#243;g pokara&#322; Jacka za odbieranie pieni&#281;dzy mojemu ojcu.

Oczywi&#347;cie w to nie wierzysz?  Kendall by&#322;a przera&#380;ona.

Dlaczego nie? Tego ucz&#261; w szk&#243;&#322;ce niedzielnej. Poza tym i tak wszyscy kiedy&#347; umrzemy.  Paige zadar&#322;a g&#322;ow&#281; i wpatrywa&#322;a si&#281; w sufit.  Tak, my&#347;l&#281;, &#380;e to by nie by&#322; z&#322;y pomys&#322;. Gdyby Claire umar&#322;a

Nie umrze. Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, ma dopiero siedemna&#347;cie lat. Ludzie nie odchodz&#261; z tego &#347;wiata w tym wieku.

Jack odszed&#322;  przypomnia&#322;a Paige zadumanym g&#322;osem i dotkn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; ulubionego wypchanego zwierzaka, ogromnej pandy o smutnych oczach.  C&#243;&#380;, by&#322; od niej troch&#281; starszy, ale niewiele.  Spojrza&#322;a na l&#347;ni&#261;cego kota, kt&#243;ry przyprawia&#322; Kendall o dreszcz. Paige pog&#322;aska&#322;a wielk&#261; g&#322;ow&#281; misia.  Wiesz, Claire te&#380; mog&#322;aby umrze&#263;.  Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.  Trzeba tylko bardzo tego chcie&#263; i &#380;arliwie si&#281; modli&#263;.



7.

Pstrykn&#281;&#322;a zapalniczka i Weston zapali&#322; papierosa. Sam sobie si&#281; dziwi&#322;, &#380;e zgodzi&#322; si&#281; spotka&#263; z Tess&#261; w &#347;rodku nocy w&#322;a&#347;nie tutaj  rzut beretem od jej domu. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e ta ma&#322;a lubi kusi&#263; los. Z ka&#380;d&#261; potajemn&#261; schadzk&#261; stawa&#322;a si&#281; coraz &#347;mielsza. Powinien z ni&#261; zerwa&#263;, by&#322;a dla niego zbyt ekstrawagancka. Ale podoba&#322;o mu si&#281;, &#380;e sypia z c&#243;rk&#261; Dutcha  nawet je&#347;li to nie by&#322;a ta w&#322;a&#347;ciwa c&#243;rka.

Przechadza&#322; si&#281; brzegiem jeziora, zas&#322;oni&#281;ty jedynie parawanem &#380;ywop&#322;otu, kt&#243;ry rozci&#261;ga&#322; si&#281; od ko&#324;ca gara&#380;u do pomostu, i w&#322;osy mu si&#281; je&#380;y&#322;y na karku, jakby patrzy&#322;y na niego niewidzialne oczy.

Cienkie chmury przys&#322;ania&#322;y ksi&#281;&#380;yc, przepuszczaj&#261;c niewiele &#347;wiat&#322;a, jednak widzia&#322; zarys domu po&#347;r&#243;d drzew, gara&#380;, ogr&#243;d, kamienne &#347;cie&#380;ki i schody wiod&#261;ce w r&#243;&#380;nych kierunkach. Jezioro by&#322;o g&#322;adkie jak ciemne lustro. W g&#243;rze trzepota&#322;y skrzyd&#322;ami nietoperze. Zerkn&#261;&#322; na zegarek. Sp&#243;&#378;nia&#322;a si&#281;! Po&#380;a&#322;owa&#322;, &#380;e w og&#243;le tu przyszed&#322;.

Us&#322;ysza&#322; lekkie po&#347;pieszne kroki. Zgasi&#322; papierosa. Zza ga&#322;&#281;zi &#380;ywop&#322;otu patrzy&#322;, jak w jego stron&#281; biegnie dziewczyna, bosymi stopami ledwie dotykaj&#261;c kamieni. Ju&#380; otwiera&#322; usta, by j&#261; przywita&#263;, ale w por&#281; je zamkn&#261;&#322;.

To nie Tessa przemyka&#322;a w ciemno&#347;ciach, lecz Miranda. Z ty&#322;u powiewa&#322;y czarne w&#322;osy przewi&#261;zane bia&#322;&#261; wst&#261;&#380;k&#261;.

Serce mu wali&#322;o jak oszala&#322;e, a w ustach zasch&#322;o. Mia&#322;a na sobie zwiewn&#261;, bia&#322;&#261; sukienk&#281;. A mo&#380;e to by&#322;a koszula nocna? Wiatr j&#261; podwiewa&#322; do g&#243;ry, ods&#322;aniaj&#261;c smuk&#322;e nogi.

Kiedy us&#322;ysza&#322;a niski gwizd, rytm jej krok&#243;w si&#281; zachwia&#322;, a potem przy&#347;pieszy&#322;. Pobieg&#322;a w stron&#281; jeziora.

Weston nie wytrzyma&#322;. Ruszy&#322; za ni&#261;. Przedzieraj&#261;c si&#281; pomi&#281;dzy drzewami, pod&#261;&#380;a&#322; za jej zwiewn&#261; sukienk&#261;, staraj&#261;c si&#281; zachowa&#263; pewien dystans. Spala&#322; go ogie&#324; &#380;&#261;dzy. By&#322;a tak pi&#281;kna! Zatrzyma&#322;a si&#281; na pla&#380;y. Ksi&#281;&#380;yc srebrzy&#322; jej twarz.

Weston skry&#322; si&#281; za pniem ameryka&#324;skiej jod&#322;y i sta&#322; nieruchomo. Zobaczy&#322; m&#281;&#380;czyzn&#281;  wysokiego, umi&#281;&#347;nionego typa, kt&#243;ry bez s&#322;owa wzi&#261;&#322; Mirand&#281; w ramiona i przywita&#322; d&#322;ugim p&#322;omiennym poca&#322;unkiem. Westchn&#281;&#322;a.

W Westonie krew zaczyna&#322;a wrze&#263;. Rozpozna&#322; faceta. To Hunter Riley, syn tego pieprzonego str&#243;&#380;a. Mia&#322; na sobie jedynie opadaj&#261;ce d&#380;insy. Ca&#322;owa&#322; Mirand&#281; tak d&#322;ugo, a&#380; dr&#380;&#261;ce kolana ugi&#281;&#322;y si&#281; pod ni&#261; i osun&#281;&#322;a si&#281; na piasek.

Randa  zdyszanym g&#322;osem szepn&#261;&#322; Riley, rozpinaj&#261;c z przodu guziki jej sukienki.  Moja pi&#281;kna Miranda.  Kiedy sukienka si&#281; rozchyli&#322;a, ukazuj&#261;c jej bujne nagie piersi, Weston poczu&#322;, &#380;e twardnieje mu przyrodzenie. Musia&#322; wk&#322;ada&#263; sporo wysi&#322;ku w trzymanie r&#261;k na wodzy.

Niczym zboczony podgl&#261;dacz patrzy&#322;, jak Hunter pie&#347;ci, ca&#322;uje i ssie te piersi, wydaj&#261;c z siebie zwierz&#281;ce pomruki.

Sukinsyn! Jak on &#347;mie  on, takie zero!  dotyka&#263; tej jedynej kobiety, kt&#243;rej Weston nie m&#243;g&#322; zdoby&#263;.

Mocno zacisn&#261;&#322; z&#281;by, gdy Riley zdejmowa&#322; z niej sukienk&#281;. Powoli ods&#322;ania&#322;a zgrabne nogi oraz wspania&#322;&#261; k&#281;pk&#281; czarnych loczk&#243;w powy&#380;ej ud, o&#347;wietlon&#261; teraz ksi&#281;&#380;ycow&#261; po&#347;wiat&#261;. Riley przytuli&#322; g&#322;ow&#281; do jej brzucha. Targa&#322;a palcami jego w&#322;osy, gdy posuwa&#322; si&#281; coraz ni&#380;ej, li&#380;&#261;c i pieszcz&#261;c jej sk&#243;r&#281;. Weston oddycha&#322; p&#322;ytko. Powinien by&#322; odwr&#243;ci&#263; oczy od tej sceny, ale nie by&#322; w stanie. R&#281;ce mu si&#281; wcisn&#281;&#322;y do rozporka i zacz&#261;&#322; pociera&#263; napi&#281;ty cz&#322;onek, &#380;a&#322;uj&#261;c, &#380;e nie mo&#380;e go w&#347;lizgn&#261;&#263; w gor&#261;co&#347;&#263; Mirandy Holland.

Hunter zdj&#261;&#322; spodnie i roz&#322;o&#380;y&#322; jej nogi. Weston ugryz&#322; si&#281; w j&#281;zyk, &#380;eby nie krzykn&#261;&#263;.

Z jej ust dobywa&#322;y si&#281; ciche, niecierpliwe j&#281;ki. Przylgn&#281;&#322;a do kochanka napi&#281;tym cia&#322;em, kocha&#322;a si&#281; z nim jak ow&#322;adni&#281;ta &#380;&#261;dz&#261; tygrysica. Weston od dawna podejrzewa&#322;, &#380;e jest w&#322;a&#347;nie taka. Jego palce porusza&#322;y si&#281; coraz szybciej. Tymczasem Hunter wygi&#261;&#322; g&#322;ow&#281; do ty&#322;u i wyda&#322; z siebie d&#322;ugi okrzyk triumfu.

Weston skuli&#322; si&#281; w sobie, kiedy spocony jak mops Riley upad&#322; na ni&#261; i przytuli&#322; j&#261; mocno, przygniataj&#261;c cudowne piersi. Szepn&#261;&#322; jej co&#347; na ucho i na sekund&#281; podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;. Westonowi wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e patrzy prosto na niego. By&#322;o to oczywi&#347;cie z&#322;udzenie, bo przecie&#380; nie m&#243;g&#322; go dojrze&#263; zza g&#281;stych ga&#322;&#281;zi jode&#322;. A jednak odni&#243;s&#322; wra&#380;enie, &#380;e Hunter widzi, jak on, Weston, dyszy w ekstazie, a pot sp&#322;ywa mu po karku.

Miranda powiedzia&#322;a co&#347; do Huntera, kt&#243;ry ponownie skupi&#322; si&#281; na le&#380;&#261;cej pod nim d&#322;ugonogiej pi&#281;kno&#347;ci. Po&#380;&#261;danie wci&#261;&#380; pulsowa&#322;o w skroniach Westona, ale powoli zacz&#261;&#322; si&#281; z pla&#380;y wycofywa&#263; t&#261; sam&#261; &#347;cie&#380;k&#261;, kt&#243;r&#261; tam przyszed&#322;. Zawadzi&#322; o wystaj&#261;cy korze&#324;, potkn&#261;&#322; si&#281;, upad&#322; twarz&#261; na ostre szpilki jod&#322;owe, w ko&#324;cu jednak odnalaz&#322; drog&#281; na pomost.

Serce mu zamar&#322;o. Na kraw&#281;dzi molo dojrza&#322; Tess&#281;. Moczy&#322;a stopy w wodzie nie dalej ni&#380; dwie&#347;cie metr&#243;w od miejsca, w kt&#243;rym jej siostra le&#380;a&#322;a nago na piasku.

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, kiedy do niej podchodzi&#322;. Zauwa&#380;y&#322; na jej policzkach &#347;lady &#322;ez.

I co? Podoba&#322;o si&#281;?  spyta&#322;a gwa&#322;townym szeptem, kt&#243;ry prawdopodobnie rozni&#243;s&#322; si&#281; echem po jeziorze.

Chod&#378;my st&#261;d.

Co z tob&#261;?  spyta&#322;a.  Dlaczego wci&#261;&#380; spotykasz si&#281; ze mn&#261;, kiedy tak naprawd&#281; pragniesz jej?

Kogo?

Potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;, odgarniaj&#261;c w&#322;osy z twarzy.

Nie wyg&#322;upiaj si&#281;. Przecie&#380; mam oczy i widz&#281;, &#380;e masz ochot&#281; na Mirand&#281;. Tylko nie rozumiem, co ty w niej widzisz.

Nie zaprzecza&#322;, a ona nie dawa&#322;a za wygran&#261;.

Wiesz, &#380;e ona kocha si&#281; w Hunterze.  Tessa z trudem si&#281; podnios&#322;a i stan&#281;&#322;a na pomo&#347;cie. Otrzepa&#322;a r&#281;ce z kurzu i poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem, &#380;eby ukry&#263; &#347;lady p&#322;aczu. Przynajmniej by&#322;a dumna.  Nie wiem dlaczego, ale Miranda my&#347;li, &#380;e ca&#322;y &#347;wiat, ksi&#281;&#380;yc i gwiazdy kr&#281;c&#261; si&#281; wok&#243;&#322; niego.  Zewn&#281;trzn&#261; stron&#261; d&#322;oni wytar&#322;a nos i skrzy&#380;owa&#322;a drobne ramiona na piersiach. Gdy Weston usi&#322;owa&#322; jej dotkn&#261;&#263;, szybko si&#281; cofn&#281;&#322;a i o ma&#322;o nie spad&#322;a z molo.  Kto by pomy&#347;la&#322;, &#380;e lodowata ksi&#281;&#380;niczka stopnieje pod dotykiem syna str&#243;&#380;a?  Cynicznie si&#281; u&#347;miecha&#322;a, patrz&#261;c Westonowi prosto w oczy.  Boli, prawda?

Tesso.  Usi&#322;owa&#322; j&#261; z&#322;apa&#263; za nadgarstek. Wyrwa&#322;a mu r&#281;k&#281;.

Nie dotykaj mnie!  burkn&#281;&#322;a, zamachn&#281;&#322;a si&#281; i wymierzy&#322;a mu policzek. Klap! Odg&#322;os ni&#243;s&#322; si&#281; echem po wodzie.  Nie dam si&#281; wi&#281;cej wykorzysta&#263; jak kurwa za dwa dolary. Wracaj do Crystal, je&#347;li zale&#380;y ci tylko na pieprzeniu. Weston si&#281; w&#347;ciek&#322;.

Chwileczk&#281;  rzuci&#322; tonem rozkazu i chwyci&#322; j&#261; w p&#243;&#322;. Co to ma znaczy&#263;? Tessa, kt&#243;ra zawsze by&#322;a taka uleg&#322;a, nagle rzuca si&#281; na niego z ogniem, jakiego przez te kilka tygodni u niej jeszcze nie widzia&#322;. Miota&#322;a si&#281;, kiedy ci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; brzegiem jeziora, byle dalej od Mirandy i od domu.

Pu&#347;&#263; mnie, ty skurwysynu!  Wbi&#322;a pi&#281;ty w ziemi&#281; i zawadzi&#322;a o korze&#324;. Trrrrach! Jej bluzka zahaczy&#322;a o ga&#322;&#261;&#378; i rozerwa&#322;a si&#281;.

Niby dlaczego?

Bo to koniec!  Szamota&#322;a si&#281;, a on trzyma&#322; j&#261; jeszcze mocniej. Jej op&#243;r go podnieci&#322;.

To ja decyduj&#281;, kiedy jest koniec.

Zostaw mnie, bo jak nie

R&#281;k&#261; zas&#322;oni&#322; jej usta i poczu&#322; z&#281;by wbijaj&#261;ce si&#281; w d&#322;o&#324;. Ale tylko troch&#281; si&#281; cofn&#261;&#322;. A niech sobie walczy do woli. W tej chwili nale&#380;y do niego. Gniew wzmaga&#322; jego &#380;&#261;dz&#281;, a w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263; wprawi&#322;a cz&#322;onek w stan gotowo&#347;ci bojowej. By&#322;a przestraszona. Czu&#322; t&#281; odmian&#281; w jej ciele, to napi&#281;cie mi&#281;&#347;ni. Zapach strachu &#322;echta&#322; jego nozdrza. Pomy&#347;la&#322;, &#380;e za chwil&#281; zmoczy spodnie.

Tesso, nie wiesz, &#380;e ze mn&#261; si&#281; nie zadziera? Jeszcze mnie na tyle nie pozna&#322;a&#347;, &#380;eby si&#281; tego domy&#347;li&#263;?

Zgi&#281;&#322;a si&#281;, wykr&#281;ci&#322;a i uderzy&#322;a go kolanem pomi&#281;dzy nogi. B&#243;l rozsadza&#322; mu krocze. Gwa&#322;townie sapa&#322;.

Ty kurwo  j&#281;kn&#261;&#322;, potrz&#261;saj&#261;c ni&#261;.  Ty przekl&#281;ta kurwo! Zap&#322;acisz mi za to!  Rozw&#347;cieczony ci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; po kamieniach przez p&#281;dy dziko rosn&#261;cej winoro&#347;li, kt&#243;re przyczepia&#322;y si&#281; do cia&#322;a i opl&#261;tywa&#322;y ich, przez powalone k&#322;ody, a&#380; dotar&#322; do polany, gdzie zaparkowa&#322;. Poci&#322; si&#281; i dysza&#322;, ale byli ju&#380; do&#347;&#263; daleko od domu Dutcha i nawet gdyby g&#322;upia krzycza&#322;a, nikt by jej nie us&#322;ysza&#322;. Nie wygra. Nie ma szans.

Jedn&#261; r&#281;k&#281; w&#322;o&#380;y&#322; do kieszeni, wyci&#261;gn&#261;&#322; n&#243;&#380; Jacka Songbirda i otworzy&#322; go, naciskaj&#261;c spr&#281;&#380;yn&#281;. Trzyma&#322; go na wysoko&#347;ci jej oczu.

Nie zr&#243;b nic g&#322;upiego, bo si&#281; skaleczysz  wycedzi&#322; przez z&#281;by.

Nie boj&#281; si&#281; ciebie  powiedzia&#322;a to z tak&#261; &#347;mia&#322;o&#347;ci&#261;, &#380;e niemal da&#322; si&#281; przekona&#263;. Ale g&#322;os jej nieco dr&#380;a&#322; i nie mog&#322;a oderwa&#263; wzroku od ostrza.  Wiesz co, my&#347;l&#281;, &#380;e &#380;e jeste&#347; &#380;a&#322;osny!  Poci&#322;a si&#281; i jej perfumy podra&#380;nia&#322;y jego nozdrza. Odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, jakby chcia&#322;a odej&#347;&#263;, wi&#281;c przystawi&#322; jej n&#243;&#380; do gard&#322;a. Piskliwie krzykn&#281;&#322;a:  Pu&#347;&#263; mnie, ty obci&#261;gaczu druta!

Nie ma mowy, Tesso, przecie&#380; um&#243;wili&#347;my si&#281; na randk&#281;. Zapomnia&#322;a&#347;?  Mocno j&#261; oplata&#322; ramionami. Plecami przylega&#322;a do jego brzucha, a szamocz&#261;c si&#281;, uderza&#322;a po&#347;ladkami o jego krocze. Mi&#281;kkie piersi gwa&#322;townie unosi&#322;y si&#281; i opada&#322;y pod jego r&#281;k&#261;, oddech mia&#322;a gor&#261;cy jak smok, kt&#243;ry zionie ogniem.

Pu&#347;&#263; mnie, do cholery.

Poliza&#322; jej kark. Odrzuci&#322;a g&#322;ow&#281; do ty&#322;u w nadziei, &#380;e go zrani. G&#322;upia dziwka.

Ostro&#380;nie, malutka.  Ugryz&#322; s&#322;on&#261; sk&#243;r&#281;. Krzykn&#281;&#322;a.

To by&#322;o za policzek.  Dr&#380;a&#322;a. Uwielbia&#322; to poczucie si&#322;y, jak&#261; mu dawa&#322; jej strach. Rozkoszowa&#322; si&#281; tym, &#380;e nad ni&#261; panuje, jakby by&#322;a jego niewolnikiem.  A teraz zrobisz dok&#322;adnie to, co ci ka&#380;&#281;, kurwo. I nie przestaniesz, dop&#243;ki nie ka&#380;&#281; ci przesta&#263;. Na kolana!

Cisn&#261;&#322; j&#261; na ziemi&#281;, wci&#261;&#380; trzymaj&#261;c w r&#281;ku n&#243;&#380;, jakby w ka&#380;dej chwili got&#243;w by&#322; go u&#380;y&#263;.

A teraz, &#347;licznotko, rozepnij mi rozporek.

Nie

Chwyci&#322; w gar&#347;&#263; gruby pukiel jej w&#322;os&#243;w i obci&#261;&#322; go.

Aaaa!

Z&#322;ote kosmyki rozsypa&#322;y si&#281; po ziemi.

Ju&#380;. Rozpinaj mi rozporek i spu&#347;&#263; mnie jak dobra dziewczynka.

Id&#378; poszuka&#263; Mirandy. To na ni&#261; masz ochot&#281;.

Ona jest zaj&#281;ta.

Przeszkadza ci to? Przecie&#380; lubisz to robi&#263; z kilkoma dziewczynami naraz.

Poczeka na swoj&#261; kolej.

Podskoczy&#322;a w g&#243;r&#281; i powiesi&#322;a si&#281; na nim, wbijaj&#261;c mu paznokcie w policzek.

Cholera jasna!  Ca&#322;a twarz go piek&#322;a. Zn&#243;w rzuci&#322; j&#261; na kolana.  Dosy&#263; tej zabawy, kurwo!  powiedzia&#322;. Krew kapa&#322;a mu na koszul&#281;.  Rozpinaj mi spodnie i

Brzydz&#281; si&#281; tob&#261;.

Naprawd&#281;? To niedobrze. Ale nie masz wyboru. A spr&#243;buj tylko dotkn&#261;&#263; mnie z&#281;bami Zemszcz&#281; si&#281;.

Nie zem&#347;cisz si&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a z nieoczekiwan&#261; pewno&#347;ci&#261; siebie, staj&#261;c na nogi.  Nie zabijesz mnie ani nawet nie zranisz  powiedzia&#322;a  bo by ci&#281; z&#322;apali. Nawet nie maj&#261;c najmniejszego dowodu, m&#243;j ojciec dorwa&#322;by ci&#281; jak kundla. Ludzie nas widzieli razem, a teraz  przed oczami pomacha&#322;a mu palcami z zakrwawionymi paznokciami  na moich r&#281;kach zosta&#322;y &#347;lady twojej krwi.

Na chwil&#281; serce mu zamar&#322;o.

Sadystyczny u&#347;miech Tessy zdradza&#322; jej drug&#261; natur&#281;.

Je&#347;li mnie zmusisz do zrobienia czego&#347;, na co nie mam ochoty, wszystko powiem ojcu i przysi&#281;gam, &#380;e z&#322;o&#380;&#281; doniesienie na policji. Aresztuj&#261; ci&#281; za za naruszenie cudzej w&#322;asno&#347;ci oraz za napad i gwa&#322;t.

Nie wierzy&#322; jej.

Nie mog&#322;aby&#347;

Ty gnoju, pr&#281;dzej bym ci&#281; zabi&#322;a, ni&#380; pozwoli&#322;a ci si&#281; dotkn&#261;&#263;. Wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281;, ale uderzeniem odtr&#261;ci&#322;a j&#261;.

P&#243;jdziesz do wi&#281;zienia, Weston. M&#243;j ojciec ju&#380; tego dopilnuje.  Zmierzy&#322;a go pe&#322;nym nienawi&#347;ci wzrokiem. Jej twarz by&#322;a ub&#322;ocona, bluzka podarta. Patrzy&#322;a na niego tak, jak gdyby by&#322;a gotowa go rozerwa&#263; na strz&#281;py go&#322;ymi r&#281;kami.

Nie zrobi&#322;aby&#347; tego

To si&#281; przekonaj  ostrzeg&#322;a, przeszywaj&#261;c go spojrzeniem zranionego zwierza. Przypomina&#322;a mu oposa, kt&#243;rego kiedy&#347; schwyta&#322; w sid&#322;a. Zwierz&#281; warcza&#322;o, pokazuj&#261;c ostre jak brzytwy k&#322;y, zanim nie skr&#243;ci&#322; jego m&#281;czarni.

Zostaw mnie  rozkaza&#322;a. Nie &#380;artowa&#322;a.

Wszystkie jego mi&#281;&#347;nie domaga&#322;y si&#281;, &#380;eby rzuci&#263; si&#281; na ni&#261;, powali&#263; na ziemi&#281;, zerwa&#263; z niej ubranie Ale nie, nie pope&#322;ni tego b&#322;&#281;du. Nie teraz. Ten k&#281;s m&#243;g&#322;by go drogo kosztowa&#263;.

P&#243;&#378;niej, pomy&#347;la&#322;. Rozprawi si&#281; z ni&#261; innym razem. Na pewniejszym gruncie, gdzie on b&#281;dzie panem. Schowa&#322; n&#243;&#380; i wsiad&#322; do samochodu. Odjecha&#322; z piskiem opon, podskakuj&#261;c na wyboistej drodze. W lusterku wstecznym widzia&#322; dumnie wyprostowane plecy Tessy w poszarpanych &#322;achach, kt&#243;re eksponowa&#322;a jak order za odwag&#281;.

D&#322;onie poci&#322;y mu si&#281; na kierownicy, kiedy min&#261;&#322; zakr&#281;t i w&#322;&#261;cza&#322; drugi bieg. Krew pulsowa&#322;a mu w skroniach. Je&#347;li ta dziwka my&#347;li, &#380;e ma nad nim przewag&#281;, to si&#281; myli. &#346;miertelnie si&#281; myli.

M&#243;wi&#281; ci synu, licz&#281; na ciebie.  Neal wycelowa&#322; w Westona gruby palec. Stare urz&#261;dzenie klimatyzacyjne w biurze starszego syna terkota&#322;o w wywietrznikach nad g&#322;ow&#261;.  Kto&#347; musi przem&#243;wi&#263; do rozs&#261;dku twemu bratu. We&#378;cie to sobie do serca, &#380;e nikt z tej rodziny nie po&#347;lubi osoby o nazwisku Holland! Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, czy ten ch&#322;opak nie widzi, &#380;e ona leci tylko na jego pieni&#261;dze?  Maszerowa&#322; od &#347;ciany do &#347;ciany, wycieraj&#261;c chusteczk&#261; &#322;ysiej&#261;ce czo&#322;o i twarz jeszcze bardziej rumian&#261; ni&#380; zwykle. Nozdrza mu drga&#322;y z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, a z&#322;oty z&#261;b po&#322;yskiwa&#322;, gdy m&#243;wi&#322;. Na jego czole zebra&#322;y si&#281; malutkie kropelki, pod pachami mia&#322; na koszuli plamy potu.  Co, u licha, sta&#322;o si&#281; z twoj&#261; twarz&#261;?

Weston wysili&#322; si&#281; na u&#347;miech, chocia&#380; poczerwienia&#322; na my&#347;l o paznokciach Tessy.

Zrobi&#322;a mi to miejscowa dziwka, z kt&#243;r&#261; si&#281; pok&#322;&#243;ci&#322;em.  Prawie nie sk&#322;ama&#322;.

Cholera, chyba nie ta ma&#322;a Indianka?

Crystal? Nie.

To dobrze. Nie mo&#380;emy sobie pozwoli&#263; na to, &#380;eby zadrze&#263; z kimkolwiek, kto jest spokrewniony z tym plemieniem. Wiesz, s&#261; w posiadaniu cennych kawa&#322;k&#243;w ziemi tu, w okolicy, kt&#243;re mogliby&#347;my kupi&#263; i wybudowa&#263; konkurencj&#281; dla Dutcha, nowy o&#347;rodek wypoczynkowy. Cho&#263; ja i ty wiemy, &#380;e Jack Songbird by&#322; sukinsynem, to jego rodzice mog&#261; zacz&#261;&#263; wa&#322;kowa&#263; spraw&#281; dyskryminacji i takie tam rzeczy. Ca&#322;y ten cholerny szczep mo&#380;e si&#281; w to zaanga&#380;owa&#263;.

Nie s&#261;dz&#281;, &#380;e zak&#322;adaj&#261; przymierze wojenne  za&#380;artowa&#322; Weston.  Nie denerwuj si&#281;.

Neal westchn&#261;&#322;.

Mo&#380;liwe, &#380;e si&#281; nie mylisz. Ale mamy te&#380; inne problemy, poczynaj&#261;c od twojego brata i jego idiotycznego zamiaru o&#380;enku z jedn&#261; z si&#243;str Holland. Cholera, ale burdel!

Nie s&#261;dzisz, &#380;e Claire Holland odziedziczy po ojcu wystarczaj&#261;cy maj&#261;tek? Naprawd&#281; my&#347;lisz, &#380;e jej tak zale&#380;y na naszych pieni&#261;dzach?

Oczywi&#347;cie, &#380;e tak. Tak jak im wszystkim. Pazerne to, tak jak ten ich ojciec, kawa&#322; sukinsyna. Nigdy mi nie wybaczy&#322;, &#380;e go przelicytowa&#322;em, kupuj&#261;c ten kawa&#322;ek gruntu na p&#243;&#322;nocnej cz&#281;&#347;ci wybrze&#380;a.

I wybudowa&#322;e&#347; Sea Breeze.

Taak. To strasznie ubod&#322;o jego ambicj&#281;.  Neal zachichota&#322;, po&#322;yskuj&#261;c z&#322;otym z&#281;bem.  Przy naszym o&#347;rodku Stone Illahee wygl&#261;da tandetnie. Dra&#324; si&#281; doigra&#322;.

Ale to by&#322;o dawno temu.

C&#243;&#380;, stary cap wie, jak piel&#281;gnowa&#263; urazy.

Mo&#380;e ju&#380; czas po&#322;o&#380;y&#263; temu kres.

Nie ma mowy. Chyba &#380;e Dutch pierwszy wyci&#261;gnie r&#281;k&#281; na zgod&#281;.

Dlaczego?

W oczach Neala b&#322;ysn&#261;&#322; gniew.

Tu chodzi nie tylko o interesy, synu. To sprawa osobista.

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;, pomy&#347;la&#322; Weston. Zastanawia&#322; si&#281;, czy stary wie, &#380;e jego najwi&#281;kszy wr&#243;g pieprzy&#322; mu &#380;on&#281;. Przed oczyma stan&#281;&#322;y mu piegowate plecy Dutcha i st&#322;uczone lustro w pensjonacie. Od tego strasznego dnia na zawsze rozesz&#322;y si&#281; drogi jego i matki. Neal rozlu&#378;ni&#322; krawat.

Wi&#281;c nie zgrywaj przede mn&#261; adwokata diab&#322;a. Powiedzia&#322;em Harleyowi, &#380;e raczej go wydziedzicz&#281;, ni&#380; pozwol&#281; jakiej&#347; dziwce nazwiskiem Holland po&#322;o&#380;y&#263; &#322;ap&#281; na moich pieni&#261;dzach. I nie &#380;artowa&#322;em. To samo dotyczy ciebie.  Zn&#243;w wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni chusteczk&#281; i wytar&#322; ni&#261; twarz.  Ten dzieciak ma &#378;le w g&#322;owie.

Ja nie planuj&#281; si&#281; w&#380;enia&#263; si&#281; w rodzin&#281; Holland&#243;w  zastrzeg&#322; si&#281; Weston. Wci&#261;&#380; by&#322; w paskudnym nastroju po niedawnym podgl&#261;daniu Mirandy z Rileyem. Tessa! Niech no tylko dopadnie j&#261; na osobno&#347;ci. Po&#380;a&#322;uje, &#380;e z nim zadar&#322;a.

Wiem, ale Harley Oj, on nigdy nie mia&#322; za grosz rozumu. Zawsze si&#281; mazgai&#322;. Kiedy po raz pierwszy us&#322;ysza&#322;em, &#380;e umawia si&#281; z jedn&#261; z c&#243;rek Dutcha, my&#347;la&#322;em, &#380;e to chwilowy bunt, nic wielkiego, ale on to ci&#261;gn&#261;&#322;. Nie przesta&#322; si&#281; z ni&#261; spotyka&#263;.  Neal trzyma&#322; si&#281; za czubek nosa, jakby wierzy&#322;, &#380;e to zmniejszy b&#243;l g&#322;owy.  Co mu si&#281; nie podoba&#322;o w Kendall? Wiele bym da&#322;, &#380;eby to wiedzie&#263;. Jest o niebo &#322;adniejsza ni&#380; wszystkie trzy siostry Holland razem wzi&#281;te, poza tym utrzymuj&#281; dobre stosunki z jej ojcem, robi&#281; z nim interesy. Dlaczego, do cholery, Harley nie chce si&#281; o&#380;eni&#263; z ni&#261;?

Mnie pytasz?  Weston zgrywa&#322; niewini&#261;tko, ale starego tak poch&#322;on&#281;&#322;o wy&#322;adowanie gniewu, &#380;e nawet tego nie zauwa&#380;y&#322;.

Zobaczymy, jak si&#281; to ma&#322;emu spodoba, kiedy nie b&#281;dzie mia&#322; ani centa. Dam mu jeszcze jedn&#261; szans&#281;, &#380;eby si&#281; zreflektowa&#322;, a je&#347;li za tydzie&#324; ca&#322;a ta historia z Claire Holland nie wywietrzeje mu z g&#322;owy, mam zamiar go zwolni&#263; z pracy, odebra&#263; samoch&#243;d i wyrzuci&#263; z domu. Wtedy si&#281; przekonamy, na czym naprawd&#281; zale&#380;y tej przekl&#281;tej Holland. Stawiam dziesi&#281;&#263; do jednego, &#380;e poszuka sobie kogo&#347; lepszego.

Weston nie chcia&#322; si&#281; zak&#322;ada&#263;, chocia&#380; podejrzewa&#322;, &#380;e Claire ma w sobie wi&#281;cej charakteru, ni&#380; jego stary s&#261;dzi.

Mo&#380;e jest &#347;wietna w &#322;&#243;&#380;ku  zastanawia&#322; si&#281; g&#322;o&#347;no, zn&#243;w my&#347;lami b&#322;&#261;dz&#261;c wok&#243;&#322; Mirandy.

Dobrze. Mo&#380;e si&#281; z ni&#261; pieprzy&#263; po wsze czasy, ale nie &#380;eni&#263;!

Co za r&#243;&#380;nica?

Neal przygl&#261;da&#322; si&#281; synowi w os&#322;upieniu, jakby ten w&#322;a&#347;nie og&#322;osi&#322;, &#380;e zamierza wybudowa&#263; kurort na Jowiszu.

R&#243;&#380;nica polega na tym, &#380;e je&#347;li tylko z ni&#261; sypia i wykorzystuje jako dziwk&#281;, jest zwyci&#281;zc&#261;. Jednak je&#347;li pozwoli, &#380;eby zacisn&#281;&#322;a na nim pazury i o&#380;eni si&#281; z ni&#261;, wtedy ona wygra. Chryste, czemu ja ci to musz&#281; t&#322;umaczy&#263;?!

Wi&#281;c jest to kwestia szacunku?

Bingo!  Neal pog&#322;adzi&#322; si&#281; po twarzy, burkn&#261;&#322; co&#347; pod nosem i pomacha&#322; r&#281;k&#261;, jakby odgania&#322; natr&#281;tn&#261; much&#281;.

Wyt&#322;umacz mu po prostu, co ma do stracenia. A teraz pom&#243;wmy o kilku innych rzeczach. Chc&#281; wewn&#281;trznej rewizji ksi&#261;g rachunkowych. Zamierzam doprowadzi&#263; do spotkania ze sprzedawc&#261; tarcicy Jerrym Bestem, &#380;eby sprawdzi&#263;, czemu si&#281; wycofa&#322; ze wsp&#243;&#322;pracy. Chodzi mi te&#380; o jakie&#347; pieni&#261;dze dla rodziny Songbird&#243;w.

Weston gwa&#322;townie podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;. Zamar&#322; w bezruchu.

Firma ubezpieczy&#322;a Jacka. Chyba mu nadal przys&#322;uguje odszkodowanie, mimo &#380;e zosta&#322; zwolniony tego samego dnia, kiedy zgin&#261;&#322;.

Wiem, wiem. W&#261;tpi&#281;, czy sp&#243;&#322;ka ubezpieczeniowa si&#281; od tego uchyli. Zbyt wiele pieni&#281;dzy na nich wydajemy, cho&#263; oni i tak twierdz&#261;, &#380;e to za ma&#322;o. Chc&#281;, &#380;eby nasza firma zrobi&#322;a co&#347; wi&#281;cej na rzecz tej rodziny. Wiesz, co&#347;, co by poprawi&#322;o wizerunek Taggert&#243;w w oczach opinii publicznej.

Przecie&#380; nie zgin&#261;&#322; przy pracy w zak&#322;adzie  oponowa&#322; Weston. Irytowa&#322;o go to, &#380;e ojciec by&#322; got&#243;w zni&#380;y&#263; si&#281; do takiej re&#380;yserii.  Jack Songbird bynajmniej nie by&#322; wzorowym pracownikiem, sprawd&#378; jego akta osobiste. Ka&#380;dy kierownik dawa&#322; mu z&#322;e noty. Zawsze si&#281; sp&#243;&#378;nia&#322;, nigdy nie nosi&#322; stroju ochronnego, robi&#322; sobie d&#322;ugie przerwy w pracy, flirtowa&#322; z sekretarkami, a nawet w&#322;ama&#322; si&#281; do automatu z col&#261;. Przyznaj, &#380;e zrobi&#322; to Songbird.

To nie ma nic do rzeczy.

Ale

S&#322;uchaj, wiem, &#380;e zwolni&#322;e&#347; tego g&#322;upka, ale na lito&#347;&#263; bosk&#261;, Weston, pomy&#347;l troch&#281; o tym, jak&#261; dobr&#261; pras&#281; nam to zapewni. Firma z&#322;o&#380;y datek w wysoko&#347;ci pi&#281;ciu tysi&#281;cy dolar&#243;w, kt&#243;re osobi&#347;cie wyp&#322;ac&#281;. Poza tym za&#322;o&#380;ymy fundusz powierniczy na rzecz tej rodziny i plemienia czy to nie Chinook?

Clatskanie czy jako&#347; tam  mrukn&#261;&#322; rozdra&#380;niony Weston. Do licha, kogo obchodzi kto&#347; taki jak Jack Songbird? Ch&#322;opak by&#322; buntowniczym z&#322;odziejaszkiem i wandalem. &#346;wiat, a zw&#322;aszcza Chinook w Oregonie, powinien si&#281; cieszy&#263;, &#380;e ma o jednego szczura mniej. Mocno spl&#243;t&#322; palce obu d&#322;oni.  Je&#347;li tak ci zale&#380;a&#322;o na pozorach, to powiniene&#347; by&#322; i&#347;&#263; na pogrzeb.

Nie. To ty powiniene&#347; by&#322; tam p&#243;j&#347;&#263;. Ja by&#322;em wtedy na zje&#378;dzie w Baton Rouge.

Z Dutchem Hollandem. Neal skrzywi&#322; si&#281;.

Tak. Ten stary cap te&#380; tam by&#322; i ci&#261;gle podkrada&#322; mi klient&#243;w. Niedobrze mi si&#281; robi, kiedy pomy&#347;l&#281;, &#380;e jedna z jego c&#243;rek zasadzi&#322;a si&#281; na mojego ch&#322;opaka.  G&#322;o&#347;no westchn&#261;&#322; i spojrza&#322; synowi w oczy.  Z Harleyem zawsze by&#322;y problemy.

Tato

Ju&#380; nic nie m&#243;w, Westonie. Przecie&#380; wiesz, jak jest. Mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e doro&#347;nie i zm&#281;&#380;nieje, ale podejrzewam, &#380;e to si&#281; nigdy nie stanie.  Na twarzy Neala malowa&#322;o si&#281; rozczarowanie.  Wiesz, z tob&#261; mi si&#281; uda&#322;o. Ale ci&#281;&#380;ko by&#322;o powt&#243;rzy&#263; ten wyczyn. Chyba nie powinienem by&#322; mie&#263; wi&#281;cej dzieci.

Z mam&#261;?

Neal odrobin&#281; przymru&#380;y&#322; oczy.

Oczywi&#347;cie, &#380;e z twoj&#261; matk&#261;. A z kim by innym?

Ty mi to powiedz.

Ci&#261;gle wierzysz w te plotki, &#380;e narobi&#322;em sobie tuzin bachor&#243;w w okolicznych miasteczkach, co?

Tylko jednego.

Zapomnij o tym, Westonie. Jeste&#347; moim faworytem. Pierworodnym synem. Wiesz, to nie jest bez znaczenia.  Neal stukn&#261;&#322; kostkami palc&#243;w o biurko Westona i skierowa&#322; si&#281; w stron&#281; drzwi. Nagle wyda&#322; si&#281; taki stary.  Nie zapomnij przekaza&#263; Harleyowi, co ci powiedzia&#322;em. Mo&#380;e tobie uwierzy.

A mo&#380;e nie uwierzy.

To b&#281;dzie znaczy&#322;o, &#380;e w og&#243;le nie ma oleju w g&#322;owie. A my&#347;l&#281;, &#380;e kilka kropel tam jest.  Neal zawaha&#322; si&#281;.  Wiesz, kiedy ma si&#281; syna, nowo narodzonego synka, to pok&#322;ada si&#281; w nim wielkie nadzieje, cz&#322;owieka rozsadza ojcowska duma. Masz pewno&#347;&#263;, &#380;e to b&#281;dzie tak wielki cz&#322;owiek, jakiego jeszcze nie by&#322;o. A potem mijaj&#261; lata i narasta rozczarowanie i l&#281;ki. Wtedy ju&#380; tylko pozostaje ci mie&#263; nadziej&#281;, &#380;e jako&#347; sobie da rad&#281;. W przypadku Harleya  Wzruszy&#322; ramionami.  Nic ju&#380; nie wiem.  Neal zatrzasn&#261;&#322; za sob&#261; drzwi.

Weston u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do siebie i rozsiad&#322; wygodnie w fotelu, a&#380; zatrzeszcza&#322;a stara spr&#281;&#380;yna. Doszed&#322; do wniosku, &#380;e dotychczas mia&#322; b&#322;&#281;dne podej&#347;cie do tego wszystkiego. Ale&#380; z niego g&#322;upiec. Usi&#322;owa&#322; naprawd&#281; pom&#243;c Harleyowi, cho&#263; w gruncie rzeczy, ten ma&#322;y by&#322; jego najwi&#281;kszym rywalem.

Prawda, to Weston odziedziczy lwi&#261; cz&#281;&#347;&#263; maj&#261;tku ojca, ale przecie&#380; w testamencie by&#322;y te&#380; zapisy na rzecz Mikki Harleya, Paige i wszelkich innych dzieci sp&#322;odzonych przez Neala Taggerta oraz bez wzgl&#281;du na to, czy by&#322;y &#347;lubne, czy nie.

Gdyby Harley o&#380;eni&#322; si&#281; z Claire, zrezygnowa&#322;by ze swojej cz&#281;&#347;ci fortuny, z czego wi&#281;kszo&#347;&#263; przypad&#322;aby Westonowi. Neal postawi&#322; spraw&#281; jasno: to synowie maj&#261; zarz&#261;dza&#263; firm&#261; i dziedziczy&#263; j&#261;. Gdyby Harley sam si&#281; wyci&#261;&#322; z rodzinnego zdj&#281;cia, Weston uzyska&#322;by kontrol&#281; nad wszystkim: nad o&#347;rodkami wypoczynkowymi, tartakiem i wyr&#281;bem drzew. Na jego usta cisn&#261;&#322; si&#281; u&#347;miech. Dlaczego, do cholery, tak usilnie pr&#243;bowa&#322; zap&#322;odni&#263; Kendall i pom&#243;c bratu wyj&#347;&#263; na swoje? B&#281;dzie lepiej, jak Harley o&#380;eni si&#281; z Claire. Kiedy stary kopnie w kalendarz, jemu przypadnie wszystko pr&#243;cz domu i comiesi&#281;cznych och&#322;ap&#243;w na rzecz matki i Paige. Skurczy&#322; si&#281; w sobie, kiedy pomy&#347;la&#322; o m&#322;odszej siostrze. Paige jest brzydka. Paige jest nienormalna. Paige powinna sko&#324;czy&#263; w pewnej przyjaznej instytucji, gdzie nie ma klamek, a &#347;ciany s&#261; pomalowane na przyjemne pastelowe kolory. Pozostawa&#322;o tylko znale&#378;&#263; jakiego&#347; przedsi&#281;biorczego psychiatr&#281;, kt&#243;ry potrzebuje troch&#281; dodatkowego szmalu i Paige sp&#281;dzi reszt&#281; &#380;ycia, spaceruj&#261;c wydeptanymi &#347;cie&#380;kami po&#347;r&#243;d majestatycznych drzew, obok koj&#261;cych staw&#243;w, gdzie kwitn&#261; lilie wodne. B&#281;dzie na zawsze odci&#281;ta od &#347;wiata.

Oczywi&#347;cie, najpierw ojciec musi umrze&#263;, ale to tylko kwestia czasu. Neal Taggert doigra si&#281; zawa&#322;u serca  lekarz go wci&#261;&#380; ostrzega. Weston musi tylko wykaza&#263; odrobin&#281; cierpliwo&#347;ci. I przesta&#263; si&#281; spotyka&#263; z Kendall. To ostatnie nie b&#281;dzie trudne.

Unikanie si&#243;str Holland  to dopiero zadanie. Co prawda, Tessa go rzuci&#322;a i nawet nie reaguje na telefony, ale to ma&#322;e piwo. Jednak im cz&#281;&#347;ciej widywa&#322; Mirand&#281;, tym bardziej jej pragn&#261;&#322;, cho&#263; rozumia&#322;, &#380;e to istna g&#322;upota. Stanowi&#322;a zagro&#380;enie. By&#322;a kobiet&#261;, kt&#243;rej nale&#380;y za wszelk&#261; cen&#281; unika&#263;. Nigdy nie ukrywa&#322;a, &#380;e nim pogardza. Nawet Tessa przyzna&#322;a, &#380;e Miranda si&#281; w&#347;ciek&#322;a, na wie&#347;&#263; &#380;e jej najm&#322;odsza siostra z nim si&#281; spotyka.

Co jej to przeszkadza&#322;o? Nie podoba&#322;o jej si&#281; to, &#380;e Tessa jest z nim, czy mo&#380;e  do pewnego stopnia pod&#347;wiadomie  by&#322;a o niego zazdrosna? Mo&#380;e Miranda ma w sobie lubie&#380;n&#261; &#380;y&#322;k&#281;, nad kt&#243;r&#261; nie umie zapanowa&#263;? Mo&#380;e poci&#261;gaj&#261; zakazany owoc? Bo&#380;e, jak ona tej nocy ugniata&#322;a biodrami piasek! Weston zacisn&#261;&#322; pi&#281;&#347;ci, a&#380; kostki mu zbiela&#322;y.

Ale &#380;eby z Rileyem? Takie nic, w&#322;&#243;cz&#281;ga, pasierb ich pieprzonego str&#243;&#380;a! Nie wiadomo, dlaczego zasmakowa&#322;a w n&#281;dzarzach i nie ba&#322;a si&#281; zapuszcza&#263; w dzikie rejony.

A co z Tess&#261;? Musi jeszcze znale&#378;&#263; na ni&#261; spos&#243;b. Je&#347;li pu&#347;ci par&#281; z ust, spe&#322;ni kt&#243;r&#261;&#347; z gr&#243;&#378;b, b&#281;dzie po nim. Bez dw&#243;ch zda&#324;.

Gdyby by&#322; m&#261;dry, zapomnia&#322;by o wszystkich pannach Holland i wr&#243;ci&#322; do collegeu, zanim pope&#322;ni jakie&#347; g&#322;upstwo. Ale nie wyrzeknie si&#281; Mirandy. Jedna noc to wszystko, czego pragn&#261;&#322;. Jedna noc i pokaza&#322;by jej, jak smakuje nami&#281;tny, zwierz&#281;cy, hedonistyczny seks  taki, o jakim godzinami marzy&#322;, przewracaj&#261;c si&#281; na pomi&#281;tym prze&#347;cieradle.

Wy&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; klimatyzacja. Weston nerwowo pstryka&#322; d&#322;ugopisem. My&#347;la&#322; o Rileyu, m&#281;&#380;czy&#378;nie, kt&#243;ry, chc&#261;c nie chc&#261;c, sta&#322; si&#281; jego rywalem. Powinien mie&#263; si&#281; na baczno&#347;ci. Mo&#380;na by si&#281; za&#322;o&#380;y&#263;, &#380;e jego intencje nie s&#261; a&#380; tak czyste. Ten typ ma barwn&#261; przesz&#322;o&#347;&#263;  nawet nie jest prawdziwym synem str&#243;&#380;a. Ciekawe, kto gnoja sp&#322;odzi&#322;. Obr&#243;ci&#322; krzes&#322;o i wyjrza&#322; za okno. Zmrozi&#322;a go przera&#380;aj&#261;ca my&#347;l. Zacz&#261;&#322; w duchu podejrzewa&#263;, &#380;e Hunter mo&#380;e by&#263; dawno zapomnianym bachorem jego ojca. Ale to tylko szalone domys&#322;y, prawda? Stara paranoja zn&#243;w zakrad&#322;a si&#281; do jego m&#243;zgu.

Nied&#322;ugo oka&#380;e si&#281;, jaka jest prawda. Od kilku tygodni, odk&#261;d jego fascynacja Mirand&#261; sta&#322;a si&#281; czym&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko przelotnym zainteresowaniem, Weston na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281; podj&#261;&#322; poszukiwania i dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e Riley ma wiele rzeczy do ukrycia. Ujawnienie ich i ukazanie prawdziwej twarzy tego sukinsyna by&#322;o ju&#380; tylko kwesti&#261; czasu.

Weston potrafi&#322; by&#263; cierpliwy. Wierzy&#322; staremu porzekad&#322;u, kt&#243;re g&#322;osi, i&#380; nie od razu Rzym zbudowano. C&#243;&#380;, by&#322; got&#243;w poczeka&#263; nawet d&#322;ugo, skoro wiedzia&#322;, &#380;e w ko&#324;cu uda mu si&#281; skosztowa&#263; Mirandy Holland.

Panie Taggert?  G&#322;os sekretarki przerwa&#322; mu rozmy&#347;lania.

Tak?

Na drugiej linii jest panna Forsythe.

Weston poczu&#322; b&#322;og&#261; satysfakcj&#281;. Czas zerwa&#263; z Kendall.

Niech chwileczk&#281; zaczeka  powiedzia&#322; i nastawi&#322; budzik w zegarku, &#380;eby zadzwoni&#322; za dwie minuty. Kendall, ta ch&#322;odna, ozi&#281;b&#322;a dziwka, mo&#380;e sobie poczeka&#263;.

Miranda &#347;cisn&#281;&#322;a palcami buteleczk&#281; z witaminami dla kobiet ci&#281;&#380;arnych, kt&#243;r&#261; dosta&#322;a w klinice. Jest w ci&#261;&#380;y, nie ma co do tego w&#261;tpliwo&#347;ci. Testy to potwierdzi&#322;y, lekarz r&#243;wnie&#380;. Teraz musi powiedzie&#263; Hunterowi. O Bo&#380;e! A je&#347;li on nie zechce tego dziecka? Wyobrazi&#322;a to sobie i z oczu pop&#322;yn&#281;&#322;y jej &#322;zy. Wsiad&#322;a do samochodu. Co mu powie? Co powie rodzicom? Claire i Tessie?

Ona, kt&#243;ra zawsze by&#322;a opanowana.

Ona, kt&#243;ra w wieku dwunastu lat dok&#322;adnie zaplanowa&#322;a swoje &#380;ycie.

Ona, kt&#243;ra tak bardzo si&#281; stara&#322;a, &#380;eby sta&#263; si&#281; chlub&#261; rodziny. W ci&#261;&#380;y.

Pami&#281;taj, to nie koniec &#347;wiata, tylko pocz&#261;tek  upomnia&#322;a siebie. W&#322;&#261;czy&#322;a radio i otworzy&#322;a okno. Prze&#322;&#261;cza&#322;a kana&#322;y, a&#380; natrafi&#322;a na rozg&#322;o&#347;ni&#281;, kt&#243;ra gra&#322;a bluesow&#261; melodi&#281; Bonnieego Raita. Jecha&#322;a w stron&#281; Stone Illahee. Ciep&#322;y wiaterek rozwiewa&#322; jej w&#322;osy. Pod wp&#322;ywem nag&#322;ego impulsu zboczy&#322;a z szosy przy wje&#378;dzie na pla&#380;&#281;, zdj&#281;&#322;a buty, zostawi&#322;a na siedzeniu w samochodzie witaminy i boso wesz&#322;a na piasek. Wydmy ust&#261;pi&#322;y miejsca p&#322;askiej, pustej pla&#380;y i za chwil&#281; znalaz&#322;a si&#281; nad oceanem. Ch&#322;odna fala przyp&#322;ywu obmywa&#322;a jej stopy, gdy st&#261;pa&#322;a w&#347;r&#243;d przezroczystych meduz, ma&#322;&#380;y i postrz&#281;pionych pustych pancerzy krab&#243;w. Szare mewy spacerowa&#322;y, trzymaj&#261;c stra&#380;, czekaj&#261;c na &#380;er. Na horyzoncie wida&#263; by&#322;o kilka &#322;odzi rybackich.

Usiad&#322;a na grubej k&#322;odzie drewna zag&#322;&#281;bionej w suchym piasku, z jednego ko&#324;ca poczernia&#322;ej od ogniska. Ruchomy piach prawie zakry&#322; drugi jej koniec. Czy kiedy&#347; tu przyjdzie z synkiem lub c&#243;reczk&#261;? Czy b&#281;dzie budowa&#263; zamki, goni&#263; fale, rzuca&#263; pa&#322;eczk&#281; suszonego mi&#281;sa rozhasanemu szczeniakowi?

Czy po&#347;lubi Huntera?

Splot&#322;a d&#322;onie i zamy&#347;li&#322;a si&#281;. Nie s&#261;dzi&#322;a, &#380;e kto&#347; pr&#243;cz niej jest na tej pla&#380;y, dop&#243;ki nie zobaczy&#322;a cienia na swoich ramionach.

Zaskoczona szybko si&#281; odwr&#243;ci&#322;a i o ma&#322;o nie wyzion&#281;&#322;a ducha.

Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e to tw&#243;j samoch&#243;d.  To by&#322; Weston Taggert. Kucn&#261;&#322;, &#380;eby nie musia&#322;a zadziera&#263; g&#322;owy do g&#243;ry.

Czego ode mnie chcesz?  By&#322; chyba ostatni&#261; osob&#261;, kt&#243;r&#261; mia&#322;a ochot&#281; spotka&#263;.

Towarzystwa.

Kup sobie psa. Weston uni&#243;s&#322; brwi.

Z&#322;y dzie&#324;?

Coraz gorszy.  Zacz&#281;&#322;a wstawa&#263;, ale z&#322;apa&#322; j&#261; za r&#281;k&#281;.

Co w ciebie wst&#261;pi&#322;o?

Zdrowy rozs&#261;dek.  Wyrwa&#322;a mu d&#322;o&#324;, chwyci&#322;a sanda&#322;y za paski i posz&#322;a w stron&#281; samochodu.

Co ja ci zrobi&#322;em?

Zje&#380;y&#322;a si&#281; i chocia&#380; wiedzia&#322;a, &#380;e nie powinna w og&#243;le wdawa&#263; si&#281; z nim w dyskusj&#281;, obr&#243;ci&#322;a si&#281;, rozpraszaj&#261;c chmar&#281; muszek.

Widzia&#322;am, jak na mnie patrzysz. Dla mnie to obrzydliwe.  Przypomnia&#322;a sobie, jak po&#380;era&#322; j&#261; wzrokiem, kiedy oboje jeszcze chodzili do szko&#322;y.  S&#322;ysza&#322;am dowcipy, kt&#243;re opowiadasz o mnie za moimi plecami, a co najgorsze, wykorzystywa&#322;e&#347; moj&#261; siostr&#281; i moj&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#281;.

Przyjaci&#243;&#322;k&#281;?

Crystal. Ju&#380; jej nie pami&#281;tasz?

Ledwie sobie przypominam. Miranda kipia&#322;a ze z&#322;o&#347;ci.

Zostaw je obie w spokoju.

Czy to gro&#378;ba?  spyta&#322; z niedowierzaniem w g&#322;osie.

Mo&#380;esz to rozumie&#263;, jak chcesz, Westonie, ale wy&#347;wiadcz wszystkim przys&#322;ug&#281; i wcze&#347;nie wyjed&#378; do collegeu.

Dlaczego?

Nie podoba mi si&#281;, jak traktujesz moj&#261; siostr&#281;. Jasno si&#281; wyrazi&#322;am?

Mo&#380;e ciebie bym lepiej traktowa&#322;?

By&#322;a tak zaskoczona, &#380;e przez chwil&#281; nie mog&#322;a wydoby&#263; g&#322;osu. Zrobi&#322;o jej si&#281; niedobrze, kiedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, co mia&#322; na my&#347;li.

Id&#378; do diab&#322;a.

Wola&#322;aby&#347;, &#380;ebym dalej si&#281; spotyka&#322; z Tess&#261;?

Wola&#322;abym, &#380;eby&#347; pad&#322; trupem.  Zn&#243;w ruszy&#322;a w stron&#281; samochodu, wciskaj&#261;c stopy w gor&#261;cy piasek. Ale&#380; ten typ ma tupet! Nie m&#243;wi&#261;c ju&#380; o zasadach moralnych.

Mirando?

Nie odwr&#243;ci&#322;a si&#281;. &#379;al jej by&#322;o czasu dla niego.

Chyba to twoje.

Co?  Odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;. Podrzuca&#322; w powietrze buteleczk&#281;. Zrobi&#322;o jej si&#281; s&#322;abo. Znalaz&#322; jej witaminy i wiedzia&#322;, &#380;e jest w ci&#261;&#380;y.

Moje gratulacje. Gard&#322;o jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o.

Wiesz, gdyby Riley &#378;le przyj&#261;&#322; t&#281; wiadomo&#347;&#263;, zawsze mo&#380;esz przyj&#347;&#263; do mnie.  U&#347;miecha&#322; si&#281; cynicznie.  M&#243;g&#322;bym ci pom&#243;c wyj&#347;&#263; z twarz&#261; z tej sytuacji.

Najpierw bym umar&#322;a.  Dobrn&#281;&#322;a do samochodu, wrzuci&#322;a przez okno buteleczk&#281; z tabletkami i usiad&#322;a za kierownic&#261;. Czu&#322;a ostry skurcz w &#380;o&#322;&#261;dku. W ustach mia&#322;a pe&#322;no &#347;liny. Ale nie da mu satysfakcji i nie zwymiotuje na jego oczach. Nie ma mowy. Ruszy&#322;a z piskiem opon, wjecha&#322;a na szos&#281; i nie zwolni&#322;a, dop&#243;ki nie skr&#281;ci&#322;a i nie wjecha&#322;a na prywatn&#261; drog&#281;. Tam zatrzyma&#322;a si&#281;, otworzy&#322;a drzwi samochodu i wyrzuci&#322;a zawarto&#347;&#263; &#380;o&#322;&#261;dka do rowu pe&#322;nego wyschni&#281;tych badyli i pustych butelek po piwie.

Jeste&#347; tego pewna?  spyta&#322; cicho Hunter. Jego g&#322;os by&#322; ledwie s&#322;yszalny poprzez trzaski kominka. Le&#380;eli razem w chacie, wyczerpani aktem mi&#322;osnym. Wyznanie Mirandy zawis&#322;o w powietrzu.

Wczoraj by&#322;am u lekarza.

Jezu  wyszepta&#322;, wpatruj&#261;c si&#281; w stary sufit, na kt&#243;rym migota&#322;y cienie p&#322;omieni.  Dziecko.

Miranda wstrzyma&#322;a oddech.

Tak. W marcu.

Wsta&#322; z &#322;&#243;&#380;ka zupe&#322;nie nagi i obiema r&#281;kami przeczesa&#322; w&#322;osy.

Dziecko.

Miranda, prze&#322;ykaj&#261;c &#322;zy, kt&#243;rym nie pozwoli&#322;a wyp&#322;yn&#261;&#263; z oczu, usiad&#322;a i starym prze&#347;cierad&#322;em zas&#322;oni&#322;a piersi.

Wiem, &#380;e to nieoczekiwane i k&#322;opotliwe.

Nieoczekiwane?  powt&#243;rzy&#322;.  K&#322;opotliwe?  Zgarbi&#322; si&#281;. Na tle ognia jego twarzy nie by&#322;o wida&#263;, tylko smuk&#322;&#261;, zgrabn&#261; sylwetk&#281;.  Nie tylko dlatego widz&#281; to czarno.

O Bo&#380;e, nie chcesz go.

Nie To znaczy, tak Cholera, nie wiem.  D&#322;ugim wydechem wypu&#347;ci&#322; z p&#322;uc powietrze, podszed&#322; z powrotem do &#322;&#243;&#380;ka i przygn&#281;bionym wzrokiem wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261; z g&#243;ry.  Mam m&#281;tlik w g&#322;owie. Dziecko?

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Gard&#322;o mia&#322;a tak &#347;ci&#347;ni&#281;te, &#380;e ledwie mog&#322;a oddycha&#263;.

I widz&#281; po twojej reakcji, &#380;e chcesz je urodzi&#263;.

Bo&#380;e, oczywi&#347;cie.

Nie chcia&#322;aby&#347; wzi&#261;&#263; pod uwag&#281;

Nawet nie wypowiadaj tego s&#322;owa.  Chwyci&#322;a go za nadgarstki i desperacko zacisn&#281;&#322;a na nich palce.  Prosz&#281;, Hunter. Zawsze my&#347;la&#322;am, &#380;e &#322;atwo mog&#322;abym podj&#261;&#263; tak&#261; decyzj&#281;, ale nie mog&#281;. Nie wtedy, kiedy chodzi o w&#322;asne dziecko. O twoje dziecko.

Wysun&#261;&#322; doln&#261; warg&#261; i powoli pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

B&#281;dzie ci&#281;&#380;ko.

Jak zawsze, kiedy chodzi o co&#347; warto&#347;ciowego.

M&#243;wisz jak filozof.

Nie  powiedzia&#322;a, unosz&#261;c podbr&#243;dek.  Jak matka przysz&#322;a matka.  Uj&#281;&#322;a jego du&#380;&#261; d&#322;o&#324;, g&#322;os jej dr&#380;a&#322;.  Bez wzgl&#281;du na to, czy ci si&#281; to podoba, czy nie, Hunterze Rileyu, zostaniesz ojcem.

Chryste.

Moim zdaniem b&#281;dziesz najlepszym tat&#261; pod s&#322;o&#324;cem. Zacisn&#261;&#322; silne, szorstkie palce na jej d&#322;oni.

A tak naprawd&#281; jestem nikim, Mirando. Nikim. Jeszcze nie zd&#261;&#380;y&#322;em sta&#263; si&#281; kim&#347;.

Jeste&#347; kim&#347; dla mnie i dla tego malucha.  Powoli przyci&#261;gn&#281;&#322;a jego r&#281;k&#281; i po&#322;o&#380;y&#322;a j&#261; na swoim brzuchu. Jego twarz by&#322;a tak blisko. Poca&#322;owa&#322;a go w policzek.  Hunter, wierz&#281;, &#380;e ty i ja jeste&#347;my w stanie ud&#378;wign&#261;&#263; ca&#322;y &#347;wiat.

Ja wierz&#281;, &#380;e ty to potrafisz. Co do siebie, nie by&#322;bym taki pewien.

Wierz w siebie.  Poca&#322;owa&#322;a go w policzek.  Razem, Rileyu, stanowimy dru&#380;yn&#281; nie do pokonania.

Tak my&#347;lisz?  U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; k&#261;cikiem ust i w&#322;adczo po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na jej brzuchu. Jego sygnet drapa&#322; jej nag&#261; sk&#243;r&#281;.

Ja to wiem.

Dobrze.  G&#322;os mu si&#281; &#322;ama&#322;. W&#347;lizgn&#261;&#322; si&#281; pod prze&#347;cierad&#322;o, po&#322;o&#380;y&#322; si&#281; przy niej i wzi&#261;&#322; j&#261; w ramiona.  Przemy&#347;lmy to od pocz&#261;tku. Wiesz, &#380;e niczego bardziej nie pragn&#281;, ni&#380; sp&#281;dzi&#263; reszt&#281; &#380;ycia z tob&#261;.

Serce jej podskoczy&#322;o do gard&#322;a.

Chcia&#322;by&#347;?

I zawsze mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e kiedy&#347; sko&#324;cz&#281; szko&#322;&#281;, kupi&#281; skrawek ziemi wiesz, ustatkuj&#281; si&#281;, i &#380;e to b&#281;dzie dla nas szansa.

Mamy j&#261;.

Spojrza&#322; jej w oczy i westchn&#261;&#322;.

Tego czyli dziecka nie uwzgl&#281;dnia&#322;em w swoich planach.

Ani ja.

A co z twoj&#261; karier&#261;?

Dziecko jej nie przeszkodzi. Tylko op&#243;&#378;ni. Przez chwil&#281; si&#281; zastanawia&#322;.

B&#281;dzie ci&#281;&#380;ko.

Wiem, ale przecie&#380; nie jestem zupe&#322;nie bez grosza

Zapomnij o tym. Je&#347;li chcemy, &#380;eby nam si&#281; to uda&#322;o, musimy stan&#261;&#263; na w&#322;asnych nogach. Bez pomocy twojego ojca. Bez korzystania z pieni&#281;dzy, kt&#243;re uzbiera&#322;a&#347; na college.

To m&#243;j fundusz powierniczy  o&#347;wiadczy&#322;a.  Nie za wiele.

Nie b&#281;dziemy z niego korzysta&#263;.  Poca&#322;owa&#322; j&#261; w czo&#322;o.  Jestem szowinist&#261; i chc&#281; sam utrzymywa&#263; &#380;on&#281; i dzieci. O, Bo&#380;e! S&#322;yszysz to? Moje dzieci!  Roze&#347;mia&#322; si&#281; i u&#347;cisn&#261;&#322; j&#261;, siln&#261; nog&#261; przytwierdzaj&#261;c do materaca.  To istne szale&#324;stwo.

Wiem.

Ale kocham ci&#281;.

Ja ciebie te&#380;.  Przymkn&#281;&#322;a powieki, powstrzymuj&#261;c uparte &#322;zy, kt&#243;re cisn&#281;&#322;y si&#281; do oczu.

No i co?  spyta&#322; z p&#243;&#322;u&#347;miechem na ustach.  Chyba nie mam wyj&#347;cia.  Zsun&#261;&#322; si&#281; z &#322;&#243;&#380;ka i przykl&#281;kn&#261;&#322; na jedno kolano. &#346;wiat&#322;o z kominka ta&#324;czy&#322;o na jego nagim ciele. Wyrzek&#322; w ko&#324;cu s&#322;owa, na kt&#243;re tak czeka&#322;a.  Mirando Holland, czy wyjdziesz za mnie?

A wi&#281;c to prawda.

Weston siedzia&#322; sam w saunie obok sali rekreacyjnej w domu rodzic&#243;w. Po raz trzeci czyta&#322; raport z dochodzenia. Palce mu dr&#380;a&#322;y i chcia&#322;o mu si&#281; wy&#263;. Stary mia&#322; b&#281;karta. Syna. Ten m&#281;&#380;czyzna, o ile kiedy&#347; dowie si&#281; prawdy, natychmiast upomni si&#281; o swoj&#261; cz&#281;&#347;&#263; maj&#261;tku.

Pot z niego sp&#322;ywa&#322; strugami. Siedz&#261;c na &#322;aweczce, zamkn&#261;&#322; oczy i pola&#322; w&#281;gle wod&#261;. Pomieszczenie nape&#322;ni&#322;o si&#281; g&#281;st&#261; par&#261;. Ci&#281;&#380;ko by&#322;o oddycha&#263;. Serce mu bi&#322;o jak oszala&#322;e. Gwa&#322;townie pogni&#243;t&#322; dokumenty  &#322;adnie wykaligrafowany raport i kopi&#281; &#347;wiadectwa urodzenia  i &#347;cisn&#261;&#322; je w pi&#281;&#347;ci.

G&#243;wno. G&#243;wno. G&#243;wno. Ty stary, g&#322;upi b&#281;karcie!

To jeszcze nie katastrofa. Jeszcze nie. Nikt pr&#243;cz ojca, Westona i prywatnego detektywa, kt&#243;rego sam wynaj&#261;&#322;, nie zna prawdy.

Jest wi&#281;c jeszcze czas na dokonanie poprawek. Nie ma rzeczy niemo&#380;liwych. Trzeba tylko pomy&#347;le&#263;. Wzi&#261;&#322; pod uwag&#281; spalenie dokument&#243;w na miejscu, w saunie, ale pomy&#347;la&#322;, &#380;e kto&#347; m&#243;g&#322;by zauwa&#380;y&#263; popi&#243;&#322;. W kieszeni spodenek, kt&#243;re powiesi&#322; przy drzwiach, znalaz&#322; zapalniczk&#281;, przeszed&#322; do sali rekreacyjnej w r&#281;czniku na biodrach, podpali&#322; przekl&#281;te dokumenty i wrzuci&#322; je do kominka z cegie&#322;. Doszed&#322; do wniosku, &#380;e potrzebny mu papieros, drink i kobieta. Niekoniecznie w tej kolejno&#347;ci.

Dlaczego zawsze wszyscy, nie wy&#322;&#261;czaj&#261;c ojca, musz&#261; spapra&#263; robot&#281;? W saunie znalaz&#322; papierosy, w&#322;o&#380;y&#322; spodenki i podkoszulek i zanim wr&#243;ci&#322; do sali rekreacyjnej, jego ma&#322;y p&#322;omie&#324; ju&#380; dogas&#322;, a w zakopconym kominku nie by&#322;o &#347;ladu po papierze.

Przekupienie prywatnego detektywa nie stanowi&#322;o problemu. Facet by&#322; zach&#322;annym w&#281;&#380;em, kt&#243;ry potrafi&#322; trzyma&#263; j&#281;zyk za z&#281;bami. B&#281;dzie musia&#322; si&#281; zaj&#261;&#263; przyrodnim bratem. Serce mu zabi&#322;o szybciej na sam&#261; my&#347;l o tym. Nienawidzi&#322; siebie za ten rodzaj podniecenia.

Musi by&#263; ostro&#380;ny. Mia&#322; ju&#380; w g&#322;owie zarys planu. Id&#261;c na g&#243;r&#281;, star&#322; niewyra&#378;n&#261; plam&#281; jakby z czarnego proszku na &#347;wie&#380;o pomalowanej &#347;cianie, ale nie by&#322; w stanie my&#347;le&#263; o niczym innym ni&#380; o problemie, kt&#243;ry musia&#322; rozwi&#261;za&#263;. Kiedy z nim si&#281; upora, poszuka butelki drogiego alkoholu i kobiety  jedynej, kt&#243;rej naprawd&#281; pragnie.



8.

Dziwka! Randa to zasmarkana dziwka, kt&#243;ra udaje &#347;wi&#281;toszk&#281;.

Tessa skry&#322;a si&#281; w zapomnianej pracowni matki, usiad&#322;a na parapecie i przygl&#261;da&#322;a si&#281; s&#322;o&#324;cu, kt&#243;re zachodz&#261;c, topi&#322;o w basenie k&#261;pielowym palet&#281; barw. P&#243;&#322; tuzina niedoko&#324;czonych obraz&#243;w sta&#322;o pod &#347;cianami pokoju, a ko&#322;o garncarskie cicho zbiera&#322;o kurz. Tessa wzi&#281;&#322;a do r&#281;ki gitar&#281; i spokojn&#261; melodi&#261; usi&#322;owa&#322;a ugasi&#263; p&#322;omie&#324; w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, kt&#243;ry j&#261; trawi&#322; od &#347;rodka, odk&#261;d zobaczy&#322;a, jak Weston podgl&#261;da Mirand&#281; i Huntera nad jeziorem.

A niech to wszystko diabli wezm&#261;! C&#243;&#380; takiego ma w sobie Miranda, czego brakuje Tessie? Fakt, jest wy&#380;sza, bardziej wyrafinowana, starsza i Och, ale co to ma do rzeczy? Weston to &#347;wir  trzyma&#322; jej n&#243;&#380; na gardle, przyciskaj&#261;c ch&#322;odne ostrze do sk&#243;ry, jakby rzeczywi&#347;cie chcia&#322; je poder&#380;n&#261;&#263;. Pierwszy raz w &#380;yciu tak si&#281; wystraszy&#322;a.

Mam nadziej&#281;, &#380;e zgnijesz w piekle  mrukn&#281;&#322;a. Palce odrobin&#281; jej zadr&#380;a&#322;y na samo wspomnienie. Dobrze, &#380;e z nim ju&#380; sko&#324;czy&#322;a. Dobrze. Dobrze. Dobrze. A niech sobie znajdzie kogo&#347; innego, na kim b&#281;dzie m&#243;g&#322; wy&#322;adowywa&#263; swoje perwersyjne fantazje.

Mo&#380;e Mirand&#281;? Zabrzmia&#322; fa&#322;szywy akord.

Cholera!

Tessa nienawidzi&#322;a przegrywa&#263;, zw&#322;aszcza z kt&#243;r&#261;&#347; z si&#243;str. Randa nie tylko nie myli&#322;a si&#281; co do Westona, ale stanowi&#322;a r&#243;wnie&#380; obiekt jego obsesji. Trudno jej si&#281; by&#322;o z tym pogodzi&#263;.

Gdyby mia&#322;a za grosz honoru, zrobi&#322;aby Westonowi to samo, co on jej. Powinna mu przystawi&#263; do gard&#322;a n&#243;&#380; albo pistolet i patrze&#263;, jak si&#281; poci, rozbiera do naga i robi co&#347; poni&#380;aj&#261;cego. Mo&#380;e niech sobie obci&#261;gnie druta na jej oczach?

We&#378; sobie na wstrzymanie, napomnia&#322;a si&#281; w duchu. Zapomnij o nim. Ale w&#347;ciek&#322;a bestia w niej wci&#261;&#380; nie dawa&#322;a spokoju. Nie mo&#380;e tego pozostawi&#263; ot tak. Weston musi za to zap&#322;aci&#263;.

Nie s&#322;ysza&#322;a krok&#243;w na schodach i by&#322;a zaskoczona cichym pukaniem do drzwi, kt&#243;re zaraz potem si&#281; otworzy&#322;y. Wesz&#322;a Miranda.

&#346;wietnie! Ostatnia osoba, z kt&#243;r&#261; mia&#322;a ochot&#281; si&#281; spotka&#263;.

&#262;wicz&#281;  oznajmi&#322;a, nie podnosz&#261;c g&#322;owy znad gitary.

Wiem. Us&#322;ysza&#322;am.

Chc&#281; to robi&#263; w samotno&#347;ci.

Randa jakby tego nie us&#322;ysza&#322;a i jej d&#322;ugie bose nogi by&#322;y ju&#380; na &#347;rodku pokoju. Pi&#281;kna jak matka, ale bardziej pos&#261;gowa. Przez wiele lat nie&#347;wiadoma swojej urody unika&#322;a ch&#322;opak&#243;w. Jednak Weston, co Tessa zd&#261;&#380;y&#322;a bole&#347;nie odczu&#263;, uwa&#380;a Mirand&#281; za bogini&#281;.

My&#347;l&#281;, &#380;e powinny&#347;my porozmawia&#263;.  Miranda podkurczy&#322;a nogi i usiad&#322;a na skraju starej otomany.

O czym?  Dalej gra&#322;a t&#281; sam&#261; melodi&#281;, powoli szarpi&#261;c struny. Nie obchodzi&#322;o jej to, &#380;e najstarsza siostra jest wyra&#378;nie zaniepokojona. Miranda na co dzie&#324; by&#322;a &#347;wi&#281;toszko wat&#261; dziwk&#261;, a w wolnych chwilach &#380;andarmem.

O Westonie.

Tessa tak mocno szarpn&#281;&#322;a w struny, &#380;e ostry metal przeci&#261;&#322; jej sk&#243;r&#281; na palcach. Zakl&#281;&#322;a.

I patrz, co przez ciebie zrobi&#322;am!  Spala&#322;a j&#261; z&#322;o&#347;&#263;. Zacisn&#281;&#322;a usta, potrz&#261;sn&#281;&#322;a czupryn&#261; i zacz&#281;&#322;a ssa&#263; opuszki palc&#243;w.  A tak na marginesie: Weston mi wisi. Chcia&#322;a&#347; ode mnie czego&#347; jeszcze?

Tak. Chcia&#322;am mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e u ciebie wszystko w porz&#261;dku  odpali&#322;a Randa.

Jak wida&#263;, &#380;yj&#281; i jestem zdrowa.

Jak wida&#263;, ukrywasz si&#281; tutaj w&#347;r&#243;d zakurzonych rupieci.

Ukrywam si&#281;? Dobry dowcip!

I prawdopodobnie li&#380;esz rany. Nie m&#243;wi&#281; o twoich palcach. Tessa si&#281; zje&#380;y&#322;a. Mia&#322;a ochot&#281; skoczy&#263; siostrze do gard&#322;a i poinformowa&#263; Jej Wysoko&#347;&#263;, &#380;e to przez ni&#261; jej &#380;ycie leg&#322;o w gruzach.

Nie wiem, sk&#261;d ci to przysz&#322;o do g&#322;owy.  Zn&#243;w skupi&#322;a si&#281; na piosence, kt&#243;r&#261; usi&#322;owa&#322;a u&#322;o&#380;y&#263;.

Twarz Westona wygl&#261;da tak, jak gdyby kto&#347; j&#261; potraktowa&#322; metalowymi grabiami.

Tessa mocniej uderzy&#322;a w struny.

Widzia&#322;a&#347; go?

Tak. Dzisiaj. Sta&#322; na &#347;wiat&#322;ach, kiedy chcia&#322;am przej&#347;&#263; przez ulic&#281;, przed bibliotek&#261; iWiem, &#380;e to brzmi g&#322;upio, ale z g&#243;ry dobrze by&#322;o wida&#263; jego twarz, chocia&#380; by&#322; za szyb&#261; i mia&#322; na nosie okulary przeciws&#322;oneczne. Jeden policzek wygl&#261;da&#322; tak, jakby kot go strasznie podrapa&#322;. Pomy&#347;la&#322;am, &#380;e mo&#380;e mia&#322; wypadek albo z kim&#347; si&#281; pobi&#322;.

Bingo. Zn&#243;w b&#322;yskotliwy umys&#322; wydedukowa&#322;, jaka jest prawda. Wiesz, Mirando, powinna&#347; wzi&#261;&#263; udzia&#322; w jakim&#347; teleturnieju. Czekaj, co to za program, w kt&#243;rym trzeba odgadn&#261;&#263; has&#322;o? Ko&#322;o fortuny? Tak, w tym mog&#322;aby&#347; b&#322;ysn&#261;&#263;.

Podrapa&#322;a&#347; go?  spyta&#322;a Miranda.

Tak, Sherlocku, podrapa&#322;am go  przyzna&#322;a Tessa, oboj&#281;tnie wzruszaj&#261;c ramionami.  Z ca&#322;ej si&#322;y. A gdyby jeszcze raz trafi&#322;a si&#281; okazja, bym mu wy drapa&#322;a oczy.

Dlaczego?

Bo by&#322;am w&#347;ciek&#322;a.

Z powodu?

Nie tw&#243;j interes.

Skrzywdzi&#322; ci&#281;?  spyta&#322;a Miranda.

Serce Tessy odrobin&#281; drgn&#281;&#322;o, gdy us&#322;ysza&#322;a trosk&#281; w g&#322;osie siostry. Owszem, skrzywdzi&#322; j&#261;. Nie spa&#322;a ca&#322;&#261; noc, tylko wpatrywa&#322;a si&#281; w bezkresny mrok i obmy&#347;la&#322;a satysfakcjonuj&#261;ce sposoby zabicia go. Najpierw jednak trzeba go by&#322;o na nowo zdoby&#263; i rzuci&#263;.

Zerwali&#347;my ze sob&#261;  przyzna&#322;a i zn&#243;w pochyli&#322;a si&#281; nad gitar&#261;.  Mia&#322;a&#347; co do niego racj&#281;, to ja si&#281; myli&#322;am. Zadowolona?

Tylko je&#347;li nie sta&#322;o ci si&#281; nic z&#322;ego.

Czuj&#281; si&#281; &#347;wietnie. Jak zawsze  o&#347;wiadczy&#322;a Tessa, dumnie przyk&#322;adaj&#261;c kciuk do piersi.  Wygra&#322;am bitw&#281;.

Nie jest wart, &#380;eby przez niego cierpie&#263;.

Daruj sobie ten wyk&#322;ad. Ju&#380; go s&#322;ysza&#322;am. Poza tym ju&#380; mam matk&#281;. Zapomnia&#322;a&#347;?

Ale masz dopiero

Tak, tak. Wiem. Pi&#281;tna&#347;cie lat.  Zrezygnowa&#322;a z melodii i od&#322;o&#380;y&#322;a gitar&#281; na zagracony st&#243;&#322;, pe&#322;en starych palet i doniczek z wyschni&#281;tym geranium. W jej &#380;y&#322;ach kipia&#322; gniew i mia&#322;a ochot&#281; odda&#263; cios. Tym razem mia&#322;a amunicj&#281;.  Wi&#281;c po&#380;egna&#322;a&#347; si&#281; z Hunterem dzi&#347; w nocy?

Po&#380;egna&#322;am si&#281;?  Spojrzenie Mirandy nagle si&#281; wyostrzy&#322;o.  Dlaczego?

Nie powiedzia&#322; ci?  Tessa krzywi&#322;a si&#281;, ale w g&#322;&#281;bi serca odczu&#322;a co&#347; w rodzaju satysfakcji, &#380;e w ko&#324;cu uda&#322;o jej si&#281; wk&#322;u&#263; szpil&#281; w serce Mirandy, kt&#243;ra, &#347;wiadomie lub nie, zawsze j&#261; rani&#322;a.

Co mia&#322; mi powiedzie&#263;?  spyta&#322;a Miranda niskim g&#322;osem, jak gdyby oczekiwa&#322;a najgorszego.

Dobrze jej tak.

&#379;e wyje&#380;d&#380;a.  Tessa si&#281;gn&#281;&#322;a do torebki po papierosy.

Wyje&#380;d&#380;a? Hunter Riley? Dok&#261;d?

Sk&#261;d mog&#281; wiedzie&#263;?

Nie, nie s&#261;dz&#281;, &#380;e wyrusza

Dan powiedzia&#322;, &#380;e ju&#380; wyjecha&#322;. W &#347;rodku nocy.  Znalaz&#322;a now&#261; paczk&#281; i z&#281;bami rozerwa&#322;a celofan.

Dok&#261;d?  Mimo &#380;e Miranda nie ufa&#322;a Tessie, poczu&#322;a, &#380;e grunt jej si&#281; usun&#261;&#322; spod n&#243;g. To niemo&#380;liwe, &#380;eby Hunter j&#261; zostawi&#322; sam&#261;, w ci&#261;&#380;y. To jaka&#347; pomy&#322;ka, z&#322;o&#347;liwa plotka albo okrutny &#380;art Tessy.

Nie wiem  odpar&#322;a Tessa. Sprawia&#322;a wra&#380;enie, jakby cieszy&#322;a si&#281; z tego, &#380;e przekaza&#322;a siostrze z&#322;&#261; wiadomo&#347;&#263;.  S&#322;ysza&#322;am, jak Dan rano m&#243;wi&#322; mamie, &#380;e Hunter wyjecha&#322; bez po&#380;egnania, nie zostawiwszy &#380;adnego listu. Zaparkowa&#322; samoch&#243;d na stacji kolejowej w Portland w nocy albo wcze&#347;nie rano. A ty o tym nie wiedzia&#322;a&#347;?  W ko&#324;cu uda&#322;o jej si&#281; otworzy&#263; paczk&#281; i wyj&#261;&#263; d&#322;ugiego papierosa.

Nie wierz&#281; ci.  Miranda pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. To kolejna bajeczka u&#322;o&#380;ona przez Tess&#281;. Kolejne k&#322;amstwo. Ta dziewczyna lubi wymy&#347;la&#263; r&#243;&#380;ne historie i z jakiego&#347; powodu jest z&#322;a na najstarsz&#261; siostr&#281;. Miranda czu&#322;a to napi&#281;cie i widzia&#322;a niewypowiedziane oskar&#380;enie w oczach Tessy od pierwszej chwili, kiedy wesz&#322;a do pracowni.

Mo&#380;esz mi nie wierzy&#263;, ale to prawda. Wyjecha&#322;. Przynajmniej na jaki&#347; czas. Nie s&#322;ysza&#322;am ca&#322;ej rozmowy, ale  Tessa urwa&#322;a, w&#322;o&#380;y&#322;a papierosa do ust i potar&#322;a zapa&#322;k&#281;. -z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie ma go tu. My&#347;la&#322;am my&#347;la&#322;am, &#380;e wiesz.  Zapali&#322;a papierosa i zgasi&#322;a zapa&#322;k&#281;.

Prosz&#281;, oszcz&#281;d&#378; mi wyk&#322;adu na temat raka p&#322;uc.

To twoje cia&#322;o  powiedzia&#322;a Miranda, ale my&#347;lami by&#322;a daleko st&#261;d. Wyjecha&#322;? Hunter wyjecha&#322;. Nie wierz jej. K&#322;amie. Na pewno. Ale dlaczego? Niepewno&#347;&#263; ok&#322;ada&#322;a j&#261; jak wyci&#261;gni&#281;ta pi&#281;&#347;&#263;. Ufaj Hunterowi. Kochasz go. Nie mo&#380;esz w niego zw&#261;tpi&#263;. To na pewno jakie&#347; nieporozumienie.  K&#322;amiesz albo masz b&#322;&#281;dne informacje.

Chyba nie. Co ci jest, Mirando? Jeste&#347; tak doskona&#322;a, &#380;e &#380;aden facet nie mo&#380;e ci&#281; rzuci&#263;?

Nie, ale

Je&#347;li mi nie wierzysz, spytaj Dana.  W g&#322;osie Tessy by&#322;o coraz mniej z&#322;o&#347;liwo&#347;ci. Odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, nie chc&#261;c spojrze&#263; Mirandzie w oczy, i przesun&#281;&#322;a palcami po stole, &#347;cieraj&#261;c grub&#261; warstw&#281; kurzu, kt&#243;ra zebra&#322;a si&#281; tam od czasu, kiedy matka zarzuci&#322;a malowanie, czyli od roku.

Ja wierz&#281; w to dlatego, &#380;e Dan sprawia&#322; wra&#380;enie zaniepokojonego. Naprawd&#281;. Usi&#322;owa&#322; to ukry&#263;, ale, jak babci&#281; kocham, co&#347; tu si&#281; &#347;wi&#281;ci, Mirando. Nie wiem co, ale czuj&#281;, &#380;e to nie jest nic dobrego.

Dziecko. Chodzi&#322;o o dziecko. Hunter prawdopodobnie pojecha&#322; szuka&#263; pracy albo co&#347; w tym rodzaju A mo&#380;e chcia&#322; po prostu wszystko przemy&#347;le&#263;. Ale na pewno zadzwoni i wr&#243;ci. Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y. Chyba &#380;e naprawd&#281; uciek&#322;. O Bo&#380;e, nie! Nie zostawi&#322;by jej w ci&#261;&#380;y. Nie zrobi&#322;by tego. Od strony Pacyfiku sun&#281;&#322;y po niebie chmury burzowe. Miranda zostawi&#322;a Tess&#281; na oknie i wysz&#322;a. Po plecach przebieg&#322;y jej ciarki, jakby sam diabe&#322; przesun&#261;&#322; palcem po linii kr&#281;gos&#322;upa. Mia&#322;a z&#322;e przeczucia.

Zgadza si&#281;. Odjecha&#322;. Bez s&#322;owa po&#380;egnania.  Dan Riley sta&#322; oparty na grabiach. Unika&#322; patrzenia Mirandzie w oczy. By&#322; to chudy &#322;ysiej&#261;cy m&#281;&#380;czyzna o siwiej&#261;cych w&#322;osach i po&#380;&#243;&#322;k&#322;ych od kawy i papieros&#243;w z&#281;bach. Podni&#243;s&#322; z ziemi czapk&#281; i nerwowo podrapa&#322; si&#281; po pomarszczonym karku.  Zawsze wiedzia&#322;em, &#380;e pewnego dnia si&#281; wyprowadzi. Tylko nie spodziewa&#322;em si&#281;, &#380;e zrobi to w taki spos&#243;b.  Jego zm&#281;czony wzrok napotka&#322; spojrzenie Mirandy. Natychmiast odwr&#243;ci&#322; oczy, jakby poczu&#322; si&#281; zak&#322;opotany i jakby wiedzia&#322; lub podejrzewa&#322; co&#347; wi&#281;cej.  Chcia&#322;bym tylko wiedzie&#263; dlaczego. Dlaczego najpierw ze mn&#261; o tym nie porozmawia&#322;.

Bo si&#281; ba&#322;, przestraszy&#322; si&#281; odpowiedzialno&#347;ci ojcostwa, pomy&#347;la&#322;a niespokojnie Miranda, ale zdoby&#322;a si&#281; na u&#347;miech. Min&#281;&#322;o ju&#380; trzy dni od chwili, kiedy Tessa powiedzia&#322;a, &#380;e Hunter wyjecha&#322;, lecz nie uwierzy&#322;a m&#322;odszej siostrze, czeka&#322;a na wiadomo&#347;&#263;, ufa&#322;a, &#380;e jednak od niej nie uciek&#322;.

W ko&#324;cu dzi&#347; rano zdecydowa&#322;a si&#281; na rozmow&#281; z jego ojcem.

Nie wiem, dlaczego nie chcia&#322; z panem porozmawia&#263;  powiedzia&#322;a, cho&#263; by&#322;o to k&#322;amstwo. Oczywi&#347;cie, &#380;e nie chcia&#322;by si&#281; zwierza&#263; ojcu z takiej sprawy.

Z ka&#380;dego k&#322;opotu da si&#281; wybrn&#261;&#263;.

K&#322;opotu?  powt&#243;rzy&#322;a Miranda.  Jakiego k&#322;opotu?

Dan zastanawia&#322; si&#281; nad odpowiedzi&#261;, wpatruj&#261;c si&#281; w wewn&#281;trzn&#261; stron&#281; czapki. Wypu&#347;ci&#322; powietrze przez z&#281;by.

Ten ch&#322;opak wpada&#322; w k&#322;opoty jak pies go&#324;czy na zdech&#322;ego kr&#243;lika. Od lat bardzo dobrze go znaj&#261; na policji. Zawsze oskar&#380;a&#322;em go, &#380;e przez niego matka straci&#322;a &#380;ycie w kwiecie wieku. W ka&#380;dym razie przez ostatnie p&#243;&#322; roku ustatkowa&#322; si&#281;, &#380;e tak powiem, sp&#322;aci&#322; d&#322;ug wobec spo&#322;ecze&#324;stwa, zdo&#322;a&#322; eksternistycznie zda&#263; matur&#281; i rozpocz&#261;&#322; studia w miejscowym collegeu. Ju&#380; mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e na dobre dojrza&#322;.

Bo tak jest  o&#347;wiadczy&#322;a.

Dan uni&#243;s&#322; siwiej&#261;ce brwi, milcz&#261;co zwracaj&#261;c uwag&#281; na to, i&#380; Miranda broni cz&#322;owieka, kt&#243;rego prawie nie zna.

Owszem, zmieni&#322; si&#281; ostatnio, ale nie a&#380; tak bardzo. Wcze&#347;niej cz&#281;sto oszukiwa&#322; i robi&#322; B&#243;g wie co.  Skrzywi&#322; si&#281;, w&#322;o&#380;y&#322; znoszon&#261; czapk&#281; z daszkiem i poci&#261;gn&#261;&#322; grabie wok&#243;&#322; omsza&#322;ego d&#281;bu przy p&#243;&#322;nocnej stronie domu.  Tu te&#380; zasz&#322;y zmiany.  Gwa&#322;townie podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;.  Czy pani mama znalaz&#322;a ju&#380; kogo&#347; na miejsce Ruby?

Miranda pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Jeszcze nie. Chyba wci&#261;&#380; ma nadziej&#281;, &#380;e Ruby zmieni zdanie i wr&#243;ci do nas do pracy.

W&#261;tpi&#281;. Ta kobieta jest uparta i tak &#322;atwo nie zmienia zdania. Poza tym strata dziecka C&#243;&#380;, z tego si&#281; nie mo&#380;na wyleczy&#263;. Nie wr&#243;ci. Zbyt wiele wspomnie&#324; tu pozosta&#322;o z czas&#243;w, kiedy &#380;y&#322; Jack.  Zgrabi&#322; troch&#281; zeschni&#281;tych ga&#322;&#281;zi i li&#347;ci w ma&#322;y rozpadaj&#261;cy si&#281; stos.  Bo&#380;e wszechmog&#261;cy, mam tylko nadziej&#281;, &#380;e Hunt wkr&#243;tce si&#281; odezwie.

Ja te&#380;, pomy&#347;la&#322;a Miranda. Ow&#322;adn&#281;&#322;o ni&#261; mroczne przeczucie czego&#347; nieuniknionego.

Na pewno.

Je&#347;li odezwie si&#281; do mnie, dam pani zna&#263;, a je&#380;eli do pani cho&#263; nie wiem dlaczego mia&#322;by  Kiedy podni&#243;s&#322; wzrok znad grabi, Miranda po raz pierwszy zobaczy&#322;a w jego oczach b&#322;ysk zrozumienia. Chyba wreszcie zacz&#261;&#322; podejrzewa&#263;, &#380;e Huntera i j&#261; &#322;&#261;czy co&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko znajomo&#347;&#263;.

Dobrze Obiecuj&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a, trzymaj&#261;c kciuki i po cichu modl&#261;c si&#281;, &#380;eby Hunter zadzwoni&#322;.

A je&#380;eli si&#281; nie odezwie, c&#243;&#380; Mo&#380;e nie jest wart tego, &#380;eby si&#281; o niego martwi&#263;.  Podrapa&#322; si&#281; w szyj&#281;, a&#380; nieogolona sk&#243;ra zachrz&#281;&#347;ci&#322;a.  Panno Holland, jest wiele rzeczy, kt&#243;rych pani jeszcze nie wie, rzeczy, o kt&#243;rych ten dzieciak wstydzi&#322;by si&#281; komukolwiek powiedzie&#263;. Ale by&#322; ch&#322;opczykiem mamusi. Dla mnie te&#380; by&#322; dobry.

Mirandzie zasch&#322;o w gardle.

Co to takiego, czego nie wiem?

To nic dobrego.  Zn&#243;w zaj&#261;&#322; si&#281; sprz&#261;taniem.  Mia&#322; w sobie tak&#261; &#380;y&#322;k&#281;  lekko si&#281; skrzywi&#322; -kt&#243;r&#261; pastor Thatcher kiedy&#347; nazwa&#322; diabelsk&#261;.

O nie

Mo&#380;liwe, &#380;e pastor oceni&#322; go pochopnie, zbyt surowo, ale Hunt rzeczywi&#347;cie bywa narwany, a wtedy nic go nie powstrzyma.

Nie wierz&#281;  powiedzia&#322;a i odwr&#243;ci&#322;a twarz. Zgarbi&#322;a si&#281;, a serce jej mocno bi&#322;o.

Prosz&#281; uwa&#380;a&#263;, panienko  wyszepta&#322;, odchodz&#261;c, ale nie by&#322;a pewna, czy to przypadkiem nie z&#322;udzenie. M&#243;g&#322; to by&#263; poszum wiatru, kt&#243;ry zamiata&#322; zesch&#322;e li&#347;cie w g&#322;&#261;b l&#261;du.

Z tego, co s&#322;ysza&#322;am, w&#322;&#243;czy&#322; si&#281; po wybrze&#380;u z jak&#261;&#347; czternastolatk&#261;.

Czternastolatk&#261;?  powt&#243;rzy&#322;a Miranda, nieprzytomnie wpatruj&#261;c si&#281; w Crystal.

Nie maj&#261;c od Huntera &#380;adnych wie&#347;ci przez dwa tygodnie, Miranda pojecha&#322;a do miasta i niespokojnie kr&#261;&#380;y&#322;a po ulicach, a&#380; w ko&#324;cu zatrzyma&#322;a si&#281; przy koktailbarze, &#380;eby si&#281; napi&#263; coli. Tam spotka&#322;a Crystal, kt&#243;ra najwyra&#378;niej nie mia&#322;a ochoty spojrze&#263; jej w oczy. Jednak Mirandy nie odstraszy&#322;y urazy Crystal z powodu brata czy zazdro&#347;ci, &#380;e jedna z si&#243;str Holland odbi&#322;a jej Westona. Crystal oraz jej matka ch&#281;tnie s&#322;ucha&#322;y plotek. A Mirandzie nie dawa&#322;o spokoju to, o czym wspomnia&#322; Dan, wi&#281;c siad&#322;a na wolnej &#322;aweczce naprzeciwko Crystal i spyta&#322;a o Huntera i co ludzie o nim m&#243;wi&#261;.

Zamra&#380;arki szumia&#322;y za lad&#261;, kasa pobrz&#281;kiwa&#322;a, a mikser furkota&#322;, mieszaj&#261;c kolejn&#261; porcj&#281; koktajlu mlecznego. Miranda siedzia&#322;a przy &#380;&#243;&#322;tym plastikowym stoliku naprzeciwko Crystal i s&#261;czy&#322;a col&#281;. Czeka&#322;a.

Podobno dziewczyna Huntera zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;, a on za&#380;&#261;da&#322; aborcji. Ale ona jest niepe&#322;noletnia.

Miranda poczu&#322;a, &#380;e ca&#322;a krew jej odp&#322;ywa z g&#322;owy. O ma&#322;o nie upu&#347;ci&#322;a kubka z col&#261;.

Jej matka ma bzika na punkcie religii, to taka fanatyczna, nowo nawr&#243;cona chrze&#347;cijanka, kt&#243;ra absolutnie nie uznaje aborcji. W ka&#380;dym razie ta dziewczyna wygada&#322;a si&#281;, &#380;e b&#281;dzie mia&#322;a dziecko, a matka o ma&#322;o zawa&#322;u nie dosta&#322;a.

Niemo&#380;liwe.  Miranda pobrz&#281;kiwa&#322;a kostkami lodu w tekturowym kubeczku. Pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, jednak powoli zacz&#281;&#322;y j&#261; nachodzi&#263; w&#261;tpliwo&#347;ci i traci&#322;a resztk&#281; wiary w ch&#322;opaka, kt&#243;rego kocha&#322;a.  Nie nie mog&#281; w to uwierzy&#263;, &#380;e Hunter  Z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;, zmagaj&#261;c si&#281; z ostrym atakiem nudno&#347;ci.

Hej  wtr&#261;ci&#322;a Crystal, zanurzaj&#261;c frytk&#281; w ketchupie.  Ja tylko ci powtarzam to, co s&#322;ysza&#322;am. Nie wiem, czy to prawda.

Hunter nie m&#243;g&#322;by  A mo&#380;e m&#243;g&#322;by? Poczu&#322;a ucisk w gardle. Ogarn&#281;&#322;a j&#261; panika.  Co to za dziewczyna? Jak si&#281; nazywa?

Crystal wzruszy&#322;a ramionami.

Nie wiadomo.

Miranda postanowi&#322;a za wszelk&#261; si&#281; tego dowiedzie&#263;.

Moim zdaniem to czcze wymys&#322;y.

Mo&#380;e.  Crystal skrzywi&#322;a si&#281;.  Kt&#243;&#380; to wie?

Kto&#347; pewnie wie.

No tak, Hunt.

Oraz ta dziewczyna. Je&#347;li istnieje. Kto ci opowiedzia&#322; t&#281; histori&#281;?

Mama. Us&#322;ysza&#322;a j&#261; od pewnej kobiety, z kt&#243;r&#261; gra w karty. A ta pani twierdzi, &#380;e m&#261;&#380; jej to opowiedzia&#322;, bo poprzedniego wieczoru by&#322;a o tym mowa w barze Westwind.

Ale  Ale przecie&#380; jeszcze kilka dni temu sp&#281;dzi&#322;a noc z Hunterem. Sk&#261;d ktokolwiek m&#243;g&#322; si&#281; o tym dowiedzie&#263;? Miranda postanowi&#322;a za wszelk&#261; cen&#281; doj&#347;&#263; prawdy. &#321;ykn&#281;&#322;a reszt&#281; coli.  Dzi&#281;ki. Wiesz, jak mi przykro z powodu Jacka.

Crystal opu&#347;ci&#322;a wzrok i spojrza&#322;a w dal, jakby zobaczy&#322;a co&#347; dla innych niedostrzegalnego.

Wtedy on tak sam z siebie nie stoczy&#322; si&#281; w d&#243;&#322;  o&#347;wiadczy&#322;a beznami&#281;tnie.  Milion razy chodzi&#322; t&#261; &#347;cie&#380;k&#261;.  Odsun&#281;&#322;a frytki i w zamy&#347;leniu gryz&#322;a doln&#261; warg&#281;.  Ani nie spad&#322; dlatego, &#380;e by&#322; pijany.

Miranda s&#322;ysza&#322;a, &#380;e kiedy Jack zosta&#322; zwolniony z tartaku Taggert&#243;w, spi&#322; si&#281; mocnym alkoholem, wszed&#322; na szczyt i kiedy szed&#322; starym india&#324;skim szlakiem, spad&#322; z urwiska i zabi&#322; si&#281;.

Kto&#347; go zepchn&#261;&#322;  o&#347;wiadczy&#322;a Indianka pewnym g&#322;osem. Miranda poczu&#322;a skurcz w &#380;o&#322;&#261;dku.

Zepchn&#261;&#322;?  Zn&#243;w o ma&#322;o nie zwymiotowa&#322;a.  Czyli kto&#347; go zamordowa&#322;?

Crystal otar&#322;a &#322;z&#281; z k&#261;cika ust.

Ani ja, ani moja matka nie mamy co do tego w&#261;tpliwo&#347;ci. Tylko &#380;e na razie nie potrafimy tego udowodni&#263;. Ale to tylko kwestia czasu.

To powodzenia.  Miranda nagle si&#281; poczu&#322;a dziwnie nieswojo.  Wiesz, brakuje nam Ruby.

Naprawd&#281;?  Crystal parskn&#281;&#322;a &#347;miechem i przeszy&#322;a Mirand&#281; ostrym spojrzeniem.  A mo&#380;e raczej brakuje wam niewolnika w postaci &#380;ony Indianina?

Ruby jest dla nas cz&#322;onkiem rodziny  powiedzia&#322;a Miranda, wstaj&#261;c.

To dlaczego tw&#243;j tata nie wy&#322;o&#380;y troch&#281; &#347;mierdz&#261;cego szmalu na najlepszego prywatnego detektywa, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, co tak naprawd&#281; by&#322;o przyczyn&#261; &#347;mierci Jacka?

My&#347;la&#322;am, &#380;e policja ustali&#322;a, &#380;e to by&#322;

Mm-hm. Wypadek. I my&#347;leli, &#380;e nam oszcz&#281;dz&#261; wstydu, je&#347;li przemilcz&#261; domniemane samob&#243;jstwo. Samob&#243;jstwo! Co&#347; takiego! Nie by&#322;o drugiego cz&#322;owieka na &#347;wiecie, kt&#243;ry by tak kocha&#322; &#380;ycie jak Jack.

Przykro mi

To zr&#243;b co&#347;. Przecie&#380; chyba planujesz zosta&#263; pieprzonym prawnikiem czy kim&#347; w tym rodzaju?

Kiedy&#347;.

Wargi Crystal zadr&#380;a&#322;y. Dziewczyna zas&#322;oni&#322;a twarz d&#322;o&#324;mi.

Niech to wszystko diabli wezm&#261;!

By&#322;a zbyt dumna, &#380;eby p&#322;aka&#263; na oczach innych ludzi, wi&#281;c wsta&#322;a od stolika i wybieg&#322;a na zewn&#261;trz. Miranda poczu&#322;a si&#281; tak, jak gdyby kto&#347; jej plun&#261;&#322; w twarz. Wysz&#322;a za Crystal i schylaj&#261;c si&#281; przed silnym wiatrem, sz&#322;a w stron&#281; samochodu. Crystal nie myli&#322;a si&#281; co do jednej rzeczy: Miranda zamierza zosta&#263; prawnikiem, najlepszym, jakiego widzia&#322;o to miasteczko, i musi by&#263; na tyle sprytna, &#380;eby przechytrza&#263; adwokat&#243;w przeciwnej strony. Zatem wykrycie prawdziwej przyczyny &#347;mierci Jacka i wyja&#347;nienie, co sta&#322;o si&#281; z Hunterem, nie powinno jej sprawi&#263; wi&#281;kszych trudno&#347;ci.

Pod warunkiem &#380;e pod&#378;wignie si&#281; z za&#322;amania nerwowego. Opowie&#347;&#263; Crystal na temat Hunta i ostrze&#380;enie Dana mocno podkopa&#322;y jej wiar&#281; w mi&#322;o&#347;&#263; i zaufanie do ukochanego.

Przesta&#324;, upomnia&#322;a sam&#261; siebie. Trzeba porozmawia&#263; z Hunterem i oddzieli&#263; ziarno prawdy od plew. Trzeba go odnale&#378;&#263;. Nic wi&#281;cej. Czy to takie trudne?

Wzi&#281;&#322;a sobie do serca sugesti&#281; Crystal i zatrzyma&#322;a si&#281; przy budce telefonicznej. Przegl&#261;da&#322;a postrz&#281;pione &#380;&#243;&#322;te strony z list&#261; prywatnych detektyw&#243;w. Z g&#243;ry na d&#243;&#322; przebiega&#322;a palcem po kolumnie, a&#380; znalaz&#322;a m&#281;&#380;czyzn&#281; z Manzanity. Si&#281;gn&#281;&#322;a do torebki po monet&#281;.

Tak czy inaczej znajdzie Huntera i spojrzy prawdzie w oczy. Niewa&#380;ne, jak smutna b&#281;dzie to prawda. Jest to winna swojemu dziecku.

Wentylatory na suficie &#322;opota&#322;y w rytm piosenki BeeGees&#243;w, po drugiej stronie lady brz&#281;cza&#322;y sztu&#263;ce. Kasa wydzwoni&#322;a kolejne zam&#243;wienie na hamburgery z frytkami.

Paige wyliza&#322;a ostatni&#261; &#322;y&#380;eczk&#281; bitej &#347;mietany ze swoich lod&#243;w i wysun&#281;&#322;a nogi spod stolika miejscowego koktailbaru. Widzia&#322;a, jak Miranda Holland siedzi z Crystal Songbird przy stoliku za rogiem. Skry&#322;a si&#281; za drewnian&#261; krat&#261;, kt&#243;ra oddziela&#322;a jedn&#261; cz&#281;&#347;&#263; baru od drugiej. Dziewczyny rozmawia&#322;y o czym&#347; smutnym i Paige odda&#322;aby swoje dwumiesi&#281;czne kieszonkowe, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, co by&#322;o tematem ich rozmowy, ale przycupn&#281;&#322;a za &#347;ciank&#261; dzia&#322;ow&#261; i czeka&#322;a, dop&#243;ki nie wysz&#322;y. Zastanawia&#322;a si&#281;, czy przypadkiem nie m&#243;wi&#322;y o Westonie. By&#263; mo&#380;e. Crystal to takie &#380;a&#322;osne stworzenie.

Jednak teraz nie chcia&#322;a my&#347;le&#263; ani o Crystal, ani o Westonie, ani o nikim innym pr&#243;cz siebie. Bransoletka-amulet zwisa&#322;a z jej nadgarstka. Podoba&#322;o jej si&#281;, jak pobrz&#281;kiwa&#322;a przy ka&#380;dym ruchu i przypomina&#322;a, &#380;e Kendall nadal j&#261; lubi. To dawa&#322;o poczucie bezpiecze&#324;stwa, podobnie jak pistolet w torebce. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; w duchu. Ale by tu wszyscy trz&#281;&#347;li portkami, gdyby wiedzieli, &#380;e ma przy sobie bro&#324; paln&#261;!

Odk&#261;d Kendall da&#322;a do zrozumienia, &#380;e ch&#281;tnie widzia&#322;aby Claire martw&#261;, Paige podj&#281;&#322;a si&#281; misji zlikwidowania jej. Nie by&#322;a jednak a&#380; tak g&#322;upia, &#380;eby po prostu zastrzeli&#263; jedn&#261; z c&#243;rek Hollanda. Nie, policja by to wykry&#322;a. Poza tym Paige nie by&#322;a pewna, czy w og&#243;le potrafi kogokolwiek zastrzeli&#263;. Jest wielka r&#243;&#380;nica pomi&#281;dzy &#380;yczeniem komu&#347; &#347;mierci i zabiciem tego kogo&#347;. Szczerze m&#243;wi&#261;c, Paige zalicza&#322;a si&#281; do os&#243;b raczej wra&#380;liwych. To, &#380;e mia&#322;a przy sobie bro&#324;, nie znaczy&#322;o, &#380;e naprawd&#281; potrafi&#322;aby poci&#261;gn&#261;&#263; za spust. Ale mo&#380;e uda&#322;oby si&#281; jej troszeczk&#281; nastraszy&#263; Claire, sprawi&#263;, &#380;eby zesz&#322;a z drogi. Albo  jeszcze lepiej  mo&#380;e zdo&#322;a&#322;aby przestraszy&#263; Harleya To nie powinno by&#263; a&#380; takie trudne.

Zostawi&#322;a cz&#281;&#347;&#263; reszty na ladzie i wymkn&#281;&#322;a si&#281; z ch&#322;odnego wn&#281;trza na ulic&#281;. Promienie s&#322;o&#324;ca z&#322;oci&#322;y chodnik, a w powietrzu czu&#322;o si&#281; rze&#347;ki zapach soli i wodorost&#243;w, kt&#243;ry przebija&#322; si&#281; przez ob&#322;ok spalin ci&#261;gn&#261;cy od strony szosy przecinaj&#261;cej miasto. Nie wiedzia&#322;a, co j&#261; sk&#322;oni&#322;o do wzi&#281;cia ze sob&#261; pistoletu, ale wola&#322;a go nie zostawia&#263; w domu, gdzie kto&#347; m&#243;g&#322;by go znale&#378;&#263;. By&#322;a pewna, &#380;e kt&#243;rego&#347; dnia matka mo&#380;e potrzebowa&#263; broni, a wtedy Paige musia&#322;aby sk&#322;ama&#263; lub przyzna&#263; si&#281;, &#380;e j&#261; wzi&#281;&#322;a. Kurczy&#322;a si&#281; w sobie na my&#347;l, &#380;e musia&#322;aby wyja&#347;ni&#263;, dlaczego po&#380;yczy&#322;a sobie ten przedmiot. Mikki Taggert mia&#322;a &#380;elazne zasady, je&#347;li chodzi o w&#322;asne rzeczy. Raz z&#322;apa&#322;a c&#243;rk&#281; na przebieraniu si&#281; w jej star&#261; halk&#281; i buty na wysokich obcasach. Paige dosta&#322;a t&#281;gie lanie. Matka uderzy&#322;a j&#261; w twarz i zabroni&#322;a dotyka&#263; swoich rzeczy. Potem rozebra&#322;a j&#261; do naga i zostawi&#322;a na strychu. Paige musia&#322;a si&#281; okry&#263; jakim&#347; starym, &#347;mierdz&#261;cym st&#281;chlizn&#261; prze&#347;cierad&#322;em, kt&#243;re tam znalaz&#322;a, i z p&#322;aczem wr&#243;ci&#322;a do swego pokoju. Nikt p&#243;&#378;niej nie wspomina&#322; tego incydentu, ale Paige jeszcze przez wiele godzin czu&#322;a pr&#281;gi na policzku.

Musia&#322;a wi&#281;c wymy&#347;li&#263; jak&#261;&#347; historyjk&#281; na temat pistoletu albo go zabra&#263; ze sob&#261;. Przesz&#322;a obok ksi&#281;garni, antykwariatu i galerii sztuki. Nagle zobaczy&#322;a Claire stoj&#261;c&#261; na promenadzie oskrzydlaj&#261;cej pla&#380;&#281;, kt&#243;r&#261; oddziela&#322; od miasta szeroki betonowy chodnik ze stopniowanym murem kamiennym. Co trzy bloki w murze by&#322;o przej&#347;cie, dzi&#281;ki kt&#243;remu przechodnie mieli dost&#281;p do &#347;cie&#380;ek wiod&#261;cych przez niewielki odcinek poro&#347;ni&#281;tych traw&#261; wydm ku morzu. W&#322;a&#347;nie przy jednym z takich przej&#347;&#263; sta&#322;a Claire Holland, ubrana w d&#380;insy i podkoszulek. Wygl&#261;da&#322;a na zdenerwowan&#261;. Usi&#322;owa&#322;a nie zwraca&#263; uwagi na obdartusa na czarno-srebrnym motorze. Paige nie pami&#281;ta&#322;a jego nazwiska, ale sk&#261;d&#347; go zna&#322;a. To by&#322; chyba opryszek, kt&#243;rego ojciec mia&#322; jakie&#347; problemy. Wpatrywa&#322; si&#281; w Claire, jak gdyby by&#322;a jedyn&#261; dziewczyn&#261; na &#347;wiecie.

Paige poczu&#322;a uk&#322;ucie zazdro&#347;ci i o ma&#322;o sienie rozp&#322;aka&#322;a. Przemkn&#281;&#322;a obok murka, potem przez wydmy i zbli&#380;y&#322;a si&#281; do nich w nadziei, &#380;e pods&#322;ucha jak&#261;&#347; rozmow&#281;. Och, wiele by da&#322;a, &#380;eby jaki&#347; ch&#322;opak, jakikolwiek, popatrzy&#322; na ni&#261; kiedy&#347; tak, jak ten motocyklista patrzy&#322; na Claire.

Wiatr nasypa&#322; jej piasku do oczu i ust. Splun&#281;&#322;a i wytar&#322;a j&#281;zyk r&#281;kawem. &#321;zy wyp&#322;uka&#322;y piasek spod jej powiek. Sta&#322;a tak blisko, &#380;e s&#322;ycha&#263; by&#322;o g&#322;osy, ale wiatr i fale przyp&#322;ywu zag&#322;usza&#322;y s&#322;owa. Gdyby nie podeszli bli&#380;ej &#347;cie&#380;k&#261; obok wydmy, za kt&#243;r&#261; sta&#322;a Paige, dziewczynce nigdy nie uda&#322;oby si&#281; dowiedzie&#263;, o czym rozmawiali.

Paige mrugn&#281;&#322;a i zerkn&#281;&#322;a na bransoletk&#281;. Niewa&#380;ne, co Claire powiedzia&#322;a do tego faceta. Sam fakt, &#380;e z nim rozmawia&#322;a, stanowi&#322; wystarczaj&#261;c&#261; amunicj&#281; dla Kendall. Teraz pozosta&#322;o tylko przypomnie&#263; sobie jego nazwisko

Claire tak mocno &#347;ciska&#322;a kluczyki, &#380;e metal wpi&#322; jej si&#281; w d&#322;o&#324;. Co za pech! Mia&#322;a nadziej&#281; natkn&#261;&#263; si&#281; na Harleya, a sko&#324;czy&#322;o si&#281; na przypadkowym spotkaniu z Kaneem. Zauwa&#380;y&#322; j&#261;, kiedy wychodzi&#322;a ze sklepu sportowego i zatoczy&#322; U na &#347;rodku ulicy, by brawurowo wjecha&#263; na promenad&#281;, nie zwa&#380;aj&#261;c na gapi&#243;w i znaki zakazu wjazdu wszelkich pojazd&#243;w.

Serce jej dwukrotnie przy&#347;pieszy&#322;o rytm. Nie widzia&#322;a go od czasu pogrzebu Jacka Songbirda i nie rozmawia&#322;a z nim od chwili, kiedy obna&#380;y&#322; przed ni&#261; dusz&#281;. Nie mog&#322;a si&#281; op&#281;dzi&#263; od zmys&#322;owych nieczystych sn&#243;w o nim, kt&#243;re nawiedza&#322;y j&#261; w nocy. Budzi&#322;a si&#281; zdyszana i zawstydzona, jak gdyby w pewnym sensie zdradza&#322;a Harleya.

I oto zn&#243;w si&#281; pojawi&#322;. Siedzia&#322; na motorze w czarnej sk&#243;rze, lustrzanymi okularami zas&#322;aniaj&#261;c oczy.

I co, ksi&#281;&#380;niczko?  przeci&#261;gle cedzi&#322; s&#322;owa, doprowadzaj&#261;c j&#261; tym do sza&#322;u.  Jak ci&#281; traktuje &#347;wiat?

&#346;wietnie  sk&#322;ama&#322;a. Dlaczego mia&#322;a uczucie, &#380;e powinna przy nim unika&#263; m&#243;wienia prawdy?

Naprawd&#281;?  Jedna brew unios&#322;a si&#281; przekornie nad szk&#322;em okular&#243;w.  Nie narzekasz?

Nie.  Zn&#243;w k&#322;amstwo &#322;atwo jej przysz&#322;o; zastanawia&#322;a si&#281;, czy umie czyta&#263; w jej my&#347;lach.

Szcz&#281;&#347;ciara z ciebie.  W jego g&#322;osie by&#322;a ironia. Po cichu oskar&#380;a&#322; j&#261; o tysi&#261;c k&#322;amstw.

W&#322;a&#347;nie.

To dobrze. Dzi&#281;ki temu mog&#281; wyjecha&#263; z czystym sumieniem.

Wyjecha&#263;?  O, nie!

Pojutrze.

Do wojska.  Poczu&#322;a, &#380;e co&#347; w niej p&#281;ka. Odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e na zawsze traci co&#347; warto&#347;ciowego, istotnego.

Szkolenie podstawowe w Fort Lewis.

Aha.  To nie koniec &#347;wiata. Fort Lewis le&#380;y w stanie Waszyngton, sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t mil st&#261;d.  A co potem?

W &#347;wiat.  Nerwowo si&#281; u&#347;miecha&#322;, a jego palce niespokojnie obraca&#322;y si&#281; na kierownicy.

Powiew wiatru zas&#322;oni&#322; oczy Claire w&#322;osami. Odrzuci&#322;a je do ty&#322;u, &#380;eby mu si&#281; dok&#322;adniej przyjrze&#263;.

Wi&#281;c przyjecha&#322;e&#347; si&#281; ze mn&#261; po&#380;egna&#263;?  Jej dusza zacz&#281;&#322;a &#322;ka&#263;.

Tak.

To &#380;ycz&#281; szcz&#281;&#347;cia  wykrzywi&#322;a twarz w wymuszonym u&#347;miechu.

Nie polegam na szcz&#281;&#347;ciu.

Serce jej podskoczy&#322;o do gard&#322;a i chocia&#380; wiedzia&#322;a, &#380;e pope&#322;nia g&#322;upi b&#322;&#261;d, kt&#243;rego b&#281;dzie p&#243;&#378;niej &#380;a&#322;owa&#263;, podesz&#322;a do niego, pochyli&#322;a si&#281; i musn&#281;&#322;a ustami jego policzek.

Mimo to we&#378; go troch&#281; na drog&#281;.

Wyprostowa&#322;a si&#281; i usi&#322;owa&#322;a powstrzyma&#263; &#322;zy. Spod lustrzanych szkie&#322; wpatrywa&#322;y si&#281; w ni&#261; jego oczy. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e na jedn&#261; kr&#243;tk&#261; chwil&#281; &#347;wiat si&#281; zatrzyma&#322;. Szum fal uderzaj&#261;cych o brzeg, warkot samochod&#243;w, krzyki mew i &#347;wist wiatru umilk&#322;y na t&#281; jedn&#261; zmieniaj&#261;c&#261; bieg &#380;ycia sekund&#281;. Usi&#322;owa&#322;a si&#281; u&#347;miechn&#261;&#263;, ale jej si&#281; to nie uda&#322;o. Poczu&#322;a sp&#322;ywaj&#261;c&#261; z k&#261;cika oka &#322;z&#281;.

B&#281;d&#281; za tob&#261; t&#281;skni&#263;  powiedzia&#322; i przez moment by&#322;a pewna, &#380;e d&#322;ugimi palcami otuli jej kark, przyci&#261;gnie jej g&#322;ow&#281; do swoich ust i gor&#261;co j&#261; poca&#322;uje.

Ja ja za tob&#261; te&#380;.

Mi&#281;&#347;nie szcz&#281;ki mu drga&#322;y, gdy si&#281; w ni&#261; wpatrywa&#322;.

Uwa&#380;aj na siebie. I niech tylko Taggert spr&#243;buje podnie&#347;&#263; na ciebie cho&#263;by palec B&#281;dzie mia&#322; do czynienia ze mn&#261;.  Pokr&#281;ci&#322; d&#322;oni&#261; uchwyt kierownicy, zapali&#322; motor i z warkotem odjecha&#322; promenad&#261;, a potem w&#322;&#261;czy&#322; si&#281; w ruch uliczny i znikn&#261;&#322; za rogiem.

O Bo&#380;e  wyszepta&#322;a i usiad&#322;a na skalnym murku. Co ja najlepszego wyprawiam? Czy naprawd&#281; kocham Harleya Taggerta? Je&#347;li tak, to dlaczego za ka&#380;dym razem, kiedy s&#322;ysz&#281; imi&#281; lub nazwisko Kanea, serce bije mi szybciej? Dlaczego on mnie nawiedza we &#347;nie na swoim wielkim motorze, ubrany w czarn&#261; sk&#243;rzan&#261; kurtk&#281;? Dlaczego w marzeniach dotyka mnie tak, jak &#380;aden inny kochanek? Dlaczego b&#243;l przeszy&#322; mi serce na my&#347;l, &#380;e nigdy wi&#281;cej go nie zobacz&#281;? Dlaczego? Przecie&#380; to Harleyowi przyrzek&#322;am, &#380;e b&#281;d&#281; go kocha&#263; ca&#322;ym sercem i dusz&#261; do ko&#324;ca swoich dni.

Uderzy&#322;a si&#281; pi&#281;&#347;ci&#261; o udo i jej uwag&#281; zwr&#243;ci&#322; brylant na serdecznym palcu. Ten pier&#347;cionek mia&#322; oznacza&#263; na zawsze. Zrobi&#322;o jej si&#281; s&#322;abo. Nagle u&#347;wiadomi&#322;a sobie przera&#380;aj&#261;c&#261; prawd&#281;: &#380;e nie mo&#380;e po&#347;lubi&#263; Harleya Taggerta, skoro jest tak rozdarta, skoro dr&#281;cz&#261; j&#261; takie w&#261;tpliwo&#347;ci. Tak mocno przygryz&#322;a warg&#281;, &#380;e poczu&#322;a w ustach smak krwi. Powoli, ze &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e za chwil&#281; podejmie najwa&#380;niejsz&#261; decyzj&#281; w &#380;yciu, zdj&#281;&#322;a pier&#347;cionek zar&#281;czynowy. K&#261;tem oka zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e za wydm&#261; co&#347; ci&#281; rusza, jakby wiatr rozwia&#322; czyje&#347; proste br&#261;zowe w&#322;osy. Ale kiedy popatrzy&#322;a w tamt&#261; stron&#281;, niczego ju&#380; nie by&#322;o wida&#263;. Dosz&#322;a do wniosku, &#380;e ma omamy i &#380;e by&#322;a to po prostu mewa albo brodziec piskliwy, nic wi&#281;cej.

Powstrzymuj&#261;c &#322;zy wcisn&#281;&#322;a pier&#347;cionek do kieszeni d&#380;ins&#243;w. Musi spotka&#263; si&#281; z Harleyem i zerwa&#263; zar&#281;czyny.

Wiedzia&#322;a, &#380;e trudno jej b&#281;dzie spojrze&#263; mu w oczy, ale nie mia&#322;a wyboru. Nad Pacyfikiem zbiera&#322;y si&#281; chmury burzowe. Zrobi to jeszcze dzi&#347;. Powie mu to dzi&#347; wieczorem.



9.

W domu na Mirand&#281; czeka&#322; list. Po&#347;r&#243;d sterty ulotek do wyrzucenia, czasopism i porozrzucanych rachunk&#243;w na stole le&#380;a&#322;a bia&#322;a koperta z adresem wystukanym chyba na starej maszynie do pisania. Stempel by&#322; z Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej.

Hunter  szepn&#281;&#322;a z l&#281;kiem i jednocze&#347;nie podnieceniem, niecierpliwie otwieraj&#261;c kopert&#281;. Wyj&#281;&#322;a z niej bia&#322;&#261; kartk&#281;. List by&#322; wystukany na tej samej maszynie co adres na kopercie i jedynie podpis Huntera wskazywa&#322; na jego osobisty charakter.

R&#281;ce jej dr&#380;a&#322;y, a serce mocno bi&#322;o. Opar&#322;a si&#281; o biurko, &#380;eby nie upa&#347;&#263;. Pracowa&#322; w Kolumbii Brytyjskiej dla Taggert Industries. Kiedy rzeczy si&#281; troch&#281; skomplikowa&#322;y, Weston zaoferowa&#322; mu prac&#281; za granic&#261;. Czu&#322; si&#281; podle, opuszczaj&#261;c j&#261; i dziecko, ale szczerze wierzy&#322; w to, &#380;e b&#281;dzie szcz&#281;&#347;liwsza z m&#281;&#380;czyzn&#261; z wy&#380;szych sfer, z kim&#347;, kto b&#281;dzie m&#243;g&#322; ofiarowa&#263; jej i dziecku wszystko, czego zapragn&#261;, wszystko, na co zas&#322;uguj&#261;. Kochaj&#261; i ona zawsze b&#281;dzie zajmowa&#263; miejsce szczeg&#243;lne w jego sercu, ale nie mo&#380;e wzi&#261;&#263; na siebie odpowiedzialno&#347;ci m&#281;&#380;a i ojca.

Zgniot&#322;a papier w r&#281;ku i zacisn&#281;&#322;a usta, &#380;eby nie zacz&#261;&#263; krzycze&#263; na ca&#322;y g&#322;os. Jak to si&#281; mog&#322;o sta&#263;? Nie kocha jej? Powiedzia&#322;, &#380;e si&#281; pobior&#261; i &#380;e wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y.

Wiesz, &#380;e niczego bardziej nie pragn&#281;, ni&#380; sp&#281;dzi&#263; reszt&#281; &#380;ycia z tob&#261; I zawsze mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e kiedy&#347; b&#281;dziemy mieli szans&#281; Mirando Holland, czy wyjdziesz za mnie?

Pragn&#261;&#322; j&#261; po&#347;lubi&#263;, prawda? A mo&#380;e czu&#322; si&#281; do tego zmuszony? Mo&#380;e uwa&#380;a&#322;, &#380;e po prostu g&#322;upio wpad&#322;. O&#347;wiadczy&#322; si&#281; dopiero wtedy, kiedy powiedzia&#322;a, &#380;e jest w ci&#261;&#380;y.

Tego czyli dziecka nie uwzgl&#281;dni&#322;em w swoich planach.

Mocno zacisn&#281;&#322;a powieki, ale mimo to &#322;zy p&#322;yn&#281;&#322;y strumieniem po jej twarzy. Czy to mo&#380;liwe, &#380;e by&#322;a a&#380; tak &#347;lepa, tak otumaniona w&#322;asnymi marzeniami, &#380;e nie bra&#322;a pod uwag&#281; jego plan&#243;w? Uderzy&#322;a si&#281; w twarz, g&#322;o&#347;no poci&#261;gaj&#261;c nosem. Pomy&#347;la&#322;a o plotkach kr&#261;&#380;&#261;cych po mie&#347;cie na temat czternastolatki, kt&#243;ra zasz&#322;a z nim w ci&#261;&#380;&#281;. Czy to r&#243;wnie&#380; mo&#380;e by&#263; prawda? K&#322;ad&#261;c r&#281;ce na brzuchu, zako&#322;ysa&#322;a si&#281;, jakby chcia&#322;a pocieszy&#263; siebie i nienarodzone dziecko.

Wszystko b&#281;dzie dobrze  powiedzia&#322;a, cho&#263; sama w to nie wierzy&#322;a. Nawet ojczym Huntera tak naprawd&#281; w niego nie wierzy&#322;. Ale kocha&#322;a go, i to bardzo. Potworny b&#243;l w sercu o ma&#322;o jej nie rozerwa&#322; na strz&#281;py.

Paige, le&#380;&#261;c na &#322;&#243;&#380;ku, delikatnie dotkn&#281;&#322;a palcami cz&#281;&#347;ciowo zw&#281;glonego kawa&#322;ka papieru. Je&#347;li si&#281; nie myli&#322;a, by&#322;y to pozosta&#322;o&#347;ci jakiego&#347; dokumentu prawnego, najprawdopodobniej &#347;wiadectwa urodzenia, ale brzegi kartki by&#322;y tak pogi&#281;te i poczernia&#322;e, &#380;e trudno by&#322;o go odczyta&#263;. Weston wpad&#322; w sza&#322; i usi&#322;owa&#322; spali&#263; dokument, jakby by&#322; niebezpieczny lub wstr&#281;tny. Ale dlaczego? Co to za ludzie i co maj&#261; wsp&#243;lnego z jej starszym bratem?

Ch&#322;opak by&#322; urodzony w sierpniu 1960 roku przez Margaret Potter. Kto to? Wszystkie informacje, pr&#243;cz nazwy szpitala, w kt&#243;rym mia&#322; miejsce por&#243;d, zosta&#322;y zw&#281;glone.

Paige siedzia&#322;a godzinami nad dokumentem i usi&#322;owa&#322;a go z&#322;o&#380;y&#263; w ca&#322;o&#347;&#263;, lecz nie mog&#322;a zrozumie&#263;, dlaczego Weston tak bardzo chcia&#322; si&#281; go pozby&#263;. Wcisn&#281;&#322;a wi&#281;c ten kawa&#322;ek papieru do szpary w pandzie, obok innej cennej rzeczy, kt&#243;r&#261; tam przechowywa&#322;a.

Zadzwoni&#322; telefon i Paige podnios&#322;a s&#322;uchawk&#281; dok&#322;adnie w chwili, kiedy kto&#347; z domownik&#243;w ju&#380; przej&#261;&#322; po&#322;&#261;czenie. S&#322;ucha&#322;a, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, kto to dzwoni.  Halo.  To by&#322; g&#322;os Westona.

Cze&#347;&#263;.  Cichy g&#322;os &#380;e&#324;ski, dziewczyna chyba p&#322;aka&#322;a. Przez sekund&#281; Paige my&#347;la&#322;a, &#380;e to mo&#380;e Kendall, ale uzna&#322;a to za absurd. Po co Kendall mia&#322;aby dzwoni&#263; do Westona?

Czego chcesz?

Zobaczy&#263; si&#281; z tob&#261;. Chwila przerwy.

Po co?

&#379;eby doko&#324;czy&#263; nie za&#322;atwione sprawy.

O Jezu! Nie s&#261;dz&#281; No dobrze. Co u licha? Do zobaczenia wieczorem. Na &#322;&#243;dce. Oko&#322;o p&#243;&#322;nocy.

Odg&#322;os odk&#322;adanej s&#322;uchawki.

Rozmowa dawno si&#281; sko&#324;czy&#322;a, a Paige wci&#261;&#380; wpatrywa&#322;a si&#281; w aparat telefoniczny. Czy to by&#322;a Kendall? A mo&#380;e kto&#347; inny? Ale kto? Crystal? Mo&#380;e kt&#243;ra&#347; z innych dziewcz&#261;t, z kt&#243;rymi si&#281; umawia&#322;  Paige widywa&#322;a go w mie&#347;cie z Tess&#261; Holland A mo&#380;e dzwoni&#322; kto&#347;, kogo o to nie podejrzewa&#322;a?

Zastanawia&#322;a si&#281;, co Weston knuje.

Tessa zdj&#281;&#322;a okrycie i rzuci&#322;a mi&#281;kk&#261; tkanin&#281; na rozk&#322;adane krzes&#322;o. Chcia&#322;o jej si&#281; krzycze&#263;, ok&#322;ada&#263; pi&#281;&#347;ciami, t&#322;uc. Kogo&#347;. Kogokolwiek. Nie, to nieprawda. Chcia&#322;a jedynie zrani&#263; Westona i Mirand&#281;, poniewa&#380; wiedzia&#322;a, czu&#322;a to instynktownie, &#380;e wzajemnie si&#281; sobie podobaj&#261;. Teraz, kiedy Hunter ju&#380; odpad&#322; z gry, Weston zrobi sw&#243;j ruch, a Miranda, pomimo pozornych protest&#243;w, nie b&#281;dzie mog&#322;a mu si&#281; oprze&#263;. Jak ka&#380;da. Psiakrew, jak gor&#261;co i duszno! Nie by&#322;o czym oddycha&#263;. Kilka gro&#378;nie wygl&#261;daj&#261;cych chmur wisia&#322;o nad horyzontem, jakby tylko czeka&#322;y na to, &#380;eby oceaniczny szkwa&#322; przywia&#322; je nad l&#261;d.

Zebra&#322;a w&#322;osy nad karkiem i zwi&#261;za&#322;a je gumk&#261;. Musia&#322;a co&#347; zrobi&#263;, &#380;eby pozby&#263; si&#281; tego pragnienia ucieczki od samej siebie.

Wesz&#322;a na trampolin&#281; i powoli liczy&#322;a, usi&#322;uj&#261;c si&#281; uspokoi&#263; i nie my&#347;le&#263; o niczym innym, tylko o p&#322;ywaniu. Wyobra&#380;a&#322;a sobie, &#380;e bierze udzia&#322; w zawodach sportowych. Lekkimi krokami przebieg&#322;a d&#322;ugo&#347;&#263; deski, odbi&#322;a si&#281; i skoczy&#322;a do ch&#322;odnej wody. Kiedy si&#281; wynurzy&#322;a, zacz&#281;&#322;a p&#322;yn&#261;&#263; &#380;abk&#261;, skok za skokiem. Usi&#322;owa&#322;a pozby&#263; si&#281; uczucia, &#380;e jest brudna i wykorzystana, ignorowa&#263; ch&#281;&#263; zemsty, kt&#243;ra z&#380;era&#322;a j&#261; od &#347;rodka i wdziera&#322;a si&#281; w sny.

Skok, raz, dwa, oddech.

Za kogo Weston j&#261; uwa&#380;a, &#380;eby traktowa&#263; j&#261; jak zwyk&#322;&#261; dziwk&#281;? Od nocy, kiedy straszy&#322;, &#380;e jej poder&#380;nie gard&#322;o, by&#322;a rozw&#347;cieczona i &#347;miertelnie wystraszona.

Skok, raz, dwa, raz Nie! Oddech. Skok, raz, dwa, oddech. Dobrze.

Nigdy wcze&#347;niej nie s&#261;dzi&#322;a, &#380;e kto&#347; jej mo&#380;e zrobi&#263; krzywd&#281;.

Nigdy wcze&#347;niej nie mia&#322;a problem&#243;w z za&#347;ni&#281;ciem pomimo zamkni&#281;tych na klucz drzwi i szczelnie pozamykanych okien.

Nigdy wcze&#347;niej nie ogl&#261;da&#322;a si&#281; przez rami&#281; na ka&#380;dym rogu ani nie miewa&#322;a paranoicznych l&#281;k&#243;w. Nawet teraz, gdy jej si&#281; przypomnia&#322;o ostrze ch&#322;odnego no&#380;a przyci&#347;ni&#281;te do gard&#322;a i wyraz jego oczu  jakby mia&#322; wielk&#261; ochot&#281; je poder&#380;n&#261;&#263;  chcia&#322;a ucieka&#263; co si&#322; w nogach i krzycze&#263; ze strachu.

Albo wyr&#243;wna&#263; porachunki. Co g&#322;osi stare porzekad&#322;o? Grzech nie b&#281;dzie odpuszczony, p&#243;ki wzi&#261;tek nie zwr&#243;cony. Jak mo&#380;na odp&#322;aci&#263; za to, co jej zrobi&#322;? Weston odebra&#322; jej godno&#347;&#263;, poczucie w&#322;asnej warto&#347;ci i rado&#347;&#263; kobieco&#347;ci.

Skurwiel. Zasrany obci&#261;gacz druta.

Skok, raz, dwa. Obr&#243;t na ko&#324;cu basenu i zn&#243;w skok. Tak w k&#243;&#322;ko. Byle zag&#322;uszy&#263; t&#281; potrzeb&#281; po&#263;wiartowania wiaro&#322;omnego serca Westona. Trzy, cztery.

O Bo&#380;e, jakim prawem?! Jakim prawem doprowadzi&#322; j&#261; do takiego stanu? Nikt nie ma do tego prawa.

Grzech nie b&#281;dzie odpuszczony, p&#243;ki wzi&#261;tek nie zwr&#243;cony.

Po prostu trzeba wyr&#243;wna&#263; porachunki.

Dzi&#347; wieczorem.

Skok, raz, dwa.

Chc&#281; tylko wiedzie&#263;, czy zatrudni&#322;e&#347; Huntera Rileya  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda stanowczym tonem. Siedzia&#322;a na krze&#347;le w gabinecie Westona, okna by&#322;y zamkni&#281;te, a temperatura pomimo nieregularnego szumu, kt&#243;ry prawdopodobnie wydobywa&#322; si&#281; z przepracowanego i zepsutego klimatyzatora, przekracza&#322;a trzydzie&#347;ci stopni Celsjusza.

Wi&#281;kszo&#347;&#263; pracownik&#243;w ju&#380; rozesz&#322;a si&#281; do dom&#243;w, ale przez okno wida&#263; by&#322;o podw&#243;rko tartaczne. &#346;wiat&#322;a si&#281; wznosi&#322;y i opada&#322;y przera&#380;aj&#261;c&#261; &#322;un&#261;. Bale wci&#261;&#380; korowano, &#322;adowano do szop, ci&#281;to na deski. Siedzia&#322;a sztywno jak ko&#322;ek, mocno trzymaj&#261;c w r&#281;ku torebk&#281;. Czym pr&#281;dzej chcia&#322;a si&#281; znale&#378;&#263; jak najdalej st&#261;d, ale za wszelk&#261; cen&#281; musia&#322;a si&#281; dowiedzie&#263; prawdy o Hunterze.

Weston rozsiad&#322; si&#281; wygodnie w fotelu, wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;ce i po&#380;era&#322; j&#261; niebieskimi oczami. Szramy na policzku ju&#380; prawie si&#281; zagoi&#322;y, ale jeszcze by&#322;y widoczne. Przypomina&#322;y o tym, &#380;e sypia&#322; z Tess&#261;.

A ja my&#347;la&#322;em, &#380;e przysz&#322;a&#347; po to, &#380;eby mnie zobaczy&#263;.

No, to si&#281; pomyli&#322;e&#347;.

Skrzywi&#322; si&#281;, przymru&#380;y&#322; jedno oko i poci&#261;gn&#261;&#322; za krawat, rozlu&#378;niaj&#261;c w&#281;ze&#322;. Si&#281;gn&#261;&#322; po stoj&#261;c&#261; w rogu pustego biurka karafk&#281; z alkoholem, na kt&#243;rej l&#347;ni&#322;y kropelki wody.

Hunter by&#322; w tarapatach. Potrzebowa&#322; wyjecha&#263; z miasta, z kraju. I to jak najszybciej. A nasz oddzia&#322; w Kolumbii Brytyjskiej potrzebuje ludzi. Wi&#281;c porozmawia&#322;em z ojcem i przenie&#347;li&#347;my go.

Tak po prostu? I od razu przyszed&#322; do ciebie, a nie do mego ojca ani do mnie?  M&#243;wi&#322;a ostrym tonem, nie kryj&#261;c sceptycyzmu.

Tak.

Dlaczego?

Chyba liczy&#322; na to, &#380;e nie b&#281;d&#281; go os&#261;dza&#322; jak w&#322;asny ojciec ani nie poczuj&#281; si&#281; tak ura&#380;ony, jak ty mia&#322;a&#347; prawo si&#281; czu&#263; bior&#261;c pod uwag&#281; tw&#243;j stan i w og&#243;le.  Si&#281;gn&#261;&#322; do najni&#380;szej szuflady biurka i wyci&#261;gn&#261;&#322; do po&#322;owy opr&#243;&#380;nion&#261; butelk&#281; Dewars Scotch  Zostaw w spokoju m&#243;j stan.

Wzruszy&#322; ramionami i podni&#243;s&#322; w g&#243;r&#281; butelk&#281;.

Napijesz si&#281;?

Nie

Ze wzgl&#281;du na dziecko?

Bo nigdy nie pij&#281; z palantami. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Nie bardzo mnie lubisz, prawda?

Wcale.

Ale po informacje przysz&#322;a&#347; do mnie.

Jak ju&#380; powiedzia&#322;am  m&#243;wi&#322;a zaskakuj&#261;co spokojnym tonem  to jedyny pow&#243;d, &#380;e tu jestem.

Oto kobieta, kt&#243;ra wie, czego chce.

I nie ma zbyt wiele czasu do stracenia  o&#347;wiadczy&#322;a, chc&#261;c jak najszybciej mie&#263; t&#281; rozmow&#281; za sob&#261;. Ale Weston m&#243;g&#322; co&#347; wiedzie&#263; na temat Huntera, co&#347;, do czego nawet policja nie dotar&#322;a.

B&#281;bni&#322; palcem o wargi, jakby si&#281; namy&#347;laj&#261;c, ale jego spojrzenie nie uleg&#322;o zmianie. W oczach wci&#261;&#380; czai&#322;a si&#281; obietnica nami&#281;tno&#347;ci. Zastanawia&#322;a si&#281;, ile alkoholu ju&#380; dzi&#347; wypi&#322;.

Ciarki jej przebieg&#322;y po plecach. Nie powinna by&#322;a tu przychodzi&#263;. Ale musia&#322;a.

Hunter doszed&#322; do wniosku, &#380;e ja a &#347;ci&#347;le bior&#261;c, m&#243;j ojciec, mog&#281; mu da&#263; to, czego potrzebowa&#322;.

To znaczy

Us&#322;ysza&#322;a, jak sekretarka wo&#322;a Do widzenia przez oszklone drzwi. Skurczy&#322;a si&#281; w sobie. W&#322;a&#347;nie dotar&#322;o do niej, &#380;e zosta&#322;a z nim sam na sam. W budynku opr&#243;cz nich nie by&#322;o nikogo, a m&#281;&#380;czy&#378;ni pracuj&#261;cy w tartaku po drugiej stronie ulicy byli zbyt daleko, by w razie czego us&#322;ysze&#263; jakie&#347; krzyki. W&#347;r&#243;d zgrzytu pi&#322;, trzasku k&#322;&#243;d wrzucanych na zielony &#322;a&#324;cuch i warkotu ci&#281;&#380;ar&#243;wek gin&#281;&#322;y wszelkie odg&#322;osy. Ale nic nie mo&#380;e si&#281; sta&#263;. Wyobra&#378;nia p&#322;ata jej figle tylko dlatego, &#380;e nie ufa Westonowi.

Hunter potrzebowa&#322; azylu.

Niemo&#380;liwe.

Ciemna brew unios&#322;a si&#281; nad wsp&#243;&#322;czuj&#261;cym niebieskim okiem, jak gdyby rozumia&#322; jej b&#243;l i by&#322;o mu przykro. S&#261;czy&#322; alkohol, bawi&#261;c si&#281; szklaneczk&#261;.

Wiem, &#380;e ci ci&#281;&#380;ko, zw&#322;aszcza &#380;e  Jego wzrok przesun&#261;&#322; si&#281; na jej brzuch.

Przykry&#322;a go torebk&#261;, jakby chcia&#322;a chroni&#263; dziecko. Szale&#324;stwem by&#322;o siedzie&#263; tu sam na sam z nim, a jednak nie mog&#322;a si&#281; ruszy&#263;. By&#322; jedynym cz&#322;owiekiem w Chinook, kt&#243;ry, by&#263; mo&#380;e, mia&#322; informacje na temat Huntera  cho&#263; nie wiadomo, czy prawdziwe  i got&#243;w by&#322; si&#281; nimi podzieli&#263;. Zacisn&#281;&#322;a z&#281;by i przywar&#322;a do niewygodnego krzes&#322;a.

Wiem, &#380;e nie zechcesz tego s&#322;ucha&#263;, ale wygl&#261;da na to, &#380;e Hunter sam wpakowa&#322; si&#281; w okoliczne bagno. Mowa o czternastoletniej dziewczynie.

Kt&#243;ra nie ma nazwiska.

O, ma. Nazywa si&#281; Cindy Edwards. Mieszka niedaleko Arch Cape. Je&#347;li wp&#322;ynie oskar&#380;enie, b&#281;dzie musia&#322; wr&#243;ci&#263; do Stan&#243;w i odpowiedzie&#263; za to.  Pod&#347;wiadomie dotkn&#261;&#322; ran na twarzy.

Nie wierz&#281; ci.  Ale w pami&#281;ci zanotowa&#322;a nazwisko dziewczyny. Zgrzytliwy dzwonek po drugiej stronie ulicy og&#322;osi&#322; zmian&#281; szychty lub przerw&#281; na posi&#322;ek.

Weston pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i palcami przeczesa&#322; w&#322;osy.

Kiedy wreszcie do ciebie dotrze, &#380;e Hunter nie jest &#347;wi&#281;ty.

Nic o nim nie wiesz  odparowa&#322;a, ale czu&#322;a si&#281; tak, jakby w&#322;a&#347;nie wpad&#322;a w umiej&#281;tnie zastawione sid&#322;a.

Nie?  Zn&#243;w &#322;ykn&#261;&#322; i odstawi&#322; szklank&#281; na st&#243;&#322;, tak &#380;e troch&#281; whisky wyla&#322;o si&#281; na blat.

Wiesz, on ju&#380; by&#322; zatrudniony w naszej firmie i wyrobi&#322; sobie niez&#322;&#261; opini&#281;. Czyta&#322;em jego akta osobowe i &#347;wie&#380;o sporz&#261;dzony &#380;yciorys. Rozmawia&#322;em z nim. Wierz mi, Mirando, wiem wi&#281;cej ni&#380; ty o Hunterze Rileyu.  Weston wyszczerzy&#322; z&#281;by w lodowatym u&#347;miechu.  Ta historia z Cindy zacz&#281;&#322;a si&#281; oko&#322;o sze&#347;ciu miesi&#281;cy temu. Wykonywa&#322; w&#322;a&#347;nie prac&#281; spo&#322;eczn&#261; jako kar&#281; za ma&#322;&#261; k&#322;&#243;tni&#281; o samoch&#243;d, kt&#243;ry, jak utrzymuje, po&#380;yczy&#322;, cho&#263; w&#322;a&#347;cicielka stwierdzi, &#380;e to by&#322;a kradzie&#380;. W ka&#380;dym razie praca spo&#322;eczna oraz sta&#380; pr&#243;bny nale&#380;a&#322;y do wyroku.

S&#322;ysza&#322;am o tym  przyzna&#322;a. Pot zbiera&#322; si&#281; pod pachami, na karku i czole.

My&#347;l&#281;, &#380;e to wszystko przydarzy&#322;o mu si&#281; dlatego, &#380;e zwi&#261;za&#322; si&#281; z tob&#261;. Tak przynajmniej on tak twierdzi.

Tobie o tym powiedzia&#322;?  Zbyt grubymi ni&#263;mi to by&#322;o szyte. Hunter by&#322; nieugi&#281;ty, nikt nie wiedzia&#322; o ich zwi&#261;zku. Nikt. Nawet jego w&#322;asny ojciec.

Nie chcia&#322; nic m&#243;wi&#263;, ale ja przyzna&#322;em si&#281;, &#380;e wiem o was, o dziecku i

O Bo&#380;e!  Nic podobnego! Jej umys&#322; zaprzecza&#322;. Mia&#322;a ochot&#281; wykrzycze&#263;, &#380;e to niemo&#380;liwe.  Nigdy by nie pu&#347;ci&#322; pary z ust.

Weston cierpliwie westchn&#261;&#322;, jakby &#322;askawie pozwala&#322; jej wy&#322;adowa&#263; gniew, ale jego wzrok w&#281;drowa&#322; od jej oczu do ust, coraz ni&#380;ej, wreszcie powr&#243;ci&#322; na jej twarz, o&#380;ywiony i rozpalony.

Masz racj&#281;. Nie zrobi&#322;by tego. By&#322; najwyra&#378;niej skr&#281;powany, ale przycisn&#261;&#322;em go do muru, a &#380;e zale&#380;a&#322;o mu na pracy za granic&#261; Myj&#261; mogli&#347;my da&#263;. Nawet ubezpieczy&#322; si&#281; na &#380;ycie w ramach &#347;wiadcze&#324; pracowniczych, podaj&#261;c twoje nazwisko jako pierwszej spadkobierczyni. Oryginalne dokumenty znajduj&#261; si&#281; w siedzibie zarz&#261;du w Portland, ale chyba mamy tu kopie  Z trudem wsta&#322; i chwiejnym krokiem wyszed&#322; za drzwi, zostawiaj&#261;c Mirand&#281; sam na sam z jej w&#261;tpliwo&#347;ciami. Ile prawdy by&#322;o w tym, co m&#243;wi&#322;, a ile fikcji, kt&#243;r&#261; sam wymy&#347;li&#322;?

Odetchn&#281;&#322;a z ulg&#261;. Dobrze, &#380;e wyszed&#322; przynajmniej na kilka minut. Tymczasem si&#281; pozbiera i obmy&#347;li, jak mu udowodni&#263; k&#322;amstwo. A jednak zn&#243;w ogarn&#281;&#322;o j&#261; przeczucie czego&#347; nieuniknionego. A je&#347;li Weston i Dan Riley m&#243;wili prawd&#281;? Zaciska&#322;y si&#281; na niej niewidzialne &#322;a&#324;cuchy. By&#322;a obezw&#322;adniona.

Czy to mo&#380;e by&#263; prawda? Ka&#380;dy nerw jej podpowiada&#322;, &#380;e z g&#322;adkich ust Westona p&#322;yn&#261; same k&#322;amstwa, ale nie mia&#322;a na to dowodu. Prywatny detektyw, kt&#243;rego zatrudni&#322;a kilka dni temu, niczego si&#281; nie dowiedzia&#322;.

Pr&#243;sz bardz  Westonowi j&#281;zyk si&#281; pl&#261;ta&#322;, gdy wszed&#322; do pokoju i rzuci&#322; jej pod nos teczk&#281; z aktami pracowniczymi.

Miranda przejrza&#322;a dokumenty. Ksi&#261;&#380;eczka zdrowia, podanie o ubezpieczenie na &#380;ycie, stare &#347;wiadectwa pracy. Wszystko podpisane przez Huntera Rileya. Za&#322;ama&#322;a si&#281;. Cz&#281;&#347;&#263; z tego, co Weston m&#243;wi&#322;, musia&#322;a by&#263; prawd&#261;. Nie by&#322;o innego wyja&#347;nienia. W g&#322;&#281;bi jej m&#243;zgu w&#322;&#261;czy&#322; si&#281; alarm, jakby tam nast&#261;pi&#322;o w&#322;a&#347;nie zwarcie przewod&#243;w elektrycznych.

Usi&#322;owa&#322;a pokona&#263; wszechogarniaj&#261;ce poczucie kl&#281;ski.

Weston ju&#380; nie usiad&#322;. Stan&#261;&#322; za ni&#261;, i to tak blisko, &#380;e przegl&#261;daj&#261;c dokumenty, nie mog&#322;a si&#281; skupi&#263;. Wyczuwa&#322;a &#380;ar jego cia&#322;a. Parzy&#322; j&#261;.

Pochyli&#322; si&#281; ni&#380;ej. Jego gor&#261;cy oddech cuchn&#261;&#322; alkoholem.

Bez wzgl&#281;du na to, czy zechcesz spojrze&#263; prawdzie w oczy, czy nie, fakt pozostanie faktem: Hunter Riley to kawa&#322; podst&#281;pnego sukinsyna. Krad&#322; samochody i pieprzy&#322; nieletnie dziewczyny. Czternastolatki, jak by nie by&#322;o. A ile on ma lat? Dziewi&#281;tna&#347;cie?

Dwadzie&#347;cia.

Serce jej wali&#322;o. To nie mo&#380;e by&#263; prawda. A jednak druki, kt&#243;re mia&#322;a w r&#281;ku, potwierdza&#322;y czarno na bia&#322;ym, &#380;e Hunter j&#261; zostawi&#322;. B&#243;l rozsadza&#322; jej trzewia.

Ale podejrzewam, &#380;e musi mie&#263; te&#380; jakie&#347; zalety  kontynuowa&#322;. Mo&#380;e chcia&#322;, &#380;eby lepiej si&#281; poczu&#322;a, a mo&#380;e po prostu uzasadnia&#322;, dlaczego jego firma zdecydowa&#322;a si&#281; go zatrudni&#263;.  Riley jest pracowity. Dobry z niego robotnik, je&#347;li trzyma si&#281; z dala od k&#322;opot&#243;w. Dobrze traktuje starego i chce zadba&#263; o ciebie i dziecko, przynajmniej po&#347;miertnie.

Nie  wyszepta&#322;a, kr&#281;c&#261;c g&#322;ow&#261;.

Sp&#243;jrz prawdzie w oczy.

Nie zostawi&#322;by mnie.

Oczywi&#347;cie, &#380;e by zostawi&#322;. Nie mia&#322; wyboru.  Obr&#243;ci&#322; jej krzes&#322;o, popatrzy&#322; w twarz i po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; na jej ramieniu. Palce mia&#322; gor&#261;ce i napr&#281;&#380;one.

Chcia&#322;bym si&#281; tob&#261; zaopiekowa&#263;, Mirando  o&#347;wiadczy&#322;.

Nie dotykaj mnie  powiedzia&#322;a, pr&#243;buj&#261;c cofn&#261;&#263; krzes&#322;o.

Nie mog&#281; si&#281; opanowa&#263;.

Alarm w jej m&#243;zgu sta&#322; si&#281; czytelny: Weston jest bardziej pijany, ni&#380; jej si&#281; wydawa&#322;o.

Nawet o tym nie my&#347;l  ostrzeg&#322;a, ale on ju&#380; otoczy&#322; j&#261; ramionami.  Weston, na lito&#347;&#263; bosk&#261;, nie

Bez trudu podni&#243;s&#322; j&#261; z krzes&#322;a.

Zale&#380;y mi na tobie, Rando. Od zawsze.

Pomyli&#322;e&#347; mnie z Tess&#261;. Parskn&#261;&#322; &#347;miechem.

Nie s&#261;dz&#281;.

Ale

Nie powiedzia&#322;a ci? Rzuci&#322;a mnie dlatego, &#380;e za ka&#380;dym razem, kiedy j&#261; pie&#347;ci&#322;em czy ca&#322;owa&#322;em, my&#347;la&#322;em o tobie.

Nie chc&#281; tego s&#322;ucha&#263;  o&#347;wiadczy&#322;a, usi&#322;uj&#261;c mu si&#281; wyrwa&#263;. Pok&#243;j zawirowa&#322; jej w oczach, kiedy chwyci&#322; j&#261; mocniej i przycisn&#261;&#322; do siebie.

Czy nie wiesz, jak mi z tym ci&#281;&#380;ko?

To przesta&#324;.  Bo&#380;e drogi, co tu si&#281; dzieje!

Nie mog&#281;, dziewczyno, i o tym dobrze wiesz. Te&#380; to czujesz. Ten &#380;ar, kt&#243;ry nas do siebie zbli&#380;a. Nigdy nie pragn&#261;&#322;em Tessy. Nigdy. Ona tylko zape&#322;nia&#322;a puste miejsce.

Uderzy&#322;a go. Pr&#243;bowa&#322;a si&#281; wyszarpn&#261;&#263;, ale by&#322; silny, mia&#322; cia&#322;o wy&#263;wiczone wieloletnim treningiem w si&#322;owni. Im bardziej mu si&#281; opiera&#322;a, tym bardziej by&#322; natarczywy.

Pu&#347;&#263; mnie, ty draniu. Nie doty

Ale przygni&#243;t&#322; jej wargi ustami  gor&#261;cymi, twardymi, niecierpliwymi. O smaku whisky.

Zrobi&#322;o jej si&#281; niedobrze. Zmaga&#322;a si&#281; z nim, drapi&#261;c go i szarpi&#261;c, cho&#263; przyciska&#322; jej ramiona. Kopn&#281;&#322;a go, ale unikn&#261;&#322; ciosu, a kiedy otworzy&#322;a usta, &#380;eby krzykn&#261;&#263;, wcisn&#261;&#322; jej do ust j&#281;zyk. W&#322;adczym ruchem go w&#347;lizgn&#261;&#322;  szybko i g&#322;&#281;boko. Mirand&#281; ogarn&#261;&#322; wstr&#281;t. Zacisn&#281;&#322;a z&#281;by, ale zd&#261;&#380;y&#322; wycofa&#263; j&#281;zyk. W mgnieniu oka j&#261; obr&#243;ci&#322; i opar&#322; jej po&#347;ladki o kraw&#281;d&#378; biurka.

Ty kurewko, przyznaj, &#380;e tego chcesz. Jeste&#347; tak samo napalona na mnie, jak ja na ciebie.

Nie

Przycisn&#261;&#322; nabrzmia&#322;e i twarde krocze do jej brzucha. Pok&#243;j wirowa&#322;. Zn&#243;w j&#261; poca&#322;owa&#322;. W powietrzu czu&#263; by&#322;o jego zwierz&#281;c&#261;, rozbestwion&#261; &#380;&#261;dz&#281;.

U&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e nie ma szans. Nie wiedzia&#322;a, co w niego wst&#261;pi&#322;o, ale wiedzia&#322;a, &#380;e nie spocznie, dop&#243;ki nie wci&#347;nie swojego przyrodzenia w jej cia&#322;o.

By&#322;o jej s&#322;abo, w g&#322;owie jej si&#281; kr&#281;ci&#322;o, ale nadal walczy&#322;a. Przegina&#322; j&#261; do ty&#322;u, a&#380; przycisn&#261;&#322; jej plecy do biurka.

Pu&#347;&#263; mnie!

Zaopiekuj&#281; si&#281; tob&#261;.

Buhaj! Pu&#347;&#263; mnie, bo b&#281;d&#281; krzycza&#322;a.

Nikt ci&#281; nie us&#322;yszy. Drzwi s&#261; ju&#380; pozamykane na klucz, skarbie, i jeste&#347;my tu tylko my dwoje.

Id&#378; do diab&#322;a!  Ten okrzyk wskrzesi&#322;by umar&#322;ego, ale w ma&#322;ym pokoju rozleg&#322; si&#281; tylko g&#322;uchym echem.

Oddech mia&#322; gor&#261;cy, cia&#322;o ci&#281;&#380;kie, cel jeden.

Daj spok&#243;j, Mirando. Nie bro&#324; si&#281;.

Wierci&#322;a si&#281;, a&#380; uda&#322;o jej si&#281; uwolni&#263; jedn&#261; r&#281;k&#281;. Wymierzy&#322;a mu cios. Klap! D&#322;o&#324; zderzy&#322;a si&#281; z policzkiem. J&#281;kn&#261;&#322; z b&#243;lu.

Ty suko! Ty rozw&#347;cieczona suko! Jeste&#347; taka sama jak twoja siostra!

Zostaw Tess&#281; w spokoju.

Powinienem zrobi&#263; z tob&#261; to, co zrobi&#322;em z ni&#261;.

Co co takiego?

Jego twarz pochylona nad ni&#261; wyra&#380;a&#322;a gro&#378;b&#281;. By&#322; czerwony, a w jego oczach p&#322;on&#281;&#322;a &#380;&#261;dza. Wci&#261;&#380; mu si&#281; wyrywa&#322;a, ale by&#322; silny. Chwyci&#322; j&#261; za oba nadgarstki, przeni&#243;s&#322; je nad g&#322;ow&#281; i &#347;cisn&#261;&#322; w jednej r&#281;ce.

Wiedzia&#322;em, &#380;e b&#281;dziesz si&#281; opiera&#263;.

Z&#322;a&#378; ze mnie!

Co powiedzia&#322;a&#347;? W&#322;a&#378; we mnie?  zarechota&#322;.  W&#322;a&#347;nie mam zamiar, skarbie. Nieraz ci to zrobi&#281;. Je&#347;li dajesz temu &#347;mieciowi Rileyowi, to r&#243;wnie dobrze dla mnie te&#380; mo&#380;esz roz&#322;o&#380;y&#263; nogi.

Woln&#261; r&#281;k&#261; rozpi&#261;&#322; rozporek i Miranda zrozumia&#322;a, &#380;e ani my&#347;li si&#281; opanowa&#263;.

Nie r&#243;b tego, Weston.  Ten b&#322;agalny ton uzna&#322;a za obrzydliwy. Podci&#261;gn&#261;&#322; w g&#243;r&#281; jej sp&#243;dnic&#281;, rozpru&#322;a si&#281;. Miranda gwa&#322;townie si&#281; szarpa&#322;a, kiedy rozrywa&#322; jej majtki.

Zn&#243;w zacz&#281;&#322;a krzycze&#263;, ale przycisn&#261;&#322; swoje usta do jej warg, mia&#380;d&#380;&#261;c jej piersi, i jego cia&#322;o zacz&#281;&#322;o si&#281; porusza&#263;. Woln&#261; r&#281;k&#261; rozpina&#322; spodnie. Zsun&#281;&#322;y si&#281; na pod&#322;og&#281;.

W jego oczach b&#322;ysn&#261;&#322; triumf.

A teraz, kochanie  zachrypia&#322;, ci&#281;&#380;ko dysz&#261;c i poc&#261;c si&#281; jak bestia, kt&#243;r&#261; w gruncie rzeczy by&#322;  zobaczmy, co tu masz.

Serce Claire wali&#322;o jak m&#322;otem. W lodowato zimnej r&#281;ce trzyma&#322;a pier&#347;cionek zar&#281;czynowy. Przygryz&#322;a warg&#281;. Czeka&#322;a na pomo&#347;cie obok &#380;agl&#243;wki Taggerta i patrzy&#322;a, jak brylant szyderczo po&#322;yskuje w &#347;wietle gwiazd. Co najlepszego wyprawia? Zrywa z Harleyem, wspania&#322;ym Harleyem z powodu idiotycznej chemii uczu&#263;, kt&#243;rymi pod&#347;wiadomie darzy&#322;a Kanea Morana. A co z tymi wszystkimi obietnicami i przysi&#281;gami, kt&#243;re z&#322;o&#380;y&#322;a&#347; sobie i Harleyowi? Co z p&#322;omiennymi argumentami, kt&#243;rymi usi&#322;owa&#322;a&#347; przekona&#263; reszt&#281; rodziny?

Zamkn&#281;&#322;a oczy i opar&#322;a si&#281; o balustrad&#281;. Us&#322;ysza&#322;a ciche dzwonienie boi o fal&#281; przyp&#322;ywu.

Kane wyje&#380;d&#380;a do wojska, w nieznane strony, i prawdopodobnie nigdy wi&#281;cej ju&#380; go nie zobaczy. A jednak by&#322;a przekonana, &#380;e nie b&#281;dzie szcz&#281;&#347;liwa z ch&#322;opakiem, kt&#243;remu jeszcze miesi&#261;c temu przysi&#281;ga&#322;a dozgonn&#261; mi&#322;o&#347;&#263;.

Cz&#322;ap!

Ale przecie&#380; Harley te&#380; nie by&#322; z ni&#261; szczery. Musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e nadal spotyka&#322; si&#281; z Kendall, jakby nie by&#322; w stanie na dobre z ni&#261; zerwa&#263;, cho&#263; by&#322; ju&#380; zar&#281;czony.

Westchn&#281;&#322;a, wci&#261;gn&#281;&#322;a g&#322;&#281;boko w p&#322;uca porcj&#281; s&#322;onego powietrza i wpatrywa&#322;a si&#281; w ciemne niebo, po kt&#243;rym niespokojnie przesuwa&#322;y si&#281; chmury.

Nie by&#322;a sama. Ten sam chudy jak cie&#324; kot przyb&#322;&#281;da, kt&#243;rego widywa&#322;a wcze&#347;niej obok &#380;agl&#243;wki, przemkn&#261;&#322; obok i zgrabnie wskoczy&#322; na ma&#322;&#261; &#322;&#243;dk&#281; ryback&#261; zacumowan&#261; w pobli&#380;u. Na rozko&#322;ysanym jachcie dryfuj&#261;cym po spokojnej wodzie zatoki odbywa&#322;a si&#281; jaka&#347; weso&#322;a impreza. S&#322;ycha&#263; by&#322;o salwy &#347;miechu, rozbawione g&#322;osy i piosenk&#281; zespo&#322;u the Eagles Hotel California.

Przyjd&#378; wreszcie, no przyjd&#378;!  mrukn&#281;&#322;a pod nosem, zerkaj&#261;c na zegarek. Chcia&#322;a, &#380;eby ju&#380; by&#322;o po wszystkim. Teraz, kiedy wreszcie podj&#281;&#322;a decyzj&#281;, z niecierpliwo&#347;ci&#261; wyczekiwa&#322;a wytchnienia. Chcia&#322;a zerwa&#263; te bezsensowne zar&#281;czyny.

Welcome to the Hotel California.[Witamy w hotelu California.] 

Us&#322;ysza&#322;a warkot samochodu, zanim go zobaczy&#322;a. B&#322;ysn&#281;&#322;y ko&#322;a. Szmaragdowe auto przemkn&#281;&#322;o pod latarni&#261;. B&#322;agam o si&#322;&#281;  modli&#322;a si&#281; w duchu, zastanawiaj&#261;c si&#281;, czy zerwanie zar&#281;czyn w og&#243;le go zrani. Mo&#380;e wr&#281;cz poczuje ulg&#281;, uwalniaj&#261;c si&#281; z k&#322;opotliwego zwi&#261;zku?

r&#243;&#380;owy szampan w lodzie

Ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym gard&#322;em patrzy&#322;a, jak szybko idzie po trzeszcz&#261;cym molo.

Claire  podni&#243;s&#322; r&#281;k&#281;, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i podbieg&#322; do niej

wszyscy jeste&#347;my tu tylko wi&#281;&#378;niami, zdanymi wy&#322;&#261;cznie na siebie

Tak bardzo za tob&#261; t&#281;skni&#322;em  powiedzia&#322; Harley, porywaj&#261;c j&#261; w ramiona i obracaj&#261;c w k&#243;&#322;ko nad ziemi&#261;. Serce jej si&#281; kraja&#322;o, kiedy wtuli&#322; g&#322;ow&#281; w jej szyj&#281; i poca&#322;owa&#322; j&#261; tak nami&#281;tnie, &#380;e cho&#263; usi&#322;owa&#322; si&#281; hamowa&#263;, czu&#322;a &#380;ar jego sk&#243;ry.

Mimo to nie reagowa&#322;a. Nie mog&#322;a. Chcia&#322; poca&#322;owa&#263; j&#261; w usta, ale odchyli&#322;a g&#322;ow&#281; do ty&#322;u i wyrwa&#322;a si&#281; z jego obj&#281;&#263;.

Przesta&#324;  powiedzia&#322;a chrypliwie, t&#322;umi&#261;c p&#322;acz. Nagle okaza&#322;o si&#281; to trudniejsze, ni&#380; my&#347;la&#322;a.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;. Jego pi&#281;kna twarz pochylona nad jej twarz&#261; wyra&#380;a&#322;a zdumienie.

mo&#380;esz si&#281; wyprowadzi&#263;, kiedy tylko chcesz, ale i tak nigdy st&#261;d nie wyjedziesz

Po prostu przesta&#324;.

M&#243;wisz powa&#380;nie?  Na jego twarzy pojawi&#322; si&#281; ten sam nie&#347;mia&#322;y, niepewny u&#347;miech, kt&#243;ry niegdy&#347; stopi&#322; jej serce.

Bardzo powa&#380;nie. S&#322;uchaj, Harley, musimy porozmawia&#263;.  Serce o ma&#322;o jej nie p&#281;k&#322;o, kiedy zobaczy&#322;a, jak nagle powa&#380;nieje. Spojrza&#322; na jej d&#322;o&#324; bez pier&#347;cionka i powoli wypu&#347;ci&#322; z p&#322;uc powietrze.

Chodzi o Kendall, prawda?

Za&#322;ama&#322;a si&#281;. Co prawda, planowa&#322;a z nim zerwa&#263;, ale nie chcia&#322;a dopu&#347;ci&#263; do &#347;wiadomo&#347;ci tego, &#380;e naprawd&#281; j&#261; zdradza&#322;. Ale zdradza&#322;. Wida&#263; to by&#322;o po jego skruszonej minie.

Tak naprawd&#281; to nie  wykrztusi&#322;a zaskoczona, &#380;e jego bezwiedne wyznanie tak bardzo j&#261; ubod&#322;o. Podejrzewa&#322;a, &#380;e w plotkach kryje si&#281; ziarno prawdy, ale us&#322;ysze&#263; to z jego ust  Chodzi o nas. To jest niewypa&#322;.

Bo&#380;e.  Zblad&#322;. Jego twarz wydawa&#322;a si&#281; bia&#322;oniebieska w &#347;wietle latarni na molo.

My&#347;l&#281;, &#380;e oboje to wiemy.  Uj&#281;&#322;a jego d&#322;o&#324;, odwr&#243;ci&#322;a wewn&#281;trzn&#261; stron&#261; do g&#243;ry i opu&#347;ci&#322;a na ni&#261; pier&#347;cionek, kt&#243;ry przedtem a&#380; do b&#243;lu &#347;ciska&#322;a w swojej.

Nie  wyszepta&#322;.  Nie, Claire.

Tak b&#281;dzie najlepiej. &#321;zy stan&#281;&#322;y mu w oczach.

Ale ja ci&#281; kocham. Przecie&#380; wiesz.

Nie, Harley, nie s&#261;dz&#281;, &#380;e Wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281;, ale cofn&#281;&#322;a si&#281; o krok.

Nie  Ale ju&#380; wcisn&#261;&#322; palce w mi&#281;&#347;nie jej ramion, przygarniaj&#261;c j&#261; do siebie.

Nie mog&#281; ci&#281; straci&#263;.

To koniec.

Powiem Kendall, &#380;e z ni&#261; sko&#324;czy&#322;em. Na dobre. Przysi&#281;gam. Znajd&#281; spos&#243;b, &#380;eby uwierzy&#322;a, &#380;e kocham tylko ciebie.

Nie, Harley

Poca&#322;owa&#322; j&#261; i u&#347;cisn&#261;&#322;. &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y mu po policzkach. Ca&#322;uj&#261;c, j&#261; czu&#322; gorzki smak w&#322;asnych &#322;ez.

Nie mog&#281; ci&#281; straci&#263;. Odda&#322;bym wszystko, byle tylko by&#263; z tob&#261; przysi&#261;g&#322;.  Wszystko.  Trzyma&#322; j&#261; za w&#322;osy i szlocha&#322; wtulony w jej szyj&#281;.

Nie, Harley, prosz&#281;  Oczy jej zasz&#322;y &#322;zami.

Wynagrodz&#281; ci to, obiecuj&#281;. Nigdy nie b&#281;dziesz tego &#380;a&#322;owa&#263;. Ale b&#322;agam, Claire Nie m&#243;w, &#380;e to koniec.

Serce jej si&#281; kraja&#322;o, gdy trzyma&#322;a go w ramionach.

Nic nie mog&#281; na to poradzi&#263;, Harley.

Nie kochasz mnie  oskar&#380;y&#322; j&#261; i poczu&#322;a si&#281; jak najpodlejsze stworzenie pod s&#322;o&#324;cem.

Nie mog&#281; wp&#322;yn&#261;&#263; na w&#322;asne uczucia.

Ale ja mog&#281;!  Wzi&#261;&#322; j&#261; za r&#281;k&#281; i zacz&#261;&#322; ci&#261;gn&#261;&#263; do &#380;agl&#243;wki.

Nie

Na pok&#322;adzie jest wino, szampan.

Nie mam ochoty na nic do picia

Hej tam!  z pobliskiego gwarnego statku dobieg&#322; ich szorstki m&#281;ski g&#322;os.  Jaki&#347; k&#322;opot? Czy ten facet pani&#261; nagabuje?  Posiwia&#322;y m&#281;&#380;czyzna w czapce &#380;eglarskiej wszed&#322; pod latarni&#281;. &#346;wiat&#322;o &#380;ar&#243;wki odbija&#322;o si&#281; od jego okular&#243;w.

Nie Nie ma &#380;adnego k&#322;opotu  powiedzia&#322;a Claire i wesz&#322;a za Harleyem do kabiny. C&#243;&#380;, przynajmniej to dla niego zrobi. Usiad&#322;a, a on w ma&#322;ym barku znalaz&#322; butelk&#281; Dom Perignon.

Nie mo&#380;esz ze mn&#261; zerwa&#263;  powiedzia&#322;, otwieraj&#261;c butelk&#281;. Korek g&#322;o&#347;no wystrzeli&#322;. Szampan pieni&#322; si&#281;, sp&#322;ywaj&#261;c po szkle. Szybko, nerwowo nape&#322;ni&#322; dwa wysokie kieliszki.

Harley, nie pr&#243;buj

To niepisane prawo.  Zn&#243;w podszed&#322; do niej, pochyli&#322; si&#281; nad ni&#261; i wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; z kieliszkiem.

Prawo?  Niepewn&#261; r&#281;k&#261; wzi&#281;&#322;a szklank&#281;. B&#322;&#261;d. Nie sz&#322;o zgodnie z jej planem.

Tak. Z Taggertem si&#281; nie zrywa. Nigdy.  Jednym haustem opr&#243;&#380;ni&#322; kieliszek i po&#347;piesznie nala&#322; sobie znowu.

To &#380;adne prawo, tylko mrzonka. S&#322;uchaj, musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263;.  Odstawi&#322;a nietkni&#281;ty kieliszek na barek.

Nie teraz.

Do widzenia, Harley  powiedzia&#322;a, wstaj&#261;c.  Mam nadziej&#281;, &#380;e nadal b&#281;dziemy

Nawet tego nie m&#243;w. Nigdy nie b&#281;dziemy przyjaci&#243;&#322;mi, Claire.  W jego oczach zn&#243;w pojawi&#322;y si&#281; &#322;zy. Dopi&#322; szampana, upu&#347;ci&#322; kieliszek na dywan i poci&#261;gn&#261;&#322; z butelki.  Kochankowie nie mog&#261; si&#281; sta&#263; przyjaci&#243;&#322;mi.

Do widzenia.

Do niewidzenia. Claire, je&#347;li wyjdziesz z &#322;odzi tej nocy, to przysi&#281;gam, &#380;e upij&#281; si&#281; do nieprzytomno&#347;ci, przechyl&#281; si&#281; przez reling i wskocz&#281; do zatoki.

Nie

My&#347;lisz, &#380;e k&#322;ami&#281;?  Westchn&#261;&#322;.  Chryste, Claire, je&#347;li zabierzesz mi siebie, to ju&#380; nic mi nie pozostanie.

To nieprawda  powiedzia&#322;a, ale w jego oczach zobaczy&#322;a pewno&#347;&#263;.  Chod&#378;, odwioz&#281; ci&#281; do domu.

Rozci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; na &#322;aweczce, przechyli&#322; butelk&#281; do ust.

Zosta&#324;.

Nie mog&#281;.

Ze wzgl&#281;du na Kendall czy na Kanea?

Drgn&#281;&#322;a. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; krzywo. W&#322;osy opada&#322;y mu na czo&#322;o.

My&#347;la&#322;a&#347;, &#380;e nie wiem, prawda?

Nie ma co wiedzie&#263;.

Cha, cha!  Zn&#243;w poci&#261;gn&#261;&#322; pot&#281;&#380;nie. &#321;&#243;d&#378; lekko zako&#322;ysa&#322;a si&#281; na wodzie.

Spotka&#322;am Kanea

Spotka&#322;a&#347; go. Tylko spotka&#322;a&#347;? Daj spok&#243;j, Claire. My&#347;la&#322;em, &#380;e sta&#263; ci&#281; na co&#347; wi&#281;cej. Nie tylko go spotka&#322;a&#347;, sp&#281;dzi&#322;a&#347; z nim troch&#281; czasu i znik&#322;a&#347;.  Nerwowo pomacha&#322; r&#281;k&#261; w powietrzu.  Odjecha&#322;a&#347; z nim w &#347;rodku nocy tym przekl&#281;tym motocyklem.

Sta&#322;a w drzwiach. Policzki zacz&#281;&#322;y parzy&#263; zdradliwie. Poczucie winy rozrywa&#322;o jej dusz&#281; na strz&#281;py.

Nigdy bym si&#281; z nim nie spotka&#322;a, gdyby&#347; by&#322; mi wierny  oznajmi&#322;a, cho&#263; nie by&#322;a do ko&#324;ca pewna, czy m&#243;wi prawd&#281;.  Nigdy ci&#281; nie oszukiwa&#322;am, Harley. Nigdy.

Mo&#380;liwe, &#380;e jeszcze nie  powiedzia&#322;, stawiaj&#261;c niemal pust&#261; butelk&#281; na piersi  ale ju&#380; szukasz po temu okazji. Widz&#281; to w twoich oczach. Jezu! I pomy&#347;le&#263;, &#380;e tak ci&#281; kocha&#322;em.

Harley

No, id&#378; ju&#380; st&#261;d  j&#281;kn&#261;&#322; ochryp&#322;ym g&#322;osem i po&#347;piesznie opr&#243;&#380;ni&#322; butelk&#281; do ostatniej kropli.

Nie mog&#281;, je&#347;li ty nie

Do cholery, zostaw mnie w spokoju  powiedzia&#322;, jak gdyby wzmianka o Kanie wszystko zmieni&#322;a.  Nic mi nie b&#281;dzie.  Nagle popatrzy&#322; na ni&#261; wrogim spojrzeniem i na u&#322;amek sekundy upodobni&#322; si&#281; do brata.  Odejd&#378;, ty zdradliwa dziwko, albo wr&#243;&#263; tu i przypomnij mi, dlaczego tak bardzo ci&#281; pragn&#281;.

Ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym sercem wspi&#281;&#322;a si&#281; na pomost i prawie biegiem uciek&#322;a od &#322;odzi. By&#322; pijany, w&#347;ciek&#322;y i pe&#322;en nienawi&#347;ci, ale nie wierzy&#322;a w &#380;adne jego s&#322;owo. A gdyby by&#322; trze&#378;wy? To co? Co by si&#281; sta&#322;o? Nic by si&#281; nie zmieni&#322;o? Przystan&#281;&#322;a przy bramie, gdzie stra&#380;nik drzema&#322; na swoim sto&#322;ku.

Czy m&#243;g&#322;by pan sprawdzi&#263; kej&#281; C-13?  poprosi&#322;a.

&#321;&#243;d&#378; Taggerta?

Tak, w &#347;rodku jest Harley Taggert i my&#347;l&#281;, &#380;e kto&#347; go powinien odwie&#378;&#263; do domu.

Obejrza&#322; j&#261; z g&#243;ry na d&#243;&#322; i, dzwoni&#261;c kluczami, ruszy&#322; po rampie.

Dopilnuj&#281; go, panienko. Pan Taggert Chyba wola&#322;by wiedzie&#263;, &#380;e jego synowi nie dzieje si&#281; krzywda?

Tak Na pewno  powiedzia&#322;a i szybko posz&#322;a w stron&#281; d&#380;ipa, kt&#243;rego sobie po&#380;yczy&#322;a spo&#347;r&#243;d pojazd&#243;w ojca. S&#322;ysza&#322;a jeszcze odg&#322;osy przyj&#281;cia. Nieco dalej na ca&#322;e gard&#322;o szczeka&#322; pies.

Si&#281;gaj&#261;c do kieszeni po kluczyki, u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e w jej &#380;yciu nast&#261;pi&#322; nieoczekiwany zwrot. Trudno powiedzie&#263;, na lepsze czy na gorsze, ale po raz pierwszy od wielu miesi&#281;cy poczu&#322;a si&#281; oswobodzona. Wolna.

Wszystko b&#281;dzie dobrze  powiedzia&#322;a do siebie, kr&#281;c&#261;c kierownic&#261; d&#380;ipa i przeje&#380;d&#380;aj&#261;c pod &#322;ukiem neonu z nazw&#261; przystani.  Na pewno.

A co z Kaneem?

D&#322;onie jej si&#281; poci&#322;y na kierownicy. To nie jest ch&#322;opak, kt&#243;remu dziewczyna mo&#380;e zaufa&#263;. Wyje&#380;d&#380;a do wojska.

Nie mo&#380;e si&#281; w nim zakocha&#263;. Nie zakocha si&#281;.

Ale jad&#261;c przez zalesione wzg&#243;rza do domu, wiedzia&#322;a, &#380;e ok&#322;amuje sam&#261; siebie. Ju&#380; jest w nim zakochana, czy jej si&#281; to podoba, czy nie.



10.

Claire nacisn&#281;&#322;a na hamulec i d&#380;ip z piskiem opon zatrzyma&#322; si&#281; przy gara&#380;u. Nadal ca&#322;a si&#281; trz&#281;s&#322;a. Wpatrywa&#322;a si&#281; w lew&#261; d&#322;o&#324; bez pier&#347;cionka i &#322;zy cisn&#281;&#322;y si&#281; do jej oczu. Ostatnie trzy godziny je&#378;dzi&#322;a po okolicy bez celu, unikaj&#261;c miejsc, w kt&#243;rych Harley m&#243;g&#322;by jej szuka&#263;. Nie chcia&#322;a wraca&#263; do domu z obawy, &#380;e zadzwoni. Potrzebna jej by&#322;a przestrze&#324;, &#380;eby przemy&#347;le&#263; na nowo swoje &#380;ycie.

Odk&#261;d wyjecha&#322;a z przystani, chmury, kt&#243;re od rana straszy&#322;y burz&#261;, ju&#380; spe&#322;ni&#322;y swoj&#261; gro&#378;b&#281;. Wiatr wygina&#322; ga&#322;&#281;zie drzew nad g&#322;ow&#261;, zapraszaj&#261;c je do szalonego ta&#324;ca. Deszcz la&#322; si&#281; z nieba, p&#322;yn&#261;&#322; strugami po szybie samochodu i b&#281;bni&#322; o ziemi&#281;. Woda powoli wype&#322;nia&#322;a koleiny w asfalcie, a stary dom, kt&#243;ry uwielbia&#322;a, wygl&#261;da&#322; ponuro i z&#322;owieszczo.

W domu nie by&#322;o nikogo. Brakowa&#322;o camaro Mirandy, a Dutch ostatnio wi&#281;kszo&#347;&#263; wieczor&#243;w sp&#281;dza&#322; w Portland  spotyka&#322; si&#281; z architektami, prawnikami, rachmistrzami w sprawie rozbudowy Stone Illahee. Tym razem Dominique pojecha&#322;a wraz z nim, cho&#263; Claire nie mia&#322;a poj&#281;cia dlaczego. Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e z ko&#324;cem lata rodzice coraz bardziej si&#281; od siebie oddalaj&#261;.

Dominique nigdy nie nale&#380;a&#322;a do os&#243;b, kt&#243;re cierpi&#261; po cichu. Odk&#261;d Claire si&#281;ga&#322;a pami&#281;ci&#261;, matka narzeka&#322;a na t&#281; zabit&#261; dechami dziur&#281;, gdzie diabe&#322; m&#243;wi dobranoc.

Tessy prawdopodobnie r&#243;wnie&#380; nie by&#322;o. Dok&#261;d posz&#322;a? Z kim? Claire nie mia&#322;a poj&#281;cia. Nigdy nie mia&#322;y z siostr&#261; wsp&#243;lnego j&#281;zyka, a tego lata ich wzajemne stosunki jeszcze si&#281; pogorszy&#322;y. Tessa przypomina&#322;a beczk&#281; prochu, kt&#243;ra mo&#380;e w ka&#380;dej chwili eksplodowa&#263;. Claire by&#322;a dra&#380;liwa i nastawiona zaczepnie, bo wci&#261;&#380; musia&#322;a si&#281; t&#322;umaczy&#263; z tego, &#380;e chodzi z Harleyem.

Ju&#380; nie. Mo&#380;e teraz b&#281;dzie si&#281; mog&#322;a pogodzi&#263; z Tess&#261;.

Miranda by&#322;a jedyn&#261; osob&#261; w rodzinie, na kt&#243;r&#261; Claire mog&#322;a liczy&#263;.

Wyj&#281;&#322;a kluczyki ze stacyjki, postawi&#322;a ko&#322;nierz, wyskoczy&#322;a z d&#380;ipa. Poprzez plusk wody w ka&#322;u&#380;ach i rynnach us&#322;ysza&#322;a pomruk silnika o du&#380;ej mocy. W&#347;r&#243;d drzew migota&#322;y &#347;wiat&#322;a. Serce jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o. Harley! Wytrze&#378;wia&#322; i teraz j&#261; &#347;ciga!

Nie mia&#322;a si&#322;y od nowa go przekonywa&#263;.

A jednak sta&#322;a nieruchomo, jak &#322;ania schwytana w smug&#281; &#347;wiat&#322;a. Samoch&#243;d mija&#322; ju&#380; ostatni zakr&#281;t. Claire zbiera&#322;a si&#322;y, by wytrwa&#263; w postanowieniu i ostatecznie przekona&#263; Harleya, &#380;e najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li ze sob&#261; zerw&#261;. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e znajdzie spos&#243;b, by w to uwierzy&#322;.

Na parking zajecha&#322; samoch&#243;d Mirandy. Claire o ma&#322;o nie krzykn&#281;&#322;a. Zatrzyma&#322; si&#281; nie dalej ni&#380; trzy metry przed ni&#261;.

Wsiadaj!  Krzykn&#281;&#322;a Miranda przez otwarte okno zdesperowanym g&#322;osem.  Ju&#380;!

Co

Nie k&#322;&#243;&#263; si&#281;, Claire. Nie ma na to czasu. Szybko. Wsiadaj do tego przekl&#281;tego samochodu!  W g&#322;osie Randy s&#322;ycha&#263; by&#322;o w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;. Claire nie &#347;mia&#322;a protestowa&#263;, otworzy&#322;a drzwiczki i zobaczy&#322;a pokaleczon&#261; Tess&#281; na przednim siedzeniu. By&#322;a trupio blada, mia&#322;a nieprzytomne oczy, zgrzyta&#322;a z&#281;bami. Miranda wygl&#261;da&#322;a nie lepiej. Jej ciemne w&#322;osy by&#322;y potargane, odzie&#380; poszarpana, spojrzenie twarde. Co&#347; w rodzaju strachu wykrzywia&#322;o k&#261;ciki jej ust. Wygl&#261;da&#322;a tak, jakby &#347;ciga&#322;o j&#261; jakie&#347; z&#322;o, a ona musia&#322;a ucieka&#263;, &#380;eby uratowa&#263; ze &#347;miertelnej opresji siebie i Tess&#281;.

Randa, co

Wsiadaj, do cholery!

Claire z bij&#261;cym sercem wsun&#281;&#322;a si&#281; na tylne siedzenie.

Co tu si&#281; dzieje?

Zamknij drzwi!  za&#380;&#261;da&#322;a Miranda, a Tessa wykona&#322;a rozkaz, jakby by&#322;a robotem sterowanym przez najstarsz&#261; siostr&#281;.

Kr&#281;c&#261;c kierownic&#261;, Miranda nacisn&#281;&#322;a na peda&#322; gazu i b&#322;yskawicznie wyjecha&#322;a z podjazdu. Drzewa, niby mroczni wartownicy strzeg&#261;cy srebrnych w&#243;d jeziora, p&#281;dzi&#322;y obok nich.

Serce Claire wali&#322;o jak m&#322;otem, d&#322;onie zacz&#281;&#322;y si&#281; poci&#263;.

Czy kto&#347; m&#243;g&#322;by mnie &#322;askawie poinformowa&#263;, co si&#281; sta&#322;o?

Widzia&#322;a&#347; si&#281; z Harleyem dzi&#347; wieczorem?  spyta&#322;a Miranda.

Samoch&#243;d w&#322;a&#347;nie bra&#322; zakr&#281;t i tylne ko&#322;o uderzy&#322;o w b&#322;otnist&#261; ka&#322;u&#380;&#281;. Przez chwil&#281; obraca&#322;o si&#281; w miejscu, zanim zn&#243;w wydosta&#322;o si&#281; na &#347;liski asfalt.

Tak.

Na przystani?

Tak. Tak. Co to? Sto pyta&#324; do?

Prawie nie zwalniaj&#261;c, Miranda skr&#281;ci&#322;a na p&#243;&#322;noc, w poln&#261; drog&#281; okalaj&#261;c&#261; jezioro. Nie&#347;wiadomie zbli&#380;a&#322;a si&#281; domu Kanea. Claire ogarnia&#322;a panika. Tchu jej zabrak&#322;o. Co si&#281; sta&#322;o? Dlaczego Miranda i Tessa wygl&#261;daj&#261;, jakby zobaczy&#322;y spe&#322;niaj&#261;c&#261; si&#281; Apokalip&#281;? Tessa zacz&#281;&#322;a cicho szlocha&#263; na przednim siedzeniu.

Kiedy go widzia&#322;a&#347;?  zapyta&#322;a Miranda.

Harleya?  Claire musia&#322;a sobie przypomnie&#263;, o czym by&#322;a mowa.  Widzia&#322;am go no o dziesi&#261;tej trzydzie&#347;ci. Dlaczego? Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, Randa, powiedz mi wreszcie

Min&#261;&#322; ich samoch&#243;d policyjny, p&#281;dz&#261;cy w przeciwnym kierunku i b&#322;yskaj&#261;cy czerwono-bia&#322;o-niebieskimi &#347;wiat&#322;ami.

Cholera!  warkn&#281;&#322;a Miranda i zjecha&#322;a na &#380;wirowe wyboiste pobocze.

Mirando

Za chwil&#281;, dobrze? Teraz musimy si&#281; wygrzeba&#263; z tego bagna.

Z jakiego bagna?  Claire omal nie krzykn&#281;&#322;a, a Miranda ostro nacisn&#281;&#322;a na hamulec. Camaro ledwie wymin&#261;&#322; s&#322;up telefoniczny. Krzewy ociera&#322;y si&#281; o praw&#261; stron&#281; samochodu.

Wysiada&#263;.  Miranda zostawi&#322;a w nim w&#322;&#261;czony silnik, ale zgasi&#322;a &#347;wiat&#322;a.

Co? Dopiero co wsiad&#322;am.

Miranda ju&#380; otwiera&#322;a drzwi samochodu i wdepn&#281;&#322;a stop&#261; w b&#322;oto. Claire, chc&#261;c nie chc&#261;c, posz&#322;a w jej &#347;lady. Serce jej wali&#322;o. &#346;wiat&#322;a w samochodzie na kilka sekund si&#281; zapali&#322;y i Claire zauwa&#380;y&#322;a czerwone plamy krwi na sp&#243;dnicy Mirandy.

Krew? Skurcz &#380;o&#322;&#261;dka. Krew? Ale sk&#261;d? Dlaczego? Gard&#322;o jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o. Nie &#347;mia&#322;a oddycha&#263;. By&#322;a zdezorientowana. Co&#347; jej m&#243;wi&#322;o, &#380;e jej &#380;ycie oraz &#380;ycie tych, kt&#243;rych kocha, na zawsze si&#281; zmieni&#322;o. Na gorsze. Zerkn&#281;&#322;a na Tess&#281;. Dziewczyna siedzia&#322;a skulona przy drzwiach, r&#281;kami obejmuj&#261;c kolana. &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y jej po policzkach razem z tuszem do rz&#281;s. Claire u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e zosta&#322;y schwytane w jak&#261;&#347; diabelsk&#261; sie&#263;.

Nie mamy zbyt wiele czasu, wi&#281;c s&#322;uchaj bez gadania  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda. Chwyci&#322;a Claire za rami&#281;, tak mocno wbijaj&#261;c napi&#281;te palce w cia&#322;o, &#380;e dziewczyna o ma&#322;o nie krzykn&#281;&#322;a. Starsza siostra mia&#322;a gro&#378;n&#261; min&#281;, zaci&#347;ni&#281;te z&#281;by, spojrzenie szalone. Deszcz wci&#261;&#380; zacina&#322; i jej w&#322;osy ocieka&#322;y wod&#261;. Claire r&#243;wnie&#380; czu&#322;a mokr&#261; strug&#281; na karku.  Harley nie &#380;yje.

Co  G&#322;os uwi&#261;z&#322; Claire w gardle i kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y, ale Miranda zd&#261;&#380;y&#322;a j&#261; podtrzyma&#263;. Opar&#322;a Claire o zderzak i nie pozwoli&#322;a jej si&#281; osun&#261;&#263;.  Co? Nie!

Zgin&#261;&#322; dzi&#347; wieczorem na przystani.

Randa

To prawda, Claire.

Ale

Nie &#380;yje!

Nie  Zn&#243;w nogi odm&#243;wi&#322;y Claire pos&#322;usze&#324;stwa i tym razem osun&#281;&#322;a si&#281; na ziemi&#281;, cho&#263; Miranda j&#261; wci&#261;&#380; podtrzymywa&#322;a.

Nie znam szczeg&#243;&#322;&#243;w, ale  g&#322;os jej si&#281; &#322;ama&#322; -znaleziono go w zatoce mniej wi&#281;cej godzin&#281; temu, woda go unosi&#322;a.

Nie! Bo&#380;e, nie!  Claire trz&#281;s&#322;a si&#281;, wszystko w niej dr&#380;a&#322;o. Usi&#322;owa&#322;a sobie wyt&#322;umaczy&#263;, &#380;e to tylko sen, przera&#380;aj&#261;cy koszmar. Wkr&#243;tce si&#281; obudzi i wszystko b&#281;dzie w porz&#261;dku.

To prawda.

Ale dopiero co go widzia&#322;am  Zaprzeczenie by&#322;o jej jedyn&#261; desk&#261; ratunku. Trzyma&#322;a si&#281; go jak ton&#261;cy brzytwy. Miranda k&#322;amie. Na pewno. Ale dlaczego? Mo&#380;e kto&#347; j&#261; po prostu wprowadzi&#322; w b&#322;&#261;d. Tak. To pomy&#322;ka, przera&#380;aj&#261;ca, obrzydliwa pomy&#322;ka.  Po prostu Po prostu to wymy&#347;li&#322;a&#347;.

Och, Claire, po co?

Nie wiem, ale to nieprawda! To nie mo&#380;e by&#263; prawda. Kto&#347; ci g&#322;upot naopowiada&#322;. I to wszystko.

Miranda wyda&#322;a j&#281;k b&#243;lu.

Tak mi przykro. Wiem, jak go kocha&#322;a&#347;.

Kamyki s&#322;&#243;w wpad&#322;y do jej m&#243;zgu i odbija&#322;y si&#281; jak &#380;abki puszczane na wodzie. Kr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Mylisz si&#281;, Rando. Harleyowi nic nie jest. Po prostu si&#281; upi&#322;.

On nie &#380;yje, Claire. Nie &#380;yje. Zgin&#261;&#322; kilka godzin temu. Utopi&#322; si&#281; w zatoce.

Nie

Miranda potrz&#261;sn&#281;&#322;a siostr&#261; tak silnie, &#380;e zadzwoni&#322;y jej z&#281;by.

Do cholery, s&#322;uchasz mnie czy nie?!

Porazi&#322;o j&#261;. Poczu&#322;a nad sob&#261; fale oceanu, ci&#261;gn&#261;ce j&#261; w g&#322;&#261;b. Powietrza! Nieprzytomnie kr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Wreszcie Randa chwyci&#322;a j&#261; obiema r&#281;kami za twarz i zmusi&#322;a do spojrzenia w jej cierpi&#261;ce oczy. Maryjo, &#347;wi&#281;ty J&#243;zefie, Jezu, to prawda!

Przera&#378;liwe zawodzenie Claire zag&#322;uszy&#322;o wycie wiatru. Zacisn&#281;&#322;a pi&#281;&#347;&#263; i zacz&#281;&#322;a ni&#261; bi&#263; w b&#322;oto, ochlapuj&#261;c ubranie i twarz.

Ale przecie&#380; by&#322;am z nim nie dalej ni&#380; trzy godziny temu!

Wiem, stra&#380;nik ci&#281; widzia&#322;.

Harley, och, prosz&#281;, nie  &#379;al i poczucie winy &#347;cisn&#281;&#322;y jej serce. Czemu si&#281; z nim spotka&#322;a? Czemu wesz&#322;a z nim na &#322;&#243;dk&#281;? Gdyby go nie zostawi&#322;a, m&#243;g&#322;by jeszcze &#380;y&#263;. To z jej winy zgin&#261;&#322;. To jej wina!

Nie wiedz&#261;, czy to by&#322; wypadek, morderstwo czy samob&#243;jstwo  m&#243;wi&#322;a Randa. Jej g&#322;os wydawa&#322; si&#281; odleg&#322;y, cho&#263; by&#322;a tak blisko, &#380;e Claire czu&#322;a jej ciep&#322;y oddech.  Problem w tym, &#380;e wszystkie b&#281;dziemy przes&#322;uchiwane, zw&#322;aszcza ty, bo by&#322;a&#347; z nim zwi&#261;zana i nale&#380;ysz do os&#243;b, kt&#243;re widzia&#322;y go w ostatnich chwilach &#380;ycia.

To moja wina  Claire wci&#261;&#380; wali&#322;a pi&#281;&#347;ciami w b&#322;oto.

Nie, nawet tak nie m&#243;w.  Randa, oparta plecami o tylne ko&#322;o, trzyma&#322;a j&#261; w ramionach, ko&#322;ysa&#322;a w b&#322;ocie i g&#322;aska&#322;a po policzku jak ma&#322;&#261; dziewczynk&#281;, kt&#243;ra uderzy&#322;a si&#281; w g&#322;ow&#261; o kraw&#281;d&#378; sto&#322;u.

Zerwa&#322;am z nim i

Co zrobi&#322;a&#347;?

Zerwa&#322;am zar&#281;czyny. O Bo&#380;e, to moja wina!

Nie!

Ale O Harleyu!  Piersi&#261; Claire wstrz&#261;sa&#322; rozdzieraj&#261;cy szloch. W pod&#347;wiadomo&#347;&#263; w&#380;era&#322;o si&#281; poczucie winy. Miranda nie przestawa&#322;a jej ko&#322;ysa&#263; w ramionach.  Sk&#261;d Sk&#261;d wiesz? Od kogo si&#281; dowiedzia&#322;a&#347;?  spyta&#322;a, cho&#263; tak naprawd&#281; niewiele j&#261; to obchodzi&#322;o.

By&#322;am w mie&#347;cie i us&#322;ysza&#322;am  odpowiedzia&#322;a Miranda, najwyra&#378;niej unikaj&#261;c szczeg&#243;&#322;&#243;w, a Claire by&#322;a zbyt zm&#281;czona, &#380;eby o nie wypytywa&#263;.  Wiedzia&#322;am, &#380;e posz&#322;a&#347; si&#281; z nim spotka&#263;, ale przypuszcza&#322;am, &#380;e ju&#380; wr&#243;ci&#322;a&#347;, wi&#281;c pojecha&#322;am do domu. Na szosie sto jeden zobaczy&#322;am Tess&#281;, kt&#243;ra pr&#243;bowa&#322;a z&#322;apa&#263; okazj&#281;, zabra&#322;am j&#261; i obie pojecha&#322;y&#347;my po ciebie.

Ale dlaczego? Co ci si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;a Claire, dotykaj&#261;c rozerwanej bluzki. Nie chcia&#322;a patrze&#263; na plam&#281; na sp&#243;dnicy. Krew? Czyja? Randy? Harleya? Jezu! Czy&#380;by Randa spotka&#322;a si&#281; z Harleyem? Mo&#380;e przyjecha&#322;a szuka&#263; siostry, zobaczy&#322;a go pijanego do nieprzytomno&#347;ci i Co potem? Nie! Nie! Nie! To bez sensu. Gdyby tylko mog&#322;a cofn&#261;&#263; czas o kilka godzin i zmieni&#263; wydarzenia tej nocy

D&#322;ugo by opowiada&#263;. Nie mamy na to czasu  odpar&#322;a Miranda. G&#322;owa Claire bezw&#322;adnie opad&#322;a.  Co robi&#322;a&#347; po rozstaniu z Harleyem?

Je&#378;dzi&#322;am w k&#243;&#322;ko.  Dlaczego bije od niej taki ch&#322;&#243;d?

Kto ci&#281; widzia&#322;?

Nie wiem. Chyba nikt.  G&#281;sta gruda podchodzi&#322;a Claire do gard&#322;a. Przysz&#322;o jej na my&#347;l, &#380;e za chwil&#281; zwymiotuje.

Jeste&#347; pewna?

Nie wiem  Claire szcz&#281;ka&#322;a z&#281;bami.

Nie mo&#380;emy si&#281; teraz o to martwi&#263;, Claire. W tej chwili musisz si&#281; wzi&#261;&#263; w gar&#347;&#263;. Claire  Miranda zn&#243;w ni&#261; potrz&#261;sn&#281;&#322;a, ale Claire j&#261; odepchn&#281;&#322;a i doczo&#322;ga&#322;a si&#281; na skraj drogi, gdzie w rowie p&#322;yn&#281;&#322;a woda, a zielsko smaga&#322;o j&#261; po twarzy. &#379;o&#322;&#261;dek jej si&#281; skurczy&#322; i gwa&#322;townie wyrzuci&#322; wszystko, co by&#322;o w &#347;rodku.

Poczu&#322;a na ramieniu d&#322;o&#324; Randy.

W porz&#261;dku?

Nie!

Ale jestem przy tobie. Dasz rad&#281; wr&#243;ci&#263; do samochodu? Musimy ju&#380; jecha&#263;. Claire?

Nie wiem czy dam rad&#281;  Wytar&#322;a usta d&#322;oni&#261;, ale obrzydliwy smak pozosta&#322;. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e fatum z&#322;apa&#322;o j&#261; w swoje sid&#322;a.

Spr&#243;buj. A teraz wszystkie trzy musimy szybko co&#347; wymy&#347;li&#263;. Trzymasz si&#281; mnie? Musimy zapewni&#263; sobie alibi: gdzie by&#322;y&#347;my, kiedy Harley zgin&#261;&#322;.

Nie rozumiem

Musimy umie&#263; wyja&#347;ni&#263;, gdzie by&#322;y&#347;my.

Dlaczego?  spyta&#322;a, ale kiedy spojrza&#322;a Mirandzie w oczy, zrozumia&#322;a, &#380;e chodzi&#322;o nie tylko o to, &#380;e Harley nie &#380;yje, ale r&#243;wnie&#380; o to, &#380;e Miranda jest w tarapatach, i to powa&#380;nych. By&#322;a w to jako&#347; zamieszana. Claire czu&#322;a, &#380;e czyja&#347; &#347;miertelnie zimna d&#322;o&#324; chwyta j&#261; za gard&#322;o i zaciska si&#281; na nim.

Wi&#281;c tak. Pojecha&#322;y&#347;my do kina dla zmotoryzowanych w g&#243;rnej cz&#281;&#347;ci wybrze&#380;a, &#380;eby obejrze&#263; t&#281; specjaln&#261; seri&#281;, kt&#243;r&#261; tam pokazuj&#261;, trzy stare filmy z Clintem Eastwoodem: Powie&#347;cie go wysoko, Z&#322;oto dla zuchwa&#322;ych i Brudny Harry. W czasie projekcji drugiego filmu zdecydowa&#322;y&#347;my si&#281; pojecha&#263; do domu i w og&#243;le nie obejrza&#322;y&#347;my ostatniego. Zasn&#281;&#322;am za kierownic&#261;, zjecha&#322;y&#347;my z drogi i wjecha&#322;y&#347;my do jeziora.

Co? To idiotyzm. Dlaczego?

Miranda nie odpowiedzia&#322;a, tylko wpatrywa&#322;a si&#281; w &#378;renice siostry. Pomi&#281;dzy nimi przebieg&#322; impuls zrozumienia.

Zaufaj mi, Claire. Nie mamy wyboru. Je&#347;li Harley zosta&#322; zamordowany, a ja my&#347;l&#281;, &#380;e tak by&#322;o, to g&#322;&#243;wnie na nas padnie podejrzenie. Ja r&#243;wnie&#380; by&#322;am dzi&#347; wieczorem na przystani.

S&#322;ucham?

I Tessa.

G&#322;os Mirandy brzmia&#322;, jakby dochodzi&#322; z g&#322;&#281;bi d&#322;ugiego tunelu  by&#322; niewyra&#378;ny i g&#322;uchy. Ledwie dociera&#322; do m&#243;zgu Claire, a mimo to bole&#347;nie go przenika&#322;.

Wszystkie b&#281;dziemy wezwane na przes&#322;uchanie, a &#380;adna z nas nie ma alibi.

Ale ja nie zabi&#322;am Harleya. Ani ty tego nie zrobi&#322;a&#347;, ani Tessa. Czy nie mo&#380;emy po prostu powiedzie&#263; prawdy?

Nie tym razem  powiedzia&#322;a Miranda i ci&#281;&#380;ko westchn&#281;&#322;a.  W tym wypadku prawda pogr&#261;&#380;y przynajmniej jedn&#261; z nas i wierz mi, Taggertowie nie cofn&#261; si&#281; przed niczym, byle tylko pos&#322;a&#263; nas na szubienic&#281;.

Claire mrugn&#281;&#322;a, &#380;eby strz&#261;sn&#261;&#263; krople deszczu z powiek.

Nie rozumiem, dlaczego  zacz&#281;&#322;a, ale zamilk&#322;a. Miranda by&#322;a w to uwik&#322;ana po uszy. Cokolwiek si&#281; sta&#322;o, by&#322;a przekonana, &#380;e to pachnie wi&#281;zieniem I potrzebuje alibi. Claire z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.  Zgoda.

Dobrze.  Miranda pomog&#322;a jej wsta&#263; i otworzy&#322;a drzwi samochodu, gdzie nieruchomo siedzia&#322;a Tessa i bezmy&#347;lnie patrzy&#322;a w jeden punkt.  Usi&#261;d&#378; na skrzyni bieg&#243;w. Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; utkn&#281;&#322;a z ty&#322;u.  Claire przycupn&#281;&#322;a przy Tessie. Miranda uruchomi&#322;a samoch&#243;d i ruszy&#322;a w stron&#281; odleg&#322;ego brzegu jeziora.  &#379;adna z nas nigdy nie powie nikomu, nawet jedna drugiej, ani mamie, ani tacie, ani naszym najlepszym przyjacio&#322;om, nikomu, co si&#281; naprawd&#281; sta&#322;o dzi&#347; wieczorem. Od teraz ju&#380; na zawsze nasza opowie&#347;&#263; b&#281;dzie si&#281; sprowadza&#322;a do tego, &#380;e wjecha&#322;y&#347;my do jeziora. Claire, ty musisz mi pom&#243;c wyci&#261;gn&#261;&#263; Tess&#281;, kiedy ju&#380; znajdziemy si&#281; w wodzie.

Chyba nie chcesz naprawd&#281; tego zrobi&#263;!  Claire by&#322;a przera&#380;ona.  B&#281;dziemy tylko m&#243;wi&#322;y

Musz&#281;! To ma wygl&#261;da&#263; autentycznie, prawda? Na p&#243;&#322;nocy jezioro nie jest a&#380; tak g&#322;&#281;bokie. Nic nam si&#281; nie stanie.  Skr&#281;ci&#322;a na szos&#281;.

To szale&#324;stwo. Ludzie topi&#261; si&#281; w wannach. A Tessa jest p&#243;&#322;przytomna.  Samoch&#243;d nabra&#322; szybko&#347;ci.  Rando

Tylko obiecaj, &#380;e b&#281;dziesz trzyma&#263; si&#281; tej wersji wydarze&#324;.

Oszala&#322;a&#347;!

Za kolejnym zakr&#281;tem zza drzew b&#322;ysn&#281;&#322;o jezioro Arrowhead. Woda by&#322;a ciemna i wzburzona, wiatr pieni&#322; fale.

Randa, nie!

Camaro coraz szybciej mkn&#261;&#322; po mokrej nawierzchni, wycieraczki pracowa&#322;y pe&#322;n&#261; par&#261;, ko&#322;a &#347;piewa&#322;y.

S&#322;uchaj, Claire, wsp&#243;&#322;pracujesz ze mn&#261; czy nie? Znik&#322;y drzewa i pojawi&#322; si&#281; pas pla&#380;y.

A Tessa?  spyta&#322;a ogarni&#281;ta panik&#261; Claire.

Zgodzi&#322;a si&#281;.

Nie odezwa&#322;a si&#281; ani s&#322;owem.

Ona w to wchodzi!

Dobrze, dobrze!

Trzymajcie si&#281;!  Miranda pokr&#281;ci&#322;a kierownic&#261;. Camaro podskoczy&#322;. Ko&#322;a &#347;lizga&#322;y si&#281; na &#380;wirze.

Na lito&#347;&#263; bosk&#261;

Samoch&#243;d podskakiwa&#322; na kamieniach, trawie i k&#322;odach, jad&#261;c coraz szybciej, a czarna otwarta gardziel jeziora otwiera&#322;a si&#281; przed nimi.

Bo&#380;e, pom&#243;&#380; mi.  Miranda nacisn&#281;&#322;a na hamulec, ko&#322;a mocno si&#281; wbi&#322;y w ziemi&#281;, tworz&#261;c g&#322;&#281;bokie koleiny w piasku. Z-28 zderzy&#322; si&#281; z wod&#261;. Pot&#281;&#380;nie. Claire uderzy&#322;a g&#322;ow&#261; w dach. Krzykn&#281;&#322;a tak g&#322;o&#347;no, &#380;e o ma&#322;o jej nie pop&#281;ka&#322;y b&#281;benki w uszach. Wzburzona woda podnosi&#322;a si&#281; coraz wy&#380;ej do okien i silnik zgas&#322;.

Dobra, a teraz pom&#243;&#380; Tessie!

Miranda popchn&#281;&#322;a i otworzy&#322;a drzwi. Claire wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; ponad Tess&#261; i zdo&#322;a&#322;a zrobi&#263; to samo. Woda wlewa&#322;a si&#281; do &#347;rodka. Claire wygramoli&#322;a si&#281; z samochodu i, kaszl&#261;c, ci&#261;gn&#281;&#322;a ze sob&#261; Tess&#281;. Nagle u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e nie mo&#380;e zagruntowa&#263;. Grz&#281;z&#322;a w mule po &#322;ydki. Ale g&#322;owa wci&#261;&#380; by&#322;a nad wod&#261;.

Harleyu! O, Bo&#380;e, Harleyu, wybacz mi. B&#243;l &#347;ciska&#322; jej serce.

Chod&#378;my, no ju&#380;!  Miranda opar&#322;a bezw&#322;adne rami&#281; Tessy na w&#322;asnym barku i ruszy&#322;a w stron&#281; drogi, z trudem brn&#261;c w ciemnej wodzie.  A teraz: jaki film ogl&#261;da&#322;y&#347;my?

Powie&#347;cie go wysoko.

Oraz?

Z&#322;oto dla zuchwa&#322;ych. Daj spok&#243;j Tessie, Randa.

Tess?  ponagla&#322;a Miranda. Woda si&#281;ga&#322;a im po kolana.  Tessa?

Brudny Harry  wyszepta&#322;a Tessa.

Ale tego filmu nie ogl&#261;da&#322;y&#347;my. Wysz&#322;y&#347;my, zanim si&#281; zacz&#261;&#322;. Pami&#281;taj. Trzymaj si&#281; mnie. Nie pozw&#243;l im nas rozdzieli&#263;.

Z oddali s&#322;ycha&#263; by&#322;o g&#322;osy i jaki&#347; pikap po&#322;yskuj&#261;cy w deszczu &#347;wiat&#322;ami wolno posuwa&#322; si&#281; skrajem szosy. M&#281;&#380;czyzna w &#380;&#243;&#322;tym p&#322;aszczu przeciwdeszczowym bieg&#322; w ich stron&#281;.

Hej!  krzykn&#261;&#322; chropowatym, przera&#380;onym g&#322;osem.  Nic wam nie jest? Na Boga, co u licha tu si&#281; sta&#322;o? Najpierw dzieciak Taggert&#243;w, a teraz to!

Wi&#281;c to prawda. Claire czu&#322;a, &#380;e ma nogi z o&#322;owiu. Zatrzymywa&#322;y si&#281; inne samochody, a pierwszy m&#281;&#380;czyzna dobieg&#322; do nich i wzi&#261;&#322; Tess&#281; na r&#281;ce.

Nic wam nie jest, dziewczyny? Czy kto&#347; jeszcze by&#322; w tym samochodzie?

Tylko my  odpowiedzia&#322;a Miranda.  Wszystko w porz&#261;dku.

Jeste&#347;cie pewne?  Skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; w kierunku Tessy, kt&#243;ra poczu&#322;a od&#243;r sfermentowanego piwa.  A ty?

W porz&#261;dku. Nic mi nie jest.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;a jaka&#347; kobieta. Coraz wi&#281;cej samochod&#243;w zbiera&#322;o si&#281; wok&#243;&#322; pikapa.  Jezu! Czy&#380;by kto&#347; wjecha&#322; do jeziora?

Ja musia&#322;am chyba zasn&#261;&#263; za kierownic&#261;  odezwa&#322;a si&#281; Miranda, szcz&#281;kaj&#261;c z&#281;bami.

Bo&#380;e drogi!  j&#281;kn&#281;&#322;a kobieta.  C&#243;&#380;, trzeba was ogrza&#263;. George, George! Przynie&#347; te koce z baga&#380;nika. Dziewczyny przezi&#281;bi&#261; si&#281; na &#347;mier&#263;.

Odr&#281;twia&#322;a Claire da&#322;a si&#281; poprowadzi&#263; w stron&#281; kilku pojazd&#243;w byle jak zaparkowanych na skraju szosy.

Patrz pan!  odezwa&#322; si&#281; starszy m&#281;&#380;czyzna.

Maj&#261; szcz&#281;&#347;cie, &#380;e prze&#380;y&#322;y  powiedzia&#322;a jaka&#347; kobieta, kt&#243;rej sylwetka miga&#322;a czerni&#261; w ostrym &#347;wietle reflektor&#243;w.

W&#322;a&#347;nie. Nie tak jak ten m&#322;ody Taggert.

Kolana si&#281; ugi&#281;&#322;y pod Claire, ale kto&#347; j&#261; podtrzyma&#322;, postawi&#322; na nogi i poprowadzi&#322;. Trz&#281;s&#322;a si&#281; jak galareta.

Czy kto&#347; zadzwoni&#322; po pogotowie?

Nie za&#322;amujcie si&#281;, dziewczyny  za&#347;piewa&#322; &#322;agodny m&#281;ski g&#322;os.  Wszystko b&#281;dzie dobrze.

Claire rozpozna&#322;a ten g&#322;os. Nie pami&#281;ta&#322;a nazwiska tego cz&#322;owieka, ale wiedzia&#322;a, &#380;e obs&#322;ugiwa&#322; stacj&#281; benzynow&#261;, w kt&#243;rej tankowa&#322;a paliwo.

Czy kt&#243;ra&#347; z was jest powa&#380;nie ranna? Nie mog&#322;a wydoby&#263; z siebie g&#322;osu.

Chyba nie  zn&#243;w odezwa&#322;a si&#281; Miranda, jak zawsze odpowiedzialna za wszystko.

Claire zdo&#322;a&#322;a skin&#261;&#263; g&#322;ow&#261; w stron&#281; Tessy, kt&#243;ra tylko szepn&#281;&#322;a:

Brudny Harry.

To nie tak. Zupe&#322;nie nie tak.

Co powiedzia&#322;a?  spyta&#322;a kobieta.

Co&#347; jak brudny albo co&#347; w tym rodzaju.

Prawdopodobnie wszystkie s&#261; w szoku.

Claire mrugn&#281;&#322;a, &#380;eby str&#261;ci&#263; krople deszczu z powiek. Dr&#380;a&#322;a z zimna. Mokre brudne ubrania przylgn&#281;&#322;y do jej sk&#243;ry.

George, na lito&#347;&#263; bosk&#261;, przynie&#347; wreszcie te koce z baga&#380;nika!

Gdzie&#347; niedaleko, prawdopodobnie w kt&#243;rym&#347; z zaparkowanych samochod&#243;w, jaki&#347; ma&#322;y ch&#322;opczyk tak p&#322;aka&#322;, &#380;e a&#380; dosta&#322; czkawki. Z ty&#322;u pikapa przera&#378;liwie zaszczeka&#322; pies.

Cicho, Roscoe! Pies si&#281; uciszy&#322;.

S&#322;uchajcie  szepn&#281;&#322;a jaka&#347; kobieta na tyle g&#322;o&#347;no, &#380;eby wszyscy s&#322;yszeli.  Czy to nie s&#261; c&#243;rki Hollanda?

Kto&#347; powinien zadzwoni&#263; do ich rodzic&#243;w.

Ludzie szeryfa ju&#380; tu jad&#261;.

O Jezu, jak im si&#281; uda&#322;o wyl&#261;dowa&#263; w jeziorze? Mia&#322;y szcz&#281;&#347;cie, &#380;e to si&#281; przydarzy&#322;o w tym miejscu. Gdzie indziej roztrzaska&#322;yby si&#281; o drzewo.

Jedna z kobiet podprowadzi&#322;a Tess&#281; do swojego oldsmobilea.

Wsiadajcie, dziewczyny. I nie martwcie si&#281;, &#380;e pobrudzicie tapicerk&#281;, to plastik. Zawsze mo&#380;na go umy&#263;. Ca&#322;y czas wo&#380;&#281; swoje psy. Ale musicie si&#281; ogrza&#263;.

Otworzy&#322;a drzwi i Claire wesz&#322;a do &#347;rodka, a za ni&#261; Tessa i Miranda. Siedzia&#322;y skulone, przytulone do siebie, okryte kocami. W&#322;a&#347;cicielka samochodu, kobieta o ko&#347;cistej twarzy i rzadkich z&#281;bach, poda&#322;a Claire kubek kawy z termosu. Inni dobrzy samarytanie dali Mirandzie i Tessie paruj&#261;ce kubeczki. Dziewczyny &#347;ciska&#322;y je lodowatymi r&#281;kami.

Jasne smugi z latarek wpada&#322;y w deszczow&#261; przepa&#347;&#263;. M&#281;&#380;czy&#378;ni zacz&#281;li szuka&#263; samochodu.

Czy kto&#347; zadzwoni&#322; po pomoc drogow&#261;?

Szyby samochodu zaparowa&#322;y od kawy i oddech&#243;w. Claire dzi&#281;kowa&#322;a Bogu, &#380;e wreszcie mog&#261; si&#281; skry&#263; za t&#261; delikatn&#261; wilgotn&#261; zas&#322;onk&#261; przed oczami ciekawskich gapi&#243;w.

Syrena wy&#322;a po&#347;r&#243;d nocy. Czerwone, bia&#322;e i niebieskie &#347;wiat&#322;a przebija&#322;y mrok. Claire podskoczy&#322;a i rozla&#322;a kaw&#281; na india&#324;ski pled, kt&#243;rym by&#322;a otulona.

Zerkn&#281;&#322;a na Mirand&#281; i zamar&#322;a, bo starsza siostra wygl&#261;da&#322;a na przestraszon&#261;. Jej twarz koloru kredy by&#322;a ochlapana b&#322;otem, w&#322;osy zwisa&#322;y w str&#261;kach ociekaj&#261;cych wod&#261;. Spojrza&#322;a Claire w oczy i z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.

Pami&#281;taj  powiedzia&#322;a, gdy radiow&#243;z by&#322; ju&#380; na miejscu. Dw&#243;ch zast&#281;pc&#243;w szeryfa wysiad&#322;o z samochodu. Zza zamglonych okien wida&#263; by&#322;o ich sylwetki. Jeden stan&#261;&#322; na skraju drogi i za pomoc&#261; latarki kierowa&#322; ruchem, zabraniaj&#261;c zatrzymywania si&#281;.

Przerwa&#322; t&#281; prac&#281; i przez kilka sekund rozmawia&#322; z kim&#347; z t&#322;umu, zadaj&#261;c pytania, kt&#243;rych Claire prawie nie s&#322;ysza&#322;a. Otworzy&#322; tylne drzwi samochodu i zapali&#322; &#347;wiat&#322;a wewn&#281;trzne. By&#322; wysoki i pot&#281;&#380;ny, ubrany w jaki&#347; str&#243;j przeciwdeszczowy. Z twardego ronda kapelusza la&#322;y si&#281; strugi deszczu.

Cze&#347;&#263;, dziewczyny. Nazywam si&#281; Hancock i jestem zast&#281;pc&#261; szeryfa. Po pierwsze, chcia&#322;bym wiedzie&#263;, czy kt&#243;ra&#347; z was jest powa&#380;nie ranna. Ambulans ju&#380; jest w drodze. Po drugie, musz&#281; ustali&#263;, co si&#281; sta&#322;o, i zanotowa&#263; to w raporcie.  Obdarzy&#322; je uspokajaj&#261;cym u&#347;miechem, kt&#243;ry &#347;miertelnie przerazi&#322; Claire. Zbiera&#322;a si&#322;y na swoj&#261; pierwsz&#261; konfrontacj&#281; z prawem.

To moja wina  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda, patrz&#261;c Hancockowi w oczy.  Straci&#322;am kontrol&#281; nad samochodem. Podejrzewam, &#380;e po prostu zasn&#281;&#322;am za kierownic&#261;.

Czy kto&#347; jest ranny? Claire pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Chyba nie.

A co z tob&#261;, dziecko?  Oficer wpatrywa&#322; si&#281; w Tess&#281;. Podnios&#322;a wzrok i zatrz&#281;s&#322;a si&#281;.

Brudny Harry.

S&#322;ucham?  spyta&#322;, &#347;ci&#261;gaj&#261;c brwi.

By&#322;y&#347;my w plenerowym kinie  wtr&#261;ci&#322;a Miranda.  Brudny Harry to film, kt&#243;rego nie obejrza&#322;y&#347;my, poniewa&#380; postanowi&#322;y&#347;my przed burz&#261; wr&#243;ci&#263; do domu.

Och  Podrapa&#322; si&#281; po brodzie i spojrza&#322; w niebo.  Niezbyt &#322;adny wiecz&#243;r na seans pod go&#322;ym niebem.

Tak Rzeczywi&#347;cie, to by&#322; b&#322;&#261;d Postuka&#322; latark&#261; o drzwi samochodu.

C&#243;&#380;, reszt&#281; mi opowiecie, jak ju&#380; si&#281; dowiemy, czy nie potrzebujecie pomocy lekarza. Zadzwoni&#322;em po pogotowie i pomoc drogow&#261;.

Nie potrzebujemy szpitala  protestowa&#322;a Miranda.  Czujemy si&#281; dobrze.

Poczekamy na diagnoz&#281; lekarsk&#261;.  Zawy&#322;a kolejna syrena i kubek kawy wy&#347;lizgn&#261;&#322; si&#281; z r&#261;k Claire. Niewa&#380;ne. Nic ju&#380; si&#281; nie liczy&#322;o. Harley nie &#380;y&#322;, a ona siedzia&#322;a w ka&#322;u&#380;y wody na tylnym siedzeniu samochodu nale&#380;&#261;cego do obcej osoby. By&#322;a zbyt zm&#281;czona, &#380;eby my&#347;le&#263;, i tak os&#322;abiona, &#380;e nie mia&#322;a si&#322;y zastanawia&#263; si&#281; na tym, co si&#281; zdarzy&#322;o naprawd&#281; i dlaczego Miranda upiera&#322;a si&#281;, &#380;eby k&#322;ama&#322;y. Jednak patrz&#261;c na przera&#380;on&#261; twarz starszej siostry i szok zastyg&#322;y na twarzy m&#322;odszej, Claire pomy&#347;la&#322;a, &#380;e dla nich gotowa jest k&#322;ama&#263; jak z nut. Nie mia&#322;a ju&#380; na &#347;wiecie nikogo pr&#243;cz si&#243;str.

A Kane?

Jutro wyje&#380;d&#380;a do wojska.

Us&#322;ysza&#322;a st&#261;panie ci&#281;&#380;kich but&#243;w. Kroki na &#380;wirze odbija&#322;y si&#281; echem w jej g&#322;owie. Gdyby mog&#322;a si&#281; teraz zobaczy&#263; z Kaneem, porozmawia&#263; z nim, obj&#261;&#263; go &#321;zy zacz&#281;&#322;y sp&#322;ywa&#263; po jej policzkach. Wychodzi&#322;a z samochodu, pod&#261;&#380;aj&#261;c za siostrami, prowadzono je przez t&#322;um gapi&#243;w wytrzeszczaj&#261;cych oczy Kiedy lekarze zacz&#281;li je bada&#263;, przyjechali dalsi policjanci.

Do &#347;wiadomo&#347;ci Claire ledwie dociera&#322;o to, co si&#281; wok&#243;&#322; dzieje, kto&#347; chyba rozwija&#322; &#380;&#243;&#322;t&#261; ta&#347;m&#281; wok&#243;&#322; miejsca, w kt&#243;rym si&#281; znajdowa&#322;y, z oddali wida&#263; by&#322;o ogromn&#261; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; pomocy drogowej, jednak w tym ca&#322;ym zamieszaniu s&#322;ysza&#322;a monotonne dudnienie motocykla.

Obr&#243;ci&#322;a si&#281; w stron&#281; drogi, ale samotny cyklista na wielkiej maszynie przemkn&#261;&#322; obok, tylko odrobin&#281; zwalniaj&#261;c. Mundurowy pomacha&#322; r&#281;k&#261;, nakazuj&#261;c mu jecha&#263; dalej.

Czy to by&#322; Kane? Claire mi&#281;&#322;a w r&#281;kach mokry koc.

Co za noc  powiedzia&#322; jeden policjant do drugiego.  Najpierw ten m&#322;ody Taggert, a teraz to!

Claire drgn&#281;&#322;a i ockn&#281;&#322;a si&#281; z marze&#324; o Kanie.

Harley nie &#380;yje i ona jest w pewnym stopniu za to odpowiedzialna. Bez wzgl&#281;du na to, co si&#281; sta&#322;o, gdy zesz&#322;a z &#380;agl&#243;wki, przyczyn&#261; by&#322;o jej zerwanie z Harleyem. S&#322;odki, kochany Harley mo&#380;e nie by&#322; mi&#322;o&#347;ci&#261; jej &#380;ycia, jak wcze&#347;niej my&#347;la&#322;a, ale z pewno&#347;ci&#261; nie zas&#322;ugiwa&#322; na to, by umrze&#263;.

Claire nie mog&#322;a zasn&#261;&#263;. Przewraca&#322;a si&#281; z boku na bok i rzuca&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku, odganiaj&#261;c migaj&#261;ce na przemian obrazy Harleya i Kanea. Albo p&#322;aka&#322;a, albo le&#380;a&#322;a bezw&#322;adnie, patrz&#261;c na zegar i ws&#322;uchuj&#261;c si&#281; w skrzypienie starego drewna podczas burzy. Jaka&#347; ga&#322;&#261;&#378; uderza&#322;a o szyby, a deszcz ha&#322;a&#347;liwie pluska&#322; w rynnach. Dopiero tu&#380; przed &#347;witem nagle usta&#322;.

Mimo to wci&#261;&#380; nie spa&#322;a. Magnetowid jej m&#243;zgu po raz kolejny samoistnie odtwarza&#322; kilka ostatnich godzin jej &#380;ycia.

Lekarz zbada&#322; siostry Holland, podw&#322;adni szeryfa i detektywi je przes&#322;uchali i wszystkie trzy zosta&#322;y oddane w r&#281;ce rodzic&#243;w, kt&#243;rych wezwano z Portland do Chinook. Dominique, ca&#322;a we &#322;zach, nadskakiwa&#322;a c&#243;rkom, a Dutch obieca&#322;, &#380;e im zapewni najlepszego adwokata na Zachodnim Wybrze&#380;u. Nikt z nim nie wygra, nawet przekl&#281;ty Neal Taggert. Powiedzia&#322; dziewczynom, &#380;e im wierzy. Stwierdzi&#322;, &#380;e oczywi&#347;cie &#380;adna z nich nie zabi&#322;a m&#322;odego Taggerta, ale w jego s&#322;owach zabrak&#322;o pewno&#347;ci i ciep&#322;a. &#346;mier&#263; Harleya stanowi&#322;a po prostu kolejny k&#322;opot w jego pogmatwanym &#380;yciu.

Claire skuli&#322;a si&#281; na tylnym siedzeniu limuzyny ojca. Zauwa&#380;y&#322;a jego surowe, bezlitosne spojrzenie we wstecznym lusterku i nagle u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e przedmiotem jego troski nie by&#322;a &#347;mier&#263; m&#322;odego cz&#322;owieka, ale obaw&#261; o skandal, kt&#243;ry wybuchnie wok&#243;&#322; c&#243;rek Hollanda. Ba&#322; si&#281; tylko o to, co mog&#261; sobie pomy&#347;le&#263; udzia&#322;owcy Stone Illahee i innych holding&#243;w.

Pi&#281;kna twarz Harleya mign&#281;&#322;a jej przed oczami, a w uszach zabrzmia&#322;y rozpaczliwe b&#322;agania o niezrywanie zar&#281;czyn.

Nie mog&#281; ci&#281; straci&#263;. Odda&#322;bym wszystko, byle tylko by&#263; z tob&#261;. Wszystko. Ale b&#322;agam, Claire Nie m&#243;w, &#380;e to koniec.

&#321;zy jak groch sp&#322;ywa&#322;y po jej policzkach.

Harley  wymkn&#281;&#322;o si&#281; z jej ust. Nigdy nie chcia&#322;a zrobi&#263; mu krzywdy. I oto ju&#380; nie &#380;y&#322;. Zgodnie z tym, co us&#322;ysza&#322;a w biurze szeryfa, znaleziono go, jak unosi&#322; si&#281; na wodzie z twarz&#261; w d&#243;&#322;. Mo&#380;e to by&#322;o samob&#243;jstwa albo wypadek?

Samob&#243;jstwo? Dobry Bo&#380;e! Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e jednak nie. Morderstwo? Kto m&#243;g&#322; go nienawidzi&#263; to tego stopnia?

Sp&#243;dnica Mirandy by&#322;a poplamiona krwi&#261;. Tessa wygl&#261;da&#322;a jak katatoniczka. Obie by&#322;y tego wieczoru w zatoce i potrzebowa&#322;y alibi. O Harleyu, co ja narobi&#322;am!

Zacisn&#281;&#322;a powieki i usi&#322;owa&#322;a usun&#261;&#263; sprzed oczu jego wizerunek. Nie mog&#322;a przez ca&#322;e &#380;ycie zmaga&#263; si&#281; z poczuciem winy dlatego, &#380;e zgin&#261;&#322; w t&#281; noc, kiedy zerwa&#322;a zar&#281;czyny. Jednak w g&#322;&#281;bi duszy wiedzia&#322;a, &#380;e czarna chmura niepewno&#347;ci b&#281;dzie j&#261; &#347;ciga&#263; a&#380; do &#347;mierci.

Podci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; na siedzeniu i zakry&#322;a twarz r&#281;koma. Ale to nie pomog&#322;o. Teraz oczami wyobra&#378;ni dostrzeg&#322;a Kanea  wysokiego i przystojnego m&#281;&#380;czyzn&#281; w wytartych d&#380;insach i sk&#243;rzanej kurtce.

Z tob&#261; chc&#281; robi&#263; wszystko i wsz&#281;dzie. Chc&#281; ci&#281; ca&#322;owa&#263;, pie&#347;ci&#263; i spa&#263; z tob&#261; a&#380; do rana. Chcia&#322;bym dotyka&#263; j&#281;zykiem twojej nagiej sk&#243;ry, a&#380; zaczniesz dr&#380;e&#263; z po&#380;&#261;dania. Ale nade wszystko w &#347;wiecie chcia&#322;bym zanurzy&#263; si&#281; w ciebie i kocha&#263; si&#281; z tob&#261; a&#380; po kres moich dni I uwierz mi, &#380;e nigdy, przenigdy nie traktowa&#322;bym ci&#281; tak jak ten pacan Taggert.

Nie mog&#322;a tego znie&#347;&#263; ani minuty d&#322;u&#380;ej. Odkry&#322;a si&#281; i zdj&#281;&#322;a koszul&#281; nocn&#261;. Po cichu chwyci&#322;a d&#380;insy, kt&#243;re wisia&#322;y na kraw&#281;dzi &#322;&#243;&#380;ka, i podnios&#322;a z pod&#322;ogi wymi&#281;t&#261; bluz&#281;. W&#322;o&#380;y&#322;a czyste skarpetki. Z butami w spoconych d&#322;oniach przesz&#322;a obok szczelnie zamkni&#281;tego pokoju Tessy. Z pokoju Mirandy przez lekko uchylone drzwi &#347;wiat&#322;o lampki nocnej pada&#322;o na wydeptany dywan w korytarzu. Claire zwolni&#322;a i zajrza&#322;a do &#347;rodka. Miranda siedzia&#322;a w koszuli nocnej na parapecie, ramionami obejmuj&#261;c podkulone kolana i nieprzytomnym wzrokiem wpatrywa&#322;a si&#281; w jezioro. Z jej oczu mo&#380;na by&#322;o wyczyta&#263; tak g&#322;&#281;boki smutek, jakiego nigdy przedtem Claire u niej nie widzia&#322;a.

Cicho wesz&#322;a do pokoju.

Miranda spojrza&#322;a w jej stron&#281;.

Co ty wyprawiasz?

Wybieram si&#281; na przeja&#380;d&#380;k&#281;.

Jeszcze ciemno.

Wiem, ale nied&#322;ugo zacznie &#347;wita&#263;  szepn&#281;&#322;a Claire.  Nie mog&#281; spa&#263;. D&#322;u&#380;ej nie wytrzymam w &#322;&#243;&#380;ku.  Nagle poczu&#322;a si&#281; nieswojo w tym ponurym, mrocznym pokoju z sosnowymi &#347;cianami i p&#243;&#322;kami po brzegi wype&#322;nionymi ksi&#261;&#380;kami.  Co ci si&#281; sta&#322;o wczoraj wieczorem?  wykrztusi&#322;a w ko&#324;cu, podesz&#322;a do okna i przysiad&#322;a na drugim ko&#324;cu parapetu.

Miranda usi&#322;owa&#322;a si&#281; u&#347;miechn&#261;&#263;. By&#322;a blada i mia&#322;a niebieskie cienie pod zapadni&#281;tymi oczami.

Doros&#322;am.

Co chcesz przez to powiedzie&#263;.

Nie chcesz tego wiedzie&#263;.  Zn&#243;w wyjrza&#322;a przez okno.  A ja nie chc&#281; nikomu o tym m&#243;wi&#263;.

Widzia&#322;am krew na twojej sp&#243;dnicy.

Randa pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; i przesun&#281;&#322;a palcami po kraw&#281;dzi otwartego okna.

Wiem.

To by&#322;a twoja krew?

Moja?  Zadr&#380;a&#322;a.  Cz&#281;&#347;ciowo tak.

O Bo&#380;e Randa, nie powiesz mi, co si&#281; sta&#322;o?

Miranda przeszy&#322;a siostr&#281; surowym spojrzeniem. Wygl&#261;da&#322;a staro jak nigdy przedtem.

Nie, Claire  odpar&#322;a stanowczo.  Nie powiem o tym nikomu. Pami&#281;taj, &#380;e mam osiemna&#347;cie lat. Jestem pe&#322;noletnia i mam prawo samodzielnie podejmowa&#263; decyzje.

Jeste&#347; tak&#380;e pe&#322;noletnia w obliczu prawa stanu Oregon. Je&#347;li pope&#322;nisz jakie&#347; przest&#281;pstwo, to wsadz&#261; ci&#281; do wi&#281;zienia, a nie do poprawczaka. Claire nie wypowiedzia&#322;a tych s&#322;&#243;w. Nie musia&#322;a.

Tylko pami&#281;taj o naszym pakcie. Trzymaj si&#281; tej opowie&#347;ci. Wszystko si&#281; jako&#347; u&#322;o&#380;y.

Puste s&#322;owa. Jednak Claire nie mia&#322;a si&#322;y si&#281; spiera&#263;. Przesz&#322;a obok pokoju rodzic&#243;w, sk&#261;d dobiega&#322;o g&#322;o&#347;ne chrapanie i tykanie zabytkowego zegara Dominique.

Ukradkiem jak kot, kt&#243;ry poluje na ptaka, przemkn&#281;&#322;a po schodach na d&#243;&#322;, a potem wysz&#322;a przez kuchni&#281;. Po raz pierwszy od &#347;mierci Jacka dzi&#281;kowa&#322;a Bogu za to, &#380;e nie ma Ruby, kt&#243;ra czasem pojawia&#322;a si&#281; w pracy ju&#380; o pi&#261;tej nad ranem.

Dopiero zacz&#281;&#322;o &#347;wita&#263;. Budzi&#322; si&#281; rze&#347;ki poranek. Ka&#322;u&#380;e i po&#322;amane ga&#322;&#281;zie jeszcze przypomina&#322;y o wczorajszej burzy, ale powietrze by&#322;o czyste, a mg&#322;a znad jeziora powoli zaczyna&#322;a si&#281; podnosi&#263;.

Claire wesz&#322;a do stajni, zarzuci&#322;a uzd&#281; na g&#322;ow&#281; zaskoczonego Martyego i przez kilka ogrodzonych wybieg&#243;w wyprowadzi&#322;a go na otwart&#261; przestrze&#324;. Ledwie przekroczy&#322;a ostatnie wrota, wskoczy&#322;a z rozp&#281;du na nieosiod&#322;any grzbiet konia.

Marty odrobin&#281; odskoczy&#322; na bok, ale kiedy ju&#380; siedzia&#322;a na nim, kolanami ugniataj&#261;c mu &#380;ebra, odpowiedzia&#322; susami i pogalopowa&#322; znajomym szlakiem, rozchlapuj&#261;c ka&#322;u&#380;e i przeskakuj&#261;c przez powalone k&#322;ody.

Strzeliste drzewa starego lasu roz&#322;o&#380;y&#322;y koronkowe ga&#322;&#281;zie ponad &#347;cie&#380;k&#261;, przepuszczaj&#261;c na d&#243;&#322; niewiele bladego &#347;wiat&#322;a &#347;witu.

Dalej, rusz si&#281;  zach&#281;ca&#322;a konia. Od g&#322;azu koloru gliny szlak wi&#243;d&#322; coraz wy&#380;ej, a&#380; do grzbietu wzg&#243;rza, &#347;wi&#281;tego, nawiedzanego przez duchy Indian miejsca, gdzie wtedy koczowa&#322; Kane.

Nerwowo obliza&#322;a usta. Ko&#324; w&#322;a&#347;nie mija&#322; zakr&#281;t, podejrzliwie rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; w&#347;r&#243;d nieruchomych ciemnych drzew.

Serce wybija&#322;o rytm wyczekiwania. Dotar&#322;a do polany i tam go zobaczy&#322;a. Opiera&#322; si&#281; o pokryty mchem i grzybami pie&#324; drzewa. Brod&#281; i policzki mia&#322; pociemnia&#322;e od zarostu, w&#322;osy potargane. Sk&#243;rzana kurtka by&#322;a wymi&#281;ta, levisy przetarte i wyblak&#322;e. Pomi&#281;dzy palcami tli&#322; si&#281; papieros.

&#321;zy ulgi parzy&#322;y j&#261; w oczy. Ko&#324; zwolni&#322;.

Nad dogasaj&#261;cym ogniskiem wi&#322;a si&#281; smu&#380;ka dymu. Pomi&#281;dzy dwoma drzewami rozwieszona by&#322;a brezentowa p&#322;achta os&#322;aniaj&#261;ca motocykl i pos&#322;anie.

Szukasz mnie?  Cienkie wargi prawie si&#281; nie porusza&#322;y, a zamglone oczy kolorem przypomina&#322;y star&#261; whisky, kt&#243;r&#261; pami&#281;ta&#322;a. Serce w niej zamar&#322;o.

Tak.

Tak te&#380; pomy&#347;la&#322;em. Dlatego tu jestem.  Wrzuci&#322; papierosa do ogniska i ruszy&#322; w jej stron&#281;. Zesz&#322;a z konia, podbieg&#322;a przez wyboje i rzuci&#322;a mu si&#281; w ramiona. &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y jej po policzkach. Chcia&#322;a po prostu trwa&#263; tak w jego obj&#281;ciach a&#380; do ko&#324;ca &#347;wiata, nic wi&#281;cej.

Otoczy&#322; j&#261; ramionami, tul&#261;c w ciep&#322;ym niebie, bez s&#322;&#243;w przyrzekaj&#261;c, &#380;e wszystko b&#281;dzie dobrze.

S&#322;ysza&#322;em o Taggercie.

Wyda&#322;a kr&#243;tki krzyk b&#243;lu i &#347;wiat zn&#243;w si&#281; zachwia&#322; w posadach.

O Kane, to moja wina. Zamar&#322;.

Twoja?

Zerwa&#322;am zar&#281;czyny. Zwr&#243;ci&#322;am mu pier&#347;cionek  szlocha&#322;a, a s&#322;owa p&#322;yn&#281;&#322;y z jej ust jak woda, gdy przerwie tamy.  Na przystani. Pi&#322; na &#380;agl&#243;wce, a ja go zostawi&#322;am.

Sza.  Poca&#322;owa&#322; j&#261; w czubek g&#322;owy i otoczy&#322;a j&#261; pokrzepiaj&#261;c&#261; mgie&#322;ka zapach&#243;w dymu, sk&#243;ry i pi&#380;ma.  To nie twoja wina.

Ale by&#322;am zdenerwowana i i poprosi&#322;am stra&#380;nika nocnej zmiany, &#380;eby mia&#322; na niego oko ale

Ale nic.  Wzi&#261;&#322; j&#261; za r&#281;k&#281;, zaprowadzi&#322; do namiotu i posadzi&#322; pod wilgotnym brezentem na suchej ziemi. Nadal j&#261; otacza&#322; ramionami, podtrzymywa&#322;.  Wszystko b&#281;dzie dobrze.

Jakim cudem? On nie &#380;yje, Kane. Nie &#380;yje!  Z jej gard&#322;a doby&#322; si&#281; gwa&#322;towny szloch. Omdla&#322;ymi pi&#281;&#347;ciami m&#322;&#243;ci&#322;a jego klatk&#281; piersiow&#261;.

A ty &#380;yjesz. Sko&#324;cz z tym samobiczowaniem, ksi&#281;&#380;niczko.

Nie nazywaj mnie

Ju&#380; dobrze. Nie poddawaj si&#281;. Jestem tu, Claire. Wiedzia&#322;a&#347;, &#380;e b&#281;d&#281; tu na ciebie czeka&#322;, prawda?

Oczywi&#347;cie, &#380;e tak. Dlatego tu przyjecha&#322;a. Poczucie winy smaga&#322;o jej nag&#261; dusz&#281;.

Po prostu za ma&#322;o go kocha&#322;am.  G&#322;o&#347;no poci&#261;ga&#322;a nosem. Odchyli&#322;a g&#322;ow&#281;, &#380;eby spojrze&#263; Kaneowi w oczy.  Przez ciebie.

To nie twoja wina.  Spojrza&#322; na jej usta. Wiedzia&#322;a, &#380;e jej usta s&#261; opuchni&#281;te, oczy mokre i czerwone, a policzki w czerwone plamy.  Nie zrobi&#322;a&#347; nic z&#322;ego, Claire. Absolutnie nic.  Wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261;, znowu mocno przytuli&#322; i przywar&#322; wargami do jej warg. Nie by&#322; ju&#380; tak delikatny, ca&#322;owa&#322; j&#261; nami&#281;tnie i p&#322;omiennie. Twarde, niecierpliwe usta domaga&#322;y si&#281; wci&#261;&#380; wi&#281;cej i wi&#281;cej. &#346;ciska&#322; j&#261; tak mocno, &#380;e ledwie mog&#322;a oddycha&#263; i my&#347;le&#263;. B&#243;l z wolna ust&#281;powa&#322; miejsca po&#380;&#261;daniu, kt&#243;re w niej pulsowa&#322;o. Jego j&#281;zyk wcisn&#261;&#322; si&#281; pomi&#281;dzy wargi. Odrzuci&#322;a na bok skrupu&#322;y i cia&#322;em i dusz&#261; otwar&#322;a si&#281; dla niego &#347;wiadoma, &#380;e nied&#322;ugo wyjedzie.

Co&#347; jej w g&#322;&#281;bi m&#243;zgu m&#243;wi&#322;o, &#380;e pope&#322;nia b&#322;&#261;d, ca&#322;uj&#261;c si&#281; z nim, &#380;e jest zbyt rozbita emocjonalnie, &#380;eby podejmowa&#263; w&#322;a&#347;ciwe decyzje, ale jego ciep&#322;o dodawa&#322;o jej otuchy. Stwardnia&#322;e od pracy r&#281;ce pie&#347;ci&#322;y j&#261;, coraz bardziej rozbudzaj&#261;c.

W&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; pod bluz&#281; i g&#322;adzi&#322; jej plecy, w jej krwi buszowa&#322;o po&#380;&#261;danie silniejsze ni&#380; smutek i wyrzuty sumienia, kt&#243;re skry&#322;y si&#281; tu&#380; pod powierzchni&#261; &#347;wiadomo&#347;ci.

J&#281;kn&#261;&#322;, gdy odkry&#322;, &#380;e nie ma na sobie biustonosza, a jego palce przesun&#281;&#322;y si&#281; na jej piersi i pie&#347;ci&#322;y je na przemian. Le&#380;eli razem na &#347;piworze, ich nogi si&#281; przeplata&#322;y, a przez d&#380;ins i mi&#281;kk&#261; bawe&#322;n&#281; twarda wypuk&#322;o&#347;&#263; jego rozporka uciska&#322;a jej &#322;ono.

Zdj&#261;&#322; z niej bluz&#281; i wpatrywa&#322; si&#281; w jej piersi. Podni&#243;s&#322; wzrok. Jego oczy p&#322;on&#281;&#322;y po&#380;&#261;daniem, skro&#324; pulsowa&#322;a.

Jeste&#347; pi&#281;kniejsza ni&#380; ni&#380;  Stuli&#322; jej piersi i kciukami potar&#322; brodawki. P&#322;omienna, dzika nami&#281;tno&#347;&#263; wzburzy&#322;a jej krew. J&#281;kn&#281;&#322;a, kiedy j&#261; poca&#322;owa&#322; w usta. Przesun&#261;&#322; si&#281; ni&#380;ej, j&#281;zykiem zataczaj&#261;c k&#243;&#322;ka w zag&#322;&#281;bieniu szyi, na napi&#281;tej sk&#243;rze mostka. W ko&#324;cu odnalaz&#322; jedn&#261; z piersi i delikatnie zacz&#261;&#322; j&#261; przygryza&#263;.

Kane  krzykn&#281;&#322;a, wyginaj&#261;c si&#281; w &#322;uk. Jego twarde, wyg&#322;odnia&#322;e palce chwyci&#322;y jej po&#347;ladki.  Kane

Drzewa zacz&#281;&#322;y wirowa&#263; nad jej g&#322;ow&#261;. Wilgotny &#380;ar falowa&#322; w najbardziej intymnym miejscu jej kobieco&#347;ci. Jego twarz by&#322;a szorstka, j&#281;zyk mokry, d&#322;onie stanowcze. Rozchyli&#322; jej uda. Napr&#281;&#380;ony rozporek wpija&#322; si&#281; w jej cia&#322;o. Wzbiera&#322;o w niej po&#380;&#261;danie, pragn&#281;&#322;a go a&#380; do b&#243;lu.

Tak nie mo&#380;na! Przecie&#380; go nie kochasz. Nawet go nie znasz. Pomy&#347;l, Claire, on ci&#281; wykorzystuje!  krzycza&#322; g&#322;os rozs&#261;dku dobiegaj&#261;cy z odleg&#322;ych zak&#261;tk&#243;w m&#243;zgu. Ale go nie s&#322;ucha&#322;a. Porywa&#322; j&#261; rw&#261;cy pr&#261;d nami&#281;tno&#347;ci. Podnios&#322;a r&#281;ce i zdj&#281;&#322;a z niego kurtk&#281;, a potem zacz&#281;&#322;a zdejmowa&#263; podkoszulek.

&#346;ci&#261;gn&#261;&#322; przez g&#322;ow&#281; znoszon&#261; bawe&#322;n&#281;. Jaskrawe promienie s&#322;o&#324;ca rozja&#347;ni&#322;y ju&#380; wschodni grzbiet g&#243;r. Patrzy&#322;a, jak mocne mi&#281;&#347;nie klatki piersiowej wyginaj&#261; si&#281; pod jej dotykiem.

Igrasz z ogniem, kochanie  ostrzeg&#322;, ale ona dalej patrzy&#322;a zafascynowana, jak dr&#380;a&#322;, gdy jej palec pie&#347;ci&#322; jego p&#322;ask&#261; brodawk&#281;.  Claire nie przestawaj Nie mog&#281;  m&#243;wi&#322; ochryple.  Wiesz, czym dla mnie jeste&#347;?

Czym?

Wszystkim  wyzna&#322;, a wprawne r&#281;ce zsun&#281;&#322;y jej spodnie z bioder.

Claire  Ca&#322;owa&#322; jej brzuch, ciep&#322;ym, wilgotnym oddechem pieszcz&#261;c p&#281;pek.  Claire, powiedz mi je&#347;li tego nie chcesz.

Pragn&#281; ci&#281;.

B&#281;dziesz tego p&#243;&#378;niej &#380;a&#322;owa&#263;.

Nie  Chce j&#261; odrzuci&#263;?  Potrzebuj&#281; ci&#281;. Wyda&#322; z siebie j&#281;k.

Jeste&#347; pewna?

Tak O Bo&#380;e, tak.

Zach&#322;anne palce w&#347;lizgn&#281;&#322;y si&#281; do majtek, odsun&#281;&#322;y mi&#281;kk&#261; bawe&#322;n&#281; i delikatnie dotkn&#281;&#322;y niedost&#281;pnej kobiecej strefy, teraz zroszonej po&#380;&#261;daniem.

Powtarza&#322;a szeptem jego imi&#281;, gdy zsuwa&#322; z niej bielizn&#281;, ca&#322;uj&#261;c uda, li&#380;&#261;c kolana, rozchylaj&#261;c jej nogi tak wolno, &#380;e prawie umiera&#322;a z pragnienia.

Oddechem muska&#322; jej loczki pod brzuchem. Pragnienie rozsadza&#322;o j&#261; na strz&#281;py. Odda&#322;a si&#281; we w&#322;adanie pierwotnemu instynktowi, nad kt&#243;rym ju&#380; nie panowa&#322;a. Krew si&#281; w niej gotowa&#322;a, pot j&#261; oblewa&#322;.

Prosz&#281;  krzykn&#281;&#322;a. Otwiera&#322; j&#261; jak najcenniejszy prezent i ca&#322;owa&#322; tak g&#322;&#281;boko, &#380;e &#322;zy stan&#281;&#322;y jej w oczach.

Zawsze ci&#281; pragn&#261;&#322;em  wyzna&#322;, a jego s&#322;owa zag&#322;usza&#322; szum fal uderzaj&#261;cych o ska&#322;y na dole i bicie jej serca.

Zdj&#261;&#322; d&#380;insy. Wi&#322;a si&#281; pod jego pieszczotami, niecierpliwie unios&#322;a biodra.

Kane Och! Oo Oooo

Po&#322;o&#380;y&#322; jej kolana na swoich barkach i dotkn&#261;&#322; jej g&#322;&#281;bi. &#346;wiat si&#281; zatrz&#261;s&#322; w posadach, drzewa ponad ich g&#322;owami zachwia&#322;y si&#281;, a jej dusza wystrzeli&#322;a pod niebiosa.

Taka dziewczyna!  wyszepta&#322;. Twarz mia&#322; napi&#281;t&#261;, ju&#380; nie panowa&#322; nad sob&#261;.  Poddaj si&#281; ca&#322;a.  Pos&#322;ucha&#322;a go. Da&#322;a si&#281; ponie&#347;&#263; rw&#261;cej rzece pragnie&#324;. Zwija&#322;a si&#281; i poj&#281;kiwa&#322;a, gdy r&#281;kami i j&#281;zykiem dawa&#322; jej przyjemno&#347;&#263;. Kiedy wreszcie zabrak&#322;o jej tchu, a nagie cia&#322;o ocieka&#322;o potem, podci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; wy&#380;ej.

Cze czego chcesz?  spyta&#322;a zdyszana.

Tylko ciebie, Claire. Tylko ciebie w &#380;yciu pragn&#261;&#322;em.  Silnym pchni&#281;ciem wbi&#322; si&#281; g&#322;&#281;boko w jej cia&#322;o i chocia&#380; by&#322;a pewna, &#380;e szczyt ma ju&#380; za sob&#261;, serce bi&#322;o jej coraz szybciej, a piersi nabrzmia&#322;y. &#321;atwo wpad&#322;a w rytm jego ruch&#243;w i falowa&#322;a wraz z nim, wpijaj&#261;c paznokcie w jego ramiona i oplataj&#261;c go udami.

Claire, Claire, Claire  krzycza&#322;, wpatruj&#261;c si&#281; w ni&#261;. Zastyg&#322; w bezruchu.

Jej cia&#322;o zakleszczy&#322;o si&#281; na nim i by&#322;a pewna, &#380;e niebo zderzy&#322;o si&#281; z ziemi&#261;, kiedy splot&#322;y si&#281; ich cia&#322;a. Trysn&#281;&#322;a lawa.

Kochaj mnie  wyszepta&#322;, opadaj&#261;c na ni&#261; i ci&#281;&#380;arem cia&#322;a przygniataj&#261;c jej piersi.  Dzi&#347; mnie kochaj.

Bo wieczorem wyjedziesz.

Nie odpowiedzia&#322;, tylko przewr&#243;ci&#322; si&#281; na plecy, a potem z&#322;o&#380;y&#322; g&#322;ow&#281; pomi&#281;dzy jej piersiami.

Zosta&#322;a z nim prawie do po&#322;udnia, kochali si&#281; w pe&#322;nym s&#322;o&#324;cu, rozmawiali szeptem w tym &#347;wi&#281;tym lesie, zapomnia&#322;a o &#380;alu po &#347;mierci Harleya, ale ani na chwil&#281; nie opuszcza&#322;a jej bolesna pewno&#347;&#263;, &#380;e widzi Kanea po raz ostatni.



Cz&#281;&#347;&#263; trzecia 1996



1.

Claire, Claire, Claire. Kane siedzia&#322; przy biurku i zgrzyta&#322; z&#281;bami. Usi&#322;owa&#322; si&#281; skupi&#263;, ale s&#322;owa na ekranie si&#281; zamazywa&#322;y. Przed oczami wci&#261;&#380; widzia&#322; Claire, przera&#380;on&#261; i pi&#281;kn&#261;. Bez wzgl&#281;du na to, co robi&#322; i jak bardzo usi&#322;owa&#322; si&#281; w to zaanga&#380;owa&#263;, zawsze tam by&#322;a, tu&#380; pod powierzchni&#261; &#347;wiadomo&#347;ci, w ka&#380;dej chwili gotowa si&#281; wy&#322;oni&#263;.

To jakie&#347; przekle&#324;stwo.

Ty cholerny idioto  mrukn&#261;&#322; pod nosem i zamkn&#261;&#322; przeno&#347;ny komputer.

Si&#281;gn&#261;&#322; po butelk&#281; whisky. Jego dochodzenie w sprawie &#347;mierci Harleya Taggerta stan&#281;&#322;o w martwym punkcie. Mia&#322; rozproszone my&#347;li. A wszystko przez Claire. W krew mu si&#281; w&#380;era&#322;o to samo rozgrzewaj&#261;ce do bia&#322;o&#347;ci po&#380;&#261;danie, kt&#243;re op&#281;ta&#322;o go szesna&#347;cie lat temu. Przez d&#322;ugi czas czeka&#322;o w u&#347;pieniu na kolejny atak. I oto zn&#243;w nie dawa&#322;o mu spokoju i odrywa&#322;o od jedynego celu, kt&#243;ry sobie wytyczy&#322;: zemsty na Dutchu Hollandzie.

Kane mia&#322; ju&#380; swoje powody, &#380;eby nienawidzi&#263; Dutcha  naprawd&#281; g&#322;&#281;boko uzasadnione powody. Benedict Holland skinieniem r&#281;ki zniszczy&#322; mu &#380;ycie. Teraz ko&#322;o fortuny si&#281; obr&#243;ci&#322;o. Kane mia&#322; zamiar pozwoli&#263; Dutchowi skosztowa&#263; tego piwa, kt&#243;rego nawarzy&#322;.

Tylko &#380;e ponowne spotkanie z Claire przy&#263;mi&#322;o ten cel, zamuli&#322;o wod&#281;. Jakie&#380; to &#380;a&#322;osne! Jak mo&#380;na dopu&#347;ci&#263; do tego, &#380;eby kobieta tak zdominowa&#322;a my&#347;li?

Dwoma palcami trzymaj&#261;c butelk&#281; za szyjk&#281;, przeszed&#322; przez pok&#243;j,  ju&#380; czysty i odmalowany, z kilkoma nowymi meblami, kt&#243;re zast&#261;pi&#322;y po&#322;aman&#261; r&#243;&#380;ow&#261; kanap&#281; i porysowany metalowy st&#243;&#322;. Nigdy wcze&#347;niej nie by&#322;o mu tak trudno zabra&#263; si&#281; do roboty. Jego g&#322;&#243;wnymi zaletami by&#322;y trze&#378;wo&#347;&#263; umys&#322;u i determinacja. Zawsze wiedzia&#322;, czego chce, i zawzi&#281;cie do tego d&#261;&#380;y&#322;. Wytycza&#322; sobie cel i nie spocz&#261;&#322;, dop&#243;ki go nie osi&#261;gn&#261;&#322;.

Wiele trudu go kosztowa&#322;o, &#380;eby ponownie sk&#322;oni&#263; w&#322;asny m&#243;zg do my&#347;lenia o tej burzliwej nocy sprzed szesnastu lat, kiedy zgin&#261;&#322; Harley Taggert. Mn&#243;stwo pyta&#324; na ten temat nadal pozostawa&#322;o bez odpowiedzi.

Niewiele informacji uda&#322;o mu si&#281; dotychczas zdoby&#263;. Ostatni tydzie&#324; sp&#281;dzi&#322; za kierownic&#261;. Usi&#322;owa&#322; rozmawia&#263; z funkcjonariuszem wydzia&#322;u &#347;ledczego i &#347;wiadkami, kt&#243;rzy widzieli Harleya w ostatnich kilku godzinach jego &#380;ycia lub byli przy tym, jak samoch&#243;d Mirandy wjecha&#322; w ciemn&#261; to&#324; jeziora. Ale min&#281;&#322;o wiele lat, wspomnienia si&#281; zatar&#322;y, zmieni&#322;o si&#281; spojrzenie na te wypadki, a archiwalne akta zamkni&#281;tej sprawy le&#380;a&#322;y ukryte g&#322;&#281;boko w jakiej&#347; zamkni&#281;tej na trzy spusty szafie.

Szeryf McBain, oficer odpowiedzialny za to &#347;ledztwo, zmar&#322; na raka w&#261;troby, a inni funkcjonariusze, z kt&#243;rych &#380;aden ju&#380; nie piastowa&#322; dawnej funkcji, mieli zamkni&#281;te usta i zamglon&#261; pami&#281;&#263;. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e m&#243;wi&#261; szczerze, lecz si&#281; postarzeli, byli zm&#281;czeni i niezbyt zainteresowani powrotem do sprawy, kt&#243;ra zosta&#322;a zakwalifikowana jako wypadek. Kr&#261;&#380;y&#322;y plotki, &#380;e albo Neal Taggert albo Dutch Holland zap&#322;aci&#322; za wyciszenie sprawy.

Kane stawia&#322; raczej na Dutcha.

Zn&#243;w podszed&#322; do starego drewnianego biurka, kt&#243;re kupi&#322; w sklepie z u&#380;ywanymi meblami. Zerkn&#261;&#322; do notatek, skrzywi&#322; si&#281; i zacisn&#261;&#322; pi&#281;&#347;ci. Nie tylko Harley zgin&#261;&#322; w&#243;wczas w niewyja&#347;nionych okoliczno&#347;ciach. Kilka dni wcze&#347;niej Jack Songbird spad&#322; z klifu w Stone Illahee i zabi&#322; si&#281;. Hunter Riley, kt&#243;ry najwyra&#378;niej chodzi&#322; z Mirand&#261; Holland, nagle gdzie&#347; znikn&#261;&#322;. Po mie&#347;cie kr&#261;&#380;y&#322;y wtedy plotki, &#380;e wykorzysta&#322; jak&#261;&#347; m&#322;od&#261; dziewczyn&#281; i ukrad&#322; samoch&#243;d. Riley zwia&#322; z kraju, zaczepi&#322; si&#281; w firmie Taggert&#243;w gdzie&#347; w Kanadzie i zapad&#322; si&#281; pod ziemi&#281;. Kendall Forsythe, za&#322;amana po &#347;mierci Harleya, w ko&#324;cu wysz&#322;a za Westona Taggerta.

My&#347;l! Kane zacz&#261;&#322; przegl&#261;da&#263; kopie oryginalnych raport&#243;w policyjnych. Oficjaln&#261; przyczyn&#261; &#347;mierci Harleya Taggerta by&#322;o zatoni&#281;cie, ale naprawd&#281;, to albo uderzy&#322; si&#281; g&#322;ow&#261; o kamie&#324; b&#261;d&#378; o inny ostry przedmiot, gdy wypad&#322; z &#322;&#243;dki, albo kto&#347; go skatowa&#322;, zanim wyrzuci&#322; jego bezw&#322;adne cia&#322;o za burt&#281;.

Kiedy policja przeszuka&#322;a zatok&#281;, &#380;eby znale&#378;&#263; jaki&#347; &#347;lad czy narz&#281;dzie zbrodni, w&#347;r&#243;d odpadk&#243;w w szlamie znaleziono tylko ma&#322;y pistolet.

Czy ta bro&#324; mia&#322;a jakikolwiek zwi&#261;zek z tamtym przest&#281;pstwem? A mo&#380;e to tylko zbieg okoliczno&#347;ci, &#380;e pistolet znajdowa&#322; si&#281; niedaleko cia&#322;a?

Kane si&#281;gn&#261;&#322; po szklank&#281; stoj&#261;c&#261; na stole. R&#261;bkiem podkoszulka wytar&#322; j&#261; z kurzu i nala&#322; sobie do pe&#322;na. Kluczem do odkrycia prawdy by&#322;y rozmowy z jak najwi&#281;ksz&#261; liczb&#261; ludzi i por&#243;wnanie ich opowie&#347;ci.

Zamierza&#322; zacz&#261;&#263; od Claire. Nie by&#322; to wyb&#243;r logiczny. Po prostu chcia&#322;  bardzo chcia&#322;  zn&#243;w si&#281; z ni&#261; zobaczy&#263;. Stawa&#322;a si&#281; jego obsesj&#261;. Zdawa&#322; sobie z tego spraw&#281;. My&#347;l, Moran, my&#347;l! U&#380;ywaj tego, co masz pod kopu&#322;&#261;!

Tak wiele si&#281; wydarzy&#322;o w ci&#261;gu szesnastu lat! Przez ostatnich kilka miesi&#281;cy bada&#322; tropy, usi&#322;owa&#322; odnale&#378;&#263; wszystkich ludzi  podejrzanych?  kt&#243;rzy mieli z tym jaki&#347; zwi&#261;zek.

Siedz&#261;c na brze&#380;ku krzes&#322;a, otworzy&#322; ko&#322;onotatnik pe&#322;en nazwisk wszystkich aktor&#243;w tej tragedii.

Neal Taggert po zawale, kt&#243;ry o ma&#322;y w&#322;os nie sta&#322; si&#281; przyczyn&#261; jego &#347;mierci, ust&#261;pi&#322; ze stanowiska prezesa Korporacji Taggert&#243;w. Jego miejsce zaj&#261;&#322; Weston. C&#243;rka Paige wi&#281;kszo&#347;&#263; czasu sp&#281;dza&#322;a przy ojcu i opiekowa&#322;a si&#281; nim.

Weston o&#380;eni&#322; si&#281; z Kendall Forsythe. Urodzi&#322;a mu c&#243;rk&#281; Stephanie, kt&#243;ra teraz ma pi&#281;tna&#347;cie lat. Pobrali si&#281; nied&#322;ugo po &#347;mierci Harleya i nie mieli innych dzieci. Podobno ich ma&#322;&#380;e&#324;stwo nie nale&#380;a&#322;o do udanych. Ani Weston, ani Kendall nie mieli alibi na t&#281; noc, ale szeryf wykluczy&#322; ich z grona podejrzanych. Podobnie jak wszystkich innych. Oficjalne orzeczenia stwierdza&#322;y, &#380;e &#347;mier&#263; Harleya by&#322;a wypadkiem. Niczym wi&#281;cej.

Hank i Ruby Songbirdowie przeszli na emerytur&#281; i nadal mieszkali w Chinook, gdzie prowadzili parking dla dom&#243;w na k&#243;&#322;kach. Tu&#380; po &#347;mierci Jacka wyprowadzili si&#281; z dawnego domu. Ruby nigdy nie pogodzi&#322;a si&#281; ze &#347;mierci&#261; syna. Sta&#322;a si&#281; smutn&#261;, zaduman&#261; kobiet&#261;. M&#243;wiono, &#380;e rozmawia sama ze sob&#261; w j&#281;zyku swego narodu i wci&#261;&#380; przesiaduje w oknie, wpatruj&#261;c si&#281; w klif, z kt&#243;rego spad&#322; Jack.

Crystal tamtego lata wyjecha&#322;a z Chinook, sko&#324;czy&#322;a szko&#322;&#281; &#347;redni&#261; i college, wysz&#322;a za lekarza z Seattle i tam te&#380; mieszka&#322;a. Rzadko odwiedza&#322;a rodzic&#243;w i chyba nie mia&#322;a najprzyjemniejszych wspomnie&#324; z tego miasteczka na wybrze&#380;u.

Co do Holland&#243;w, to ich dzieci stanowi&#322;y interesuj&#261;cy rozdzia&#322; tej historii. Miranda nigdy nie wysz&#322;a za m&#261;&#380; i wedle wszelkich dost&#281;pnych Kaneowi &#378;r&#243;de&#322; rzadko umawia&#322;a si&#281; z m&#281;&#380;czyznami. Ca&#322;kowicie po&#347;wi&#281;ci&#322;a si&#281; karierze zawodowej, kt&#243;r&#261; &#322;atwo mo&#380;na by&#322;o zrujnowa&#263;, gdyby kto&#347; udowodni&#322;, &#380;e jest zamieszana w &#347;mier&#263; Harleya Taggerta.

Tessa nieustannie zmienia&#322;a mieszkania w Po&#322;udniowej Kalifornii. Zarabia&#322;a na &#380;ycie  podobnie jak jej matka przed &#347;lubem z Dutchem  malarstwem lub gr&#261; na gitarze i &#347;piewem w jakim&#347; podrz&#281;dnym lokalu w Los Angeles. By&#322;a osob&#261; z natury towarzysk&#261;, lubi&#322;a przyj&#281;cia, cz&#281;sto karano j&#261; za przekraczanie pr&#281;dko&#347;ci, jazd&#281; pod wp&#322;ywem &#347;rodk&#243;w odurzaj&#261;cych lub posiadanie narkotyk&#243;w  raz kokainy i dwa razy marihuany. Mia&#322;a kilku m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy pracowali w rozrywce, ale podobnie jak Miranda nigdy nie stan&#281;&#322;a na &#347;lubnym kobiercu.

Zosta&#322;a jeszcze Claire. Pi&#281;kna, &#380;ywio&#322;owa, zagadkowa Claire, kt&#243;ra uciek&#322;a z Chinook, po&#347;lubi&#322;a starszego pana i urodzi&#322;a mu dwoje dzieci, a potem, jak si&#281; okaza&#322;o, jej m&#261;&#380; mia&#322; przygod&#281; mi&#322;osn&#261; z dziewczyn&#261; syna.

Sukinsyn  mrukn&#261;&#322; Kane, wlewaj&#261;c w gard&#322;o kolejny &#322;yk whisky. Claire zas&#322;ugiwa&#322;a na co&#347; lepszego. Jak ka&#380;da kobieta. Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e nigdy osobi&#347;cie nie pozna Paula St. Johna.

Zerkn&#261;&#322; na zegarek i skrzywi&#322; si&#281;. Wiele by da&#322;, &#380;eby unikn&#261;&#263; kolejnego spotkania. Ale musia&#322; mu stawi&#263; czo&#322;o, je&#347;li kiedykolwiek chce doko&#324;czy&#263; ksi&#261;&#380;k&#281;.

Poranny deszcz przesta&#322; pada&#263; i na niebie pojawi&#322;y si&#281; wysokie chmury, przez kt&#243;re przedziera&#322;y si&#281; promienie s&#322;o&#324;ca. Nad lasem unosi&#322;a si&#281; ciep&#322;a mgie&#322;ka. Ka&#322;u&#380;e powoli sch&#322;y. Wsiadaj&#261;c do d&#380;ipa, Kane odczu&#322; star&#261; ran&#281; z wojny. Weston Taggert by&#322; ostatni&#261; osob&#261;, z kt&#243;r&#261; mia&#322; ochot&#281; si&#281; spotka&#263;, ale musia&#322; wiedzie&#263;, co starszy brat Harleya ma do powiedzenia na temat wydarze&#324; sprzed szesnastu lat.

W Chinook zaparkowa&#322; naprzeciwko najnowszego budynku w miasteczku  dwupi&#281;trowego biurowca z widokiem na zatok&#281;. By&#322;a to siedziba nowego zarz&#261;du firmy Taggert&#243;w. Kane min&#261;&#322; recepcj&#281;, wsiad&#322; do windy i wjecha&#322; na pierwsze pi&#281;tro, gdzie za podw&#243;jnymi d&#281;bowymi drzwiami sta&#322;o biurko.

Kane Moran  przedstawi&#322; si&#281; drobnej kobiecie z kr&#243;tkimi rudymi w&#322;osami i malutkimi ustami. Na uszach mia&#322;a s&#322;uchawki. Spojrza&#322;a na niego spod d&#322;ugich rz&#281;s.  Mam um&#243;wione spotkanie z panem Taggertem.

Szybko przejrza&#322;a kalendarz spotka&#324; i znalaz&#322;a jego nazwisko. Nacisn&#281;&#322;a przycisk w aparacie telefonicznym, &#380;eby go zaanonsowa&#263;. Po kilku sekundach znalaz&#322; si&#281; w przestronnym naro&#380;nym gabinecie z oknami od pod&#322;ogi do sufitu. Prawdziwe drzewa ros&#322;y w olbrzymich glinianych donicach, stoj&#261;cych na mi&#281;kkiej br&#261;zowej wyk&#322;adzinie. Pod &#347;cian&#261; by&#322; barek, w rogu naprzeciwko dwie kanapy, a przed szklan&#261; &#347;cian&#261; sta&#322;o masywne biurko z drzewa r&#243;&#380;anego, przy kt&#243;rym czeka&#322; na niego Weston w garniturze za ponad tysi&#261;c dolar&#243;w.

Siedzia&#322; wygodnie w fotelu i przymru&#380;onymi oczami przygl&#261;da&#322; mu si&#281; w zamy&#347;leniu. Prawie w og&#243;le si&#281; nie postarza&#322;, pomijaj&#261;c kilka zmarszczek przy oczach. Wci&#261;&#380; mia&#322; kanciast&#261; twarz, smuk&#322;e cia&#322;o i bujn&#261; czarn&#261; czupryn&#281; bez &#347;ladu siwizny. To on zaprosi&#322; Kanea na spotkanie, a nie odwrotnie.

Moran.  Wsta&#322; i zza biurka poda&#322; Kaneowi r&#281;k&#281;.  Usi&#261;d&#378;.  Wskaza&#322; fotele przed biurkiem.  Mog&#281; ci co&#347; zaproponowa&#263;? Kawa? A mo&#380;e co&#347; mocniejszego?

Nie fatyguj si&#281;.  Kane siad&#322; w ciemnobordowym fotelu i czeka&#322;. W ko&#324;cu to by&#322;a inicjatywa Westona.

Prezes Taggert Industries od razu przeszed&#322; do rzeczy.

S&#322;ysza&#322;em, &#380;e piszesz ksi&#261;&#380;k&#281; o &#347;mierci mojego brata.

To prawda.

Dlaczego?

Kane poprawi&#322; si&#281; w fotelu i u&#347;miechn&#261;&#322; pod nosem. Zatem Weston ju&#380; nie mo&#380;e si&#281; doczeka&#263;, &#380;eby si&#281; dowiedzie&#263;, co si&#281; &#347;wi&#281;ci. Dobrze. Jakich tajemnic strze&#380;e starszy brat Harleya?

Zbyt wiele pyta&#324; bez odpowiedzi.

Min&#281;&#322;o ju&#380; szesna&#347;cie lat.

Kane zn&#243;w bezwiednie u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; k&#261;cikiem ust.

Wcze&#347;niej by&#322;em za bardzo zaj&#281;ty. Dopiero co do tego wr&#243;ci&#322;em.

Zdaje si&#281;, &#380;e masz w tym jaki&#347; cel?  Weston chcia&#322; by&#263; g&#243;r&#261; w tej rozmowie. Kane nie znosi&#322; tego, ale w&#322;&#261;czy&#322; si&#281; do gry.

S&#261;dz&#281;, &#380;e Dutch Holland wie wi&#281;cej na temat &#347;mierci twojego brata, ni&#380; twierdzi. Podejrzewam, &#380;e albo on, albo tw&#243;j ojciec przekupi&#322; miejscowe w&#322;adze, &#380;eby uciszy&#263; ca&#322;&#261; spraw&#281;.

Dlaczego mieliby to zrobi&#263;?

Interesuj&#261;ce pytanie. Dlaczego ty nie spr&#243;bujesz na nie odpowiedzie&#263;?

Nie wiem.

Pomy&#347;l, Weston.

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e kto&#347; tu ma co&#347; do ukrycia?  W g&#322;osie Westona zabrzmia&#322;o niedowierzanie. Kane nie kupi&#322; tej sztuczki.

To tylko hipoteza, ale warta sprawdzenia.

Po co rozgrzebywa&#263; star&#261; kup&#281; gnoju, skoro ju&#380; przesta&#322;a cuchn&#261;&#263;? Odle&#380;a&#322;a swoje i wszyscy to jako&#347; przeboleli.  Weston u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko, jakby chcia&#322; po kole&#380;e&#324;sku poklepa&#263; Kanea po ramieniu, ale od wewn&#261;trz by&#322; ch&#322;odny jak mroczne g&#322;&#281;bie oceanu.

Ja nie przebola&#322;em. Poza tym s&#261;dz&#281;, &#380;e skoro Dutch Holland zdecydowa&#322; si&#281; startowa&#263; w wyborach na gubernatora, wszystkie te brudy powinny wyj&#347;&#263; na &#347;wiat&#322;o dzienne.

Co z tob&#261;, Moran? Przecie&#380; nigdy specjalnie nie przepada&#322;e&#347; za moim bratem.

To sprawa osobista  odpar&#322; Kane, szczerz&#261;c z&#281;by w odpowiedzi na sztuczny u&#347;miech Westona.  Pomi&#281;dzy mn&#261; i Dutchem.  Rozpar&#322; si&#281; w fotelu.  Zreszt&#261;, nie tyle interesuje mnie sama &#347;mier&#263; Harleya, co okoliczno&#347;ci towarzysz&#261;ce, kt&#243;re do niej doprowadzi&#322;y  wyzna&#322;, got&#243;w podzieli&#263; si&#281; odrobin&#261; informacji w zamian za t&#281; sam&#261; przys&#322;ug&#281;.

Jak na przyk&#322;ad?

Co si&#281; naprawd&#281; przydarzy&#322;o Jackowi Songbirdowi.

Weston drgn&#261;&#322; i si&#281;gn&#261;&#322; do wewn&#281;trznej kieszeni marynarki po papierosy.

Jack si&#281; spi&#322; i spad&#322; ze ska&#322;y.  B&#322;ysn&#281;&#322;a z&#322;ota zapalniczka, mocno si&#281; zaci&#261;gn&#261;&#322; i wypu&#347;ci&#322; pod sufit smug&#281; dymu.

Mo&#380;e. Niekt&#243;rzy my&#347;l&#261;, &#380;e skoczy&#322;, a inni podejrzewaj&#261;, &#380;e kto&#347; go zamordowa&#322;.

Niech zgadn&#281;. To Crystal Songbird, jej rodzina oraz kilku starszych cz&#322;onk&#243;w plemienia rozpowszechniaj&#261; teori&#281; morderstwa. Cholera, przez tyle lat nad tym skaml&#261;. A prawda jest taka, &#380;e Jack Songbird by&#322; jeszcze jednym india&#324;skim &#347;wirem, kt&#243;ry wpompowa&#322; w siebie zbyt wiele wody ognistej i za to zap&#322;aci&#322;.

Kane mimowolnie si&#281; zje&#380;y&#322;. Ma&#322;o brakowa&#322;o, a zacisn&#261;&#322;by pi&#281;&#347;ci i zmia&#380;d&#380;y&#322;by doskona&#322;&#261; twarz Westona. Ale po co Taggert ma wiedzie&#263;, co on naprawd&#281; o tym my&#347;li?

Weston wpatrywa&#322; si&#281; w koniuszek papierosa.

Wiesz, Moran, &#380;e je&#347;li napiszesz cokolwiek, co napi&#281;tnuje moj&#261; rodzin&#281;, to ci&#281; pozw&#281; do s&#261;du i nie tak szybko wyjdziesz z kicia.

My&#347;la&#322;em, &#380;e chcesz, &#380;eby prawda wysz&#322;a na jaw. Pomijaj&#261;c wszystko inne, mia&#322;by&#347; wreszcie szans&#281; odegra&#263; si&#281; na Dutchu Hollandzie.

Prawda mnie nie interesuje. Jak ju&#380; powiedzia&#322;em, to zamierzch&#322;a historia. A co do Dutcha, dostanie za swoje. W taki czy w inny spos&#243;b. Nie musisz mu w tym pomaga&#263;.

Panie Taggert  odezwa&#322;a si&#281; nagle recepcjonistka  na pierwszej linii czeka pana &#380;ona. Powiedzia&#322;am, &#380;e pan jest zaj&#281;ty, ale

Weston by&#322; najwyra&#378;niej poirytowany. &#346;ci&#261;gn&#261;&#322; brwi i nacisn&#261;&#322; guzik interkomu.

Odbior&#281; telefon.  Spojrza&#322; na Kanea.  Musz&#281; ci&#281; przeprosi&#263;. Kane nie potrzebowa&#322; przeproszenia, &#380;eby wyj&#347;&#263;. Mia&#322; ju&#380; to, o co mu chodzi&#322;o, czyli ma&#322;y wgl&#261;d w rodzin&#281; Taggert&#243;w, a &#347;ci&#347;lej bior&#261;c w Westona. Mo&#380;na by pomy&#347;le&#263;, &#380;e ca&#322;y klan b&#281;dzie skaka&#263; z rado&#347;ci na wiadomo&#347;&#263;, &#380;e kto&#347; pisze na temat ich odwiecznego wroga, ale nie, Weston mia&#322; awersj&#281; do tego projektu. Jak gdyby by&#322; winny. Winny czego?

Gdy pogr&#261;&#380;ony w rozmy&#347;laniach Kane przechodzi&#322; przez ulic&#281;, poczu&#322; dreszczyk triumfu. Ju&#380; co&#347; mia&#322;. Co&#347; istotnego. Z pewno&#347;ci&#261; nied&#322;ugo wydarzy si&#281; co&#347; wa&#380;nego.

Wskoczy&#322; do d&#380;ipa. By&#322; coraz rado&#347;niejszy. O tak, stary Wes trz&#281;sie portkami. Ale dlaczego si&#281; boi? Tego popo&#322;udnia Kane mia&#322; przeprowadzi&#263; jeszcze kilka wywiad&#243;w. Chcia&#322; porozmawia&#263; z reporterami, kt&#243;rzy opisywali &#347;mier&#263; Harleya Taggerta i Jacka Songbirda. Oczywi&#347;cie, czyta&#322; ich relacje i wi&#281;kszo&#347;&#263; z nich pami&#281;ta&#322;, ale mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e te rozmowy naprowadz&#261; go na jeszcze inne tropy. Chcia&#322; te&#380; pom&#243;wi&#263; z pierwszymi lud&#378;mi, kt&#243;rzy widzieli Mirand&#281; Holland z siostrami tu&#380; po wypadku  z tymi dobrymi samarytanami, zapewne pami&#281;taj&#261;cymi pierwsze reakcje dziewcz&#261;t. Mo&#380;e oni rzuc&#261; jakie&#347; nowe &#347;wiat&#322;o na t&#281; spraw&#281; i pozwol&#261; zobaczy&#263; j&#261; z innej perspektywy. Dopiero potem spotka si&#281; z Claire.

Chcia&#322;abym, &#380;eby&#347; zdoby&#322; jak najwi&#281;cej informacji o facecie nazwiskiem Denver Styles.  Miranda siedzia&#322;a naprzeciwko Franka Pertilla przy porysowanym stoliku ze sztucznego marmuru u Franconea, w jedynej w&#322;oskiej restauracji w miasteczku, kt&#243;ra zdaniem Pertilla zas&#322;ugiwa&#322;a na to, by zje&#347;&#263; w niej kawa&#322;ek pizzy.

Zatruwa ci &#380;ycie?  Frank w&#322;o&#380;y&#322; do ust listek gumy do &#380;ucia, cho&#263; w&#322;a&#347;nie zam&#243;wi&#322; kufel piwa.  To ten facet, co si&#281; kr&#281;ci ko&#322;o ciebie?

Nie zatruwa mi &#380;ycia. Ojciec go wynaj&#261;&#322;.

Uni&#243;s&#322; w g&#243;r&#281; siwiej&#261;ce brwi. Ho&#380;a kelnerka w&#322;a&#347;nie przynios&#322;a napoje. &#321;ykn&#261;&#322; piwa i zerkn&#261;&#322; z ukosa na Mirand&#281;.

W czym problem?

Dutch go wynaj&#261;&#322;, &#380;eby rozgrzebywa&#322; &#380;ycie moje i moich si&#243;str, a ja mu nie ufam.  W skr&#243;cie opisa&#322;a Frankowi spotkanie ze Stylesem, uwa&#380;aj&#261;c, by nie wspomnie&#263; o nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Harley Taggert.  Podaje si&#281; za prywatnego detektywa. Chyba nie jest st&#261;d, ale odnosz&#281; wra&#380;enie, &#380;e gdzie&#347; ju&#380; go widzia&#322;am.  Skosztowa&#322;a chardonnay i obraca&#322;a w palcach kieliszek.  Chcia&#322;abym wiedzie&#263;, kim on jest naprawd&#281;.

Pertillo w zamy&#347;leniu podrapa&#322; si&#281; po brodzie.

M&#243;wisz, &#380;e nazywa si&#281; Styles?

Denver Styles. Opr&#243;cz tego nic o nim nie wiem.

To b&#281;dziesz wiedzie&#263;.  Pertillo wyj&#261;&#322; z ust gum&#281; owocow&#261; i zn&#243;w &#322;ykn&#261;&#322; z kufla. Ciemne oczy iskrzy&#322;y si&#281; nadziej&#261; na nowe wyzwanie, co Mirandzie poprawi&#322;o troch&#281; nastr&#243;j. Frank b&#281;dzie kopa&#322;, a&#380; mu palce zaczn&#261; krwawi&#263;, i odgrzebie wszystkie niezb&#281;dne informacje o nowym pracowniku Dutcha.

Mia&#322;a tylko nadziej&#281;, &#380;e zd&#261;&#380;y na czas. Zanim Denver Styles lub Kane Moran odkryj&#261; prawd&#281;. S&#261;czy&#322;a wino. Na stoliku pojawi&#322;a si&#281; ulubiona pizza Petrilla z dziwn&#261; mieszank&#261; krewetek, zielonego pieprzu i oliwek.

Frank powiedzia&#322; co&#347; &#380;artem i odkroi&#322; kawa&#322;ek gumowego ciasta. Usi&#322;owa&#322; j&#261; uspokoi&#263;, ale nie mog&#322;a pozby&#263; si&#281; wra&#380;enia, &#380;e przyci&#347;ni&#281;to j&#261; do ciemnego wilgotnego muru, kt&#243;ry zawsze by&#322; o krok, a teraz jest tu&#380; za plecami.

Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e kto&#347; j&#261; obserwuje, ale niepostrze&#380;enie rozejrzawszy si&#281; doko&#322;a, przekona&#322;a si&#281;, &#380;e to tylko wyobra&#378;nia. Denver Styles nie czai&#322; si&#281; przy monitorach kontrolnych ani nie siedzia&#322; w zadymionym k&#261;cie restauracji. Zn&#243;w da&#322;a si&#281; ponie&#347;&#263; fantazji. Poczucie winy wstawa&#322;o z wilgotnego grobu, w kt&#243;rym je zakopa&#322;a wiele lat temu. Nie daj si&#281;, rozkaza&#322;a sobie w duchu i si&#281;gn&#281;&#322;a po kawa&#322;ek pizzy, na kt&#243;ry nie mia&#322;a ochoty. Ugryz&#322;a k&#281;s, sil&#261;c si&#281; na u&#347;miech.

Odpr&#281;&#380; si&#281;, ma&#322;a  powiedzia&#322; Pertillo.  Wszystko b&#281;dzie dobrze.

Jeste&#347; pewny? Pertillo zrobi&#322; do niej oko.

Oczy-cholera-wi&#347;cie.

Miranda u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; i modli&#322;a, &#380;eby mia&#322; racj&#281;. Ale, niestety, nie mia&#322; racji. Nie m&#243;g&#322; jej mie&#263;. Nawet w tym przytulnym pomieszczeniu, gdzie ludzie weso&#322;o rozmawiali i &#347;miali si&#281;, barman wyciera&#322; miedzian&#261; lad&#281;, a Frank Pertillo puszcza&#322; do niej oko zza sto&#322;u, czu&#322;a na karku ch&#322;odny powiew fatum. By&#322;a przera&#380;ona. Bardziej ni&#380; szesna&#347;cie lat temu.

Opowiedz mi o tacie.  Samantha wskoczy&#322;a na blat kuchenny, gdzie Claire rozpakowywa&#322;a ostatni karton po przeprowadzce. Ju&#380; prawie tydzie&#324; mieszkali w Chinook, ale jeszcze na dobre nie zapu&#347;cili tu korzeni.

A co chcia&#322;aby&#347; wiedzie&#263;?  spyta&#322;a Claire.

Czy on naprawd&#281; jest a&#380; tak z&#322;y, jak m&#243;wi Sean?

Claire zacisn&#281;&#322;a z&#281;by. Przesta&#322;a odczuwa&#263; b&#243;l z powodu Paula ju&#380; dawno, kiedy tylko dowiedzia&#322;a si&#281;, &#380;e ma romans. Prawdopodobnie nie by&#322; to jego pierwszy skok w bok, bo zawsze poci&#261;ga&#322;y go m&#322;ode dziewczyny. Teraz czu&#322;a tylko wstyd i &#380;al.

Tw&#243;j ojciec nie jest z&#322;y  odpowiedzia&#322;a, nie wierz&#261;c w&#322;asnym s&#322;owom.  Jest tylko s&#322;aby.

S&#322;aby?

Tak. Po prostu ma s&#322;abo&#347;&#263; do kobiet.

Do ma&#322;olat  poprawi&#322;a Sam. Do wszelkich sp&#243;dniczek.

Tak, czasem te&#380; do m&#322;odych dziewcz&#261;t.

W takim razie jest z&#322;y.

Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; o nim tak my&#347;la&#322;a.

Ale ty tak my&#347;lisz  oskar&#380;y&#322;a j&#261; Samantha. Jej oczy ukazywa&#322;y tylko ma&#322;&#261; cz&#261;stk&#281; b&#243;lu, kt&#243;ry skrywa&#322;a m&#322;oda dusza. Podci&#261;gn&#281;&#322;a nogi, opieraj&#261;c stopy o skraj lady, a podbr&#243;dek o kolana. D&#322;ugie nogi Samanthy pokrywa&#322;a zaschni&#281;ta warstwa brudu, a paznokcie u st&#243;p by&#322;y czarne od b&#322;ota. Ale Claire nic nie powiedzia&#322;a. To nie by&#322;a odpowiednia pora, by ucieka&#263; od tematu w problem czysto&#347;ci i zarazk&#243;w.

Po prostu nie mam ochoty o nim my&#347;le&#263; i kropka.  Claire postawi&#322;a na szczero&#347;&#263;. Dzieciaki &#322;atwo rozpoznaj&#261; fa&#322;sz.

Sam zmarszczy&#322;a nos.

No. Ja te&#380;.  &#379;u&#322;a doln&#261; warg&#281;.  P&#243;jdzie do wi&#281;zienia? Claire zaczerwieni&#322;a si&#281; ze wstydu.

Nie wiem. Mo&#380;e. Mo&#380;liwe, &#380;e dostanie wyrok w zawieszeniu. Poczekamy, zobaczymy.

No, je&#347;li b&#281;dzie siedzia&#322;, to nie chc&#281; go zna&#263;  orzek&#322;a Samantha, potrz&#261;saj&#261;c g&#322;ow&#261;.  A nawet gdyby go nie posadzili, to te&#380;. To, co zrobi&#322;, jest obrzydliwe.  Podbr&#243;dek jej dr&#380;a&#322;.  Ojcowie nie powinni robi&#263; rzeczy obrzydliwych.

Masz racj&#281;, kochanie. Nie powinni  powiedzia&#322;a Claire. Podesz&#322;a do c&#243;rki i obj&#281;&#322;a ramionami jej w&#261;t&#322;e cia&#322;o.  Ale s&#261; tylko lud&#378;mi i czasem

Jak on m&#243;g&#322; zrobi&#263; co&#347; takiego?

W&#322;a&#347;nie.  Claire czu&#322;a przez bluzk&#281; &#322;zy Samanthy.

Nie zas&#322;u&#380;yli&#347;my na to.

Oczywi&#347;cie, &#380;e nie zas&#322;u&#380;yli&#347;my  zgodzi&#322;a si&#281; Claire, a Sam g&#322;o&#347;no zakas&#322;a&#322;a.  Ale musimy spojrze&#263; prawdzie w oczy, czy nam si&#281; to podoba, czy te&#380; nie.

Samantha dr&#380;a&#322;a. Nagle podnios&#322;a zap&#322;akan&#261; twarz.

Sean m&#243;wi, &#380;e to obciach.

Claire pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, cho&#263; nie znosi&#322;a wulgarnych okre&#347;le&#324; syna.

Tym razem ma racj&#281;. Chod&#378;, zrobi&#281; ci kakao i postaramy si&#281; znale&#378;&#263; jaki&#347; film do obejrzenia.

Jaki&#347; lekki  doradzi&#322;a Samantha, zsuwaj&#261;c si&#281; z lady.

Tak, lekki.

Dochodzi&#322;a p&#243;&#322;noc, kiedy Claire, niespokojna, podenerwowana wysz&#322;a spod cienkiej ko&#322;dry, nie zapalaj&#261;c lampy, narzuci&#322;a szlafrok, boso przemkn&#281;&#322;a korytarzem obok otwartych drzwi pokoi &#347;pi&#261;cych dzieci i zesz&#322;a na d&#243;&#322;. W m&#243;zgu wirowa&#322;y jej obrazy Kanea, Harleya i Paula, jak gdyby porwa&#322;o ich tornado. Postacie kr&#261;&#380;y&#322;y coraz szybciej, przyprawiaj&#261;c j&#261; o zawr&#243;t g&#322;owy.

Zatrzyma&#322;a si&#281; w kuchni, &#380;eby wzi&#261;&#263; zapa&#322;ki, i przez oszklone drzwi jadalni wybieg&#322;a na zaro&#347;ni&#281;t&#261; &#347;cie&#380;k&#281;, prowadz&#261;c&#261; w stron&#281; jeziora. Przystawa&#322;a tylko po to, by zapala&#263; powsadzane w trzymetrowych odst&#281;pach cytronowe pochodnie, kt&#243;re mia&#322;y odstrasza&#263; natr&#281;tne komary.

Zapa&#322;ka zaiskrzy&#322;a po&#347;r&#243;d nocy i po chwili rozb&#322;ys&#322;o sze&#347;&#263; pochodni rozsy&#322;aj&#261;cych s&#322;odko-cierpki zapach. Usiad&#322;a na ostatniej desce molo, opuszczaj&#261;c stopy nad wod&#281;, i zadar&#322;a g&#322;ow&#281;. Na niebie migota&#322;y miliony gwiazd, a srebrna moneta ksi&#281;&#380;yca wisia&#322;a ponad jeziorem i odbija&#322;a si&#281; w czarnej wodzie. Ryby skaka&#322;y, naruszaj&#261;c g&#322;adk&#261; tafl&#281; wody, &#347;wierszcze cyka&#322;y, niedaleko cicho pohukiwa&#322;a sowa.

Claire zawsze uwielbia&#322;a tu by&#263;. Mimo wszystkich z&#322;ych wspomnie&#324; z dzieci&#324;stwa i b&#243;lu po &#347;mierci Harleya Taggerta znajdowa&#322;a ogromny spok&#243;j w tym domu i na brzegu jeziora Arrowhead. Jej spojrzenie pomkn&#281;&#322;o na przeciwleg&#322;y brzeg, gdzie sta&#322;a chata Morana. W oknach pali&#322;y si&#281; &#347;wiat&#322;a. Zastanawia&#322;a si&#281;, co robi Kane. Pisze t&#281; przekl&#281;t&#261; ksi&#261;&#380;k&#281;? Zag&#322;&#281;bia si&#281; w przesz&#322;o&#347;&#263;? Odkrywa mroczne tajemnice, kt&#243;re raczej powinny odej&#347;&#263; w niepami&#281;&#263;? Poczu&#322;a uk&#322;ucie w sercu. Kiedy&#347; kocha&#322;a go tak nami&#281;tnie, &#380;e a&#380; bezrozumnie. Mia&#322; w sobie co&#347;, co rzuca&#322;o j&#261; na kolana, co zag&#322;usza&#322;o rozs&#261;dek i pobudza&#322;o instynkt. Gotowa by&#322;a po&#347;wi&#281;ci&#263; wszystko, nawet upart&#261; dum&#281;, byle by&#263; przy nim.

Idiotka  mrukn&#281;&#322;a pod nosem. &#379;aden m&#281;&#380;czyzna nie jest wart, &#380;eby dla niego po&#347;wi&#281;ca&#263; godno&#347;&#263;. &#379;aden. Ale nawet w chwili, kiedy to pomy&#347;la&#322;a, mia&#322;a ochot&#281; ca&#322;owa&#263; Kanea, pie&#347;ci&#263; go, czu&#263; dotyk jego twardego m&#281;skiego cia&#322;a.

Przesta&#324;  sykn&#281;&#322;a przez z&#281;by rozgniewana na sam&#261; siebie za te niesforne my&#347;li.  Nie jeste&#347; ju&#380; nastolatk&#261;. Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, masz ponad trzydzie&#347;ci lat! Jeste&#347; matk&#261;! Ju&#380; nieraz zrani&#322; ci&#281; m&#281;&#380;czyzna.  &#379;a&#322;owa&#322;a, &#380;e nie jest jak Miranda, silna, niezale&#380;na, odwa&#380;na. Czasem czu&#322;a si&#281; jak ma&#322;a dziewczynka.  Na Boga, Claire, we&#378; si&#281; w gar&#347;&#263;  westchn&#281;&#322;a i palcami n&#243;g musn&#281;&#322;a ch&#322;odn&#261; wod&#281;. Zacisn&#281;&#322;a pasek szlafroka.

Dawno temu ukry&#322;a mi&#322;o&#347;&#263; do Kanea na dnie serca. Odwr&#243;ci&#322;a si&#281; plecami do pierwotnych instynkt&#243;w, kt&#243;re w niej budzi&#322;. Przecie&#380; nie mieli szans na to, &#380;eby by&#263; razem. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e los ich rozdzieli&#322; na zawsze. Po &#347;mierci Harleya Kane poszed&#322; do wojska, a ona r&#243;wnie&#380; wyjecha&#322;a z Chinook, uciekaj&#261;c od b&#243;lu i z&#322;ych wspomnie&#324;. Wysz&#322;a za Paula St. Johna, cz&#322;owieka, kt&#243;rego w&#322;a&#347;ciwie nigdy nie kocha&#322;a. Obieca&#322; jej, &#380;e si&#281; ni&#261; zaopiekuje. Mia&#322;a siedemna&#347;cie lat, kiedy go pozna&#322;a w miejscowym collegeu, gdzie on wyk&#322;ada&#322; angielski, a ona przygotowywa&#322;a si&#281; do egzaminu. Kiedy&#347; siedzia&#322;a na &#322;aweczce na dziedzi&#324;cu szkolnym i p&#322;aka&#322;a, a on podszed&#322; do niej i zaoferowa&#322; chusteczk&#281; oraz silne rami&#281;, na kt&#243;rym mo&#380;na si&#281; oprze&#263;. Claire nie zwyk&#322;a przyjmowa&#263; pomocy od nieznajomych i nieskora by&#322;a z niej skorzysta&#263;, ale w&#322;a&#347;nie wysz&#322;a z kliniki, gdzie si&#281; dowiedzia&#322;a, &#380;e jest w ci&#261;&#380;y. Na domiar z&#322;ego by&#322;a sama. Miranda ju&#380; wyjecha&#322;a do collegeu. Dominique, kt&#243;ra d&#322;u&#380;ej nie mog&#322;a znie&#347;&#263;, &#380;e jej m&#261;&#380; ugania&#322; si&#281; za innymi kobietami, i wiecznie straszy&#322;a go rozwodem, w ko&#324;cu zabra&#322;a Tess&#281; i uciek&#322;a do Europy. Dutch nigdy nie mia&#322; wsp&#243;lnego j&#281;zyka z Claire. Harley nie &#380;y&#322;, Kane by&#322; w wojsku. Ona wraz z dzieckiem by&#322;a bole&#347;nie osamotniona. Pomijaj&#261;c &#380;yczliwo&#347;&#263; Paula St. Johna.

Naiwnie przela&#322;a na niego swoje uczucia. Skromne oszcz&#281;dno&#347;ci wyczerpywa&#322;y si&#281;, a praca kelnerki na p&#243;&#322; etatu w restauracji, gdzie musia&#322;a sk&#322;ama&#263;, &#380;e jest pe&#322;noletnia, ledwie wystarcza&#322;a na op&#322;acenie czynszu. Jedyn&#261; jej nadziej&#261; by&#322;o stawi&#263; czo&#322;o gro&#378;nemu tacie, kt&#243;ry prawdopodobnie wyrzuci&#322;by j&#261; za drzwi i nazwa&#322; dziwk&#261;, dowiedziawszy si&#281;, &#380;e nosi w &#322;onie ma&#322;ego Taggerta.

Paul z bli&#380;ej nieznanego powodu by&#322; zaintrygowany ni&#261; oraz jej ci&#261;&#380;&#261;. Mo&#380;e poci&#261;ga&#322;a go w niej w&#322;a&#347;nie bezradno&#347;&#263;, a mo&#380;e po prostu m&#322;odo&#347;&#263;  nie sko&#324;czy&#322;a jeszcze osiemnastu lat. Mo&#380;liwe, &#380;e mia&#322; nadziej&#281;, i&#380; odziedziczy cz&#281;&#347;&#263; fortuny Holland&#243;w. Bez wzgl&#281;du na to, co nim kierowa&#322;o, przygarn&#261;&#322; j&#261;, zaproponowa&#322; &#347;lub i obieca&#322;, &#380;e pomo&#380;e jej sko&#324;czy&#263; szko&#322;&#281; &#347;redni&#261; i college. Mia&#322; trzydzie&#347;ci lat, wi&#281;c by&#322; o wiele bardziej do&#347;wiadczony &#380;yciowo, a ona desperacko potrzebowa&#322;a kogo&#347;, komu mog&#322;aby zaufa&#263;. Kogokolwiek. M&#243;g&#322; to nawet by&#263; kto&#347; obcy, kogo prawie nie zna&#322;a. My&#347;la&#322;a, &#380;e b&#281;dzie mog&#322;a si&#281; na nim oprze&#263;, przez wiele lat nie u&#347;wiadamia&#322;a sobie, jak bardzo si&#281; pomyli&#322;a.

Kiedy urodzi&#322; si&#281; Sean, Paul udawa&#322;, &#380;e jest naturalnym ojcem dziecka, a Claire chcia&#322;a, &#380;eby wszystko wygl&#261;da&#322;o jak najnormalniej, wi&#281;c sk&#322;ama&#322;a, przesuwaj&#261;c o trzy miesi&#261;ce dat&#281; urodzin ma&#322;ego, tak aby nikt, nawet siostry, nie domy&#347;li&#322; si&#281;, &#380;e to dziecko Harleya Taggerta. Przynajmniej my&#347;la&#322;a, &#380;e to jego syn. Nikt z rodziny nie widzia&#322; niemowl&#281;cia przed uko&#324;czeniem pierwszego roku &#380;ycia, wi&#281;c nie by&#322;o &#380;adnych pyta&#324;. Sean wydawa&#322; si&#281; wi&#281;kszy, inteligentniejszy i szybciej si&#281; rozwija&#322; ni&#380; inne dzieci w jego wieku.

Claire przela&#322;a ca&#322;&#261; mi&#322;o&#347;&#263; na synka, a my&#347;l o tym, &#380;e ma&#322;y jest &#380;yw&#261;, oddychaj&#261;c&#261; cz&#261;stk&#261; Harleya, czyni&#322;a go jeszcze cenniejszym w jej oczach. Ale kiedy podr&#243;s&#322;, sta&#322;o si&#281; oczywiste, &#380;e w jego &#380;y&#322;ach nie p&#322;ynie ani kropelka krwi Taggert&#243;w.

Prze&#380;y&#322;a wstrz&#261;s, kiedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e ten ma&#322;y &#322;obuziak to wypisz-wymaluj wizerunek Kanea Morana. Tym bardziej go kocha&#322;a. Dzi&#281;ki temu ona niemal sta&#322;a si&#281; cz&#261;stk&#261; tego postrzele&#324;ca, kt&#243;rego dane jej by&#322;o kiedy&#347; kocha&#263;. Zawsze b&#281;dzie blisko Kanea i mo&#380;e pewnego dnia mo&#380;e kiedy&#347; ich drogi zn&#243;w si&#281; zejd&#261; i powie mu, jakiego maj&#261; wspania&#322;ego, przystojnego syna.

Przez pierwsze trzy lata &#322;atwo przychodzi&#322;o Claire k&#322;ama&#263; w sprawie ojcostwa dziecka i ponownie zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;. Urodzi&#322;a si&#281; Samantha. &#379;ycie mo&#380;e nie uk&#322;ada&#322;o si&#281; najlepiej, ale za to czu&#322;a si&#281; spe&#322;niona jako matka. Paul ju&#380; nie po&#347;wi&#281;ca&#322; jej tyle uwagi, co kiedy&#347;, lecz przypisywa&#322;a to jego licznym obowi&#261;zkom zawodowym. Myli&#322;a si&#281;. Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e bardzo.

W trzecim trymestrze ci&#261;&#380;y z Samantha Claire po raz pierwszy us&#322;ysza&#322;a o niewierno&#347;ci m&#281;&#380;a. Jeden z jego koleg&#243;w wygada&#322; si&#281;, &#380;e Paul si&#281; spotyka z kole&#380;ank&#261; z pracy. Od tej chwili ich ma&#322;&#380;e&#324;stwo powoli zacz&#281;&#322;o si&#281; chwia&#263;, a&#380; w ko&#324;cu zupe&#322;nie leg&#322;o w gruzach.

Claire i Paul od lat &#380;yli w separacji, ale do rozwodu dosz&#322;o dopiero po incydencie sprzed roku, kiedy Paul, odwiedzaj&#261;c syna, spotka&#322; jego dziewczyn&#281; Jessic&#281; Stewart i uwi&#243;d&#322; j&#261;.

Zn&#243;w zrobi&#322;o jej si&#281; niedobrze, jak zawsze na wspomnienie m&#281;&#380;a, kt&#243;ry uprawia&#322; seks z dziewczynk&#261; zbyt m&#322;od&#261;, by rozpocz&#261;&#263; wsp&#243;&#322;&#380;ycie.

Nie my&#347;l o tym, skarci&#322;a si&#281;, zn&#243;w spojrza&#322;a na chat&#281; Morana i wr&#243;ci&#322;a do rozmy&#347;la&#324; o Kanie. Czy jest w domu? Serce zacz&#281;&#322;o mocniej bi&#263;. Zamkn&#281;&#322;a oczy. Po co o nim my&#347;le&#263;? Bez wzgl&#281;du na to, co ich &#322;&#261;czy&#322;o  niewinna mi&#322;o&#347;&#263; czy te&#380; pierwotna &#380;&#261;dza  to co&#347; dawno min&#281;&#322;o.

Rzuci&#322; palenie ju&#380; sze&#347;&#263; lat temu, ale teraz, kiedy patrzy&#322; na pochodnie p&#322;on&#261;ce po drugiej stronie jeziora, zachcia&#322;o mu si&#281; papierosa. I to bardzo. Z&#322;ociste pochodnie przywo&#322;ywa&#322;y go ku nieznanym, niebezpiecznym wodom jak radiolatarnia wskazuj&#261;ca pilotowi w&#322;a&#347;ciw&#261; drog&#281;.

Bardzo dobrze wiedzia&#322;, &#380;e pope&#322;nia niewybaczalny b&#322;&#261;d, a mimo to odcumowa&#322; star&#261; motor&#243;wk&#281;, odepchn&#261;&#322; si&#281; od pomostu i w&#322;&#261;czy&#322; silnik. Mocno trzymaj&#261;c ster, szarpn&#261;&#322; link&#281; rozrusznika. Dwunastokonna Evnirude zaskrzypia&#322;a, prychn&#281;&#322;a, a&#380; wreszcie silnik zapali&#322; i &#322;&#243;d&#378; nabra&#322;a szybko&#347;ci. Przecina&#322;a wod&#281;, zostawiaj&#261;c za sob&#261; bia&#322;&#261; fal&#281;. Wiatr gwizda&#322; Kaneowi we w&#322;osach, a r&#281;ce poci&#322;y si&#281; na sterze.

Ca&#322;e popo&#322;udnie rozmawia&#322; ze &#347;wiadkami i dowiedzia&#322; si&#281; mniej, ni&#380; si&#281; spodziewa&#322;. Porzuci&#322; wi&#281;c my&#347;l o ponownym spotkaniu z Claire. Nie by&#322; jeszcze got&#243;w. Zbyt wiele rzeczy wci&#261;&#380; go w niej intrygowa&#322;o. W jej obecno&#347;ci trudno mu b&#281;dzie zdoby&#263; si&#281; na obiektywizm. Zamiast by&#263; twardym, pewnym siebie reporterem, z determinacj&#261; d&#261;&#380;&#261;cym do zdobycia informacji  a szczyci&#322; si&#281; tak&#261; w&#322;a&#347;nie opini&#261;  wraca&#322; zn&#243;w do tych szczeni&#281;cych lat, kiedy jak dziki ogier zrobi&#322;by wszystko, &#380;eby kocha&#263; si&#281; z Claire Holland. Niby rogaty nastolatek nie spa&#322; po ca&#322;ych nocach, dotykaj&#261;c si&#281; i wyobra&#380;aj&#261;c sobie, &#380;e wodzi j&#281;zykiem po ca&#322;ym jej ciele, li&#380;e jej brzuch i plecy, ca&#322;uje jej rudobr&#261;zowe, zroszone k&#281;dziory na &#322;onie, zapami&#281;tale wk&#322;ada j&#281;zyk w tajemne kobiece miejsce. W duchu rozbiera&#322; j&#261; do naga, ca&#322;owa&#322; jej piersi, a&#380; nabrzmiewa&#322;y pod jego d&#322;oni&#261;, a potem ssa&#322; je jak ma&#322;e dziecko, dop&#243;ki nie zaczyna&#322;a dr&#380;e&#263; i p&#322;on&#261;&#263; takim samym po&#380;&#261;daniem, jakie buzowa&#322;o w jego &#380;y&#322;ach.

Te stare fantazje ostatnio o&#380;y&#322;y i on, zawsze opanowany, ch&#322;odny dziennikarz, kt&#243;ry nigdy nie pozwala&#322; kobietom za bardzo zbli&#380;y&#263; si&#281; do swojego serca, zn&#243;w sta&#322; si&#281; sfrustrowanym, narwanym nastolatkiem.

Cholera  burkn&#261;&#322;. Papieros nie rozwi&#261;&#380;e problemu. Ani butelka whisky, ani te&#380; inna kobieta. Jedynie przespanie si&#281; z Claire St. John mog&#322;o zaspokoi&#263; ten g&#322;&#243;d.

Ogie&#324; pochodni p&#322;on&#261;&#322; coraz ja&#347;niej, ich zapach unosi&#322; si&#281; pod niebo w rozproszonym ob&#322;oku dymu. Claire siedzia&#322;a na pomo&#347;cie, mocz&#261;c w wodzie smuk&#322;e nogi. Mia&#322;a na sobie jak&#261;&#347; l&#347;ni&#261;c&#261; szat&#281;.

Zgasi&#322; silnik i &#322;&#243;d&#378; powoli przysuwa&#322;a si&#281; do molo. Claire przygl&#261;da&#322;a mu si&#281;, w jej oczach odbija&#322;a si&#281; ksi&#281;&#380;ycowa po&#347;wiata, twarz mia&#322;a bez makija&#380;u.

Okr&#281;ci&#322; cum&#281; wok&#243;&#322; pr&#243;chniej&#261;cego palika i wskoczy&#322; na pomost.

Nielegalnie wkraczasz na cudzy teren  powiedzia&#322;a jak przed laty. Bo&#380;e, ona jest niesamowita!

Na to wychodzi, kiedy jeste&#347; niedaleko.

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko i usiad&#322; przy niej plecami do wody, wyci&#261;gaj&#261;c nogi na pomo&#347;cie. Wpatrywa&#322; si&#281; w jej twarz.

Nigdy nie umia&#322;em si&#281; z tego wyzwoli&#263;.

Pakujesz si&#281; w k&#322;opoty.

Ju&#380; si&#281; wpakowa&#322;em.  Samo spojrzenie na ni&#261; rozgrza&#322;o mu krew.

Wi&#281;c dlaczego tu jeste&#347;?  Wbi&#322;a &#347;widruj&#261;cy wzrok w jego oczy.

Nie mog&#322;em zasn&#261;&#263; i zobaczy&#322;em &#347;wiat&#322;a.

Przechyli&#322;a g&#322;ow&#281; i patrz&#261;c na deski, przesun&#281;&#322;a po nich palcami.

Wi&#281;c nie jeste&#347; tu po to, &#380;eby odgrzeba&#263; troch&#281; brud&#243;w mojego ojca i opisa&#263; je w ksi&#261;&#380;ce?

Po prostu szukam prawdy.

Czy&#380;by?  pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; i westchn&#281;&#322;a.  Nieprawda, Kane. Nosisz si&#281; z czym&#347; w rodzaju wendety.

Chcia&#322; zaprzecza&#263;, ale ugryz&#322; si&#281; w j&#281;zyk. Mia&#322; ju&#380; do&#347;&#263; k&#322;amstw.

O co chodzi? Dlaczego nas tak nienawidzisz?  spyta&#322;a.

Nie nienawidz&#281; was.

Nie?  Odwracaj&#261;c si&#281; ty&#322;em do jeziora, wyj&#281;&#322;a nogi na pomost, opryskuj&#261;c deski pomostu i ramiona Kanea. Nieopatrznie musn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; jego rami&#281;.

Dlaczego nas nie zostawisz w spokoju?

Mam swoje powody.

Sam m&#243;wi&#322;e&#347;, &#380;e nie chodzi ci o pieni&#261;dze. Wi&#281;c o co?  spyta&#322;a, z&#281;by jej b&#322;ysn&#281;&#322;y, w oczach by&#322; &#380;ar.

Trzeba co&#347; z tym zrobi&#263;.

Podstawi&#263; nog&#281; mojemu ojcu, &#380;eby nie m&#243;g&#322; kandydowa&#263; na gubernatora?  spyta&#322;a, marszcz&#261;c brwi.  Chyba nie tylko o to chodzi. Dlaczego mia&#322;oby ci na tym a&#380; tak zale&#380;e&#263;?

Wracamy do przesz&#322;o&#347;ci, ja i tw&#243;j tata.

Do wypadku twojego ojca?  spyta&#322;a. Nie odpowiedzia&#322; natychmiast, wi&#281;c obejrza&#322;a si&#281; za siebie i spojrza&#322;a na jezioro.  Nie broni&#281; Dutcha. Nigdy nigdy nie by&#322; doskona&#322;y, a to, co zrobi&#322; twojemu tacie, by&#322;o niewybaczalne.

Nie znasz nawet po&#322;owy z tego, co mu zrobi&#322;.

Nie znam?  Przeszy&#322;a go szeroko otwartymi rozpalonymi oczami. Teraz jej ko&#347;ci policzkowe wydawa&#322;y si&#281; jeszcze bardziej wydatne, a na ustach wci&#261;&#380; l&#347;ni&#322;y kropelki wody. Wszystko to stawia&#322;o pod znakiem zapytania uroczyst&#261; przysi&#281;g&#281;, kt&#243;r&#261; sobie z&#322;o&#380;y&#322;: &#380;e jej nigdy wi&#281;cej nie dotknie i ju&#380; nie przekroczy tej bolesnej granicy. Kiedy tak na ni&#261; patrzy&#322;, stopniowo krusza&#322;a &#347;ciana, kt&#243;r&#261; zbudowa&#322; pomi&#281;dzy sob&#261; i ni&#261;. Obrazy, kt&#243;re niegdy&#347; go n&#281;ka&#322;y po nocach, przedstawiaj&#261;ce j&#261; nag&#261; w jego ramionach, stawa&#322;y si&#281; coraz bardziej realne, osi&#261;galne. Czu&#322; zapach jej sk&#243;ry, powiew perfum. Jego l&#281;d&#378;wie zmieni&#322;y si&#281; we wrz&#261;cy kocio&#322;.

Wiem, &#380;e wiele lat temu tw&#243;j ojciec zap&#322;aci&#322; by&#322;emu wi&#281;&#378;niowi, &#380;eby go tu przyci&#261;gn&#261;&#322;. Ten cz&#322;owiek pom&#243;g&#322; mu w&#322;ama&#263; si&#281; do domu, a potem obaj pi&#322;ami &#322;a&#324;cuchowymi okroili s&#322;upki z dzie&#322; sztuki.

Kane zastyg&#322; w bezruchu, oszo&#322;omiony.

Co takiego?

Tak jest, Moran. Tw&#243;j stary wszed&#322; do tego domu i zrobi&#322; z niego szop&#281;. Dutch nie pozwa&#322; go do s&#261;du tylko dlatego, &#380;e ba&#322; si&#281; narazi&#263; na z&#322;&#261; pras&#281;. Uczyni&#322;aby jedynie z twojego ojca ubogiego, nieszcz&#281;&#347;liwego kaleki, ofiar&#281; ca&#322;ego zaj&#347;cia. M&#281;czennika. Wi&#281;c spraw&#281; wyciszono i zapomniano  Westchn&#281;&#322;a i zdmuchn&#281;&#322;a kosmyki w&#322;os&#243;w z oczu.  Ale teraz to i tak nie jest wa&#380;ne  doda&#322;a.  Ojciec naprawia s&#322;upki, bo my tu jeste&#347;my i C&#243;&#380;, chyba rozumiem, dlaczego tw&#243;j tata by&#322; w&#347;ciek&#322;y, dlaczego nas nienawidzi&#322;.

Nie was, tylko Dutcha.

Podobnie jak ty.

Mi&#281;sie&#324; na twarzy Kanea zadrga&#322;, ale rozlu&#378;ni&#322; si&#281;, kiedy Claire po&#322;o&#380;y&#322;a r&#281;k&#281; na jego d&#322;oni.

S&#322;uchaj, nie chcia&#322;am ci skoczy&#263; do gard&#322;a. Wiem, &#380;e tw&#243;j tata nie &#380;yje i przykro mi.

Tam mu jest lepiej  powiedzia&#322; Kane, a jej mi&#281;kkie palce g&#322;aska&#322;y wn&#281;trze jego d&#322;oni.

Zabra&#322;a d&#322;o&#324;, jak gdyby u&#347;wiadomi&#322;a sobie, jak to na niego dzia&#322;a.

Przepraszam.

Nie przepraszaj. Za &#380;ycia by&#322; roz&#380;alonym sukinsynem. Mo&#380;e teraz znalaz&#322; spok&#243;j.  Ale Kane w to nie wierzy&#322;. Dusza Hamptona Morana z pewno&#347;ci&#261; doznaje podobnych m&#281;czarni na tamtym &#347;wiecie, jakich doznawa&#322;a na tym. Nadal szaleje z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci. Jeszcze przed wypadkiem by&#322; cz&#322;owiekiem pe&#322;nym gniewu i kompleks&#243;w, a kiedy zosta&#322; przykuty do w&#243;zka inwalidzkiego, swoim malkontenctwem i zazdro&#347;ci&#261; got&#243;w by&#322; wywierci&#263; dziur&#281; w ziemi. Tak bardzo si&#281; rozpi&#322;, &#380;e &#380;ona ju&#380; nie mog&#322;a z nim wytrzyma&#263;, a w synu powoli gas&#322;y ostatnie iskry szacunku i mi&#322;o&#347;ci, jakimi darzy&#322; ten strz&#281;p cz&#322;owieka.

Nie dam si&#281; wykorzysta&#263;  powiedzia&#322;a p&#243;&#322;szeptem.

Wykorzysta&#263;?

Przez ciebie. Dla potrzeb twojej ksi&#261;&#380;ki. Wiem, &#380;e w&#281;szysz wok&#243;&#322; nas, grzebiesz w naszej przesz&#322;o&#347;ci. Ale je&#347;li przyjecha&#322;e&#347; tu w nadziei, &#380;e odkryj&#281; przed tob&#261; jakie&#347; wielkie tajemnice dotycz&#261;ce tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Harley, to si&#281; rozczarujesz.

Przyjecha&#322;em tu, &#380;eby zobaczy&#263; si&#281; z tob&#261;  odpar&#322;. Sam by&#322; zadziwiony w&#322;asn&#261; szczero&#347;ci&#261;.  Chcia&#322;em wpa&#347;&#263; wcze&#347;niej, &#380;eby pogada&#263; z tob&#261; o przesz&#322;o&#347;ci, ale by&#322;em zbyt zm&#281;czony. A potem zobaczy&#322;em te pochodnie i  urwa&#322;, &#380;eby nie powiedzie&#263; za du&#380;o. Zanim zdo&#322;a&#322; si&#281; opanowa&#263;, podni&#243;s&#322; r&#281;k&#281; i obj&#261;&#322; g&#322;ow&#281; Claire, przybli&#380;aj&#261;c jej twarz do swojej.

Kane, nie  wyrzek&#322;a z trudem.  Nie mog&#281;

Ale by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Jego usta zamkn&#281;&#322;y si&#281; na jej wargach. Da&#322; si&#281; ponie&#347;&#263; wspomnieniom o tym, jak to jest by&#263; z ni&#261;, dotyka&#263; jej, splata&#263; jej cia&#322;o z w&#322;asnym cia&#322;em. Obj&#261;&#322; j&#261; i przytuli&#322; do siebie. Jej oddech by&#322; tak samo urywany jak jego. Na piersi czu&#322; &#322;opotanie jej serca.

Claire  wyszepta&#322;  Claire.

J&#281;kn&#281;&#322;a, otwieraj&#261;c usta, zapraszaj&#261;c go do &#347;rodka. J&#281;zykiem dotkn&#261;&#322; jej z&#281;b&#243;w i twardego podniebienia, a&#380; w ko&#324;cu natrafi&#322; na jej j&#281;zyk i zata&#324;czy&#322; z nim zmys&#322;owe, wilgotne bolero, kt&#243;re wywo&#322;a&#322;o bolesn&#261; erekcj&#281;.

Poczu&#322;, &#380;e jej cia&#322;o dr&#380;y. Rozchyli&#322; b&#322;yszcz&#261;cy szlafrok i zacz&#261;&#322; rozpina&#263; guziki koszuli nocnej.

Kane Ooo  Jego palce w&#347;lizgn&#281;&#322;y si&#281; pod mi&#281;kk&#261; tkanin&#281; i odnalaz&#322;y piersi, nabrzmia&#322;e i gor&#261;ce, z napi&#281;tymi, czekaj&#261;cymi sutkami.  Prosz&#281;  Jedn&#261; r&#281;k&#261; &#347;cisn&#261;&#322; j&#261; za w&#322;osy, a drug&#261; g&#322;aska&#322; piersi i rozchyla&#322; szlafrok. Patrzy&#322; w ol&#347;nieniu na cudowne piersi, kiedy zapi&#281;cie si&#281; jeszcze bardziej rozwar&#322;o, ujrza&#322; napi&#281;te mi&#281;&#347;nie smuk&#322;ej talii i rozkoszne zag&#322;&#281;bienie p&#281;pka, a ni&#380;ej rudawe k&#281;dziory u zbiegu n&#243;g.

J&#281;kn&#261;&#322; i osun&#261;&#322; si&#281; ni&#380;ej, &#380;eby uca&#322;owa&#263; jej piersi. Wygi&#281;&#322;a si&#281; i ju&#380; wiedzia&#322;, &#380;e pragnie go tak samo jak on jej.

Obj&#281;&#322;a jego g&#322;ow&#281; i mocno przytuli&#322;a. Otworzy&#322; wyg&#322;odnia&#322;e usta i zacz&#261;&#322; ssa&#263;. Zacz&#281;&#322;a dysze&#263;, wi&#263; si&#281; pod nim. Nie broni&#322;a si&#281;, r&#243;wnie&#380; nie mog&#261;c si&#281; oprze&#263; pragnieniu. Jej usta zwar&#322;y si&#281; z jego ustami. Jedn&#261; r&#281;k&#261; przesun&#261;&#322; po g&#322;adkiej tkaninie szlafroka, dotkn&#261;&#322; jej brzucha i si&#281;gn&#261;&#322; dalej, w d&#243;&#322;, a&#380; palcami wyczu&#322; &#322;ono. Cicho krzykn&#281;&#322;a, gdy w&#347;lizgn&#261;&#322; d&#322;o&#324; pomi&#281;dzy uda, by przesun&#261;&#263; j&#261; wy&#380;ej, a&#380; po mi&#281;kkie niebo jej &#378;r&#243;de&#322;ka. Zadr&#380;a&#322;a, gwa&#322;townie odchyli&#322;a g&#322;ow&#281; i da&#322;a si&#281; porwa&#263; nurtowi jego pieszczot.

Kane  krzykn&#281;&#322;a, gdy pog&#322;&#281;bia&#322; dotyk, jak gdyby zdawa&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e dotarli do punktu, z kt&#243;rego nie ma odwrotu. Zacisn&#281;&#322;a palce na jego ramionach.  O, nie  szepn&#281;&#322;a, u&#347;wiadomiwszy sobie, gdzie jest i z kim.  Nie, nie, nie!

Zamar&#322; w bezruchu. Jego palce wci&#261;&#380; tkwi&#322;y wewn&#261;trz jej tajemnego schronu.

O Bo&#380;e! Nie, nie!  Odsun&#281;&#322;a si&#281; od niego i wyda&#322;a z siebie l&#281;k agonii.  Kane, prosz&#281; Nie mo&#380;emy tak po prostu Bo&#380;e, jestem matk&#261; Jestem za stara, aby

Sza  Uciszy&#322; j&#261;, tul&#261;c j&#261; mocno w ramionach i zamykaj&#261;c jej usta swoimi ustami. Jego krocze by&#322;o ju&#380; w pogotowiu, pulsuj&#261;ca m&#281;sko&#347;&#263; gwa&#322;townie domaga&#322;a si&#281;, by si&#281; z ni&#261; zespoli&#263;, ale przygasi&#322; ten ogie&#324; i uspokoi&#322; oddech. U&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e Claire ma racj&#281;. Nie mog&#261; dope&#322;ni&#263; tego aktu. Nie teraz. Nigdy.  Przykro mi  powiedzia&#322;, gdy wreszcie zdo&#322;a&#322; wydoby&#263; z siebie g&#322;os.

Niech ci nie b&#281;dzie przykro.  Dr&#380;a&#322;a w jego ramionach.

Ale

Prosz&#281;.  Delikatnie poca&#322;owa&#322;a go w usta i uj&#281;&#322;a jego g&#322;ow&#281; w swoje d&#322;onie.  Wiem, co czujesz. Naprawd&#281; Ale zbyt wiele rzeczy nas dzieli, zbyt d&#322;ugi czas. Zbyt wiele wspomnie&#324;. B&#322;&#281;d&#243;w.  Zatrzepota&#322;a powiekami, jak gdyby chcia&#322;a op&#281;dzi&#263; si&#281; od &#322;ez i wy&#347;lizgn&#281;&#322;a si&#281; z jego u&#347;cisku.  Po prostu nie mog&#281; tego zrobi&#263; Jeszcze nie. Nawet ci&#281; nie znam.

Znasz mnie  powiedzia&#322;.  Pami&#281;tasz.

Tak.  &#321;zy sp&#322;ywa&#322;y po jej policzkach.  Pami&#281;tam.  Nerwowo obliza&#322;a &#322;zy, jakby koniecznie chc&#261;c mu co&#347; powiedzie&#263;, powierzy&#263; jak&#261;&#347; mroczn&#261;, bolesn&#261; tajemnic&#281;, ale nagle pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, wsta&#322;a i uciek&#322;a od niego co si&#322; w nogach.



2.

M&#243;wi&#281; ci, ten go&#347;&#263; nie ma &#380;adnej przesz&#322;o&#347;ci  powiedzia&#322; Pertillo i ci&#281;&#380;ko opad&#322; na jedno z krzese&#322; przed biurkiem Mirandy. Zn&#243;w stawi&#322;a si&#281; w pracy po ponadtygodniowym urlopie, na kt&#243;ry sobie pozwoli&#322;a, aby odzyska&#263; r&#243;wnowag&#281;. Nie &#380;yczy&#322;a sobie, &#380;eby jej ojciec czy kt&#243;ry&#347; z jego pomagier&#243;w, a zw&#322;aszcza Styles, sterowa&#322; jej &#380;yciem.  Wygl&#261;da to tak, jak gdyby Denver Styles w og&#243;le nie istnia&#322;. &#379;adnych danych na policji ani w komputerach, ani w ubezpieczeniach, ani w urz&#281;dzie skarbowym czy innym.  Si&#281;gn&#261;&#322; do kieszeni za ciasnego sportowego p&#322;aszcza i wyj&#261;&#322; paczk&#281; owocowej gumy do &#380;ucia.  Mnie si&#281; wydaje, &#380;e jego nazwisko jest wymy&#347;lone. To jaki&#347; pseudonim.

Miranda siedzia&#322;a nad stosem &#347;wie&#380;ej korespondencji i dokument&#243;w dotycz&#261;cych aktualnych spraw rozpatrywanych przez prokuratur&#281;. Dr&#380;a&#322;a. Dotkn&#281;&#322;a blizny na szyi i zastanawia&#322;a si&#281;, kim jest najnowszy pracownik ojca.

Sk&#261;d tw&#243;j stary go wytrzasn&#261;&#322;?

Nie chce powiedzie&#263;.

Hm. Prawdopodobnie nie z ksi&#261;&#380;ki telefonicznej.  Pertillo rozpakowa&#322; plasterek gumy i &#322;adnie go zwin&#261;&#322;, zanim w&#322;o&#380;y&#322; do ust.

Te&#380; tak my&#347;l&#281;.

Mo&#380;liwe, &#380;e Styles ma jakie&#347; powi&#261;zania ze &#347;wiatem przest&#281;pczym.

Nie przypuszczam, &#380;e jest gangsterem, je&#347;li to chcia&#322;e&#347; zasugerowa&#263;  powiedzia&#322;a Miranda, przywo&#322;uj&#261;c z pami&#281;ci obraz Denvera Stylesa. Przystojny, ch&#322;odny, arogancki i jeszcze co&#347; No tak: uparty. Nie w&#261;tpi&#322;a, &#380;e je&#347;li Styles ju&#380; raz co&#347; postanowi, to dopnie swego. Bez fa&#322;szywych krok&#243;w. Nerwowo przygryz&#322;a warg&#281;. Niepokoi&#322; j&#261;, i to bardzo.

C&#243;&#380;, je&#347;li nie jest zwi&#261;zany z mafi&#261;, to ma jakie&#347; inne powi&#261;zania. Za&#322;o&#380;&#281; si&#281; o kup&#281; szmalu, &#380;e to nie s&#261; zbyt wysokie koneksje, chyba domy&#347;lasz si&#281;, o co mi chodzi. Szychy maj&#261; adresy, numery telefonu, polisy ubezpieczeniowe na samochody i psy. S&#261; zarejestrowane w jednostkach militarnych i s&#322;u&#380;bach specjalnych. Ten go&#347;&#263;, Styles, jest jak duch.  Wyplu&#322; gum&#281; i podrapa&#322; si&#281; po policzku.  Ale nie mam zamiaru da&#263; za wygran&#261;  obieca&#322;.  Tak czy siak dowiem si&#281;, kto to jest i co robi w&#347;r&#243;d ludzi twojego starego.

W jaki spos&#243;b chcesz tego dokona&#263;?

B&#281;d&#281; za nim &#322;azi&#322;, je&#347;li trzeba.  Br&#261;zowe oczy zaiskrzy&#322;y. By&#322; podekscytowany wyzwaniem na swoj&#261; miar&#281;.  Chc&#281; si&#281; dowiedzie&#263;, sk&#261;d si&#281; wzi&#261;&#322; ten typ.

Ja te&#380;.  Miranda my&#347;la&#322;a na g&#322;os. Wzi&#281;&#322;a do r&#281;ki o&#322;&#243;wek i zacz&#281;&#322;a nim lekko stuka&#263; o ksi&#281;g&#281; le&#380;&#261;c&#261; na &#347;rodku biurka. Kto to jest ten Denver Styles? Co robi u ojca? Czy to jaki&#347; doradca polityczny? A mo&#380;e prywatny detektyw, kto&#347; w rodzaju p&#322;atnego &#380;o&#322;nierza, cz&#322;owiek, kt&#243;ry zrobi wszystko za odpowiedni&#261; sum&#281; pieni&#281;dzy Wybijaj&#261;c o&#322;&#243;wkiem rytm, podnios&#322;a wzrok. Zobaczy&#322;a, &#380;e Frank przygl&#261;da jej si&#281; z zaciekawieniem.  Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; straci&#322; za wiele czasu przez tego go&#347;cia. Musz&#281; si&#281; zaj&#261;&#263; innymi pracami tu, w biurze.

Prze&#347;wietl&#281; tego Stylesa na wylot  o&#347;wiadczy&#322; Pertillo.  To mo&#380;e by&#263; ciekawe.

I niebezpieczne, pomy&#347;la&#322;a Miranda przypominaj&#261;c sobie &#347;widruj&#261;ce szare oczy, zaci&#347;ni&#281;t&#261; szcz&#281;k&#281; i og&#243;ln&#261; aur&#281;, jak&#261; promieniowa&#322; ten cz&#322;owiek. Jak ju&#380; co&#347; postanowi, to ma tak by&#263; i kropka.

Nie tym razem.

D&#322;onie Claire trz&#281;s&#322;y si&#281;, kiedy nalewa&#322;a sobie kawy do fili&#380;anki. Jak mog&#322;a tak si&#281; wyg&#322;upi&#263;? Ca&#322;owa&#263; si&#281; z Kaneem Moranem. Pie&#347;ci&#263; go.

Pozwoli&#263;, by j&#261; pie&#347;ci&#322;. Nawet teraz, w kuchni, w blasku porannego s&#322;o&#324;ca czu&#322;a mrowienie w podbrzuszu, kiedy pomy&#347;la&#322;a o jego d&#322;oniach, ustach, j&#281;zyku i wspania&#322;ej celebracji, kt&#243;ra rzuci&#322;a j&#261; na kolana. Ma&#322;o brakowa&#322;o, a kocha&#322;aby si&#281; z nim. Jakby te lata, te wszystkie k&#322;amstwa i rany nie mia&#322;y miejsca.

Jakby nie by&#322; ojcem Seana.

Na Boga, i co teraz b&#281;dzie?

Idiotka z ciebie  mrukn&#281;&#322;a pod nosem, wsypuj&#261;c m&#261;k&#281; na nale&#347;niki do miski. Z impetem rozbi&#322;a dwa jajka i doda&#322;a mleka. Usi&#322;owa&#322;a skupi&#263; si&#281; na tym, co robi.

Wiele czasu up&#322;yn&#281;&#322;o od chwili, kiedy ostatni raz by&#322;a z m&#281;&#380;czyzn&#261;. Lata. Prawdopodobnie kierowa&#322;a ni&#261; po prostu desperacja, nic wi&#281;cej. Mieszaj&#261;c ciasto, wpatrywa&#322;a si&#281; w okno. Patrzy&#322;a na chat&#281; Kanea po drugiej stronie jeziora. Postanowi&#322;a zapomnie&#263; o tym, co ich kiedy&#347; &#322;&#261;czy&#322;o. On sta&#322; si&#281; innym cz&#322;owiekiem, ma zamiar zem&#347;ci&#263; si&#281; na jej rodzinie.

Nie ufaj mu. Jeste&#347; dla niego wy&#322;&#261;cznie &#378;r&#243;d&#322;em informacji potrzebnych do tej przekl&#281;tej ksi&#261;&#380;ki. Nie zapomnij o tym.

A jednak jej cia&#322;o omdlewa&#322;o na samo wspomnienie o nim.

Lej&#261;c ciasto na rozgrzan&#261; patelni&#281;, us&#322;ysza&#322;a lekkie kroki Samanthy na schodach. Nawet gdyby Paul nie da&#322; jej nic wi&#281;cej pr&#243;cz c&#243;rki, to i tak b&#322;ogos&#322;awi&#322;aby go za ten cudowny dar.

Sam wparowa&#322;a do kuchni. By&#322;a ju&#380; przebrana w str&#243;j k&#261;pielowy i nat&#322;uszczona olejkiem do opalania. Mia&#322;a ze sob&#261; koszyk pla&#380;owy, kt&#243;ry rzuci&#322;a na lad&#281;.

Gdzie jest Sean?

My&#347;l&#281;, &#380;e &#347;pi. Mo&#380;e go zbudzisz i powiesz mu, &#380;e &#347;niadanie ju&#380; prawie gotowe?

Nie ma go w &#322;&#243;&#380;ku. Ju&#380; sprawdza&#322;am.

Nie?  To dziwne. Sean s&#322;yn&#261;&#322; z tego, &#380;e spa&#322; do drugiej po po&#322;udniu.  Mo&#380;e wybra&#322; si&#281; na przeja&#380;d&#380;k&#281; konn&#261;?  Claire nagle targn&#261;&#322; niepok&#243;j.

Sam skrzywi&#322;a si&#281;.

On nie znosi koni.

Mia&#322;a racj&#281;. Claire wyjrza&#322;a przez okno. Wszystkie trzy konie sta&#322;y z pochylonymi &#322;bami i skuba&#322;y traw&#281;, uszami i ogonami op&#281;dzaj&#261;c si&#281; od natr&#281;tnych much.

To mo&#380;e poszed&#322; si&#281; przej&#347;&#263;.

Wcze&#347;nie rano? Z kim?

Z kim?  machinalnie powt&#243;rzy&#322;a Claire.

W&#322;a&#347;nie, z kim? Nie ma tu &#380;adnych znajomych.

B&#281;dzie ich mia&#322;, kiedy rozpocznie si&#281; rok szkolny. Sam przewr&#243;ci&#322;a oczami.

Jasne O mamo! Nale&#347;niki!

Znad patelni unosi&#322; si&#281; dym. Claire wyrzuci&#322;a pierwszy zw&#281;glony placek do kosza.

Nie mog&#322;aby&#347; przez chwilk&#281; popilnowa&#263; patelni?  poprosi&#322;a c&#243;rk&#281;.  Poszukam Seana.

Jasne.

Ledwie otworzy&#322;a drzwi, zobaczy&#322;a, &#380;e na podjazd wje&#380;d&#380;a d&#380;ip. Serce w niej zamar&#322;o. Kane prowadzi&#322;, a na siedzeniu pasa&#380;era siedzia&#322; Sean. Mia&#322; buntowniczo wysuni&#281;ty podbr&#243;dek i opuszczone oczy. Claire na chwil&#281; zamar&#322;a w bezruchu. Czy Kane nie widzi, jak bardzo Sean jest do niego podobny? Prosty nos, cienkie wargi, szerokie ramiona i pogarda dla &#347;wiata. Zwichrowany podrostek z niego. Wprawdzie Seanowi jeszcze troch&#281; brakuje do tego wcielonego diab&#322;a, jakim by&#322; Kane w jego wieku, ale jest na w&#322;a&#347;ciwej drodze, aby mu dor&#243;wna&#263;. R&#281;ce jej si&#281; zacz&#281;&#322;y poci&#263; i poczu&#322;a, &#380;e grunt si&#281; zapada pod jej stopami. Jak im to powie  kt&#243;remukolwiek z nich? Sean pot&#281;pi j&#261; za niskie morale. Nie tylko ukrywa&#322;a przed nim prawd&#281;, ale wr&#281;cz k&#322;ama&#322;a. Nigdy jej nie wybaczy.

Ani Kane. Co zrobi, kiedy si&#281; dowie, &#380;e Sean jest jego naturalnym synem? Upomni si&#281; o opiek&#281; nad nim? Nazwie j&#261; tani&#261; dziwk&#261;? A mo&#380;e otworzy przed synem ramiona i serce? Odchrz&#261;kn&#281;&#322;a i usi&#322;owa&#322;a skupi&#263; si&#281; na bie&#380;&#261;cej chwili.

Co, u licha?

Zanim jeszcze d&#380;ip na dobre si&#281; zatrzyma&#322;, Sean wyskoczy&#322; z pojazdu i ruszy&#322; w stron&#281; drzwi wej&#347;ciowych. Mia&#322; na sobie czarne d&#380;insy, dziurawy podkoszulek i znoszone adidasy. Claire zatrzyma&#322;a go na tarasie.

Co to ma znaczy&#263;?  spyta&#322;a.  Gdzie by&#322;e&#347;?

W miasteczku.  Usi&#322;owa&#322; j&#261; wymin&#261;&#263;, ale z&#322;apa&#322;a go za rami&#281;. Skrzywi&#322; nos i wyrwa&#322; si&#281;.

Co si&#281; sta&#322;o?  K&#261;tem oka zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e Kane spacerkiem podchodzi do tarasu, jak gdyby chcia&#322; poczeka&#263;, a&#380; rozm&#243;wi si&#281; z synem, i unikn&#261;&#263; mieszania si&#281; w k&#322;&#243;tni&#281;. Znoszona sk&#243;rzana kurtka, bia&#322;y podkoszulek, obszarpane d&#380;insy i buty, kt&#243;re a&#380; prosi&#322;y si&#281; o szczotk&#281;, wszystko to kojarzy&#322;o si&#281; Claire z tym ch&#322;opcem, kt&#243;rym kiedy&#347; by&#322;, z chuliganem, kt&#243;ry szesna&#347;cie lat temu skrad&#322; jej serce. Co za idiotka z niej, g&#322;upia romantyczka. Teraz musi si&#281; rozprawi&#263; z synem.  Sean?

Wpl&#261;ta&#322;em si&#281; w k&#322;opoty. Zadowolona?  Zn&#243;w ruszy&#322; w kierunku drzwi, ale Claire zasz&#322;a mu drog&#281;.

Jakie k&#322;opoty?  spyta&#322;a z bij&#261;cym sercem. Sean ostatnio by&#322; jaki&#347; rozdra&#380;niony, zawsze gotowy do k&#322;&#243;tni i wybuch&#243;w z&#322;o&#347;ci.  Nie, wcale nie jestem zadowolona.

Nic powa&#380;nego.  Zerkn&#261;&#322; na Kanea, przewr&#243;ci&#322; oczami i zakl&#261;&#322; pod nosem.  Cholera, z&#322;apali mnie, jak krad&#322;em w sklepie.

Okrada&#322;e&#347; sklep?  Zamar&#322;a. Krad&#322;? To by&#322;o gorsze ni&#380; wszystko, co wyprawia&#322; w Kolorado, przynajmniej je&#347;li wzi&#261;&#263; pod uwag&#281; to, o czym wiedzia&#322;a. Obr&#243;ci&#322;a si&#281; w stron&#281; Kanea z nadziej&#261;, &#380;e jej to wyja&#347;ni.  Co si&#281; sta&#322;o?

Sean przest&#281;powa&#322; z nogi na nog&#281; i &#380;u&#322; i tak ju&#380; obgryziony prawie do &#380;ywego mi&#281;sa paznokie&#263; kciuka.

Kane z r&#281;kami skrzy&#380;owanymi na piersi opiera&#322; si&#281; o jeden z nieociosanych s&#322;up&#243;w podtrzymuj&#261;cych dach. Skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; w stron&#281; Seana i powiedzia&#322;:

My&#347;l&#281;, &#380;e raczej powiniene&#347; opowiedzie&#263; matce wszystko ze szczeg&#243;&#322;ami.

Guzik mnie obchodzi, co ty o tym my&#347;lisz.

Sean!  Claire wymierzy&#322;a palec wskazuj&#261;cy w pier&#347; syna. Jeden z koni cicho zar&#380;a&#322;.  Nie b&#261;d&#378; grubia&#324;ski. Po prostu mi wyja&#347;nij, w czym rzecz.

Usi&#322;owa&#322;em wzi&#261;&#263; paczk&#281; fajek.

Papieros&#243;w? Krad&#322;e&#347; papierosy?  R&#281;ce jej opad&#322;y. Zaledwie dwa tygodnie przebywaj&#261; w miasteczku, a Sean ju&#380; zd&#261;&#380;y&#322; si&#281; wpakowa&#263; si&#281; w k&#322;opoty. I to du&#380;e.

No. I butelk&#281; Thunderbirda.

Thunderbirda?

Wina  obja&#347;ni&#322; Kane, a ch&#322;opiec zabi&#322; go wzrokiem.

O Bo&#380;e, co znowu?

Sean skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; w stron&#281; Kanea.

On mnie z&#322;apa&#322;. Kaza&#322; mi to wszystko odstawi&#263; z powrotem i przeprosi&#263; w&#322;a&#347;ciciela sklepu.  Twarz Seana by&#322;a ciemnopurpurowa, buntownicze spojrzenie wymierzone w pod&#322;og&#281;.

Chinook to niewielkie miasteczko  wyja&#347;ni&#322; Kane.  Ka&#380;dy tu ka&#380;dego zna i wszystko o nim wie. Chyba nie chcesz zepsu&#263; sobie opinii, bo b&#281;dziesz musia&#322; &#380;y&#263; w tym piekle. Wierz mi, wiem co&#347; o tym.

Co? By&#322;e&#347; chuliganem czy kim&#347; w tym rodzaju?  spyta&#322; Sean.

Kim&#347; w tym rodzaju.  Kane spojrza&#322; w oczy Claire.

W mgnieniu oka przypomnia&#322;a sobie &#322;obuza, kt&#243;ry mia&#322; ojca kalek&#281;. Wiecznie pakowa&#322; si&#281; w tarapaty. Zawsze by&#322; na bakier z prawem  pali&#322; papierosy, pi&#322; piwo i je&#378;dzi&#322; motorem w oszala&#322;ym tempie. Ale kocha&#322;a go. Kr&#243;tko, lecz mocno. A teraz patrzy&#322;a w te z&#322;ociste oczy i czu&#322;a ten sam zastrzyk adrenaliny, kt&#243;ry kiedy&#347; jej aplikowa&#322;, b&#281;d&#261;c w pobli&#380;u: rytm serca przy&#347;piesza&#322;, a oddech stawa&#322; si&#281; coraz kr&#243;tszy. Zn&#243;w pod&#347;wiadomie zacz&#281;&#322;a si&#281; zastanawia&#263;, co by by&#322;o, gdyby

Nie mog&#281; uwierzy&#263;, &#380;e to zrobi&#322;e&#347;  powiedzia&#322;a do syna.

Niczego nie wzi&#261;&#322;em!

Bo ci&#281; z&#322;apano.

I co z tego?

To, &#380;e masz szlaban na wszelkie rozrywki. Przez dwa tygodnie.

Chyba si&#281; zap&#322;acz&#281; na &#347;mier&#263;  burkn&#261;&#322;.  To mi wisi. Tu i tak nie ma co robi&#263;.

Przesta&#324;

Rozw&#347;cieczony i zak&#322;opotany gwa&#322;townie otworzy&#322; drzwi i wszed&#322; do &#347;rodka. Mia&#322;a ochot&#281; bezw&#322;adnie opa&#347;&#263; na schody. Czasami, jak teraz, &#380;a&#322;owa&#322;a, &#380;e nie ma m&#281;&#380;a, na kt&#243;rego mog&#322;aby liczy&#263;, cz&#322;owieka, kt&#243;ry by j&#261; wspar&#322; w trudnych chwilach.

W&#347;cieka si&#281;  zauwa&#380;y&#322; Kane, zagl&#261;daj&#261;c jej w oczy. &#346;cisn&#281;&#322;o j&#261; w gardle.

Na wiele rzeczy.

W&#322;&#261;czaj&#261;c w to ojca?

Zaniem&#243;wi&#322;a. Mija&#322;y sekundy odmierzane szybkim rytmem jej serca. Dlaczego Kane nie widzi podobie&#324;stwa pomi&#281;dzy tym ch&#322;opakiem a samym sob&#261;?

Paul zawi&#243;d&#322; nas wszystkich.

To by&#322; skurwysyn.

Chcia&#322;a protestowa&#263;, powiedzie&#263; mu, &#380;e nie ma prawa tak si&#281; wyra&#380;a&#263; o kim&#347;, kogo nie zna, ale nie mog&#322;a.

Jest mimo wszystko ojcem tych dzieci. Nie uwa&#380;am, &#380;e koniecznie trzeba go szkalowa&#263;.

Po prostu m&#243;wi&#281;, jak go widz&#281;.  U&#347;miech Kanea, krzywy i zagadkowy, chwyci&#322; Claire za serce.  Opowiedz mi o Seanie.

Obliza&#322;a usta. Domaga si&#281; prawdy. Powiedz mu, &#380;e jest ojcem!

Masz z nim pe&#322;ne r&#281;ce roboty  zauwa&#380;y&#322;, &#347;ci&#261;gaj&#261;c brwi i patrz&#261;c na oszklone drzwi, za kt&#243;rymi znikn&#261;&#322; rozw&#347;cieczony Sean.

Wyro&#347;nie z tego.

Pod warunkiem &#380;e ostro si&#281; za niego we&#378;miesz.

A co to? Poradnia rodzinna?  spyta&#322;a lekko poirytowana. Zmaga&#322;a si&#281; ze sprzecznymi emocjami, kt&#243;re a&#380; kipia&#322;y w jej &#380;y&#322;ach.

Powiedz mu. Powiedz mu, &#380;e jest ojcem Seana! I co? Jak zareaguje?

A co powie Sean? Jak si&#281; poczuje, gdy si&#281; dowie, &#380;e matka go tak d&#322;ugo oszukiwa&#322;a? Z napi&#281;cia rozbola&#322; j&#261; &#380;o&#322;&#261;dek. Unika&#322;a patrzenia Kaneowi w oczy. Skupi&#322;a uwag&#281; na trzmielu, kt&#243;ry przelatywa&#322; z jednego krzewu r&#243;&#380;anego na drugi.

Nie &#380;yczysz sobie &#380;adnych rad na temat dzieciaka?

Nie.  Chwyci&#322;a za klamk&#281;.  Sean prze&#380;ywa ci&#281;&#380;ki okres, nie tylko z powodu tego wszystkiego, czego si&#281; dowiedzia&#322; o swoim ojcu, ale r&#243;wnie&#380; ze wzgl&#281;du na przeprowadzk&#281; do tego miasteczka. Zostawi&#322; mn&#243;stwo przyjaci&#243;&#322; i  serce jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o na my&#347;l, &#380;e mo&#380;e pokrzy&#380;owa&#322;a synowi plany -i ci&#281;&#380;ko mu si&#281; przystosowa&#263; do nowej sytuacji.

Ee, chyba nie jest a&#380; tak &#378;le  powiedzia&#322; cicho i przez chwil&#281;, gdy patrzy&#322; jej w oczy, wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e lada moment wyci&#261;gnie r&#281;k&#281; i stwardnia&#322;ymi palcami pog&#322;adzi japo policzku.  Tu si&#281; zacz&#281;&#322;o &#380;ycie. Twoje i moje.

Czy&#380;by?  zastanawia&#322;a si&#281; na g&#322;os. Odchrz&#261;kn&#281;&#322;a. Za ka&#380;dym razem, kiedy znajdowa&#322;a si&#281; blisko tego cz&#322;owieka, traci&#322;a ostro&#347;&#263; widzenia rzeczywisto&#347;ci, a atmosfera stawa&#322;a si&#281; g&#281;sta i lepka. Zn&#243;w obliza&#322;a usta.

Tak.

Prze&#322;kn&#281;&#322;a grud&#281;, kt&#243;ra stan&#281;&#322;a jej w gardle, i uchyli&#322;a drzwi.

Dzi&#281;ki za ocalenie sk&#243;ry Seana  powiedzia&#322;a.  Jestem ci bardzo wdzi&#281; Oo!

Nagle przy&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; do drzwi. Zatrzasn&#281;&#322;y si&#281; z hukiem. W sekund&#281; by&#322; przy niej, nosy ich but&#243;w prawie si&#281; dotyka&#322;y, a ich piersi dzieli&#322;y zaledwie centymetry. Z tej odleg&#322;o&#347;ci widzia&#322;a wszystkie kolory, jakimi mieni&#322;y si&#281; jego t&#281;cz&#243;wki, czu&#322;a &#380;ar i wrogo&#347;&#263; promieniuj&#261;ce z jego cia&#322;a.

Wpad&#322;em tu z innego powodu.

To znaczy?  szepn&#281;&#322;a, serce jej podskoczy&#322;o do gard&#322;a.

Chcia&#322;em przeprosi&#263; za wczorajszy wiecz&#243;r.

Nie musisz przeprasza&#263;.

Uciek&#322;a&#347; jak wystraszony zaj&#261;c.

Nie wiedzia&#322;am, co mam my&#347;le&#263; co zrobi&#263;  przyzna&#322;a, cho&#263; krew zn&#243;w si&#281; w niej burzy&#322;a, gard&#322;o mia&#322;a &#347;ci&#347;ni&#281;te, a oddech p&#322;ytki.

Dobrze zrobi&#322;a&#347;  pochwali&#322; j&#261;, po&#322;o&#380;y&#322; drug&#261; r&#281;k&#281; na drzwiach, zamykaj&#261;c j&#261; mi&#281;dzy ramionami. Czu&#322;a blisko&#347;&#263; jego cia&#322;a. Nie by&#322;o w nim ju&#380; ani &#347;ladu ch&#322;opca, ani &#347;ladu m&#322;odzie&#324;czej niepewno&#347;ci. Wykrzywi&#322; usta i westchn&#261;&#322;, jak gdyby za chwil&#281; mia&#322; wyjawi&#263; jak&#261;&#347; mroczn&#261; tajemnic&#281;.  Nie mog&#281; trzyma&#263; si&#281; z dala od ciebie, Claire  o&#347;wiadczy&#322;.  Kiedy zabiera&#322;em si&#281; do tego opracowania, postanowi&#322;em, &#380;e zachowam dystans, t&#322;umaczy&#322;em sobie, &#380;e to, co nas &#322;&#261;czy&#322;o dawno temu, ju&#380; min&#281;&#322;o. Ale wygl&#261;da na to, &#380;e nie umiem sam siebie o tym przekona&#263;.

Z trudem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;. Patrzy&#322;, jak porusza si&#281; jej gard&#322;o.

Jezu, jaka ty jeste&#347; pi&#281;kna.  W&#322;o&#380;y&#322; palec w lok, kt&#243;ry opad&#322; jej na twarz. Jej sk&#243;ra nieomal skwiercza&#322;a pod wp&#322;ywem jego dotyku  Cholera, a&#380; za pi&#281;kna.

Mia&#322;a ochot&#281; pa&#347;&#263; w jego ramiona. Poprzez b&#281;bnienie serca i g&#322;o&#347;ne pulsowanie krwi w uszach przedar&#322; si&#281; g&#322;os c&#243;rki, kt&#243;ra wrzeszcza&#322;a na ca&#322;y g&#322;os z kuchni:

Mamo! Mamo! Nale&#347;niki gotowe! Odepchn&#281;&#322;a jedn&#261; jego r&#281;k&#281;.

S&#322;uchaj, musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263; ale  Nie m&#243;w tego, Claire. Nie zapraszaj go. Przecie&#380; wiesz, &#380;e prawdopodobnie ci&#281; wykorzystuje. Usi&#322;uje wyrwa&#263; od ciebie informacje potrzebne do tej piekielnej ksi&#261;&#380;ki. Jest niebezpieczny! -je&#347;li nie jad&#322;e&#347; jeszcze &#347;niadania

To zaproszenie?  Jego serdeczny u&#347;miech skruszy&#322; jej serce.

Tak.

Zajrza&#322; za drzwi, na korytarz, sk&#261;d by&#322;o wida&#263; ociosan&#261; z rze&#378;b balustrad&#281; schod&#243;w.

My&#347;l&#281;, &#380;e tym razem nie skorzystam z zaproszenia. Masz du&#380;o roboty z dzie&#263;mi.

Rozczarowanie zak&#322;u&#322;o j&#261; od &#347;rodka, ale zdoby&#322;a si&#281; na u&#347;miech.

Innym razem.

Czuj&#281; si&#281; zaproszony.

Odszed&#322; od drzwi i szybko si&#281; odwr&#243;ci&#322;, jakby w obawie, &#380;e jeszcze si&#281; rozmy&#347;li. Claire opad&#322;a na &#347;cian&#281; i wzi&#281;&#322;a g&#322;&#281;boki wdech. Co si&#281; z ni&#261; sta&#322;o? Oczywi&#347;cie, &#380;e by&#322; kochankiem jej m&#322;odo&#347;ci, ale ju&#380; dawno zakopa&#322;a go na dnie serca. Wieki temu.

To kutas!  Zza oszklonych drzwi s&#322;ycha&#263; by&#322;o g&#322;os Seana, kt&#243;ry zbiega&#322; po schodach.

Chwileczk&#281;, co to za s&#322;ownictwo?

Tylko nazywam rzeczy po imieniu. Widzia&#322;em, jak na ciebie patrzy&#322;. Po prostu chce no, wiesz.

Otworzy&#322;a drzwi i zobaczy&#322;a syna &#347;wie&#380;o wyszorowanego pod prysznicem, z mokrymi w&#322;osami, w czystych spodenkach i koszulce. Sta&#322; na najni&#380;szym stopniu schod&#243;w i patrzy&#322; na ni&#261; z g&#243;ry. Tak szybko wyr&#243;s&#322; i by&#322; tak bardzo podobny do Kanea. Dlaczego &#380;aden z nich tego nie zauwa&#380;y&#322;? Niepoj&#281;te! Ale na razie mog&#322;aby rzec: ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie.

Nie ufam mu  o&#347;wiadczy&#322; Sean, patrz&#261;c spode &#322;ba przez przezroczyste drzwi.  Szybciej bym mu spra&#322; g&#281;b&#281;, ni&#380;bym mu zaufa&#322;.

Czeka&#322; na ni&#261;. Ledwie Miranda wjecha&#322;a do gara&#380;u swego domu w Lake Oswego, Denver Styles wysiad&#322; z wypo&#380;yczonego samochodu, kt&#243;ry zaparkowa&#322; po drugiej stronie ulicy.

&#346;wietnie, pomy&#347;la&#322;a Miranda. Tylko tego brakowa&#322;o.

Chwyci&#322;a walizeczk&#281; i torebk&#281;, zatrzasn&#281;&#322;a samoch&#243;d i nacisn&#281;&#322;a guzik zamykaj&#261;cy drzwi gara&#380;u. Nie mia&#322;o to &#380;adnego znaczenia. Zanim wesz&#322;a na pi&#261;ty stopie&#324; schod&#243;w i dotar&#322;a na poziomu salonu, by&#322; ju&#380; przy wej&#347;ciu i dzwoni&#322; do drzwi.

Uparty sukinsyn  powiedzia&#322;a, rzucaj&#261;c neseser i torebk&#281; na krzes&#322;o w kuchni. Wysz&#322;a na korytarz i otworzy&#322;a.

O co chodzi?

Musimy porozmawia&#263;.

Nie ma o czym. Powa&#380;nie uni&#243;s&#322; czarne brwi.

Chyba jest o czym.

Powiedzia&#322;am panu wszystko, co mia&#322;am do powiedzenia, kiedy spotkali&#347;my si&#281; w domu mojego ojca. Nie wiem, sk&#261;d u niego to obsesyjne podejrzenie, &#380;e kt&#243;ra&#347; z nas ma co&#347; wsp&#243;lnego ze &#347;mierci&#261; Harleya Taggerta.

St&#261;d, &#380;e sam przystopowa&#322; &#347;ledztwo i wie, &#380;e Kane Moran nie spocznie, p&#243;ki nie dowie si&#281; prawdy.

Prawda jest taka, &#380;e wjecha&#322;y&#347;my do jeziora, a

A ja podejrzewam, &#380;e pani chcia&#322;aby si&#281; dowiedzie&#263;, co si&#281; sta&#322;o z Hunterem Rileyem.

Kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y.

Z Hunterem?

Pani by&#322;a z nim blisko zwi&#261;zana.

Nagle cofn&#281;&#322;a si&#281; o szesna&#347;cie lat i zn&#243;w by&#322;a osiemnastolatk&#261; biegaj&#261;c&#261; po pla&#380;y i trzymaj&#261;c&#261; za r&#281;k&#281; Huntera, kochaj&#261;c&#261; si&#281; z nim w starej chacie a&#380; do p&#243;&#378;nych godzin nocnych. Serce o ma&#322;o jej nie p&#281;k&#322;o.

Hunter Hunter by&#322; moim przyjacielem.

Porzuci&#322; pani&#261;.

Znalaz&#322; prac&#281; w Kanadzie.

Czy&#380;by?  Nawet nie mrugn&#261;&#322; szarymi, nieugi&#281;tymi oczami. Jego usta si&#281; zacisn&#281;&#322;y.  Nigdy tam nie dotar&#322;.

Opar&#322;a si&#281; o &#347;cian&#281;, &#380;eby nie upa&#347;&#263;.

Ale Weston Taggert mi powiedzia&#322; Pokaza&#322; mi dokumenty.

I pani mu uwierzy&#322;a?  Styles w&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce do kieszeni d&#380;ins&#243;w.  Z tego, co wiem, nie by&#322;o wielkiej mi&#322;o&#347;ci pomi&#281;dzy pani rodzin&#261; a Taggertami.

To jest akurat prawda  przyzna&#322;a ledwie dos&#322;yszalnym g&#322;osem. Co on sugeruje? &#379;e Hunter j&#261; ok&#322;ama&#322;? &#379;e wszystkich ok&#322;amywa&#322;?

&#379;e uciek&#322;, bo by&#322;a w ci&#261;&#380;y? Otwar&#322;a si&#281; stara rana w sercu, jak gdyby kto&#347; j&#261; przed chwil&#261; d&#378;gn&#261;&#322; sztyletem. O ma&#322;o nie osun&#281;&#322;a si&#281; na kolana.

Pomijaj&#261;c pani siostr&#281;, Claire, kt&#243;ra by&#322;a zar&#281;czona z Harleyem.

Ale zerwa&#322;a z nim tamtej nocy  powiedzia&#322;a Miranda, usi&#322;uj&#261;c doj&#347;&#263; do siebie. Nie mog&#322;a da&#263; si&#281; pokona&#263; Denverowi Stylesowi, nie mog&#322;a dopu&#347;ci&#263;, &#380;eby odnalaz&#322; szczelin&#281; w zbroi, kt&#243;r&#261; stanowi&#322;o jej alibi.

To prawda.  Jego spojrzenie przesun&#281;&#322;o si&#281; za ni&#261;, w g&#322;&#261;b domu.  Mo&#380;e mnie pani zaprosi do &#347;rodka?  zaproponowa&#322;.  My&#347;l&#281;, &#380;e mamy wiele rzeczy do om&#243;wienia.

Tessa wr&#243;ci&#322;a. Wygl&#261;da&#322;a lepiej ni&#380; wtedy, kiedy Weston j&#261; widzia&#322; ostatni raz. Dr&#380;&#261;cymi r&#281;kami zapali&#322; papierosa i wyszed&#322; na taras, gdzie Kendall wyznaczy&#322;a mu miejsce do palenia. Nie wiedzia&#322;, dlaczego jeszcze wytrzymuje z &#380;on&#261;. Mo&#380;e dlatego, &#380;e jest kobiet&#261; z klas&#261;? Mo&#380;e dlatego, &#380;e gdyby zacz&#261;&#322; robi&#263; szum wok&#243;&#322; rozwodu, ograbi&#322;aby go do ostatniego centa? A mo&#380;e tylko dlatego, &#380;e przymyka oko na jego ma&#322;e flirty. Jest dla niego niczym, tylko lojaln&#261; &#380;on&#261;.

Przechyli&#322; si&#281; przez balustrad&#281; i wyjrza&#322; na morze. Trawler rybacki powoli przesuwa&#322; si&#281; r&#243;wnolegle do linii horyzontu. Kilka rozproszonych ob&#322;ok&#243;w niedbale przys&#322;ania&#322;o s&#322;o&#324;ce. Z ogromnego domu na wzg&#243;rzu roztacza&#322; si&#281; widok na ca&#322;e miasteczko Chinook. Czu&#322; si&#281; tam jak kr&#243;l.

Ten dom by&#322; pomys&#322;em Kendall. Szk&#322;o, drewno cedrowe, ceg&#322;y i dach&#243;wki  wszystko to ustawione na nier&#243;wnym planie dopasowanym do linii ska&#322;y po&#322;yskiwa&#322;o w &#347;wietle zachodz&#261;cego s&#322;o&#324;ca. To by&#322; najwi&#281;kszy i najbardziej okaza&#322;y dom na p&#243;&#322;nocnym wybrze&#380;u. Zaspokaja&#322; jego pasj&#281; budowania w&#322;asnego imperium. Nie satysfakcjonowa&#322;o go przej&#281;cie od ojca zarz&#261;du firmy. Nie, od samego pocz&#261;tku postawi&#322; na ekspansj&#281;. Od tego czasu na wybrze&#380;u pojawi&#322;y si&#281; trzy dodatkowe o&#347;rodki wypoczynkowe, kasyno na po&#322;udniowym terytorium Indian i dwa nowe tartaki na p&#243;&#322;nocy stanu Washington. I za ka&#380;dym razem, kiedy sprz&#261;ta&#322; Dutchowi sprzed nosa kolejn&#261; pi&#281;d&#378; ziemi, za ka&#380;dym razem, kiedy na nowym budynku lub inwestycji pojawia&#322;o si&#281; logo Taggert Industries albo kiedy s&#322;ysza&#322;, &#380;e interesy Dutcha gorzej id&#261;, odczuwa&#322; chwilow&#261; satysfakcj&#281;. Dobrze ci tak, stary capie. Dosta&#322;o ci si&#281; za to, &#380;e pieprzy&#322;e&#347; si&#281; z moj&#261; matk&#261;.

Wcze&#347;nie wr&#243;ci&#322;e&#347;.  G&#322;os Kendall zaskoczy&#322; go. Obr&#243;ci&#322; si&#281; i zobaczy&#322;, &#380;e swoim zwyczajem balansuje tac&#261; z dzbanem z martini i dwoma kieliszkami. Postawi&#322;a tac&#281; na stole pod wielkim parasolem i nala&#322;a koktajl do obu kieliszk&#243;w.

Dzi&#347; wieczorem jestem um&#243;wiony.

Tutaj?  Kendall by&#322;a zaskoczona.

Nie.  Nigdy nie rozmawia&#322; z ni&#261; o interesach, a ona nigdy nie pyta&#322;a o nie. To by&#322;a ich niepisana umowa.

Paige zamierza&#322;a wpa&#347;&#263;.

Na my&#347;l o siostrze zebra&#322;o mu si&#281; na wymioty. Nadal by&#322;a &#380;a&#322;osn&#261;, grub&#261;, w&#347;cibsk&#261; dziwk&#261;. I nienawidzi&#322;a go. Nigdy nie ukrywa&#322;a tej animozji. Weston zacisn&#261;&#322; z&#281;by, kiedy bra&#322; kieliszek ze smuk&#322;ych palc&#243;w Kendall. By&#322;a pi&#281;kn&#261; kobiet&#261; o blond w&#322;osach i wielkich niebieskich oczach. Trzyma&#322;a lini&#281;, nie przyty&#322;a nawet o kilogram przez wszystkie lata ich ma&#322;&#380;e&#324;stwa. Dba&#322;a o siebie i ubiera&#322;a si&#281; z gustem. Nawet po narodzinach Stephanie Kendall uwa&#380;a&#322;a i szybko zrzuci&#322;a te kilka kilogram&#243;w, kt&#243;re jej przyby&#322;o. Nie chcia&#322;a karmi&#263; piersi&#261;, &#380;eby nadal mie&#263; j&#281;drny biust, i &#263;wiczy&#322;a z osobistym trenerem, &#380;eby wr&#243;ci&#263; do wymiar&#243;w sprzed ci&#261;&#380;y. Nie m&#243;g&#322; narzeka&#263;. Tylko &#380;e by&#322;a okropnie nudna.

W odr&#243;&#380;nieniu od si&#243;str Holland.

Czy Paige nie opiekuje si&#281; tat&#261;?

Nie dzi&#347; wieczorem. Piel&#281;gniarka ju&#380; jest na miejscu. Wi&#281;c pomy&#347;la&#322;am, &#380;e mogliby&#347;my urz&#261;dzi&#263; wsp&#243;lne grillowanie i obejrze&#263; jaki&#347; film.  Szczup&#322;e palce Kendall zacisn&#281;&#322;y si&#281; na jego nadgarstku.  Daj spok&#243;j, Weston. Ostatnio rzadko widujesz si&#281; ze Stephanie.

Poczu&#322; wyrzuty sumienia. Nie mia&#322; w&#261;tpliwo&#347;ci co do tego, &#380;e ma niezwyk&#322;&#261; c&#243;rk&#281;. Pomijaj&#261;c fakt, &#380;e gdyby Harley &#380;y&#322;, podrzuci&#322;by mu w&#322;asne dziecko, bo plan usidlenia Harleya powi&#243;d&#322; si&#281; a&#380; za dobrze  Kendall zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;  Weston kocha&#322; Stephanie. Bardziej ni&#380; wszystko w &#347;wiecie. Powinien by&#322; zbi&#263; Kendall, kiedy mu powiedzia&#322;a, &#380;e jest w ci&#261;&#380;y i &#380;e w zwi&#261;zku ze &#347;mierci&#261; Harleya na niego spada obowi&#261;zek ojcostwa. Powinien by&#322; nalega&#263;, &#380;eby usun&#281;&#322;a ci&#261;&#380;&#281;, powiedzie&#263; jej, &#380;eby si&#281; od niego odczepi&#322;a. Ale tego nie zrobi&#322;. I by&#322;a to jedna z tych nielicznych rzeczy, kt&#243;rych nie &#380;a&#322;owa&#322;. Problem polega&#322; na tym, &#380;e Kendall wykorzystywa&#322;a to do swoich cel&#243;w.

Jutro si&#281; spotkam ze Steph. Pojedziemy poszuka&#263; dla niej samochodu  zaproponowa&#322;.

Kendall roze&#347;mia&#322;a si&#281;.

Ma dopiero pi&#281;tna&#347;cie lat.

Wkr&#243;tce sko&#324;czy szesna&#347;cie.  Zgasi&#322; papierosa i upi&#322; &#322;yk z kieliszka. Drink zawsze by&#322; doskonale przyrz&#261;dzony. Kendall przyk&#322;ada&#322;a do tego wielk&#261; wag&#281;. Chyba powinien j&#261; kocha&#263;, ale doszed&#322; do wniosku, &#380;e nie jest do tego zdolny. Poza tym mi&#322;o&#347;&#263; i inne romantyczne uczucia s&#261; przeznaczone dla idealist&#243;w. Weston twardo st&#261;pa&#322; po ziemi.

Ale

&#379;adnych ale, kochanie  ostrzeg&#322; i natychmiast zamkn&#281;&#322;a usta. W czasie trwania ich zwi&#261;zku kilka razy potraktowa&#322; j&#261; nieco ostrzej  kilka niewinnych uderze&#324; po po&#347;ladkach czy po twarzy, kiedy mu si&#281; sprzeciwia&#322;a. Potem, kiedy by&#322;a skruszona i sk&#322;onna mu udowodni&#263; swoj&#261; mi&#322;o&#347;&#263;, wymy&#347;la&#322; dla niej specjalne manewry seksualne, &#380;eby mog&#322;a mu pokaza&#263;, jak wysoko ceni sobie status pani Taggertowej.

Zawsze by&#322;a gotowa go zadowoli&#263;. To naprawd&#281; dziwne. Kiedy&#347; mia&#322; j&#261; za ch&#322;odn&#261; jak l&#243;d, a jej futerko za suche i niedost&#281;pne. Przekona&#322; si&#281;, &#380;e jest inaczej. Kiedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e to jest jej waluta i przepustka do rodzinnego pa&#322;acu Taggert&#243;w, sta&#322;a si&#281; gor&#261;c&#261; maszynk&#261; do seksu, ochoczo oddaj&#261;c&#261; przys&#322;ugi. Nic dziwnego, &#380;e ten mi&#281;czak Harley nigdy do ko&#324;ca nie umia&#322; z ni&#261; zerwa&#263;.

Tylko nie zawied&#378; jutro Stephanie  powiedzia&#322;a i tr&#261;cili si&#281; kieliszkami.

Nie zawiod&#281;. Obiecuj&#281;.  Ale to jutro. Najpierw musi prze&#380;y&#263; reszt&#281; dzisiejszego wieczoru. Um&#243;wi&#322; si&#281; z Denverem Stylesem, &#380;eby z&#322;o&#380;y&#263; nowemu pracownikowi Dutcha propozycj&#281; nie do odrzucenia.

Powoli popija&#322; martini i u&#347;miecha&#322; si&#281; do siebie.



3.

Wi&#281;c pani w og&#243;le nie otrzymywa&#322;a korespondencji od Rileya. &#379;adnych telefon&#243;w. Nic.  Denver siedzia&#322; na jednym z plecionych krzese&#322; ustawionych wok&#243;&#322; ma&#322;ego kuchennego sto&#322;u. Rozsiad&#322; si&#281; wygodnie, zaczepiaj&#261;c obcasem buta o n&#243;&#380;k&#281; drugiego krzes&#322;a. Przez ca&#322;y czas wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261; przenikliwym orlim wzrokiem, kt&#243;ry niczego nie przeoczy&#322;, i sk&#322;ania&#322; jej wzrok do odwrotu. Ale si&#281; nie poddawa&#322;a. Patrzy&#322;a w twarz mordercom, gwa&#322;cicielom, dr&#281;czycielom &#380;on i ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;a, &#380;eby ich wsadza&#263; za kratki. Pozostawa&#322;a niewzruszona wobec pierwszoligowych adwokat&#243;w obrony, a nawet prze&#380;y&#322;a napa&#347;&#263; z no&#380;em, kt&#243;ra mia&#322;a by&#263; krwaw&#261; zemst&#261; Ronniego Kluga. Styles potrafi upokarza&#263;, ale nie mo&#380;e jej przenikn&#261;&#263;.

Nie mia&#322;am wiadomo&#347;ci od Huntera. &#379;adnych list&#243;w ani telefon&#243;w. Nic.

Promienie s&#322;o&#324;ca obficie wpada&#322;y przez okno, grzej&#261;c plecy Mirandy. Obok kosza z owocami le&#380;a&#322;a otwarta gazeta Metro  cz&#281;&#347;&#263; dzisiejszego G&#322;osu Oregonu. Znoszona sk&#243;rzana kurtka Stylesa niedbale przewieszona przez oparcie innego krzes&#322;a wygl&#261;da&#322;a tak, jak gdyby tam od zawsze by&#322;o jej miejsce.

Kawa, na kt&#243;r&#261; &#380;adne z nich nie mia&#322;o ochoty, styg&#322;a w ceramicznych kubkach, rozsiewaj&#261;c przyjemny aromat.

Nie s&#261;dzi&#322;a pani, &#380;e to dziwne?

Owszem, ale T&#322;umaczy&#322;am to oskar&#380;eniami, kt&#243;re mia&#322;y by&#263; wniesione przeciwko niemu

Gwa&#322;t i kradzie&#380; samochodu?  spyta&#322;. Najwyra&#378;niej odrobi&#322; prac&#281; domow&#261;.

W&#322;a&#347;nie.

Nikt nigdy nie wytoczy&#322; &#380;adnych oskar&#380;e&#324;.

Wiem, ale my&#347;la&#322;am, &#380;e skoro wyjecha&#322; za granic&#281;

Nie wie pani, &#380;e istnieje co&#347; takiego jak procedura ekstradycji? Oczywi&#347;cie, &#380;e wie. Teraz. Ale wtedy by&#322;a o wiele m&#322;odsza, gorzej zna&#322;a prawo. Poza tym czu&#322;a si&#281; zraniona, dotkni&#281;ta tym, &#380;e Hunter j&#261; zdradza&#322; z inn&#261; dziewczyn&#261;. To, &#380;e nigdy si&#281; z nianie skontaktowa&#322;, sk&#322;ania&#322;o, &#380;eby przymkn&#261;&#263; oczy i odwr&#243;ci&#263; g&#322;ow&#281;, uwierzy&#263; w najgorsze. Zreszt&#261; wtedy to si&#281; ju&#380; nie liczy&#322;o. Naprawd&#281;. Dziecka ju&#380; nie by&#322;o.

Ten stary b&#243;l, kt&#243;ry tak rozpaczliwie usi&#322;owa&#322;a trzyma&#263; pod kluczem, przedar&#322; si&#281; przez linie obrony i chwyci&#322; j&#261; za serce tak mocno, &#380;e z trudem oddycha&#322;a. B&#243;g jeden wie, jak bardzo pragn&#281;&#322;a tego dziecka, jak ta niezwyk&#322;a cz&#261;stka Huntera by&#322;a jej potrzebna.

By&#322;am m&#322;oda  przyzna&#322;a, obracaj&#261;c w r&#281;kach kubek z kaw&#261;.  I wystraszona.

I w ci&#261;&#380;y.

S&#322;owo to rozleg&#322;o si&#281; echem po kuchni jak pog&#322;os w kaplicy i ugodzi&#322;o j&#261; w samo serce.

Tak.  Nie ma powodu k&#322;ama&#263;, wie ju&#380; zbyt du&#380;o. Wpatrywa&#322;a si&#281; w niego otwartymi oczami, w kt&#243;rych nie by&#322;o &#322;ez. Nie pozwoli&#322;a, by dostrzeg&#322; b&#243;l, kt&#243;ry po latach zn&#243;w j&#261; nawiedzi&#322;.  Ale to nie powinno nikogo interesowa&#263;.

W jego nieprzejednanych oczach b&#322;ysn&#261;&#322; ognik czu&#322;o&#347;ci i zrozumienia, ale natychmiast znikn&#261;&#322;. Zastanawia&#322;a si&#281; nawet, czy nie by&#322; tylko wytworem jej wyobra&#378;ni. Styles nie nale&#380;y do ludzi, kt&#243;rzy potrafi&#261; innym wsp&#243;&#322;czu&#263;.

Tylko spe&#322;niam swoje obowi&#261;zki.  Jedna ciemna brew unios&#322;a si&#281; w g&#243;r&#281;.  Podobne do tych, kt&#243;re pani musi wykonywa&#263;.

Zawsze szukam prawdy.

Ja te&#380;.  Upi&#322; &#322;yk letniej kawy i odstawi&#322; kubek.  A co si&#281; sta&#322;o z dzieckiem?  spyta&#322; przyciszonym g&#322;osem.

Zamkn&#281;&#322;a oczy.

To jest sprawa, kt&#243;rej nie chc&#281; porusza&#263;.

Wiem.

Mija&#322;y sekundy milczenia. W ko&#324;cu Miranda otworzy&#322;a oczy. Niewa&#380;ne, co on wie.

Poroni&#322;am.

Kiedy?

Tej nocy, kiedy straci&#322;am kontrol&#281; nad kierownic&#261; i wyl&#261;dowa&#322;am w jeziorze Arrowhead. Jestem pewna, &#380;e widzia&#322; pan dokumenty szpitalne. Tam powinna by&#263; wzmianka o poronieniu.

Niewielu ludzi o tym wiedzia&#322;o. Mia&#322;a w&#243;wczas osiemna&#347;cie lat, wi&#281;c rodzic&#243;w nie poinformowano o tym, &#380;e straci&#322;a dziecko. Miranda by&#322;a na tyle &#347;wiadoma swoich praw, &#380;eby wiedzie&#263;, i&#380; lekarz nie mo&#380;e zdradzi&#263; tajemnicy pacjenta. Je&#347;li nawet ojciec kiedykolwiek si&#281; o tym dowiedzia&#322;, to unika&#322; tego tematu, ani s&#322;owem o tym nie napomkn&#261;&#322;. Denver Styles jako&#347; zdoby&#322; te informacje. Ale jak?

Jak ojciec pana znalaz&#322;?  spyta&#322;a zaciekawiona. Intryguj&#261;cy, cho&#263; przera&#380;aj&#261;cy m&#281;&#380;czyzna bez przesz&#322;o&#347;ci. Je&#347;li Pertillo nie m&#243;g&#322; go rozszyfrowa&#263;, to nikt inny nie jest w stanie tego dokona&#263;.

Zg&#322;osi&#322; si&#281; do mnie.

A sk&#261;d pana zna&#322;?  spyta&#322;a.  Nie wydaje mi si&#281;, &#380;e wynalaz&#322; pana w ksi&#261;&#380;ce telefonicznej.

Jego usta wykrzywi&#322; cie&#324; u&#347;miechu. Szare oczy na sekund&#281; zaiskrzy&#322;y.

Poznali&#347;my si&#281; przez wsp&#243;lnego znajomego.  Napi&#322; si&#281; wystyg&#322;ej kawy i chwyci&#322; za kurtk&#281;.  Ale chyba pani pami&#281;ta, &#380;e to nie ja mia&#322;em by&#263; tematem tej rozmowy?

Jak mog&#322;am o tym zapomnie&#263;? Pochyli&#322; si&#281; nad ni&#261;.

Pani Mirando, jest pani inteligentn&#261; kobiet&#261;. Bystr&#261;. Ale nie tak bystr&#261; jak szesna&#347;cie lat temu. Osobi&#347;cie uwa&#380;am, &#380;e historyjka o tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Taggert, kt&#243;r&#261; pani wcisn&#281;&#322;a ludziom szeryfa, jest wyssana z palca. My&#347;l&#281;, &#380;e wi&#261;za&#322;a pani swego rodzaju pakt z siostrami, &#380;e zapewnicie sobie nawzajem alibi. Poza tym uwa&#380;am, &#380;e bez wzgl&#281;du na to, czy pani zechce spojrze&#263; prawdzie w oczy, czy nie, ca&#322;a ta sprawa odbije si&#281; pani czkawk&#261;. Teraz mog&#322;a pani wyzna&#263; prawd&#281; mnie i zosta&#322;aby ona pomi&#281;dzy mn&#261;, pani&#261; i pani ojcem. A tak Kane Moran lub przeciwnicy polityczni pani ojca wezm&#261; spraw&#281; w swoje r&#281;ce i zaczn&#261; ni&#261; manipulowa&#263;. Wybuchnie taki skandal, o jakim dotychczas nie s&#322;yszano w poczciwym, z&#322;otym Chinook. Pani kariera b&#281;dzie zrujnowana, Tessa mo&#380;e potrzebowa&#263; czego&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko osobistego psychiatry, a Claire uzna ma&#322;y skandalik z m&#281;&#380;em w Kolorado za strumyczek w por&#243;wnaniu z wodospadem, kt&#243;ry j&#261; zaleje, kiedy ca&#322;a sprawa wyjdzie na jaw.

Myli si&#281; pan  upiera&#322;a si&#281;. Wrza&#322; w niej gniew, ale jego s&#322;owa j&#261; przerazi&#322;y.  A je&#347;li pan ju&#380; sko&#324;czy&#322;, to nie widz&#281; potrzeby przed&#322;u&#380;ania tej rozmowy.

Skroba&#322; oparcie swego krzes&#322;a.

Zmieni pani zdanie.

Nie mam na co go zmienia&#263;.

Jeszcze zobaczymy.  Podni&#243;s&#322; kurtk&#281; z s&#261;siedniego krzes&#322;a, si&#281;gn&#261;&#322; woln&#261; r&#281;k&#261; do kieszeni i po&#322;o&#380;y&#322; na stole wizyt&#243;wk&#281; motelu Tradewinds w Chinook.  Pok&#243;j 25. Je&#347;li pani zechce ze mn&#261; porozmawia&#263;.

Prosz&#281; nie warowa&#263; przy drzwiach.  Nawet nie spojrza&#322;a na bia&#322;&#261; karteczk&#281;. Im mniej o nim b&#281;dzie wiedzie&#263;, tym lepiej. Po raz pierwszy w &#380;yciu nie mia&#322;a ochoty docieka&#263; prawdy. Nie by&#322;a pewna, czy potrafi jej spojrze&#263; w oczy.

Powiesi&#322; kurtk&#281; na jednym ramieniu i delikatnie dotkn&#261;&#322; jej karku.

Zastan&#243;w si&#281; nad tym, Mirando  powiedzia&#322; p&#243;&#322;szeptem. Jego palce parzy&#322;y j&#261; w sk&#243;r&#281;.  Jeszcze si&#281; poka&#380;&#281;.

S&#322;ysza&#322;a jego oddalaj&#261;ce si&#281; kroki, wci&#261;&#380; czuj&#261;c na szyi ciep&#322;o jego dotyku. Chwil&#281; p&#243;&#378;niej drzwi domu otworzy&#322;y si&#281; i cicho zamkn&#281;&#322;y. Ju&#380; go nie by&#322;o. Westchn&#281;&#322;a. Wszystko si&#281; wali. Te wszystkie k&#322;amstwa starannie opracowane. Przygryz&#322;a warg&#281; i opar&#322;a czo&#322;o na stole.

Bo&#380;e, pom&#243;&#380; mi  wyszepta&#322;a. Wiedzia&#322;a, &#380;e zbli&#380;a si&#281; koniec. Niech si&#281; wali i pali, Denver Styles nie spocznie, dop&#243;ki nie dopnie swego.

Tessa czu&#322;a na twarzy powiew ch&#322;odnego wiatru i &#380;a&#322;owa&#322;a, &#380;e nie daje jej to spokoju umys&#322;u, wewn&#281;trznej r&#243;wnowagi, jaka zwykle nape&#322;nia ludzi, kiedy wpatruj&#261; si&#281; w otwart&#261; przestrze&#324; oceanu lub boso spaceruj&#261; po piasku. Kiedy wolnym krokiem sz&#322;a brzegiem morza, a piana &#322;askota&#322;a jej stopy, czu&#322;a si&#281; tylko niespokojna i zagubiona.

Nie powinna by&#322;a wraca&#263; do Oregonu. Nigdy. Nale&#380;a&#322;o trzyma&#263; si&#281; z dala od tego miejsca. Jednak jeden z jej psychiatr&#243;w  taki &#322;ysy z rud&#261; brod&#261;, doktor Terry  powiedzia&#322; jej, &#380;e pewnego dnia i tak b&#281;dzie musia&#322;a spojrze&#263; w twarz swoim demonom. I tak kiedy&#347; stan&#281;&#322;aby przed konieczno&#347;ci&#261; powrotu do tego piekie&#322;ka, &#380;eby skonfrontowa&#263; si&#281; z tymi, kt&#243;rzy j&#261; wykorzystywali i gwa&#322;cili.

Piasek w&#322;azi&#322; jej mi&#281;dzy palce. Musia&#322;a uwa&#380;a&#263; na ostre muszle ma&#322;&#380; i male&#324;kie wybrzuszenia, kt&#243;re oznacza&#322;y, &#380;e tu&#380; pod powierzchni&#261; kryje si&#281; krab. Wodorosty i po&#322;yskuj&#261;ce, po&#322;amane muszle, puste pancerze krab&#243;w i galaretowate meduzy za&#347;mieca&#322;y bia&#322;y piasek pla&#380;y okalaj&#261;cej Stone Illahee  o&#347;rodek wypoczynkowy, w kt&#243;rym Tessa tymczasowo zamieszka&#322;a. Zajmowa&#322;a prywatny apartament z wann&#261; z masa&#380;em elektrycznym, saun&#261;, dwoma olbrzymimi &#322;&#243;&#380;kami i pi&#281;knym widokiem na ocean. Mog&#322;a tam mieszka&#263; tak d&#322;ugo, jak zechce. Dutch chcia&#322;, &#380;eby jej by&#322;o wygodnie.

Dzi&#281;ki, tato  powiedzia&#322;a, zmieniaj&#261;c krok spacerowy w powolny bieg.

Wr&#243;ci&#322;a do Oregonu z my&#347;l&#261; o jednej rzeczy, a teraz rozchlapuj&#261;c stopami wod&#281; na pla&#380;y nie mog&#322;a sobie odm&#243;wi&#263; rozsmakowywania si&#281; w marzeniach o s&#322;odkiej zem&#347;cie na tych, kt&#243;rzy j&#261; skrzywdzili. Czeka&#322;a szesna&#347;cie lat i mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e w ko&#324;cu minie jej ta ch&#281;&#263; zap&#322;aty, ale si&#281; myli&#322;a. Kiedy by&#322;a w Kalifornii, z dala od si&#243;str i wspomnie&#324; tej piekielnej, bolesnej nocy, umia&#322;a sobie jako&#347; poradzi&#263; z my&#347;lami o zem&#347;cie, ale teraz, kiedy wr&#243;ci&#322;a do Oregonu, dawne zmory o&#380;y&#322;y. Musi tylko odrobin&#281; si&#281; pozbiera&#263; i ci, kt&#243;rzy zrobili jej krzywd&#281;, zap&#322;ac&#261; za to. Ju&#380; czas najwy&#380;szy.

Claire w&#322;a&#347;nie odnawia&#322;a z Samanth&#261; pracowni&#281; nad gara&#380;em, gdy dobieg&#322; j&#261; odg&#322;os motocykla. Wystawi&#322;a g&#322;ow&#281; przez okno i serce jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o.

Kane Moran zbli&#380;a&#322; si&#281; na ogromnym czarnym harleyu davidsonie. Na oczach mia&#322; lustrzane okulary lotnicze, a ubrany by&#322; w zakurzone d&#380;insy i postrz&#281;pion&#261; sk&#243;rzan&#261; kurtk&#281;. O&#380;y&#322;y stare wspomnienia. Wiatr we w&#322;osach, ona mocno &#347;ciska Kanea w pasie, mieszanka zapach&#243;w sk&#243;ry, pi&#380;ma i tytoniu podra&#380;nia jej nozdrza. Wspomnienia dni t&#281;sknoty za nim i nocy, kiedy nie pragn&#281;&#322;a niczego wi&#281;cej, tylko trzyma&#263; go w ramionach.

Ostatnie popo&#322;udniowe promienie s&#322;o&#324;ca z&#322;oci&#322;y mu w&#322;osy. Jak&#380;e mocno go kocha&#322;a i jak bardzo jej na nim zale&#380;a&#322;o.

O Bo&#380;e  szepn&#281;&#322;a.

Co? Co takiego?  spyta&#322;a Samantha, wspinaj&#261;c si&#281; na palce i zagl&#261;daj&#261;c matce przez rami&#281;.  Uuu!  wyrwa&#322; jej si&#281; okrzyk zachwytu.

Sean wrzuca&#322; pi&#322;ki do prowizorycznego kosza, kt&#243;ry zamontowa&#322; nad trzecimi drzwiami gara&#380;u, ale na odg&#322;os motocykla przerwa&#322; gr&#281;, wcisn&#261;&#322; pi&#322;k&#281; pod pach&#281; i w niemym zachwycie patrzy&#322;, jak Kane zwalnia i zatrzymuje si&#281; nie dalej ni&#380; p&#243;&#322;tora metra przed jego nosem.

Tw&#243;j?  spyta&#322;, gdy Kane zsiad&#322; z motoru.

P&#243;ki co, tak.

Sean, nie wiedz&#261;c, &#380;e matka na niego patrzy, gwizdn&#261;&#322; przeci&#261;gle z podziwu.

O cholera!

Sean!  krzykn&#281;&#322;a Claire z okna.

Ale mamo, popatrz! To harley! Harley. Wszystko kr&#281;ci si&#281; wok&#243;&#322; niego.

Te&#380; mi co&#347;  mrukn&#281;&#322;a pod nosem Samantha. Kane wytar&#322; twarz zewn&#281;trzn&#261; stron&#261; d&#322;oni.

Podoba si&#281;?

Podoba si&#281;, podoba  odpar&#322; Sean.  A co ma si&#281; nie podoba&#263;?

Chcesz si&#281; przejecha&#263;?

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e to ja b&#281;d&#281; kierowa&#322;?

Chwileczk&#281;!  Claire wybieg&#322;a z pokoju i pomkn&#281;&#322;a na d&#243;&#322; po schodach. W kilka sekund by&#322;a na dworze.  Sean nie ma prawa jazdy ani nawet pozwolenia na prowadzenie pojazd&#243;w w stanie Oregon.

Oj, mamo, daj spok&#243;j.  Sean dryblowa&#322;, ale ani na chwil&#281; nie spuszcza&#322; oka z l&#347;ni&#261;cej maszyny.

Nie ma mowy? Czy nie trzeba mie&#263; prawa jazdy, &#380;eby prowadzi&#263; taki pojazd?

Legalnie tak  zgodzi&#322; si&#281; Kane, ko&#322;ysz&#261;c motorem pomi&#281;dzy nogami.

Interesuje mnie tylko to, co jest legalne.

Ale mamo

Sean, prosz&#281;.  Pos&#322;a&#322;a Kaneowi spojrzenie, kt&#243;re mog&#322;oby przenikn&#261;&#263; stal. Zn&#243;w dostrzeg&#322;a uderzaj&#261;ce podobie&#324;stwo pomi&#281;dzy ojcem i synem. Jak oni mog&#261; tego nie widzie&#263;?

Co&#347; ci powiem: wskakuj z ty&#322;u. Przewioz&#281; ci&#281;  odezwa&#322; si&#281; Kane do ch&#322;opaka, o kt&#243;rym nie wiedzia&#322;, &#380;e to jego syn. Si&#281;gn&#261;&#322; za plecy, rzuci&#322; kask Seanowi, kt&#243;ry wk&#322;adaj&#261;c go, upu&#347;ci&#322; pi&#322;k&#281; siatkow&#261;. Zlekcewa&#380;ona pomara&#324;czowa kula potoczy&#322;a si&#281; w stron&#281; gara&#380;u.

A ja?  spyta&#322;a Samantha.

B&#281;dziesz nast&#281;pna  obieca&#322; Kane. Claire odnios&#322;a nieodparte wra&#380;enie, &#380;e kto&#347; tu ni&#261; manipuluje.

Sean obszed&#322; motor dooko&#322;a, szczeg&#243;&#322;owo go ogl&#261;daj&#261;c.

Bomba!

Wsiadaj.  Kane skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; na ch&#322;opaka, kt&#243;rego nie trzeba by&#322;o d&#322;u&#380;ej namawia&#263;. Pomimo wcze&#347;niejszych deklaracji, &#380;e nienawidzi tego kutasa, usiad&#322; za Kaneem, zapi&#261;&#322; kask i zamiast obj&#261;&#263; kierowc&#281; wp&#243;&#322;, chwyci&#322; za pas okalaj&#261;cy siedzenie.

Kane zapali&#322; silnik i motocykl pomkn&#261;&#322; w dal.

Uwa&#380;ajcie!  krzykn&#281;&#322;a Claire, ale tylko wiatr porwa&#322; jej s&#322;owa, bo motor by&#322; ju&#380; daleko i jeszcze przed zakr&#281;tem z&#322;apa&#322; trzeci bieg, by znikn&#261;&#263; za drzewami.

My&#347;la&#322;am, &#380;e Sean nienawidzi tego faceta  zauwa&#380;y&#322;a Samantha, odrzucaj&#261;c w&#322;osy z ramion.

Ja te&#380;.

Jedno spojrzenie na motor i ju&#380; zmieni&#322; zdanie.  Sam pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.  Ci m&#281;&#380;czy&#378;ni!  mrukn&#281;&#322;a pod nosem.

Amen  zgodzi&#322;a si&#281; matka.

Z oddali s&#322;ycha&#263; by&#322;o jeszcze brz&#281;czenie motoru, kt&#243;ry zn&#243;w zmienia&#322; biegi. Claire odczu&#322;a donios&#322;o&#347;&#263; chwili. Ojciec i syn byli sam na sam ze sob&#261;. I chocia&#380; &#380;aden z nich nie dostrzega&#322; olbrzymiej wagi tej samotnej przeja&#380;d&#380;ki, w oczach Claire stan&#281;&#322;y piek&#261;ce &#322;zy. Gard&#322;o jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o, ale wola&#322;a raczej st&#322;umi&#263; p&#322;acz, ni&#380; rozklei&#263; si&#281; na oczach c&#243;rki. Kiedy&#347; b&#281;dzie musia&#322;a znale&#378;&#263; w&#322;a&#347;ciwe s&#322;owa i wyzna&#263; Kanewi prawd&#281; o jego ojcostwie, ale jeszcze nie by&#322;a gotowa zrujnowa&#263; wszystkiego. Zbyt wiele uczu&#263;, zbyt wiele serc do stracenia. Kiedy Kane dowie si&#281; prawdy, na pewno znienawidzi j&#261; za to, &#380;e go ok&#322;amywa&#322;a, za to, &#380;e przekaza&#322;a ich syna pod opiek&#281; innemu m&#281;&#380;czy&#378;nie, za to, &#380;e nigdy nikomu  nawet Seanowi  nie wspomnia&#322;a o prawdziwym ojcu, kt&#243;ry wyjecha&#322; do wojska, a potem w&#322;&#243;czy&#322; si&#281; po &#347;wiecie jako prawie s&#322;awny dziennikarz, by wr&#243;ci&#263; tutaj w roli pisarza, kt&#243;ry upar&#322; si&#281;, zrujnowa&#263; &#380;ycie dziadkowi Seana. Bo&#380;e, pom&#243;&#380; nam, modli&#322;a si&#281; w duchu, gdy zn&#243;w zbli&#380;a&#322; si&#281; odg&#322;os motocykla. Pi&#281;&#347;ci jej si&#281; same zacisn&#281;&#322;y, gdy zza zakr&#281;tu wy&#322;oni&#322; si&#281; motor oz&#322;ocony ostatnimi promieniami s&#322;o&#324;ca i z piskiem opon zatrzyma&#322; si&#281; przy gara&#380;u.

Twoja kolej  rzuci&#322; Kane do Samanthy, gdy Sean niech&#281;tnie z&#322;azi&#322; z siedzenia. Dziewczynka wprawdzie usi&#322;owa&#322;a udawa&#263;, &#380;e przeja&#380;d&#380;ka harleyem to dla niej nic specjalnego, ale kiedy zak&#322;ada&#322;a kask, nie umia&#322;a ukry&#263; b&#322;ysku w oku. Ruszyli.

Nie wiem, dlaczego ona si&#281; pcha na motor  marudzi&#322; Sean.  Przecie&#380; uwielbia konie, psy i &#347;miecie.

Mo&#380;e to dla niej jakie&#347; wyzwanie?

Nic z tych rzeczy!  Jednak wydawa&#322; si&#281; zaniepokojony i trzy razy wrzuci&#322; pi&#322;k&#281; do kosza, zanim motocykl i Sam wr&#243;cili.

Niesssamowite  orzek&#322;a, zsiadaj&#261;c z maszyny i otrzepuj&#261;c r&#281;ce z kurzu.

W&#322;a&#347;nie.

Pojechali&#347;my w g&#243;r&#281;, a&#380; na klify Illahee!

Naprawd&#281;?  spyta&#322;a Claire.

Kane przechyli&#322; g&#322;ow&#281; i  pomimo jego okular&#243;w  ich spojrzenia si&#281; spotka&#322;y. Claire o ma&#322;o nie zemdla&#322;a. Odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, &#380;eby nie patrze&#263; mu w oczy, bo w jego spojrzeniu kry&#322;a si&#281; zmys&#322;owa obietnica.

A ty? Przejecha&#322;aby&#347; si&#281;?  spyta&#322; ochryp&#322;ym g&#322;osem, kt&#243;ry przyprawi&#322; j&#261; o g&#281;si&#261; sk&#243;rk&#281;.

Zawaha&#322;a si&#281;.

Jed&#378;, mamo. Rozerwiesz si&#281;  zach&#281;ca&#322;a j&#261; Samantha.

Czyja wiem

Zamawiam kolejk&#281;  zastrzeg&#322; si&#281; Sean.

Nast&#281;pnym razem  obieca&#322; Kane.

Claire wiedzia&#322;a, &#380;e igra z ogniem, ale nie mog&#322;a si&#281; oprze&#263; pokusie. Chocia&#380; zdawa&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e pope&#322;nia wielki b&#322;&#261;d, i pami&#281;ta&#322;a w&#322;asne reakcje, kiedy by&#322;a z nim sam na sam w &#347;rodku nocy na molo, poczu&#322;a si&#281; skazana na to, &#380;eby zn&#243;w z nim by&#263;. Prze&#322;o&#380;y&#322;a nog&#281; przez siedzenie i mocno &#347;cisn&#281;&#322;a Kanea w pasie. Poczu&#322;a dreszczyk, kiedy ruszyli po podje&#378;dzie. Wiatr &#347;ciga&#322; si&#281; z motocyklem. Powoli zapada&#322; zmrok.

Nakrapiany ko&#324; na wybiegu zar&#380;a&#322; piskliwie i z podniesionym ogonem podbieg&#322; a&#380; do najdalszej bramy. Sosny poro&#347;ni&#281;te mchem i bluszczem ucieka&#322;y w postaci rozmazanych plam. Claire wtuli&#322;a g&#322;ow&#281; pomi&#281;dzy &#322;opatki Kanea, jak wtedy gdy by&#322;a nastolatk&#261;. Uwa&#380;aj!  ostrzega&#322; irytuj&#261;cy g&#322;os wewn&#281;trzny, a jednak wtopi&#322;a si&#281; w rytm jego cia&#322;a, gdy mi&#281;&#347;nie drga&#322;y przy zmianie bieg&#243;w. Serce mocno jej bi&#322;o.

Bo&#380;e, jak dobrze do niego przylgn&#261;&#263; na tych kilka cudownych minut, kiedy przesz&#322;o&#347;&#263; odesz&#322;a w niepami&#281;&#263;. Niewa&#380;ne, &#380;e ju&#380; nigdy nie b&#281;d&#261; kochankami. S&#322;o&#324;ce unosi&#322;o si&#281; tu&#380; nad horyzontem. Claire da&#322;a upust wyobra&#378;ni: ca&#322;owa&#322;a go, pie&#347;ci&#322;a i wci&#261;&#380; od nowa kocha&#322;a si&#281; z nim.

Mokry wiatr od oceanu targa&#322; w&#322;osy Westona, kt&#243;ry czeka&#322; na pok&#322;adzie Stephanie, swojej chwa&#322;y i dumy, szybkiego jachtu, kt&#243;ry kupi&#322; dopiero w zesz&#322;ym roku. Zerkn&#261;&#322; na zegarek. Pi&#281;tna&#347;cie po &#243;smej i ani &#347;ladu Denvera Stylesa. Cholera, ten facet prawdopodobnie wystawi&#322; go do wiatru. Kim jest ten gn&#243;j i dlaczego Dutch Holland go zatrudni&#322;? W jakim celu? Dutch zawsze dzia&#322;a&#322; celowo. O co mu chodzi tym razem?

Si&#281;gn&#261;&#322; do kieszeni kurtki i po papierosy. Zapali&#322;.

Co to za jeden, do licha, ten Styles  cz&#322;owiek, kt&#243;ry zdaje si&#281; w og&#243;le nie istnie&#263; w &#380;adnych zestawieniach ani archiwach urz&#281;d&#243;w czy komisariat&#243;w. Sk&#261;d on si&#281; wzi&#261;&#322;? Chyba nie z kosmosu. I co tutaj robi? Jezu, mo&#380;na oszale&#263;!

Weston strz&#261;sn&#261;&#322; popi&#243;&#322; do wody i patrzy&#322;, jak s&#322;o&#324;ce coraz bardziej zbli&#380;a si&#281; do Pacyfiku. Przez ostatnich kilka lat che&#322;pi&#322; si&#281; tym, &#380;e odbiera&#322; Dutchowi najcenniejszych pracownik&#243;w i zatrudnia&#322; ich u siebie. Co wi&#281;cej, niekt&#243;rzy z nich nadal pracowali u Hollanda i podlizywali mu si&#281;, a jednocze&#347;nie potajemnie robili wszystko, co im Weston kaza&#322;, i donosili, co nowego w firmie Hollanda. Nikt nic nie wiedzia&#322; na temat Denvera Stylesa, wi&#281;c Weston doszed&#322; do wniosku, &#380;e ma to jaki&#347; zwi&#261;zek z kandydatur&#261; Dutcha na fotel gubernatora. A mo&#380;e z t&#261; ohydn&#261; ksi&#261;&#380;eczk&#261;, kt&#243;r&#261; pisze Kane Moran? Ta publikacja zaniepokoi&#322;a go. Co prawda podoba&#322; mu si&#281; pomys&#322; napisania czego&#347;, co by ukaza&#322;o wszystkie brudne sekrety Dutcha Hollanda, ale to co&#347; akurat mog&#322;o stanowi&#263; strza&#322; do bramki Westona. Zbyt wiele mrocznych tajemnic Taggert&#243;w zaz&#281;bia&#322;o si&#281; z brudnymi sekretami Holland&#243;w. Zbyt wiele osobistych grzech&#243;w Westona mog&#322;oby ujrze&#263; &#347;wiat&#322;o dzienne.

Sukinsyn  mrukn&#261;&#322; i zerkn&#261;&#322; na przybrze&#380;ny parking.  Gdzie, u licha, podziewa si&#281; Styles?

Zadzwoni&#322; telefon kom&#243;rkowy. Weston zgasi&#322; papierosa na relingu i wszed&#322; do kajuty. Mo&#380;e to Styles daje mu kopa?

Weston? Jak si&#281; masz?  spyta&#322; seksowny damski g&#322;os. Serce Westona nieomal zamar&#322;o. Powinien rozpozna&#263; ten g&#322;os, ale mia&#322; w &#380;yciu zbyt wiele kobiet.

Kto m&#243;wi?

Nie pami&#281;tasz mnie?

A powinienem?  Dziwny niepok&#243;j w g&#322;&#281;bi m&#243;zgu.

Mm-hm. Tak s&#261;dz&#281;.

Jezu, kto to mo&#380;e by&#263;? Ta dziwka mu si&#281; z kim&#347; kojarzy&#322;a.

Nie mam ochoty na takie zabawy.

Naprawd&#281;? Kiedy&#347; mia&#322;e&#347;. Och, Weston, nie czaruj. Nie wierz&#281;, &#380;e sta&#322;e&#347; si&#281; uczciwym, wzorowym ojcem rodziny.

Kto? Kto? Kto? Przed oczami mu miga&#322;y dziesi&#261;tki twarzy. &#379;adna nie pasowa&#322;a do tego g&#322;osu.

Kto m&#243;wi?  spyta&#322;.

Nie pami&#281;tasz?  w g&#322;osie by&#322;o rozczarowanie. Weston jednak wyczu&#322; w nim i kpin&#281;.  Taaak mi przykro.  Wybrzmia&#322;o ci&#281;&#380;kie westchnienie i rozm&#243;wczyni od&#322;o&#380;y&#322;a s&#322;uchawk&#281;.

Chwileczk&#281;!

Ale ju&#380; jej nie by&#322;o. Przez ponad minut&#281; w os&#322;upieniu patrzy&#322; na telefon. Mia&#322; cich&#261; nadziej&#281;, &#380;e mo&#380;e zadzwoni jeszcze raz, ale nie zadzwoni&#322;a. Wspominaj&#261;c rozmow&#281;, powoli zaczyna&#322; rozwi&#261;zywa&#263; &#322;amig&#322;&#243;wk&#281;. To by&#322; kto&#347;, kogo nie s&#322;ysza&#322; od wielu lat. Kto&#347;, z kim by&#322; zwi&#261;zany, zanim si&#281; o&#380;eni&#322; i za&#322;o&#380;y&#322; rodzin&#281;. Do licha, lista wci&#261;&#380; jest za d&#322;uga.

Us&#322;ysza&#322; czyje&#347; kroki na pomo&#347;cie. Wyjrza&#322; przez luk. Do Stephanie zbli&#380;a&#322; si&#281; Denver Styles. Weston, cho&#263; oszo&#322;omiony po niedawnej rozmowie, zdo&#322;a&#322; przestawi&#263; m&#243;zg na my&#347;lenie o Dutchu Hollandzie i aktualnym problemie z nim zwi&#261;zanym.

Holland! Trafiony, zatopiony! Usta wykrzywi&#322;y mu si&#281; w u&#347;miechu. Kobieta, kt&#243;ra do niego zadzwoni&#322;a, by&#322;a kiedy&#347; z nim zwi&#261;zana. A&#380; do krwi.

Poczekaj no  mrukn&#261;&#322; pod nosem i zacz&#261;&#322; obmy&#347;la&#263;, jak by zn&#243;w si&#281; spotka&#263; z Tess&#261; Holland. Szesna&#347;cie lat temu by&#322;a rozpalon&#261; dziewiczk&#261;. Teraz, kiedy przyby&#322;o jej lat i do&#347;wiadczenia, pewnie jeszcze gor&#281;tsza z niej kocica. U&#347;miecha&#322; si&#281; od ucha do ucha. Ale&#380; ta kobieta ma tupet  &#380;eby tak po prostu zadzwoni&#263; i wabi&#263; go jak kurwa za dwadzie&#347;cia dolar&#243;w. C&#243;&#380;, by&#322;a to taka ma&#322;a zagrywka. Jego l&#281;d&#378;wie napi&#281;&#322;y si&#281; na my&#347;l o kontynuacji tej gry.

My&#347;la&#322;a, &#380;e zabije mu &#263;wieka, co? Ale&#380; si&#281; zdziwi, kiedy si&#281; przekona, &#380;e ko&#322;o fortuny kr&#281;ci si&#281; na jej niekorzy&#347;&#263;. Weston ju&#380; nie m&#243;g&#322; si&#281; doczeka&#263; tej chwili.

S&#322;o&#324;ce zachodzi&#322;o brzoskwiniowo-bursztynow&#261; &#322;un&#261;. Wysokie chmury odbija&#322;y jaskrawe kolory i wrzuca&#322;y je do morza. Claire wmawia&#322;a sobie, &#380;e on j&#261; wykorzystuje, zbli&#380;a si&#281; do niej z powodu tej przekl&#281;tej ksi&#261;&#380;ki, ale nie mog&#322;a oprze&#263; si&#281; wra&#380;eniu, &#380;e zn&#243;w si&#281; w nim zakochuje. Wiedzia&#322;a, &#380;e to niem&#261;dre, ale by&#322;o to takie ciche fantazjowanie, kt&#243;rym ani z nikim nie zamierza&#322;a si&#281; dzieli&#263;, ani nie chcia&#322;a go zbyt szczeg&#243;&#322;owo analizowa&#263;.

Na drugim ko&#324;cu Chinook, za tartakiem Taggerta, Kane skierowa&#322; motor w g&#322;&#261;b l&#261;du i jecha&#322; na p&#243;&#322;noc szos&#261;, kt&#243;ra wiod&#322;a z powrotem do jeziora Arrowhead. Zamiast jednak zawraca&#263; w stron&#281; domu, jecha&#322; dalej prosto, coraz szybciej, a&#380; asfalt wymyka&#322; si&#281; spod k&#243;&#322;.

Dok&#261;d jedziemy?  spyta&#322;a na ca&#322;y g&#322;os, ale jej s&#322;owa porwa&#322; wiatr.

Przekonasz si&#281;.

Przez chwil&#281; beztrosko si&#281; &#347;mia&#322;a, ale wkr&#243;tce u&#347;wiadomi&#322;a sobie, co si&#281; &#347;wi&#281;ci. O Bo&#380;e, nie! Serce jej zamar&#322;o. Zadr&#380;a&#322;a, kiedy motocykl zwolni&#322;, jod&#322;y i d&#281;by ros&#322;y coraz rzadziej. Zjecha&#322; z drogi na piaszczysty brzeg jeziora Arrowhead. Smuga &#347;wiat&#322;a z reflektora skaka&#322;a po d&#322;ugim odcinku trawy i spocz&#281;&#322;a na nieruchomej, ciemnej i z&#322;owieszczej tafli wody.

Dreszcz jej przebieg&#322; po plecach. Nie zniesie, je&#347;li zsi&#261;d&#281; tutaj, dok&#322;adnie w tym samym miejscu, gdzie szesna&#347;cie lat temu Miranda zboczy&#322;a z drogi i wjecha&#322;a do jeziora. Ramiona Claire lu&#378;no opad&#322;y, ledwie si&#281; trzyma&#322;a Canta. &#379;o&#322;&#261;dek podskoczy&#322; jej do gard&#322;a. Nie wiedzia&#322;a, czy b&#281;dzie w stanie stawi&#263; czo&#322;a pytaniom, kt&#243;re z pewno&#347;ci&#261; jej zada.

Motocykl przeskoczy&#322; przez ostatni&#261; wydm&#281; i gwa&#322;townie si&#281; zatrzyma&#322;, rozsypuj&#261;c piasek. Kane zgasi&#322; silnik. Nadal g&#322;os mia&#322; niski, ale pozbawiony z&#322;o&#347;liwo&#347;ci. By&#322; ca&#322;kiem powa&#380;ny.

My&#347;l&#281;, &#380;e musimy porozmawia&#263;.

Wywiod&#322;e&#347; mnie w pole  o&#347;wiadczy&#322;a, zsuwaj&#261;c si&#281; z motocykla. Oczami wyobra&#378;ni widzia&#322;a siebie i siostry w camaro Mirandy. Wok&#243;&#322; nich szala&#322;a wiruj&#261;ca woda, czarna, lodowata. Ogarnia&#322;a j&#261; panika. Nie mog&#322;a oddycha&#263; ani my&#347;le&#263;. Potar&#322;a ramiona, jakby w ten ciep&#322;y letni wiecz&#243;r skostnia&#322;a z zimna.  Specjalnie mnie tu przywioz&#322;e&#347;.

Nawet nie pr&#243;bowa&#322; zaprzecza&#263;.

Przyznaj&#281; si&#281; do winy.  Zdj&#261;&#322; okulary.

Wpatrywa&#322;a si&#281; w jego z&#322;ociste oczy. Nie odwr&#243;ci&#322; wzroku  wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261;, jakby oczami prze&#347;wietla&#322; jej dusz&#281;.

Dlaczego?

My&#347;l&#281;, &#380;e nadszed&#322; czas, aby wszyscy rozliczyli si&#281; z tego, co si&#281; wydarzy&#322;o tamtej nocy.  Zsiad&#322; z motoru i szed&#322; ku niej, ale ona cofa&#322;a si&#281; na drugi koniec wydmy, gdzie w trawie spod ziemi wystawa&#322; g&#322;az.

Nie chcia&#322;a by&#263; blisko niego. Obawia&#322;a si&#281; w&#322;asnych reakcji na jego dotyk.

Je&#347;li my&#347;lisz, &#380;e us&#322;yszysz ode mnie jakie&#347; wyznanie albo jak&#261;&#347; inn&#261; wersj&#281; wydarze&#324; ni&#380; ta, kt&#243;r&#261; us&#322;ysza&#322;a od nas policja, to si&#281; mylisz.

Claire  By&#322; tak blisko. Zbyt blisko.

Na Boga, Kane, ju&#380; tyle razy powtarza&#322;am tobie i ca&#322;emu &#347;wiatu, co si&#281; sta&#322;o tamtej nocy! Sprawd&#378; to w raportach policyjnych.  Potkn&#281;&#322;a si&#281; o kamie&#324; i nieomal osun&#281;&#322;a si&#281; na kolana, ale j&#261; chwyci&#322; za rami&#281; i podtrzyma&#322;.

Sprawdzi&#322;em.

Przeczytaj wycinki z gazet.

Te&#380; je znam.  Nie pu&#347;ci&#322; jej. Przez r&#281;kaw parzy&#322; j&#261; jego u&#347;cisk. Sta&#322;a nieruchomo.

To spytaj kogokolwiek, kto tu wtedy by&#322; albo widzia&#322; si&#281; z Harleyem tamtego wieczoru.

Pytam ciebie.  Jego palce w&#322;adczo si&#281; zacisn&#281;&#322;y. Przez jej plecy zn&#243;w przebieg&#322; niechciany dreszcz.

I mam powiedzie&#263; ci co&#347; innego, co potem wykorzystasz w druku, aby zniszczy&#263; moj&#261; rodzin&#281;?

Harley Taggert zgin&#261;&#322;. Jeste&#347;my mu winni

Dla ciebie zawsze by&#322; nikim. W&#322;a&#347;nie to w tym wszystkim jest naj&#347;mieszniejsze.

Serce jej wali&#322;o jak oszala&#322;e, a cia&#322;o nagle si&#281; rozpali&#322;o. Palcami g&#322;aska&#322; wewn&#281;trzn&#261; stron&#281; jej przedramienia. Dlaczego jej nie zostawi w spokoju, nie zaakceptuje jej k&#322;amstw, nie pu&#347;ci jej r&#281;ki i nie odwiezie jej do domu? Zanim ona powie co&#347;, co zaszkodzi jej rodzinie. Zanim jej si&#281; wymknie, &#380;e Sean jest jego synem.

Ty by&#322;a&#347; kim&#347; dla mnie.

O Bo&#380;e!  Jego wyznanie wype&#322;ni&#322;o wieczorn&#261; cisz&#281;. Na niebie zacz&#281;&#322;y migota&#263; pierwsze gwiazdy i zapad&#322; zmierzch. Zmaga&#322;a si&#281; z pokus&#261;, by unie&#347;&#263; g&#322;ow&#281; i poca&#322;owa&#263; go w usta, powiedzie&#263;, &#380;e nigdy nie przesta&#322;a go kocha&#263;, &#380;e gdyby nie zrz&#261;dzenie losu, zawsze by na niego czeka&#322;a.

Nosisz na sercu ci&#281;&#380;ar, kt&#243;rego powinna&#347; si&#281; pozby&#263;.

My&#347;l&#281; my&#347;l&#281;, &#380;e powinni&#347;my pozwoli&#263; Harleyowi spoczywa&#263; w pokoju.

Czy naprawd&#281; tego chcesz, Claire? &#379;ebym si&#281; wycofa&#322;?

Tak  powiedzia&#322;a ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym gard&#322;em.

K&#322;amczucha.

Nie, ja

Na tym polega problem, wiesz? Zawsze by&#322;a&#347; obrzydliw&#261; k&#322;amczucha.

Szkoda, &#380;e nie wiesz. Och, Kane, mamy dziecko. Wspania&#322;ego syna, z kt&#243;rego mo&#380;emy by&#263; dumni i

Poci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; za rami&#281; i przytuli&#322; do siebie. Czu&#322;a &#380;ar pulsuj&#261;cy w jego ciele. Silne ramiona j&#261; otoczy&#322;y i zacisn&#281;&#322;y si&#281; na niej, jakby by&#322;a jedyn&#261; kobiet&#261; na &#347;wiecie, a on jedynym m&#281;&#380;czyzn&#261;.

Kane, nie s&#261;dz&#281; Oo

Jego wyg&#322;odnia&#322;e usta znalaz&#322;y jej wargi i zwar&#322;y si&#281; z nimi w gwa&#322;townym, gor&#261;cym poca&#322;unku.

Kolana o ma&#322;o si&#281; pod ni&#261; nie ugi&#281;&#322;y.

Claire  wyszepta&#322;. G&#322;os mu si&#281; &#322;ama&#322;.  S&#322;odka, s&#322;odka Claire. Zamkn&#281;&#322;a oczy i pomy&#347;la&#322;a, &#380;e powinna mu si&#281; oprze&#263;, odepchn&#261;&#263; go. Zbli&#380;anie si&#281; do niego to igranie z ogniem. Jednak gdy pog&#322;&#281;bi&#322; poca&#322;unek, j&#281;zykiem rozwieraj&#261;c jej z&#281;by, stopnia&#322;a i ju&#380; nie s&#322;ysza&#322;a g&#322;osu rozs&#261;dku. Otwar&#322;a si&#281; dla niego jak kwiat dla s&#322;o&#324;ca. Pragn&#281;&#322;a go coraz bardziej, a jej piersi nabrzmia&#322;y potrzeb&#261; jego dotyku, pieszczot, kochania. Po&#380;&#261;danie leniwie snu&#322;o si&#281; po jej ciele, dosi&#281;gaj&#261;c najdalszych zakamark&#243;w i rozgrzewaj&#261;c krew tak, &#380;e w g&#322;&#281;binach jej kobieco&#347;ci otwiera&#322;a si&#281; wilgotna czelu&#347;&#263;. Czu&#322;a piek&#261;cy g&#322;&#243;d, jakiego nie do&#347;wiadcza&#322;a od lat. Tak bardzo go pragn&#281;&#322;a. Niewiarygodnie. Obj&#281;&#322;a go za kark i uwiesi&#322;a si&#281; na nim, zmuszaj&#261;c go do osuni&#281;cia si&#281; na ziemi&#281;.

Wtuli&#322; twarz pomi&#281;dzy jej piersi, otworzy&#322; usta i zacz&#261;&#322; j&#281;zykiem muska&#263; jej bluzk&#281;. W&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce pod jej po&#347;ladki i przycisn&#261;&#322; jej &#322;ono do swojego tak mocno, &#380;e przez materia&#322; obu par spodni czu&#322;a twardy, napi&#281;ty pr&#281;t. Pragn&#261;&#322; jej tak samo jak ona jego.

Rozpina&#322; guziki, a potem szybko rozchyli&#322; bluzk&#281;, przeci&#261;gn&#261;&#322; palcami po r&#261;bku biustonosza, muskaj&#261;c obrze&#380;a koronki, wreszcie gwa&#322;townie obna&#380;y&#322; jedn&#261; pier&#347;. J&#281;zykiem i z&#281;bami smakowa&#322; napr&#281;&#380;on&#261; sutk&#281;, uwalniaj&#261;c rw&#261;c&#261; kaskad&#281; po&#380;&#261;dania, kt&#243;ra w niej trysn&#281;&#322;a.

W jej &#380;y&#322;ach buzowa&#322;o po&#380;&#261;danie. K&#322;ucie w &#322;onie nasila&#322;o si&#281;. Ociera&#322;a si&#281; o niego, domagaj&#261;c si&#281; wi&#281;cej. Co&#347; jej podpowiada&#322;o, &#380;e szuka guza, ale nie mog&#322;a si&#281; opanowa&#263;. Tak d&#322;ugo na to czeka&#322;a. Jego palce chwyci&#322;y za pasek jej spodni i powoli rozpi&#281;&#322;y rozporek. Jej oddech by&#322; p&#322;ytki i urywany.

Przesta&#324;, Claire. Nie pope&#322;nij zn&#243;w tego samego b&#322;&#281;du.

J&#281;kn&#261;&#322;, przyk&#322;adaj&#261;c twarz do jej majtek. Jego oddech muska&#322; jej sk&#243;r&#281; przez koronk&#281;.

Claire  Wymamrota&#322;, dmuchaj&#261;c jej w brzuch.  Jeste&#347; pewna? Nie by&#322;a pewna niczego, pr&#243;cz tej jednej rzeczy: pragn&#281;&#322;a go. Kipi&#261;ca krew w jej &#380;y&#322;ach domaga&#322;a si&#281; jego ca&#322;ego.

T-tak. Tak, Kane. Tak  powiedzia&#322;a, gdy zr&#281;cznie &#347;ci&#261;ga&#322; z niej majteczki. Uni&#243;s&#322; jej biodra i wtuli&#322; twarz w najintymniejsze miejsce jej cia&#322;a.

Dr&#380;a&#322;a jak osika. Wi&#322;a si&#281;, czuj&#261;c dotyk jego warg i j&#281;zyka, jego gor&#261;cy, s&#322;odki oddech. Wygi&#281;&#322;a cia&#322;o w &#322;uk, a on pie&#347;ci&#322; je d&#322;o&#324;mi.

Kane!  krzykn&#281;&#322;a zmienionym g&#322;osem.

G&#322;aszcz&#261;c nogi, ca&#322;owa&#322; i pie&#347;ci&#322; jej najczulsze sfery. J&#281;zykiem dokonywa&#322; cud&#243;w, a ona ociera&#322;a si&#281; o niego, &#380;ebrz&#261;c o wi&#281;cej i wi&#281;cej.

Tak, dobrze, kochanie, pozw&#243;l sobie na to. Dooobrze  powiedzia&#322; st&#322;umionym, &#322;agodnym g&#322;osem. Porusza&#322;a si&#281; w rytm jego pieszczot, ksi&#281;&#380;yc i gwiazdy wirowa&#322;y jej nad g&#322;ow&#261;. Nagle poczu&#322;a, &#380;e si&#281; unosi w przestworza. Krzycza&#322;a, tarmosz&#261;c go za w&#322;osy. Targa&#322; ni&#261; spazm za spazmem.

Kane Kane!

Jestem tu, ksi&#281;&#380;niczko  powiedzia&#322;, podci&#261;gaj&#261;c si&#281; do jej brzucha. Ca&#322;owa&#322; go, potem szyj&#281;, a&#380; w ko&#324;cu jego usta dotar&#322;y do jej ust. &#321;zy nape&#322;ni&#322;y jej oczy. Sca&#322;owa&#322; je.  Wszystko w porz&#261;dku, Claire.

Nie, nie powinnam

Ci&#347;&#347;. Po prostu odczuwaj.  Muska&#322; ustami jej szyj&#281; i piersi, daj&#261;c pocieszenie i prosz&#261;c o wi&#281;cej. Nie mog&#322;a si&#281; powstrzyma&#263; i cho&#263; tysi&#261;c nie przemkn&#281;&#322;o przez jej g&#322;ow&#281;, w&#347;lizgn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; pod jego kurtk&#281; i koszul&#281;. Zacz&#281;&#322;a go rozbiera&#263; i pie&#347;ci&#263; jego piersi i brzuch, wymacywa&#263; palcami kszta&#322;t mi&#281;&#347;ni, ws&#322;uchuj&#261;c si&#281; w jego urywany oddech. Chwyci&#322;a za pasek u jego spodni.

Z&#322;apa&#322; j&#261; za nadgarstek.

Nie musisz

Sza.  Rozpi&#281;&#322;a zamek i zsun&#281;&#322;a mu levisy. Us&#322;ysza&#322;a j&#281;k, gdy dotkn&#281;&#322;a jego twardej m&#281;sko&#347;ci.  Chc&#281; tego  powiedzia&#322;a. Jej oddech pie&#347;ci&#322; jego krocze.  Chc&#281;.

J&#281;kn&#261;&#322;. Poca&#322;owa&#322;a go. Drgn&#261;&#322;, wyginaj&#261;c si&#281; ku niej. Mocno j&#261; trzymaj&#261;c, rytmicznie falowa&#322;.

Uwa&#380;aj, Claire. Nie Ooo.  Nagle zmieni&#322; pozycj&#281;, po&#322;o&#380;y&#322; j&#261; na plecy i przykry&#322; sob&#261;. Pulsuj&#261;ca m&#281;sko&#347;&#263; wpija&#322;a si&#281; w jej brzuch.  Powiedz nie.

Nie mog&#281;

To b&#322;&#261;d.

Naprawd&#281;?  spyta&#322;a, patrz&#261;c mu w oczy. Widzia&#322;a na jego twarzy napi&#281;cie, m&#281;k&#281; powstrzymywania si&#281;.

O, Bo&#380;e, przebacz mi.  Pog&#322;aska&#322; japo policzku i kolanami delikatnie rozchyli&#322; jej nogi.  Nie zamierza&#322;em tego robi&#263;  powiedzia&#322;.

Oczywi&#347;cie, &#380;e zamierza&#322;e&#347;. Ja ja te&#380;.

Tak.  Jego usta zn&#243;w za&#380;&#261;da&#322;y jej warg. Wtargn&#261;&#322; w ni&#261; z nieokie&#322;znanym, pierwotnym ogniem, kt&#243;ry kruszy&#322; jej ko&#347;ci.

Zach&#322;ysn&#281;&#322;a si&#281; wdechem. Rozszala&#322;e serce wzbi&#322;o si&#281; w g&#243;r&#281;, kiedy wycofa&#322; si&#281; tylko po to, by zn&#243;w  powoli, ale mocno  w ni&#261; wej&#347;&#263;. Brakowa&#322;o jej tchu. Nie mog&#322;a my&#347;le&#263;. Ca&#322;owa&#322; jej oczy i szyj&#281;. Przed oczami widzia&#322;a tylko rozmazane plamy gwiazd. Dotrzymywa&#322;a mu tempa. A&#380; do chwili, kiedy wiedzia&#322;a, &#380;e wybuchnie.

Kane  krzykn&#281;&#322;a, wij&#261;c si&#281; w konwulsjach. Ksi&#281;&#380;yc zderzy&#322; si&#281; z ziemi&#261;, a jej dusza odlecia&#322;a do gwiazd. Mocno j&#261; poca&#322;owa&#322;.  O, Bo&#380;e, Kane.

Z triumfalnym okrzykiem opad&#322; na ni&#261;, tryskaj&#261;c gejzerem i mia&#380;d&#380;&#261;c jej piersi.

Trzyma&#322; j&#261; w ramionach z desperacj&#261;, kt&#243;ra rozdziera&#322;a jej serce.

Wybacz mi.

Co?

To, &#380;e tak bardzo ci&#281; pragn&#281;.

To nie grzech  powiedzia&#322;a. W oczach mia&#322;a &#322;zy.

Nie?  Po&#322;o&#380;y&#322; si&#281; obok niej, ale mocno przytuliwszy, trzyma&#322; j&#261; w ramionach, pie&#347;ci&#322; szyj&#281;, westchnieniami dmuchaj&#261;c jej we w&#322;osy.

Zesztywnia&#322;a, gdy jego s&#322;owa dotar&#322;y do niej. Wykorzystuje j&#261;? Czy to chcia&#322; powiedzie&#263;? Nagle gard&#322;o jej si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o i zastanawia&#322;a si&#281;, co w ni&#261; wst&#261;pi&#322;o, co sprawi&#322;o, &#380;e przesta&#322;a si&#281; kontrolowa&#263;.

Musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263;.

Jeszcze nie.  Trzyma&#322; j&#261; silnymi ramionami.

Ale dzieci

&#347;wietnie sobie poradz&#261; bez ciebie. Zosta&#324; jeszcze chwilk&#281;, Claire. Pozw&#243;l mi ci&#281; potrzyma&#263; w ramionach.

Po co? Z&#281;by ci powiedzie&#263; co&#347; na temat przesz&#322;o&#347;ci. Co&#347;, czego jeszcze nie wiesz? &#379;ebym zmieni&#322;a zeznania?

Nie. Tylko po to, &#380;eby obdarowa&#263; mnie odrobin&#261; pokoju, kt&#243;rego tak mi brakuje.  Le&#380;&#261;c tu&#380; przy niej, opar&#322; si&#281; na &#322;okciu.  Czy to tak trudno zrozumie&#263;?  Patrzy&#322; jej prosto w oczy.

Chcia&#322;abym ci ufa&#263;.

Zaufaj.

Ale usi&#322;ujesz zniszczy&#263; mojego ojca, moj&#261; rodzin&#281;, wszystko, co mi jest bliskie.

Nie, kochanie  g&#322;aska&#322; jej w&#322;osy.  Po prostu szukam prawdy.

Wierzysz w to, &#380;e prawda nigdy nie zrani cz&#322;owieka?

Nie. Prawda czasem gryzie jak w&#347;ciek&#322;y pies, ale jest lepsza ni&#380; &#380;ycie w zak&#322;amaniu.

Zastanawia&#322;a si&#281;, czy ma racj&#281;. &#379;y&#322;a k&#322;amstwem tak d&#322;ugo, &#380;e prawdopodobnie nie umia&#322;aby odr&#243;&#380;ni&#263; go od prawdy.

Naprawd&#281; musz&#281; wraca&#263;.  Si&#281;gn&#281;&#322;a po bluzk&#281;, ale wielk&#261; d&#322;oni&#261; chwyci&#322; j&#261; za nadgarstek.

Uwierz mi, &#380;e cokolwiek si&#281; stanie, nie chc&#281; ci&#281; zrani&#263;.

Ale zranisz.  Nagle poj&#281;&#322;a z&#322;owieszczy ch&#322;&#243;d, kt&#243;ry czu&#322;a w g&#322;&#281;bi serca. Tym cz&#322;owiekiem steruj&#261; nieznane si&#322;y. Nie spocznie, dop&#243;ki nie pozna prawdy.  Zranisz  powt&#243;rzy&#322;a  bo my&#347;lisz, &#380;e nie masz wyboru.

Bo nie mam.

Mylisz si&#281;, Kane. Wszyscy mamy wyb&#243;r.

Tak. A ty wybierasz to, &#380;e nie powiesz mu prawdy o Seanie. I zn&#243;w kocha&#322;a&#347; si&#281; z ojcem Seana. Och, Claire! Czy ty nigdy niczego si&#281; nie nauczysz?!



4.

Widzisz, dzieciaki jako&#347; sobie daj&#261; rad&#281;  zauwa&#380;y&#322; Kane, patrz&#261;c, jak Claire przyrz&#261;dza sobie i jemu koktajl kawowy. Musia&#322; si&#322;&#261; odci&#261;ga&#263; Seana od harleya. Ch&#322;opak nie m&#243;g&#322; przesta&#263; zadawa&#263; pyta&#324; dotycz&#261;cych maszyny, ci&#261;gle chcia&#322; ni&#261; je&#378;dzi&#263; i dopiero wtedy zgodzi&#322; si&#281; p&#243;j&#347;&#263; na g&#243;r&#281; do &#322;&#243;&#380;ka, kiedy Kane obieca&#322; mu, &#380;e jeszcze kiedy&#347; przyprowadzi tu motocykl i nauczy go nim kierowa&#263;. Przynajmniej dzieciak zaczyna&#322; nabiera&#263; do niego sympatii, chocia&#380; Kane wci&#261;&#380; widzia&#322; niepok&#243;j w oczach Seana, kiedy dotyka&#322; Claire. Ma&#322;y przejawia&#322; reakcje obronne wobec matki.

Zach&#281;canie Seana do jazdy na twoim motorze to nie jest najlepszy pomys&#322;  ostrzega&#322;a Claire, ale jej syn by&#322; w si&#243;dmym niebie. Kane przypuszcza&#322;, &#380;e ch&#322;opak po prostu potrzebuje jakiego&#347; punktu zaczepienia w &#380;yciu. Najwyra&#378;niej t&#281;skni&#322; za przyjaci&#243;&#322;mi w Kolorado. Tych kilku znajomych, kt&#243;rych zd&#261;&#380;y&#322; do tej pory zyska&#263; tu, w Chinook, to by&#322;y punki z marginesu spo&#322;ecznego i chuligani. Ty kiedy&#347; te&#380; taki by&#322;e&#347;.

Prosz&#281;  powiedzia&#322;a Claire, wr&#281;czaj&#261;c mu kubek z kaw&#261;, likierem i bit&#261; &#347;mietan&#261;.  Wypijmy to na podw&#243;rku.

Wyszli razem na taras i usiedli na starej hu&#347;tawce. Dobiega&#322;y ich odg&#322;osy nocy  &#263;ma uderza&#322;a o szyb&#281;, na autostradzie warcza&#322;y samochody, w jeziorze pluska&#322;y ryby, w oddali dudni&#322; poci&#261;g, a z pokoju Seana na drugim pi&#281;trze s&#322;ycha&#263; by&#322;o st&#322;umiony &#322;omot heavy metalu.

Masz racj&#281;. Sean i Sam powoli tu zapuszczaj&#261; korzenie. Sam lepiej sobie z tym radzi ni&#380; Sean, ale on jest starszy, mia&#322; tam wi&#281;cej przyjaci&#243;&#322;.

Jeszcze znajdzie tu sw&#243;j k&#261;t.

Mm-hm. Dzieciaki &#322;atwo si&#281; przystosowuj&#261; do nowych warunk&#243;w  powiedzia&#322;a, ale gdy patrzy&#322; na ni&#261;, wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e Claire cierpi sama, skazuj&#261;c dzieci na cierpienie.

&#321;atwiej ni&#380; ty?  Obj&#261;&#322; j&#261; ramieniem i pog&#322;aska&#322; po karku. Westchn&#281;&#322;a i odchyli&#322;a g&#322;ow&#281; do ty&#322;u, ods&#322;aniaj&#261;c bia&#322;&#261; szyj&#281;. Co ta kobieta w sobie ma? Jedno spojrzenie i jest zgubiony, krew zaczyna mu wrze&#263;. Zawsze tak by&#322;o i prawdopodobnie tak ju&#380; pozostanie.

Czy rany &#322;atwiej im si&#281; goj&#261; ni&#380; mnie? Mo&#380;e.  Podmucha&#322;a w kubek. Usi&#322;owa&#322; odwr&#243;ci&#263; wzrok od jej dwuznacznie wyd&#281;tych warg.

Opowiedz mi o nim.

O kim? Aa, o Paulu?  Zmarszczy&#322;a nos i wzruszy&#322;a ramionami.  A co chcesz wiedzie&#263;?

W jaki spos&#243;b go pozna&#322;a&#347;?

Lekko si&#281; skrzywi&#322;a i odwr&#243;ci&#322;a wzrok w stron&#281; lasu.

By&#322; wyk&#322;adowc&#261; w miejscowym collegeu, gdzie przygotowywa&#322;am si&#281; do matury. Mia&#322; ju&#380; za sob&#261; dwa ma&#322;&#380;e&#324;stwa. Powinnam by&#322;a zachowa&#263; wobec niego dystans, ale by&#322;am naiwna.  Prze&#322;kn&#281;&#322;a &#322;yk kawy i zastanawia&#322;a si&#281;, ile mo&#380;e mu powiedzie&#263;. Czas wyzna&#263; mu prawd&#281;: ch&#322;opak, z kt&#243;rym sp&#281;dzi&#322; wi&#281;ksz&#261; cz&#281;&#347;&#263; dnia, jest jego synem. Ale jeszcze nie potrafi&#322;a na to si&#281; zdoby&#263;. Kiedy dowie si&#281;, &#380;e jest ojcem Seana, jej &#380;ycie zmieni si&#281; w jeszcze wi&#281;kszy kocio&#322;. Podzieli&#322;a si&#281; wi&#281;c z nim tylko kilkoma podstawowymi informacjami, wi&#281;kszo&#347;&#263; pozostawiaj&#261;c w tajemnicy.

Wyja&#347;ni&#322;a, &#380;e po &#347;mierci Harleya i wyje&#378;dzie Kanea do wojska opu&#347;ci&#322;a Chinook i przenios&#322;a si&#281; do Portland, gdzie sko&#324;czy&#322;a szko&#322;&#281; &#347;redni&#261;. Nie wspomnia&#322;a, &#380;e by&#322;a w ci&#261;&#380;y ani &#380;e mia&#322;a zamiar zosta&#263; samotn&#261; matk&#261;. Gdyby jej rodzice si&#281; dowiedzieli, wybuch&#322;aby wielka awantura, wi&#281;c nie pisn&#281;&#322;a o tym s&#322;&#243;wka. Przed rozwodem Dutcha i Dominique i przeprowadzk&#261; matki do Pary&#380;a &#380;adne z nich nie domy&#347;la&#322;o si&#281; prawdy. Zreszt&#261; Claire by&#322;o oboj&#281;tne, czy kiedy&#347; zgadn&#261;, &#380;e jest w ci&#261;&#380;y, i jak na to zareaguj&#261;. Male&#324;stwo, o kt&#243;rym my&#347;la&#322;a, &#380;e jest potomkiem Harleya, by&#322;o dla niej bardzo wa&#380;ne. To, &#380;e ponad wszelk&#261; w&#261;tpliwo&#347;&#263; by&#322;o to dziecko Kanea, wcale nie wp&#322;yn&#281;&#322;o na jej stosunek do ch&#322;opca. Wr&#281;cz przeciwnie, by&#322; jej tym dro&#380;szy.

Paulowi odpowiada&#322;o to, &#380;e jest &#380;onaty, cieszy&#322; si&#281;, &#380;e ma kur&#281; domow&#261;, kt&#243;ra mu gotuje, sprz&#261;ta i dobrze wygl&#261;da na bankietach firmowych. Chlubi&#322; si&#281; tym, &#380;e ma m&#322;od&#261; &#380;on&#281;, zw&#322;aszcza &#380;e pochodzi&#322;am z rodziny Holland&#243;w i prawdopodobnie mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e kiedy&#347; odziedziczy fortun&#281;. Nie powiedzia&#322; mi tylko, &#380;e przyczyn&#261; jego rozwod&#243;w by&#322; to, &#380;e lubi&#322; m&#322;ode dziewczyny; niekt&#243;re z nich mia&#322;y niespe&#322;na szesna&#347;cie lat.

Fajny go&#347;&#263;  mrukn&#261;&#322; pod nosem Kane i upi&#322; &#322;yk koktajlu.

We&#378; pod uwag&#281; to, &#380;e sama mia&#322;am dopiero siedemna&#347;cie lat. To, &#380;e za niego wysz&#322;am, by&#322;o takie irracjonalne.  Ale by&#322;a osamotniona i wystraszona. Paul stanowi&#322; jak&#261;&#347; przysta&#324;. Przynajmniej na pocz&#261;tku. Udawa&#322;, &#380;e to jego dziecko. Nawet podawali wszystkim fa&#322;szyw&#261; dat&#281; urodzin Seana, m&#243;wili, &#380;e urodzi&#322; si&#281; w lipcu, a nie w kwietniu. Harley zgin&#261;&#322; w sierpniu rok wcze&#347;niej, a Claire w tym w czasie oddali&#322;a si&#281; od rodziny, wi&#281;c nikt nie domy&#347;la&#322; si&#281; prawdy. Rodzice nie widzieli dziecka, zanim nie uko&#324;czy&#322;o roku. Nawet on sam nie zna&#322; prawdziwej daty swoich urodzin, bo Claire sfa&#322;szowa&#322;a &#347;wiadectwo urodzenia, kt&#243;re by&#322;o potrzebne przy zapisywaniu dziecka do szko&#322;y.  C&#243;&#380; mam powiedzie&#263;? To by&#322; b&#322;&#261;d.

I w ko&#324;cu si&#281; go pozby&#322;a&#347;.

Tak, tylko &#380;e on jest ojcem moich dzieci.  C&#243;&#380;, przynajmniej Samanthy.

Ale Seana nazwa&#322;a&#347; imieniem Taggerta: Sean Harlan.

Kolejna pomy&#322;ka  powiedzia&#322;a.

Pocz&#261;tkowo my&#347;la&#322;a, &#380;e dziecko powinno odziedziczy&#263; nazwisko po Taggercie, ale dosz&#322;a do wniosku, &#380;e najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li jej syn wejdzie w &#380;ycie z czystym kontem. A kiedy sta&#322;o si&#281; jasne, &#380;e to Kane jest ojcem Seana, nie wiedzia&#322;a, co pocz&#261;&#263;. Postanowi&#322;a skupi&#263; si&#281; na swoim ma&#322;&#380;e&#324;stwie i zrobi&#263; wszystko, &#380;eby jak najlepiej si&#281; u&#322;o&#380;y&#322;o. Spe&#322;nia&#322;a wszystkie &#380;&#261;dania Paula. Drugie dziecko ich zaskoczy&#322;o  Paul nie by&#322; uszcz&#281;&#347;liwiony perspektyw&#261; utrzymywania kolejnego cz&#322;onka rodziny, mimo i&#380; by&#322;a to jego krew. Dziecko  c&#243;rka  przysz&#322;o na &#347;wiat i Paul je zaakceptowa&#322;. Tymczasem Claire zdo&#322;a&#322;a jako&#347; uporz&#261;dkowa&#263; swoje &#380;ycie  chodzi&#322;a do szko&#322;y, wozi&#322;a dzieci po mie&#347;cie, pilnowa&#322;a porz&#261;dku w domu, &#380;eby sprosta&#263; wymaganiom m&#281;&#380;a, kt&#243;ry lubi&#322; steryln&#261; czysto&#347;&#263;. P&#243;&#378;niej zacz&#281;&#322;a pracowa&#263; jako nauczycielka. Coraz wi&#281;cej czasu sp&#281;dza&#322;a poza domem i stopniowo ich ma&#322;&#380;e&#324;stwo zacz&#281;&#322;o kule&#263;. Claire dojrza&#322;a, sta&#322;a si&#281; bardziej niezale&#380;na i mia&#322;a w&#322;asne zdanie. Paul nie m&#243;g&#322; si&#281; z tym pogodzi&#263;.

Gdy Sean osi&#261;gn&#261;&#322; wiek dojrzewania, Paul sta&#322; si&#281; nieugi&#281;ty. Nie m&#243;g&#322; znie&#347;&#263;, &#380;e ch&#322;opak popada&#322; w konflikty z prawem  przy&#322;apywano go na aktach wandalizmu i drobnych kradzie&#380;ach. Potem pojawi&#322;y si&#281; dziewczyny. &#321;adne panny ze szko&#322;y &#347;redniej same wpada&#322;y przystojnemu ch&#322;opcu w ramiona. W ko&#324;cu dawne sk&#322;onno&#347;ci Paula zn&#243;w da&#322;y zna&#263; o sobie; na widok podlotk&#243;w burzy&#322;a si&#281; w nim krew i sko&#324;czy&#322;o si&#281; na tym, &#380;e uwi&#243;d&#322; Jessic&#281; Stewart, jedn&#261; z dziewczyn Seana. Jednak ta nami&#281;tno&#347;&#263; nie usz&#322;a mu p&#322;azem. Jessica nie tylko powiedzia&#322;a o wszystkim rodzicom, ale zg&#322;osi&#322;a to na policji. Inne dziewczyny posz&#322;y w jej &#347;lady i Paula postawiono w stan oskar&#380;enia.

Rozwiod&#322;am si&#281; z nim dopiero wtedy, kiedy wp&#322;yn&#281;&#322;y oskar&#380;enia, mimo &#380;e ju&#380; od d&#322;u&#380;szego czasu byli&#347;my w separacji. Zrazu my&#347;la&#322;am, &#380;e dla dobra dzieci b&#281;dzie lepiej, je&#347;li nadal pozostaniemy ma&#322;&#380;e&#324;stwem.

A teraz?  dopytywa&#322; si&#281;, podsuwaj&#261;c si&#281; jeszcze bli&#380;ej.

Westchn&#281;&#322;a i po&#322;o&#380;y&#322;a g&#322;ow&#281; na jego ramieniu.

Teraz s&#261;dz&#281;, &#380;e m&#261;drzej bym post&#261;pi&#322;a, gdybym go zostawi&#322;a ju&#380; za pierwszym razem, kiedy si&#281; dowiedzia&#322;am, &#380;e pu&#347;ci&#322; mnie kantem. Samantha mia&#322;a wtedy dwa latka. Ale by&#322;am m&#322;oda i my&#347;la&#322;am, &#380;e sama nie dam sobie rady. Jedynym wyj&#347;ciem by&#322;oby pa&#347;&#263; do st&#243;p ojcu i b&#322;aga&#263; go o pomoc.  Spojrza&#322;a w stron&#281; pociemnia&#322;ego lasu i pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.  Nie chcia&#322;am tego robi&#263;. Nigdy.

Wi&#281;c zosta&#322;a&#347; z cz&#322;owiekiem, kt&#243;ry mia&#322; ci&#281; za szmat&#281;?

Nie, ju&#380; potem by&#322;am z nim w separacji. Tylko nie mog&#322;am si&#281; zdoby&#263; na decyzj&#281; o rozwodzie a&#380; do chwili, kiedy zda&#322;am sobie spraw&#281;, &#380;e zwi&#261;zek z nim nie ma &#380;adnej przysz&#322;o&#347;ci. Wprawdzie nie by&#322;am w nim zakochana, ale wierzy&#322;am w to, &#380;e ma&#322;&#380;e&#324;stwo zawiera si&#281; raz na ca&#322;e &#380;ycie.  Gorzko si&#281; u&#347;miechn&#281;&#322;a.  Takie tam romantyczne mrzonki, kt&#243;re pozosta&#322;y mi z czas&#243;w m&#322;odo&#347;ci. Randa zawsze mi m&#243;wi&#322;a, &#380;e m&#243;j sentymentalizm w ko&#324;cu mnie zgubi. Wygl&#261;da na to, &#380;e mia&#322;a racj&#281;.  Mia&#322;a zgaszon&#261; min&#281;. Upi&#322;a &#322;yk z kubka, ale kawa ju&#380; wystyg&#322;a i alkohol wydawa&#322; si&#281; za mocny.

Wi&#281;c go nie kocha&#322;a&#347;?

Nigdy. Nie tak, jak kocha&#322;am ciebie!

To, co do niego czu&#322;am, nie mia&#322;o nic wsp&#243;lnego z mi&#322;o&#347;ci&#261;. Kane, to by&#322;o zobowi&#261;zanie. Wobec niego, wobec dzieci. Wobec rodziny.  Parskn&#281;&#322;a ch&#322;odnym &#347;miechem.  Ale on tego nie odwzajemnia&#322;. W ko&#324;cu to do mnie dotar&#322;o i oto jestem tu: rozwiedziona, bez pracy, z dwojgiem upartych dzieci, kt&#243;re trzeba jako&#347; wychowa&#263;.  W dodatku wci&#261;&#380; k&#322;ami&#281;. Bo&#380;e, Kane, gdyby&#347; ty wiedzia&#322;. Gdyby&#347; m&#243;g&#322; to zgadn&#261;&#263;, &#380;e Sean jest twoim synem. Nie Paula, nie Harleya, tylko twoim!

Claire dr&#380;a&#322;a. Ca&#322;y ten jej woal tajemnic pruje si&#281;, jak gdyby Kane odnalaz&#322; przerwan&#261; ni&#263; w jej &#380;yciu i poci&#261;ga&#322; za ni&#261;. Wszystkie k&#322;amstwa nied&#322;ugo wyjd&#261; na jaw. Dopilnuje tego Kane albo Denver Styles. I co wtedy? Nie mog&#322;a uzmys&#322;owi&#263; sobie konsekwencji i dzi&#281;kowa&#322;a losowi za to, &#380;e nie ma kryszta&#322;owej kuli, w kt&#243;rej mo&#380;na zobaczy&#263; przysz&#322;o&#347;&#263;.

Kane poca&#322;owa&#322; j&#261; w skro&#324;. St&#322;umi&#322;a szloch. By&#322;oby nie w porz&#261;dku z jej strony zn&#243;w si&#281; w nim zakocha&#263;. Przecie&#380; to jasne, &#380;e jak tylko prawda ujrzy &#347;wiat&#322;o dzienne, Kane na ca&#322;e &#380;ycie j&#261; znienawidzi.

Wi&#281;c pracuje pan u Dutcha Hollanda  powiedzia&#322; Weston, podaj&#261;c Denverowi Stylesowi kieliszek. Zamkn&#261;&#322; barek i usiad&#322; po przeciwnej stronie kajuty. Nie czu&#322; si&#281; dobrze, b&#281;d&#261;c sam na sam ze Stylesem. By&#322; podminowany jak pies trzymany na odleg&#322;o&#347;&#263; kilku centymetr&#243;w od suki w cieczce. Jednak  niestety  w tej chwili potrzebowa&#322; tego cz&#322;owieka.

Zgadza si&#281;.

Zadanie specjalne?

Mo&#380;na tak powiedzie&#263;.  Styles rozpar&#322; si&#281; w krze&#347;le, po&#322;o&#380;y&#322; kostk&#281; jednej nogi na kolanie drugiej. Wyraz jego twarzy graniczy&#322; z arogancj&#261;.

Weston usi&#322;owa&#322; pozby&#263; si&#281; uczucia, &#380;e kto&#347; nim manipuluje. Najpierw Tessa przez telefon, a teraz ten cichy m&#281;&#380;czyzna o przenikliwym, orlim spojrzeniu, w czarnych d&#380;insach, wyblak&#322;ym podkoszulku i lekkiej kurtce, kt&#243;ra zapewne kiedy&#347; dobrze wygl&#261;da&#322;a. Obuty by&#322; w kowbojki ze zniszczonymi obcasami. Dra&#380;ni&#322; Westona, a swoj&#261; bezczelno&#347;ci&#261; wr&#281;cz doprowadza&#322; go do szewskiej pasji. Nos Stylesa wygl&#261;da&#322; tak, jakby ju&#380; nieraz spotka&#322; si&#281; z ciosem, a na opalonej sk&#243;rze r&#261;k wida&#263; by&#322;o bia&#322;e blizny, kt&#243;re prawdopodobnie by&#322;y pozosta&#322;o&#347;ci&#261; walk na pi&#281;&#347;ci i no&#380;e, kt&#243;re stoczy&#322; w m&#322;odo&#347;ci. By&#322; dobrze zbudowany, szczup&#322;y, a pewno&#347;&#263;, kt&#243;ra z niego bi&#322;a, &#347;wiadczy&#322;a, &#380;e zna w&#322;asne s&#322;abe i mocne punkty.

To cz&#322;owiek, kt&#243;rego Weston wola&#322;by mie&#263; po swojej stronie, przynajmniej do czasu, kiedy dowie si&#281; czego&#347; wi&#281;cej na temat tej enigmy. Pewnego dnia odkryje jakie&#347; ciemne sprawki Stylesa, kt&#243;re b&#281;dzie m&#243;g&#322; wykorzysta&#263; przeciwko niemu. Na razie facet sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby nie mia&#322; przesz&#322;o&#347;ci, jakby by&#322; przybyszem z kosmosu.

Ale Weston ani my&#347;la&#322; da&#263; za wygran&#261;, nawet gdyby si&#281; okaza&#322;o, &#380;e ten typ przyby&#322; tu sprzed bram Hadesu. Ka&#380;dy ma jak&#261;&#347; przesz&#322;o&#347;&#263;. &#346;wietnie. Niech si&#281; wali i pali, a on i tak si&#281; dowie, co gryzie Stylesa i jakie mroczne tajemnice ukrywa za szczeln&#261; mask&#261;. Weston nie nale&#380;a&#322; do ludzi, kt&#243;rzy pozwalaj&#261; nad sob&#261; dominowa&#263;. Nigdy.

Co pan takiego robi dla Dutcha?

Styles przechyli&#322; szklaneczk&#281; ze szkock&#261; i rozejrza&#322; si&#281; po l&#347;ni&#261;cej drewnianej kajucie, jakby ocenia&#322; najdrobniejsze szczeg&#243;&#322;y.

To chyba nie pa&#324;ski interes?

Mo&#380;e i m&#243;j.  Weston u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko. Tym u&#347;miechem zazwyczaj rozbraja&#322; ludzi. Jednak na Stylesa najwyra&#378;niej nie dzia&#322;a&#322;.  Przypuszczam, &#380;e jest pan tu po to, aby kontrolowa&#263; straty.

Kokieteryjnie uni&#243;s&#322; jedn&#261; brew.

Ja to rozumiem w ten spos&#243;b: Dutch planuje og&#322;osi&#263; swoj&#261; kandydatur&#281; na fotel gubernatora, ale chce troch&#281; posprz&#261;ta&#263; w domu, zanim spotka si&#281; z pras&#261;. Nie &#380;yczy sobie &#380;adnych niespodzianek, skandali ani wyj&#347;cia na jaw mrocznych sprawek, o kt&#243;rych nie wie. Ma ju&#380; dosy&#263; problem&#243;w z Moranem i t&#261; jego ksi&#261;&#380;k&#261;. Niepotrzebne mu nic, co mog&#322;oby storpedowa&#263; lub &#378;le wp&#322;yn&#261;&#263; na jego kampani&#281; wyborcz&#261;.

Styles powstrzyma&#322; si&#281; od komentarza. Wpatrywa&#322; si&#281; w Westona bez mrugni&#281;cia okiem, w duchu oskar&#380;aj&#261;c go o liczne przest&#281;pstwa. Ten typ przyprawia&#322; go o g&#281;si&#261; sk&#243;rk&#281;. Niew&#261;tpliwie jest dobry w tym, co robi, bez wzgl&#281;du na to, co to naprawd&#281; jest.

Czego ode mnie chcesz, Taggert?

Tym pytaniem zaskoczy&#322; Westona, kt&#243;ry nie spodziewa&#322; si&#281;, &#380;e go&#347;&#263; mo&#380;e by&#263; a&#380; tak bezpo&#347;redni.

C&#243;&#380;, dobrze wiesz, &#380;e moja rodzina raczej nie uwielbia Holland&#243;w.

Styles powoli obraca&#322; alkohol w kieliszku. Jacht nieznacznie przechyla&#322; si&#281; w stron&#281; pomostu. Z oddali dobiega&#322; st&#322;umiony odg&#322;os syreny mg&#322;owej.

Ta wojna trwa ju&#380; od lat i wierz mi lub nie, moja firma nie&#378;le na niej wychodzi. Moim zdaniem troch&#281; uczciwej rywalizacji nigdy nie zaszkodzi&#322;o gospodarce.

Uczciwej rywalizacji?  Styles mia&#322; na twarzy wypisan&#261; drwin&#281;. Weston odni&#243;s&#322; wra&#380;enie, &#380;e niepotrzebnie strz&#281;pi j&#281;zyk, bo ten typ nie wierzy w ani jedno jego s&#322;owo.  Nie zalewaj.

C&#243;&#380;, powiedzmy: przewa&#380;nie uczciwej.

Ograbili&#347;cie Holland&#243;w z najwa&#380;niejszych pracownik&#243;w.

No, widocznie nie by&#322;o im tam dobrze. Chcieli wi&#281;cej zarabia&#263;.

I prawdopodobnie macie u Dutcha kilku szpieg&#243;w.  Styles przymru&#380;y&#322; oczy, jakby nad czym&#347; si&#281; zaduma&#322;.  Nie czaruj. To nie jest kwestia rywalizacji, tylko wendety. A to jest bro&#324; obosieczna.

Chryste, ten facet ma wi&#281;cej informacji, ni&#380; powinien. Weston zaczyna&#322; si&#281; poci&#263;. Znacznie lepiej by&#322;oby mie&#263; w Stylesie sprzymierze&#324;ca ni&#380; wroga.

Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e m&#243;g&#322;by&#347; ubi&#263; znacznie lepszy interes ni&#380; ten, kt&#243;ry masz u Dutcha.

Z tob&#261;?

Weston w zamy&#347;leniu pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;. Skupi&#322; wzrok na Stylesie w oczekiwaniu na jak&#261;kolwiek reakcj&#281;. Ale nie by&#322;o &#380;adnej.

I co mia&#322;bym robi&#263;?

Nic poza tym, co robi&#322;e&#347; dotychczas.

Styles powoli s&#261;czy&#322; alkohol ze szklanki. Nawet nie drgn&#261;&#322;, &#380;adnych emocji. Jak gdyby mia&#322; stalowe nerwy. Do licha, Weston nie chcia&#322;by zagra&#263; z nim w pokera.

Chc&#281; tylko, &#380;eby&#347; dalej wykonywa&#322; swoj&#261; robot&#281; dla Dutcha i mnie zdawa&#322; z niej relacje.

Cienkie usta Stylesa wykrzywi&#322; cie&#324; sarkastycznego, cierpkiego u&#347;miechu. Za burt&#261; brz&#281;cza&#322;a boja.

Wi&#281;c w ko&#324;cu wiemy, o co chodzi.

Gra mog&#322;aby by&#263; warta &#347;wieczki.

I dlatego uwa&#380;asz, &#380;e mo&#380;esz mnie kupi&#263;?

Ka&#380;dy ma swoj&#261; cen&#281;.  Weston ju&#380; nieco si&#281; rozlu&#378;ni&#322;. Alkohol rozgrzewa&#322; mu krew, o&#347;miela&#322; go. Teraz sta&#322; na stabilnym gruncie. Wkracza&#322; w stref&#281; pieni&#281;dzy, kt&#243;re mo&#380;na zaoferowa&#263;, zna&#322; ten teren bardzo dobrze, zdar&#322; na nim niejedn&#261; par&#281; but&#243;w. Styles nie rzuci&#322; si&#281; do drzwi. Nawet nie obrzuci&#322; go obra&#378;liwymi epitetami za sugesti&#281;, &#380;e mo&#380;na go kupi&#263;. O nie. Niewzruszenie siedzia&#322;, popija&#322; przekl&#281;t&#261; whisky i zastanawia&#322; si&#281;. Dobrze.

Zap&#322;ac&#281; ci tyle, ile dostajesz od Dutcha, i w ten spos&#243;b zarobisz podw&#243;jnie, a nie musisz zdawa&#263; relacji dw&#243;m osobom.

To znaczy?

C&#243;&#380;, chcia&#322;bym ci&#281; prosi&#263;, &#380;eby&#347; niekt&#243;re informacje zachowa&#322; w tajemnicy przed starym, poczciwym Benedictem.

Nie ma mowy.

Weston gwa&#322;townie uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;. By&#322; pewny, &#380;e Styles po&#322;knie haczyk.

Nie jestem zainteresowany puszczeniem w tr&#261;b&#281; starego, poczciwego Benedicta.

Niczego si&#281; nie dowie.

Nie?  U&#347;miech Stylesa sta&#322; si&#281; z&#322;owieszczy, a jego palce tak mocno zacisn&#281;&#322;y si&#281; na szklance, &#380;e a&#380; zbiela&#322;y mu kostki, co by&#322;o bardzo dobrze wida&#263; mimo opalonej sk&#243;ry.  Dlaczego mia&#322;bym ci zaufa&#263;?

A dlaczego nie?

Je&#347;li zawr&#281; z tob&#261; ugod&#281;, a ty pi&#347;niesz s&#322;&#243;wko, zostan&#281; bez pracy.

Nie puszcz&#281; pary z ust. To pozostanie pomi&#281;dzy tob&#261; i mn&#261;.

Naprawd&#281;?  Oczy Stylesa zaiskrzy&#322;y takim b&#322;yskiem, &#380;e Weston si&#281; przerazi&#322;. Co to za facet? Wcielenie Lucyfera?  Pytam po raz drugi: dlaczego mia&#322;bym ci zaufa&#263;?

Poniewa&#380; nie zap&#322;aci&#322;bym ci takiej forsy tylko po to, &#380;eby ci&#281; wyrolowa&#263;.

Takiej forsy? To znaczy ile?

Wi&#281;c s&#322;ucha&#322;. Weston poczu&#322; iskierk&#281; szata&#324;skiej rado&#347;ci. Denver Styles ma chrapk&#281; na to samo, co i wszyscy. Niczym si&#281; nie r&#243;&#380;ni od t&#322;umu &#347;miertelnik&#243;w.

Powiedzia&#322;em, &#380;e

Nie interesuje mnie to.

A gdybym tak podwoi&#322; nie, potroi&#322; stawk&#281;?  Weston z niecierpliwo&#347;ci&#261; oczekiwa&#322; sfinalizowania interes&#243;w. Niewa&#380;ne, za jak&#261; sum&#281;.

Zap&#322;ac&#281; ci trzykrotnie wi&#281;cej, ni&#380; ci daje Dutch  bez wzgl&#281;du na to, ile ci daje.

Na pocz&#261;tek?  Styles nieprzerwanie prze&#347;wietla&#322; go szarymi oczami.  Sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t kawa&#322;k&#243;w.

Na pocz&#261;tek pi&#281;&#263;dziesi&#261;t. Reszta p&#243;&#378;niej. Szcz&#281;ka Stylesa drgn&#281;&#322;a, jakby rozwa&#380;a&#322; propozycj&#281;.

A w zamian chcia&#322;bym wiedzie&#263; wszystko, co odkryjesz dla Dutcha. Poza tym oczekuj&#281; informacji o tej nowej inwestycji, drugiej fazie rozbudowy Stone Illahee.

Te informacje s&#261; powszechnie znane, po prostu przejrzyj archiwum okr&#281;gowe. Przed&#322;u&#380;a drog&#281;, buduje kolejny, mniejszy dom my&#347;liwski z polem golfowym, kortami tenisowymi i wszystkimi innymi udogodnieniami.

Gdzie?

Oko&#322;o mili od g&#322;&#243;wnych budynk&#243;w w g&#322;&#281;bi l&#261;du.  Weston poczu&#322;, &#380;e w&#322;os mu si&#281; je&#380;y na karku. Spodziewa&#322; si&#281; takich informacji, ale wci&#261;&#380; mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e to nieprawda, &#380;e Dutch znalaz&#322; bezpieczniejsze, bardziej reprezentacyjne miejsce dla swojego nowego projektu budowlanego. Do licha, podobno ma nawet genialnie opracowane plany

W&#322;adze ju&#380; zatwierdzi&#322;y lokalizacj&#281; budowy. Wykopy rozpoczn&#261; si&#281; w tym tygodniu.  Styles zn&#243;w wpatrywa&#322; si&#281; w Westona, jak gdyby czyta&#322; w jego my&#347;lach.

Tak szybko? Jezu.  Weston si&#281;gn&#261;&#322; po paczk&#281; papieros&#243;w i poczu&#322;, &#380;e na jego czole zbieraj&#261; si&#281; kropelki potu. Wyluzuj si&#281;. To jeszcze nie problem. Ale mia&#322; trudno&#347;ci z zapaleniem papierosa. Wszystkie jego perfekcyjnie opracowane plany mog&#322;y spali&#263; na panewce przez jedno zagarni&#281;cie &#322;y&#380;ki koparki. Uspok&#243;j si&#281;. Nie wywo&#322;uj wilka z lasu.  To jak, umowa stoi?

Styles milcza&#322; przez chwil&#281; z zaci&#347;ni&#281;tymi z&#281;bami i napr&#281;&#380;onymi mi&#281;&#347;niami, jak gdyby to on uwa&#380;a&#322;, &#380;e podpisuje pakt z diab&#322;em, a nie odwrotnie.

Po wszystkim m&#243;g&#322;by&#347; by&#263; bogaczem  agitowa&#322; Weston.

Albo trupem.

Obaj mogliby&#347;my nimi by&#263;, pomy&#347;la&#322; Weston, ale nie powiedzia&#322; tego g&#322;o&#347;no. Za to wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; do Stylesa.

Denver o ma&#322;o nie parskn&#261;&#322; szyderczym &#347;miechem; jednak nie sta&#263; go by&#322;o na to, &#380;eby odwr&#243;ci&#263; si&#281; na pi&#281;cie i odej&#347;&#263;.

Niech ci b&#281;dzie, Taggert  powiedzia&#322; w ko&#324;cu, wstaj&#261;c, lecz odm&#243;wi&#322; u&#347;ci&#347;ni&#281;cia d&#322;oni Westona.  Dobi&#322;e&#347; targu. Ale je&#347;li b&#281;dzie jaki&#347; przeciek, po&#380;a&#322;ujesz.

Po&#380;a&#322;uj&#281;?

Wykopi&#281; tyle szlamu na temat twojej rodziny, &#380;e ugrz&#281;&#378;niesz w nim po czubek g&#322;owy. Z tego, co do tej pory odgrzeba&#322;em, wynika, &#380;e Taggertowie wcale nie s&#261; czystsi ni&#380; Hollandowie. Szczerze m&#243;wi&#261;c, nie jestem pewien, czy nie jest odwrotnie.  Przymru&#380;y&#322; oczy i zacisn&#261;&#322; usta, jakby chcia&#322; zademonstrowa&#263; swoj&#261; wy&#380;szo&#347;&#263;.  Jeste&#347; brudny, Taggert. Obaj to wiemy, wi&#281;c nie pr&#243;buj mi mydli&#263; oczu.

Czy to gro&#378;ba?  Weston nie wierzy&#322; w&#322;asnym uszom. Ten kiepski rzezimieszek usi&#322;owa&#322; go nastraszy&#263;?

Po prostu dobrze ci radz&#281;. Mo&#380;esz to potraktowa&#263;, jak sobie chcesz.  Podszed&#322; do drzwi.

Oczekuj&#281; got&#243;wki. Na pocz&#261;tek pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu kawa&#322;k&#243;w. Za trzy dni  rzek&#322;, nie odwracaj&#261;c si&#281;.

Weston patrzy&#322;, jak odchodzi, i usi&#322;owa&#322; przekona&#263; siebie, &#380;e ten facet to taki piesek, kt&#243;ry du&#380;o szczeka, a ma&#322;o gryzie. Kolejny nad&#281;ty twardziel. Ale Styles naprawd&#281; porusza&#322; si&#281; z godno&#347;ci&#261;, wzrokiem m&#243;g&#322;by wyp&#322;oszy&#263; jaguara i mia&#322; kilka blizn &#347;wiadcz&#261;cych o tym, &#380;e sp&#281;dzi&#322; troch&#281; czasu na ulicy. Weston wytar&#322; o nogawki spodni d&#322;onie, kt&#243;re nagle mu si&#281; spoci&#322;y. Mia&#322; tylko nadziej&#281;, &#380;e si&#281; nie pomyli&#322; i &#380;e to, co przed chwil&#261; zrobi&#322;, nie by&#322;o najwi&#281;kszym b&#322;&#281;dem, jaki w &#380;yciu pope&#322;ni&#322;.

Ten pistolet nie dawa&#322; mu spokoju. Gdy Kane po raz kolejny wczytywa&#322; si&#281; w materia&#322;y dotycz&#261;ce &#347;mierci Harleya Taggerta, nie m&#243;g&#322; przej&#347;&#263; do porz&#261;dku dziennego nad t&#261; broni&#261;  niezarejestrowanym pistoletem ma&#322;ego kalibru. Wtedy detektywi porzucili dociekania na ten temat, mimo i&#380; znaleziono j&#261; w zag&#322;&#281;bieniu zatoki, nie dalej ni&#380; sze&#347;&#263; metr&#243;w od miejsca, w kt&#243;rym dryfowa&#322;o cia&#322;o Harleya. By&#322;y na niej odciski, ale nie pasowa&#322;y do niczyich palc&#243;w.

Wi&#281;c sk&#261;d si&#281; tam wzi&#281;&#322;a? Czy kto&#347; j&#261; wykorzysta&#322; do innego przest&#281;pstwa i dziwnym trafem wrzuci&#322; do zatoki w tym samym czasie, kiedy wyp&#322;yn&#281;&#322;o cia&#322;o Harleya? A mo&#380;e po prostu wrzuci&#322; j&#261; tam, aby skomplikowa&#263; &#347;ledztwo i skierowa&#263; je na fa&#322;szywy trop? Czy to by&#322;a fa&#322;szywa moneta, czy wa&#380;ny dow&#243;d? Czy to mia&#322;o co&#347; wsp&#243;lnego z Claire? Serce mu drgn&#281;&#322;o, kiedy o niej pomy&#347;la&#322;. Wizje jej nagiego cia&#322;a, o&#347;wietlonego ksi&#281;&#380;ycow&#261; po&#347;wiat&#261;, bombardowa&#322;y mu m&#243;zg. Nie panowa&#322; nad sob&#261;. My&#347;la&#322; tylko o niej. Chcia&#322; j&#261; ca&#322;owa&#263;, pie&#347;ci&#263; jej dr&#380;&#261;ce cia&#322;o i czu&#263; bicie jej serca na swoim. Chcia&#322; by&#263; sam na sam z ni&#261;, kocha&#263; si&#281; z ni&#261;, j&#281;zykiem i wargami smakuj&#261;c ka&#380;dy centymetr jej sk&#243;ry.

Cholera, zn&#243;w mimowolnie skupi&#322; si&#281; na niej, a przecie&#380; nie mia&#322; czasu na fantazjowanie. Nie teraz. Nie teraz, kiedy ju&#380; zaczyna&#322; rozszyfrowywa&#263; t&#281; uk&#322;adank&#281;, uk&#322;ada&#263; j&#261; z fragment&#243;w zdarze&#324; tamtej pami&#281;tnej nocy.

Oczywi&#347;cie, &#380;e siostry k&#322;ama&#322;y. Albo by&#322;y w zmowie, albo si&#281; wzajemnie ochrania&#322;y. Jednak nie wiedzia&#322;, kt&#243;ra z nich mia&#322;a co&#347; do ukrycia. Nie wyobra&#380;a&#322; sobie Claire jako wyrachowanej morderczyni, ale mo&#380;e zdarzy&#322; si&#281; jaki&#347; wypadek. Mo&#380;e gdy powiedzia&#322;a Harleyowi, &#380;e z nim zrywa, dosta&#322; ataku sza&#322;u, zacz&#261;&#322; krzycze&#263; i wygra&#380;a&#263;, &#380;e nie pozwoli jej odej&#347;&#263;? Mo&#380;e walczyli ze sob&#261; i w obronie w&#322;asnej mocno go uderzy&#322;a kamieniem albo jakim&#347; ostrym przedmiotem, w wyniku czego wypad&#322; przez burt&#281;?

Nie. Tak nie mog&#322;o by&#263;. Bo je&#347;li Harley zosta&#322; zabity przypadkiem, to dlaczego nie wezwano policji? Po co ta ucieczka? Po co to wymy&#347;lanie idiotycznej historyjki o za&#347;ni&#281;ciu za kierownic&#261; i wje&#380;d&#380;anie do jeziora Arrowhead? Nie, to nie mia&#322;o sensu. Ale c&#243;&#380; mia&#322;o sens?

Wpatruj&#261;c si&#281; w zdj&#281;cie ma&#322;ego pistoletu, zw&#261;tpi&#322;, czy kiedykolwiek pozna prawd&#281;. W takim razie Dutchowi Hollandowi usz&#322;yby p&#322;azem wszystkie grzechy. Kane podszed&#322; do werandy, gdzie jego ojciec przed &#347;mierci&#261; przemieni&#322; tak wiele pni w nied&#378;wiedzie i inne potwory. Ju&#380; nie &#380;ywi&#322; &#380;adnych synowskich uczu&#263; wobec Hamptona Morana. Mia&#322; tylko odrobin&#281; wsp&#243;&#322;czucia dla m&#281;&#380;czyzny, kt&#243;ry po nieszcz&#281;&#347;liwym wypadku sta&#322; si&#281; strz&#281;pem cz&#322;owieka i wci&#261;&#380; wini&#322; w&#322;a&#347;ciciela firmy za swoj&#261; niedol&#281;.

Ale Kane jeszcze w&#243;wczas nie zna&#322; ca&#322;ej prawdy. Nie wiedzia&#322;, &#380;e jego matka sta&#322;a si&#281; metres&#261; Dutcha, &#380;e przeprowadzi&#322;a si&#281; do Portland, zamieszka&#322;a w apartamencie i &#380;e utrzymywa&#322; j&#261; Benedict Holland. Czeki opiewaj&#261;ce na trzysta dolar&#243;w, kt&#243;re co miesi&#261;c otrzymywa&#322;, tak naprawd&#281; przychodzi&#322;y od Dutcha. Ojca Claire.

Dra&#324;  mrukn&#261;&#322; pod nosem Kane. Matka tej zimy zmar&#322;a na zawa&#322; serca i Kane pozna&#322; bolesn&#261; prawd&#281;: Alice Moran zostawi&#322;a m&#281;&#380;a i jedynego syna tylko dlatego, &#380;eby sta&#263; si&#281; utrzymank&#261; Dutcha Hollanda.

Kaneowi &#380;o&#322;&#261;dek si&#281; przewraca&#322;, kiedy pomy&#347;la&#322; o matce i Dutchu. Wspomina&#322; noce, kiedy siedzia&#322; sam w pokoju i czeka&#322;, a&#380; wr&#243;ci. Powstrzymywa&#322; p&#322;acz, nie mog&#261;c uwierzy&#263; w to, &#380;e naprawd&#281; go opu&#347;ci&#322;a. Zawsze mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e jednak powr&#243;ci. Nie przekona&#322;y go nawet ostre s&#322;owa ojca, kt&#243;ry powtarza&#322;, &#380;e jest po prostu kurw&#261; bogacza. W og&#243;le jej nie zale&#380;a&#322;o na tobie, na moim ch&#322;opcu. Ani odrobin&#281;. Wszystko, czego chcia&#322;a, to pieni&#261;dze i w ko&#324;cu je znalaz&#322;a, k&#322;ad&#261;c si&#281; na plecach i rozk&#322;adaj&#261;c nogi. Synu, zapami&#281;taj t&#281; prawd&#281; o kobietach. Dla forsy zrobi&#261; wszystko. Nawet twoja matka.

Szcz&#281;ka mu si&#281; zacisn&#281;&#322;a, pi&#281;&#347;ci r&#243;wnie&#380;. Benedict Holland bez skrupu&#322;&#243;w odebra&#322; mu matk&#281;. Nic dziwnego, &#380;e Hampton zabra&#322; pi&#322;&#281; &#322;a&#324;cuchow&#261; do jego cennej cha&#322;upy. Facet na to wszystko zas&#322;u&#380;y&#322;, a je&#347;li plan Kanea si&#281; powiedzie, to Dutch Holland b&#281;dzie doszcz&#281;tnie skompromitowany.

A co z Claire? Co si&#281; z ni&#261; stanie? Co b&#281;dzie z ni&#261; i jej dzie&#263;mi, kiedy doprowadzisz do upadku jej ojca i siostry, a j&#261; sam&#261;, by&#263; mo&#380;e, uwik&#322;asz w &#347;mier&#263; Harleya?

Wpatrywa&#322; si&#281; w zdj&#281;cie pistoletu i wmawia&#322; sobie, &#380;e to ju&#380; nie jego problem. Jednak wiedzia&#322;, &#380;e oszukuje sam siebie, bo, cholera, zn&#243;w zaczyna&#322; si&#281; zakochiwa&#263; w Claire St. John. Do licha, chyba kto&#347; na niego rzuci&#322; jaki&#347; urok.

Utrapienie z tym Denverem Stylesem.  Tessa, ubrana w czarne bikini i bia&#322;&#261; koronkow&#261; sukienk&#281; pla&#380;ow&#261;, kt&#243;rej rami&#261;czko sugestywnie zsuwa&#322;o si&#281; z ramienia, podnios&#322;a wzrok znad gitary. Do jej apartamentu w&#322;a&#347;nie wesz&#322;a Miranda.

Nachodzi&#322; ci&#281;?  Miranda nie chcia&#322;a my&#347;le&#263; o nim. By&#322; zbyt tajemniczy, zbyt niebezpieczny. Odnosi&#322;a wra&#380;enie, &#380;e czai si&#281; za ka&#380;dym rogiem, obserwuje ka&#380;dy jej ruch i czeka, a&#380; pope&#322;ni jaki&#347; fa&#322;szywy krok. Wtedy, jak cierpliwy my&#347;liwy, odpali bro&#324;.

Tak. By&#322; tu kilka razy.

Co mu powiedzia&#322;a&#347;?

Tessa u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; i unios&#322;a jasne brwi.

S&#322;owo w s&#322;owo?  uderzy&#322;a w jedn&#261; strun&#281;.  Powiedzia&#322;am mu, &#380;eby si&#281; odpieprzy&#322; ode mnie.

&#321;adnie, Tesso.

Ten facet to nic dobrego  powiedzia&#322;a, odk&#322;adaj&#261;c sze&#347;ciostrunowe pud&#322;o na dywan obok donicy z kwiatem.

Miranda podesz&#322;a do kominka i usiad&#322;a przy palenisku, chocia&#380; nie migota&#322;a tam ani jedna iskierka.

Zadzwoni&#322;am do taty i powiedzia&#322;am mu, &#380;e pope&#322;ni&#322; b&#322;&#261;d, zatrudniaj&#261;c Stylesa, i &#380;e wywlekanie przesz&#322;o&#347;ci nie le&#380;y w jego interesie, ale by&#322;o tak samo jak przedtem. W og&#243;le nie chcia&#322; mnie s&#322;ucha&#263;.

Nigdy nikogo nie s&#322;ucha. Jeszcze si&#281; o tym nie przekona&#322;a&#347;?  spyta&#322;a Tessa.  Hej, co powiesz na drinka? W lod&#243;wce mam r&#243;&#380;ne napoje.  Natychmiast wsta&#322;a i boso pobieg&#322;a do kuchni, do malutkiej lod&#243;wki wci&#347;ni&#281;tej w r&#243;g.

Je&#347;li chodzi o mnie, to nie, dzi&#281;kuj&#281;.

Och, Randa, wyluzuj si&#281;!  Tessa wr&#243;ci&#322;a z dwiema butelkami jakiego&#347; brzoskwiniowowinnego wynalazku. Poda&#322;a do r&#281;ki Mirandzie jedn&#261; butelk&#281;.  Nasze zdrowie!  Zaczepi&#322;a oba kapsle o siebie i otworzy&#322;a butelki, zrobi&#322;a oko do siostry i poci&#261;gn&#281;&#322;a &#322;yk.

S&#322;uchaj, Tessa, boj&#281; si&#281;, &#380;e Styles dowie si&#281; prawdy  wyzna&#322;a Miranda i spr&#243;bowa&#322;a p&#322;ynnego paskudztwa.

A niech si&#281; dowiaduje.

Wykluczone!

Mo&#380;e ju&#380; czas najwy&#380;szy.  Tessa spochmurnia&#322;a i przygryz&#322;a doln&#261; warg&#281;, tak jak to robi&#322;a jako ma&#322;a dziewczynka, kiedy czu&#322;a si&#281; niepewnie lub by&#322;a zak&#322;opotana.  Jestem zm&#281;czona k&#322;amstwem, Rando. To by&#322; b&#322;&#261;d.

Nie! Za p&#243;&#378;no, &#380;eby cokolwiek zmienia&#263;  Miranda gwa&#322;townie pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.  Mamy si&#281; trzyma&#263; tej wersji.

Nie wiem.

Do tej pory wszystko sz&#322;o po naszej my&#347;li.  Miranda, niespokojna, podesz&#322;a do rozsuwanych szklanych drzwi i opar&#322;a si&#281; o nie.

Czy&#380;by?

Nie dajmy si&#281;.  Miranda wpatrywa&#322;a si&#281; w ocean. Zielone ponure wody niespokojnie falowa&#322;y, jak gdyby one te&#380; pr&#243;bowa&#322;y os&#322;oni&#263; jakie&#347; g&#322;&#281;bokie i tragiczne tajemnice przed &#347;wiat&#322;em.

Nie musisz si&#281; martwi&#263; o mnie  o&#347;wiadczy&#322;a Tessa.  To Claire b&#281;dzie w k&#322;opocie.

Claire?  powt&#243;rzy&#322;a Miranda. Claire nawet nie wie, jak by&#322;o naprawd&#281;.  Dlaczego?

Bo co&#347; j&#261; zaczyna &#322;&#261;czy&#263; z Kaneem Moranem.

Nie.  Miranda mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e Tessa to sobie ubzdura&#322;a. Najm&#322;odsza c&#243;rka Dutcha lubi&#322;a czasem popu&#347;ci&#263; wodze fantazji. Niekiedy trudno by&#322;o odr&#243;&#380;ni&#263;, czy fantazjuje, czy m&#243;wi powa&#380;nie.

Widzia&#322;am ich razem.

Czy ona ju&#380; zupe&#322;nie oszala&#322;a?  Serce Mirandy ze strachu zacz&#281;&#322;o wybija&#263; szalony rytm.

Wiesz, jaka z niej romantyczka. Zawsze taka by&#322;a. W kontaktach z m&#281;&#380;czyznami zawsze zachowywa&#322;a si&#281; jak idiotka. By&#322;a zar&#281;czona z Harleyem, a w kilka miesi&#281;cy po jego &#347;mierci wysz&#322;a za tego chama Paula. Tylko raz go widzia&#322;am, tu&#380; po ich &#347;lubie. Ju&#380; wtedy rozgl&#261;da&#322; si&#281; za innymi kobietami. Ze mn&#261; w&#322;&#261;cznie!  Westchn&#281;&#322;a i ci&#281;&#380;ko opad&#322;a na kanap&#281;.  Idiotka. Zawsze ni&#261; by&#322;a.

Moran po prostu j&#261; wykorzystuje.

Prawdopodobnie.

Porozmawiam z ni&#261;.

I co to da? Pami&#281;tasz? Nikt nie m&#243;g&#322; przem&#243;wi&#263; do jej rozs&#261;dku, przekona&#263;, &#380;eby przesta&#322;a si&#281; spotyka&#263; z Harleyem Taggertem. A potem ten Paul. Jezu, jak jej powiedzia&#322;am, &#380;e si&#281; do mnie przystawia&#322;, to mi nie wierzy&#322;a. Do niej m&#243;wi&#263; to jak m&#243;wi&#263; do &#347;ciany. Wierz mi, nic nie wsk&#243;rasz.

Tym razem Tessa mia&#322;a racj&#281;. Claire nigdy nie s&#322;ucha&#322;a nikogo, gdy w gr&#281; wchodzi&#322;o jej serce. Sprawy przedstawia&#322;y si&#281; gorzej, ni&#380; Miranda my&#347;la&#322;a. Czu&#322;a si&#281; tak, jakby poch&#322;ania&#322;a j&#261; kurzawa przesz&#322;o&#347;ci, przed kt&#243;r&#261; nie umknie. Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej ona, siostry, ojciec i jej przekl&#281;ta kariera wsi&#261;kn&#261; w ten piach.

Bo&#380;e, dopom&#243;&#380; im wszystkim.

Musia&#322; o niej zapomnie&#263;. To wszystko. Ale Weston nigdy nie przepu&#347;ci&#322; &#380;adnej kobiecie, a zmys&#322;owy g&#322;os Tessy Holland prawie go przekona&#322;, &#380;e dziewczyna jest wi&#281;cej ni&#380; sk&#322;onna kontynuowa&#263; urwany w&#261;tek sprzed lat.

Cholera! Co robi&#263;? Wyprowadzi&#322; mercedesa i limuzyna ze &#347;wistem opon i brz&#281;czeniem silnika pomkn&#281;&#322;a autostrad&#261;, zderzaj&#261;c si&#281; z wiatrem p&#281;dz&#261;cym w przeciwnym kierunku. Na zachodzie roz&#347;ciela&#322;a si&#281; szaro-niebieska p&#322;achta oceanu, nios&#261;ca na brzeg spienione fale, na wschodzie wznosi&#322;y si&#281; wysokie, poro&#347;ni&#281;te lasami wzg&#243;rza, szczytami przecinaj&#261;ce chmury. Ale Weston mia&#322; g&#322;ow&#281; zaprz&#261;tni&#281;t&#261; Tess&#261;, nie m&#243;g&#322; przesta&#263; o niej my&#347;le&#263;.

Widzia&#322; j&#261; w miasteczku, jak wchodzi&#322;a do sklepu z alkoholem, ko&#322;ysz&#261;c kr&#261;g&#322;ym ty&#322;eczkiem, os&#322;oni&#281;tym kr&#243;tk&#261; sp&#243;dniczk&#261;. Pod bia&#322;&#261; koszul&#261; przewi&#261;zan&#261; pod biustem stercza&#322;y bujne piersi. Niewiele si&#281; postarza&#322;a, cho&#263; mia&#322;a odrobin&#281; kr&#243;tsze w&#322;osy ni&#380; kiedy&#347;, a ko&#347;ci policzkowe z up&#322;ywem lat sta&#322;y si&#281; bardziej zarysowane. Wci&#261;&#380; mia&#322;a okr&#261;g&#322;e niebieskie oczy i wyobra&#380;a&#322; sobie, &#380;e wci&#261;&#380; potrafi dokonywa&#263; j&#281;zykiem magicznych sztuczek.

Cholera, co on sobie wyobra&#380;a? Gdyby mia&#322; romans z Tess&#261; lub kt&#243;r&#261;kolwiek z si&#243;str Holland, Kendall chybaby go zabi&#322;a. Poza tym ka&#380;da z nich trzech chcia&#322;aby upiec w&#322;asn&#261; piecze&#324; na jego ogniu, wi&#281;c by&#322;y najmniej odpowiednimi kandydatkami na kr&#243;tk&#261; przygod&#281;. A jednak nie m&#243;g&#322; przesta&#263; rozwa&#380;a&#263; r&#243;&#380;nych mo&#380;liwo&#347;ci. Miranda zawsze go fascynowa&#322;a bardziej ni&#380; Tessa, ale niegdy&#347; Tessa by&#322;a bardziej przyst&#281;pna, wi&#281;c kiedy wczoraj wieczorem odebra&#322; telefon, od&#380;y&#322;y w nim nadzieje.

Zgadnij, co robi&#281;?  zaszczebiota&#322;a. Nie m&#243;g&#322; jej odpowiedzie&#263;, bo siedzia&#322; w pokoju z &#380;on&#261; i c&#243;rk&#261; i razem ogl&#261;dali telewizj&#281;.

Dotykam si&#281;. Wiesz, w kt&#243;rym miejscu?  M&#243;wi&#322;a niskim, lekko ochrypni&#281;tym g&#322;osem.

Chyba nie.

Poliza&#322;am palec, a&#380; sta&#322; si&#281; mokry i dotkn&#281;&#322;am nim sutk&#243;w. S&#261; wilgotne. I twarde. A teraz zamierzam przesun&#261;&#263; go nieco ni&#380;ej i

Oddzwoni&#281; do ciebie. Nigdy nie rozmawiam w domu o interesach  odpar&#322; tak g&#322;o&#347;no, by &#380;ona mog&#322;a us&#322;ysze&#263;. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; do niej plecami, &#380;eby nie widzia&#322;a, &#380;e ma wypuk&#322;y rozporek w spodniach, kt&#243;re mu kupi&#322;a w zesz&#322;ym tygodniu.

B&#281;d&#281; czeka&#263;. W Stone Illahee.

Od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281; i o ma&#322;o nie poplami&#322; spodni. Jak&#261; gr&#281; z nim prowadzi&#322;a? Kiedy widzia&#322; j&#261; ostatnim razem, chcia&#322;a mu wy&#322;upi&#263; oczy, a teraz teraz zachowywa&#322;a si&#281; tak, jakby nie mog&#322;a si&#281; doczeka&#263;, kiedy p&#243;jdzie z nim do &#322;&#243;&#380;ka. Przypomnia&#322; sobie, &#380;e dawno temu z ni&#261; sko&#324;czy&#322;, ale i tak d&#322;onie mu si&#281; poci&#322;y na kierownicy. Teraz jest porz&#261;dnym obywatelem, musi chroni&#263; swoj&#261; reputacj&#281;, ale nie m&#243;g&#322; si&#281; oprze&#263; wspomnieniom, jak to jest przelatywa&#263; j&#261;. Targn&#281;&#322;a nim fala czysto zwierz&#281;cej mocy. &#346;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e cisn&#261;&#322; na kolana pann&#281; Holland, zmusi&#322; j&#261;, by b&#322;aga&#322;a o lito&#347;&#263;  lub o wi&#281;cej  uderzy&#322;a mu do g&#322;owy, daj&#261;c upojenie, kt&#243;rego nigdy nie zazna&#322; wcze&#347;niej ani nigdy potem. Nawet rozpasany seks, kt&#243;rego do&#347;wiadczy&#322; w m&#322;odo&#347;ci, ani &#322;a&#324;cuszek kochanek, z kt&#243;rymi sypia&#322;, nie da&#322;y mu takiego zastrzyku dzikiej adrenaliny, jakim uraczy&#322;a go Tessa.

I zn&#243;w trzyma&#322;a strzykawk&#281; w pogotowiu.

No, no, ju&#380; mu stwardnia&#322;.

Przed zakr&#281;tem przyhamowa&#322;, samoch&#243;d zata&#324;czy&#322; i na chwil&#281; wymkn&#261;&#322; si&#281; spod kontroli. Weston usi&#322;owa&#322; przesta&#263; my&#347;le&#263; o Tessie. Nie pora si&#281; rozprasza&#263;. Mia&#322; wa&#380;niejsze sprawy na g&#322;owie, kt&#243;re wymaga&#322;y uwagi. Wjecha&#322; na wniesienie i rzuci&#322; okiem na Stone Illahee. Odczu&#322; skurcz &#380;o&#322;&#261;dka, kiedy zobaczy&#322; buldo&#380;ery w akcji. Maszyny poruszaj&#261;ce si&#281; na olbrzymich g&#261;sienicach zr&#243;wnywa&#322;y grunt, usuwaj&#261;c z jego powierzchni gruzy, krzewy i ma&#322;e drzewka. Wkopywa&#322;y si&#281; coraz g&#322;&#281;biej. Znajdowa&#322;y rzeczy, kt&#243;re nie powinny ujrze&#263; &#347;wiat&#322;a dziennego.

Wiesz, my&#347;l&#281;, &#380;e nasza rodzina jest troch&#281; jak podrz&#281;dna kapela, kt&#243;ra pojawia si&#281; na scenie przed wyst&#281;pem wielkiej gwiazdy  powiedzia&#322;a Tessa, odrywaj&#261;c jedno winogrono z ki&#347;ci na p&#243;&#322;misku. Siedzia&#322;y z Claire w kuchni. Claire nala&#322;a jej i sobie po szklance mro&#380;onej herbaty. Sam chlapa&#322;a si&#281; w basenie, a Sean wyp&#322;yn&#261;&#322; &#322;&#243;dk&#261; na jezioro. By&#322;o leniwe popo&#322;udnie. Claire w&#322;a&#347;nie sko&#324;czy&#322;a wype&#322;nia&#263; formularze poda&#324; o prac&#281; do miejscowych szk&#243;&#322; w nadziei, &#380;e mo&#380;e w nadchodz&#261;cym roku szkolnym trafi si&#281; jej jakie&#347; zast&#281;pstwo.

Jaki wyst&#281;p masz na my&#347;li?

Tata przygotowuje w&#322;asny pot&#281;&#380;ny show. My b&#281;dziemy kapel&#261; towarzysz&#261;c&#261;. Mo&#380;esz to sobie wyobrazi&#263;? Gubernator stanu od siedmiu bole&#347;ci.  Podrzuci&#322;a jagod&#281; w g&#243;r&#281; i z&#322;apa&#322;a j&#261; ustami.  Dutch Holland z tak&#261; w&#322;adz&#261; w r&#281;ku. To przera&#380;aj&#261;ce.

Jeszcze go nie wybrano. Nawet nie zosta&#322; zg&#322;oszony przez w&#322;asn&#261; parti&#281;.

Dobrze m&#243;wisz.  Tessa usiad&#322;a na wysokim taborecie przy ladzie i obr&#243;ci&#322;a si&#281; dooko&#322;a.  Wiesz, zn&#243;w dzwoni&#322;am do Westona.

Claire zamar&#322;a z wra&#380;enia.

Dzwoni&#322;a&#347; do niego? Po co?

No wiesz, po prostu chcia&#322;am go sprowokowa&#263;. Gada&#322;am o pipie i takich tam rzeczach.

Oszala&#322;a&#347;? On nie nale&#380;y do facet&#243;w, kt&#243;rych mo&#380;na bezkarnie zaczepia&#263;.

Dlaczego nie? Uwa&#380;am, &#380;e powinien troch&#281; si&#281; spoci&#263;.

Troch&#281; si&#281; spoci&#263;? Po co? Nie rozumiem?  Claire wpad&#322;a w panik&#281;, cho&#263; w gruncie rzeczy nie rozumia&#322;a w&#322;asnej reakcji. Weston nie m&#243;g&#322; zrani&#263; &#380;adnej z nich. A mo&#380;e m&#243;g&#322;?

Zaufaj mi, nic nie musisz rozumie&#263;. Westonowi po prostu trzeba da&#263; nauczk&#281;. Zbyt d&#322;ugo rozstawia wszystkich po k&#261;tach.

I w&#322;a&#347;nie ty zamierzasz wyprostowa&#263; mu kr&#281;gos&#322;up moralny?  Claire roze&#347;mia&#322;a si&#281;, cho&#263; w g&#322;&#281;bi duszy czu&#322;a niepok&#243;j, a przez jej plecy przebieg&#322; dreszcz l&#281;ku, taki jaki odczuwa&#322;a tu&#380; przed uderzeniem pioruna.

Westona ju&#380; nie da si&#281; naprawi&#263;. Ja tylko mam zamiar go zadr&#281;czy&#263;.

Claire pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Zostaw go w spokoju. Nie jest wart k&#322;opot&#243;w.

Tessa przymru&#380;y&#322;a oczy i spojrza&#322;a przez rami&#281; Claire na co&#347;, co tylko ona mog&#322;a zobaczy&#263;. Jej twarz bole&#347;nie si&#281; wykrzywi&#322;a, a w oczach pojawi&#322;y si&#281; autentyczne gorzkie &#322;zy.

A czym on zas&#322;u&#380;y&#322; na takie doskona&#322;e ciepe&#322;ko rodzinne, co? Chyba nie jest uosobieniem rycerskiej szlachetno&#347;ci, prawda?

&#379;ycie jest na og&#243;&#322; niesprawiedliwe.

Wiem, wiem, ale do sza&#322;u mnie doprowadza to, &#380;e ma t&#281; swoj&#261; pieprzon&#261; sielank&#281; wiesz, spe&#322;nienie ameryka&#324;skiego snu. Jest wiernym, kochaj&#261;cym m&#281;&#380;em Kendall Forsythe, rozpuszczonej, zepsutej pannicy, takiego czystej rasy pudla z kokardk&#261;.  Tessa poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem i odchrz&#261;kn&#281;&#322;a.  Rzyga&#263; mi si&#281; chce, kiedy o tym pomy&#347;l&#281;.

A co tobie do tego?

Tessa zatrzepota&#322;a powiekami, powstrzymuj&#261;c przekl&#281;te &#322;zy, kt&#243;re pojawia&#322;y si&#281; w najmniej po&#380;&#261;danych momentach. B&#281;bni&#261;c palcami o lad&#281;, podj&#281;&#322;a mocne postanowienie, &#380;e ju&#380; nie b&#281;dzie k&#322;&#243;ci&#263; si&#281; z Claire. To si&#281; na nic nie zda.

Mo&#380;e i masz racj&#281;, ale mnie to cholernie dr&#281;czy.

Zostaw go w spokoju.

Powinna. Claire m&#243;wi&#322;a do rzeczy, ale Tessa za nic nie mog&#322;a pogodzi&#263; si&#281; z faktem, &#380;e Weston nale&#380;y do elity miejskiej, &#380;e jest uwa&#380;any za wa&#380;n&#261; person&#281;, pieprzon&#261; figur&#281;, przed kt&#243;r&#261; m&#281;&#380;czy&#378;ni i kobiety padaj&#261; na twarz. Ten cz&#322;owiek to uosobienie z&#322;a. Jak&#380;e by chcia&#322;a ods&#322;oni&#263; przed &#347;wiatem prawdziwe oblicze Westona Taggerta. Poza tym  cho&#263; nikt pr&#243;cz niej o tym nie wiedzia&#322;  bez mrugni&#281;cia oka zrujnowa&#322; jej &#380;ycie.

Mo&#380;e nadesz&#322;a pora, &#380;eby zaj&#261;&#263; si&#281; jego &#380;yciem.

Claire k&#322;ama&#322;a. Kane to wyczuwa&#322;. Le&#380;a&#322; przy niej w domku przy basenie i jedn&#261; r&#281;k&#261; pie&#347;ci&#322; jej nagi po&#347;ladek, a drug&#261; g&#322;adzi&#322; kr&#281;gos&#322;up. Usi&#322;owa&#322; zgadn&#261;&#263;, co przed nim ukrywa.

Wiedzia&#322;, &#380;e jej wersja wydarze&#324; tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Taggert, nie trzyma si&#281; kupy. To go przera&#380;a&#322;o. A je&#347;li niechc&#261;cy zabi&#322;a Harleya? Je&#347;li tak, to swoj&#261; publikacj&#261; pos&#322;a&#322;by j&#261; do wi&#281;zienia. Serce mu si&#281; kraja&#322;o. Westchn&#281;&#322;a sennie na starym &#322;&#243;&#380;ku, gdzie przed chwil&#261; si&#281; kochali. Przez otwarte okno powia&#322; zapach chloru z basenu. Wiatr czesa&#322; korony drzew, szeleszcz&#261;c ig&#322;ami jode&#322; i li&#347;&#263;mi d&#281;bu.

Claire nie wpu&#347;ci&#322;aby go do sypialni. Nie wtedy, kiedy w domu by&#322;y dzieci. Wi&#281;c spotkali si&#281; tu  jak nastolatki szukaj&#261;ce odosobnionego miejsca schadzki  w domku przy basenie, gdzie Claire by&#322;a do&#347;&#263; blisko dzieci, &#380;eby wiedzie&#263;, &#380;e s&#261; bezpieczne, a jednocze&#347;nie mieli zapewnion&#261; prywatno&#347;&#263;. Tu mogli wtopi&#263; si&#281; w siebie wzajemnie.

I wtopi&#322; si&#281; w ni&#261;. &#379;adna inna kobieta nigdy go nie dotyka&#322;a tak jak Claire Holland St. John. Mia&#322;a ju&#380; swoje sposoby, &#380;eby go doprowadzi&#263; do ob&#322;&#281;du. Uczucia, jakimi j&#261; darzy&#322;, by&#322;y tak bliskie mi&#322;o&#347;ci, &#380;e a&#380; go to przera&#380;a&#322;o. Dla niej got&#243;w by&#322; zakwestionowa&#263; wszystko, w co wierzy&#322; i co planowa&#322; przez ca&#322;e &#380;ycie. Tak go poch&#322;on&#281;&#322;a sprawa zdemaskowania Dutcha Hollanda i &#380;&#261;dza zemsty, &#380;e to przys&#322;oni&#322;o mu wszystkie inne sprawy.

Westchn&#281;&#322;a przez sen. Poca&#322;owa&#322; jej sk&#243;r&#281; pomi&#281;dzy &#322;opatkami.

Kane  szepn&#281;&#322;a, wci&#261;&#380; &#347;pi&#261;c, lecz wyci&#261;gaj&#261;c r&#281;k&#281; w jego stron&#281;. Jego serce wezbra&#322;o czu&#322;o&#347;ci&#261;. By&#322;a taka pi&#281;kna. &#346;wiat&#322;o ksi&#281;&#380;yca prze&#347;witywa&#322;o przez &#380;aluzje i rzuca&#322;o srebrzyste pr&#281;gi na jej nagie cia&#322;o, w&#261;sk&#261; tali&#281;, &#380;ebra, a gdy przewr&#243;ci&#322;a si&#281; na bok, ods&#322;aniaj&#261;c piersi, jego m&#281;sko&#347;&#263; zn&#243;w zaczyna&#322;a si&#281; budzi&#263;. Nigdy nie m&#243;g&#322; ni&#261; si&#281; nasyci&#263; ani zbyt d&#322;ugo odpoczywa&#263; po akcie mi&#322;osnym. Mia&#322;a mi&#281;kkie, okr&#261;g&#322;e sutki, ale gdy le&#380;a&#322; blisko, pieszcz&#261;c je oddechem, napi&#281;&#322;y si&#281;. Nawet przez sen reagowa&#322;a.

Prze&#347;liczna ksi&#281;&#380;niczka  powiedzia&#322; z &#380;alem, &#380;e tak si&#281; u&#322;o&#380;y&#322;y ich losy. Nie chcia&#322; jej wykorzysta&#263; do osobistej zemsty. Wola&#322;by przychodzi&#263; do niej z czystymi zamiarami i szczerym sercem. A jednak kierowa&#322;y nim ukryte pobudki.

Poczucie winy nie dawa&#322;o mu spokoju. Mimo to wzi&#261;&#322; j&#261; w ramiona i poca&#322;owa&#322;. Westchn&#281;&#322;a, otworzy&#322;a oczy i obdarowa&#322;a go tym seksownym, dziewcz&#281;cym u&#347;miechem, kt&#243;ry zawsze go rozbraja&#322;.

Znowu?  spyta&#322;a, ziewaj&#261;c. Burza w&#322;os&#243;w rozsypa&#322;a si&#281; na jego ramieniu.

Jej usta idealnie przylgn&#281;&#322;y do jego ust. Jej brodawki i za kilka sekund ospa&#322;e cia&#322;o zn&#243;w by&#322;o pe&#322;ne &#380;ycia, a jej krew tak gor&#261;ca jak jego.

Obj&#281;&#322;a go za szyj&#281;, a on schowa&#322; g&#322;ow&#281; pomi&#281;dzy jej piersi. Kolanami roz&#322;o&#380;y&#322; jej nogi i wtargn&#261;&#322; w ni&#261; tak gwa&#322;townie i po&#380;&#261;dliwie jak rozbudzony dziewi&#281;tnastolatek.

Kane  szepn&#281;&#322;a mu na ucho, gdy zacz&#261;&#322; dysze&#263;. Na jej sk&#243;rze pojawi&#322;y si&#281; drobniutkie kropelki potu. Wyginaj&#261;c cia&#322;o, niecierpliwie wychodzi&#322;a naprzeciw jego pchni&#281;ciom. Porusza&#322; si&#281; coraz szybciej, tul&#261;c j&#261; do siebie. Mocno zacisn&#261;&#322; powieki. Sumienie nie dawa&#322;o mu spokoju. Nie powinien tego robi&#263;, nie mo&#380;e jej zdradzi&#263;, nie mo&#380;e kocha&#263; jej a&#380; do b&#243;lu i jednocze&#347;nie niszczy&#263; jej rodzin&#281;.

Osi&#261;gn&#281;li szczyt. Zwar&#322; si&#281; z ni&#261; w ostatnim uderzeniu, po&#380;&#261;dliwie krzycz&#261;c. Jego cia&#322;o wtopi&#322;o si&#281; w ni&#261;, stworzyli odwieczn&#261; jedno&#347;&#263; przekl&#281;t&#261; przez wszystkie demony piekie&#322;.

Wycie&#324;czony poca&#322;owa&#322; j&#261; w czo&#322;o, poczu&#322; s&#322;ony smak potu. Jeszcze dr&#380;a&#322;a.

Nie chc&#281; ci&#281; zrani&#263;. Nigdy  powiedzia&#322;, muskaj&#261;c ustami jej twarz.

Nie zranisz  odpar&#322;a, ufnie patrz&#261;c mu w oczy i u&#347;miechaj&#261;c si&#281;. Zn&#243;w j&#261; poca&#322;owa&#322; d&#322;ugim nami&#281;tnym poca&#322;unkiem. Wiedzia&#322;, &#380;e nie ma wyboru. Pomimo wszystkich przysi&#261;g, kt&#243;re sk&#322;ada&#322; samemu sobie, przeznaczone mu by&#322;o j&#261; zdradzi&#263;. Bez wzgl&#281;du na to, co si&#281; stanie, znienawidzi go na ca&#322;e &#380;ycie.



5.

Przesta&#324;. Doprowadzasz mnie do sza&#322;u. Co ci jest?  spyta&#322;a Paige, patrz&#261;c z ukosa na Westona. Podnios&#322;a g&#322;ow&#281; znad kart. Nabra&#322;a gar&#347;&#263; mieszanki orzech&#243;w i w&#322;o&#380;y&#322;a do ust migda&#322;.

Nic mi nie jest  sk&#322;ama&#322; Weston i w duchu zgani&#322; siebie za okazywanie emocji. Zn&#243;w kr&#261;&#380;y&#322; tam i z powrotem po kuchni i wn&#281;ce do gier, gdzie Kendall, Stephanie, Paige i jego ojciec grali w karty. W&#243;zek inwalidzki Neala sta&#322; na swoim miejscu i staruszek, chocia&#380; nie m&#243;g&#322; chodzi&#263; i od wylewu mia&#322; prawie bezw&#322;adn&#261; praw&#261; stron&#281;, by&#322; w stanie rozmawia&#263; i na tyle sprawnie w&#322;ada&#263; lew&#261; r&#281;k&#261;, &#380;eby poradzi&#263; sobie z cotygodniow&#261; partyjk&#261; bryd&#380;a.

Co&#347; niedobrego si&#281; dzieje  powiedzia&#322; Neal, jednym okiem patrz&#261;c na syna.  Zawsze jeste&#347; niespokojny, kiedy co&#347; ci&#281; gn&#281;bi.

Tatusiowi nic nie jest  wtr&#261;ci&#322;a Stephanie. Westonowi zrobi&#322;o si&#281; ciep&#322;o na duszy. Zawsze by&#322;a po jego stronie i broni&#322;a go przed &#347;wiatem. Pszeniczne blond w&#322;osy i b&#322;yszcz&#261;ce niebieskie oczy &#347;wiadczy&#322;y o tym, &#380;e odziedziczy&#322;a idealn&#261; kombinacj&#281; gen&#243;w, kt&#243;ra czyni&#322;a z niej pi&#281;kno&#347;&#263;.  Zostaw go w spokoju. Mamo, twoja kolej.

C&#243;reczka tatusia. Jednak inni si&#281; nie mylili. Wychodzi&#322; z siebie.

Paige nadal mia&#322;a nadwag&#281; i wiecznie dzwoni&#322;a t&#261; irytuj&#261;c&#261; bransoletk&#261;. Doprowadza&#322;a go do rozstroju nerwowego. Czasem u&#347;miecha&#322;a si&#281; do niego tak tajemniczo, jakby mia&#322;a na niego haka  co&#347;, co mog&#322;o mu &#347;miertelnie zagrozi&#263;. To co&#347; powstrzymywa&#322;o go przed zniszczeniem jej. I dawa&#322;a mu to do zrozumienia.

Lepiej b&#281;dzie, je&#347;li nie zgin&#281; w wypadku ani nie przydarzy mi si&#281; co&#347; gorszego, Wes, bo to nie wypali. Je&#347;li nieoczekiwanie umr&#281; w m&#322;odym wieku, policja przyjdzie po ciebie.  Domaga&#322; si&#281; wyja&#347;nie&#324;, ale ona tylko posy&#322;a&#322;a mu ten sw&#243;j u&#347;miech, kt&#243;ry przyprawia&#322; go o dreszcz i dodawa&#322;a:  Nie blefuj&#281;.

Przez ciebie nie mog&#281; si&#281; skupi&#263;.  Paige przeszy&#322;a go wrogim spojrzeniem i zn&#243;w skoncentrowa&#322;a si&#281; na kartach.  Albo usi&#261;d&#378;, albo wyjd&#378;.

Nie musisz nigdzie wychodzi&#263;, tatusiu.

Dobra z ciebie dziewczynka, Stephanie. Tak, powiedz im to.

Jeste&#347; denerwuj&#261;cy  powiedzia&#322;a Kendall, z dezaprobat&#261; wykrzywiaj&#261;c usta. Do kuchni wbieg&#322; pies i przypad&#322; do miski z wod&#261;.

Weston nie m&#243;g&#322; d&#322;u&#380;ej znie&#347;&#263; siedzenia w klatce.

Musz&#281; lecie&#263; do biura  powiedzia&#322;. Kendall pod&#261;&#380;a&#322;a za nim wzrokiem. Nigdy mu nie ufa&#322;a. Zawsze podejrzewa&#322;a, &#380;e ugania si&#281; za byle sp&#243;dniczk&#261;. Nie do ko&#324;ca by&#322;a to prawda, ale mia&#322; ju&#380; za sob&#261; wiele przyg&#243;d mi&#322;osnych  i tych udanych, i tych nieudanych.

Nowe interesy?  spyta&#322; Neal, jak zwykle zaciekawiony wszystkim, co dzia&#322;o si&#281; w firmie Taggert&#243;w.

Nie. Tylko usi&#322;uj&#281; doko&#324;czy&#263; kilka nie za&#322;atwionych spraw.  Weston chwyci&#322; kluczyki i wyszed&#322; tylnymi drzwiami. Zerwa&#322; si&#281; wiatr, ko&#322;ysz&#261;c koronami drzew, kt&#243;re ros&#322;y przy gara&#380;u. Powiew s&#322;onej bryzy przyni&#243;s&#322; z pla&#380;y zapach dymu ogniska.

Odjecha&#322; spod domu i usi&#322;owa&#322; si&#281; uspokoi&#263;. Siostra mia&#322;a racj&#281;. Jest k&#322;&#281;bkiem nerw&#243;w. Z kilku powod&#243;w. Pierwszy i najwa&#380;niejszy: Denver Styles od tygodnia figuruje u niego na li&#347;cie p&#322;ac i do tej pory nie udzieli&#322; mu ani jednej informacji na temat Dutcha czy kogokolwiek z jego rodziny.

Nic. Zero. Nul. Ten cz&#322;owiek nie spe&#322;nia swego zadania albo po prostu trzyma go w niepewno&#347;ci, oczekuj&#261;c wi&#281;kszych pieni&#281;dzy. To by&#322;by b&#322;&#261;d. Wielki b&#322;&#261;d.

Po drugie, na terenie najnowszego placu budowy Stone Illahee dokonywano wykop&#243;w. &#379;o&#322;&#261;dek mu podskoczy&#322; do gard&#322;a. Jakby tego jeszcze by&#322;o ma&#322;o, Dutch staruje w przysz&#322;orocznych wyborach na gubernatora i w&#322;a&#347;nie w nadchodz&#261;cy weekend zamierza oficjalnie og&#322;osi&#263; swoj&#261; kandydatur&#281;. My&#347;l o tym, &#380;e Benedict Holland mia&#322;by jakiekolwiek, nawet najni&#380;sze stanowisko w hierarchii w&#322;adzy, parali&#380;owa&#322;a Westona.

Jecha&#322; jak szalony, nie zwa&#380;aj&#261;c na ograniczenia pr&#281;dko&#347;ci i wiruj&#261;c na zakr&#281;tach, a&#380; zza rogu wy&#322;oni&#322; si&#281; budynek firmy. Dzi&#347; wieczorem mia&#322; spotkanie ze Stylesem i ju&#380; nie m&#243;g&#322; si&#281; go doczeka&#263;. Musia&#322; si&#281; przekona&#263;, czy dobrze wyda&#322; pieni&#261;dze. Cichy g&#322;os w g&#322;&#281;bi m&#243;zgu pyta&#322; go, czy przypadkiem kto&#347; nim nie pr&#243;buje sterowa&#263;. Co przeszkodzi Stylesowi zgarn&#261;&#263; got&#243;wk&#281;, kt&#243;r&#261; da&#322; mu Weston, i nie przekaza&#263; mu &#380;adnych wiadomo&#347;ci? Weston by&#322; zdecydowany. Albo Styles dostarczy mu wa&#380;nych informacji, albo s&#322;ono za to zap&#322;aci.

Mocno zacisn&#261;&#322; z&#281;by. Nigdy nie lubi&#322;, gdy go wyprowadzano w pole i ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;, &#380;eby si&#281; przed tym zabezpieczy&#263;. Je&#347;li Styles chce go przechytrzy&#263;, zap&#322;aci za to. Zap&#322;aci za to swoim pieprzonym &#380;yciem. Podobnie jak ci, kt&#243;rzy wcze&#347;niej go oszukiwali.

Otworzy&#322; kluczem tylne drzwi biurowca, tak jak si&#281; um&#243;wi&#322; ze Stylesem, wsiad&#322; do windy i wjecha&#322; na drugie pi&#281;tro. W&#322;a&#347;nie nalewa&#322; sobie czystej brandy i rozlu&#378;nia&#322; krawat, kiedy do gabinetu pewnym krokiem wszed&#322; ubrany na czarno Denver Styles.

Weston gestem wskaza&#322; mu barek, ale Styles odm&#243;wi&#322;, kr&#281;c&#261;c g&#322;ow&#261;. Za to opar&#322; si&#281; o &#347;cian&#281; ze szk&#322;a i patrzy&#322; w dal.

Czego si&#281; dowiedzia&#322;e&#347;? Styles wzruszy&#322; ramionami.

Niewiele.

Weston zawrza&#322; gniewem.

Z pewno&#347;ci&#261; w ci&#261;gu tygodnia dokopa&#322;e&#347; si&#281; czego&#347;. Styles obr&#243;ci&#322; ku niemu twarz.

Kilku rzeczy. Nic wa&#380;nego. Nic w sprawie tej nocy, kiedy zabito twego brata, chocia&#380; Dutcha to akurat najbardziej interesuje.

Weston usi&#322;owa&#322; zdoby&#263; si&#281; na cierpliwo&#347;&#263;. Wiedzia&#322;, &#380;e w jego interesie le&#380;y pozwoli&#263; Stylesowi m&#243;wi&#263;, kiedy i jak chce, ale mia&#322; go ochot&#281; udusi&#263; i wytrz&#261;sn&#261;&#263; z niego jak najwi&#281;cej informacji.

My&#347;lisz, &#380;e to jedna z dziewcz&#261;t zabi&#322;a Harleya?

Nie wiem.  Chwila przerwy.  Jeszcze nie.

A co wiesz?  Weston nie skrywa&#322; sarkazmu.

&#379;e Dutch jest podenerwowany, boi si&#281;, &#380;e jedna z jego c&#243;rek jest zab&#243;j czyni&#261;, cho&#263; nie ma &#380;adnego dowodu na poparcie tej teorii, i &#380;e kto&#347; si&#281; o tym dowie. I wiem, &#380;e kiedy Claire Holland wyje&#380;d&#380;a&#322;a z Chinook, by&#322;a w ci&#261;&#380;y.

Weston zaniem&#243;wi&#322; z wra&#380;enia.

W ci&#261;&#380;y? Claire?  Przecie&#380; to Miranda by&#322;a t&#261; zap&#322;odnion&#261; spo&#347;r&#243;d si&#243;str. Weston dokona&#322; kilku oblicze&#324; w pami&#281;ci.  Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e to by&#322; ten jej syn?

Tak. Sean Harlan St. John. Urodzi&#322; si&#281; nie w lipcu, jak utrzymuje Claire, ale w kwietniu. Co oznacza, &#380;e zasz&#322;a w ci&#261;&#380;&#281;, zanim pozna&#322;a m&#281;&#380;a.

To dziecko jest Harleya?  Weston nagle straci&#322; w&#322;adz&#281; w nogach. To niemo&#380;liwe. Nie mo&#380;e by&#263; kolejnego Taggerta Niemo&#380;liwe, &#380;eby Harley by&#322; ojcem, a jednak Si&#281;gn&#261;&#322; pami&#281;ci&#261; wstecz, do tamtej chwili, kiedy spali&#322; &#347;wiadectwo urodzenia, dow&#243;d na to, &#380;e jego ojciec nie by&#322; wierny Mikki. Gard&#322;o mu si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o, brzuch rozbola&#322;. Pojawi&#322; si&#281; kolejny kandydat do podzia&#322;u fortuny Taggert&#243;w? Zacisn&#261;&#322; pi&#281;&#347;ci. Tak ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;, &#380;eby odziedziczy&#263; wszystko, a teraz ten dzieciak, ten intruz Do licha!

Zdenerwowa&#322; si&#281; i nad g&#243;rn&#261; warg&#261; wyst&#261;pi&#322;y mu kropelki potu. Mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e &#380;ebra za chwil&#281; wyskocz&#261; mu z piersi. Nie! Nie! Nie! Nie teraz. Nie teraz, kiedy ju&#380; mia&#322; odziedziczy&#263; prawie wszystko. Ju&#380; precyzyjnie zaplanowa&#322; testament starego. Nawet Paige wiedzia&#322;a, &#380;e b&#281;d&#261;c c&#243;rk&#261;, kt&#243;ra nigdy nie pracowa&#322;a w firmie, odziedziczy tylko stary dom, w kt&#243;rym si&#281; wychowali, ale teraz Syn Harleya nie, nie wolno do tego dopu&#347;ci&#263;.

Kto o tym wie?

Tylko Claire St. John, chocia&#380; Moran na pewno to odkryje.

A niech to wszyscy diabli!

Ch&#322;opak nic nie wie, a przybrany ojciec dzieciaka, Paul St. John, ma za du&#380;o problem&#243;w na g&#322;owie, &#380;eby zainteresowa&#263; si&#281; t&#261; spraw&#261;, kiedy prawda wyjdzie na jaw.

S&#261;dzisz, &#380;e Moran to opublikuje?  Ko&#322;a w m&#243;zgu Westona obraca&#322;y si&#281; coraz szybciej, p&#281;dz&#261;c do nieuchronnej mety, kt&#243;r&#261; by&#322;a pewno&#347;&#263;, &#380;e Sean St. John zostanie prawnie uznany za syna Taggerta. Ojciec skaka&#322;by pod niebiosa, mimo i&#380; matk&#261; jest c&#243;rka Dutcha. Jednym z najwi&#281;kszych rozczarowa&#324; Neala by&#322;o to, &#380;e nie mia&#322; m&#281;skich spadkobierc&#243;w nazwiska Taggert. Kendall odm&#243;wi&#322;a rodzenia nast&#281;pnych dzieci i nawet posun&#281;&#322;a si&#281; do sterylizacji. Trudno znios&#322;a ci&#261;&#380;&#281; ze Stephanie i nie mia&#322;a zamiaru po raz kolejny znosi&#263; tego b&#243;lu, puchni&#281;cia i hu&#347;tawki nastroj&#243;w, kt&#243;rych do&#347;wiadczy&#322;a w czasie dziewi&#281;ciu miesi&#281;cy ci&#261;&#380;y.

A teraz ten problem.

Podejrzewam, &#380;e Moran opublikuje wszystko, co oczerni Dutcha  powiedzia&#322; Styles.  Nienawidzi tego faceta i ma po temu powody. Jego ojciec zosta&#322; kalek&#261; w wyniku wypadku przy wyr&#281;bie. Nigdy nie dosta&#322; pe&#322;nej rekompensaty za utrat&#281; zdrowia i zacz&#261;&#322; si&#281; nad wszystkimi zn&#281;ca&#263;, je&#347;li nie fizycznie, to emocjonalnie. Matka Morana, Alice, porzuci&#322;a go i umar&#322;a m&#322;odo. Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e zamieszka&#322;a w Portland i zosta&#322;a kochank&#261; Dutcha. Nigdy nie utrzymywa&#322;a kontaktu z dzieciakiem, kt&#243;ry dorasta&#322; u boku ojca pijaka.

Sukinsyn  mrukn&#261;&#322; Weston i pomy&#347;la&#322; o w&#322;asnych przej&#347;ciach z Dutchem Hollandem. W pami&#281;ci zobaczy&#322; jego piegowate plecy zgarbione nad Mikki, kt&#243;ra &#347;ciska&#322;a go udami i dogadza&#322;a sobie jak zwierz&#281;.

Opr&#243;cz tego nie mam nic.

Szukaj dalej  powiedzia&#322; Weston. Wirowa&#322;o mu w g&#322;owie od nowych wie&#347;ci. Przynajmniej Styles okaza&#322; si&#281; wart swojej zap&#322;aty.

B&#281;d&#281; szuka&#322;. Zw&#322;aszcza informacji na temat tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Taggert.  Odwr&#243;ci&#322; si&#281; i po raz pierwszy spojrza&#322; Westonowi prosto w twarz. Przymru&#380;one zimne oczy iskrzy&#322;y &#380;&#261;dz&#261; zemsty.  Jestem po stronie Morana. Co&#347; mi si&#281; nie zgadza w faktach tej nocy, kiedy zgin&#261;&#322; Harley.

To by&#322; niebezpieczny temat. Je&#347;li chodzi o Westona, to im mniej &#347;wiat wiedzia&#322; na temat wieczoru, kiedy Harley si&#281; doigra&#322;, tym lepiej. Styles si&#281;gn&#261;&#322; do kieszeni kurtki i wyci&#261;gn&#261;&#322; kartk&#281;  kopi&#281; raportu policyjnego i zdj&#281;cie pistoletu.

Wydaje si&#281;, &#380;e Moran ma obsesj&#281; na temat tego dowodu  o&#347;wiadczy&#322;, podaj&#261;c Westonowi kartk&#281;.  Jak ty to widzisz?

Weston przygl&#261;da&#322; si&#281; kopiom.

Trudno zgadn&#261;&#263;.

Pistolet znaleziono niedaleko cia&#322;a.

Wiem, ale policja nie powi&#261;za&#322;a tych dw&#243;ch fakt&#243;w.

Dziwne, nie s&#261;dzisz?

Nie takie zn&#243;w dziwne  pomy&#347;la&#322; Weston, bior&#261;c dokument z r&#281;ki Stylesa i r&#243;wno go sk&#322;adaj&#261;c. Nie chcia&#322;, by mu przypomniano, &#380;e to by&#322;a bro&#324; jego matki. Oczywi&#347;cie, nikt do pistoletu si&#281; nie przyzna&#322;, ale ka&#380;dy cz&#322;onek rodziny Taggert&#243;w dobrze wiedzia&#322;, &#380;e to by&#322; w&#322;a&#347;nie ten pistolet, kt&#243;ry wiele tygodni wcze&#347;niej znikn&#261;&#322; z szuflady komody Mikki Taggert.

Tak  stwierdzi&#322;, kr&#281;c&#261;c g&#322;ow&#261; i patrz&#261;c w pytaj&#261;ce oczy Stylesa.  Bardzo dziwne.

Powiadasz, &#380;e to Harley Taggert sp&#322;odzi&#322; Seana?  upewni&#322; si&#281; Dutch. Twarz mia&#322; czerwon&#261;, z&#281;bami mocno &#347;ciska&#322; cygaro. Patrzy&#322; spode &#322;ba na Denvera Stylesa. Siedzieli naprzeciwko siebie w barze hotelu Danvers, punkcie orientacyjnym Portland.

Niewykluczone. Ale musz&#281; jeszcze sprawdzi&#263; grupy krwi.

Cholera! Jak d&#322;ugo to potrwa?

Nied&#322;ugo. Kilka dni. Mo&#380;liwe nawet, &#380;e jutro b&#281;d&#281; to wiedzia&#322;.

Dlaczego Claire k&#322;ama&#322;a?

J&#261; trzeba by o to zapyta&#263;  odpar&#322; Styles, kt&#243;ry nawet nie spr&#243;bowa&#322; kawy z dodatkiem brandy, podczas gdy Dutch pi&#322; ju&#380; drug&#261; kolejk&#281;.

A co z t&#261; noc&#261;, kiedy zgin&#261;&#322; Taggert? Czy on co&#347; wie na temat tego dzieciaka?

Styles wzruszy&#322; ramionami.

Jedyn&#261; osob&#261;, kt&#243;ra zna odpowied&#378;, jest Claire. Dutch opr&#243;&#380;ni&#322; szklaneczk&#281; i skrzywi&#322; si&#281;.

To nie s&#261; najweselsze wie&#347;ci, ale i nie jest a&#380; tak &#378;le.

Przeka&#380; to szefowi kampanii wyborczej, Murdockowi, &#380;eby m&#243;g&#322; podj&#261;&#263; odpowiednie kroki zaradcze.

Dutch przejecha&#322; d&#322;o&#324;mi po twarzy i westchn&#261;&#322;.

Ludzie licz&#261; na to, &#380;e b&#281;d&#281; startowa&#263;. Nie mog&#281; sobie pozwoli&#263; na to, &#380;eby ich zaskoczy&#263; jakim&#347; starym skandalem. Styles, musisz dokopa&#263; si&#281; jakiego&#347; sensu w ca&#322;ym tym &#347;mietniku dotycz&#261;cym Taggerta. I postaraj si&#281; ubiec w tym Morana. Je&#347;li wybadamy grunt, na kt&#243;rym stoimy, b&#281;dziemy mieli szans&#281;, ale je&#347;li nie Chryste, lepiej o tym nie my&#347;le&#263;. Po prostu dowiedz si&#281;, co naprawd&#281; sta&#322;o si&#281; tej nocy.

Dowiem si&#281;  obieca&#322; Denver i m&#243;wi&#322; to szczerze, tyle &#380;e jego plany nieco odbiega&#322;y od zamierze&#324; Benedicta Hollanda.

W pi&#261;tek po pracy Miranda pojecha&#322;a prosto na miejsce kolejnej budowy w kompleksie wypoczynkowym Stone Illahee. Sekretarka ojca w Portland poinformowa&#322;a j&#261;, &#380;e Dutch chce przez ca&#322;y weekend nadzorowa&#263; prace przygotowawcze, a Miranda musia&#322;a z nim porozmawia&#263;, zanim zg&#322;osi swoj&#261; kandydatur&#281; w partii, co zamierza&#322; uczyni&#263; w niedziel&#281; wieczorem. Tylko Dutch m&#243;g&#322; zmusi&#263; Devera Stylesa do wycofania si&#281;.

Ten cz&#322;owiek uwzi&#261;&#322; si&#281; na ni&#261;, nie by&#322;o co do tego w&#261;tpliwo&#347;ci. A&#380; czterokrotnie wpada&#322; do jej biura i do domu. W jego obecno&#347;ci przez ca&#322;y czas siedzia&#322;a jak na szpilkach. I nie tyle pytania, kt&#243;re zadawa&#322;, tak na ni&#261; dzia&#322;a&#322;y, co on sam. By&#322; skupiony, zamy&#347;lony. W sekund&#281; potrafi&#322; zmieni&#263; wyraz twarzy z &#380;yczliwego na krytyczny. Dzia&#322;a&#322; na ni&#261; parali&#380;uj&#261;co. A przecie&#380; chlubi&#322;a si&#281; tym, &#380;e potrafi zachowa&#263; zimn&#261; krew w ka&#380;dej sytuacji. &#379;aden adwokat, wrogi &#347;wiadek czy podejrzany robi&#261;cy uniki nie mogli jej wyprowadzi&#263; z r&#243;wnowagi.

Nie martw si&#281;  powiedzia&#322;a do siebie, wje&#380;d&#380;aj&#261;c przez otwart&#261; bram&#281; w &#322;a&#324;cuchowym ogrodzeniu otaczaj&#261;cym plac budowy. Tuman kurzu powia&#322; prosto w przedni&#261; szyb&#281; volvo. Powietrze by&#322;o suche, nie czu&#322;o si&#281; w nim nadmorskiej wilgoci. Kilka samochod&#243;w dostawczych, bez&#322;adnie zaparkowanych, sta&#322;o na terenie rozkop&#243;w, gdzie drzewa, trawa i g&#322;azy zosta&#322;y usuni&#281;te z powierzchni. Cadillac Dutcha sta&#322; pomi&#281;dzy ciemnoszarym pikapem i pstrokatym kombi z odrapan&#261; farb&#261; i sztukowanymi zderzakami. Dutch nie siedzia&#322; w aucie, ale Miranda i tak &#322;atwo go znalaz&#322;a.

Sta&#322; w grupie robotnik&#243;w wpatruj&#261;cych si&#281; w jeden punkt tu&#380; przy bezczynnym buldo&#380;erze, kt&#243;ry furkota&#322;, wypuszczaj&#261;c w powietrze czarn&#261; chmur&#281; dymu.

M&#281;&#380;czy&#378;ni mieli ponure twarze i m&#243;wili przyciszonymi g&#322;osami. Miranda wysz&#322;a z samochodu i &#347;cisn&#281;&#322;o j&#261; w do&#322;ku. Mia&#322;a z&#322;e przeczucia, bardzo z&#322;e. Z oddali dobiega&#322;o wycie syreny i po chwili ha&#322;as si&#281; przybli&#380;y&#322;. U&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e z jakiego&#347; powodu nadje&#380;d&#380;a policja. Przy&#347;pieszy&#322;a kroku na grz&#261;skim piasku. Ogarn&#281;&#322;o j&#261; przera&#380;enie. Co si&#281; sta&#322;o? Czy zdarzy&#322; si&#281; jaki&#347; wypadek przy pracy? Podchodz&#261;c bli&#380;ej, s&#322;ysza&#322;a ju&#380; strz&#281;py rozm&#243;w.

ju&#380; od lat  mamrota&#322; nied&#378;wiedziowaty m&#281;&#380;czyzna w twardym kasku i fartuchu.

Cholera jasna, kto?  spyta&#322; inny, chudy robotnik z kr&#243;tkimi w&#322;osami, w okularach bez oprawek.

Z tych ludzi, kt&#243;rych znam, nikt nie zagin&#261;&#322;  zn&#243;w odezwa&#322; si&#281; nied&#378;wied&#378;.

O czym rozmawiaj&#261;? O kim?

Nigdy nie widzia&#322;em czego&#347; takiego.

Ani ja  powiedzia&#322; Dutch, dmuchaj&#261;c w niedopa&#322;ek cygara i wpatruj&#261;c si&#281; w ziemi&#281;, gdzie buldo&#380;er wykopa&#322; g&#322;&#281;bok&#261; jam&#281;.

Zastanawiam si&#281;, czy mia&#322; przy sobie jaki&#347; dokument to&#380;samo&#347;ci. Syrena zawy&#322;a za plecami Mirandy i na terenie budowy pojawi&#322; si&#281; radiow&#243;z. Wci&#261;&#380; id&#261;c, obejrza&#322;a si&#281; przez rami&#281; i zobaczy&#322;a, &#380;e samoch&#243;d policji zatrzyma&#322; si&#281; tu&#380; przy jej volvo. Wysiad&#322;o z niego trzech umundurowanych funkcjonariuszy, kt&#243;rzy po&#347;piesznie szli ku grupce m&#281;&#380;czyzn. Miranda w&#322;a&#347;nie do nich dotar&#322;a i stan&#281;&#322;a u boku ojca. Spojrza&#322;a w wyrw&#281; pod nogami, gdzie grunt by&#322; jeszcze &#347;wie&#380;y i mokry. W&#347;r&#243;d pozosta&#322;o&#347;ci &#347;mieci, ga&#322;&#281;zi, li&#347;ci kamieni zobaczy&#322;a troch&#281; niekompletny szkielet, kt&#243;ry nadal mia&#322; na sobie kilka szmat przylepionych do ko&#347;ci. &#379;o&#322;&#261;dek podchodzi&#322; jej pod gard&#322;o.

Chryste  j&#281;kn&#281;&#322;a i wtedy ojciec j&#261; zauwa&#380;y&#322;.

Rando, co ty tu robisz? Powinna&#347; by&#263;

Ju&#380; widywa&#322;am martwe cia&#322;a  gwa&#322;townie cofn&#281;&#322;a si&#281; o krok, ale co&#347; j&#261; zaniepokoi&#322;o w tym zdekompletowanym szkielecie. Pierwsza iskierka przeczucia za&#347;wita&#322;a w jej g&#322;owie, kiedy podeszli do nich policjanci.

Dobra, to co tutaj mamy? Jezu! Patrzcie no!

Zabezpieczmy to miejsce  o&#347;wiadczy&#322; drugi.  Nie ruszajcie tu ju&#380; niczego.  Wrogim spojrzeniem obrzuci&#322; buldo&#380;er, jakby to by&#322;o narz&#281;dzie szatana, i przesun&#261;&#322; wzrokiem po t&#322;umie.  Musz&#261; to zobaczy&#263; biegli i eksperci medycyny s&#261;dowej. Prosz&#281; tu niczego nie dotyka&#263;.

Jednak do Mirandy ledwie dociera&#322; jego g&#322;os. Skupi&#322;a wzrok na prawej r&#281;ce szkieletu, gdzie na palcu lu&#378;no wisia&#322; pier&#347;cie&#324;. Nie! To niemo&#380;liwe! Serce w niej zamar&#322;o. Z ust wydoby&#322; si&#281; krzyk.

Nie! Nie, nie, nie!

Co u licha?

Kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y i ojciec przytrzyma&#322; j&#261; za ramiona.

Mirando, na lito&#347;&#263; bosk&#261;, co ci?

Hunter  wyszepta&#322;a. &#321;zy jak groch sypa&#322;y jej si&#281; z oczu.  O nie! Hunter!  Usi&#322;owa&#322;a zaprzecza&#263; temu, co widzia&#322;y jej oczy, ale nie mog&#322;a. Bo przecie&#380; na ko&#347;ci ujrza&#322;a ten sam pier&#347;cie&#324;, kt&#243;ry tu&#380; przed swoim znikni&#281;ciem mia&#322; na palcu Hunter Riley. Nie uciek&#322; do Kanady. Kto&#347; go zabi&#322;. Nie wiadomo kto i jak.

Kane siedzia&#322; przy swoim biurku i zgrzyta&#322; z&#281;bami, wpatruj&#261;c si&#281; w dokument &#347;wiadcz&#261;cy o tym, &#380;e Claire go ok&#322;ama&#322;a. Archiwalne zapisy stanu Oregon dotycz&#261;ce daty narodzin Harlana St. Johna nie potwierdza&#322;y tego, co m&#243;wi&#322;a Claire. M&#243;wi&#322;a mu, &#380;e Sean urodzi&#322; si&#281; w lipcu, a prawda by&#322;a taka, &#380;e przyszed&#322; na &#347;wiat pod koniec kwietnia, dok&#322;adnie dziewi&#281;&#263; miesi&#281;cy po &#347;mierci Harleya. Zatem Sean nie jest synem St. Johna, tylko Taggerta.

A mo&#380;e nie?

Wpad&#322;a mu do g&#322;owy inna my&#347;l, jeszcze straszniejsza ni&#380; ta poprzednia. Na pocz&#261;tku odrzuci&#322; j&#261; jako pobo&#380;ne &#380;yczenia, ale im d&#322;u&#380;ej zastanawia&#322; si&#281; nad tym, tym bardziej by&#322; sk&#322;onny uwierzy&#263;, &#380;e to chyba jest realne.

Czy co&#347; przemawia przeciwko tej mo&#380;liwo&#347;ci? Przecie&#380; przed wyjazdem do wojska, tamtego ranka po &#347;mierci Harleya, wielokrotnie kocha&#322; si&#281; Claire. Czas si&#281; zgadza. Idealnie. Czy to mo&#380;liwe, &#380;e mia&#322; syna? Po plecach przebieg&#322; mu dreszcz. Syn. Mo&#380;liwe, &#380;e jest ojcem!

Cholera.  Zerwa&#322; si&#281; i wyszed&#322; na werand&#281;. Jezioro ju&#380; pociemnia&#322;o i kilka gwiazd zacz&#281;&#322;o migota&#263; na fioletowym niebie. Dzieciak jest do niego podobny. Bardziej ni&#380; do Taggerta. Ale mo&#380;e tylko przemawia przez niego g&#322;upia m&#281;ska duma? Wola&#322;by my&#347;le&#263;, &#380;e to on jest ojcem syna Claire, ni&#380; &#380;e jest nim Harley Taggert. Ale dlaczego nazwa&#322;a dzieciaka imieniem Taggerta? Harlan  to by&#322;o drugie imi&#281; Seana.

Zacisn&#261;&#322; palce na przekl&#281;tym dokumencie. Co Claire sobie my&#347;li? Wciska dziecko facetowi, wiedz&#261;c, &#380;e jego ojcem jest kto&#347; inny? Kto? Kt&#243;&#380; to wie, czyim naprawd&#281; synem jest Sean?

Tylko Claire.

Wcisn&#261;&#322; kopi&#281; &#347;wiadectwa urodzenia do przedniej kieszeni d&#380;ins&#243;w i zaro&#347;ni&#281;t&#261; &#347;cie&#380;k&#261; poszed&#322; w stron&#281; jeziora. Wsiad&#322; do &#322;&#243;dki, w&#322;&#261;czy&#322; silnik, ale motor dwa razy warkn&#261;&#322; i zgas&#322;. Kane zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e nie ma paliwa. M&#243;g&#322; przejecha&#263; dooko&#322;a, ale doszed&#322; do wniosku, &#380;e potrzebuje czasu, &#380;eby wszystko przemy&#347;le&#263; i nieco och&#322;on&#261;&#263;. Powoli rozpocz&#261;&#322; bieg wok&#243;&#322; jeziora. Piesza przeprawa na drug&#261; stron&#281; zajmie mu prawie godzin&#281;, ale mo&#380;e do tego czasu rozja&#347;ni mu si&#281; umys&#322; i gniew przyga&#347;nie.

Maj&#261;c tylko blade &#347;wiat&#322;o ksi&#281;&#380;yca za przewodnika, nieprzerwanie bieg&#322; przez skaliste i piaszczyste pla&#380;e, przez zagajniki i chaszcze. Trzyma&#322; miarowe tempo, ani na chwil&#281; nie zapominaj&#261;c o celu. Sko&#324;czy&#322; si&#281; czas k&#322;amstw. Od tej pory interesuje go wy&#322;&#261;cznie prawda, bez wzgl&#281;du na to, jaka jest obrzydliwa i bolesna.

I bez wzgl&#281;du na wszystko Claire wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej wyzna mu prawd&#281;. Ju&#380; by&#322; spocony, gdy wreszcie zobaczy&#322; smugi &#347;wiat&#322;a z pierwszego pi&#281;tra willi. Przeszed&#322; obok stajni. Konie go wyczu&#322;y i zacz&#281;&#322;y prycha&#263;, ale za chwil&#281; wr&#243;ci&#322;y do skubania paszy. &#346;wiadectwo urodzenia niemal wypali&#322;o mu dziur&#281; w kieszeni. Po trawniku doszed&#322; do &#347;cie&#380;ki prowadz&#261;cej do drzwi wej&#347;ciowych, ale kiedy ju&#380; si&#281; do nich zbli&#380;a&#322;, dobieg&#322;y go jakie&#347; g&#322;osy. Okr&#261;&#380;y&#322; dom z boku, &#380;eby doj&#347;&#263; do tylnego tarasu, i zobaczy&#322; siostry  wszystkie trzy siedzia&#322;y wok&#243;&#322; sto&#322;u, na kt&#243;rym migota&#322;a samotna &#347;wieczka.

Ju&#380; zamierza&#322; krzykn&#261;&#263; co&#347; na powitanie, ale u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e jedna z kobiet cicho p&#322;acze. Stan&#261;&#322; jak wryty. &#379;adna z nich jak do tej pory go nie zauwa&#380;y&#322;a, bo by&#322;o ciemno i zas&#322;ania&#322;a go kraw&#281;d&#378; altanki. Nie by&#322;o z nimi dzieci, wi&#281;c przypuszcza&#322;, &#380;e s&#261; ju&#380; w &#322;&#243;&#380;kach, w swoich pokojach. By&#322;o ju&#380; dobrze po p&#243;&#322;nocy.

Jeste&#347; pewna, &#380;e to by&#322; Hunter?  spyta&#322;a Claire. Niczyj g&#322;os tak nie trafia&#322; mu do serca, jak w&#322;a&#347;nie jej.

Tak, tak.  Miranda poci&#261;ga&#322;a nosem.  Jego ubrania i pier&#347;cie&#324;  Szlocha&#322;a, ale w ko&#324;cu zapanowa&#322;a nad sob&#261;.

W g&#322;owie Kanea wirowa&#322;y my&#347;li. Hunter? Hunter Riley?

Wi&#281;c nigdy nie wyjecha&#322; do Kanady?  Tym razem odezwa&#322;a si&#281; Tessa.

Chyba nie. Nie wiem.  Miranda ju&#380; si&#281; opanowa&#322;a.

Przez umys&#322; Kanea przewija&#322;y si&#281; dziesi&#261;tki pyta&#324;. Czy&#380;by Hunter wr&#243;ci&#322; do miasteczka?

Kto&#347;, kto go zabi&#322;, zrobi&#322; wszystko, &#380;eby nigdy go nie znaleziono. Zabity? Riley nie &#380;yje?

Kane sta&#322; jak ko&#322;ek wbity w ziemi&#281;. Nie by&#322; w stanie nawet poruszy&#263; palcem. I chocia&#380; czu&#322; si&#281; winny, pods&#322;uchuj&#261;c, nie m&#243;g&#322; przecie&#380; wtr&#261;ci&#263; si&#281; do prywatnej rozmowy ani te&#380; nie mia&#322; si&#322;y stamt&#261;d odej&#347;&#263;.

S&#261;dzisz, &#380;e kto&#347; go zamordowa&#322;?  spyta&#322;a Claire z niedowierzaniem w g&#322;osie.

Oczywi&#347;cie. By&#322; zdrowy. Wprawdzie policja nie wie, w jaki spos&#243;b zgin&#261;&#322;, ale zosta&#322; zakopany w lesie i nikt o tym nic nie wiedzia&#322; jak d&#322;ugo? Pi&#281;tna&#347;cie? Nie, przez szesna&#347;cie lat.

Jezu  mrukn&#281;&#322;a Tessa.

Claire westchn&#281;&#322;a.

Och, Randa, tak mi przykro.

Jeden cz&#322;owiek wie, co si&#281; sta&#322;o.  Miranda m&#243;wi&#322;a silniejszym, pe&#322;nym przekonania g&#322;osem.  Weston Taggert mnie ok&#322;ama&#322;. Tego dnia, kiedy do niego posz&#322;am, &#380;eby zapyta&#263; o Huntera, powiedzia&#322; mi, &#380;e Hunter si&#281; u niego zatrudni&#322; i pracuje w Kanadzie w Taggert Industries. To by&#322;o k&#322;amstwo.

My&#347;lisz, &#380;e Weston go zabi&#322;?  spyta&#322;a Tessa, zapalaj&#261;c papierosa. Ogie&#324; zapalniczki roz&#347;wietli&#322; jej twarz. W jej oczach r&#243;wnie&#380; l&#347;ni&#322;y &#322;zy.

W ka&#380;dym razie on wie, kto to zrobi&#322;.

To wszystko to jeden wielki kocio&#322;.  Tessa pos&#322;a&#322;a ob&#322;ok dymu w g&#243;r&#281; i zapach tytoniu podra&#380;ni&#322; nozdrza Kanea.  Co mo&#380;emy zrobi&#263;?

P&#243;j&#347;&#263; na policj&#281;.  Claire by&#322;a przekonana, &#380;e to odpowiednie rozwi&#261;zanie. Przez a&#380;urow&#261; &#347;cian&#281; altanki zobaczy&#322; jej twarz, niewyra&#378;n&#261; w s&#322;abym blasku &#347;wiecy, ale wci&#261;&#380; pi&#281;kn&#261;.

Nie wiem, czy mo&#380;emy to zrobi&#263;.

Dlaczego nie? S&#322;uchaj, Randa, mamy do czynienia z morderstwem. Z tego, co wiemy, dokona&#322; go Weston.

To jeszcze nic.  Kane w duchu przeklina&#322; siebie, a mimo to wyt&#281;&#380;a&#322; s&#322;uch.  Jaki&#347; przedmiot le&#380;a&#322; niedaleko cia&#322;a.

Co takiego?  spyta&#322;a Tessa.

N&#243;&#380;. Ju&#380; go wcze&#347;niej widzia&#322;am.

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e by&#322;o to narz&#281;dzie zbrodni?  Tessa mocno zaci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; papierosem, kt&#243;ry b&#322;ysn&#261;&#322; czerwon&#261; iskierk&#261; po&#347;r&#243;d nocy.

Nie wiem. Ale to by&#322; n&#243;&#380; Jacka Songbirda. Ten, co to go nikt nie m&#243;g&#322; znale&#378;&#263; po jego &#347;mierci.

Wi&#281;c my&#347;lisz, &#380;e to Jack zabi&#322; Huntera?  P&#322;odny umys&#322; Tessy wyci&#261;ga&#322; pochopne wnioski.

Nie, nie. Hunter jeszcze &#380;y&#322;, kiedy chowano Jacka, ale ten kto&#347;, kto zabi&#322; Huntera, prawdopodobnie zabi&#322; tak&#380;e Jacka.

Oraz Harleya Taggerta. Kane mia&#322; tak mocno zaci&#347;ni&#281;te z&#281;by, &#380;e a&#380; go to bola&#322;o. Co tu si&#281;, u licha, dzieje? Powinien przypa&#347;&#263; do si&#243;str i za&#380;&#261;da&#263; od nich prawdy, ale nie m&#243;g&#322; wdziera&#263; si&#281; z butami w ich prywatno&#347;&#263;, zw&#322;aszcza &#380;e by&#322;y pogr&#261;&#380;one w smutku.

Claire wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; i dotkn&#281;&#322;a ramienia Mirandy, kt&#243;ra zawsze by&#322;a najtwardsza z nich wszystkich, a teraz jakby skrusza&#322;a. Z jej gard&#322;a dobywa&#322; si&#281; cichy szloch g&#322;&#281;bokiej rozpaczy.

Kocha&#322;am go.  Randa pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.  Bardziej ni&#380; my&#347;la&#322;am, &#380;e potrafi&#281; kocha&#263;.

Wiem  szepn&#281;&#322;a Claire.

Mi&#322;o&#347;&#263; to przekle&#324;stwo.  Tessa wypu&#347;ci&#322;a w powietrze smug&#281; dymu i zgasi&#322;a niedopa&#322;ek w popielniczce.

Czasami  zgodzi&#322;a si&#281; Claire. Wzi&#281;&#322;a g&#322;&#281;boki, rozedrgany wdech.  Przy okazji tego &#347;ledztwa zn&#243;w wszystko rozgrzebi&#261;. Wiesz, sprawy Harleya Taggerta, Jacka i Huntera.

Tessa prychn&#281;&#322;a.

Kane Moran i Denver Styles ju&#380; si&#281; o to zatroszczyli. Bo&#380;e, Moran potrafi tak zale&#378;&#263; za sk&#243;r&#281;, a Styles! Ten typ przyprawia mnie o g&#281;si&#261; sk&#243;rk&#281;. Nigdy nie wiadomo, co naprawd&#281; my&#347;li.

A mnie przyprawia o dreszcz Weston Taggert  wyzna&#322;a Claire.

Amen.  Miranda zamkn&#281;&#322;a oczy i opar&#322;a plecy o krzes&#322;o.

Dobra, s&#322;uchajcie. Wszystko, co si&#281; wydarzy&#322;o tamtej nocy, wyjdzie na jaw. I nie tylko Kane, Denver Styles czy tata b&#281;d&#261; tym zainteresowani  o&#347;wiadczy&#322;a Claire.

Ona ma racj&#281;  potwierdzi&#322;a Miranda przygaszonym g&#322;osem.  Ludzie zaczn&#261; si&#281; zastanawia&#263;.

A Ruby i Hank Songbirdowie narobi&#261; rabanu o ten n&#243;&#380; Jacka. Reporterzy z ca&#322;ego kraju, rywale ojca w wyborach, a nawet tutejsi, kt&#243;rzy pami&#281;taj&#261; tamt&#261; noc, zaczn&#261; o wszystko wypytywa&#263;, w&#281;szy&#263;. Odkryj&#261; prawd&#281;.

O Bo&#380;e  wyszepta&#322;a Tessa i zacz&#281;&#322;a dygota&#263;.

B&#281;dziemy si&#281; trzyma&#263; naszej wersji.  G&#322;os Mirandy by&#322; ju&#380; spokojniejszy. Przej&#281;&#322;a kontrol&#281; nad sytuacj&#261;.

To si&#281; nie trzyma kupy.  Claire wsta&#322;a i zacz&#281;&#322;a si&#281; przechadza&#263; tam i z powrotem po tarasie. Jej sylwetka by&#322;a czarna na tle &#347;wiate&#322; z okien.  A ja nie wiem, jaka jest prawda o tamtej nocy.

Kane odetchn&#261;&#322; z ulg&#261;. Claire nie by&#322;a zamieszana w to niewa&#380;ne, co to by&#322;o.

Claire zn&#243;w dotkn&#281;&#322;a ramienia Mirandy.

Nigdy mi nie powiedzia&#322;a&#347;, co naprawd&#281; si&#281; wydarzy&#322;o.

Tak by&#322;o lepiej.

Claire spacerowa&#322;a nieprzerwanie.

&#379;artujesz! Przez wiele lat wychodzi&#322;am z siebie, zastanawiaj&#261;c si&#281;, dlaczego k&#322;amiemy, i usi&#322;uj&#261;c dociec prawdy.  Nagle si&#281; zatrzyma&#322;a i obj&#281;&#322;a si&#281; ramionami, ja gdyby chcia&#322;a os&#322;oni&#263; serce przed prawd&#261;.

Kane odetchn&#261;&#322;. Nie zabi&#322;a Harleya. Co prawda nigdy nie podejrzewa&#322; jej o to, ale wiedzia&#322;, &#380;e k&#322;ama&#322;a przed nim. Przed &#347;wiatem. I nawet nie wiedzia&#322;a dlaczego.

To to moja wina  powiedzia&#322;a Tessa dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.

Nie, Tesso, przesta&#324;

Zamknij si&#281; Randa. Przez wiele lat dostawa&#322;a&#347; ci&#281;gi za to, &#380;e mnie os&#322;ania&#322;a&#347;.

Tessa? Zab&#243;jczym?

Tessa obiema r&#281;kami przeczesa&#322;a kr&#243;tkie blond w&#322;osy.

By&#322;am pijana i ten wiecz&#243;r sp&#281;dza&#322;am z Westonem. Byli&#347;my w domku przy basenie, kiedy wesz&#322;a tam Randa i rzuci&#322;a si&#281; na nas. I to ostro.

Powinnam by&#322;a go zabi&#263;  wtr&#261;ci&#322;a Miranda.

Randa usi&#322;owa&#322;a nas roz&#322;&#261;czy&#263;, powiedzie&#263; mi, jaki z niego &#322;ajdak i i A ja, cholera, mia&#322;am strasznego bzika na jego punkcie, wiesz o tym.

Claire milcza&#322;a, tylko wpatrywa&#322;a si&#281; w m&#322;odsz&#261; siostr&#281;.

Nie mog&#322;am tego znie&#347;&#263;  powiedzia&#322;a Miranda.  Weston dopiero co prawie mnie zgwa&#322;ci&#322; w swoim biurze. Uratowa&#322;o mnie tylko to, &#380;e kopn&#281;&#322;am go w krocze. Wi&#281;c kiedy znalaz&#322;am go z Tess&#261;, dosta&#322;am bia&#322;ej gor&#261;czki. Usi&#322;owa&#322;am ich rozdzieli&#263; i Weston doszed&#322; do wniosku, &#380;e da mi nauczk&#281;, wi&#281;c O Bo&#380;e  g&#322;os jej dr&#380;a&#322; -wi&#281;c kiedy si&#281; na niego rzuci&#322;am, rozpi&#261;&#322; rozporek i i Claire, zgwa&#322;ci&#322; mnie tak brutalnie, &#380;e &#380;e

Poroni&#322;a  wyszepta&#322;a Tessa. D&#322;onie Kanea zacisn&#281;&#322;y si&#281; w pi&#281;&#347;ci. Claire stan&#281;&#322;a jak wryta.

Poroni&#322;a&#347;?

By&#322;am w ci&#261;&#380;y z Hunterem.

Och, Randa!  Claire obesz&#322;a krzes&#322;o Mirandy, upad&#322;a na kolana i z ca&#322;ej si&#322;y u&#347;cisn&#281;&#322;a siostr&#281;.  Tak mi tak mi przykro.

To nie wszystko  doda&#322;a Tessa.  Ja tylko patrzy&#322;am, jak on jej to robi. By&#322;am zbyt pijana i sko&#322;owana, &#380;eby cokolwiek zrobi&#263; i tylko patrzy&#322;am, jak j&#261; bi&#322; i kopa&#322;, rozerwa&#322; jej ubrania, rzuci&#322; j&#261; na sof&#281;, opu&#347;ci&#322; spodnie i Och, Rando, wybacz, tak mi przykro, tak cholernie przykro.

Sza.

Co&#347; podchodzi&#322;o Kaneowi pod gard&#322;o i pomy&#347;la&#322;, &#380;e za chwil&#281; zwymiotuje. Postanowi&#322;, &#380;e je&#347;li kiedykolwiek spotka Westona Taggerta, to w&#322;asnor&#281;cznie wykastruje sukinsyna, a potem go zabije.

By&#322;am tak zdenerwowana, &#380;e kiedy wreszcie odzyska&#322;am w&#322;adz&#281; w nogach, pop&#281;dzi&#322;am za Westonem  ci&#261;gn&#281;&#322;a Tessa.  Ledwo dobieg&#322;am do posiad&#322;o&#347;ci Taggert&#243;w, zobaczy&#322;am, &#380;e zn&#243;w wyje&#380;d&#380;a.  Wci&#261;gn&#281;&#322;a powietrze w dr&#380;&#261;ce p&#322;uca.  Pobieg&#322;am za nim na przysta&#324;.

Jezu.

Tessa, przesta&#324;  napomnia&#322;a j&#261; Miranda.  To niem&#261;dre.

Ale to prawda, do cholery. My&#347;la&#322;am, &#380;e dopad&#322;am Westona w &#322;&#243;dce, ale by&#322;o ciemno, a ja by&#322;am pijana i patrzy&#322; w inn&#261; stron&#281;, wi&#281;c wzi&#281;&#322;am Harleya za Westona i uderzy&#322;am go kamieniem. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; To by&#322; Harley. Wypad&#322; z &#322;&#243;dki przez reling. Nie chcia&#322;am Nie zabi&#322;abym go  Zacz&#281;&#322;a p&#322;aka&#263; i kaszle&#263;.

Nie  j&#281;kn&#281;&#322;a Claire, g&#322;os jej si&#281; &#322;ama&#322;.  Nie, nie, nie.

Widzia&#322;am, jak oszo&#322;omiona sz&#322;a do domu, wci&#261;&#380; trzymaj&#261;c w r&#281;ku kamie&#324;  dopowiedzia&#322;a Miranda.  Powiedzia&#322;a mi, co si&#281; sta&#322;o, a ja anonimowo zadzwoni&#322;am pod bezp&#322;atny numer policji, ale oni ju&#380; tam byli, bo kto&#347; z innej &#322;odzi zobaczy&#322; jego cia&#322;o. W ka&#380;dym razie pojecha&#322;am do domu i tam znalaz&#322;y&#347;my ciebie.

Wi&#281;c ta krew na twojej sp&#243;dnicy to by&#322;a krew dziecka?

Tak  szepn&#281;&#322;a Miranda.  Dziecka Huntera.

A co Co si&#281; sta&#322;o z kamieniem, kt&#243;rym Tessa uderzy&#322;a Harleya?

Nie wiem. Wyrzuci&#322;am go, kiedy si&#281; zatrzyma&#322;y&#347;my i powiedzia&#322;am ci, &#380;e Harley nie &#380;yje. Pami&#281;tasz tamten odcinek drogi?

Claire skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Rzuci&#322;am go w lesie.

Claire szybko wsta&#322;a i podesz&#322;a do balustrady. Wychyli&#322;a si&#281; przez ni&#261; i zwymiotowa&#322;a. Raz, potem drugi, trzeci. P&#322;aka&#322;a bole&#347;nie, &#380;e Kane o ma&#322;o nie wyszed&#322; z ukrycia. Chcia&#322; do niej podbiec, przytuli&#263;, pocieszy&#263;. Ale nie m&#243;g&#322;.

Nie m&#243;g&#322; dalej pisa&#263; historii &#347;mierci Harleya. Zniszczy&#322;by przez to &#380;ycie zbyt wielu niewinnym osobom. Oto nadszed&#322; kres jego osobistej wendety. Sta&#322; w cieniu altanki i wiedzia&#322;, &#380;e spali wszystkie swoje notatki i dokumenty na temat Dutcha Hollanda. Je&#347;li siostry zechc&#261; kiedy&#347; wyrzuci&#263; to z siebie, to ich sprawa. Ale nie pogr&#261;&#380;y ich i nie odda Tessy pod s&#261;d. Westona Taggerta i tak policja wkr&#243;tce zdemaskuje, je&#347;li to on jest morderc&#261; Huntera i Jacka.

A co do Claire i jej k&#322;amstw o Seanie, to porozmawiaj&#261; o tym p&#243;&#378;niej. Patrzy&#322;, jak Miranda odsuwa krzes&#322;o i podchodzi do Claire.

Wszystko b&#281;dzie dobrze  szepn&#281;&#322;a i pad&#322;y sobie w ramiona.

A co z Westonem?  spyta&#322;a Tessa.  Nie mo&#380;emy pozwoli&#263;, &#380;eby nadal chodzi&#322; wolny.

Miranda mia&#322;a ponur&#261; min&#281;.

Policja si&#281; zorientuje, &#380;e k&#322;ama&#322; w sprawie zatrudnienia Huntera. Skojarz&#261; fakty. A poza tym na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281;, z pomoc&#261; przyjaciela Franka Pertilla, przeprowadzi&#322;am ma&#322;e dochodzenie w swoim biurze. Niekt&#243;re interesy Westona, zw&#322;aszcza to kasyno, o kt&#243;re usi&#322;uje dobi&#263; targu z jednym z plemion, nie s&#261; najczystsze. B&#281;dzie mia&#322; wi&#281;cej problem&#243;w z prawem, ni&#380; kiedykolwiek mu si&#281; &#347;ni&#322;o. Ale to niewa&#380;ne.

Oczywi&#347;cie, &#380;e wa&#380;ne  o&#347;wiadczy&#322;a Tessa rzeczowo.  Musi dosta&#263; za swoje.

Sza. Nie m&#243;w tak  rozkaza&#322;a Miranda.  I powinna&#347; mie&#263; troch&#281; wiary w siebie. Wiem, &#380;e jest ci ci&#281;&#380;ko, ale wszystko jako&#347; si&#281; u&#322;o&#380;y.

Nigdy si&#281; nie u&#322;o&#380;y  powiedzia&#322;a Tessa.

Kane si&#281; wycofa&#322; i z brzemieniem winy w sercu skierowa&#322; ku &#347;cie&#380;ce okalaj&#261;cej jezioro. Zachowa&#322; si&#281; jak jaki&#347; wiejski podgl&#261;dacz. Jednak dobieg&#322; go jeszcze g&#322;os Tessy:  My&#347;l&#281;, &#380;e los na nas si&#281; uwzi&#261;&#322;. Na nas wszystkich.



6.

Claire nie mog&#322;a je&#347;&#263; ani spa&#263;. Po rewelacjach ostatniej nocy bezustannie przewraca&#322;a si&#281; i rzuca&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku, wpatruj&#261;c si&#281; w zegar i wspominaj&#261;c Harleya. S&#322;odki, drogi Harley. Kocha&#322;a go naiwn&#261;, m&#322;odzie&#324;cz&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;. Dop&#243;ki nie spotka&#322;a Kanea, nie w&#261;tpi&#322;a w uczucie, jakim go darzy&#322;a. Bez wzgl&#281;du na wszystkie b&#322;&#281;dy i potkni&#281;cia, nie zas&#322;ugiwa&#322; na to, by umrze&#263;. Ani Tessa nie zas&#322;ugiwa&#322;a na to, &#380;eby sta&#263; si&#281; zab&#243;j czyni&#261;.

Wzi&#281;&#322;a prysznic i ubra&#322;a si&#281;. Zawioz&#322;a dzieci do Stone Illahee na lekcje tenisa i basen, potem wr&#243;ci&#322;a do domu i zastanawia&#322;a si&#281;, czy kiedykolwiek jej si&#281; uda uporz&#261;dkowa&#263; &#380;ycie. Rozwa&#380;a&#322;a, czy nie zatelefonowa&#263; na policj&#281;, kilka razy chwyta&#322;a za s&#322;uchawk&#281;, ale zdecydowa&#322;a, &#380;e pozostawi t&#281; decyzj&#281; Mirandzie. Starsza siostra pracuje u prokuratora okr&#281;gu Multnomah, kt&#243;ry to okr&#281;g stanowi wi&#281;ksz&#261; cz&#281;&#347;&#263; metropolii Portland. Jako prawnik ma pewne zobowi&#261;zania wobec prawdy, sprawiedliwo&#347;ci i litery prawa. Wi&#281;c w&#322;adze Chinook mog&#261; skorzysta&#263; w&#322;a&#347;nie z niej jako &#378;r&#243;d&#322;a informacji.

A ty? Czy nie obchodzi ci&#281;, co jest dobre, a co z&#322;e? &#346;mier&#263; Harleya? To, &#380;e Weston zgwa&#322;ci&#322; Mirand&#281;? &#379;al Mirandy po Hunterze i jego dziecku?

Jej dusz&#281; rozdziera&#322; b&#243;l. Tak wiele agonii. Zbyt wiele.

Podobnie jak zdarza&#322;o si&#281; to w dzieci&#324;stwie, odczu&#322;a potrzeb&#281; ucieczki. Ignoruj&#261;c list&#281; rzeczy do zrobienia, posz&#322;a do stajni. Zauwa&#380;y&#322;a chmury sun&#261;ce po niebie. Niewa&#380;ne. W ci&#261;gu kilku minut osiod&#322;a&#322;a gniad&#261; klacz i skierowa&#322;a si&#281; w stron&#281; starego, zaro&#347;ni&#281;tego szlaku, ku &#347;wi&#281;temu miejscu plemienia Indian, do polany na klifie, przed kt&#243;r&#261; dawno temu ci&#261;gle przestrzega&#322;a j&#261; Ruby. Do tego niezwyk&#322;ego miejsca, gdzie wraz z Kaneem odnalaz&#322;a mi&#322;o&#347;&#263;.

Kane. Serce j&#261; bola&#322;o na my&#347;l o nim. Z pewno&#347;ci&#261; odkryje prawd&#281; i zdemaskuje jej k&#322;amstwa. By&#322;o co&#347; wr&#243;&#380;ebnego w tym, &#380;e to on jest ojcem Seana. I co dalej? Znienawidzi j&#261; na ca&#322;e &#380;ycie? Opu&#347;ci j&#261;? Postara si&#281; przej&#261;&#263; nad nim opiek&#281;? My&#347;li k&#322;&#281;bi&#322;y si&#281; w spirale l&#281;ku. Bo&#380;e, musi mu o tym powiedzie&#263;, i to szybko.

Ponad drzewami unosi&#322; si&#281; klucz mew. Pomi&#281;dzy ga&#322;&#281;ziami rozpo&#347;ciera&#322;y si&#281; sieci paj&#281;czyn po&#322;yskuj&#261;ce kropelkami rosy. Kilka li&#347;ci uderzy&#322;o japo twarzy, kiedy klacz miarowo bieg&#322;a w g&#243;r&#281;, w stron&#281; chmur.

Na szczycie klifu zwolni&#322;a i przywi&#261;za&#322;a konia do drzewa w miejscu, gdzie niegdy&#347; spotyka&#322;a Kanea. Dzisiaj nie by&#322;o tu nikogo i gdyby nie stary &#347;lad po ognisku trudno by&#322;oby uwierzy&#263;, &#380;e na tym gruncie kiedykolwiek stan&#281;&#322;a ludzka stopa. Przeszy&#322; j&#261; ch&#322;odny dreszcz. Zastanawia&#322;a si&#281;, czy Ruby mia&#322;a racj&#281;, m&#243;wi&#261;c, &#380;e ten skrawek ziemi zamieszkuj&#261; duchy umar&#322;ych.

Rozczarowana pozwoli&#322;a klaczy skuba&#263; traw&#281;, a sama siedz&#261;c w siodle, z grzbietu klifu wpatrywa&#322;a si&#281; w to&#324; oceanu, mroczn&#261; i niezg&#322;&#281;bion&#261;. Chmury coraz ni&#380;ej nad ni&#261; opada&#322;y. U&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e nie chodzi&#322;o jej o przeja&#380;d&#380;k&#281;, tylko o to, &#380;eby zn&#243;w spotka&#263; si&#281; z Kaneem. Przyjecha&#322;a tu nie po to, &#380;eby popatrze&#263; na to ponure miejsce, gdzie dokona&#322;o si&#281; ich zbli&#380;enie, lecz na Kanea.

Wi&#281;c go zobaczy.

Wio!  Poci&#261;gn&#281;&#322;a za cugle. W drodze do domu mocno &#347;cisn&#281;&#322;a klacz kolanami, nak&#322;aniaj&#261;c j&#261; do galopu. Z jakiego&#347; powodu czu&#322;a, &#380;e musi prze&#347;cign&#261;&#263; czas. Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e je&#347;li natychmiast nie spotka si&#281; z Kaneem i nie powie mu prawdy, &#347;wiat si&#281; zawali.

Ostatni&#261; osob&#261;, kt&#243;r&#261; Weston spodziewa&#322; si&#281; zobaczy&#263; w swoim biurze, by&#322;a Tessa Holland. I oto ona! Siedzia&#322;a na kanapie, krzy&#380;uj&#261;c kszta&#322;tne nogi. W d&#322;oni trzyma&#322;a zapalonego papierosa. Jako&#347; uda&#322;o jej si&#281; przemkn&#261;&#263; obok gestapowc&#243;w z recepcji. Zreszt&#261; Weston nie mia&#322; nic przeciwko temu. Wygl&#261;da&#322;a jak zwykle seksownie w bia&#322;ym obcis&#322;ym sweterku i czarnej mini. Poczu&#322;, &#380;e jego penis si&#281; napina, i w duchu przekl&#261;&#322; swoj&#261; nadpobudliwo&#347;&#263; seksualn&#261;, kt&#243;ra zawsze &#347;ci&#261;ga&#322;a na niego k&#322;opoty. I to powa&#380;ne.

Tessa  powiedzia&#322; z nadziej&#261;, &#380;e zabrzmi to jak najzwyczajniej. Opar&#322; si&#281; o biurko i obj&#261;&#322; d&#322;o&#324;mi jedno kolano.  Czemu zawdzi&#281;czam taki zaszczyt?

Pomy&#347;la&#322;am, &#380;e ju&#380; czas na spowied&#378;.

Twoj&#261;?

Nie. Twoj&#261;.  Strz&#261;sn&#281;&#322;a popi&#243;&#322; z papierosa i wypu&#347;ci&#322;a z ust smug&#281; dymu.  S&#322;ysza&#322;e&#347;, &#380;e znaleziono cia&#322;o Huntera Rileya w miejscu wykop&#243;w pod rozbudow&#281; Stone Illahee?

Musi by&#263; ostro&#380;ny w tej materii. Najwyra&#378;niej Tessa wie wi&#281;cej, ni&#380; my&#347;la&#322;.

S&#322;ysza&#322;em, &#380;e znale&#378;li jakie&#347; cia&#322;o. Przypuszczaj&#261;, &#380;e mo&#380;e to by&#263; Riley ze wzgl&#281;du na jaki&#347; tam pier&#347;cie&#324;, kt&#243;ry mia&#322; na palcu. Ale nie mo&#380;na tego stwierdzi&#263; na pewno, dop&#243;ki nie zostan&#261; przeprowadzone i po&#347;wiadczone analizy uz&#281;bienia.

To tylko kwestia czasu.  Przechyli&#322;a g&#322;ow&#281; i obrzuci&#322;a go wzrokiem w taki spos&#243;b, &#380;e a&#380; skurczy&#322; si&#281; w sobie.

Zrobi&#322;e&#347; to, Westonie  o&#347;wiadczy&#322;a.  Wszyscy to wiemy, poniewa&#380; k&#322;ama&#322;e&#347;, m&#243;wi&#261;c o jego zatrudnieniu w Kanadzie.  Cmokn&#281;&#322;a.  Wiesz, mia&#322;am ci&#281; za sprytniejszego.

I po co tu przysz&#322;a&#347;? &#379;eby mnie oskar&#380;y&#263; o morderstwo?  Za&#347;mia&#322; si&#281;.  Daj spok&#243;j, Tessa. Wyluzuj. O ile pami&#281;tam, kiedy&#347; sp&#281;dzili&#347;my razem wiele mi&#322;ych chwil. Czy nie dlatego tu przysz&#322;a&#347;?

Chcia&#322;by&#347;. Po prostu chcia&#322;am troch&#281; si&#281; tob&#261; pobawi&#263;.

Tessa, skarbie

O ile ja pami&#281;tam, to kiedy&#347; sp&#281;dzili&#347;my razem kilka przykrych chwil  powiedzia&#322;a, otwieraj&#261;c szerzej niebieskie oczy.  Jak wtedy, kiedy mnie zbi&#322;e&#347; i kaza&#322;e&#347; sobie obci&#261;gn&#261;&#263; druta.

Przesta&#324;

A potem jak zgwa&#322;ci&#322;e&#347; Mirand&#281;. Pami&#281;tasz? Poroni&#322;a. Wiedzia&#322;e&#347; o tym?  Tessa wsta&#322;a i podesz&#322;a do Westona na tyle blisko, &#380;eby tr&#261;ci&#263; go w pier&#347; dwoma palcami, w kt&#243;rych trzyma&#322;a papierosa.  A ja by&#322;am taka s&#322;aba i tak cholernie bezu&#380;yteczna, &#380;e nawet nie mog&#322;am wsta&#263; i jej pom&#243;c. Powinnam by&#322;a ci&#281; wtedy zabi&#263;, Taggert, i oszcz&#281;dzi&#263; tego problemu w&#322;adzom, kiedy oskar&#380;&#261; ci&#281; o zamordowanie Huntera Rileya.

Nie &#380;abi

W takim razie wiesz, kto to zrobi&#322;.  Strzepn&#281;&#322;a popi&#243;&#322; na jego wyk&#322;adzin&#281;.  Lepiej ju&#380; teraz postaraj si&#281; o dobrego adwokata, Taggert, bo b&#281;dziesz go potrzebowa&#322;.

Nie masz &#380;adnego dowodu na to, co m&#243;wisz  odpar&#322; spokojnie, cho&#263; wewn&#261;trz wrza&#322;.  Poza tym kto by ci uwierzy&#322;? Ilu psychiatr&#243;w zmieni&#322;a&#347; w ci&#261;gu ostatnich pi&#281;tnastu lat? Pi&#281;ciu? Dziesi&#281;ciu? I m&#243;wi&#261;, &#380;e nawet sypia&#322;a&#347; z jednym z nich. Chryste, Tessa, nie wiem, o czym m&#243;wisz. Jeste&#347; po prostu kolejn&#261; schizofreniczk&#261;, kt&#243;ra ma wizje.

Nie cofn&#281;&#322;a si&#281; ani o centymetr.

A co z Jackiem Songbirdem? Wiesz, &#380;e znale&#378;li jego n&#243;&#380; obok cia&#322;a Huntera?  Dziwnie si&#281; u&#347;miechn&#281;&#322;a, rozci&#261;gaj&#261;c zmys&#322;owe usta l&#347;ni&#261;ce od czerwonej pomadki. Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, jak gdyby w&#322;a&#347;nie przysz&#322;a jej do g&#322;owy jaka&#347; wa&#380;na my&#347;l.  Czy przypadkiem nie widzia&#322;am tego no&#380;a u ciebie? Pami&#281;tasz? Zaraz potem, jak kto&#347; porysowa&#322; tw&#243;j samoch&#243;d.

Weston zaczyna&#322; si&#281; poci&#263;, ale by&#322; zbyt do&#347;wiadczonym graczem, &#380;eby si&#281; z&#322;ama&#263;.

Co&#347; ci si&#281; przywidzia&#322;o, prawda?

Lecisz g&#322;ow&#261; w d&#243;&#322;, Taggert, i dobrze. Ju&#380; czas. Po prostu chcia&#322;am si&#281; przekona&#263;, czy wreszcie jestem gotowa zeznawa&#263;, nie tylko na temat tego no&#380;a, ale r&#243;wnie&#380; wszystkich innych spraw.

Weston za&#347;mia&#322; si&#281;, cho&#263; mia&#322; ochot&#281; j&#261; udusi&#263; go&#322;ymi r&#281;kami.

Prosz&#281; bardzo. Nie mam nic do ukrycia. Dlaczego mia&#322;bym zabi&#263; Rileya czy Songbirda?

S&#322;uszne pytanie, ale wiesz  zgasi&#322;a papierosa w mosi&#281;&#380;nej popielniczce, kt&#243;ra sta&#322;a na stoliku przy kanapie  gliny maj&#261; ju&#380; swoje sposoby na wykrywanie motyw&#243;w. O  urwa&#322;a, jakby za&#347;wita&#322;a jej w g&#322;owie jaka&#347; nowa my&#347;l.  Pewnie wiesz, &#380;e trwa r&#243;wnie&#380; &#347;ledztwo dotycz&#261;ce twoich interes&#243;w.

&#346;cisn&#281;&#322;o go w do&#322;ku.

&#346;ledztwo?

Jasne. Nie jestem pewna, kt&#243;ry resort zabra&#322; si&#281; za t&#281; kontrol&#281;, urz&#261;d skarbowy czy mo&#380;e jaki&#347; inny, ale lepiej postaraj si&#281; uporz&#261;dkowa&#263; dokumenty.  &#346;ciskaj&#261;c w r&#281;kach torebk&#281;, ruszy&#322;a w stron&#281; drzwi.  Wpad&#322;am tu, &#380;eby przekaza&#263; dobre wie&#347;ci, poniewa&#380; dosz&#322;am do wniosku, &#380;e jestem ci winna solidn&#261; zap&#322;at&#281; za wszystkie przys&#322;ugi, kt&#243;re wy&#347;wiadczy&#322;e&#347; mnie i mojej rodzinie.  Pos&#322;a&#322;a mu ca&#322;usa i chwyci&#322;a za klamk&#281;.  Do zobaczenia w s&#261;dzie.

Wyparowa&#322;a z pokoju wraz z ob&#322;okiem dymu i drogich perfum. Nabiera&#322;a go. Oczywi&#347;cie, &#380;e tak. Bo chyba nie pogardza&#322;a nim a&#380; tak bardzo, &#380;eby zni&#380;y&#263; si&#281; do z&#322;o&#380;enia zezna&#324;. Czy&#380; nie istnieje ustawa o przedawnieniu takich przest&#281;pstw jak gwa&#322;t i pobicie A mo&#380;e to si&#281; zmieni&#322;o? Co do morderstwa, to My&#347;l, Taggert. My&#347;l. Bywa&#322;e&#347; ju&#380; w wi&#281;kszych opa&#322;ach ni&#380; te. Musi by&#263; jakie&#347; wyj&#347;cie!

Okr&#261;&#380;y&#322; biurko i usiad&#322; w swoim fotelu. Serce wali&#322;o mu jak m&#322;otem, a pot zla&#322; ca&#322;e cia&#322;o. Przez chwil&#281; by&#322;o mu niedobrze, ale to min&#281;&#322;o i pomy&#347;la&#322;, &#380;e przecie&#380; jest wyj&#347;cie. Trzeba si&#281; tylko pozby&#263; Tessy. Oraz Seana. Dzieciak jest synem Harleya i potencjalnym wsp&#243;&#322;dziedzicem jego maj&#261;tku. Wi&#281;c trzeba si&#281; nim zaj&#261;&#263;. Zbyt d&#322;ugo i ci&#281;&#380;ko pracowa&#322;. Jednego &#380;ycia by nie starczy&#322;o na to wszystko, co zrobi&#322; w pogoni za coraz wi&#281;ksz&#261; fortun&#261;. Ju&#380; tylko Paige rywalizowa&#322;a z nim o swoj&#261; cz&#281;&#347;&#263; maj&#261;tku, ale jej nigdy nie b&#281;dzie w stanie si&#281; pozby&#263;. Jest potrzebna do opieki nad starym. Zreszt&#261; mo&#380;e mu w jaki&#347; spos&#243;b zagrozi&#263;. Wprawdzie nigdy zbyt wiele nie m&#243;wi&#322;a o tym, ale by&#322; pewien, &#380;e zna wszystkie jego ciemne sprawki, dokumentuje je i czeka na odpowiedni&#261; chwil&#281;, by to wykorzysta&#263; przeciwko niemu.

Wprawnymi palcami zadzwoni&#322; do Denvera Stylesa. Odezwa&#322;a si&#281; automatyczna sekretarka. Nagra&#322; wiadomo&#347;&#263;, &#380;e chce si&#281; spotka&#263; jeszcze tego wieczoru.

Claire nigdy w &#380;yciu nie by&#322;a w chacie Kanea po drugiej stronie jeziora. Wiedzia&#322;a, &#380;e tam mieszka, nawet przep&#322;ywa&#322;a obok motor&#243;wk&#261;, ale nigdy si&#281; tam nie zatrzyma&#322;a, a jej zwi&#261;zek z Kaneem przed jego wyjazdem do wojska by&#322; tak kr&#243;tki i nag&#322;y, &#380;e nie by&#322;o na to czasu. Zreszt&#261; w&#243;wczas Kane szuka&#322; byle pretekstu, &#380;eby wymkn&#261;&#263; si&#281; z domu i uciec od tego pijaka, swego ojca.

Teraz, wje&#380;d&#380;aj&#261;c na parking przed domem, czu&#322;a &#322;omotanie serca. D&#380;ip Kanea sta&#322; przy podje&#378;dzie. Nie by&#322;o odwrotu. Musia&#322;a stan&#261;&#263; z nim oko w oko i powiedzie&#263; mu, &#380;e jest ojcem. Ju&#380; dosy&#263; k&#322;amstw. Mia&#322;a spocone d&#322;onie i wynajdywa&#322;a tysi&#261;ce pretekst&#243;w, &#380;eby nieuniknione od&#322;o&#380;y&#263; na p&#243;&#378;niej, ale nie mog&#322;a. Przyszed&#322; czas.

Ledwie wesz&#322;a na schody przed domem, Kane otworzy&#322; drzwi.

Szukasz mnie?  spyta&#322;, a wydawa&#322; si&#281; bardziej daleki ni&#380; kiedykolwiek, nie przytuli&#322; jej ani nie poca&#322;owa&#322;. Nawet si&#281; nie u&#347;miechn&#261;&#322;. Ale by&#322; jak zwykle przystojny i m&#281;ski. Mia&#322;a ochot&#281; pa&#347;&#263; mu w ramiona, obj&#261;&#263; go, poca&#322;owa&#263; i nigdy nie wypu&#347;ci&#263;.

Musimy porozmawia&#263;.

Z zainteresowaniem uni&#243;s&#322; brwi.

O czym?

O wielu rzeczach.

Przytrzyma&#322; drzwi i wpu&#347;ci&#322; j&#261; do &#347;rodka. Pok&#243;j by&#322; czysty, pomijaj&#261;c stanowisko pracy, na kt&#243;rym le&#380;a&#322;o pe&#322;no papier&#243;w, d&#322;ugopis&#243;w, teczek, spinaczy biurowych, by&#322; tam te&#380; jego komputer. Czu&#322;a, &#380;e stoi za jej plecami i czeka. Szuka&#322;a odpowiednich s&#322;&#243;w, &#380;eby j&#261; zrozumia&#322;.

Jest co&#347; co powiniene&#347; wiedzie&#263;.

Obr&#243;&#263; si&#281;, Claire  poprosi&#322;, dotykaj&#261;c jej ramion i delikatnie j&#261; odwracaj&#261;c, tak &#380;eby nie mog&#322;a unikn&#261;&#263; patrzenia mu w oczy.

Trudno mi o tym m&#243;wi&#263;.  Odchrz&#261;kn&#281;&#322;a.  To dotyczy Seana.

Lekko zacisn&#261;&#322; usta.

Nie jest synem Paula?

Co? Nie, ale

Jest m&#243;j.

Te dwa s&#322;owa wci&#261;&#380; odbija&#322;y si&#281; echem w jej g&#322;owie, zag&#322;uszaj&#261;c panuj&#261;c&#261; w pokoju cisz&#281;. Czy to pot&#281;pienie widzia&#322;a w jego oczach, czy tylko gniew?

Tak.

Dlaczego mi nie powiedzia&#322;a&#347;?

Nie mog&#322;am Kiedy si&#281; o tym dowiedzia&#322;am, by&#322;am ju&#380; m&#281;&#380;atk&#261;. Paul zgodzi&#322; si&#281; oficjalnie uzna&#263; dziecko za swoje i my&#347;la&#322;am  Mia&#322;a w oczach &#322;zy, policzki zarumienione ze wstydu.  To znaczy, dop&#243;ki Sean nie uko&#324;czy&#322; trzech, czterech miesi&#281;cy, my&#347;la&#322;am, &#380;e

&#379;e to jest dziecko Taggerta.

Tak.  M&#243;wi&#322;a dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.  Och, Kane Tak bardzo mi przykro.

Przytuli&#322;a si&#281; do niego i poczu&#322;a, &#380;e jest sztywny jak jego g&#322;os.

My&#347;la&#322;am, &#380;e to Harley jest jego ojcem. Przez ca&#322;y okres ci&#261;&#380;y i w pierwszych miesi&#261;cach &#380;ycia dziecka s&#261;dzi&#322;am, &#380;e jego ojciec nie &#380;yje, &#380;e nigdy nie b&#281;d&#281; mog&#322;a si&#281; z tym pogodzi&#263; Mija&#322;y miesi&#261;ce i lata, a ja coraz bardziej utwierdza&#322;am si&#281; w przekonaniu, &#380;e to tw&#243;j syn. Ale zasz&#322;am w ci&#261;&#380;&#281; z Sam i &#322;atwiej by&#322;o udawa&#263;, &#380;e jeste&#347;my szcz&#281;&#347;liw&#261; normaln&#261; rodzin&#261;.  Piek&#261;ce &#322;zy zamgli&#322;y jej oczy.  Oczywi&#347;cie, &#380;e ni&#261; nie byli&#347;my.

Wstrz&#261;sn&#261;&#322; nim dreszcz. Jeszcze przed sekund&#261; by&#322; taki daleki, a teraz mocno j&#261; obj&#261;&#322; ramionami i przytuli&#322;, jak gdyby chcia&#322; j&#261; posi&#261;&#347;&#263; na zawsze, cia&#322;em i dusz&#261;.

Ju&#380; dobrze  powiedzia&#322;, chuchaj&#261;c jej we w&#322;osy. Kolana jej zadr&#380;a&#322;y. Co zrobi&#322;a, &#380;eby zas&#322;u&#380;y&#263; na jego zrozumienie? Poca&#322;owa&#322; j&#261; w czubek g&#322;owy. Cicho zaszlocha&#322;a.

Kocham ci&#281;  wyzna&#322;a, a on jeszcze mocniej j&#261; przycisn&#261;&#322; do siebie.

Kocham ci&#281;.  Podni&#243;s&#322; r&#281;ce i obr&#243;ci&#322; jej twarz ku swojej.  Wiedzia&#322;em o Seanie.

Zamar&#322;a.

Wiedzia&#322;e&#347;?

Wczoraj to odkry&#322;em.

Co?  Usi&#322;owa&#322;a mu si&#281; wyrwa&#263;, ale zatrzyma&#322; j&#261; w ramionach.

Mam kopi&#281; jego &#347;wiadectwa urodzenia.

O nie  Zapragn&#281;&#322;a zapa&#347;&#263; si&#281; pod ziemi&#281;.

Najpierw pomy&#347;la&#322;em, &#380;e jest synem Taggerta, ale potem, gdy si&#281; nad tym zastanowi&#322;em, doszed&#322;em do wniosku, &#380;e jest bardziej podobny do mojej rodziny. Grupa krwi si&#281; zgadza. Sprawdzi&#322;em to.

Kiedy si&#281; o tym dowiedzia&#322;am, by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Pomy&#347;la&#322;am, &#380;e dla niego lepiej, je&#347;li b&#281;dzie uwa&#380;a&#322; Paula za naturalnego ojca, bo byli&#347;my ma&#322;&#380;e&#324;stwem.  Poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem.  Kolejny m&#243;j b&#322;&#261;d.

Wszystko b&#281;dzie dobrze  powiedzia&#322;.

Jak&#380;e bardzo by chcia&#322;a mu uwierzy&#263;, zaufa&#263; mu.

Nie rozumiem, jak mo&#380;e by&#263; dobrze.

Chcia&#322;bym, &#380;eby&#347; za mnie wysz&#322;a, Claire  o&#347;wiadczy&#322;, patrz&#261;c jej w twarz i u&#347;miechaj&#261;c si&#281; blado.  Stracili&#347;my wiele czasu, ale my&#347;l&#281;, &#380;e jeszcze nie jest za p&#243;&#378;no. Dla nas wszystkich.

Ale Sean i Samantha

Oboje b&#281;d&#261; moimi dzie&#263;mi.

Nie s&#261;dz&#281; Chcia&#322;am powiedzie&#263;, &#380;e przecie&#380; piszesz t&#281; ksi&#261;&#380;k&#281; o Harleyu.

Ju&#380; nie. Musz&#281; ci si&#281; z czego&#347; zwierzy&#263;.  Podprowadzi&#322; j&#261; do sofy i oboje na ni&#261; si&#281; osun&#281;li. Otoczy&#322; j&#261; ramieniem i opowiedzia&#322;, co si&#281; wydarzy&#322;o wczoraj wieczorem, jak bieg&#322; dooko&#322;a jeziora z zamiarem przeprowadzenia z ni&#261; ostrej rozmowy o Seanie, jak p&#243;&#378;niej, kiedy przypadkiem us&#322;ysza&#322; g&#322;osy si&#243;str, nie m&#243;g&#322; si&#281; powstrzyma&#263; od pods&#322;uchiwania.

Nie powinienem by&#322; sta&#263; w ukryciu i s&#322;ucha&#263; tej rozmowy  powiedzia&#322;. Wci&#261;&#380; go gryz&#322;o sumienie.  Ale nie mog&#322;em stamt&#261;d odej&#347;&#263;. Wierz mi, je&#347;li chodzi o mnie, twoje tajemnice s&#261; bezpieczne.

Ju&#380; nic nie jest bezpieczne.

Sza.

Ca&#322;uj&#261;c j&#261;, czu&#322; w ustach smak &#322;ez.

Tylko mi zaufaj, Claire.

Ufam ci.  Dr&#380;&#261;c przytuli&#322;a si&#281; do niego i westchn&#281;&#322;a, jakby ju&#380; si&#281; podda&#322;a.

Zosta&#324; moj&#261; &#380;on&#261;.

Zostan&#281;  obieca&#322;a.

Zn&#243;w j&#261; poca&#322;owa&#322;. Wiedzia&#322;, &#380;e ta kobieta jest jego przeznaczeniem.

Weston ustawi&#322; kliwer i chwyci&#322; wiatr w &#380;agiel. Zadzwoni&#322; do Devnera Stylesa i poprosi&#322; o spotkanie na osobno&#347;ci. Obaj ju&#380; byli na pok&#322;adzie Stephanie i przybijali do brzegu. Steruj&#261;c zgrabn&#261; &#322;odzi&#261;, Weston zastanawia&#322; si&#281;, na ile mo&#380;e Stylesowi zaufa&#263;. Chciwy sukinsyn got&#243;w jest zrobi&#263; prawie wszystko za odpowiedni&#261; sumk&#281;, tego by&#322; pewien. O ile go zna&#322;, Styles nie mia&#322; &#380;adnych skrupu&#322;&#243;w. By&#322; wyrachowanym prywatnym detektywem, kt&#243;ry zapewne mia&#322; jakie&#347; powi&#261;zania ze &#347;wiatem przest&#281;pczym.

Mam problem  wyzna&#322;, steruj&#261;c &#322;odzi&#261; tak, &#380;e p&#322;yn&#281;&#322;a z wiatrem.

Jaki?  Styles obrzuci&#322; go cholernie przenikliwym spojrzeniem.

Mam nadziej&#281;, &#380;e mi pomo&#380;esz go rozwi&#261;za&#263;.

Mo&#380;e.

Chc&#281;, &#380;eby kilka os&#243;b znik&#322;o.

Wiatr targa&#322; w&#322;osy Stylesa, zas&#322;aniaj&#261;c mu oczy, ale wyraz jego twarzy si&#281; nie zmieni&#322;. Nadal przenika&#322; Westona metalowymi, szarymi oczami.

Co znaczy znikn&#261;&#263;?

Odej&#347;&#263; na zawsze. Styles masowa&#322; szcz&#281;k&#281;.

Chcesz, &#380;ebym je zabi&#322;? Weston wzruszy&#322; ramionami.

My&#347;l&#281;, &#380;e tak b&#281;dzie najpro&#347;ciej. Jaki&#347; wypadek na szosie sto jeden, gdzie szosa zakr&#281;ca wysoko nad morzem. Barierki mog&#261; by&#263; mniej wytrzyma&#322;e i samoch&#243;d mo&#380;e wypa&#347;&#263; z drogi. M&#243;g&#322;by stoczy&#263; si&#281; z klifu i wyl&#261;dowa&#263; w oceanie.

Styles prawie niedostrzegalnie zacisn&#261;&#322; szcz&#281;k&#281;.

A kto by by&#322; w tym samochodzie?

Tessa Holland i jej siostrzeniec, Sean St. John.

A je&#347;li powiem nie?

W gr&#281; wchodzi du&#380;a suma pieni&#281;dzy.

Styles zawaha&#322; si&#281;. Weston wiedzia&#322;, &#380;e ju&#380; ma go w gar&#347;ci. Dra&#324; na pewno nie przepu&#347;ci takiej okazji.

Ile?

Par&#281; setek tysi&#281;cy. Musisz tylko znale&#378;&#263; spos&#243;b ich uprowadzenia. Wla&#263; troch&#281; alkoholu w gard&#322;o Tessy, mo&#380;e te&#380; w gard&#322;o ch&#322;opaka. Za&#322;o&#380;&#281; si&#281;, &#380;e ten ma&#322;y wypr&#243;&#380;ni&#322; ju&#380; wiele butelek piwa w swoim &#380;yciu. Gdy ju&#380; b&#281;d&#261; spici, wsadzi&#263; oboje do samochodu Tessy, a kiedy jutro wieczorem wszyscy inni b&#281;d&#261; na przyj&#281;ciu z okazji og&#322;oszenia kandydatury Dutcha na gubernatora, ta dw&#243;jka b&#281;dzie mie&#263; wypadek.

&#379;eby&#347; ty mia&#322; alibi.  G&#322;os Denvera nie odzwierciedla&#322; &#380;adnych reakcji.

Bingo.  Weston zawr&#243;ci&#322; &#322;&#243;d&#378; w kana&#322; wiod&#261;cy do zatoki.  I co ty na to?

Dwie&#347;cie tysi&#281;cy?

Zgadza si&#281;. Sto na pocz&#261;tek.

Kamienne oczy zaiskrzy&#322;y i wida&#263; w nich by&#322;o cie&#324; wahania czy te&#380; drgnienie sumienia. Potem na twarzy Stylesa pojawi&#322; si&#281; szeroki cierpki u&#347;miech.

Umowa stoi, Taggert  o&#347;wiadczy&#322;.  Ale chc&#281;, &#380;eby&#347; mi zap&#322;aci&#322; jutro wieczorem, jak tylko sko&#324;czy si&#281; przyj&#281;cie. Potem znikam na zawsze. I ju&#380; nigdy o mnie nie us&#322;yszysz.

Tym lepiej.  Weston doszed&#322; do wniosku, &#380;e jednak podoba mu si&#281; styl tego go&#347;cia.

Chcia&#322;abym o czym&#347; z tob&#261; pom&#243;wi&#263;  powiedzia&#322;a Claire, kiedy Sean wparowa&#322; do domu jak burza. Ostatnio znika&#322; na wi&#281;kszo&#347;&#263; cz&#281;&#347;&#263; dnia, wci&#261;&#380; obra&#380;ony za przeprowadzk&#281; do Oregonu. Wprawdzie drugi raz nie przy&#322;apano go na kradzie&#380;y, ale w&#322;&#243;czy&#322; si&#281; po okolicy z dzieciakami, kt&#243;rym nie ufa&#322;a, i odszczekiwa&#322; si&#281;. Cz&#281;sto zdarza&#322;o si&#281;, &#380;e cuchn&#261;&#322; piwem i papierosami, cho&#263; nigdy nie z&#322;apa&#322;a go na gor&#261;cym uczynku. Nie widzia&#322;a go te&#380; pijanego.

Wchodzi&#322; po schodach na g&#243;r&#281;, do swego pokoju.

Co?  Gwa&#322;townie obr&#243;ci&#322; si&#281; w jej stron&#281;. Zobaczy&#322;, &#380;e w&#322;o&#380;y&#322;a kremow&#261; sukni&#281;.  O kurcz&#281;! My&#347;lisz, &#380;e p&#243;jd&#281; na to pieprzone przyj&#281;cie, co?

To wielki wiecz&#243;r dla twego dziadka.

Je&#347;li chodzi o mnie, to dziadek mo&#380;e si&#281; wypcha&#263;. Jest sukinsynem, kt&#243;ry pozwala sob&#261; manipulowa&#263;.

Sean!

C&#243;&#380;, taki jest. Poza tym mam inne plany.

Z kim?

Czy to wa&#380;ne?

Oczywi&#347;cie. A to przyj&#281;cie nie jest czym&#347;, od czego mo&#380;esz si&#281; wykpi&#263;.

Mog&#281;, mog&#281;. Dziadkowi wisi, czy tam b&#281;d&#281;, czy nie. I tak mnie nie lubi.

Dlaczego tak m&#243;wisz?

Widz&#281;, jak na mnie patrzy.

Paranoik z ciebie  powiedzia&#322;a Samantha, zbiegaj&#261;c po schodach w nowej sukience.

A ty jeste&#347;

Zmie&#324;my temat, dobrze? Nie mamy czasu na takie dyskusje. Chod&#378; do kuchni, Sean. Musimy o czym&#347; porozmawia&#263;.

Teraz albo nigdy  powiedzia&#322;a sobie. Zbyt wielu ludzi wiedzia&#322;o, &#380;e Sean nie jest synem Paula. Czas, &#380;eby ch&#322;opak pozna&#322; prawd&#281;.

Je&#347;li ktokolwiek twierdzi, &#380;e co&#347; krad&#322;em, to &#322;&#380;e jak

Samantho, musimy na chwil&#281; zosta&#263; sami  o&#347;wiadczy&#322;a Claire, a Sam pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; i wymkn&#281;&#322;a si&#281; na werand&#281;.  Tylko si&#281; nie ubrud&#378;.

Nie ubrudz&#281;. Nie martw si&#281;.  Zatrzasn&#281;&#322;a drzwi.

Claire posz&#322;a za synem do kuchni i patrzy&#322;a, jak szpera w lod&#243;wce i z puszk&#261; coli i kawa&#322;kiem zimnego kurczaka ci&#281;&#380;ko opada na sto&#322;ek przy ladzie. W&#322;osy opada&#322;y mu na twarz. By&#322; wyra&#378;nie zirytowany. Patrzy&#322;a na niego nieufnymi oczami, ale ca&#322;ym sercem go kocha&#322;a.

Chc&#281;, &#380;eby&#347; si&#281; czego&#347; dowiedzia&#322;. Powinnam by&#322;a ci to powiedzie&#263; ju&#380; dawno temu.

No?  Otworzy&#322; puszk&#281; i poci&#261;gn&#261;&#322; &#322;yk.

Chodzi o twego ojca.

To zboczeniec.  Napi&#322; si&#281; znowu coli.

Nie, Sean. Nie m&#243;wi&#281; o Paulu.

Cholera, no to o czym  Gwa&#322;townie podni&#243;s&#322; wzrok. Po&#322;o&#380;y&#322;a d&#322;o&#324; na jego przedramieniu i wyczu&#322;a napi&#281;cie mi&#281;&#347;ni.

Paul St. John nie jest twoim biologicznym ojcem.

O kur  Usun&#261;&#322; r&#281;k&#281;, jakby go jej palce poparzy&#322;y.  Co chcesz przez to powiedzie&#263;?

Tylko to. S&#322;uchaj. Nie by&#322;am m&#281;&#380;atk&#261;, kiedy zosta&#322;e&#347; pocz&#281;ty. Mia&#322;am kogo&#347;, kto poszed&#322; do wojska i o tobie nic nie wiedzia&#322;.

Co?  Zeskoczy&#322; z taboretu, kt&#243;ry poturla&#322; si&#281; i uderzy&#322; w &#347;cian&#281;.  Co?! Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, to jaki&#347; chory &#380;art!

Wcale nie &#380;art.

Ale  Z niedowierzaniem pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Twoim ojcem jest Kane Moran. Seanowi szcz&#281;ka opad&#322;a.

Ten facet z motorem?

Kt&#243;ry uchroni&#322; ci&#281; przed oskar&#380;eniem o kradzie&#380;.

To on jest moim ojcem?  Seanowi g&#322;os si&#281; &#322;ama&#322;.  To kolejne k&#322;amstwo, prawda?

Nie.  Jej oczy patrzy&#322;y &#347;miertelnie powa&#380;nie, a na jego twarzy buntownicza purpura ust&#261;pi&#322;a miejsca trupiej bieli.

Niemo&#380;liwe.

Tak, Sean. Powinnam by&#322;a wcze&#347;niej ci to powiedzie&#263;.

Cholera, no pewnie, &#380;e tak! Mamo, co ty sobie my&#347;lisz? Chcesz mi powiedzie&#263;, &#380;e ca&#322;e moje &#380;ycie to jeden wielki blef?

Nie, ale

Jezu, nie mog&#281; w to uwierzy&#263;!  W oczach stan&#281;&#322;y mu &#322;zy.  Na Boga! Pieprzy&#322;a&#347; si&#281; z nim, a potem wcisn&#281;&#322;a&#347; mnie temu zbocze&#324;cowi St. Johnowi? A co z Sam?  Zn&#243;w &#322;ama&#322; mu si&#281; g&#322;os. Usi&#322;owa&#322; t&#322;umi&#263; p&#322;acz.

Jej ojcem jest Paul.

Niech to diabli!

Sean, tylko mnie wys&#322;uchaj

Jeszcze czego!  Przeskoczy&#322; przez sto&#322;ek i ruszy&#322; w kierunku drzwi.  Do jasnej cholery, nie ma mowy!  Wyskoczy&#322; za drzwi i zacz&#261;&#322; biec co si&#322; w nogach. Claire pop&#281;dzi&#322;a za nim, ale na tarasie obcasy zaczepia&#322;y si&#281; o deski pod&#322;ogi i nie mog&#322;a go dogoni&#263;. Ju&#380; znikn&#261;&#322; w lesie za gara&#380;em i pomostem.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;a Samantha, siedz&#261;ca na ogrodowej hu&#347;tawce.

Powiedzia&#322;am mu co&#347;, czego nie chcia&#322; us&#322;ysze&#263;.

Co?

P&#243;&#378;niej ci powiem. Teraz musz&#281; go odnale&#378;&#263;.

Niech troch&#281; och&#322;onie  poradzi&#322;a Sam.  Przecie&#380; nie musi i&#347;&#263; na to przyj&#281;cie, prawda?

Powinien.

Jest tam potrzebny jak pi&#261;te ko&#322;o u wozu  powiedzia&#322;a Samantha tonem znawczyni.

Claire wpatrywa&#322;a si&#281; bezradnie w las. Sam ma racj&#281;. Nagle zn&#243;w poczu&#322;a, &#380;e powinna za nim pobiec, zatrzyma&#263; go i powiedzie&#263;, &#380;e wszystko si&#281; jako&#347; u&#322;o&#380;y i &#380;e przeprasza za k&#322;amstwa. Modli&#322;a si&#281;, &#380;eby nic mu si&#281; nie sta&#322;o i &#380;eby j&#261; zrozumia&#322;. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e post&#261;pi&#322;a w&#322;a&#347;ciwie.

No dobrze, dajmy mu troch&#281; czasu  powiedzia&#322;a do Samanthy i skierowa&#322;a si&#281; ku domowi. Wesz&#322;y do kuchni, gdy zadzwoni&#322; telefon. Po trzecim dzwonku Claire chwyci&#322;a s&#322;uchawk&#281;.

Claire?  G&#322;os Mirandy.  Widzia&#322;a&#347; Tess&#281;?

Nie. A powinnam?

Wybiera&#322;a si&#281; razem ze mn&#261; na przyj&#281;cie, ale nie ma jej w apartamencie ani nigdzie w Stone Illahee.

To nie by&#322;a niespodzianka.

Wiesz, w jakim jest stanie?

Wiem, &#380;e nie mia&#322;a ochoty i&#347;&#263;, ale w ko&#324;cu obieca&#322;a, &#380;e p&#243;jdzie.

Ju&#380; jej si&#281; zdarza&#322;o, &#380;e nagle zmienia&#322;a zdanie.

W tym wypadku jest inaczej  powiedzia&#322;a Miranda. Przez plecy Claire przebieg&#322; dreszcz niepokoju.  Rozmawia&#322;am z ni&#261; dwie godziny temu. Powiedzia&#322;a, &#380;e zaraz b&#281;dzie gotowa. Ale problem polega na tym, &#380;e ju&#380; wtedy pi&#322;a. Tak s&#261;dz&#281;.

Czasem, kiedy chce sobie doda&#263; animuszu

Wiem, wtedy wypija kieliszek. Ale C&#243;&#380;, i tak nic nie mog&#281; na to poradzi&#263;. Do zobaczenia na przyj&#281;ciu. Mo&#380;e Tessa si&#281; tam pojawi.

Mo&#380;e  mrukn&#281;&#322;a Claire.

Wci&#261;&#380; wpatrywa&#322;a si&#281; w las, gdzie znikn&#261;&#322; jej syn. Wr&#243;ci do domu. Zawsze wraca&#322;. Ale dopiero wtedy, kiedy si&#281; otrz&#261;sn&#261;&#322; i dobrze do tego przygotowa&#322;.

Zerkn&#281;&#322;a na wieczorne niebo. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e ten dzie&#324; jak najszybciej si&#281; sko&#324;czy.

Sala balowa Stone Illahee by&#322;a wype&#322;niona po brzegi. Rozbawieni, wystrojeni go&#347;cie zbierali si&#281; w grupki. Strzela&#322;y butelki szampana, tryskaj&#261;c srebrnymi fontannami. Zas&#322;ane p&#322;&#243;ciennymi obrusami sto&#322;y ugina&#322;y si&#281; od trunk&#243;w i przystawek. Na podium sta&#322; Benedict Holland i og&#322;asza&#322; swoj&#261; kandydatur&#281; na stanowisko gubernatora.

Nastr&#243;j by&#322; podnios&#322;y. Muzyk przy bia&#322;ym fortepianie gra&#322; Happy Days are Here Again, a m&#281;&#380;czy&#378;ni w garniturach poklepywali Dutcha po plecach.

Ale Claire by&#322;a zdenerwowana. Co&#347; tu by&#322;o nie tak. Czu&#322;a to w ko&#347;ciach. Kanea, oczywi&#347;cie, nie by&#322;o na przyj&#281;ciu. Dutch uwa&#380;a&#322; go za wroga. Brakowa&#322;o te&#380; Denvera Stylesa. Claire pomy&#347;la&#322;a, &#380;e to dziwne. Rzeczywi&#347;cie, co&#347; tu nie gra&#322;o. Claire nie mog&#322;a oprze&#263; si&#281; wra&#380;eniu, &#380;e na jej szyi coraz bardziej zaciska si&#281; niewidzialna p&#281;tla.

Gdzie Denver?  spyta&#322;a Miranda.

Sk&#261;d mam wiedzie&#263;?  Claire rozejrza&#322;a si&#281; w t&#322;umie. Us&#322;ysza&#322;a szmer g&#322;os&#243;w i zobaczy&#322;a, jak przez drzwi wej&#347;ciowe ra&#378;nym krokiem wchodz&#261; Weston i Kendall Taggertowie.  O-o!

Co tu si&#281; dzieje?  spyta&#322;a oszo&#322;omiona Miranda.  Tata nigdy by go nie zaprosi&#322;.

Kendal, jak zwykle blada, zdoby&#322;a si&#281; na niepewny u&#347;miech. Claire odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e kobieta jest wystraszona niby gotowa do ucieczki sarna. Za to Weston u&#347;miecha&#322; si&#281; od ucha do ucha i &#347;ciska&#322; wszystkim r&#281;ce, jakby by&#322; mile widzianym go&#347;ciem.

Mo&#380;e jest zapalonym republikaninem?

Mimo to uwa&#380;am, &#380;e ojciec jednak O Bo&#380;e! Uwaga!

Dutch wreszcie ich dojrza&#322; i u&#347;miech zastyg&#322; na jego purpurowej twarzy. Zszed&#322; z podium i przemierzy&#322; ca&#322;&#261; sal&#281;, ignoruj&#261;c najlepsze &#380;yczenia i pozdrowienia go&#347;ci.

Mamy problem  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda.  Wezwij ochron&#281;.

Co si&#281; dzieje?  spyta&#322;a Samantha, wyczuwaj&#261;c niepok&#243;j w g&#322;osie Mirandy.

Nie wiem.  Claire przesz&#322;a w drugi koniec sali, &#380;a&#322;uj&#261;c, &#380;e nie ma przy niej Kanea. Na pewno wiedzia&#322;by, co zrobi&#263;. Wcze&#347;niej zadzwoni&#322;a, &#380;eby go powiadomi&#263; o znikni&#281;ciu Seana. Obieca&#322; poszuka&#263; syna, porozumie&#263; si&#281; z nim i do niej zadzwoni&#263;. Do tej pory si&#281; nie odezwa&#322;.

Odnalaz&#322;a jednego stra&#380;nika. Dutch w&#322;a&#347;nie dotar&#322; do Westona.

Co tu robisz, Taggert?  spyta&#322;.

Weston zaprezentowa&#322; wystudiowany u&#347;miech.

Przyszed&#322;em, &#380;eby ci &#380;yczy&#263; wszystkiego najlepszego.

Akurat!

Dutch  Szef kampanii wyborczej Murdock chwyci&#322; Dutcha za rami&#281;.

Kendall wygl&#261;da&#322;a, jakby chcia&#322;a si&#281; zapa&#347;&#263; pod ziemi&#281;.

Wyno&#347; si&#281;! Weston uni&#243;s&#322; r&#281;k&#281;.

Hej, te&#380; p&#322;ac&#281; sk&#322;adki i jestem pe&#322;noprawnym cz&#322;onkiem

Powiedzia&#322;em: wynocha!

M&#243;wi&#322;am ci, &#380;e to nie jest dobry pomys&#322;  odezwa&#322;a si&#281; Kendall. Fortepian ucich&#322; i rozmowa nios&#322;a si&#281; echem po ca&#322;ej sali. Wszystkie oczy skupi&#322;y si&#281; na nowym kandydacie i jego odwiecznym rywalu.

Nie wiem, jak&#261; zn&#243;w gr&#281; prowadzisz, Taggert, ale r&#243;wnie dobrze mo&#380;esz j&#261; rozegra&#263; gdzie indziej!

Ochroniarze przedzierali si&#281; przez t&#322;um.

Uspok&#243;jmy si&#281; wszyscy  nalega&#322; Murdock.  Benedict, prosz&#281;. Ale Dutch ani my&#347;la&#322; go s&#322;ucha&#263;.

Wyprowadzi&#263; go z mojej posiad&#322;o&#347;ci  rozkaza&#322;.  I to ju&#380;!  Jeden ze stra&#380;nik&#243;w dotkn&#261;&#322; ramienia Dutcha, ale ten tylko gwa&#322;townie odwr&#243;ci&#322; si&#281; i przeszy&#322; go rozw&#347;cieczonym wzrokiem.  Do licha, to m&#243;j hotel, moje przyj&#281;cie, moje

Nagle drzwi si&#281; otworzy&#322;y i wpad&#322; przez nie Kane w towarzystwie trzech policjant&#243;w.

Na lito&#347;&#263; bosk&#261;, co znowu?  burkn&#261;&#322; Dutch.

Wszystkie spojrzenia skupi&#322;y si&#281; na str&#243;&#380;ach prawa. Z wyj&#261;tkiem Claire, kt&#243;ra utkwi&#322;a wzrok w Kanie. O ma&#322;o nie zemdla&#322;a, kiedy zobaczy&#322;a w jego oczach b&#243;l nie do opisania. Sean. Sta&#322;o si&#281; z nim co&#347; przera&#380;aj&#261;cego. Kane przeszed&#322; w g&#322;&#261;b sali i obj&#261;&#322; j&#261; ramionami.

Na sto jedynce zdarzy&#322; si&#281; wypadek  powiedzia&#322; funkcjonariusz do Dutcha.  Samoch&#243;d zeskoczy&#322; z szosy, &#322;ami&#261;c barierk&#281; i wyl&#261;dowa&#322; w oceanie. Pi&#281;tna&#347;cie minut temu. Tablice rejestracyjne wskazuj&#261; na to, &#380;e auto pochodzi&#322;o z Kalifornii, a w&#322;a&#347;cicielk&#261; by&#322;a Tessa Holland.

Miranda krzykn&#281;&#322;a, a pod Claire ugi&#281;&#322;y si&#281; nogi.

Tessa  wyszepta&#322;a. Zrobi&#322;o jej si&#281; niedobrze.

Co?  Dutch cofn&#261;&#322; si&#281; chwiejnie o krok.  Co? Tessa? Nie!

Nie znale&#378;li&#347;my jeszcze &#380;adnego cia&#322;a, ale wys&#322;ali&#347;my ju&#380; ludzi na brzeg. P&#322;etwonurkowie s&#261; gotowi.

Co jeszcze straszniejsze  wyzna&#322; Kane niskim, przera&#380;onym g&#322;osem  podobno wcze&#347;niej widziano Tess&#281; w miasteczku. Z ch&#322;opcem.

Z ch&#322;opcem?  spyta&#322;a Claire, prawie mdlej&#261;c.

Z ch&#322;opcem, kt&#243;rego rysopis pasuje do Seana.

Mrok nocy przecina&#322;o migotanie czerwieni, biali i niebiesko&#347;ci. Radiowozy szeryfa sta&#322;y nad urwiskiem, przy rozerwanej barierce. Skierowane w d&#243;&#322; reflektory o&#347;wietla&#322;y samoch&#243;d Tessy, pogruchotany i zgnieciony, bez szyb.

Ale nie znaleziono &#380;adnych cia&#322; i Claire by&#322;a pewna, &#380;e porwa&#322;y je morskie fale. By&#322;o jej s&#322;abo. &#321;zy parzy&#322;y. Wpatrywa&#322;a si&#281; w ciemn&#261;, wzburzon&#261; wod&#281; i modli&#322;a si&#281;, &#380;eby jakim&#347; cudem ocaleli jej siostra i syn.

Na miejscu wypadku zebra&#322; si&#281; t&#322;um. Fotografowie i reporterzy otoczyli teren odgrodzony ta&#347;m&#261;. Go&#347;cie z przyj&#281;cia wyborczego przyjechali nad urwisko, wszyscy przera&#380;eni i zaciekawieni, wszyscy wdzi&#281;czni losowi za to, &#380;e ich najbli&#380;szych nie by&#322;o samochodzie, kt&#243;ry spad&#322; z wysoko&#347;ci oko&#322;o stu metr&#243;w.

Claire zastyg&#322;a w b&#243;lu, cho&#263; Kane, r&#243;wnie&#380; pogr&#261;&#380;ony w milcz&#261;cym cierpieniu, mocno j&#261; trzyma&#322; w obj&#281;ciach. Kto&#347; zarzuci&#322; jej na ramiona pled. Przypomnia&#322;a sobie noc sprzed lat, kiedy wraz z siostrami wyl&#261;dowa&#322;a w jeziorze Arrowhead i jaka&#347; dobra dusza ofiarowa&#322;a stare koce i rozgrzewaj&#261;c&#261; kaw&#281;.

Jak to si&#281; sta&#322;o?  pyta&#322;a.

Przypomnia&#322;a sobie, jak Miranda napomkn&#281;&#322;a, &#380;e Tessa pi&#322;a. Mo&#380;e przypadkiem natkn&#281;&#322;a si&#281; na Seana i postanowi&#322;a, &#380;e nie p&#243;jdzie na przyj&#281;cie? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Opar&#322;a si&#281; o Kanea, kt&#243;ry zamar&#322; w bezruchu. Do szpaleru samochod&#243;w do&#322;&#261;czy&#322; mercedes Westona Taggerta.

Odejd&#378;cie, ludzie. Rozej&#347;&#263; si&#281;. Nie ma tu nic do ogl&#261;dania  wo&#322;ali policjanci, ale ciekawscy gapie nie dawali za wygran&#261;, a Weston zapali&#322; papierosa, ignoruj&#261;c polecenie funkcjonariuszy.

Skurwiel  mrukn&#261;&#322; Kane, odrobin&#281; rozlu&#378;niaj&#261;c mi&#281;&#347;nie ramion.  Co, do cholery, on tutaj robi?

Kt&#243;&#380; to wie?  Claire by&#322;a zbyt g&#322;&#281;boko pogr&#261;&#380;ona w b&#243;lu i l&#281;ku, &#380;eby si&#281; nad tym zastanawia&#263;.

Ale Kane a&#380; si&#281; rwa&#322; do zwady. Powoli pu&#347;ci&#322; Claire i obr&#243;ci&#322; si&#281; do Taggerta.

Co tu robisz?

Po prostu przyjecha&#322;em z&#322;o&#380;y&#263; kondolencje.

Nikt ich nie potrzebuje.

O co ci chodzi, Moran?

O ciebie. Wiesz, &#380;e to tylko kwestia czasu. Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej aresztuj&#261; ci&#281; za zamordowanie Huntera Rileya.

Nie mam nic

Oraz Jacka Songbirda.

Postrada&#322;e&#347; zmys&#322;y? S&#322;uchaj, je&#347;li nie przestaniesz mnie szkalowa&#263;, to wezw&#281; swojego adwokata i b&#281;dziesz tak d&#322;ugo w&#322;&#243;czy&#263; si&#281; po s&#261;dach, &#380;e odechce ci si&#281; wszystkiego.

Czy&#380;by?  spyta&#322; Kane. W jego oczach by&#322;y gro&#378;ne b&#322;yski, a pi&#281;&#347;ci zaci&#347;ni&#281;te.  Co ty wiesz o tym?  Skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; w stron&#281; zdewastowanej barierki.

Nic, pr&#243;cz tego, &#380;e Tessa Holland nie zauwa&#380;y&#322;a zakr&#281;tu i zamieni&#322;a samoch&#243;d w torped&#281;.

I ty nic o tym nie wiesz.

Szukasz guza, Moran  Weston wykrzywi&#322; usta w u&#347;miechu wy&#380;szo&#347;ci.

Czy&#380;by? A czy Tessa nie mia&#322;a zamiaru zeznawa&#263; przeciwko tobie?

Nie wiem, co ci si&#281; roi.

Kane, przesta&#324;!  ostrzeg&#322;a Claire, wyczuwaj&#261;c, &#380;e rwie si&#281; do b&#243;jki.

Hej tam, spok&#243;j!  rozkaza&#322; muskularny funkcjonariusz z g&#281;stymi w&#261;sami.

B&#281;dziesz mia&#322; za swoje, Taggert! Ju&#380; ja tego dopilnuj&#281;.

Tak jak dopilnowa&#322;e&#347; Dutcha Hollanda? Tylko &#380;e za bardzo zawr&#243;ci&#322;a ci w g&#322;owie jego c&#243;rka i teraz nie wypada ci doko&#324;czy&#263; tej ksi&#261;&#380;ki. Co, nie?

Opowie&#347;&#263; o Taggercie b&#281;dzie znacznie ciekawsza.

Dobra. Wy dwaj, wsiada&#263; do samochod&#243;w!

Kane zacz&#261;&#322; ju&#380; si&#281; odwraca&#263;, ale w tej chwili z po&#347;lizgiem k&#243;&#322; zatrzyma&#322; si&#281; przy nich czarny lexus. Wysiad&#322;a z niego Paige Taggert.

Co, u licha, tutaj robisz?  spyta&#322; Weston.

Paige westchn&#281;&#322;a, spojrza&#322;a na brata i zerkn&#281;&#322;a na Kanea.

Przyjecha&#322;am tutaj, bo pomy&#347;la&#322;am, &#380;e wreszcie nadesz&#322;a odpowiednia pora, bracie.  U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; i wyj&#281;&#322;a z torebki kartk&#281; papieru.

Pami&#281;tasz to? Przed laty znalaz&#322;am t&#281; kartk&#281; w kominku. To kawa&#322;ek &#347;wiadectwa urodzenia, kt&#243;re usi&#322;owa&#322;e&#347; spali&#263;. Dotyczy Huntera Rileya. O, a co do tego pistoletu znalezionego niedaleko cia&#322;a Harleya, to by&#322; m&#243;j, a &#347;ci&#347;lej bior&#261;c, mamy pistolet. Kiedy si&#281; zorientowa&#322;am, &#380;e zabi&#322;e&#347; Huntera Rileya, posz&#322;am ci&#281; szuka&#263;, &#380;eby ci da&#263; popali&#263;. Ale si&#281; wystraszy&#322;am i zawr&#243;ci&#322;am. Harley mnie zobaczy&#322; z &#322;odzi, chcia&#322; wiedzie&#263;, co robi&#281;, i wyrwa&#322; mi pistolet z r&#261;k, a potem wrzuci&#322; go do wody.

I po co ci to?  spyta&#322; Weston.

Bo czas, &#380;eby&#347; zap&#322;aci&#322; za swoje grzechy, Westonie. Zawsze my&#347;la&#322;e&#347;, &#380;e odziedziczysz wszystko. Nawet zabi&#322;e&#347; syna Claire, prawda? Seana? Bo s&#261;dzi&#322;e&#347;, &#380;e jest dzieckiem Harleya. Tylko &#380;e si&#281; pomyli&#322;e&#347; co do jednej rzeczy. Sean wcale nie by&#322; synem Taggerta, tylko Kanea.

Weston si&#281; odwr&#243;ci&#322;. Spojrza&#322; w rozw&#347;cieczon&#261; twarz Kanea i jak kot zap&#281;dzony do k&#261;ta raptownie zrobi&#322; wypad do przodu i jego pi&#281;&#347;&#263; wyl&#261;dowa&#322;a na szcz&#281;ce Kanea.

Nie!  krzykn&#281;&#322;a Claire. Nagle u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e Sean nie &#380;yje, a jego zmasakrowane cia&#322;o le&#380;y gdzie&#347; na dnie morza.

Spok&#243;j!  wrzasn&#261;&#322; policjant.  Na lito&#347;&#263; bosk&#261;!

Kane uderzy&#322; w brzuch Westona, kt&#243;ry odda&#322; mu z nawi&#261;zk&#261;.

Natychmiast przesta&#263;!  rozkaza&#322; funkcjonariusz.

Weston warkn&#261;&#322; i zmierzy&#322; do ciosu, ale Kane kopn&#261;&#322; go kolanem w brzuch. Taggert upad&#322;. Reflektory roz&#347;wietli&#322;y noc i na horyzoncie pojawi&#322;a si&#281; furgonetka. Zatrzyma&#322;a si&#281; z piskiem opon i jednocze&#347;nie otworzy&#322;y si&#281; drzwi.

Z siedzenia kierowcy wyskoczy&#322; Denver Styles z broni&#261; w r&#281;ku.

Dzi&#281;ki Bogu.  Weston u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko.

Z furgonetki wysypali si&#281; policjanci. Wszyscy wymierzyli bro&#324; w Westona.

Na ziemi&#281;, Taggert  rozkaza&#322; Denver.

Co u licha?

Ju&#380;!  Zwr&#243;ci&#322; si&#281; do jednego z policjant&#243;w.  Przeczytaj mu jego prawa.

Ma pan prawo zachowa&#263; milczenie

Chwileczk&#281;? Co to jest?!  krzycza&#322; Weston.

Dopisa&#263; do oskar&#380;e&#324;, &#380;e stawia&#322; op&#243;r  poleci&#322; Styles. Tymczasem z furgonetki wy&#322;oni&#322;y si&#281; jeszcze dwie osoby.

Serce Claire podskoczy&#322;o do gard&#322;a. To by&#322;a Tessa i Sean, wystraszeni, ale cali i zdrowi. Sean, szlochaj&#261;c, pad&#322; w ramiona matki. Claire nie mog&#322;a powstrzyma&#263; &#322;ez, kt&#243;re dos&#322;ownie la&#322;y si&#281; z jej oczu.

Och, Sean  szepn&#281;&#322;a.  Co si&#281; sta&#322;o, kochanie?

To Styles  wyja&#347;ni&#322;a Tessa. By&#322;a bez makija&#380;u i wygl&#261;da&#322;a tak, jakby od wielu dni nie spa&#322;a.  On jest tajnym glin&#261;, tak tajnym, &#380;e nawet Miranda go nie zna.

Miranda, kt&#243;ra przygl&#261;da&#322;a si&#281; powitalnej scenie, przymru&#380;y&#322;a oko.

Wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e ci&#281; sk&#261;d&#347; znam.

Od wielu miesi&#281;cy usi&#322;ujemy przy&#322;apa&#263; Taggerta  powiedzia&#322; Styles.  Pranie brudnych pieni&#281;dzy, przekupstwo. Podejrzewali&#347;my te&#380; morderstwo. Okazuje si&#281;, &#380;e mieli&#347;my racj&#281;. Jego siostra i Tessa zgodzi&#322;y si&#281; zeznawa&#263; przeciwko niemu w sprawach o zamordowanie Jacka Songbirda i Huntera Rileya.  Twarz Stylesa by&#322;a ponura.  Tessa b&#281;dzie postawiona w stan oskar&#380;enia za zabicie Harleya Taggerta. Kiedy j&#261; przes&#322;uchiwa&#322;em, w ko&#324;cu przyzna&#322;a si&#281; do winy.

To by&#322; wypadek!  krzykn&#281;&#322;a Miranda.

Tak czy inaczej, musi stan&#261;&#263; przed s&#261;dem.

Niewa&#380;ne  powiedzia&#322;a Tessa.  Najwy&#380;szy czas. Musia&#322;am to z siebie wyrzuci&#263;.

Och, Tess  Miranda czule obj&#281;&#322;a siostr&#281;.

Przepraszam, &#380;e da&#322;em nog&#281;  powiedzia&#322; Sean. Wygl&#261;da&#322; na skruszonego.  By&#322;em w miasteczku, kiedy pan Styles i Tessa mnie znale&#378;li. Chcieli, &#380;ebym si&#281; zapozna&#322; z tym

Denver ma nagrania rozm&#243;w z Westonem  wyja&#347;ni&#322;a Tessa.  Kiedy Weston mu oferowa&#322; pieni&#261;dze za zabicie nas, nagrywa&#322; go.

Ale dlaczego?  Claire z odraz&#261; zmarszczy&#322;a nos, patrz&#261;c na Westona, kt&#243;rego w kajdankach prowadzono do radiowozu.

Bo ja mia&#322;am zamiar zeznawa&#263; przeciwko niemu. No i my&#347;la&#322;, &#380;e Sean jest dzieckiem Harleya, kolejnym pretendentem do tronu Taggert&#243;w.

Claire jeszcze mocniej przytuli&#322;a syna, a Samantha obj&#281;&#322;a ich oboje ramionami.

Jed&#378;my do domu  zaproponowa&#322; Kane.

Do domu?  Claire by&#322;a zbita z tropu.

Do domu my&#347;liwskiego. Chod&#378;my.  Spojrza&#322; na Mirand&#281;.  Jedziesz z nami?

Nie.  Miranda zerkn&#281;&#322;a na Denvera Stylesa zupe&#322;nie inaczej ni&#380; dotychczas.  Do&#322;&#261;cz&#281; do was p&#243;&#378;niej. Teraz chc&#281; uzyska&#263; troch&#281; wi&#281;cej informacji, a ty  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Tessy  zamknij buzi&#281; na k&#322;&#243;dk&#281;, dop&#243;ki nie skontaktujesz si&#281; z adwokatem.

Dobra rada, pani prokurator  powiedzia&#322; Styles i pos&#322;a&#322; jej u&#347;miech, jakiego dotychczas u niego nie widzia&#322;a.

Teraz  szepn&#261;&#322; Kane do ucha Claire  kiedy fajerwerki ju&#380; si&#281; sko&#324;czy&#322;y i wszyscy s&#261; cali i zdrowi, czy mo&#380;esz mi wy&#347;wiadczy&#263; przys&#322;ug&#281;?

Dla ciebie wszystko.

Dobrze. W takim razie wyjd&#378; za mnie. Jak najszybciej.

Ale

Jakie ale?  spyta&#322;.

Daj spok&#243;j, mamo, dlaczego nie?  spyta&#322; Sean.

Claire obawia&#322;a si&#281;, &#380;e jej serce za chwil&#281; wyskoczy z piersi.

Czas najwy&#380;szy  zgodzi&#322;a si&#281; Samantha. Oczy Kanea w mroku nocy wydawa&#322;y si&#281; czarne.

Wiesz, &#380;e za ciebie wyjd&#281;, Moran  odpowiedzia&#322;a. Wiatr od oceanu rozwiewa&#322; jej w&#322;osy.  Im szybciej, tym lepiej.



Epilog

Claire przyg&#322;adzi&#322;a lukier na urodzinowym torcie Sam  z cytrynowym kremem i wi&#347;niow&#261; polew&#261; Zdaniem Seana to ciasto mia&#322;o obrzydliwy wygl&#261;d i jeszcze gorszy smak, ale by&#322; to ulubiony tort Samanthy Otwar&#322;y si&#281; drzwi wej&#347;ciowe i w domu powia&#322;o zimowym ch&#322;odem.

Claire?  rozleg&#322; si&#281; w przedpokoju g&#322;os Mirandy.

W kuchni!

Claire wrzuci&#322;a &#322;opatk&#281; do zlewu. Wesz&#322;y roze&#347;miane Tessa i Miranda. Claire o ma&#322;o nie zemdla&#322;a z wra&#380;enia. My&#347;la&#322;a, &#380;e Tessa wci&#261;&#380; jest uwik&#322;ana w proces o zab&#243;jstwo Harleya.

Co si&#281; sta&#322;o?

W oczach Tessy l&#347;ni&#322;y &#322;zy. Claire j&#261; u&#347;ciska&#322;a.

Dobre wie&#347;ci  o&#347;wiadczy&#322;a Randa, ci&#281;&#380;ko opadaj&#261;c na jeden z dw&#243;ch wysokich taboret&#243;w.

Tessa poci&#261;ga&#322;a nosem.

Musz&#281; zapali&#263;.

Chcesz si&#281; doigra&#263;?

To nie jest najlepsza pora na kazanie, Randa  Tessa szpera&#322;a w torebce.  S&#281;dzia da&#322; mi doz&#243;r kuratorski!

Dzi&#281;ki Bogu!  Claire mocno u&#347;cisn&#281;&#322;a m&#322;odsz&#261; siostr&#281;.  Wiedzia&#322;am, &#380;e nam si&#281; uda.

Oczywi&#347;cie, musz&#281; w dalszym ci&#261;gu spotyka&#263; si&#281; z z psychiatr&#261; i sk&#322;ada&#263; wizyty kuratorowi, ale  Znalaz&#322;a paczk&#281; virginia slims i wyj&#281;&#322;a jednego papierosa.

Ale b&#281;dzie dobrze!  Claire mrugn&#281;&#322;a, aby powstrzyma&#263; &#322;zy ulgi.

Trzeba przyzna&#263;, &#380;e prawnicy taty stan&#281;li na wysoko&#347;ci zadania  powiedzia&#322;a Miranda.

Tessa strzykn&#281;&#322;a zapalniczk&#261;.

Jak r&#243;wnie&#380; pani adwokat z prokuratury okr&#281;gowej.

Ju&#380; nie. Rezygnuj&#281; z tego. Zamierzam otworzy&#263; prywatne biuro.

Naprawd&#281;?

Mm-hm.  Oczy Mirandy b&#322;yszcza&#322;y.

Uczcijmy to. Mam butelk&#281; szampana

A co powiecie na kaw&#281;?  zasugerowa&#322;a Miranda.

Tess?

Sko&#324;czy&#322;am z chlaniem. Kawa. Brzmi nie&#378;le.  Ale skrzywi&#322;a si&#281;. Tessa, ze wzgl&#281;du na chwilow&#261; niepoczytalno&#347;&#263;, zosta&#322;a uwolniona od zarzutu zamordowania Harleya. Mo&#380;e wreszcie b&#281;d&#261; mog&#322;y zaliczy&#263; ten koszmar do przesz&#322;o&#347;ci. Uszcz&#281;&#347;liwiona Claire nala&#322;a siostrom i sobie po fili&#380;ance kawy i usadowi&#322;a ci&#281;&#380;kie cia&#322;o na taborecie pomi&#281;dzy dwiema siostrami. W sz&#243;stym miesi&#261;cu ci&#261;&#380;y ju&#380; nie by&#322;a tak wiotka jak zazwyczaj, ale nie martwi&#322;a si&#281; tym. Nast&#281;pne dziecko by&#322;o tego warte.

Jak si&#281; czujesz?  spyta&#322;a Miranda.

Przewa&#380;nie dobrze. Kilka razy kr&#281;gos&#322;up mnie bola&#322;, ale nie mog&#281; narzeka&#263;. Chocia&#380; m&#243;j syn uwa&#380;a, &#380;e to tusza. W&#322;a&#347;nie tak okre&#347;la ci&#261;&#380;&#281;.

Przejdzie mu  pocieszy&#322;a Tessa.

Mam nadziej&#281;.  Claire doda&#322;a &#347;mietanki do swojej kawy i popatrzy&#322;a przez okno na czarne chmury zbieraj&#261;ce si&#281; na niebie. Sean w ko&#324;cu dochodzi&#322; do siebie. Zaakceptowa&#322; Kanea jako swojego ojca i cho&#263; czasem jeszcze by&#322;y z nim k&#322;opoty, z dnia na dzie&#324; stawa&#322; si&#281; silniejszy. Natomiast Sam postanowi&#322;a, &#380;e to Kane b&#281;dzie jej tat&#261;, i odm&#243;wi&#322;a odwiedzania Paula w wi&#281;zieniu o minimalnym rygorze. Tak  pomy&#347;la&#322;a Claire, popijaj&#261;c kaw&#281;  wszystko si&#281; powoli uk&#322;ada.

W prezencie &#347;lubnym od Dutcha dosta&#322;a ten dom i cho&#263; Kane zrazu kr&#281;ci&#322; nosem, w ko&#324;cu da&#322; za wygran&#261;, bo Sam i Claire go kocha&#322;y. Benedict zrezygnowa&#322; z kariery politycznej i zarz&#261;dza&#322; Stone Illahee. Przysz&#322;ego lata nast&#261;pi koniec nowego etapu budowy.

Gdy Claire i Kane pobrali si&#281;, Dominique przys&#322;a&#322;a najlepsze &#380;yczenia i serwis do kawy, ale nie postawi&#322;a stopy na ameryka&#324;skiej ziemi. By&#322;a szcz&#281;&#347;liwsza za granic&#261;, z dala od pierwszego m&#281;&#380;a i c&#243;rek.

Hej, czy&#380;by&#347;my mieli go&#347;ci?  Na schodach rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Kanea. Przyw&#322;aszczy&#322; sobie pokoje s&#322;u&#380;&#261;cych na trzecim pi&#281;trze i urz&#261;dzi&#322; w nich sw&#243;j gabinet, w kt&#243;rym pilnie pracowa&#322; nad ksi&#261;&#380;k&#261; o Westonie Taggercie. Buty szybko tupa&#322;y po schodach.  Nie m&#243;wcie mi, &#380;e przysz&#322;a moja ulubiona szwagierka. No nie! Obie naraz!

Bardzo &#347;mieszne  droczy&#322;a si&#281; Miranda.

Tessa jest woln&#261; kobiet&#261;!  Claire promienia&#322;a.

Najwy&#380;szy czas.

Mam nadziej&#281;, &#380;e tym razem to ju&#380; koniec  westchn&#281;&#322;a Tessa.

No pewnie!  o&#347;wiadczy&#322;a Miranda.

Kane podszed&#322; do &#380;ony, obj&#261;&#322; jej brzuch, kt&#243;ry zn&#243;w troch&#281; si&#281; powi&#281;kszy&#322;, i poca&#322;owa&#322; j&#261; w szyj&#281;.

Niech mnie kule bij&#261;! A c&#243;&#380; to jest?!  wskaza&#322; tort.

Pozory myl&#261;. Smakuje gorzej, ni&#380; wygl&#261;da  za&#380;artowa&#322;a Miranda, a Claire zrobi&#322;a oburzon&#261; min&#281;.

Sam go uwielbia.

To najwa&#380;niejsze  o&#347;wiadczy&#322; Kane.

Rozpieszczasz j&#261;.  Tessa wypu&#347;ci&#322;a pod sufit smug&#281; dymu.

Zas&#322;uguje na to.

Claire zachichota&#322;a, bo zauwa&#380;y&#322;a brylant na d&#322;oni siostry.

Co to jest?  spyta&#322;a nie&#347;mia&#322;o.

Och, nie m&#243;wi&#322;am ci? Denver mi si&#281; o&#347;wiadczy&#322;  powiedzia&#322;a Miranda z tajemniczym u&#347;miechem na ustach.

Jak mog&#322;a&#347; trzyma&#263; to w tajemnicy przede mn&#261;?

To sta&#322;o si&#281; dopiero wczoraj wieczorem.

Wiedzia&#322;a&#347;?  Claire spojrza&#322;a z ukosa na Tess&#281;.  I nic mi nie powiedzia&#322;a&#347;?

Dowiedzia&#322;am si&#281; kilka godzin temu. Mo&#380;esz mi nie wierzy&#263;, ale naprawd&#281; mam inne sprawy na g&#322;owie.

Niesamowite!  Claire pochyli&#322;a si&#281; nad Mirand&#261; i u&#347;cisn&#281;&#322;a j&#261; tak mocno, &#380;e obie o ma&#322;o nie spad&#322;y z taboret&#243;w.  O Rando! Cudownie!

Prawda?  szepn&#281;&#322;a Miranda.  Kto by pomy&#347;la&#322;.

Pani Miranda Styles  chichota&#322;a Claire.  A wiesz, &#380;e ci pasuje?

A niech to!  Tessa wznios&#322;a oczy do g&#243;ry.  Teraz jeste&#347; tak&#261; sam&#261; sentymentaln&#261; nimf&#261; jak Claire!

Patrzcie no  Claire zn&#243;w nie mog&#322;a powstrzyma&#263; &#322;ez.  Odk&#261;d zasz&#322;am w ci&#261;&#380;&#281;, nie mog&#281; przesta&#263; p&#322;aka&#263;.

Widzicie? Taki ze mnie m&#261;&#380;  wtr&#261;ci&#322; Kane.

Wygl&#261;da na to, &#380;e ona to lubi  orzek&#322;a Tessa.

Mam nadziej&#281;.  Kane spojrza&#322; Claire g&#322;&#281;boko w oczy, zn&#243;w j&#261; przytuli&#322; i na oczach si&#243;str poca&#322;owa&#322; tak, jak gdyby by&#322;a jedyn&#261; kobiet&#261; na &#347;wiecie. Dla niego naprawd&#281; ni&#261; by&#322;a.



Lisa Jackson



***






